Życie w kosmosie może potwierdzać obecność metanu, dwutlenku węgla czy światła bliskiej podczerwieni. Dzięki nowoczesnym teleskopom rosną szanse na jego znalezienie

0

Astronomowie szukają najlepszych sposobów na znalezienia życia w kosmosie. Niektórzy sugerują badanie światła odbitego od planety, aby sprawdzić, czy na powierzchni znajdują się elementy przypominające roślinność. Zdaniem innych wystarczy znaleźć metan i dwutlenek węgla. Znakiem na istnienie życia na innych planetach może być światło bliskiej podczerwieni, które odbija chlorofil w roślinach. Dzięki najnowszym teleskopom szanse na znalezienie życia w kosmosie stopniowo rosną.

– Poszukiwanie życia w kosmosie jest bardzo trudne, bo my jesteśmy skupieni na tym, jak wygląda życie na Ziemi, a w kosmosie niekoniecznie to życie musi wyglądać tak jak na naszej planecie. Nie musi być oparte na wodzie, nie musi zostawiać takich śladów jak życie ziemskie. To problem, bo my znamy tylko to życie, które pochodzi z naszej planety, więc poszukujemy podobnych oznak życia w różnych innych miejscach – tłumaczy agencji informacyjnej Newseria Innowacje Mateusz Borkowicz z Planetarium Centrum Nauki Kopernik.

Dotychczas naukowcy skupiali się na znalezieniu tlenu, jako znaku pozaziemskiego życia. Rośliny i organizmy produkują gaz, bez nich tlen na Ziemi ostatecznie by zniknął. Dlatego zdaniem części naukowców do stwierdzenia życia niezbędny jest tlen. Badanie opublikowane w „Science Advances” wskazuje jednak, że tlen nie zawsze występuje w dużych ilościach. W pierwszej połowie historii Ziemi w powietrzu praktycznie nie było tlenu, a nawet później jego poziom był niski. Musiały minąć miliardy lat, zanim pierwsze organizmy zaczęły wytwarzać tlen i kolejne miliony zanim atmosfera Ziemi zaczęła być bogata w tlen.

Jak przekonują naukowcy w „Science Advances”, metan i dwutlenek węgla mogą być wystarczającym dowodem na życie w kosmosie. Dwutlenek węgla i metan reagują ze sobą tak, że metan ostatecznie zanika. Istnieją pewne rodzaje organizmów, które sprawiają, że metan pojawia się jednak w atmosferze. Teoretycznie metan może być wytwarzany nie tylko przez żywe organizmy. Joshua Krissansen-Totton, autor badania z Uniwersytetu w Waszyngtonie, twierdzi, że trudno wytłumaczyć dużą ilość metanu w atmosferze czymś innym niż życie.

– Naukowcy są coraz bardziej otwarci na to, że życie może wyglądać zupełnie inaczej gdzieś w kosmosie. Zwracają uwagę na różne sztuczne źródła czy elementy, które pojawiają się w środowisku. Gdy odkrywają czy badają nowe planety, sprawdzają, czy za wysokie stężenie metanu w atmosferze odpowiadają warunki naturalne, tzn. np. skały, czyli czy jest to wynikiem naturalnych procesów, które nie są związane z życiem, czy też faktycznie życie, np. mikroby mogą powodować duże stężenie metanu w atmosferze – wymienia Mateusz Borkowicz.

W czerwcu 2019 roku pomiary wykonane przez łazik Curiosity NASA odkrył duże ilości metanu w marsjańskim powietrzu, na Ziemi gaz jest zwykle wytwarzany przez żywe stworzenia, co może sugerować istnienie życia również na Czerwonej Planecie. Zwłaszcza że metan, jeśli jest obecny w marsjańskim powietrzu, musiał zostać uwolniony stosunkowo niedawno. Inaczej światło słoneczne i występujące reakcje chemiczne rozłożyłyby cząsteczki metanu w ciągu kilkuset lat. Zdaniem części naukowców metan może być uwalniany przez szczeliny w planecie, nie można jednak wykluczać, że istnieją mikroby produkujące metan.

– Mówiąc o życiu w kosmosie, często myślimy o czerwonej planecie. Być może jakieś drobne formy życia mogłyby tam przetrwać, choć warunki są bardzo surowe. Na razie nie udało się odkryć żadnych niewielkich śladów, ale naukowcy są dobrej myśli – twierdzi ekspert.

Dzięki nowoczesnym teleskopom życie można też zauważyć, obserwując odbijane przez planety światło gwiazd. Obecność roślin, a raczej produkowany przez nie chlorofil, odbija światło bliskiej podczerwieni. Dla człowieka niewidoczne, ale łatwe do zaobserwowania przez teleskopy.

– Patrząc na to, jak postępuje dzisiejsza technologia, nie do końca możemy stwierdzić, czy jesteśmy coraz bliżej odkrycia drugiego świata, czy naszych kosmicznych sąsiadów. Będzie pojawiało się coraz więcej pytań. Tak jak pojawiają się kolejne ciekawe odkrycia, tak pojawia się coraz więcej pytań. Powstają takie schodki, jest coraz trudniej, choć zdajemy sobie sprawę z tego, dzięki temu jak niewiele jeszcze wiemy o kosmosie, jak ten kosmos jest różnorodny – mówi Mateusz Borkowicz.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/zycie-w-kosmosie-moze,p789219215

Sztuczna inteligencja coraz chętniej wykorzystywana przez branżę e-commerce. Z rozwoju nowej technologi zaczynają korzystać polskie firmy

0

Amazon wyrósł do rangi potentata rynku e-commerce dzięki szerokiemu zastosowaniu rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji. Firma wykorzystuje mechanizmy uczenia maszynowego w procesie dotarcia do klienta, rozpoznania jego potrzeb i pozycjonowania produktów w taki sposób, aby zwiększyć konwersję sprzedażową. Na sztucznej inteligencji mogą skorzystać także polskie firmy, sprzedające na platformie zakupowej. Śladami Amazona idą także polskie start-upy, tworząc bezobsługowe sklepy bez kas i sprzedawców, w których płatność pobierana jest automatycznie.

– Amazon wykorzystuje sztuczną inteligencję na wielu frontach. Mamy np. w Gdańsku centrum deweloperskie Amazon, które pisze kod inteligentnej asystentki Alexa, choć nie jest ona dostępna po polsku. Na całym świecie są centra, które uczą algorytmy stworzone m.in. w Polsce. Oprócz tego Amazon oczywiście wykorzystuje sztuczną inteligencję do tego, żeby prezentować konsumentom te towary, które najprawdopodobniej będą się podobać. Ale robi to też z potrzeby handlowej, żeby Amazon wiedział, co zamawiać od dostawców, w jakiej ilości, w jakich cenach – mówi w wywiadzie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Sascha Stockem, prezes zarządu Nethansa.

Alexa początkowo funkcjonowała wyłącznie jako asystent głosowy, obecnie zakres jej możliwości jest znacznie szerszy. Na rynku pojawiły się m.in. inteligentne lustra współpracujące z Alexą, które pozwalają zautomatyzować proces zakupu kosmetyków. Klient nakłada za ich pomocą wirtualny makijaż, asystentka rozpoznaje, jakie produkty są potrzebne do jego zrobienia, po czym zamawia je przez internet.

