IFA 2019: Inteligentne kuchnie coraz bardziej zaawansowane. Przyszłość należy do robotów samodzielnie przyrządzających potrawy i rozpoznających nastrój właściciela

Inteligentna kuchenka rozgrzeje się do odpowiedniej temperatury, poinstruuje kucharza, co ma w danym momencie zrobić i w odpowiedniej chwili uruchomi okap. Z kolei lodówka przyszłości sama złoży zamówienie na brakujące produkty. Największym przełomem będzie jednak wejście do kuchni inteligentnych robotów, które będą umiały nie tylko siekać i przyprawiać, lecz także poprawią nastrój właściciela, przygotowując mu wymarzoną potrawę. Najnowsze technologie w zakresie inteligentnej kuchni zaprezentowano podczas targów IFA 2019. 

– Aplikacje smart w sprzętach kuchennych zyskują coraz to nowe poziomy użytkowania. Na początku to była m.in. komunikacja z serwisami i pomaganie użytkownikowi w korzystaniu. W tej chwili kolejną platformą jest współpraca z Alexą, poprzez rozmowę z którą możemy ustawić każdy z parametrów pracy czy poprosić o przygotowanie ulubionej potrawy – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Waldemar Pokora z firmy Sharp.

Firma Miele zaprezentowała na targach IFA 2019 płytę indukcyjną działającą pod kontrolą aplikacji mobilnej. Aplikacja ta wydaje kuchence i osobie przyrządzającej posiłek instrukcje w oparciu o przepisy z bazy danych. Aplikacja włącza płytę kuchenną, a następnie podgrzewa ją do odpowiedniej temperatury i podtrzymuje jej poziom. Na podstawie wskazań czujników wydawane są komendy dla kucharza co do dalszych czynności, które trzeba wykonać, np. przyprawić potrawę lub obrócić ją na drugą stronę. Dzięki temu danie może być przygotowane w sposób odpowiadający standardom restauracyjnym. Kuchenka komunikuje się również z inteligentnym okapem. Informuje, w jakiej temperaturze aktualnie gotuje i jaki jest czas trwania przygotowania posiłku. 

– Zyskujemy dzięki takim urządzeniom olbrzymie możliwości, ponieważ osoby, które słabo gotują, szukają poradników na stronie internetowej. QR kody czy mikrochipy, które będą instalowane w opakowaniach w bardzo prosty sposób skomunikują się z urządzeniami i ściągną, mówiąc w uproszczeniu, receptę potrzebną do przygotowania potrawy – ocenia Waldemar Pokora.

Targi IFA 2019 to również rynkowy debiut inteligentnej kamery przeznaczonej do zainstalowania w lodówce. Dzięki FridgeCam można za pośrednictwem aplikacji mobilnej podejrzeć, co znajduje się w chłodziarce. Trójstopniowy system identyfikacji produktów wskaże natomiast, co trzeba dokupić przy okazji najbliższych zakupów. Proces składania zamówienia może zostać zautomatyzowany, więc rola właściciela mieszkania ograniczy się jedynie do rozpakowania paczki od dostawcy.

– Kamery w lodówkach są już dzisiaj trendem. Lecz są także rozwiązania komunikacyjne, dzięki którym w chwili oczekiwania na zakończenie procesu gotowania możemy np. przejrzeć sobie newsy na dużym ekranie lodówki – wskazuje ekspert.

Zaprezentowany podczas pokazu kulinarnego z udziałem nagrodzonych gwiazdką Michelin szefów kuchni robot Samsung Bot Chef wykorzystuje z kolei system oparty na sztucznej inteligencji. Dzięki niemu jest w stanie nauczyć się szeregu czynności przydatnych w kuchni: od krojenia i mieszania do precyzyjnego doprawiania potraw. Bot Chef może być sterowany bezpośrednio  za pomocą poleceń głosowych lub dedykowanej aplikacji mobilnej.

Eksperci przewidują, że roboty już niebawem mogą przejąć więcej zadań w inteligentnej kuchni.

– Uczenie maszynowe to bardzo szybko rozwijający się segment rynku i podejrzewam, że w krótkim czasie możemy być zaskoczeni nowinkami. Nasze urządzenie będzie wiedziało, w jakim jesteśmy nastroju i co potrzebujemy zjeść lub przygotować albo jaka jest nasza ulubiona potrawa. Filmy science fiction stają się w tej chwili coraz częściej rzeczywistością – przewiduje Waldemar Pokora.

Według analityków z Globe Newswire światowy rynek inteligentnych urządzeń kuchennych przekroczy do 2025 roku wartość 32 mld dol. Największy, bo sięgający 35 proc., udział w rynku mają mieć inteligentne lodówki.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/ifa-2019-inteligentne,p1692899040

IFA 2019: Inteligentny zegarek zasilany ciepłem ciała i panelem słonecznym nie wymaga ładowania. Urządzenie może zrewolucjonizować rynek smartwatchy

Smartwatche stają się osobistymi komputerami. Dzięki aplikacjom monitorują liczbę kroków, sprawdzają tętno. Z drugiej strony pełnią funkcje mobilne, jak wyświetlanie powiadomień, wysyłanie wiadomości, odbieranie połączeń, udzielanie wskazówek. Urządzenia różnią się oferowanymi funkcjami, wyglądem i dotykiem, jednak większość napotyka tę samą przeszkodę – żywotność baterii. PowerWatch wyposażony jest w silnik termoelektryczny, który czerpie energię z ciepła ciała użytkownika. To pierwszy inteligentny zegarek, który praktycznie nie wymaga ładowania za pomocą ładowarki.

– PowerWatch to w pełni funkcjonalny smartwatch, który jest zasilany przy pomocy zjawiska termoelektryki. Zasilany jest dzięki temperaturze naszego ciała, a właściwie dzięki różnicy w temperaturze ciała i temperaturze środowiska zewnętrznego. Jesteśmy jednak w stanie wyprodukować na tyle dużo energii, żeby zegarka nie trzeba było w ogóle ładować za pomocą ładowarki – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Steve Muttram z PowerWatch.

Producenci inteligentnych zegarków prześcigają się w nowych funkcjonalnościach. Smartwatche już nie tylko mierzą tętno, liczbę kroków czy spalonych kalorii. Potrafią wykryć nieprawidłowości rytmu serca, sprawdzają poziom promieniowania UV i alarmują, jeśli potrzebna jest dodatkowa ochrona przed słońcem. Podpowiadają, kiedy organizm jest narażony na odwodnienie, a kiedy konieczny jest odpoczynek. Pomagają też zwalczyć nawyki, np. przewidują, kiedy najdzie nas ochota na papierosa, i zachęcają do przedłużania przerw między paleniem.

Smartwatche są już supercienkie i superlekkie. Wszystkie obecne na rynku mają jednak jedną wadę – żywotność baterii.

– Wewnątrz zegarka zamontowaliśmy układ termoelektryczny, zaś z przodu znajduje się panel słoneczny. Gdy jest zimno, zegarek produkuje znacznie więcej energii, niż gdy jest ciepło, ale wówczas wspomagamy się właśnie panelem słonecznym. Ilość produkowanej energii liczona jest w mikroamperach, ale to wystarczająco dużo żeby zasilić smartwatcha – przekonuje Steve Muttram.

