Tworzenie spółdzielni energetycznych niedługo ma się stać prostsze. Takie rozwiązania popiera 85 proc. Polaków

Spółdzielnie energetyczne mogą być czarnym koniem polskiej transformacji – wskazywali eksperci podczas konferencji zorganizowanej przez Polską Zieloną Sieć. Ich celem są m.in. niższe rachunki za prąd i większe bezpieczeństwo, co może doprowadzić do ograniczenia zjawiska ubóstwa energetycznego, ale także wzmacnianie lokalnych więzi. Na dodatek tworzenie takich podmiotów niedługo ma się stać prostsze, ponieważ w Sejmie trwają prace nad nowelizacją ustawy o OZE, która ma zdynamizować rozwój spółdzielni energetycznych. Na razie w Polsce działa 10 takich podmiotów, dla porównania w Danii jest ich 2,5 tys.

 Przeprowadziliśmy przegląd ustawodawstwa dotyczącego spółdzielni energetycznych z takim założeniem, aby z 10 spółdzielni zarejestrowanych dziś w Krajowym Ośrodku Wsparcia Rolnictwa powstało ich więcej i aby – tak jak u naszych zachodnich sąsiadów – te liczby szły w tysiące. Przygotowaliśmy pakiet rozwiązań, który jest obecnie procedowany w parlamencie, w którym likwidujemy wszystkie bariery i ograniczenia, jakie zdefiniowaliśmy w toku rozmów ze spółdzielcami, z praktykami i osobami, które zajmują się rozwojem energetyki rozproszonej – mówi agencji Newseria Biznes dr Marcin Rokosz, koordynator merytoryczny prac zespołów eksperckich w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Projekt nowelizacji przepisów dotyczących spółdzielni energetycznych został przygotowany w MRiRW przez specjalnie powołany w tym celu zespół ekspercki. Jego celem jest zdynamizowanie rozwoju spółdzielni na wsiach, co ma się przełożyć m.in. na zwiększenie ich niezależności energetycznej. Ministerialne propozycje zmian przewidują m.in. ułatwienia dla przyłączania do sieci nowych źródeł OZE działających na rzecz spółdzielni energetycznych, doprecyzowanie kwestii umów zawieranych przez sprzedawcę energii z poszczególnymi członkami spółdzielni energetycznej, a także z operatorem systemu dystrybucyjnego elektroenergetycznego, rozszerzenie terytorialnego zakresu działania i uproszczenie sprawozdawczości spółdzielni energetycznych.

– Przede wszystkim doprecyzowujemy kwestie umów zawieranych pomiędzy spółdzielnią energetyczną a sprzedawcą energii i zasady rozliczeń. To było do tej pory dużym utrudnieniem – mówi dr Marcin Rokosz. – Ważną zmianą jest też to, że do końca 2025 roku likwidujemy wymóg pokrycia własnego zapotrzebowania na energię na poziomie 70 proc. Chcemy dać samorządom zachętę i sprawdzić, czy to ograniczenie faktycznie jest barierą dla rozwoju spółdzielczości. Dalej, likwidujemy także limit tysiąca członków, otwieramy spółdzielnię na nieograniczoną ich liczbę. Doprecyzowujemy również definicję spółdzielni energetycznej, zakres podmiotowy i przedmiotowy jej działania. Wszystkie te zmiany mają być impulsem do zdynamizowania rozwoju spółdzielczości energetycznej w Polsce.

Spółdzielnia energetyczna jest podmiotem zdefiniowanym w ustawie o odnawialnych źródłach energii z 20 lutego 2015 roku. Jej ideą jest zapewnienie członkom spółdzielni tańszej energii dzięki wykorzystaniu lokalnych zasobów, poprzez zbiorową działalność prokonsumencką.

– Spółdzielnie energetyczne to wspólna inwestycja w odnawialne źródło energii i efektywność energetyczną. Ludzie po prostu zrzeszają się, żeby produkować energię elektryczną i ciepło na swoje potrzeby, wykorzystując nadwyżki na potrzeby społeczności lokalnej – mówi Joanna Furmaga, prezeska Związku Stowarzyszeń Polska Zielona Sieć.

MRiRW wskazuje, że w Polsce spółdzielnie energetyczne mają największy potencjał przede wszystkim na obszarach wiejskich, które zajmują ok. 90 proc. powierzchni kraju, a zamieszkuje je ok. 30 wszystkich odbiorców energii. Z jednej strony występuje tam największy potencjał dla rozwoju OZE. Z drugiej strony to właśnie obszary wiejskie mają największe problemy z ubóstwem energetycznym i zapewnieniem stabilności dostaw energii, co utrudnia ich zrównoważony rozwój.

Spółdzielnie energetyczne i inne formy energetyki obywatelskiej, w tym prosumenci indywidualni i klastry energii, powinny być podstawą polskiej transformacji. To są rozwiązania dostępne od zaraz, w Europie Zachodniej mamy bardzo dobre przykłady tego, jak one mogą funkcjonować – mówi Joanna Furmaga. – Energetyka obywatelska, w tym spółdzielnie energetyczne, rozwiązuje też szereg kryzysów, z którymi musimy się mierzyć już dzisiaj. Ostatnia zima pokazała bardzo duże problemy z dostępnością źródeł energii, niedobory węgla i bardzo wysokie ceny energii. Spółdzielnie są odpowiedzią na te wyzwania. Zapewniają też większe bezpieczeństwo energetyczne, ponieważ małe, rozproszone systemy są dużo bardziej odporne chociażby na potencjalne ataki terrorystyczne, a w tej chwili mamy przecież wojnę za wschodnią granicą.

– Takie podmioty mogą być czarnym koniem zrównoważonej transformacji energetycznej. Jednak ich funkcjonowanie musi być oparte przede wszystkim na źródłach stabilnych, takich jak biogaz rolniczy, i uzupełniająco na źródłach niestabilnych, jak fotowoltaika czy wiatr – podkreśla ekspert MRiRW.

Spółdzielnie energetyczne to model, który ma długą listę zalet. Obok ograniczenia ubóstwa energetycznego zaliczają się do nich też m.in. niższe rachunki za prąd, rozwój energetyki rozproszonej i źródeł odnawialnych oraz większa niezależność i bezpieczeństwo energetyczne na obszarach wiejskich, ponieważ energia jest zużywana i bilansowana lokalnie, na małym obszarze. Spółdzielnie przyczyniają się też do zrównoważonej transformacji i wzrostu przedsiębiorczości w takich regionach.

Spółdzielnie mogą pomagać osobom w trudnej sytuacji, ale i odbudowywać więzi społeczne, poczucie wspólnoty, samopomocy, dzięki której społeczeństwo staje się bardziej odporne na wszelkie kryzysy – dodaje Joanna Furmaga.

 Wspieranie spółdzielni energetycznych należy do najbardziej popularnych rozwiązań z palety radzenia sobie z kryzysem energetycznym – dodaje Adam Traczyk, dyrektor organizacji More in Common Polska.

Jak wskazują badania tej organizacji, w Polsce jest bardzo duże poparcie dla rozproszonej energetyki prosumenckiej i spółdzielni energetycznych, które sięga aż 85 proc., niezależnie od preferencji wyborczych respondentów. 

– Z naszych badań, realizowanych na przestrzeni ostatnich lat, wyraźnie wynika, że Polacy oczekują znacznego przyspieszenia transformacji energetycznej w kierunku rozwiązań zielonych i obywatelskich. Jednym z najpopularniejszych rozwiązań, za którymi się opowiadają, są właśnie spółdzielnie energetyczne. Polacy traktują je zarówno jako drogę do tańszej i czystszej energii, ale też szansę na upodmiotowienie obywatelskie, na to, że jako obywatele, członkowie wspólnoty będą mogli wziąć większą odpowiedzialność za jej losy i gospodarowanie zasobami oraz uzyskać pewną niezależność – mówi Adam Traczyk.