Warto zauważyć, że sztuczna inteligencja usprawnia pracę całego łańcucha sprzedażowego w e-commerce. Firmy eksperymentują nie tylko z algorytmami, które poprawiają konwersję sprzedażową. Systemy inteligentne usprawniają także proces komplementacji dostaw. W inteligentnych centrach logistycznych Amazonu montowane są systemy autonomiczne, które wykorzystują roboty do skanowania paczek, przenoszenia ich oraz magazynowania.

Na co dzień algorytmy sztucznej inteligencji są wykorzystywane głównie w procesie analizy zasobów big data. Firmy przetwarzają ślady cyfrowe pozostawiane przez klientów m.in. w trakcie przeglądania sklepów internetowych, aby na ich podstawie zbudować profil osobowy każdego klienta. Dzięki niemu algorytmy uczenia maszynowego wiedzą, jakie przedmioty należy polecić danemu internaucie, aby zwiększyć szansę na wydanie przez niego pieniędzy.

Na sztucznej inteligencji mogą skorzystać także polscy sprzedawcy.

– Polscy sprzedawcy mogą skorzystać ze sztucznej inteligencji, jak tylko zaczynają sprzedawać. Amazon bierze pod uwagę każdy towar, który jest w serwisie, i pozycjonuje te towary. Od strony sprzedawcy nie musimy robić w tym zakresie nic oprócz samego wystawienia towaru. A od strony kupującego możemy wykorzystać sztuczną inteligencję do najbardziej wygodnej formy zakupowej, którą jakikolwiek sklep na dzień dzisiejszy daje po polsku. Możemy wejść na Amazon i skorzystać z Amazon.de po polsku – mówi ekspert.

Potencjał sztucznej inteligencji doceniła także firma Nethansa specjalizująca się w zarządzaniu kontami sprzedającymi za pośrednictwem witryny Amazonu. Firma opracowała autorskie narzędzie Clipperon, które analizuje indywidualne potrzeby klientów, zapotrzebowanie na poszczególne produkty oraz konkurencyjne oferty, aby dotrzeć do potencjalnego klienta z ofertą o wysokim potencjale sprzedażowym. Clipperon działa w pełni automatycznie, przeprowadzając cały proces marketingowy w oparciu o big data, bez konieczności angażowania uwagi sprzedawcy.

Z systemami automatyzującymi sprzedaż eksperymentuje także sam Amazon. Firma testuje m.in. nowe API Smart Home Skills, które analizuje, kiedy w naszym domu skończą się popularne przedmioty codziennego użytku takie jak np. tusz do drukarki. Korporacja chce zachęcić producentów do instalowania specjalnych czujników zaopatrzenia, które wykryją, kiedy dany produkt się kończy, po czym automatycznie zamówią go za pośrednictwem internetu.

Inteligentnymi rozwiązaniami sprzedażowymi od Amazonu zainspirował się także poznański start-up Surge Cloud, który stworzył pierwszy bezobsługowy i bezkasowy polski sklep Take&Go. Działa on na takiej samej zasadzie jak amerykańskie placówki Amazon Go. Wszystkie produkty wyposażono w etykiety RFID, dzięki czemu inteligentne bramki automatycznie skanują je przy opuszczaniu lokalu. Konto użytkownika jest obciążane po zaakceptowaniu listy produktów.

– Polskie firmy chcą i wchodzą na Amazona coraz częściej. Tylko przez ostatnie 12 miesięcy dotarło na Amazon ponad milion nowych sprzedawców. To ogromna liczba, a część z nich pochodzi z Polski. Mnóstwo firm szuka dojścia do zagranicznych rynków poprzez Amazon. Z roku na rok jest coraz więcej zainteresowań związanych ze sprzedażą na Amazonie i coraz więcej świadomości, że trzeba tam być – twierdzi Sascha Stockem.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rynku narzędzi do automatyzacji sprzedaży w 2019 roku wyniesie 3,3 mld dol. Przewiduje się, że do 2024 roku wzrośnie ona do 6,4 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie blisko 14 proc.         

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/sztuczna-inteligencja,p2000042347

Słuchawki gamingowe zapewniają coraz lepszą jakość dźwięku. Zaawansowane algorytmy dopasują parametry do cech anatomicznych odbiorcy

0

Dźwięk w słuchawkach dla graczy może być już odbierany przestrzennie. Najnowsza technologia oparta na algorytmach sztucznej inteligencji dobierze optymalne ustawienia dźwięku na podstawie anatomicznych cech głowy i małżowin usznych odbiorcy. Dzięki temu dźwięk będzie spersonalizowany. Wsparcie dla zaawansowanych systemów dźwięku przestrzennego zapewniają już Microsoft w najnowszych aktualizacjach systemu Windows 10.

– Opracowaliśmy zupełnie nową technologię, która zrewolucjonizowała sposób odbioru dźwięku ze słuchawek. Problem polegał na tym, że dźwięk był odbierany oddzielnie dla lewego i prawego ucha. Nawet dźwięk przestrzenny był odbierany w ten sposób. Dlatego postanowiliśmy, że wprowadzimy na rynek technologię, która pozwoli na słuchanie muzyki w systemie stereo lub 7.1 za pośrednictwem słuchawek. W tym roku wprowadziliśmy na rynek produkty o takich właśnie parametrach, które zmieniły sposób słuchania muzyki, oglądania filmów i grania w gry komputerowe – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje David Hamilton z Creative Labs.

Technologia Super X-Fi wykorzystywana m.in. w słuchawkach Creative Labs opiera się na działaniu układu SXFI, pozwalającego na wykorzystanie w słuchawkach holografii akustycznej, która umożliwia sporządzenie mapy źródeł dźwięków. Słuchawki sparowane są ponadto z aplikacją mobilną, której algorytmy są w stanie odwzorować cechy anatomiczne głowy i uszu użytkownika na podstawie jego zdjęcia. Dzięki temu emitowany dźwięk jest w wysokim stopniu spersonalizowany, a doznania dźwiękowe stają się bardzo realistyczne. Urządzenie może się łączyć z komputerem czy konsolą gier.

– Produkujemy dźwięk głównie dla graczy. Sound Blaster X-Fi wyposażony w technologię Super X-Fi przyczyni się do poprawy jakości efektów dźwiękowych w grach. Naszym zdaniem sprzęt audio, a zwłaszcza słuchawki, powinien zapewniać bardziej realistyczne brzmienie. Technologia ta będzie więc pewnie stosowana w coraz większej liczbie produktów. Gracze będą mieli okazję sprawdzić naszą pierwszą zewnętrzną kartę dźwiękową Sound Blaster X3, w której wykorzystaliśmy technologię Super X-Fi – zapowiada David Hamilton.

Słuchawki gamingowe stają się coraz bardziej zaawansowane. Zestaw słuchawkowy HyperX Cloud Alpha S obsługuje wirtualny dźwięk przestrzenny HyperX 7.1. Na nausznikach zostały umieszczone suwaki do regulacji basów, dzięki którym użytkownik może spersonalizować brzmienie. Słuchawki mają nauszniki wykonane z pianki zapamiętującej kształt, która pokryta jest imitacją skóry przepuszczającą powietrze.