Akumulator w PowerWatch jest uzupełniany energią wytworzoną przez ludzkie ciało. Wykorzystuje generator termoelektryczny i dzięki ogniwu fotowoltaicznemu – energię słoneczną. Matrix PowerWatch X rozwiązał największy problem ze smartwatchem, czyli krótki czas pracy baterii. Innowacyjna metoda ładowania wykorzystywała ciepło ciała. Drugi model PowerWatch wykorzystuje tę samą technologię, z dodatkowym źródłem energii – słońcem. Przy okazji jest w pełni funkcjonalnym smartwatchem.

– Urządzenie ma takie funkcje, jak liczenie kroków czy kalorii, a także mierzenie jakości snu. Jest także użyteczne podczas biegania, jazdy na rowerze czy pływania, gdyż jest wodoodporne do 200 metrów. Ma także odbiornik GPS oraz funkcję mierzenia pulsu. Skierowany jest głównie do podróżników, atletów, biegaczy czy chodzących na siłownię – wymienia ekspert.

PowerWatch ma wszystkie funkcje, jakie inteligentny zegarek mieć powinien – kolorowy wyświetlacz, śledzenie lokalizacji GPS, monitoruje też częstotliwość serca, śledzi aktywność, monitoruje sen i liczy kalorie. Co więcej, materiał MATRIX przewodzi elektryczność jak miedź i izoluje ciepło jak włókno szklane. Jest o 30 proc. bardziej wydajny niż konwencjonalne materiały termoelektryczne. Zegarek jest też ekologiczny – nie wymaga baterii.

– Obecnie zegarki działają od 7 do 20 godzin, w zależności od aplikacji. Tu widzimy naszą szansę, ponieważ niezależnie od aplikacji PowerWatch działa zawsze. Oczywiście jeśli planujesz pobiec w maratonie, to prawdopodobnie lepiej będzie w pełni naładować zegarek przed zawodami, dlatego zegarek będziemy sprzedawać z ładowarką. Jednak dla przeciętnego użytkownika ładowarka nie będzie potrzebna – podkreśla Steve Muttram.

Według Allied Market Research rynek inteligentnych zegarków do 2025 r. osiągnie wartość 31 mld dol. W najbliższych latach ma się rozwijać w tempie powyżej 16 proc. średniorocznie.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/ifa-2019-inteligentny,p1303378846

IFA 2019: Hulajnogi elektryczne mają już zasięg 65 kilometrów. Przyszłością mikrokomunikacji miejskiej jest sztuczna inteligencja

Najnowsza hulajnoga elektryczna zaprezentowana na targach IFA przez Segway osiąga zasięg 65 kilometrów na jednym ładowaniu i jest wyposażona w innowacyjne opony znacznie poprawiające poziom bezpieczeństwa. Przyszłość mikromobilności wiąże się jednak z wdrażaniem sztucznej inteligencji, zarówno w procesie obsługi, jak i organizacji usług współdzielenia pojazdów. Do 2030 roku rynek hulajnóg elektrycznych niemalże potroi swoją wartość.

– We wszystkich krajach i wielu miastach można zauważyć wiele rozwiązań w zakresie mikromobilności. To jedna z największych rewolucji na całym świecie. Głównie są to rozwiązania zapewniające transport na krótkich dystansach, na terenie miasta – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Richard van Santen, wiceprezes ds. sprzedaży i marketingu w Segway Europe.

Segway zaprezentował podczas tegorocznych targów IFA nową linię elektrycznych hulajnóg. Ninebot KickScooter MAX G30 cechuje się największym na rynku zasięgiem na jednym ładowaniu. Wynosi on 65 kilometrów, podczas gdy np. hulajnogi Xiaomi osiągają zasięg 30–40 kilometrów. Innowacyjnym rozwiązaniem zastosowanym w nowej linii hulajnóg jest bezdętkowa opona pneumatyczna z wewnętrzną powłoką zapobiegającą przebiciu i systemem podwójnego hamowania. Dzięki temu pojazd ma większą stabilność.

– Bezpieczeństwo jest dla nas najważniejsze. Barierą są jednak regulacje prawne, które w różnych krajach, a nawet miastach mogą być inne. Staramy się nadążać za zmianami w prawie i oferować produkty, które zawsze są zgodne z obowiązującymi regulacjami, np. ograniczającymi prędkość urządzeń. Dla przykładu nowy model elektrycznej hulajnogi jest dostosowany do niemieckiego prawa – ma m.in. miejsce na naklejkę z ubezpieczeniem, co jest w Niemczech wymagane, a także ma ograniczenie prędkości do 20 km na godzinę. Dzięki tym zmianom możliwe jest poruszanie się hulajnogą po publicznych drogach – wyjaśnia Richard van Santen.

Wersja hulajnogi ze specyfikacją na rynek europejski poza Niemcami osiąga natomiast prędkość 25 km/h. Model ma być dostępny od października w sklepach w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce. Tymczasem niedawno zostały zaprezentowane prototypy hulajnóg, które stanowią zapowiedź elektromobilności opartej na sztucznej inteligencji. KickScooter T60 ma być biznesową linią współdzielonych hulajnóg. Model ten wykorzystuje sztuczną inteligencję do tego, by samodzielnie dotrzeć do celu, a potem do stacji ładowania. Pojazd może pracować w dwóch trybach: zdalnego sterowania na krótkich dystansach i samodzielnego pilotowania na dłuższych dystansach. Operatorzy mogą zdalnie sterować zautomatyzowanym ruchem hulajnóg za pośrednictwem chmury.

– Pewnego dnia na ulicach pojawią się inteligentne hulajnogi elektryczne, które będą mogły poruszać się autonomicznie. To może rozwiązać problem zbyt wielu hulajnóg pozostawionych na ulicach. Wyposażone w sztuczną inteligencję urządzenia będą mogły np. same dojechać do strefy parkingowej. Sztuczna inteligencja to coś, nad czym obecnie pracujemy – mówi ekspert.

Według analityków z Grand View Research światowy rynek hulajnóg elektrycznych ma do 2030 roku osiągnąć wartość niemal 42 mld dol., podczas gdy w 2017 roku było to 14,5 mld dol. Średnioroczne tempo wzrostu wyniesie 8,5 proc.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/ifa-2019-hulajnogi,p1686399118

Klienci banków boją się cyberzagrożeń, ale nie stosują zabezpieczeń. Co piąty nie zmienia hasła do konta

Klienci banków i firm pożyczkowych spotykają się z rosnącą liczbą zagrożeń, takich jak kradzieże tożsamości, wyłudzenia, fraudy kredytowe czy cyberprzestępczość. Ponad połowa Polaków jest ich świadoma, ale obawy nie idą w parze z prewencją – co piąty nie stosuje haseł w urządzeniach i aplikacjach, a 22 proc. nie zmienia hasła do konta bankowego. Biuro Informacji Kredytowej stworzyło dla banków specjalną Platformę Antyfraudową, aby zapobiegać takim wyłudzeniom. Z kolei klienci indywidualni mogą chronić się za pomocą Alertów BIK, czyli automatycznych powiadomień o weryfikacji danych osobowych w związku ze złożonym wnioskiem o kredyt.