Podczas konferencji zorganizowanej w ubiegłym tygodniu przez Polską Zieloną Sieć eksperci wskazywali, że takie podmioty powinny się stać jednym z filarów polskiej transformacji energetycznej. Zwłaszcza że – wobec długiej listy zalet i wysokich kosztów energii – samorządy są coraz bardziej zainteresowane tworzeniem takich podmiotów.

Obecnie przygotowujemy podział działki, na której będzie się znajdowała farma fotowoltaiczna, i szykujemy wniosek do dystrybutora energii, czyli PGE, o warunki przyłączeniowe, więc jesteśmy jeszcze na etapie formalnym – mówi Przemysław Kubicki, sekretarz podwarszawskiej gminy Błonie. – Tworzymy spółdzielnię, której członkami są instytucje publiczne, więc z naszego, samorządowego punktu widzenia zaletą tego rozwiązania jest oczywiście ograniczenie kosztów, bo w tej chwili za prąd płacimy dość dużo. Produkując energię sami, na własne potrzeby, ograniczamy ten koszt. Druga korzyść to ograniczenie emisji i pewna niezależność od systemu, na to też liczymy. Mamy również nadzieję, że ten projekt będzie się rozwijać i będziemy w stanie pokrywać nasze zapotrzebowanie na energię elektryczną w większym stopniu niż obecne plany.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/tworzenie-spoldzielni,p2113005291

Jak wybrać idealny aromat do papierosa elektronicznego?

aromat do papierosa elektronicznego. Czym są smaki do elektronicznych papierosów i jak je wybrać? Smaki do e – papierosów. Jaki aromat będzie odpowiedni do e – papierosa? Po jaki aromat  do elektronicznego papierosa warto sięgnąć? Najbardziej popularne aromaty do e – papierosów.

Jak wybrać idealny aromat do swojego papierosa elektronicznego?

Aromaty do papierosów elektronicznych, znane również jako e-liquidy, są płynami używanymi do napełniania zbiorników papierosów elektronicznych lub urządzeń do waporyzacji. Stanowią one podstawowy składnik, który dostarcza smakowe doznania podczas wdychania pary.

Aromat do papierosa elektronicznego

Aromaty do papierosów elektronicznych powstają w wyniku  mieszania różnych składników. Liquid  zawiera glikol propylenowy, glicerynę, wodę,  związki smakowo – zapachowe  i często dodatkowo nikotynę  w różnym stężeniu (choć istnieją również wersje  beznikotynowe ).  Glikol propylenowy i gliceryna służą jako nośniki, które przenoszą aromat i generują parę podczas podgrzewania. Rynek oferuje klientom ogromny wybór aromatów do papierosów elektronicznych. Najczęściej są to :
  • smaki owocowe – truskawka, jabłko, malina,  cytryna
  • smaki słodkie –   wanilia, karmel, czekolada, ciasteczka
  • aromaty mentolowe –  miętowe
  • aromaty ziołowe,  korzenne oraz wiele innych dla zaspokojenia różnych gustów  i preferencji użytkowników.
Aromaty do papierosów elektronicznych mają na celu naśladowanie smaku tradycyjnych papierosów, ale ponadto oferują szeroki wachlarz nowych doznań dzięki oryginalnym i  intrygującym  smakom, których nie zapewnia palenie w tradycyjnej formie.  Dzięki aromatom ” puszczenie dymka”  zyskuje całkiem nowy, dotychczas nieznany stopień  przyjemności. Warto zaznaczyć, że aromaty do papierosów elektronicznych powinny być stosowane zgodnie z zaleceniami producenta.  Należy pamiętać, że  przeznaczone  są dla osób pełnoletnich, podobnie jak tradycyjne papierosy.  Ponadto, trzeba być ostrożnym i wybierać sprawdzone produkty od renomowanych producentów, ponieważ wysoka jakość produktu zapewnia bezpieczne użytkowanie.

Jak wybrać idealny aromat do e-papierosa?

Wybór odpowiedniego aromatu do e-papierosa może być fascynującym, ale i trudnym zadaniem. Zaspokojenie  indywidualnych preferencji smakowych sprawia, że dokonanie ostatecznego wyboru staje się wyzwaniem, a ilość dostępnych smaków nie ułatwia podjęcia decyzji.  Oto kilka prostych wskazówek, które pomogą Ci znaleźć  aromat idealnie dopasowany  do Twojego gustu:
  • Określ preferowane smaki – zastanów się, jakie smaki najbardziej Ci odpowiadają. Czy wolisz owoce, słodycze, mentol czy może coś bardziej wyrafinowanego? Wybrany aromat ma sprawić, że palenie będzie komfortową chwilą relaksu i przyjemnością, na którą czekasz.
  • Przeczytaj opisy aromatów – przed zakupem aromatu przeczytaj opis produktu, aby dowiedzieć się, jakie składniki zawiera. Opisy mogą zawierać informacje o głównych składnikach smakowych oraz sugestie odnośnie ich intensywności.
  • Sprawdź opinie innych użytkowników – poszukaj w internecie recenzji aromatów, które Cię interesują. Czytając opinie innych użytkowników, możesz zdobyć cenne wskazówki dotyczące jakości, autentyczności smaku i trwałości aromatu.
  • Wybierz odpowiedni stosunek PG/VG – propylen glikol (PG) i glicerol (VG) mają wpływ na gęstość pary oraz intensywność smaku. Jeśli lubisz mocniejszy smak i większą ilość pary, wybierz aromaty z wyższym udziałem VG. Jeśli zależy Ci na intensywności smaku, lepszym wyborem będą aromaty z wyższym udziałem PG.
  • Skorzystaj z próbek –  niektóre sklepy oferują próbki aromatów, które pozwalają przetestować smak przed dokonaniem  zakupu. Skorzystaj z tej możliwości, aby upewnić się, że wybrany aromat spełnia Twoje oczekiwania.
  • Zwróć uwagę na jakość –  wybierając aromat, upewnij się, że jest produkowany przez zaufanego producenta i posiada niezbędne certyfikaty jakości. Zwróć uwagę na składniki i sprawdź, czy  nie zawiera szkodliwych substancji.
  • Pamiętaj o indywidualnych preferencjach – nie kieruj się gustem znajomego, w końcu wybierasz aromat do swojego elektronicznego papierosa.  Każdy z nas  ma inne preferencje smakowe. Co dla jednej osoby jest ulubionym aromatem, dla innej może być zupełnie nieodpowiednie. Eksperymentuj i odkrywaj różne smaki, aby znaleźć ten, który najlepiej odpowiada Twoim upodobaniom.

Gdzie kupić dobry aromat do elektronicznego papierosa?

W naszej ofercie znajdziesz wiele oryginalnych, niespotykanych aromatów – być może któryś z nich stanie się Twoim ulubionym? Propozycje smaków są rezultatem ogromnej pasji i zaangażowania całego zespołu, który  nie ustaje w poszukiwaniu innowacyjnych rozwiązań. Dzięki nam odkryjesz prawdziwe smakowe doznania! Z ogromnym wyborem aromatów do e-papierosów i najwyższą jakością produktów, jesteśmy idealnym miejscem dla miłośników waporyzacji. Nasze aromaty są starannie wyselekcjonowane, zapewniają autentyczne i intensywne smaki, dzięki nim  Twoim udziałem staną się  niezrównane doznania smakowe w każdym wdechu!

Jak prowadzić prezentacje online?

Jak prowadzić prezentacje online? Prezentacje online to codzienność w wielu firmach i instytucjach. Poznaj 7 sposobów na to, jak utrzymać uwagę uczestników do ostatniej minuty spotkania i sprawić, żeby zakończyli je z poczuciem dobrze wykorzystanego czasu.

