Szpitale przygotowują się na drugą falę pandemii. Z pomocą biznesu Caritas przekazuje im właśnie kolejne z setki zamówionych respiratorów

W czasie pandemii jednym z głównych problemów jest dostępność sprzętu medycznego. Już dzisiaj szpitale przygotowują się na drugą falę zachorowań, która według ministra zdrowia może nadejść jesienią. Nie mają jednak w swoich budżetach wystarczających środków na zakup respiratorów. Dlatego w pomoc zaangażował się biznes: wiele firm zdecydowało się na zakup respiratorów i przekazanie ich do najbardziej potrzebujących szpitali. Do polskich placówek pierwsze z ponad setki takich urządzeń, zamówionych jeszcze w kwietniu, dostarcza już Caritas w ramach akcji HASHWdzięczniMedykom. Prawie połowa z nich została zakupiona ze środków przekazanych przez Generali Polska.

– Koronawirus powoduje ostrą niewydolność oddechową. Takich pacjentów należy zawsze zaintubować i dalej prowadzić za pomocą respiratora. Jest to sprzęt niezbędny do ratowania życia pacjentów z tą chorobą – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Anna Drobińska, lekarz, koordynator SOR-u Filii w Ełku 1. Wojskowego Szpitala Klinicznego z Polikliniką SPZOZ w Lublinie.

W czasie trzech miesięcy trwania pandemii w Polsce zakażonych zostało ponad 24,1 tys. osób. Blisko 2,2 tys. pacjentów wciąż jest hospitalizowanych. Osoby, których stan wymaga pobytu w szpitalu, trafiają do szpitali zakaźnych oraz przekształconych na zakaźne szpitali jednoimiennych. W tych placówkach dla zakażonych koronawirusem w gotowości jest 10 tys. łóżek i 1,3 tys. respiratorów. To urządzenia, które wspomagają lub zastępują mięśnie pacjenta w pracy oddechowej. Dla pacjentów z Covid-19, u których rozwinęła się ciężka niewydolność oddechowa, są one niezbędne do przeżycia. 

– Respirator, czyli sztuczne płuco, służy do ratowania życia i zdrowia ludzi. Jest urządzeniem medycznym, które pomaga w prowadzeniu czynności oddechowych. Może być wykorzystywany na szpitalnym oddziale ratunkowym, przez zespoły ratownictwa medycznego, na oddziale intensywnej terapii i salach operacyjnych. Każdy taki sprzęt jest w tej chwili na wagę złota – mówi płk Robert Trela, komendant Filii w Ełku 1. Wojskowego Szpitala Klinicznego z Polikliniką SPZOZ w Lublinie.

W wielu krajach na początku pandemii, kiedy przypadki nowych zakażeń były liczone w tysiącach dziennie, to właśnie dostępność respiratorów dla najciężej chorych była dużym problemem. Lekarze nierzadko musieli decydować, których pacjentów do nich podłączać. W pomoc włączyło się pospolite ruszenie biznesu. Prace nad skonstruowaniem urządzeń wspomagających oddech rozpoczęli m.in. inżynierowie Tesli pracujący dla Elona Muska i zespół z Formuły 1, w skład którego weszli specjaliści Mercedesa, Red Bulla i Renault.

Już teraz warto zacząć przygotowywać się na drugą falę pandemii, która według epidemiologów i samego ministra zdrowia spodziewana jest na jesieni. Już wcześniej wiele firm zdecydowało się na zakup respiratorów i przekazanie ich do najbardziej potrzebujących szpitali. Do polskich placówek pierwsze z setki takich urządzeń, zamówionych jeszcze w kwietniu, dostarcza Caritas w ramach akcji HASHWdzięczniMedykom.

– Krótko po rozpoczęciu pandemii koronawirusa Caritas Polska zamówił 100 respiratorów, które trafiają już do naszych szpitali. Dzięki współpracy z Generali Polska mogliśmy kupić aż 48 takich urządzeń – mówi ks. Marcin Iżycki, dyrektor Caritas Polska.

Już na początku kwietnia spółki Generali w Polsce wsparły zakup ośmiu respiratorów dla szpitali w Poznaniu i w Lublinie, a w kolejnym etapie sfinansowały zamówienie jeszcze 40 urządzeń.