– W kwestii finansowania osób indywidualnych sytuacja na rynku jest stabilna i wzrostowa. W ubiegłym roku wzrost wartości portfela kredytowego był na poziomie 8 proc., w obecnym jest on kontynuowany – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rafał Bednarek, wiceprezes Biura Informacji Kredytowej.

Portfel kredytowy osób fizycznych w bankach i instytucjach pożyczkowych jest obecnie wart 655 mld zł. Największą jego część stanowią długoterminowe kredyty hipoteczne, natomiast gotówkowe odpowiadają za ok. 1/4 tej wartości. Jak wynika ze statystyk BIK, w pierwszych 7 miesiącach br. portfel kredytów hipotecznych wyraźnie wzrósł. Mimo że sprzedaż takich kredytów zwiększyła się nieznacznie (o 1,2 proc. w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej), to w tym czasie nastąpił istotny, 13-proc. wzrost tej sprzedaży.

– Wytłumaczenie jest proste. Po pierwsze, rosną ceny mieszkań w dużych aglomeracjach miejskich, gdzie kredytobiorcy najchętniej zaciągają kredyty. Po drugie, z początkiem ubiegłego roku zakończył się rządowy program MdM, co ma odzwierciedlenie w mniejszej dynamice tych kredytów zaciąganych na niższe kwoty. Natomiast w kredytach gotówkowych, a więc drugiej istotnej pozycji w portfelu banków i firm pożyczkowych, widzimy nieznaczny spadek liczby udzielonych pożyczek o ok. 1 proc. – mówi Rafał Bednarek.

Jak zauważa, w segmencie kart kredytowych – po wielu latach stagnacji – nastąpił wyraźny, 24-proc. wzrost wartości udzielanych limitów. Wynika on m.in. z faktu, że banki wydają wiele kart mobilnych do obsługi płatności w internecie. Z drugiej strony, transfery socjalne z budżetu państwa, takie jak Rodzina 500 plus, spowodowały, że część osób uzyskało zdolność kredytową, której nie miała wcześniej.

– Ciekawa sytuacja jest też na rynku pożyczek z firm pożyczkowych. Po kilku latach wzrostu widzimy pewne spowolnienie, firmy pożyczkowe wyraźnie hamują. Wynika to z kilku czynników. Po pierwsze, po aferze GetBacku rynek korporacyjnych obligacji spowolnił. Rzeczywiście trudniej jest uzyskać finansowanie przez firmy, które finansują się obligacjami. Ponadto na agendzie jest w tej chwili ustawa antylichwiarska, która powoduje niepewność co do dalszych losów branży i stąd to spowolnienie – mówi Rafał Bednarek.

Wiceprezes BIK podkreśla również, że klienci banków i firm pożyczkowych spotykają się z rosnącą liczbą zagrożeń takich, jak kradzieże tożsamości, wyłudzenia, fraudy kredytowe czy cyberprzestępczość. Z badania „Ochrona tożsamości”, przeprowadzonego przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie BIK, wynika, że 41 proc. Polaków w wieku 15–65 lat doświadczyło różnych form zagrożeń bezpieczeństwa danych, a 62 proc. obawia się zagrożeń w cyberprzestrzeni.

– Ekspozycja usług finansowych w internecie jest coraz większa, dlatego jest coraz więcej zagrożeń z tym związanych. Drugi problem to fakt, że nie wszyscy klienci wiedzą, na jaki kredyt ich stać, i mamy do czynienia ze zjawiskiem przekredytowania. W sektorze bankowym jest ono obecne od dawna, miało dużą skalę w czasie kryzysu 2008–2009, ale i w tej chwili jest blisko 100 tys. osób, które mają więcej niż 10 pożyczek lub kredytów równocześnie. Nie wszyscy klienci wiedzą, jaki poziom zadłużenia jest adekwatny do ich sytuacji finansowej, co jest dla nich przyczyną trudności – mówi Rafał Bednarek.

Z badań przeprowadzonych przez Quality Watch na zlecenie BIK wynika, że Polacy są świadomi zagrożeń na rynku finansowym. Ponad połowa jest świadoma niebezpieczeństw takich, jak wyłudzenia kredytów (58 proc.), kradzież tożsamości (57 proc.), kradzież danych z karty kredytowej (57 proc.), kradzież pieniędzy z konta (54 proc.) czy wyłudzenie abonamentu (39 proc.). Co czwarty badany zadeklarował, że kradzież danych z karty kredytowej i wyłudzenia kredytów zdarzyły się osobie, którą zna, a ok. 5 proc. doświadczyło tego osobiście. Ponadto 88 proc. Polaków ma także poczucie niepewności wobec swoich danych.

Obawy te nie idą jednak w parze z prewencją. Co piąty internauta (17 proc.) nie stosuje haseł w urządzeniach, aplikacjach, serwisach. 22 proc. nie zmienia hasła do konta bankowego, a 27 proc. robi to raz w roku lub rzadziej. Telefony także pozostają bez hasła u co czwartego badanego.

– Nie zawsze chronimy się adekwatnie. Zostawiamy tę ochronę bankom lub dostawcom usług internetowych. Natomiast w dużej mierze to właśnie człowiek jest słabym ogniwem. Brak świadomości, brak zabezpieczeń, skonfigurowanych haseł czy zabezpieczeń na smartfonie powodują, że otwieramy się na te zagrożenia – mówi Rafał Bednarek.

Ze statystyk BIK wynika, że w ubiegłym roku udaremniano średnio 15 wyłudzeń kredytów dziennie, jednak w sumie mogło dojść do nawet 67 tys. skutecznych wyłudzeń na sumaryczną kwotę ok. 600 mln zł. Dlatego Biuro Informacji Kredytowej stworzyło Platformę Antyfraudową, aby im zapobiegać – to swego rodzaju tarcza gwarantująca bankom efektywną wymianę informacji w procesie skutecznego przeciwdziałania nadużyciom. Do usługi tej jest już przyłączonych 7 banków, kolejnych 5 już podpisało umowy o przystąpieniu do platformy.

– Chociaż BIK kojarzy się najczęściej ze współpracą z bankami i instytucjami finansowymi, to od pewnego czasu rozwijamy usługi dla konsumentów. Na naszej platformie można założyć sobie konto i mieć dostęp do szeregu usług, m.in. do raportu kredytowego, albo uzyskać informację o tym, co wiedzą o nas banki w zakresie scoringu. Jest też usługa odpowiadająca właśnie tym zagrożeniom zewnętrznym, a więc Alerty BIK. Przy pomocy alertów można chronić swoją tożsamość, uzyskiwać informacje, że bank lub inna instytucja finansowa pytały o nas. Ta wiedza jest bardzo ważna, bo jeśli nie my występowaliśmy o kredyt, wówczas możemy odpowiednio szybko zareagować na takie zagrożenie – mówi Rafał Bednarek.