Prezentacje online są wartościowe, gdy dostarczają uczestnikom tego, czego rzeczywiście potrzebują

 Spotkania online mają niestety tę wadę, że wyczerpują uczestników szybciej niż spotkania stacjonarne. Wpatrywanie się w ekran monitora przez wiele godzin jest po prostu nużące i męczące. Dlatego podczas prezentacji online, warto przekazywać uczestnikom tylko takie informacje, które są dla nich przydatne. W jaki sposób sprawdzić, czy nasz przekaz spełnia te kryteria? Aby dostosować prezentację online do potrzeb i oczekiwań uczestników, przeprowadź przed spotkaniem krótką ankietę. Zadaj w niej pytania, które odkryją, czego uczestnicy nie wiedzą, nie rozumieją lub z czym mają największe trudności. Przeanalizuj uważnie odpowiedzi i ułóż program wystąpienia tak, aby korespondował z wyrażonymi potrzebami. W przypadku webinariów wcześniejsza analiza jest praktycznie niemożliwa. Można jednak na początku spotkania zadać pytanie w stylu: „Czego najbardziej chcieliby się Państwo dowiedzieć na temat stresu?”, „Co sprawiło, że zainteresowali się Państwo tym tematem/ naszym rozwiązaniem?” lub „Czy kiedykolwiek korzystali już Państwo z naszej platformy/ naszych usług?”. Odpowiedzi wskażą Ci, na czym warto się skoncentrować, jak też który wątek prezentacji skrócić, a który rozwinąć. Dzięki temu oszczędzisz czas i zwiększysz efektywność spotkania. Jeśli przygotowujesz się do prowadzenia szkolenia online, przeprowadź pretest. Wyniki testu przedstaw na początku spotkania. To przyciąga uwagę uczestników i sprawia wrażenie (tak zresztą rzeczywiście jest), że szkolenie zostało uszyte na miarę. Źródło:  https://prowadzenislowami.pl/jak-prowadzic-prezentacje-online/

Ukraińcy coraz bardziej aktywni na polskim rynku pracy. Wyzwaniem pozostaje znajomość polskiego i znalezienie pracy zgodnej z kwalifikacjami

78 proc. Ukraińców przebywających w Polsce pracuje. Odsetek ten jest bardzo wysoki zarówno wśród migrantów przedwojennych, jak i uchodźców, którzy przyjechali do nas po 24 lutego 2022 roku. Polski rynek pracy dobrze sobie poradził z przyjęciem dużej fali nowych pracowników, mało tego, potrzebuje ich jeszcze więcej, szczególnie w okresie prac sezonowych. Ukraińcy wskazują jednak na kilka trudności – wśród nich są wysokie oczekiwania pracodawców, słaba znajomość języka polskiego i praca poniżej zdobytych w ojczyźnie kwalifikacji.

Przeszło rok od wybuchu wojny w Ukrainie pracę ma znaczna większość uchodźców wojennych. Jednak Ukraińcy w Polsce to także migranci zarobkowi, którzy przyjechali do kraju jeszcze przed wojną specjalnie po to, by poprawić swoją sytuację materialną. Co może zaskakiwać, odsetek zatrudnionych w obu grupach różni się tylko nieznacznie.

– W przypadku emigrantów zarobkowych aktywność zawodowa wynosi 83 proc., w przypadku uchodźców – 71 proc. To nieduża różnica. Tym, co odróżnia dwie grupy, jest fakt, że wśród uchodźców dominują kobiety, które przyjechały z dziećmi. W grupie badawczej, którą obserwowaliśmy, zauważyliśmy pięciokrotny wzrost liczby osób, które przyjechały do Polski z dziećmi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Korkus, prezes zarządu Platformy Migracyjnej EWL.

To również dobra wiadomość dla polskiego rynku pracy i firm szukających pracowników. Najnowsze dane Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) wskazują, że w marcu 2023 roku bezrobocie w Polsce wyniosło 2,8 proc., co jest jednym z najlepszych wyników i plasuje Polskę wśród liderów rankingu obok Czech czy Niemiec. Krajowy rynek cierpi więc na niedobór kandydatów do pracy, co więcej, zaczyna też brakować pracowników sezonowych.

 Niestety nie widać, żeby w najbliższym czasie wojna się skończyła. Co roku do polskich rolników i firm budowlanych przyjeżdżało bardzo dużo mężczyzn z Ukrainy. W tym roku nie przyjadą, co jest gigantycznym wyzwaniem dla polskiego rynku pracy – komentuje Andrzej Korkus.

Wielu Ukraińców w Polsce wciąż pracuje poniżej swoich kwalifikacji. Jak wynika z IV edycji badania „Obywatele Ukrainy w Polsce i na polskim rynku pracy. Nowe wyzwania i perspektywy” przeprowadzonego przez Platformę Migracyjną EWL, Fundację EWL i Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego, obniżył się odsetek ukraińskich obywateli wykonujących pracę w Polsce zgodną z ich kwalifikacjami – i to niemal dwukrotnie. Obecnie wynosi on jedynie 35 proc. wobec 68 proc. w 2021 roku. Ponad połowa pracujących w naszym kraju uchodźców wojennych deklaruje, że podjęta przez nich praca nie odpowiada zdobytym przez nich kwalifikacjom. 

– Gdybyśmy z jednej strony pomogli im w nauce języka, a z drugiej w nostryfikacji dyplomów, czy zrobili jakąś szybką ścieżkę do tego, żeby te dyplomy były akceptowane szybciej, zyskalibyśmy niesamowite możliwości w aktywizacji uchodźców – mówi ekspert.

Ma to także znaczenie w kontekście zachęcenia Ukraińców do pozostania w Polsce zamiast migracji dalej na Zachód. Podczas poszukiwania pracy w Polsce Ukraińcy napotykają także inne trudności. Wielu ankietowanych wymienia głównie wysokie oczekiwania polskich pracodawców (37 proc.) i ograniczoną mobilność (28 proc.). Te problemy w większym stopniu dotykają migrantów przedwojennych (kolejno 43 proc. i 28 proc.), ale też stanowi wyzwanie dla uchodźców wojennych (po 29 proc.). 

Wyzwaniem jest także znajomość języka polskiego. Tylko 35 proc. respondentów deklaruje ją na poziomie dobrym lub bardzo dobrym. Odsetek ten w ciągu dwóch lat zmalał o jedną czwartą (z 46 proc.). Wśród grupy migrantów znajomość polskiego jest bardziej powszechna – deklaruje ją blisko połowa respondentów, natomiast wśród grupy uchodźców jest to 14 proc. Jak wynika z badania EWL, ułatwienie dostępu do kursów językowych jest jedną z najczęściej wskazywanych przez Ukraińców kwestii, która sprzyja ich integracji w Polsce.

 To świetna wiadomość, bo to znaczy, że Ukraińcy nie oczekują od nas socjalnego wsparcia czy pieniędzy, tylko wsparcia w tym, żeby lepiej zintegrować się ze społeczeństwem – dodaje Andrzej Korkus. – To, co się zmieniło w sytuacji uchodźców przez ten rok, to przede wszystkim stanęli na własne nogi. Widzimy, że zdecydowana większość z nich pracuje, szereg z nich wysłało swoje dzieci do polskich szkół, połowa korzysta z polskiej służby zdrowia, więc stali się częścią naszego społeczeństwa.

Ukraińcy w Polsce chcą się integrować z polskim społeczeństwem nie tylko poprzez kursy językowe. Pośród czynników wymieniają także dostęp do świadczeń społecznych, ułatwienie dostępu do edukacji, świadczeń zdrowotnych i działania na rzecz aktywizacji zawodowej. Co ciekawe za tym ostatnim czynnikiem optuje prawie połowa migrantów przedwojennych i jedynie 22 proc. uchodźców wojennych. 