– Dostaliśmy respirator transportowy, który ratuje życie i umożliwia wentylację mechaniczną płuc pacjentów z ostrą niewydolnością oddechową, ale pozwala również na transportowanie ich w stanie zagrożenia życia, np. do karetki, między szpitalami czy w obrębie danej placówki – mówi dr Anna Drobińska.

– Z medycznego punktu widzenia w czasie pandemii jest to sprzęt bardzo ważny, który pozwala nam na ratowanie życia i zdrowia ludzi – dodaje płk Robert Trela.

Taka pomoc jest istotna o tyle, że kryzys wywołany przez pandemię SARS-CoV-2 nie pozwala placówkom wygospodarować w swoim budżecie wystarczających środków na zakup takiego sprzętu. Jak podkreśla prezes Generali Polska, pomoc ze strony firmy ma na celu nie tylko wesprzeć szpitale w odpowiednim ich wyposażeniu, lecz również okazać wdzięczność lekarzom i personelowi medycznemu za ciężką pracę i zaangażowanie w ratowanie życia innych w czasie pandemii.

– W ramach tych podziękowań dołączyliśmy do inicjatywy Caritas HASHWdzięczniMedykom i postanowiliśmy sfinansować zakup respiratorów dla polskich szpitali. Przeznaczyliśmy na ten cel ponad 1,5 mln zł. Było to możliwe dzięki specjalnemu funduszowi całej Grupy Generali, w ramach którego dedykowaliśmy 100 mln euro na walkę z koronawirusem na całym świecie – podkreśla Andrea Simoncelli, prezes Generali.

Akcja HASHWdzięczniMedykom została uruchomiona przez Caritas Polska w odpowiedzi na zapotrzebowanie szpitali i placówek, które tworzą pierwszy front w walce z pandemią koronawirusa. Celem jest dostarczenie im sprzętu i wyposażenia dla personelu medycznego. Do tej pory akcję wsparło 12 partnerów biznesowych, w tym właśnie Generali i Concordia. Równolegle Caritas Polska uruchomił też zbiórkę pieniędzy dla darczyńców indywidualnych. W sumie zebrane środki pozwolą na przekazanie szpitalom i placówkom w całej Polsce m.in. ponad 100 respiratorów, 300 tys. maseczek chirurgicznych, 50 tys. masek KN95, 200 tys. rękawiczek ochronnych, 10 tys. kombinezonów ochronnych, 2 tys. przyłbic oraz kilkunastu specjalistycznych łóżek szpitalnych do intensywnej terapii.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/szpitale-przygotowuja,p817056098

Do sprzedaży trafi przenośny oczyszczacz powietrza zabijający koronawirusa. Zastosowana w nim technologia może też pomóc w sterylizacji wody [DEPESZA]

Diody LED UV są śmiertelnie niebezpieczne dla wirusów i bakterii. Pasmo C o długości 100–280 nanometrów niszczy ich materiał genetyczny. Jest też jednak silnie pochłaniane przez azot w powietrzu, więc aby mogło działać na odległość, źródło światła musi być potężne. Firma SETi we współpracy z naukowcami z Korea University w Seulu opracowała przenośny oczyszczacz powietrza VAC. Wykorzystane w nim moduły LED eliminują 99,9 proc. koronawirusa w 30 sekund z odległości 3 centymetrów.

Naukowcy udowodnili już, że światło ultrafioletowe zabija koronawirusa. Niedawno pomyślnie zakończył się test robota LightStrike, który emituje światło o długości fali od 200 do 315 nanometrów i odkaża łóżka, klamki i duże powierzchnie. Zastosowanie znajdzie jednak wyłącznie w szpitalach, fabrykach czy magazynach. Trwają też prace nad urządzeniami, które można byłoby wykorzystywać do dezynfekcji w domu. Maszyny, które odkażają duże przestrzenie, używają energochłonnych lamp rtęciowych do wytwarzania światła ultrafioletowego C. Firmy na całym świecie pracują nad poprawą zdolności diod LED emitujących promieniowanie UV-C, aby zaoferować bardziej kompaktową i wydajną alternatywę.