Alerty BIK to automatyczne powiadomienie, wysyłane do klienta SMS-em lub e-mailem w sytuacji, kiedy jego dane są weryfikowane w związku ze złożonym wnioskiem o kredyt lub pożyczkę.

Do tej pory posiadacze alertów dostali już blisko 4 mln ostrzeżeń przed wyłudzeniem pieniędzy na swoje skradzione dane. O tej usłudze słyszał co trzeci internauta, a co drugi (53 proc.) deklaruje zainteresowanie nią. Alerty cechuje wysoka skuteczność, bo BIK – jako jedyny podmiot w Polsce – współpracuje z całym rynkiem bankowym oraz z ponad 70 największymi firmami pozabankowymi.

Z Alertów BIK mogą korzystać nie tylko indywidualni konsumenci, lecz także firmy – wystarczy dorejestrować do swojego konta indywidualnego konto swojego przedsiębiorstwa (NIP). Można wówczas pobrać raport z informacjami o zobowiązaniach swojej firmy i skorzystać z osobnych alertów, żeby chronić się przed wyłudzeniami na dane firmowe.

– Prowadzimy również działania edukacyjne. Przykładem jest usługa Analizatora Kredytowego, którą w ostatnim okresie wprowadziliśmy. Każdy klient, który ma konto na portalu BIK, może skalkulować sobie, na jaki kredyt go stać. Taka informacja jest bardzo przydatna w trakcie starania o kredyt, ale również pomaga nam w tym, jak rozmawiać z bankiem o swoim potencjalnym kredycie – wyjaśnia Bednarek.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/klienci-bankow-boja-sie,p390354130

Z technologii polskiego koncernu zbrojeniowego korzystają m.in. marines. Firma tworzy systemy szyte na miarę

Korpus Marines, polska i malezyjska armia oraz kilkanaście innych państw korzysta z technologii tworzonych przez polski koncern zbrojeniowy WB. Grupa projektuje je pod indywidualne potrzeby klientów, dzięki czemu z sukcesem konkuruje z globalnymi graczami. Na 27. targach MSPO w Kielcach producent zaprezentował m.in. rozwiązania dla służb publicznych, jak policja i straż pożarna, czy swoje flagowe technologie takie, jak kolejna generacja amunicji krążącej Warmate.

– Walczymy o rynki na całym świecie. Jesteśmy obecni na rynku malezyjskim – nasze systemy łączności są w pojazdach tamtejszej armii – i amerykańskim, gdzie nasze systemy FONET są używane przez korpus Marines. Poza tym nasze systemy łączności są wykorzystywane również w innych regionach świata. Z racji różnego rodzaju klauzul nie możemy wymienić wszystkich, ale korzysta z nich już kilkanaście państw – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Badowski, dyrektor Biura Komunikacji i Promocji Grupy WB.

Grupa WB to największy, wywodzący się z Polski prywatny koncern zbrojeniowy, który projektuje zaawansowane rozwiązania m.in. w obszarach technologii łączności, systemów bezzałogowych, dowodzenia i kierowania uzbrojeniem. Jak podkreśla jej rzecznik, potencjał eksportowy zbrojeniowej grupy jest bardzo duży, co wynika z przyjętego modelu biznesowego. Wszystkie tworzone przez nią technologie to autorskie rozwiązania, opracowywane przez własnych inżynierów.

– Mamy nad tymi rozwiązaniami pełną kontrolę, mamy dostęp do kodów źródłowych, dzięki czemu możemy modyfikować systemy pod wymogi klienta, zgodnie z jego potrzebami. Kolejnym atutem związanym z działalnością eksportową jest to, że możemy przeprowadzać transfer technologii, która należy do nas, i włączać lokalnych producentów w cały łańcuch dostaw. Tym wygrywamy w konkurencji z dużymi graczami międzynarodowymi, globalnymi koncernami – mówi Tomasz Badowski. – Cały czas poszukujemy nowych rynków, oferujemy nasze systemy nowym klientom.

Na tegorocznych, 27. targach MSPO w Kielcach grupa zaprezentowała między innymi swój sztandarowy produkt, czyli zintegrowany system zarządzania walką Topaz. Ten umożliwia kompleksowe zarządzanie wszystkimi środkami niezbędnymi na współczesnym polu walki – od systemów rozpoznawczych, przez systemy łączności i dowodzenia, aż po systemy uderzeniowe i kierowania ogniem oraz wsparcia logistycznego. Topaz może wspierać zarządzanie polem walki na każdym szczeblu dowodzenia i jest w pełni skalowany – może być zintegrowany ze wszystkimi systemami oferowanymi zarówno przez Grupę WB, jak i innych producentów.

– Jest to jedyny polski system zarządzania walką, który przeszedł chrzest bojowy m.in. na misji w Afganistanie i jest wdrożony do służby w polskiej armii. Kolejnym, który tu prezentujemy, jest system łączności i dowodzenia Fonet. Ta technologia została wyeksportowana do Stanów Zjednoczonych. System jest produkowany na naszej licencji w USA i korzysta z niego armia amerykańska – mówi Tomasz Badowski.

Na targach prezentowana była również amunicja krążąca Warmate. To rozwiązanie, które odniosło duży sukces rynkowy, wobec czego Grupa WB wyprodukowała jego kolejne wersje. Obecnie jest ich sześć.

– To również nasza autorska konstrukcja. Jest to amunicja krążąca, która po wykryciu celu pozwala operatorowi automatycznie zdecydować o jego neutralizacji. Dwa lata temu pokazaliśmy pierwszą generację Warmate, która teraz powiększyła się o zestawy rozpoznawcze, systemy wystrzeliwane z tuby do przewożenia na pojazdach oraz quadrocopter, który może operować w trudno dostępnych obszarach miejskich – wymienia Tomasz Badowski.

Na tegorocznych MSPO premierę miała m.in. wersja VTOL, przeznaczona do użytkowania na trudno dostępnym terenie, oraz Warmate TL (Tube Launch) zaprojektowana tak, żeby maksymalnie ułatwić i skrócić czas rozkładania platformy i wyrzutni zamontowanej na pojeździe.

– Oferujemy rozwiązania unikatowe, dostosowane do potrzeb klienta. To oznacza, że wręcz projektujemy je pod indywidualne potrzeby klienta, który dostaje produkt skrojony na miarę. Zainteresowanie tego typu rozwiązaniami na świecie jest coraz większe – mówi Tomasz Badowski.

Jak podkreśla, rozwiązania Grupy WB kierowane są nie tylko do przemysłu zbrojeniowego i wojska, lecz także do sektora cywilnego w kontekście bezpieczeństwa publicznego.

– Są to m.in. systemy monitoringu ruchu drogowego, systemy cyberbezpieczeństwa, a także rozwiązania ułatwiające monitorowanie dużych obszarów, np. granic czy infrastruktury krytycznej. Naszym sztandarowym produktem, wisienką na torcie, jest system PIK (Platforma Integracji Komunikacji). Dzięki niemu różne służby – policja, pogotowie czy straż pożarna – mogą w bardzo prosty sposób tworzyć jedną, dedykowaną sieć łączności. Mogą się nawzajem słyszeć i lepiej koordynować swoje akcje ratunkowe – mówi Tomasz Badowski.