Tymczasem wsparcie dla bardziej zaawansowanych technologii dźwięku zapewnia już Microsoft w systemie Windows 10. W sklepie Microsoft Store dostępna do pobrania jest już aplikacja pozwalająca kontrolować odtwarzanie dźwięków stworzonych w DTS. Technologia cechuje się mniejszą kompresją, niż Dolby Digital i trzykrotnie większym strumieniowaniem 1,5 Mbps, podczas gdy w Dolby Digital jest to 448 kbps. Technologie DTS: X i DTS Headphone: X zapewniają doznanie realistycznego, trójwymiarowego dźwięku. Jest to szczególnie odczuwalne w przypadku gier i treści zoptymalizowanych pod kątem dźwięku Microsoft Spatial. Obsługuje go już kilka najnowszych gier, takich jak Gears 5, Forza Horizon 4, Final Fantasy XV czy The Division 2.

– Najważniejsze w tej chwili dla graczy jest słyszenie dźwięków otoczenia oraz możliwość zlokalizowania przeciwnika. Zatem liczy się tu dobra jakość dźwięku oraz oprogramowania – mówi ekspert z Creative Labs.

Bowers & Wilkins wypuścił z kolei trzy nowe modele słuchawek obsługujących kodek audio aptX Adaptive firmy Qualcomm. Zaprojektowany został on w celu zapewnienia technologii bezprzewodowego przesyłania sygnału dźwiękowego z niskimi opóźnieniami i wysoką rozdzielczością. Słuchawki są wyposażone ponadto w funkcję aktywnej redukcji szumów oraz czujniki zbliżeniowe wykrywające moment zdjęcia ich z uszu słuchacza. Odtwarzany dźwięk jest wówczas zatrzymywany i wznawiany po ponownym założeniu.

Według analityków MarketWatch światowy rynek sprzętu audio do zastosowań domowych ma być w 2024 roku wyceniany na 12,1 mld dol. Estymacja na 2019 rok zakłada wycenę na poziomie 9,7 mld dol.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/sluchawki-gamingowe,p674014921

Kolej 4.0 będzie bezpieczniejsza i sprawniejsza. Przyszłość to elektryczne pociągi i innowacyjne dworce z panelami słonecznymi

0

Unijny program modernizacji kolejnictwa ma skierować branżę transportu szynowego na nowe tory. Realizacja IV Pakietu Kolejowego pozwoli zwalczyć fragmentaryzację rynku kolejowego w krajach członkowskich, otworzy branżę na inwestycje międzynarodowe i wprowadzi innowacyjne rozwiązania z segmentu przemysłu 4.0. Modernizacja branży z wykorzystaniem nowoczesnych technologii pozwoli zwiększyć konkurencyjność i niezawodność transportu kołowego.

– Kolej 4.0 to cyfryzacja, w tym przede wszystkim nowe systemy zabezpieczeń wpływające na bezpieczeństwo ruchu kolejowego i na jego usprawnienie. Kolej musi odpowiadać na nowe wyzwania, zmieniający się scyfryzowany świat. Poczynając od rzeczy bardzo dużych, poprzez te najbardziej prozaiczne jak chociażby wspólny bilet i aplikacje mobilne, które ułatwiają korzystanie z usług kolei – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Krzysztof Mamiński, prezes zarządu Polskich Kolei Państwowych.

Ujednolicenie europejskiego rynku transportu torowego w oparciu o IV Pakiet Kolejowy ma przynieść krajom członkowskim szereg korzyści finansowych, organizacyjnych oraz ekologicznych. Wdrożenie pakietu 16 czerwca 2020 roku otworzy krajowe systemy kolejnictwa na rynek międzynarodowy. Wprowadzenie unijnych autoryzacji taborów oraz wspólnotowych standardów infrastrukturalnych ułatwi polskim firmom wchodzenie na rynki krajów członkowskich.

Urząd Transportu Kolejowego podpisał już umowę o współpracy z Europejską Agencją Kolejową, która przyspieszy wdrożenie IV Pakiet Kolejowy na szeroką skalę. Dzięki niej możliwe będzie m.in. korzystanie z ujednoliconej certyfikacji bezpieczeństwa. Nowe regulacje sprawią, że tabory kolejowe będą dopuszczane do eksploatacji na wszystkich rynkach unijnych na podstawie jednego dokumentu wydawanego przez Agencję Kolejową Unii Europejskiej.

Powołano również Krajowy Program Kolejowy, w ramach którego przeprowadzi się gruntowną modernizację 9 tys. km torowych szlaków komunikacyjnych oraz stacji kolejowych. Inwestycje realizowane w ramach KPK mają skrócić średni czas przejazdu i poprawić komfort podróżowania.

 Kolej zawsze była firmą, która napędzała rozwój. To jest miejsce, gdzie wprowadza się bardzo szybko w życie nowe rozwiązania. Dziś kolej została dostrzeżona jako najbardziej ekologiczny środek transportu. Mówienie o kolei 4.0 daje szansę, że łącznie z troską o klimat, o pasażerów możemy realizować to, żeby na przyszłość zanieczyszczenie klimatu było mniejsze, a jak najwięcej obywateli każdego kraju, całego świata korzystało z transportu kolejowego – mówi Krzysztof Mamiński.

Rozwiązania proekologiczne, które pozwolą zredukować ślad węglowy tej branży, pełnią istotną rolę w IV Pakiecie Kolejowym. Dobrym przykładem takich inwestycji są m.in. prace nad innowacyjnymi systemami magazynowania energii elektrycznej prowadzone we współpracy ekspertów z PKP Energetyka, Narodowego Centrum Badań i Rozwoju oraz naukowców z Uniwersytetu Zielonogórskiego. Efektem prac zespołu badawczego ma być stworzenie systemu, który pozwoli efektywniej zarządzać energią wykorzystywaną przez tabory.

Z kolei Grupa PKP przeprowadzi gruntowną renowację kilkudziesięciu dworców, również tych o charakterze zabytkowym, aby zmniejszyć ich emisyjność. Firma wyposaży zmodernizowane dworce w panele słoneczne czy inteligentne systemy grzewcze oraz oświetleniowe. Oprócz tego budynki zostaną przystosowane do potrzeb osób z niepełnosprawnością. Na dworcach pojawią się pochylnie, tabliczki informacyjne w języku Braille’a, ścieżki dla niewidomych czy toalety dla niepełnosprawnych.

– Teraz budujemy 50 innowacyjnych dworców systemowych, w nowej perspektywie zbudujemy kolejnych 50. Mamy wszystkie nowoczesne rozwiązania: pompy ciepła, panele fotowoltaiczne, instalacje szarej wody, stacje ładowania samochodów elektrycznych przy dworcach. Dzięki temu, kiedy przyjedziesz samochodem elektrycznym, aby jechać dalej pociągiem, płacisz mniej za ładowanie. Do tego wynajmujemy samochody, skutery i rowery elektryczne – tłumaczy ekspert.