Firma SETi we współpracy z naukowcami z Korea University w Seulu jako pierwsza stworzyła przenośny oczyszczacz powietrza, który niemal w całości zabija koronawirusa.

– Po raz pierwszy na świecie pojawiły się liczne trudności w opracowaniu i masowej produkcji półprzewodnikowych diod LED UV. Jako jedyna na świecie produkuje je obecnie amerykańska firma SETi. Dzięki współpracy opracowaliśmy technologię sterylizacji, która oczyszcza z wirusa SARS-Cov-2 – podkreśla Chae Hon Kim z firmy Seoul Viosys.

Diody UV są śmiertelnie niebezpieczne dla wirusów i bakterii –  pasmo C o długości 100–280 nanometrów niszczy ich materiał genetyczny. Pasmo jest też jednak silnie pochłaniane przez azot w powietrzu, dlatego źródła promieniowania muszą być potężne. Przykładowo promieniowanie UV-C słońca nie dociera do powierzchni Ziemi, bo barierą nie do przejścia jest właśnie powietrze.

Amerykańska firma stworzyła zaś takie moduły LED, które eliminują 99,9 proc. koronawirusa w 30 sekund z odległości 3 centymetrów. Co więcej, przenośny oczyszczacz zabija też większość bakterii w przeciwieństwie do tradycyjnych tego typu urządzeń. Zazwyczaj oczyszczacze odfiltrowują kropelki o wielkości większej niż 0,3 μm, ale wirusy o wielkości 0,1 μm mogą przedostać się przez ich filtr. W urządzeniu VAC wirusy skutecznie zabija światło ultrafioletowe. Użyta w nim technologia może też okazać się przydatna np. w odkażaniu wody.

– Aby ograniczyć rozprzestrzenianie się SARS-CoV-2, postanowiliśmy tymczasowo wprowadzić produkt na rynek, radykalnie ograniczając proces merchandisingu – dodaje Young Joo Lee, prezes zarządu Seoul Viosys. – Będziemy szukać globalnych partnerów w celu szerszej sprzedaży.

Sprzedaż online oczyszczacza ruszy już w czerwcu w Korei Południowej i Stanach Zjednoczonych. Firma nie wyklucza jednak, że urządzenie wkrótce trafi też na inne rynki.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/do-sprzedazy-trafi,p1372087718

Biura podróży i ich klienci nie są chronieni w wystarczającym stopniu. Wątpliwości budzi długi okres na zwrot pieniędzy czy voucher zamiast gotówki

– Przepisy w obecnym kształcie nie chronią ani interesów organizatorów turystyki, ani samych podróżnych – ocenia Paweł Wójcik, adwokat Kancelarii RWW.legal Rusin Wójcik. Specustawa wprowadziła regulacje, zgodnie z którymi rozwiązanie umowy jest skuteczne dopiero po 180 dniach. Biuro podróży ma tyle dni na zwrot wpłaconych przez klienta środków, częściej jednak organizatorzy proponują podróżnym voucher do realizacji na poczet przyszłych imprez turystycznych w ciągu roku.

 Nowe przepisy zaproponowały, że klient może przyjąć od organizatorów turystyki voucher na organizację imprezy turystycznej, którego wartość jest nie mniejsza niż wpłacone środki. Jednak jest to pomoc iluzoryczna. Klient może być zainteresowany zwrotem pieniędzy, a nie imprezą turystyczną, która może, ale nie musi się odbyć w przyszłości. Poza tym budzi też zdziwienie odroczenie terminu zwrotu wpłaconych środków na okres 180 dni – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Paweł Wójcik, adwokat z Kancelarii RWW.legal Rusin Wójcik.

Zgodnie ze specustawą rozwiązanie umowy turystycznej jest skuteczne dopiero po 180 dniach. Dopiero od tego momentu biuro podróży ma 14 dni na zwrot pieniędzy.

Podróżni mogą przecież przez te 180 dni potrzebować środków, które wpłacili, bądź też mogliby chcieć wyjechać gdzieś w Polsce, już bez pośrednictwa organizatora imprezy turystycznej, a w tej sytuacji te środki są zamrożone. Jest też wątpliwe, czy w przyszłości będzie możliwe uzyskanie zwrotu tych środków pieniężnych – mówi ekspert.