27. Międzynarodowy Salon Przemysłu Obronnego, który odbył się w dniach 3–6 września w Kielcach, to prestiżowa i jedna z największych tego typu imprez w Europie, podczas której odbywa się przegląd sprzętu i technologii wojskowych z całego świata. Co roku bierze w niej udział kilkuset wystawców z około 30 państw świata, m.in. Niemiec, Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Włoch, Australii, Japonii, Kanady, Korei Południowej i Izraela.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/z-technologii-polskiego,p22254956

Dzięki nowemu rodzaju benzyny do środowiska trafi 90 proc. mniej szkodliwych substancji. Zasili ona przede wszystkim kosiarki czy quady

Benzyna alkilatowa może zrewolucjonizować sposób zasilania małych maszyn, takich jak kosiarki czy piły spalinowe. Paliwo to cechuje się redukcją emisji szkodliwych substancji o 90 proc., podczas gdy to właśnie małe urządzenia ogrodnicze mogą być odpowiedzialne za nawet 5 proc. zanieczyszczeń powietrza. Z uwagi na cenę nie będzie ona jednak wykorzystywana w motoryzacji, może jednak posłużyć jako paliwo dla np. quadów. Jednocześnie rozwijane są alternatywne systemy zasilania maszyn i pojazdów.

– Wprowadzamy paliwa, które redukują emisję smogu do atmosfery o ponad 40 proc., a emisję dwutlenku węgla i wszystkich szkodliwych substancji o ponad 90 proc. w porównaniu do benzyny samochodowej. Benzyna alkilatowa to benzyna ekologiczna, przyjazna środowisku, przyjazna użytkownikowi i również przyjazna dla sprzętów, których używamy – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Kamil Skorupski, prezes zarządu firmy Warter Fuels.

Benzyna alkilatowa przeznaczona jest do stosowania w małych silnikach dwu- i czterosuwowych. Może być więc paliwem do silników w małych urządzeniach, m.in. w kosiarkach, podkaszarkach czy piłach spalinowych. Posłużyć może jednak również jako paliwo dla silników zaburtowych w łodziach, ale i w quadach, skuterach wodnych, skuterach śnieżnych czy motocyklach crossowych. Dużą zaletą takiego paliwa jest jego ekologiczność.

– W urządzeniach małolitrażowych jak kosiarki i podkaszarki nie ma katalizatorów, w porównaniu z samochodami, w których znajdują się zaawansowane układy katalizacyjne, oczyszczające spaliny. W takich urządzeniach spaliny, które wydostają się z silnika, dostają się bezpośrednio do atmosfery – twierdzi Kamil Skorupski.

Z danych Federalnej Agencji Ochrony Środowiska wynika, że w każdy weekend około 54 mln Amerykanów kosi trawniki, zużywając w ten sposób 3 mld litrów benzyny rocznie i wytwarzając tony zanieczyszczeń powietrza. Silniki urządzeń ogrodniczych emitują wysoki poziom tlenku węgla, lotnych związków organicznych i tlenków azotu, wytwarzając nawet do 5 proc. notowanego w USA zanieczyszczenia powietrza. Nowa, w pełni sprawna kosiarka spalinowa wytwarza w ciągu godziny pracy lotne związki organiczne i tlenki azotu odpowiadające emisji z 11 samochodów.

– Benzyna alkilatowa jest przeznaczona dla każdego, kto ma styczność z ogrodem, lasem bądź z jakimkolwiek motosportem. Nie zawiera związków węglowodorowych aromatycznych, czyli benzenu, nie zawiera również eteru i alkoholi, nie rozpuszcza uszczelek. Możemy trzymać taką benzynę w urządzeniu przez kilka lat bez wpływu na jej działanie. Powoduje dużo łatwiejszy rozruch, z czym pewnie większość z nas ma problem na wiosnę – mówi ekspert.

Benzyna alkilatowa, choć właściwościami związanymi ze spalaniem nie różni się praktycznie od tradycyjnej benzyny, cechuje się zupełnie innym procesem produkcyjnym. Powstaje z innych komponentów, które są dużo droższe, co wpływa również na cenę detaliczną i sprawia, że nie opłaca jej się stosować np. w silnikach samochodowych.

Tymczasem na świecie rozwijane są również inne technologie ekologicznego zasilania silników nieprzeznaczonych na rynek motoryzacyjny. Holenderska pracownia Diana Yacht zaprezentowała model koncepcyjny 36-metrowego jachtu Blue Angel. Maszyna ma być zasilana wyłącznie wodorem. Zbiorniki mają wystarczać na płynięcie z prędkością przelotową i pełnym ładunkiem przez 18 godzin. Maszyna cechuje się zerową emisją. Nie występują też niedogodności związane z hałasem, drganiami i hałasem.

– W Skandynawii nikt nie myśli o używaniu paliw samochodowych do kosiarki, podkaszarki czy do innych urządzeń. Każdy używa paliwa alkilatowego, przede wszystkim dbając o swoje zdrowie, dbając o środowisko i dbając o sprzęt – zapewnia Kamil Skorupski.

Choć technologia produkcji benzyny alkilatowej jest na świecie już znana, to na polskim rynku produkt ten dopiero debiutuje. Można je kupić jak na razie tylko przez internet, ale trwają prace nad wprowadzeniem jej do tradycyjnych sklepów i na stacje benzynowe. Według analityków z Research and Markets światowy rynek benzyny samochodowej osiągnął w 2017 roku wartość 1,2 bln dol. Do 2025 roku ma wzrastać w średniorocznym tempie równym 5,9 proc.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/dzieki-nowemu-rodzaju,p1455064237

Branża szkoleniowa coraz chętniej sięga po technologię VR. W wirtualnym świecie nauczy, jak przeprowadzić zwalnianie pracowników

Wirtualna rzeczywistość nie jest domeną wyłącznie branży rozrywkowej. Coraz większą rolę pełni w sektorze biznesowym, gdzie wykorzystuje się ją m.in. do tworzenia realistycznie wyglądających środowisk szkoleniowych. Za pośrednictwem gogli VR można przeprowadzać kursy z obsługi dużych maszyn bez narażania fizycznego sprzętu na uszkodzenie. Wirtualna rzeczywistość wykorzystywana jest m.in. w branży lotniczej, górniczej czy medycznej. Powstają już nawet symulatory VR zaprogramowane z myślą o doskonaleniu umiejętności miękkich.

– Wirtualna rzeczywistość ma zastosowanie zarówno w branży entertainment, jak i w rozwiązaniach komercyjnych dla dużych firm przemysłowych, które starają się wykorzystać ją w kilku rejonach swojej działalności. Dużym elementem jest np. tworzenie wirtualnych symulatorów treningowych, na których kierowcy dużych maszyn i sprzętów czy strażacy starają się wykorzystać VR do tego, by nauczyć się działać w środowisku testowym, nieobjętym wielkim stresem. Natomiast ciągle jeszcze czekamy na większą popularyzację urządzeń do VR i AR – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Marcin Jaśkiewicz, prezes zarządu Simteract.