Ukraińcy stali się częścią polskiego społeczeństwa – odnaleźli się w polskiej szkole i podjęli zatrudnienie. 70 proc. ankietowanych obywateli ukraińskich w Polsce mówi, że ich dzieci korzystają z polskiego systemu edukacji. Co trzecie ukraińskie dziecko jest kształcone jedynie w polskim systemie, a co czwarte – tylko w ukraińskim. Jedna trzecia z nich korzysta z obu systemów. Z danych opublikowanych w Raporcie Mobilności Transgranicznej EWL wynika, że prawie połowa ankietowanych korzysta z placówek medycznych w Polsce (wobec 37 proc. z poprzedniej edycji badania). Przy czym korzystanie z polskiego systemu ochrony zdrowia deklaruje 39 proc. migrantów przedwojennych i 55 proc. uchodźców wojennych.

Mimo że Ukraińcy zadomowili się na polskim rynku pracy, tylko 40 proc. chce się zatrzymać w Polsce na dłużej (spadek z 62 proc. w 2021 roku), w tym czterokrotnie zmalał udział tych, którzy chcą pozostać na stałe. Przy czym niekoniecznie z powrotem do kraju będą czekać na koniec wojny, ale wrócą wtedy, gdy sytuacja będzie na to pozwalała. Spośród ukraińskich migrantów przedwojennych odsetek osób chcących wrócić do ojczyzny w najbliższym czasie jest ponad dwukrotnie niższy niż wśród uchodźców (22 proc. vs. 47 proc.).

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/ukraicy-coraz-bardziej,p1037539470

Sztuczna inteligencja i cleantech w centrum zainteresowania funduszy VC. Polskie start-upy nieźle sobie radzą w obu tych branżach

– Sztuczna inteligencja i cleantech to w tej chwili dwie kluczowe branże, które są w centrum zainteresowania funduszy venture capital i do nich będą płynąć w nadchodzącym czasie największe środki – ocenia prezes zarządu Orlen VC Marek Garniewski. Statystyki pokazują, że rodzime start-upy dobrze sobie radzą w obu tych branżach. Polska jest już w tej chwili uważana za „zielony” hub technologiczny Europy Środkowo-Wschodniej. Na polskim rynku działa około setki spółek, których działalność jest bezpośrednio związana z SI i które mogą skorzystać na fali popularności tej technologii.

Z raportu podsumowującego transakcje na polskim rynku venture capital, przygotowanego przez PFR Ventures i Inovo VC, wynika, że w 2022 roku 435 spółek pozyskało 3,6 mld zł kapitału od 244 funduszy. To oznacza, że wartość polskiego rynku pozostała bez zmian w porównaniu z poprzednim rokiem, co jest pozytywnym sygnałem na tle globalnych spadków. Jednocześnie liczba sfinansowanych innowacyjnych firm wzrosła w tym czasie o 15 proc. Inny raport PFR Ventures i Inovo VC wskazuje, że z kolei w I kwartale br. przez polski rynek VC do 127 spółek przepłynęło 446 mln zł od 68 funduszy. Wartość była mniejsza niż w analogicznym okresie 2022 roku, ale o 84 proc. większa niż w I kwartale 2021 roku.

 Dwie wiodące branże w centrum zainteresowania funduszy venture capital to dziś oczywiście sztuczna inteligencja, która obecnie fascynuje wszystkich i tam też płyną pieniądze. Natomiast drugą jest cały szeroko rozumiany cleantech. Jestem przekonany, że – w kontekście tego, co się dzisiaj dzieje na rynku – branża cleantechowa będzie radziła sobie lepiej niż pozostałe, które dotychczas wybierały finansowanie od funduszy – mówi agencji Newseria Biznes Marek Garniewski.

Według ubiegłorocznego raportu PFR i Dealroomu („Start-upy i ekologia. Jakie zielone rozwiązania tworzą polskie firmy technologiczne?”) Polska jest „zielonym” hubem technologicznym Europy Środkowo-Wschodniej. Na tutejszym rynku działa prawie połowa (43 proc.) start-upów pozytywnego wpływu, których działalność wiąże się z Celami Zrównoważonego Rozwoju ONZ, w tym redukowaniem efektów zmian klimatu czy wpływu działalności człowieka na środowisko. Co istotne, inwestycje w ten segment są coraz istotniejszą częścią rynku venture capital.

– Mamy dziś ograniczoną podaż nowego pieniądza, a wszystkie spółki – m.in. wskutek regulacji unijnych, ale i podobnych inicjatyw w Stanach Zjednoczonych – będą poszukiwały rozwiązań pozwalających im redukować emisję CO2, poprawiać swoje wskaźniki środowiskowe, adresować wyzwania ESG. Dlatego bardzo wiele funduszy skupia się w tej chwili na branży cleantechowej, na tym, w jaki sposób usprawniać procesy, minimalizować zużycie energii czy redukować emisję CO2. Stąd też ta branża cleantechowa będzie radziła sobie coraz lepiej – mówi prezes zarządu Orlen VC.

W centrum zainteresowania funduszy jest również sztuczna inteligencja, która w ostatnich miesiącach notuje boom wywołany głównie najnowszą, znacznie ulepszoną wersją ChatGPT4. Mapa opracowana przez Jana Szumadę, analityka inwestycyjnego Warsaw Equity Group, pokazuje, że w Polsce jest obecnie około setki start-upów, których działalność jest bezpośrednio związana ze sztuczną inteligencją.

 Nie da się wskazać w tej branży polskich hitów eksportowych, bo mamy ich niewiele. Jesteśmy mocni w obszarze fintechowym, bo polska bankowość i fintech to jest nasza bardzo mocna wizytówka na zewnątrz. Polacy najczęściej przekonują się o tym dopiero wtedy, kiedy wyjadą gdzieś za granicę i okazuje się, że to, co dla nich na co dzień jest normalnością, niekoniecznie jest nią też za granicą – mówi Marek Garniewski. – Bardzo mocni jesteśmy też w deeptechu, okołoSaaS-owym, okołochemicznym, w branży IT, ale tutaj zazwyczaj brakuje nam kompetencji do tego, żeby się komercjalizować. Najczęściej skupiamy się na rynku lokalnym i to powoduje, że nie jesteśmy zauważalni za granicą.

Z ostatniego raportu Fundacji Startup Poland wynika, że najwięcej (niemal dwie trzecie) spółek oferuje klientom aplikacje, z czego większa część (36 proc.) to aplikacje webowe, a 26 proc. – mobilne. Dużą popularnością cieszą się też usługi SaaS (39 proc.) i produkcja hardware’u (17 proc.). Natomiast główne sektory i branże, w których działają polskie start-upy, to kolejno AI i machine learning (21 proc.), produktywność i zarządzanie (14 proc.), analityka – research tools, business intelligence (13 proc.), HRtech i HR tools, medtech (w  obu przypadkach po 12 proc.), usługi finansowe – fintech lub insurtech oraz Big Data (10 proc.).

Na polskim rynku kluczową rolę odgrywają krajowe fundusze VC, z których kapitału skorzystało w ub.r. 28 proc. badanych start-upów. Dalej plasują się rodzimi aniołowie biznesu, którzy wsparli średnio co piątą spółkę (22 proc.). Identyczny odsetek otrzymał też finansowanie z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Wśród start-upów korzystających z zewnętrznego finansowania najwięcej jest takich, które mają za sobą tylko jedną rundę inwestycyjną (67 proc.). Kwoty zebrane w ramach wszystkich dotychczasowych rund przez start-upy najczęściej wahają się w przedziale 1–2 mln zł.

– W Polsce bardzo wiele start-upów pojawia się na etapie seedowym, wczesnym, gdzie mamy jeszcze możliwość testowania nie samej technologii, ale pomysłu. Jest wiele programów dotacyjnych, funduszy, które inwestują na tych wczesnych etapach – mówi prezes zarządu Orlen VC. – Na każdym etapie każdy znajdzie jednak coś dla siebie. Najtrudniej jest na tych średnich rundach, rundach A i dalej, kiedy start-upy poszukują już finansowania liczonego dziesiątkami milionów złotych.