Teoretycznie podróżni mają prawo wybierać między zwrotem gotówki lub voucherem na poczet przyszłych imprez turystycznych. Praktyka pokazuje jednak, że część biur podróży odmawia zwrotu wpłaconych zaliczek.

– Organizator imprezy turystycznej wskazuje np., że te środki nie mogą zostać zwrócone, bo zostały już przekazane kontrahentom. Proponuje wówczas organizację innej imprezy turystycznej – tłumaczy adwokat z Kancelarii RWW.legal Rusin Wójcik. – Trudno mieć pretensje do samych organizatorów, którzy walczą o przeżycie w tych trudnych warunkach, w jakich się znaleźli i których nie można było przewidzieć. Natomiast faktem jest, że sięgają oni po różne rozwiązania i propozycje, a czasami nawet przymusowe, to jest żądają od podróżnych tego, żeby wpłacone środki pieniężne zostały przeznaczone na inną imprezę turystyczną, albo też naliczają bezprawnie koszty, które nie były przewidziane umową.

Ta sytuacja pokazuje, że w obecnej sytuacji ani interesy organizatorów, ani ich klientów nie są odpowiednio chronione.

Przedsiębiorcy, organizując imprezę turystyczną, sami muszą zawierać umowy z innymi dostawcami usług, np. hotelarskich. Te podmioty również nie zwracają im środków pieniężnych, więc nie jest to tylko wina firm, które organizują imprezy turystyczne – podkreśla Paweł Wójcik.

Problem leży również w tym, że w obecnej sytuacji osobom poszkodowanym przez biura podróży trudno jest dochodzić swoich roszczeń na drodze prawnej.

Wszelkie terminy procesowe zostały przez ustawę covidowską zamrożone, więc nawet gdyby podróżny chciał dochodzić zwrotu przed sądem, to obecnie jest to niemożliwe do czasu, aż te przepisy pozwolą na prowadzenie postępowań sądowych. Nie ma więc najlepszego rozwiązania. Można oczywiście wzywać organizatora turystyki do zwrotu środków pieniężnych, można próbować się z nim porozumieć, natomiast trudno przewidzieć, kiedy rozwiązania sądowe będą możliwe – podkreśla ekspert Kancelarii RWW.legal Rusin Wójcik.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/biura-podrozy-i-ich,p1755747831

Rośnie eksport śliwki kalifornijskiej. W okresie pandemii częściej sięgamy po zdrowe produkty o długim terminie ważności

W czasie pandemii rośnie sprzedaż naturalnych produktów spożywczych o długim terminie ważności. Na popularności zyskują suche artykuły spożywcze, ale też produkty prozdrowotne. Taki trend sprzyja producentom suszonych owoców, którzy już przed koronawirusem dynamicznie zwiększali sprzedaż. Eksport śliwki kalifornijskiej do Polski od sierpnia 2019 do marca 2020 roku wzrósł prawie dwukrotnie. – Konsumenci częściej wybierają produkty, które w naturalny sposób pomagają im zachować zdrowie – mówi Kevin Verbruggen z California Prune Board i podkreśla, że suszone śliwki mają między innymi dobroczynny wpływ na układ trawienny.

– Bez wątpienia koronawirus wywiera ogromny wpływ na wielu kupujących, konsumentów i przedsiębiorstwa na całym świecie. W przypadku śliwki kalifornijskiej na wielu rynkach obserwujemy znaczny wzrost sprzedaży – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Kevin Verbruggen, European Marketing Director w California Prune Board (CPB).

Z danych Nielsena wynika, że w ostatnich tygodniach więcej kupujemy produktów zdrowotnych oraz suchych artykułów spożywczych. Na tym trendzie korzystają producenci suszonych owoców. Dane CPB z USA, Japonii czy Włoch wskazują, że w okresie pandemii konsumenci chętniej sięgali po takie artykuły.

 Konsumenci wybierają produkty, które w naturalny sposób pomagają im zachować zdrowie. Zależy im też na produktach, które można dłużej przechowywać w domu, dlatego istotny wzrost sprzedaży odnotowały m.in. mrożonki. Ten trend jest korzystny dla śliwki kalifornijskiej, która z uwagi na swój długi termin przydatności do spożycia może być przechowywana w domu nawet przez rok – wskazuje ekspert.