Polscy przedsiębiorcy coraz chętniej sięgają po wyspecjalizowane szkolenia z branży VR. System taki opracowali m.in. pracownicy Politechniki Lubelskiej, którzy stworzyli symulator lotniczy VR Syntia. Zaprogramowano go z myślą o usprawnieniu procesu nauczania przyszłych pilotów samolotów, śmigłowców, a nawet operatorów dronów. Prace nad symulatorem obejmowały m.in. blisko dwa tysiące godzin testów, które miały pomóc przystosować zarówno sprzęt, jak i oprogramowanie do testowania potencjału przyszłych pracowników lotnictwa.

Po technologię wirtualnej rzeczywistości sięgnęło także stowarzyszenie Motopomocni, które we współpracy z firmą 4HELP VR zorganizowało cykl szkoleń VR na temat udzielania pierwszej pomocy. Organizacja wykorzystała gogle VR, aby zasymulować sytuacje, z jakimi motocykliści mogą się zetknąć w trakcie podróży. Szkolenie miało pomóc im przećwiczyć procedurę udzielania pierwszej pomocy w wysoce immersyjnym środowisku, symulując przebieg prawdziwej akcji ratunkowej.

Z kolei Simteract wykorzystuje swoją wiedzę w zakresie sztucznej inteligencji do tworzenia symulatorów VR. Aby zapewnić wysoką immersyjność doświadczeń firma korzysta ze środowiska graficznego z branży gamingowej – silników Unity 3D, Unreal Engine, CryEngine czy Unigine. Dzięki nim można stworzyć fotorealistyczne środowisko testowe i z wysoką precyzją odwzorować układ przyrządów w najbardziej skomplikowanych pojazdach.

– Mamy doświadczenie z tworzeniem symulatora nauki jazdy dla maszynistów prowadzących wielkie pociągi cargo. W tym przypadku są wyzwania związane z legislacją. Według prawa wszystkie elementy kabiny takiego pociągu muszą być fizyczne. W związku z tym stawiamy spory nacisk na to, żeby dało się stworzyć symulator, który daje realną odpowiedź na potrzeby użytkowników, realną wartość treningową. Im symulacja jest wiarygodniejsza, tym trening jest lepszy – tłumaczy ekspert.

Wirtualna rzeczywistość sprawdza się także w procesie nauczania umiejętności miękkich. Symulator VR od Talespin opracowany z myślą o pracownikach branży HR pozwala menadżerom przećwiczyć proces zwalniania pracowników w wirtualnym środowisku. Firma przygotowała szereg scenariuszy, w których rekruter musi poinformować pracownika imieniem Barry, że jego pracodawca rozwiązuje z nim umowę. Oprogramowanie ocenia, w jaki sposób menedżer prowadzi rozmowę i symuluje mimikę oraz sposób wypowiedzi zwalnianej osoby, aby przygotować szkolącą się osobę na to, jak w analogicznej sytuacji może postąpić żywy pracownik.

Nad szkoleniową aplikacją VR pracuje również Jastrzębska Spółka Węglowa, która chce wykorzystać gogle wirtualnej rzeczywistości do nauczania górników pracy zespołowej. Oprogramowanie ma nauczyć przyszłych pracowników, jak poruszać się w kopalnianych korytarzach, jak postępować w niebezpiecznych sytuacjach czy przeprowadzać akcje ratunkowe.

Wirtualna rzeczywistość może się także sprawdzić w procesie szkolenia pracowników branży medycznej. Firma InventionMed pracuje nad stworzeniem w Bydgoszczy Centrum Innowacyjnych Symulacji Medycznych VR i AR, które będzie pełnić rolę wirtualnego szpitala i laboratorium testowego nowych technologii. Nadrzędnym celem funkcjonowania ośrodka będzie wdrożenie kompleksowych szkoleń medycznych wykorzystujących potencjał wirtualnej rzeczywistości.

Simteract chce wykorzystać swoje doświadczenie w projektowaniu rozrywkowych aplikacji VR na potrzeby branży biznesowej.

– Wykorzystujemy technologie, które stworzyliśmy w trakcie projektowania symulatorów treningowych: mamy możliwość stworzenia wirtualnego miasta w bardzo krótkim czasie, niemal automatycznie, mamy system inteligentnego ruchu drogowego, który można podpiąć pod symulator, albo grę wideo. Współpracujemy z jedną z firm globalnych, która zajmuje się tworzeniem oprogramowania inteligentnego samochodu, na naszym oprogramowaniu tworzymy symulator nauki jazdy. Ale nie dla człowieka, tylko dla inteligentnego auta – wymienia Marcin Jaśkiewicz

Według firmy badawczej Technavio wartość globalnego rynku VR dla edukacji wzrośnie do 2021 roku do 1,7 mld dol. W najbliższych latach rynek ten ma  się rozwijać w tempie 55 proc. w skali roku. 

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/branza-szkoleniowa-coraz,p146159649

Bankowość otwiera się na innowacyjne rozwiązania. Fintechy już mogą korzystać z naszych danych przechowywanych w bankach

Z początkiem września weszła w życie dyrektywa PSD2, która wprowadzi istotne zmiany w sposobie funkcjonowania sektora finansowego. Oprócz wymuszenia na bankach stosowania silnych narzędzi uwierzytelniających wdroży możliwość powiązania rachunku bankowego z usługami zewnętrznych dostawców. Dzięki nim powstaną agregatory ułatwiające zarządzanie kontami w wielu bankach oraz innowacyjne aplikacje finansowe od firm trzecich.

– Otwarta bankowość zmieni na rynku finansów to, że banki będą dzielić się danymi klientów z zewnętrznymi podmiotami, które na bazie tych danych będą mogły zaoferować nowe usługi albo te same usługi, ale w inny sposób. Będzie można zrobić agregator kont, w jednej aplikacji będziemy zarządzać całością finansów, nie będzie już trzeba tego dzielić. Banki będą miały także dostęp do tych danych między sobą – tłumaczy agencji informacyjnej Newseria Innowacje Karol Sadaj z Revolut.

Wdrożenie otwartej bankowości jest jednym z elementów dyrektywy PSD2 przyjętej przez Parlament Europejski. Zgodnie z jej zapisami unijne banki mają do 14 września udostępnić zewnętrznym podmiotom (zwanym TPP) środowisko API, które umożliwi im przetwarzanie danych klientów korzystających z usług danej instytucji bankowej. Dzięki temu inne banki, serwisy płatnicze oraz start-upy fintechowe będą mogły projektować aplikacje finansowe korzystające ze środków, jakie gromadzimy w naszych bankach.

Jednym z narzędzi, które otrzymają do dyspozycji podmioty TPP, będzie Account Information Service, służące do agregowania informacji o rachunkach bankowych prowadzonych przez kilka instytucji. Usługę tego typu wprowadza Nest Bank, który w ramach modułu Moje Finanse wprowadził możliwość analizy historii operacji finansowych wykonywanych na wielu rachunkach we wszystkich bankach, z których korzysta dany klient.