Branża kolejowa zamierza inwestować w rozwiązania z zakresu systemów zintegrowanego transportu, które zachęcą podróżnych do porzucenia samochodów na rzecz transportu publicznego. W tym celu wokół dworców rozwija się infrastrukturę carsharingową, ułatwiającą przesiadkę z pociągów do samochodów bądź małych pojazdów elektrycznych na wynajem.

– Chcemy stopniowo wyposażać wszystkie dworce w stacje ładowania pojazdów, gdyż one zachęcają do korzystania z elektromobilności. Można korzystać z najczystszego środka transportu, jakim jest kolej, ale dojeżdżać do niego również innym elektrycznym pojazdem. Milion samochodów elektrycznych to już jest ta liczba, która pokaże, że jednym z podstawowych środków transportu kołowego będzie samochód, ale samochód elektryczny. Do tego pociąg elektryczny i to się układa w całość – podsumowuje Krzysztof Mamiński.

Według analityków z firmy Market Study Report wartość globalnego rynku infrastruktury kolejowej w 2018 roku wyniosła 47 mld dol. Przewiduje się, że do 2025 roku wzrośnie ona do 61,4 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 3,4 proc.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/kolej-40-bedzie,p1589564411

Zmiany klimatu będą miały wpływ także na polską gospodarkę. Zmianie musi ulec m.in. polityka rolna

0

Konsekwencje ocieplenia klimatu dotkną także Polski i spowodują m.in. konieczność dostosowania gospodarki rolnej do nowych warunków klimatycznych. Ekstremalne zjawiska pogodowe będą mieć w nadchodzących latach przełożenie także na biznes turystyczny, transport, branżę budowlaną czy energetyczną.  – Podstawowa zasada to nie szkodzić, czyli w tym przypadku nie emitować składników, które są kluczowe w systemie klimatycznym i odpowiadają za wzrost temperatury globalnej – mówi dr Mieczysław Sobik z Zakładu Klimatologii Uniwersytetu Wrocławskiego.

– W skali całego globu efekty zmian klimatu i ocieplenia są obecne właściwie we wszystkich regionach, z tym że w niektórych bardziej intensywne, w innych słabsze. Do największych wzrostów temperatury dochodzi przede wszystkim w wysokich szerokościach geograficznych półkuli północnej – a więc w Arktyce i na jej obrzeżach, gdzie doszło do redukcji zasięgu lodów morskich. Lód morski zastąpiła stosunkowo ciepła woda, płynąca wraz z Prądem Norweskim i Spitsbergeńskim daleko na północ Atlantyku, wypierając pola lodowe o kilkaset kilometrów dalej. Tam ocieplenie przekracza nawet 3°C w ciągu ostatnich 100 lat. Natomiast w innych regionach globu typową wartością jest około 1°C – mówi dr Mieczysław Sobik z Zakładu Klimatologii Uniwersytetu Wrocławskiego.

Jak podkreśla, klimat na Ziemi zmieniał się zawsze w różnych kierunkach raz było cieplej, raz chłodniej. W ciągu ostatnich 100 lat postępuje ocieplenie w skali globalnej i średnia temperatura na Ziemi jest w tej chwili o około 1-1,2°C wyższa, niż pod koniec XIX wieku, kiedy rozpoczął się proces ocieplania klimatu. Także ostatni, ubiegłoroczny raport Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC) potwierdza, że obecna, średnia globalna temperatura jest o 1°C wyższa od poziomu przedindustrialnego.

– Konsekwencje wzrostu temperatury w skali globalnej są wielorakie. Podstawową jest systematyczny wzrost poziomu wody w oceanie światowym z uwagi na topnienie lodowców – zwłaszcza marginalnych partii lądolodu, głównie grenlandzkiego, ale i antarktycznego. Gdyby stopił się lód na Grenlandii – to poziom wody podniósłby się aż o 7 metrów, co zmieniłoby gospodarkę i stosunki społeczne wielu krajów. Nie mówiąc o tym, co stałoby się po stopieniu lądolodu antarktycznego, kiedy ten wzrost poziomu morza sięgnąłby 70 metrów – mówi dr Mieczysław Sobik.

Konsekwencje ocieplenia klimatu dotkną także Polski i spowodują m.in. konieczność dostosowania gospodarki rolnej do nowych warunków klimatycznych.

– Musielibyśmy wprowadzać nieznane nam, uprawiane dotąd na innych obszarach gatunki roślin. Kiedy rośnie temperatura, nie wiadomo też jak zachowają się opady. Jeśli nie wzrosną, będziemy mieli coraz intensywniejsze parowanie i zaostrzający się problem suszy. Przesunięciu ulegną zasięgi stref klimatycznych, a więc gospodarka na różnych obszarach uległaby zmianie. Są też oczywiście konsekwencje drobniejsze, dotyczące np. biznesu turystycznego. Trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie stacji narciarskich w Polsce, gdyby zimy miały być o 4°C cieplejsze niż obecnie – mówi dr Mieczysław Sobik.

Wpływ zmian klimatycznych na polską gospodarkę podkreśla też przyjęta w sierpniu „Polityka ekologiczna państwa do 2030 roku”. Rządowy dokument strategiczny pokazuje, że ekstremalne zjawiska pogodowe takie jak nasilające się fale upałów czy powodzie, będą mieć w nadchodzących latach przełożenia na gospodarkę i mogą zakłócać funkcjonowanie transportu, branży budowlanej czy energetycznej.

Jak wynika z prognoz IPCC, jeżeli emisja gazów cieplarnianych nie zostanie gwałtownie zredukowana to dynamika wzrostu globalnej temperatury przekroczy 1,5°C już w 2040 roku, 2°C w 2065 roku i 4°C na koniec obecnego stulecia.

– Nie da się uniknąć wzrostu stężenia gazów cieplarnianych, przynajmniej w najbliższym 10-leciu. Najbardziej pesymistyczne prognozy mówią o ociepleniu klimatu nawet o 4-5°C do końca tego stulecia, ale w większości jest mowa o przedziale 1 do 3°C – mówi dr Mieczysław Sobik. – Emisja gazów cieplarnianych rośnie i będzie rosła, ale musi zostać ograniczona. Jeżeli miałaby rosnąć w takim tempie, jak dotąd – skutki faktycznie będą bardzo złe dla naszego systemu klimatycznego, chociaż nie jest to perspektywa kilkudziesięcioletnia, ale znacznie dłuższa, zanim ujawnią się kilkustopniowe różnice temperatury w stosunku do czasów współczesnych.

Z prognoz naukowców wynika, że globalne ocieplenie będzie też mieć wpływ na produkcję żywności oraz drastycznie zaostrzy problem głodu na świecie. Wzrost globalnej, średniej temperatury o ponad 3–4°C może również spowodować, że do 2100 roku poziom mórz podniesie się nawet o 90 cm, co grozi zalaniem terenów zamieszkałych przez połowę populacji świata.

Uniknięcie czarnego scenariusza jest jeszcze możliwe, ale do 2030 roku globalna emisja dwutlenku węgla musi spaść o 45 proc. w porównaniu do poziomu z 2010 roku, natomiast do 2050 roku ludzkość musi całkowicie zrezygnować ze spalania węgla i przestawić się na odnawialne źródła energii – wynika z szacunków IPCC.