Już dane za okres sprzed pandemii wskazują, że w Polsce zainteresowanie śliwkami kalifornijskimi rośnie. Od sierpnia 2019 do marca 2020 roku wolumen eksportu tych owoców z USA wzrósł o 97 proc., zaś jego wartość – o 84 proc. w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku obrotowego California Prune Board. Taka tendencja, w opinii ekspertów CPB, powinna utrzymać się także w kolejnych miesiącach.

 Wierzymy, że suszone owoce mają w sobie potencjał w zakresie rozwoju biznesowego. Szczególnie biorąc pod uwagę możliwe problemy ze świeżymi owocami. Radzilibyśmy zatem wszystkim sprzedawcom, którzy przewidują ewentualne problemy z dostawami lub wzrostem cen świeżych owoców, aby zrobili zapasy i odpowiednio wyeksponowali owoce suszone – tłumaczy Kevin Verbruggen.

Do sukcesu sprzedażowego śliwek kalifornijskich przyczynia się rosnąca świadomość konsumentów na temat właściwości odżywczych tych owoców. Garść suszonych śliwek może być jedną z pięciu zalecanych do spożycia dziennych porcji warzyw i owoców. Owoce te można spożywać w ramach zróżnicowanej i zbilansowanej diety oraz zdrowego stylu życia.

– Suszone śliwki są bogate w błonnik. Według badań codzienne spożycie 100 gramów przyczynia się do prawidłowego funkcjonowania jelit. Suszona śliwka jest także źródłem witaminy K i manganu, które pomagają w zachowaniu zdrowych kości. Poza tym są źródłem witaminy B6 i miedzi, które z kolei mają wpływ na prawidłowe funkcjonowanie układu odpornościowego – mówi ekspert z California Prune Board.

Ponadto zawarty w suszonych śliwkach mangan chroni komórki przed stresem oksydacyjnym, a potas pomaga utrzymywać właściwe ciśnienie we krwi.

Zaletą śliwek kalifornijskich jest także ich uniwersalność – mogą być spożywane jako przekąska, a także używane w kuchni do przyrządzania zarówno dań na słodko, jak i na słono – mówi Kevin Verbruggen.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/rosnie-eksport-sliwki,p1951056138

Rynek aut elektrycznych po pandemii czeka dynamiczny wzrost. Pomoże w tym Komisja Europejska [DEPESZA]

Pandemia koronawirusa spowodowała krótkotrwałe problemy zarówno w produkcji, jak i sprzedaży samochodów elektrycznych. Po chwilowym załamaniu rynek czeka jednak dynamiczny wzrost. Zahamowane zostały natomiast inwestycje w infrastrukturę ładowania. W ich odmrożeniu pomoże wsparcie Komisji Europejskiej w ramach strategii walki z gospodarczymi skutkami pandemii SARS-CoV-2. – Odporność elektromobilnej części sektora samochodowego na kryzys wynika z ciągłego wzrostu zainteresowania pojazdami elektrycznymi – uważa Rafał Czyżewski, prezes GreenWay Polska.

– W opartej na logistyce just-in-time produkcji samochodów zakłócenie dostaw przełożyło się na  zakłócenie produkcji. Dodatkowo bardzo istotne było zamknięcie istotnej części gospodarki oraz naturalne ograniczenie popytu, a to z kolei w oczywisty sposób wpłynęło na spadki sprzedaży – tłumaczy Rafał Czyżewski.

Sprawdzone łożyska z Łodzi. Poznaj ofertę i przekonaj się, że warto u nas kupować.

Jak wskazują autorzy raportu opublikowanego przez firmę konsultingową Accenture, aż o 20 proc. spadła w lutym 2020 roku światowa sprzedaż samochodów osobowych. Z kolei według Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów sprzedaż nowych aut w krajach UE spadła w kwietniu o 76 proc. Tymczasem BloombergNEF zauważa, że mniejszy kryzys zanotuje rynek aut elektrycznych. W tym przypadku spadek ma sięgnąć 18 proc. Co więcej, w długoterminowej perspektywie analityków BNEF auta elektryczne czekają teraz dwie dekady bardzo dynamicznego rozwoju.