Znacznie szersze możliwości otworzy przed programistami usługa Payment Initiation Service. To za jej pomocą będzie można projektować aplikacje, które nie tylko przeanalizują stan konta użytkownika, lecz także pozwolą inicjować za niego płatności.

– Otwarta bankowość pozwoli na większą integrację biznesu, zarówno od strony klientów, jak i dostawców. Mamy już usługę, w ramach której można zintegrować wydatki służbowe tak, żeby pracownicy nie musieli zbierać paragonów i wysyłać ich do księgowości. Możemy myśleć nawet o takich przykładach, że kontrahenci będą się ze sobą łączyć i na bazie API będą mogli samemu inicjować płatności. Możemy sobie wyobrazić sytuację, że mamy jakiegoś podwykonawcę, który po spełnieniu określonych kryteriów będzie po prostu klikał w guzik w swojej aplikacji. Płatność będzie w pełni zautomatyzowana – twierdzi ekspert.

Aby przygotować się na wdrożenie rozwiązań z zakresu otwartej bankowości, polskie instytucje finansowe przygotowały środowiska testowe, w ramach których instytucje TPP mogły się przygotować do wdrożenia innowacyjnych aplikacji. Pierwszym bankiem, który uruchomił takie środowisko, był Citi Handlowy, który zrealizował konkurs na najbardziej przyszłościową aplikację zgodną z dyrektywą PSD2. Z kolei przedstawiciele mBanku udostępnili swoje środowisko testowe nawet tym instytucjom, które nie uzyskały certyfikatu bezpieczeństwa. Decyzja ta miała zachęcić jak najszersze grono potencjalnych współpracowników do zapoznania się z API banku.

Wymuszenie przez Parlament Europejski otwarcia się banków na instytucje zewnętrzne jest odpowiedzią na ewolucję rynku finansowego realizowaną przez start-upy. Tradycyjna bankowość pozostaje w tyle za rozwiązaniami fintechowymi, które od dawna mają w swojej ofercie rozwiązania z zakresu otwartej bankowości. Revolut oddaje w ręce klientów usługę, która pozwala wykonywać transakcje w dowolnej walucie czy operować kryptowalutami, udostępnia także swoje API zewnętrznym start-upom, umożliwiając zintegrowanie płatności w zewnętrznych aplikacjach.

– Otwarta bankowość to dla banków, szczególnie takich nowoczesnych jak banki polskie, zarówno zagrożenie, jak i szansa. Fakt, że zewnętrzne podmioty i lokalne fintechy będą miały dostęp do danych będzie zmuszał banki do tego, żeby jeszcze szybciej, jeszcze bardziej innowacyjnie się rozwijać. Jeżeli na końcu to użytkownik będzie tematem tej rozmowy, to na pewno on z tego skorzysta i skorzysta cała branża. To może być impulsem do tego, żeby jak najwięcej innowacyjnych rozwiązań się pojawiało. Wydaje mi się, że mamy tak nowoczesne banki, że te rozwiązania będą mogły w końcu być eksportowane na zagraniczne rynki – twierdzi Karol Sadaj.

Według firmy badawczej Research and Markets wartość globalnego rynku fintechów do 2023 roku wzrośnie do blisko 306 mld dol. W najbliższych latach ma on się rozwijać w tempie ponad 22 proc. w skali roku.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/bankowosc-otwiera-sie,p736099741

Rośnie problem śmieci z tworzyw sztucznych. Rozwiązaniem mogą się stać opakowania powstające z inteligentnych materiałów

Sałatka zapakowana z wykorzystaniem innowacyjnych materiałów i technologii może zachować świeżość nawet przez 15 dni. Inteligentne materiały mogą również zrewolucjonizować inne branże. Rozwój branży materiałowej opiera się nie tylko na pakowaniu, lecz także na innowacjach tworzonych na potrzeby medycyny i motoryzacji. Problemem wciąż pozostaje jednak niewystarczający poziom recyklingu oraz nadmierna produkcja odpadów z tworzyw sztucznych.

– Opakowania już nie tylko chronią żywność przed warunkami zewnętrznymi. Opakowania inteligentne powodują, że ta żywność zachowuje świeżość. Surowe mięso bez opakowania ma kilkudniowy termin przydatności. Opakowanie przedłuża go skutecznie kilkukrotnie – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Robert Szyman, dyrektor generalny w Polskim Związku Przetwórców Tworzyw Sztucznych.

Firma Bonduelle opatentowała niedawno innowacyjną technologię pakowania Fresh Air Seal. Dzięki niej sałatki zachowują świeżość nawet do 15 dni bez użycia konserwantów. Produkty pakowane tą technologią są dostępne na rynku kanadyjskim. Tak znaczne wydłużenie terminu przydatności do spożycia pozwala zapobiegać marnowaniu żywności, które jest obecnie na świecie ogromnym problemem.

Z danych Food and Agriculture Organization wynika, że około jedna trzecia produkowanej na świecie żywności jest marnowana. Daje to w skali świata około 1,3 mld ton rocznie. Straty żywności generowane przez kraje rozwinięte odpowiadają natomiast całkowitej produkcji w Afryce Subsaharyjskiej.

Wprowadzanie innowacyjnych materiałów jest jednak najbardziej oczekiwane w dziedzinie medycyny. Ogromne nadzieje pokładane są chociażby w technologii druku 3D.

– Pozwala on odwzorować dokładny kształt, np. kości czy innego elementu organu ludzkiego. Daje to ogromne możliwości, przede wszystkim dla protetyki. Te innowacje już są w tej chwili wykorzystywane na świecie i niewątpliwie medycyna jest głównym beneficjentem tych technologii – zauważa Robert Szyman.

Inżynierowie z Uniwersytetu Harvarda zastosowali autorską technologię edycji genów, dzięki której będzie można kontrolować działanie inteligentnych materiałów. Enzym CRISPR może po aktywacji stymulować zachowania materiału takie jak np. uwalnianie substancji czynnej lub zmiana struktury. Technologia może zostać wykorzystana m.in. do uwalniania żywych komórek do rusztowań tkankowych.

Trzecim filarem rozwoju innowacyjnych materiałów jest branża motoryzacyjna.

– Motoryzacja to kolejne ogromne pole doświadczalne innowacyjnych tworzyw sztucznych. Główną rolę grają tutaj materiały kompozytowe. Polska jest zagłębiem części motoryzacyjnych dla przemysłu motoryzacyjnego w Unii Europejskiej. A z drugiej strony prawie dwie trzecie największych przedsiębiorstw przetwórstwa tworzyw sztucznych w Polsce to są polskie firmy. Jest to bardzo dynamiczna branża – mówi dyrektor PZPTS.

Coraz większa ilość tworzyw sztucznych skłania do coraz częstszego podejmowania tematu zaśmiecania Ziemi. W wielu krajach wciąż nie funkcjonują w należyty sposób chociażby systemy segregacji odpadów. Przykładem może być Rosja, która z roku na rok zwiększa import odpadów z tworzyw sztucznych, ponieważ brak krajowego systemu sortowania odpadów powoduje, że w zakładach recyklingu brakuje wystarczającej ilości surowców. Według danych Federalnej Służby Nadzoru Zasobów Naturalnych Rosja wygenerowała w 2018 r. ponad 7,2 mld ton odpadów z gospodarstw domowych i odpadów przemysłowych. 315 tys. ton odpadów pochodziło z importu. Jednocześnie z danych rosyjskiego oddziału Greenpeace wynika, że Rosja przetwarza tylko 12 proc. z 3 milionów ton rocznie powstających tam odpadów z tworzyw sztucznych.