Co ciekawe obecnie główną barierą dla rozwoju start-upów w Polsce jest nie finansowanie, ale problemy z pozyskaniem pracowników przy jednoczesnym szybkim wzroście kosztów ich zatrudnienia. Na ten aspekt zwraca uwagę aż 52 proc. rodzimych spółek badanych przez Fundację Startup Poland.

Orlen VC inwestuje w spółki technologiczne na początkowym etapie rozwoju lub we wczesnej fazie ekspansji (z wyłączeniem fazy pre-seed oraz seed), pracujące nad nowoczesnymi produktami lub usługami, wpisującymi się w strategię PKN Orlen do 2030 roku. Na ten cel przeznaczy ponad 0,5 mld zł. Fundusz szuka projektów z takich obszarów jak: gospodarka obiegu zamkniętego, nowoczesny detal, cyfryzacja, paliwa nowej generacji, petrochemia, nowa mobilność czy energetyka.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/sztuczna-inteligencja-i,p302443244

Polskie miasta coraz bardziej smart. Inteligentne rozwiązania przekładają się na oszczędności i poprawiają bezpieczeństwo

Inteligentne rozwiązania z zakresu smart city pomagają samorządom znacznie obniżyć rachunki za prąd czy zmniejszyć straty wody w sieci wodociągowej nawet o 1/3. Poprawiają też komfort życia mieszkańców i poziom bezpieczeństwa, np. ograniczając liczbę wypadków na przejściach dla pieszych.  – Inteligentne przejście samo rozpoznaje, już z odległości kilkunastu metrów, kiedy zbliża się do niego człowiek. W tym momencie czujniki zamontowane na lampach uruchamiają system świetlny, który odpowiednio doświetla przejście i pieszy staje się bardziej widoczny – tłumaczy Małgorzata Ciechomska, dyrektorka Smart City w Orange Polska. Wkrótce takie inteligentne przejścia pojawią się w Iławie, Świdwinie i Rybniku, które wygrały organizowany przez firmę konkurs. 

Rozwiązania smart city w wielu polskich miastach przynoszą już wymierne oszczędności, m.in. w zakresie zużycia wody i prądu. Jednak z ankiety przeprowadzonej przez Orange Polska wynika, że 21 proc. samorządów wciąż nie dostrzega związku pomiędzy inteligentnymi technologiami a oszczędnościami w miejskich budżetach. 13 na 100 badanych miast nadal nie ma też opracowanej strategii swojego rozwoju, a spośród tych, które ją mają, co piąte nie zawarło w niej żadnych zagadnień związanych ze smart city.

– To pokazuje, że świadomość rośnie, polskie miasta potrzebują tych rozwiązań, natomiast we wdrażaniu ich i praktyce jesteśmy dopiero na początku drogi  mówi Małgorzata Ciechomska. – Większość polskich miast traci ok. 30 proc. wody z wodociągów. Jednak tam, gdzie zostały wdrożone inteligentne systemy do zarządzania siecią wodociągową, udaje się ją zaoszczędzić. Miasta widzą te korzyści i dlatego w wielu z nich funkcjonują już różne inteligentne rozwiązania.

Jak wskazuje ekspertka, rozwiązania z obszaru smart city przekładają się nie tylko na wymierne oszczędności finansowe, ale również na jakość życia mieszkańców. Poprawiają dostęp do prostych i intuicyjnych usług, pomagają zarządzać miejską infrastrukturą, usprawniać transport czy monitorować sieć elektryczną.

– Obserwujemy w tej chwili galopujące ceny prądu. Tymczasem lampy uliczne odpowiadają nawet za 60 proc. całej zużywanej w mieście energii. Wymiana tych lamp na energooszczędne i wprowadzenie inteligentnego systemu zarządzania infrastrukturą oświetleniową pozwoliłyby ograniczyć te koszty nawet o 70 proc. – mówi dyrektorka Smart City w Orange Polska. – Dzięki takiemu rozwiązaniu można też sterować oświetleniem zależnie od godziny i od tego, gdzie te lampy są usytuowane, czy mówimy np. o głównych trakcjach, parkach, czy o placach zabaw. Tym sposobem nie tylko znacznie ograniczamy koszty zużycia energii, ale i zapewniamy bezpieczeństwo.

Nowoczesny system zarządzania infrastrukturą oświetleniową pozwala na włączanie i wyłączanie opraw latarń zgodnie ze wschodami i zachodami słońca albo na opóźnienie ich uruchomienia np. o kwadrans. Według wyliczeń Orange w skali roku przekłada się to na oszczędności nawet 200 godzin świecenia na każdej lampie. Lampy można też przygaszać i zmniejszać ich moc w godzinach o mniejszym ruchu, co pozwala na zaoszczędzenie poboru mocy przez kolejne 1–1,5 tys. godzin.

Kolejną zaletą inteligentnych rozwiązań jest też poprawa bezpieczeństwa. Według statystyk Komendy Głównej Policji w 2021 roku na przejściach dla pieszych doszło w Polsce do ponad 2,3 tys. wypadków, w których zginęły 153 osoby, a 2,27 tys. zostało rannych. Większość z nich miała miejsce jesienią i zimą, kiedy widoczność przy wcześnie zapadającym zmierzchu mocno się pogarsza. Technologie mogą jednak zapobiegać takim sytuacjom, czego przykładem jest smart crossing inteligentne przejście.

– Inteligentne przejście to jedno z całej gamy rozwiązań smart, które Orange oferuje samorządom – mówi Małgorzata Ciechomska. – Oprócz odpowiedniego doświetlenia czynnikiem zwiększającym bezpieczeństwo mogą być także sygnały dźwiękowe.

Iława, Świdwin i Rybnik wygrały takie przejścia dzięki głosom mieszkańców oddanym za pośrednictwem strony internetowej. Do rywalizacji w konkursie zgłosiło się w sumie 40 małych, średnich i dużych miast, które zostały podzielone na trzy kategorie w zależności od liczby mieszkańców. Proporcjonalnie do tej liczby ważyły też poszczególne głosy, których w sumie oddano ponad 65 tys., więc szanse wszystkich miast były równe.

– Ucieszyło nas ogromne zaangażowanie mieszkańców miast i oddolne inicjatywy promujące ten konkurs. Docierały do nas sygnały, że w promocję zaangażowali się dyrektorzy szkół i przedszkoli, lokalni aktywiści, a nawet księża. Pojawiały się wpisy w mediach społecznościowych, drukowane były plakaty, a na ulicach wolontariusze z tabletami zachęcali do głosowania i tłumaczyli zasady np. seniorom. To budujące, że ten konkurs wzbudził takie zainteresowanie. Mamy nadzieję, że przyczyni się to do trwałego rozpropagowania idei smart city wśród polskich samorządów – mówi dyrektorka Smart City w Orange Polska.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/polskie-miasta-coraz,p1616809742

Ochrona sygnalistów będzie wyzwaniem dla wielu mniejszych firm. Część z nich po raz pierwszy zetknie się z tak sformalizowanymi procedurami

W Polsce wciąż trwają prace nad ostatecznym kształtem przepisów o sygnalistach, które wdrożą do krajowego prawodawstwa zapisy unijnej dyrektywy. Nowe regulacje mają objąć wszystkie podmioty zatrudniające ponad 50 pracowników. – Dla części z nich mogą się one okazać dużym wyzwaniem, w szczególności dla tych, które nie są jeszcze przyzwyczajone do tego, aby działać stricte według procedur. Mają wewnętrzne instrukcje funkcjonowania, ale szczegółowe procedury określone na poziomie ustawowym to może być dla nich nowość – mówi adwokatka Katarzyna Majer-Gębska. Jak wskazuje, firmy wdrażające nowe przepisy będą musiały pomyśleć nie tylko o ochronie sygnalistów zgłaszających naruszenia prawa, ale również o ochronie danych osób, których te zgłoszenia dotyczą.