– Podstawowa zasada to nie szkodzić, czyli w tym przypadku nie emitować składników, które są kluczowe w systemie klimatycznym i odpowiadają za wzrost temperatury globalnej. A więc spalać mniej paliw kopalnych, zostawiać mniejszy ślad. Stąd potrzeba pozyskiwania energii z odnawialnych źródeł energii, z OZE. Wydaje się, że takim kluczowym w perspektywie dziesięcioleci będzie jednak pozyskiwanie jej wprost z energii słonecznej. Powierzchnia wielkości Teksasu wystarczy, aby zaopatrzyć całą gospodarkę światową w energię elektryczną. Jeśli więc rozprowadzimy sobie ten Teksas po świecie w małych kawałkach to wcale nie tak dużą powierzchnię musielibyśmy przeznaczyć pod elektrownie. Oczywiście ta technologia jest ciągle bardzo droga, ale tanieje wskutek postępu technologicznego. Umiejętnie skomponowana struktura podaży energii przy jednoczesnym ograniczeniu popytu i wprowadzeniu technologii oszczędzających energię na wielu poziomach naszego życia może dać podstawę do funkcjonowania bez stałych paliw kopalnych – mówi dr Mieczysław Sobik z Zakładu Klimatologii Uniwersytetu Wrocławskiego.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/zmiany-klimatu-beda,p2130835239

Blockchain zwiększy bezpieczeństwo transakcji i wymiany danych przez internet. Technologia może zastąpić notariuszy i zrewolucjonizować medycynę

0

Upowszechnienie się technologii blockchain zrewolucjonizuje nie tylko rynek walutowy. Rozwiązania blockchainowe są coraz częściej wdrażane w procesie bezpiecznego przetwarzania i przesyłania dokumentów. Banki wykorzystują je do komunikacji z klientami za pośrednictwem kanałów internetowych. Technologia już zaczyna być wykorzystywana także w administracji publicznej przy księgach wieczystych, a wkrótce może zastąpić nawet notariuszy. Przedstawiciele branży zdrowotnej z kolei rozważają wykorzystanie jej do stworzenia elektronicznej dokumentacji medycznej.

 W przypadku technologii blockchain, jeżeli dokument jest przypisany do konkretnej osoby, to nie ma możliwości go podrobienia. Wiele czynności, także notarialnych, będzie weryfikowanych przez technologię, a nie za pomocą człowieka. Zaufanie zostanie przeniesione z instytucji bądź osoby na technologię – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Kamil Gancarz, prezes Blockchain Development Foundation.

Nad wykorzystaniem technologii blockchain w procesie weryfikacji tożsamości użytkowników pracuje wiele korporacji, które widzą w rozproszonych danych niezawodną i bezpieczną metodę przetwarzania danych za pośrednictwem internetu. Jeden z najbardziej zaawansowanych projektów tego typu prowadzą południowokoreańskie korporacje, które chcą stworzyć uniwersalny mobilny system autoryzacyjny. Partnerem technologicznym projektu została firma Samsung, a do udziału w nim zaproszono także banki, firmy telekomunikacyjne oraz rządowego dostawcę infrastruktury.

Projekt zakłada stworzenie niezależnych serwerów blockchainowych, które zostaną wykorzystane w procesie weryfikacji tożsamości. Testowa wersja platformy wystartuje jeszcze w tym roku i będzie wykorzystywana do wystawiania zaświadczeń o ukończeniu studiów na południowokoreańskich uczelniach. Jeśli się przyjmie, to w 2020 roku doczeka się komercjalizacji na szeroką skalę.

Już teraz technologia wykorzystywana jest w administracji publicznej m.in. w Emiratach Arabskich, gdzie wkrótce może zastąpić notariuszy.

– W Emiratach Arabskich już w tej chwili są prowadzone księgi wieczyste w technologii blockchain i niedługo zmierzą na rynek pierwotnych transakcji, czyli nieruchomości od dewelopera nie będą wymagały transakcji notarialnej. Całość będzie przeniesiona w formie kontraktu na rejestrze blockchain w tej technologii – wyjaśnia Kamil Gancarz.

Także w Polsce mamy już za sobą pierwsze wdrożenia rozwiązań blockchainowych. Informatycy PKO BP sięgnęli po technologię rozproszonych danych w celu stworzenia bezpiecznego systemu wysyłki dokumentów finansowych za pośrednictwem kanałów internetowych. Bank wykorzysta blockchain w procesie weryfikacji autentyczności dokumentów, które klienci otrzymują drogą mailową. Podobne rozwiązanie wdrożył Alior Bank, który w roli systemu autoryzacji dokumentów prawnych wykorzystał sieć blockchainową Ethereum. Nowa platforma komunikacyjna ma służyć przede wszystkim do wysyłki informacji o zmianach w regulaminie.

– Przewagą technologii blockchain jest przede wszystkim nałożenie na internet warstwy zaufania. Do dzisiaj wysyłając przez internet np. e-maila, wysyłaliśmy tylko kopię. Dlatego nie można było wysyłać pieniędzy przez internet. Oczywiście można było skorzystać z PayPala, innych procesorów płatności czy banków, ale wymagało to pośrednika tzw. zaufanej trzeciej strony. Blockchain ściąga obowiązek posiadania zaufanej trzeciej strony, jest nią warstwa technologiczna, która zmieni sposób, w jaki będziemy funkcjonować – twierdzi ekspert.

Blockchainem zainteresowane jest także Ministerstwo Cyfryzacji, które powołało do życia Grupę Roboczą ds. Rejestrów Rozproszonych i Blockchain. Jej zadaniem będzie wskazanie potencjalnych zastosowań tej technologii we wdrożeniu systemów e-administracyjnych.

Jednym z sektorów administracji publicznej, który mógłby w największym stopniu skorzystać na wdrożeniu blockchaina, jest służba zdrowia. Dobrym przykładem jest tu brytyjska platforma MedicalChain, która umożliwia bezpieczne przechowywanie i przetwarzanie danych o pacjentach i metodach leczenia za pośrednictwem technologii danych rozproszonych. Usługa umożliwia pacjentom przeglądanie kart zdrowia za pośrednictwem urządzeń mobilnych, a lekarzom przeglądanie pełnej dokumentacji medycznej bez konieczności ściągania jej z różnych placówek.

– Jest też szwajcarski start-up, który buduje dzisiaj dokumentację medyczną, zlokalizowaną w blockchainie. Podróżując w dowolne miejsce na świecie, możemy udzielić praw dostępu lekarzowi w innym kraju do naszej dokumentacji medycznej. To będzie ratować życie – przekonuje Kamil Gancarz.