– Istotne są skuteczne systemy zarządzania odpadami, które spowodują, że ten materiał wtórny powróci znowu do obiegu i poprzez proces recyklingu zostanie wykorzystany w nowych wyrobach. Został powołany Europejski Sojusz dla Polimerów. Zaproszeni zostali do niego wszyscy uczestnicy łańcucha dostaw. Zadaniem sojuszu jest usuwanie barier związanych z wykorzystaniem materiałów w recyklingu. Mamy ambitny plan osiągnięcia 10 mln ton surowców z recyklingu w gotowych wyrobach – wskazuje ekspert.

Oprócz wdrażania systemów segregacji odpadów bardzo istotne jest również dążenie do redukcji ilości wytwarzanych śmieci. Najważniejsze w tym procesie jest zdaniem ekspertów doprowadzenie do zmian zachowań konsumenckich oraz procesów związanych z takimi gałęziami gospodarki jak rybołówstwo.

– Jedna trzecia śmieci w oceanach to sieci rybackie. Najnowsza dyrektywa unijna wprowadza istotne zmiany, które pozwolą na to, żeby odpowiedzialność za pozostawienie tego rodzaju odpadów ciążyła przede wszystkim na uczestnikach połowów. Głównym kluczem do ograniczenia zaśmiecania niestety są konsumenci. Jeżeli świadomość konsumentów nie zmieni się, to trudno nam mówić o tym, że powstanie jakikolwiek materiał, który po prostu zniknie w środowisku – tłumaczy Robert Szyman.

Z danych Eurostatu wynika, że roczna produkcja odpadów w krajach Unii Europejskiej przekracza 2,5 mld ton. Średnia roczna produkcja śmieci przypadająca na jednego Europejczyka wynosi 5 ton.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/rosnie-problem-smieci-z,p75865778

Polskie urządzenie zminimalizuje ryzyko podczas operacji kardiochirurgicznych. Heart Sense pozwoli rejestrować EKG bezpośrednio z powierzchni serca

W Polsce co roku przeprowadza się ok. 20 tys. operacji kardiologicznych. W kilkunastu procentach operacji dochodzi do zaburzeń ukrwienia mięśnia sercowego. Opracowany przez Polaków Heart Sense pozwala rejestrować sygnał EKG bezpośrednio z powierzchni bijącego serca. Kluczowym elementem tego urządzenia będzie elektroda w formie niewielkiego „płatka”, która będzie się łączyć z powierzchnią serca. Urządzenie ma pracować bezpośrednio na mięśniu sercowym, dzięki czemu operacja wszczepienia bajpasów nie będzie oznaczała konieczności podawania płynów pozaustrojowych.

– Urządzenie Heart Sense jest właściwie sensorem, który będziemy wykorzystywać w czasie operacji na bijącym sercu. To urządzenie będzie nam podpowiadało, kiedy dzieje się coś złego wewnątrz mięśnia sercowego, będzie sczytywało sygnał EKG z powierzchni bijącego serca i będzie informowało zespół operacyjny o nadchodzącym zagrożeniu ze strony np. niedokrwienia mięśnia sercowego – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje kardiochirurg Grzegorz Suwalski, współtwórca urządzenia Heart Sense.

Kardiochirurgia jest tą częścią medycyny, gdzie nowa technologia wchodzi coraz śmielej. Roboty kardiologiczne pomagają w operacjach, niedawno opracowane mikrocząsteczki pozwalają na mierzenie stopnia natlenienia w komórkach, także podczas zabiegów, co pozwala na bieżąco monitorować stan pacjenta i szybko reagować przy jakichkolwiek nieprawidłowościach. Polacy skupili się natomiast na rozwiązaniu, które podczas wszczepiania bajpasów, czyli najczęstszej formie zabiegów kardiochirurgicznych (883 tys. na świecie w 2016 roku), rejestruje sygnał EKG bezpośrednio z powierzchni serca.

Urządzenie, nad którym pracują polscy naukowcy, jest odpowiedzią na częsty problem podczas operacji serca – utratę sygnału EKG.

– Wzmacniamy zespoły operacyjne, żeby miały jeszcze jedno urządzenie więcej dla bezpieczeństwa pacjenta. Z  badań naukowych wynika, że nawet w kilkunastu procentach operacji dochodzi do zaburzeń ukrwienia mięśnia sercowego. Chcemy zaadresować ten problem, czyli dajemy kardiochirurgom, kardioanestezjologom urządzenie, które będzie ich informowało, że może nastąpić sytuacja krytyczna. To da im czas, żeby zareagować – przekonuje Grzegorz Suwalski.

Ostatnie miesiące przyniosły ogromne odkrycia w zakresie kardiologii. TARA Biosystems i GlaxoSmithKline zdołały wyhodować dorosłą tkankę serca  i wykorzystały ją do badań leków. Dzięki odkryciu większość chorób serca niewymagających zabiegów chirurgicznych będzie można łatwiej wyleczyć. Naukowcy z Rice University opracowali z kolei biokompatybilne włókna nanorurki węglowej, które można wykorzystać jako mosty elektryczne na uszkodzonej, np. przez zawał, tkance serca. To może zrewolucjonizować terapię zaburzeń elektrycznych serca. W Rice University opracowano też specjalne mikrocząstki, które świecą w zależności od natlenienia tkanek – można je stosować podczas zabiegów chirurgicznych.

Naukowcy z Carnegie Mellon University opracowali z kolei metodę drukowania 3D kolagenu. Udało się wydrukować kawałki serca z komórek i kolagenu, np. zastawkę serca. To przełomowe odkrycie, gdyż wcześniej mimo wielu prób kolagenu nie udawało się wydrukować. Tymczasem jest on niezwykle pożądanym biomateriałem do drukowania 3D, ponieważ tworzy dosłownie każdą tkankę.

Część nowych rozwiązań pomoże zapobiec operacjom, część chorób uda się wyleczyć bez konieczności zabiegów. Na razie jednak to właśnie zabiegi, w tym wszczepianie bajpasów, są jedyną szansą dla części chorych.

– W Polsce wykonywanych jest kilkanaście tysięcy operacji pomostowania tętnic wieńcowych, czyli tej grupy, do której dedykowany będzie Heart Sense. Skuteczność tych operacji jest wysoka, ryzyko operacji pomostowania tętnic wieńcowych nie przekracza 1 proc. Natomiast istnieją powikłania i cały profil działania naszego przedsięwzięcia to m.in. redukcja ciężkich powikłań pooperacyjnych – tłumaczy Grzegorz Suwalski.

Urządzenie powinno trafić na rynek za ok. 2,5 roku.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/polskie-urzadzenie,p963468399