– Procedowana ustawa o ochronie sygnalistów wdraża unijne przepisy, które zobowiązują podmioty do umożliwienia zgłaszania sygnalistom naruszeń przepisów prawa Unii Europejskiej w sposób anonimowy i chroniony – przypomina w rozmowie z agencją Newseria Biznes Katarzyna Majer-Gębska, adwokatka i koordynatorka Działu Prawa Rynku Kapitałowego w kancelarii Sadkowski i Wspólnicy. – Ochrona sygnalistów jest w obecnych czasach kwestią kluczową. Wprowadzenie wewnętrznych procedur dotyczących możliwości anonimowego zgłoszenia naruszeń prawa pozwala spółkom i innym podmiotom po prostu lepiej funkcjonować, zapewnić ich działanie zgodnie z prawem. Zapewnia też bezpieczeństwo osobom, które dostrzegają jakieś naruszenia prawa czy procedur wewnętrznych w podmiocie, w którym pracują, gwarantuje im ochronę przed ewentualnymi działaniami odwrotowymi ze strony pracodawców czy osób, których te zgłoszenia dotyczą.

Na stronie Rządowego Centrum Legislacji 10 stycznia br. ukazała się kolejna, szósta wersja projektu ustawy o ochronie osób zgłaszających naruszenia prawa. Nowa regulacja ma wdrożyć w Polsce unijną dyrektywę 2019/1937, którą Parlament Europejski przyjął już jesienią 2019 roku. Kraje członkowskie UE były zobligowane, aby zaimplementować ją do krajowego prawodawstwa do grudnia 2021 roku, ale Polska i kilka innych państw mają w tym już spore opóźnienie.

Nowa regulacja ma m.in. zobowiązać firmy do udostępnienia kanałów umożliwiających sygnalistom anonimowe zgłaszanie naruszeń wewnątrz i na zewnątrz organizacji, wypracowania zasad rozpatrywania takich zgłoszeń, a przede wszystkim – wdrożenia silnych mechanizmów, które w praktyce będą chronić sygnalistów przed działaniami odwetowymi. Adwokatka ocenia, że dla części przedsiębiorstw, które nie miały dotąd tak rozbudowanych procedur wewnętrznych, mogą się one okazać sporym wyzwaniem.

Obowiązki w zakresie ochrony sygnalistów będą dotyczyły w szczególności większych podmiotów, zatrudniających 50 pracowników, ale – co istotne – pracowników definiujemy tutaj jako wszystkie osoby, które współpracują z danym podmiotem, również na umowie-zleceniu, umowie o dzieło czy współpracy B2B. A ponieważ 50 osób to nie jest wcale dużo, to wydaje się, że bardzo wiele podmiotów zostanie objętych tymi obowiązkami. Dla części z nich będzie to duże wyzwanie, w szczególności dla tych, które nie są jeszcze przyzwyczajone do tego, aby działać stricte według procedur. Mają jakieś wewnętrzne instrukcje funkcjonowania, ale jednak takie szczegółowe procedury określone na poziomie ustawowym to może być dla nich nowość – ocenia adwokatka.

Część firm już dziś musi się stosować do przepisów o ochronie sygnalistów, które były wprowadzane w regulacjach sektorowych, np. w ustawie o funduszach inwestycyjnych czy ustawie o obrocie instrumentami finansowymi. Dotyczyły one jednak określonych podmiotów, m.in. firm inwestycyjnych i instytucji finansowych czy innych organizacji objętych ustawą o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy.

– Teraz każda firma, która spełni przesłanki wynikające z ustawy o ochronie sygnalistów, będzie musiała takie procedury wprowadzić. Część podmiotów, która nie ma praktyki w prowadzeniu tak szeroko zakrojonych procedur wewnętrznych, będzie musiała przestawić się na to, że stają się instytucją obowiązaną ochroną sygnalistów – wyjaśnia koordynatorka Działu Prawa Rynku Kapitałowego w Kancelarii Sadkowski i Wspólnicy.

Najważniejszym celem przepisów o ochronie sygnalistów ma być uniemożliwienie stosowania wobec nich jakichkolwiek działań odwetowych, dyskryminacji, nieuzasadnionego i niesprawiedliwego traktowania albo prób podejmowania tego typu działań. Jednak ekspertka podkreśla, że firmy wdrażające nowe przepisy będą musiały pomyśleć również o ochronie osób, których zgłoszenia o nieprawidłowościach dotyczą.

 Mówimy zwłaszcza o przypadkach, kiedy te naruszenia okażą się nieprawdziwe. Jednak nawet jeśli one będą prawdziwe, to i tak pozostaje chociażby kwestia ochrony danych osobowych takich osób, RODO, kwestia ich prawnie uzasadnionych interesów. O tym też firmy będą musiały w procedurach wewnętrznych pamiętać – mówi Katarzyna Majer-Gębska. – Potrzebne będą też szkolenia, nauczenie pracowników, kiedy i jak powinny te naruszenia zgłaszać oraz jakie mogą być konsekwencje zgłoszenia naruszeń, które faktycznie nie miały miejsca.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/ochrona-sygnalistow,p1381019334

Misja JUICE zbada lodowe księżyce Jowisza. Polscy naukowcy zbudowali instrumenty badawcze na jej potrzeby

Z kosmodromu w Gujanie Francuskiej startuje flagowa misja Europejskiej Agencji Kosmicznej pod nazwą JUICE (Jupiter Icy Moon Explorer). Jej celem jest zbadanie cech satelitów Jowisza, głównie Europy, Kalisto i Ganimedesa. Chodzi m.in. o ocenę, czy na lodowych księżycach mogą powstać warunki do powstania i podtrzymania życia. Ważną rolę w tej trudnej technicznie misji pełnią polskie firmy odpowiedzialne za realizację trzech z dziesięciu instrumentów.

– Ganimedes jest głównym celem misji ze względu na jego ciekawą budowę. Pod zamarzniętą powierzchnią znajdują się oceany płynnej wody, poza tym jako jedyny księżyc w Układzie Słonecznym wykazuje własne pole magnetyczne. Może to być dobry przystanek w przyszłej podróży do dalszych części Układu Słonecznego, może będzie tam dobra okazja do zbudowania habitatu dla ludzi, ale także poznania samych księżyców. Potencjalnie jest to miejsce, gdzie mogłoby rozwijać się życie, właśnie w wodach, czy to Ganimedesa, czy Europy. Poza tym sama Europa jest ciekawym księżycem, bo ciekłą wodę, która znajduje się pod jej powierzchnią, wyrzuca w formie gejzerów. Ich skład może zbadać sonda JUICE, choćby pod kątem obecności związków potwierdzających ewentualne życie – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej Newseria Innowacje Kamil Bochra, menedżer ds. jakości i materiałów w firmie Astronika, która uczestniczy w przygotowaniach do misji JUICE.

Operacja ta jest skomplikowana pod względem technicznym, na co wpływa m.in rozmiar sondy. To pierwsza misja Europejskiej Agencji Kosmicznej z wykorzystaniem sondy o takiej wielkości, by mogła pomieścić na pokładzie 11 eksperymentów naukowych i około 4 t paliwa. Łączna masa z paliwem to ponad 5 t, więc inżynierowie musieli dbać o to, by ograniczać masę poszczególnych instrumentów. Kolejnym z wyzwań jest duża odległość do Jowisza i długość lotu (około siedmiu lat).

– Bardzo duża odległość do Słońca od Jowisza powoduje, że sama sonda będzie dostawała bardzo mało energii ze Słońca, więc musimy mieć bardzo duże panele słoneczne. Odległość jest także problemem w komunikacji – wyjaśnia Kamil Bochra.