Według analityków MarketsandMarkets wartość globalnego rynku rozwiązań blockchainowych w 2018 roku wyniosła 1,2 mld dol. Przewiduje się, że do 2023 roku wzrośnie ona do 23,3 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie przeszło 80 proc.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/blockchain-zwiekszy,p1433529893

Młode firmy poszukują finansowania swojej działalności. 40 proc. z nich uzyskało takie wsparcie od instytucji państwowych

0

Większość start-upów finansuje się z własnych środków, ale 40 proc. z nich korzysta również ze środków PARP czy NCBR. Jest im trudno pozyskać wsparcie z sektora finansowego, ponieważ są to często projekty ryzykowne, ich potencjał komercjalizacyjny jest jeszcze nieznany i potrzebne są prace badawczo-rozwojowe. W Polsce szczególnie dynamicznie rozwija się sektor biotechnologii. Obecnie to ok. 300 firm i jednostek badawczych, z których większość to szybko rozwijające się młode spółki, tworzące innowacyjne rozwiązania. 

– Mamy kilka bardzo dobrych przykładów projektów urządzeń medycznych z obszaru biotechnologii, które pokazują, że w środowisku medycznym jest duże zainteresowanie tym obszarem. Mamy kilka aktywnych start-upów w tym ekosystemie – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Włodzimierz Kuc, dyrektor Działu Inwestycji B+R w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju.

W Polsce działa ok. 300 firm i jednostek badawczych związanych z biotechnologią, z których większość to młode spółki, które dopiero się rozwijają i tworzą autorskie rozwiązania. Wiele z nich to firmy wsparte przez NCBR. Z raportu „Polskie start-upy” wynika, że większość początkujących firm finansuje działalność z własnych środków (68 proc.), to już 40 proc. deklaruje korzystanie ze wsparcia PARP i NCBR.

– Ciekawym projektem jest nowatorska igła do biopsji prostaty. Zespół z Uniwersytetu Medycznego w Gdańsku uzyskał finansowanie z funduszu finansowanego przez NCBR. To  była koinwestycja dwóch funduszy, a następnie udało się uzyskać wsparcie z programu „Szybka ścieżka”. Inny przykład to gogle do leczenia wad wzroku, projekt wsparty z programu BRIdge Alfa – wymienia Włodzimierz Kuc.

NCBR przygotowało szereg konkursów, w ramach których firmy mogą się starać o dofinansowanie prac badawczo-rozwojowych. „Szybka ścieżka” pozwala rozpocząć proces badawczy już od wczesnych badań przemysłowych aż do osiągnięcia zaawansowanych prac rozwojowych. Dofinansowane mogą być także prace przedwdrożeniowe już po zakończeniu badań. To właśnie w ramach „Szybkiej ścieżki” może się rozwijać Bioceltix, który opracowuje weterynaryjne leki biologiczne oparte na mezenchymalnych komórkach macierzystych, czy SensDx, który opracował test do wykrywania wirusów i bakterii.

– Jest dużo projektów, które wymagają dużego nakładu, są najbardziej ryzykowne, nie uzyskają wsparcia inwestora prywatnego, gdyż ich potencjał komercjalizacyjny jest jeszcze nieznany i są potrzebne prace badawczo-rozwojowe. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju weźmie na siebie ciężar na tym etapie, gdzie ryzyko niepowodzenia projektu jest największe. Jesteśmy tak naprawdę firmą ubezpieczeniową, ubezpieczamy ryzyko naukowców – wskazuje dyrektor Działu Inwestycji B+R w NCBR.

Poziom wsparcia projektu w konkursie „Szybka  ścieżka” jest uzależniony od wielkości przedsiębiorstwa. Na największe wsparcie mogą liczyć mikro i mali przedsiębiorcy (do 80 proc.). Wsparcie można uzyskać również na prace przedwdrożeniowe, ściśle związane z realizowanym projektem – testy, certyfikaty, atesty. Do 16 grudnia przedsiębiorcy mogą składać wnioski o dofinansowanie w drugiej edycji konkursu z budżetem 1,05 mld zł.

Poza konkursami ze wsparcia NCBR będzie można korzystać także w ramach programu BRIdge Alfa, w którym centrum przeznaczyło ponad 2 mld zł na współfinansowanie najbardziej innowacyjnych projektów we wczesnej fazie rozwoju.

– Mamy przykład, gdzie fundusz zainwestował na bardzo, bardzo wczesnym etapie, ale później to wsparcie merytoryczne doprowadziło do takiego etapu rozwoju tego projektu, gdzie założyciele uzyskali kolejne wsparcie z programu „Szybka ścieżka” czy „Horyzont 2020”. I to pozwala im opracować ten produkt we współpracy z funduszem. Taka synergia pomiędzy profesjonalnymi zarządzającymi funduszem inwestycyjnym a naukowym zespołem, który aspiruje do globalnej firmy, która komercjalizuje nowe technologie w obszarze biotechnologii, to efekt, którego oczekujemy – tłumaczy ekspert.

Całkowity budżet wszystkich konkursów ogłaszanych przez NCBR w tym roku z funduszy europejskich w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój przekracza 4 mld zł. Młodzi przedsiębiorcy mogą korzystać też z innych programów na przyspieszenie rozwoju własnego biznesu i sfinansowanie firmy. Najczęściej są to instrumenty bezzwrotne, które nie wiążą się z oddawaniem udziałów.

– Start-upy z regionu Europy Środkowo-Wschodniej dzięki licznym programom uruchomionym w Polsce, takim jak ScaleUp, Poland Pride i fundusze, które zostały uruchomione dzięki programom NCBR-u czy PFR-u, przynoszą taki efekt, że jesteśmy ciekawym rynkiem. Możliwości finansowania w Polsce dzisiaj są wręcz wyjątkowe – podkreśla Włodzimierz Kuc.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/mlode-firmy-poszukuja,p985778657

Elektrownia jądrowa w Idaho posłuży nie tylko do produkcji energii, lecz także wodoru. Na pierwszą polską elektrownię jądrową zaczekamy jeszcze kilkanaście lat

0

Reaktory lekkowodne mogą posłużyć nie tylko do produkcji energii na potrzeby ciepłownictwa, lecz także zasilić proces elektrolizy w produkcji wodoru. Dzięki temu powstanie paliwo, które napędzi zeroemisyjny transport. Tego typu elektrownia atomowa powstanie najprawdopodobniej w Idaho. Tymczasem w Polsce wciąż nie działa żadna taka elektrownia. Pierwsza rozpocznie produkcję nie wcześniej, niż w 2033 roku, podczas gdy np. w Czechach energetyka jądrowa zaspokaja obecnie ponad jedną trzecią zapotrzebowania na energię.

– Pojawił się projekt pierwszej elektrowni jądrowej o mocy 700 MW. Elektrownia na 99 proc. powstanie w Idaho w Stanach Zjednoczonych. Najbliższe lata pokażą, czy rynek to kupi, czy będą zamówienia. Duża firma koreańska zainwestowała w to ponad miliard dolarów – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Ludwik Pieńkowski, prof. nadzw. na Wydziale Energetyki i Paliw Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

Amerykański Departament Energii ogłosił niedawno, że Idaho National Laboratory będzie współpracować z FirstEnergy Solutions z siedzibą w Akron, a także z operatorami w Minnesocie i Arizonie. W ramach umowy FirstEnergy Solutions opracuje hybrydowy system energii z reaktorem lekkowodnym, który posłuży do produkcji wodoru. Reaktor zasili flotę transportu zbiorowego w Ohio.