Z uwagi na dużą odległość z jednej strony trzeba się liczyć ze znacznymi opóźnieniami w przesyłaniu danych. Z drugiej ograniczona będzie też ilość danych możliwych do przesłania, więc niezbędna będzie ich wnikliwa selekcja przed eksportem.

Poza tym wysyłana na księżyce Jowisza sonda będzie musiała wytrzymać chociażby skrajne warunki temperaturowe. Podczas przelotu koło planety Wenus będzie się ona znajdowała w temperaturze otoczenia sięgającej plus 250 stopni, z kolei w okolicach Jowisza temperatura spadnie do około 230 stopni poniżej zera.

Musimy mieć materiały odporne zarówno na tak szeroki zakres temperatur, jak i na zmiany tych temperatur. Poza tym, ze względu na silne pola magnetyczne, zarówno Jowisza, jak i Ganimedesa, sonda wyposażona jest w bardzo skomplikowane układy. Mamy tam też bardzo wysokie poziomy radiacji, więc odporność materiałów czy elektroniki na te warunki jest niezbędnym aspektem doboru ich do takiej misji. Oczywiście wszystko musi być przetestowane i potwierdzone w sposób empiryczny. Poza tym zawsze staramy się projektować tak, żeby uzyskać jak największą niezawodność oraz redundancję naszych rozwiązań – podkreśla ekspert Astroniki.

Instrumenty pomiarowe i komponenty funkcjonalne dla misji JUICE opracowały zespoły naukowe łącznie z 16 krajów europejskich oraz USA (NASA), Japonii (JAXA) i Izraela (ISA). Polscy naukowcy i inżynierowie odegrali w tych pracach kluczową rolę. Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk brało udział w realizacji części naukowej i przewodziło pracom związanym z powstaniem konstrukcji mechanicznych i komputera głównego instrumentu RPWI, czyli Radio & Plasma Waves Investigation, a firma Astronika brała udział w jego budowie.

RPWI przeznaczony jest do scharakteryzowania emisji radiowych i środowiska plazmowego Jowisza i jego lodowych księżyców. Składa się z 10 czujników i trzech odbiorników, ma cztery sondy Langmuira (LP-PWI) do pomiarów plazmy i pola elektrycznego, magnetometr z trzema antenami oraz analizator pola elektrycznego (RWI) do pomiarów radiowych.

Dostarczyliśmy cztery maszty LP-PWI do pomiarów plazmy kosmicznej i jej potencjału oraz jedno urządzenie RWI, czyli system trzech anten do pomiaru fal radiowych. Poza tym nasi koledzy z Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk dostarczyli elektronikę sterującą tymi urządzeniami – mówi Kamil Bochra. – Prace w Polsce zaczęły się w okolicach 2015 roku. My nasze urządzenia dostarczyliśmy do klienta pod koniec 2020 roku, po czym zostały one zamontowane na samej sondzie i przetestowane razem z nią.

Jak wyjaśniają przedstawiciele Astroniki, sprzęt do misji JUICE musi być jednocześnie ultralekki i ultrawytrzymały, a do tego po otwarciu i uruchomieniu musi osiągać spore rozmiary. Antena RWI w trakcie startu i lotu będzie złożona do długości ok. 26 cm, a w wyznaczonym miejscu na orbicie będzie musiała rozłożyć się do długości 2,5 m. Drugi z instrumentów, LP-PWI, ważący ok. 1,3 kg, ma za zadanie pozycjonować czujniki pomiarowe w odległości 3 m od sondy.

– Na Ziemi posiadamy zapasowe urządzenia. Zawsze dostarczamy zapasowe instrumenty, które mogą być wymienione, np. na etapie testów na poziomie sondy. Poza tym oczywiście same urządzenia zawierają pewne redundantne elementy. Jeśli nasz pierwotny system otwierania się jednego z zawiasów zawiedzie, to zawsze mamy zapasowy. Zawsze staramy się zarówno projektować, budować, jak i testować urządzenie tak, by mieć pewien zapas i  alternatywne rozwiązania – podkreśla menedżer w firmie Astronika.

Prace naukowe podczas misji JUICE zaczną się około sześciu miesięcy po dotarciu do Jowisza. Pierwsze rezultaty badań będą możliwe do osiągnięcia około 2032 roku. JUICE będzie pierwszą sondą kosmiczną w historii, która wejdzie na orbitę księżyca innego niż ziemski. Szacowany budżet przedsięwzięcia to około 1,6 mld euro.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/misja-juice-zbada-lodowe,p488228100

Zielona transformacja ciepłownictwa przyspiesza. PGE prowadzi i planuje w tym zakresie prawie 30 inwestycji

Polskie ciepłownictwo będzie stopniowo przechodzić na zieloną energię. Długoletni i wymagający dużych nakładów proces transformacji jest konieczny, bo ma się przyczynić do znaczącej redukcji emisji CO2, zapewniając przy tym poprawę jakości powietrza i umożliwiając dostarczanie mieszkańcom ekologicznego ciepła po rozsądnej cenie. PGE Energia Ciepła prowadzi w tym zakresie 12 inwestycji, a w planach jest kolejnych 15, które mają na celu większe wykorzystanie odnawialnych źródeł i nowoczesnych, niskoemisyjnych technologii. – Jesteśmy największym w Polsce producentem ciepła dla gospodarstw domowych, więc spoczywa na nas duża odpowiedzialność – mówi agencji Newseria Biznes Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej. Spółka podkreśla, że jest liderem w zielonej transformacji ciepłownictwa i dąży do wytwarzania energii i ciepła w jak największym stopniu z czystych źródeł. – Segment ciepłownictwa w PGE bardzo szybko się rozwija i zmienia w kierunku niskoemisyjności. Dywersyfikujemy źródła wytwarzania i inwestujemy w OZE, żeby zapewnić jak najwięcej energii z czystych źródeł, a jednocześnie bezpieczeństwo i komfort odbiorcom ciepła. Już teraz w naszych zasobach pracują kotły elektrodowe czy biomasowe, pozyskujemy ciepło z odpadów i planujemy budowę farm fotowoltaicznych w naszych ciepłowniach – mówi Wojciech Dąbrowski. Jako paliwo alternatywne dla węgla i gazu ziemnego PGE EC wykorzystuje obecnie przede wszystkim biomasę, która jest jedynym paliwem w elektrociepłowni Szczecin i częścią miksu paliwowego w elektrociepłowni w Kielcach. Spółka przetwarza też odpady komunalne w Instalacji Termicznego Przetwarzania z Odzyskiem Energii w Rzeszowie, gdzie buduje II linię technologiczną. Po zakończeniu tej inwestycji będzie w stanie przetwarzać do 180 tys. t odpadów rocznie, a odzyskiwanie energii elektrycznej i cieplnej z odpadów poprawi efektywność lokalnego systemu gospodarowania nimi. W Toruniu spółka wykorzystuje z kolei potencjał energii geotermalnej, a w elektrociepłowni w Gdańsku wprowadziła zasilane energią elektryczną kotły elektrodowe o mocy 130 MW, które znacząco wpływają na zmniejszenie zużycia węgla i emisji CO2. Był to pierwszy taki projekt w Polsce. Między grudniem 2022 roku a marcem 2023 roku kotły elektrodowe, pracując na potrzeby bilansowania krajowego systemu elektroenergetycznego, wyprodukowały prawie 7000 GJ „zielonego ciepła”. – Już dziś możemy zapewnić, że od 2024 roku przestaniemy produkować ciepło z węgla w oddziałach PGE Energia Ciepła w Lublinie, Rzeszowie, Zgierzu i Gorzowie Wielkopolskim. Uruchomimy też budowaną od podstaw Elektrociepłownię Czechnica, która będzie pracować na rzecz mieszkańców Wrocławia – zapowiada prezes zarządu PGE. Nowoczesna jednostka będzie zasilana niskoemisyjnym gazem, a jej uruchomienie umożliwi zastąpienie w 2024 roku działającej w Siechnicach koło Wrocławia elektrociepłowni węglowej. To projekt o kluczowym znaczeniu dla całej aglomeracji wrocławskiej. PGE EC rozwija również projekty związane z wykorzystaniem kolektorów słonecznych. Jej pierwszą inwestycją w fotowoltaikę będzie projekt w elektrociepłowni w Rzeszowie, który docelowo zakłada budowę farm fotowoltaicznych. Energia w nich produkowana będzie wykorzystana do zaspokojenia potrzeb własnych obiektów i urządzeń wytwórczych. Dzięki temu zmniejszy się zapotrzebowanie na energię elektryczną dostarczaną ze źródeł kogeneracyjnych i zwiększy się efektywność produkcji, co przyniesie też wymierne korzyści dla środowiska. – Ogółem w fazie realizacji i planów PGE Energia Ciepła jest w tej chwili około 30 inwestycji, które w ciągu najbliższych lat trwale zmienią oblicze polskiego ciepłownictwa – podkreśla Wojciech Dąbrowski. Należąca do grupy spółka PGE Energia Ciepła posiada sieci ciepłownicze o długości 700 km i ma swoje elektrociepłownie w 15 miastach w Polsce, w tym m.in. Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku i Rzeszowie. W sumie zapewnia dostawy ciepła dla ponad 2 mln odbiorców, a w ubiegłym roku wyprodukowała 50 610 TJ ciepła dla gospodarstw domowych, najwięcej ze wszystkich podmiotów działających w branży ciepłowniczej. Jest również największym w Polsce producentem energii elektrycznej i ciepła wytwarzanych w procesie wysokosprawnej kogeneracji, z ok. 25-proc. udziałem w tym rynku.
Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/zielona-transformacja,p1862767495