– Technologia lekkowodna jest jedyną, która udowodniła, że może być przydatna dla energetyki. Wszystkie inne technologie nie udowodniły tego. Najbliżej były reaktory prędkie sodowe, ale nie mają takich osiągnięć, są za drogie. W tym przypadku wykorzystywana jest technologia lekkowodna, ale inaczej zorganizowana. Nie jest to jeden duży reaktor, a 12 małych, ale za to umieszczonych w jednym basenie, pod jednym dachem – wyjaśnia prof. Pieńkowski.

Reaktory lekkowodne mogą być wykorzystywane nie tylko do produkcji wodoru. Czeski konglomerat komunalny, Grupa ČEZ, współpracuje z NuScale Power nad stworzeniem nowej modułowej elektrowni jądrowej z reaktorem lekkowodnym, który będzie wykorzystywany do wytwarzania energii głównie na potrzeby ciepłownictwa. Projekt ten ma wzmocnić wykorzystanie nowych technologii w celu zaspokojenia rosnącego zapotrzebowania na energię zeroemisyjną.

Z danych Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej wynika, że już dziś w Czechach 34,5 proc. energii jest produkowane w elektrowniach jądrowych. W Polsce nie działa jeszcze żadna. Zgodnie z założeniami Polityki Energetycznej Polski do 2040 roku pierwsza polska elektrownia atomowa ma zacząć działalność do 2033 roku. Pierwszy blok jądrowy ma mieć moc od 1 do 1,5 GW. Kolejnych pięć ma powstać w ciągu kolejnej dekady. Łącznie polska energetyka jądrowa ma mieć moc sięgającą od 6 do 9 GW.

Aby to się stało, niezbędne jest opracowanie modelu finansowania inwestycji oraz wybór technologii i wykonawcy projektu. Lokalizacja będzie natomiast determinowana głównie dostępem do wody chłodzącej. Potencjalne miejsca powstania polskich elektrowni jądrowych to tereny Wybrzeża lub Polski Centralnej.

– Polska powinna pójść w stronę programu odpowiedzialnego. Nie powinniśmy porzucać energetyki jądrowej. Trzeba stworzyć program rozliczalny, w którym byłyby konkretne zadania, pieniądze i cele do osiągnięcia. Prace powinny następować systematycznie, nie na zasadzie: szybka decyzja, przetarg i rozpoczęcie budowy. Tak nikt tego nie robi – zauważa ekspert z AGH.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/elektrownia-jadrowa-w,p1248421051

W Polsce przybywa nowych firm biotechnologicznych. W tej branży na sukces rynkowy muszą czekać nawet kilka lat

0

Polska ma wiele atutów, takich jak wykwalifikowana kadra i zaplecze naukowo-badawcze, do tego by stać się jednym z liderów w dziedzinie life science. Znaczenie tego sektora podkreśla nawet rządowa Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, a innowacyjnych spółek zajmujących się badaniami nad nowymi lekami i biotechnologią powstaje coraz więcej. Te na rynkowy sukces muszą czekać nawet kilka lat. Dlatego – jak podkreślają eksperci – ważne są również takie czynniki jak umiejętność radzenia sobie z porażkami oraz łączenie wiedzy i doświadczeń z różnych dziedzin.

Warunki dla rozwoju przedsięwzięć w dziedzinie life science są coraz lepsze. Jeszcze siedem lat temu to było praktycznie science fiction. W tej chwili uczelnie czują, że ten trzeci segment oprócz edukacji i nauki, czyli docieranie do gospodarki, jest bardzo ważny. Warunki do jego rozwoju są różne, czasami uczelnie są na to bardzo otwarte, zapewniając wsparcie w postaci własnych inkubatorów czy dedykowanych jednostek, które mają pomagać w ochronie własności intelektualnej, szukaniu partnerów czy budowaniu biznesplanu – mówi agencji Newseria Biznes dr n. med. Bartłomiej Grobelski z Centrum Innowacji i Transferu Technologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

Biotechnologia, która łączy m.in. medycynę, farmację, diagnostykę i telemedycynę z rozwiązaniami z zakresu IT i nowych technologii, jest jedną z najszybciej rozwijających się i najbardziej innowacyjnych branż polskiej gospodarki. W najbliższych latach Polski Fundusz Rozwoju zamierza przeznaczyć na ten sektor ok. 300 mln euro.

Polska ma wiele atutów, takich jak wykwalifikowana kadra i zaplecze naukowo-badawcze, do tego, by stać się jednym z liderów w dziedzinie life science. Innowacyjnych spółek zajmujących się badaniami nad nowymi lekami i biotechnologią powstaje coraz więcej. Część z nich odnosi międzynarodowe sukcesy i pozyskuje zagranicznych inwestorów. Na sukces rynkowy spółek z tego obszaru trzeba jednak czekać nawet kilka lat, ponieważ tyle trwają prace badawcze, badania laboratoryjne, certyfikacja i proces patentowania innowacyjnych rozwiązań.

Success story zdarzają się niezwykle rzadko. Mniej więcej co 7 lat w Łodzi jakiś start-up czy wynalazca buduje firmę, która rozwija się we własnym zakresie. W większości przypadków, po zderzeniu się z rzeczywistością, pojawia się rozczarowanie. Ale ci, którzy się jednak przemogą, spróbują własnych sił, znajdą inwestora, który pomoże im na starcie, odnoszą te sukcesy – mówi dr n. med. Bartłomiej Grobelski. – Dobrym przykładem jest firma Celther profesora Piotra Rieske, która zaczynała 12 lat temu i jest na dobrej ścieżce do stworzenia leku na nowotwory mózgu. W trakcie badań okazało się, że ich rozwiązania nadają się do opatrunków i dzisiaj mają świetnie prosperujący zakład produkcyjny. Inne przykłady to Proteon Pharmaceuticals czy Mabion, które też tu zaczynały i w tej chwili są dużymi firmami.

Jak podkreśla, dla start-upów, które dopiero raczkują w obszarze life science, warunkiem sukcesu jest umiejętność radzenia sobie z porażkami, które pojawiają się po drodze – zgodnie z zasadą „it’s okay to fail”, i dzielenie się swoimi doświadczeniami.

Warto wierzyć w siebie i mieć przekonanie, że to, co się robi, jest wartościowe. Jednocześnie trzeba wiedzieć, że nie zrobi się tego samemu. Jeżeli znajdzie się ktoś, kto zażąda 40 proc. własności nowej spółki za to, że zainwestuje własne środki czy znajdzie kanały dystrybucji, to można razem stworzyć coś wartościowego. Nie trzeba bać się podziału firmy, zaproszenia kogoś do stolika – mówi dr n. med. Bartłomiej Grobelski.

– W ciągu ostatniego roku kilkoro moich studentów założyło start-upy, więc widzę, od czego zależy ich sukces: otwarta głowa, odwaga, poszukiwanie przyjaciół w budowaniu multidyscyplinarnego zespołu, ponieważ sam student medycyny nie osiągnie sukcesu, jeżeli nie dogada się z kolegami z prawa, elektroniki, informatyki czy jakiegokolwiek innego działu inżynierii. Ale przede wszystkim trzeba znaleźć cel, który jest na tyle atrakcyjny, żeby zgromadzić taką drużynę wokół, i przekonać siebie i innych, że warto poświęcić swój czas i pewne ryzyko, również finansowe, dla osiągnięcia tego celu – dodaje dr hab. Zbigniew Nawrat, prof. IPS, prezydent Międzynarodowego Stowarzyszenia na Rzecz Robotyki Medycznej, dyrektor Instytutu Protez Serca Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii im prof. Zbigniewa Religi.