Planowane kontrakty i inwestycje wzmocnią relacje polsko-amerykańskie. Zmiana obozów rządzących w jednym lub obu krajach nie powinna im zagrozić

 W ciągu ostatniego roku zacieśniły się relacje Warszawy z Waszyngtonem, wzrósł prestiż Polski w ramach NATO, a wzmożona współpraca w branży zbrojeniowej daje nam szansę na transfer technologii. Obecny układ polityczny sprawia, że zbliżenie polityczno-wojskowe następuje bardziej na gruncie gospodarczym niż ideologicznym – mówi dr hab. Jarosław Szczepański, politolog z UW. To właśnie te relacje mają szansę na kontynuację nawet w razie zmiany opcji politycznej w którymś z krajów. Wybory parlamentarne w Polsce odbędą się pod koniec obecnego roku, wybory prezydenckie w Stanach – rok później.

W przededniu rocznicy wybuchu wojny w Ukrainie Joe Biden złożył utrzymywaną do ostatniej chwili w tajemnicy wizytę w Kijowie, by potem spotkać się w Warszawie z przedstawicielami polskich władz i opozycji, a była to już druga wizyta w polskiej stolicy w ciągu roku wybranego niespełna dwa i pół roku temu prezydenta USA. Inwazja Rosji na Ukrainę spowodowała wzrost znaczenia wschodniej flanki NATO w ramach sojuszu, choćby w ramach Bukareszteńskiej Dziewiątki, czyli zrzeszenia dziewięciu państw Europy Środkowo-Wschodniej: krajów bałtyckich, Polski, Czech, Słowacji, Bułgarii, Rumunii i Węgier, które zawiązane zostało po przejęciu przez Rosję Krymu.

– Odczytywałbym wizyty Joe Bidena w Polsce jako zwiększenie pozycji i prestiżu naszego regionu i dostrzeżenie, że wschodnia flanka NATO to jest ta część sojuszu, na której Amerykanie muszą się oprzeć, bo to my jesteśmy na linii frontu, gdyby doszło do zderzenia cywilizacji. W takiej sytuacji to my będziemy musieli mieć na tyle silne, sprawne państwo i armię, żeby można było tę ewentualną nawałnicę powstrzymać – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Szczepański, prawnik, politolog z Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego.

Jak podkreśla, ostatni rok to czas budowania podstaw dla przyszłych ścisłych bilateralnych stosunków pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Polską. Za tym idzie także coraz intensywniejsza współpraca gospodarcza. W ostatnim czasie Polska podpisała z USA szereg kontraktów na dostawy różnego rodzaju uzbrojenia. Jak wynika z danych Ministerstwa Rozwoju i Technologii, w 2022 roku obroty handlowe między dwoma krajami osiągnęły rekordową wartość 27,2 mld dol., a amerykańskie firmy należą do czołówki zagranicznych inwestorów w Polsce. Najważniejszą ubiegłoroczną decyzją inwestycyjną było podpisanie z Westinghouse umowy na budowę pierwszej polskiej elektrowni jądrowej.

– Relacje, które budujemy teraz z Amerykanami, są o tyle ważne i silne, że są podbudowane nie tylko zbieżnością wizji w zakresie polityki międzynarodowej, ale też szeregiem kontraktów. One teraz wydają się dużo ważniejsze niż cokolwiek innego, ponieważ wiążą nasze państwa, gospodarki i przemysły na lata. Polska prócz odbudowania potencjału sił zbrojnych będzie miała możliwość udziału w transferze technologii oraz rozbudowy swojego przemysłu, chociażby do obsługi tych pojazdów, które dotrą zza Atlantyku – mówi ekspert. – Budowanie relacji w oparciu o zbieżne interesy w polityce zagranicznej to dobrze, natomiast budowanie tych relacji w oparciu o zbieżne interesy i powiązania ekonomiczne to jeszcze lepiej.

Zacieśnianie współpracy gospodarczej i wojskowej oraz planowanie strategicznych inwestycji może być trwalszym spoiwem dwustronnych relacji niż polityka. Tym bardziej że w obu krajach zbliżają się wybory – parlamentarne w Polsce i prezydenckie w USA.

– Zbieżność koncepcji politycznych rządu w Warszawie i rządu w Waszyngtonie nie jest zbyt duża. Są to różne pozycje ideologiczne, różne programy polityczne, w szczególności w zakresie szeroko rozumianej polityki społecznej czy polityk tożsamościowych, natomiast te elementy zostały odsunięte na dalszy plan – podkreśla politolog. – W przypadku zwycięstwa republikanów sytuacja byłaby o tyle ciekawa, że – zakładając, że u nas nie byłoby żadnej zmiany, a to nie jest wcale takie pewne – zbieżność ideologiczna byłaby dosyć duża, natomiast zbieżność wizji polityki zagranicznej zmalałaby. Wobec tego tym, co przede wszystkim utrzymywałoby relacje jako bardzo ścisłe, byłaby współpraca gospodarcza.

Republikanie są mniej przychylni od demokratów aktywnemu zaangażowaniu Zachodu po stronie Ukrainy, zwłaszcza w przypadku zwycięstwa Donalda Trumpa. To budzi wiele pytań o kontynuowanie wsparcia lub jego skalę dla walczącego kraju.

– Wygrana republikanów w nadchodzących wyborach z miesiąca na miesiąc staje się coraz mniej prawdopodobna, ale gdyby rzeczywiście doszli do władzy, mogłoby to oznaczać ponowne przeliczenie rachunku zysków i strat zaangażowania Amerykanów w Ukrainie. A jeżeli Amerykanów, to i państw europejskich. O ile dotychczas w kontakcie z administracją Joe Bidena to Polska była tym krajem europejskim, który mógł w pewnym sensie suflować narrację, o tyle przy zwycięstwie republikanów być może ponownie Niemcy zaczęliby być suflerem narracji, którą Europa będzie podsuwała. A to oznaczałoby wycofanie się z niesienia szerokiej pomocy i próbę wygaszenia konfliktu przy uznaniu strat terytorialnych państwa ukraińskiego – ocenia dr hab. Jarosław Szczepański.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/planowane-kontrakty-i,p1867104329