Jak podkreśla, sektor life science wymaga połączenia wiedzy i doświadczenia z różnych dziedzin, m.in. inżynierii, medycyny, ekonomii, ale równie ważnym czynnikiem sukcesu jest oprawa medialna i promocyjna, uzyskanie społecznego wsparcia dla projektu.

Niestety, Polska nie jest najlepszym krajem, jeśli chodzi o poszukiwanie wsparcia finansowego, bo nie mamy milionerów rencistów, nie mamy kapitału dla takich odważnych przedsięwzięć. Ale poszukiwanie gdzieś daleko też wcale nie jest takie proste z wielu różnych względów. W związku z tym radzę te swoje działania budować sukcesywnie, cały czas dyskutując z potencjalnymi użytkownikami – mówi prof. Zbigniew Nawrat.

W tym ubiegłym tygodniu w Łodzi odbyła się konferencja EU-MED SUMMIT pierwsza w Polsce impreza dedykowana life science, skupiająca specjalistów, inwestorów, przedstawicieli biznesu, nauki i administracji. Jej organizatorzy podkreślają, że duże zainteresowanie rozwojem technologii w sektorze life science i inwestycjami w start-upy z tego sektora jest widocznie zarówno w Polsce, jak i na świecie. Jednak dotąd w Polsce nie było tak dużego wydarzenia, które skupiałoby międzynarodowych graczy chętnych, aby zaistnieć na tutejszym rynku. EU-MED SUMMIT, konferencja wspierana m.in. przez izraelską Grupę Shizim i Poland Biomed Ventures, ma wypromować polskie start-upy z tego sektora i przyciągnąć na polski rynek zagranicznych inwestorów.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/w-polsce-przybywa-nowych,p1729148469

Funkcjonowanie przestrzeni powietrznej nad Europą wymaga reorganizacji. Unia chce rozwijać oparty na technologii big data projekt wspólnego systemu kontroli lotów

0

Wdrożenie ujednoliconego systemu kontroli ruchu powietrznego nad Europą to jedno z najważniejszych wyzwań, przed jakimi stoi europejska branża lotnicza. Według Komisji Europejskiej w dobie nieustannie rosnącej liczby maszyn uczestniczących w ruchu lotniczym konieczne jest ograniczenie fragmentaryzacji europejskiej przestrzeni powietrznej, aby zwiększyć przepustowość przestrzeni powietrznej, obniżyć koszty zarządzania ruchem lotniczym i zredukować negatywny wpływ żeglugi lotniczej na środowisko naturalne. Jedno z europejskich centrów opartych na technologii big data powstanie w Polsce.

– Wiele rozwiązań jest już tak dalece zaawansowanych i opartych na sztucznej inteligencji oraz wirtualnych centrach, że jesteśmy w stanie świadczyć usługi niezależnie od miejsca. To jest przyszłość, która jest przed nami, a jednocześnie największe wyzwanie. Zarządzanie przestrzenią powietrzną to nie tylko lotnictwo cywilne, lecz także samoloty wojskowe i rzeczy związane z suwerennością czy konwencją chicagowską. Nie jesteśmy w stanie zarządzać przestrzenią powietrzną wyciągnąwszy wyłącznie lotnictwo cywilne – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Magdalena Jaworska, członek Performance Review Body.

W 2018 roku europejskie linie lotnicze wykonały 11 milionów lotów, spośród których co czwarty odbył się z co najmniej 15-minutowym opóźnieniem. O 25 proc. wzrosła także liczba opóźnień dłuższych niż pół godziny, a liczba odwołanych lotów w cyklu rocznym wzrosła o 35 proc. Problem ten będzie narastał, gdyż według Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych do 2037 roku liczba pasażerów lotniczych podwoi się i osiągnie wartość 8,2 mld w skali roku.

Komisja Europejska liczy na to, że stworzenie wspólnego systemu kontroli lotów pozwoli sprawniej zarządzać przestrzenią powietrzną i trzykrotnie zwiększy jej przepustowość względem stanu z 2004 roku. Ujednolicony system ma także obniżyć o połowę koszty zarządzania ruchem lotniczym, poprawić bezpieczeństwo podróżnych i zredukować o 10 proc. negatywny wpływ branży na stan środowiska naturalnego.

Choć prace nad projektem rozpoczęto już w 1999 roku, to według najnowszych prognoz wspólny system kontroli lotów ma szansę powstać dopiero w 2030–2035 roku. Wiąże się to z koniecznością modernizacji i ujednolicenia wszystkich systemów kontroli lotów stosowanych przez państwa członkowskie. Aby przyspieszyć ten proces, przedstawiciele branży lotniczej reprezentujący interesy 21 krajów członkowskich Unii Europejskiej podpisali deklarację o szybkim wdrożeniu rozwiązań technologicznych, które pozwolą sfinalizować projekt Jednolitej Europejskiej Przestrzeni Powietrznej.

– Mam nadzieję, że to jest przyszłość, którą jesteśmy w stanie zmierzyć w horyzoncie 5-letnim. Gdyby to, co zapisano w deklaracji, rzeczywiście zostało wdrożone, to jesteśmy w stanie wykonać pierwszy bardzo poważny krok, którego nie udało nam się wykonać w ciągu ostatnich lat – twierdzi ekspertka.

Deklarację podpisali m.in. przedstawiciele Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej, którzy rozpoczynają prace nad zbudowaniem europejskiego centrum przetwarzania danych lotniczych. Będzie to jeden z sześciu ośrodków odpowiedzialnych za analizę zasobów big data pochodzących ze wszystkich systemów kontroli lotów na kontynencie. Zastąpią one lokalne, krajowe centra danych i będą przetwarzać dane na potrzeby optymalizacji całego ruchu lotniczego na terenie Europy.

Pieczę nad projektem Jednolitej Europejskiej Przestrzeni Powietrznej sprawuje Performance Review Body, ciało doradcze Komisji Europejskiej, które monitoruje m.in. wydajność krajowych systemów kontroli lotów i proces wdrażania systemów zintegrowanego zarządzania europejskim ruchem lotniczym.

– Natężenie ruchu lotniczego w pewnych obszarach Europy jest nieporównywalne z żadnym innym na świecie. To, co mamy w Europie, jest unikalne, ale z drugiej strony nie mamy granic, w związku z tym ten swobodny przepływ osób i towarów daje nam tę przewagę, którą, mam nadzieję, w końcu wykorzystamy na 1200 proc. z nowymi technologiami – przekonuje Magdalena Jaworska.

Według firmy badawczej Allied Market Research wartość globalnego rynku lotnictwa komercyjnego do 2022 roku wzrośnie do 209 mld dol. W najbliższych latach ma się rozwijać w tempie 5,8 proc. w skali roku.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/funkcjonowanie-przestrzeni,p722754024