– Odporność elektromobilnej części sektora samochodowego na kryzys wynika z ciągłego wzrostu zainteresowania pojazdami elektrycznymi oraz z wprowadzenia na rynek nowych modeli samochodów. W Europie ważną rolę odgrywa polityka zielonego ładu i działania wspierające rozwój elektromobilności, zarówno na poziomie unijnym, jak i krajowym. Dla tej młodej branży to właśnie kontynuacja takich działań jest kluczowa dla jej dalszego wzrostu – wskazuje prezes GreenWay Polska.

Choć w długoterminowym ujęciu sytuacja związana z pandemią koronawirusa nie zakłóci rozwoju sektora aut elektrycznych, to jej skutki wpływające na chwilowe spowolnienie widoczne są już teraz. Zahamowana została nie tylko produkcja samochodów w fabrykach, lecz także realizacja inwestycji w infrastrukturę do ich obsługi. GreenWay Polska planowała w tym roku zainstalować około 50 stacji dużej mocy oraz 50 stacji normalnej mocy. Pandemia koronawirusa zmusiła firmę do redukcji tych planów o 30 proc.

– Wraz z rozpoczęciem pandemii musieliśmy ograniczyć budowę nowych stacji ładowania. W pierwszej kolejności istotne było bezpieczeństwo i zdrowie naszych pracowników i podwykonawców. W ślad za – mamy nadzieję – tymczasowym spadkiem tempa rozwoju rynku nastąpiła też konieczność zrewidowania naszych planów związanych z rozwojem sieci i odsunięcia niektórych inwestycji na kolejne lata – mówi Rafał Czyżewski.

Frans Timmermans, przewodniczący wykonawczy Komisji Europejskiej ds. Europejskiego Zielonego Ładu, w oświadczeniu dotyczącym szczytu klimatycznego COP26 w Glasgow zaznaczył, że KE nie będzie rezygnować z realizacji prac nad dokumentami, które zbliżą Europę do neutralności energetycznej. Zapowiedział, że komisja jeszcze we wrześniu przedstawi plany, które umożliwią zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych do 2030 roku nawet o 55 proc. w porównaniu z sytuacją z 1990 roku. Oznacza to, że rozwój elektromobilności nadal będzie wspierany przez Unię.

– Bardzo nas cieszą zapowiedzi Komisji Europejskiej, że zwiększenie nakładów na transformację energetyczną, w tym na elektromobilność, ma być jednym z elementów działań przeciwdziałających skutkom kryzysu wywołanego COVID-19 – komentuje prezes GreenWay Polska.

Według analityków z Research and Markets rynek aut elektrycznych zanotuje w tym roku tylko chwilowy spadek, a do 2023 roku jego wartość wzrośnie z 23,33 mld dol. do 37,22 mld dol.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/rynek-aut-elektrycznych-po,p1873784962

Pandemia może pogorszyć sytuację finansową kopalń i przyspieszyć ich zamykanie. Zmiany na Śląsku wymagają odpowiedniego przygotowania

Polskie górnictwo zatrudnia ponad 80 tys. osób i to ten sektor jest w tej chwili najbardziej dotknięty przez koronawirusa. – Obawiam się, że z powodu pandemii i jej skutków wygaszanie kopalni może przyspieszyć, a jest to proces, który powinno się właściwie przygotować – podkreśla Izabela Zygmunt z CEE Bankwatch Network. To też proces, którego nie da się uniknąć ze względu chociażby na cele klimatyczne Unii Europejskiej. Powinny mu jednak towarzyszyć uzgodnienia wszystkich zainteresowanych stron, przede wszystkim górników i społeczności lokalnych, a także wykorzystanie miliardów euro w ramach Funduszu Sprawiedliwej Transformacji.

W tej chwili kryzys zdrowotny najmocniej dotyka Śląska i górników. Ta grupa generalnie pracuje w bardzo niebezpiecznych warunkach, a teraz jeszcze ze zdwojoną siłą dosięgły ją skutki pandemii. Ten czynnik z dużym prawdopodobieństwem może przyspieszyć zamknięcia kopalń. Wszyscy wiemy, że dla węgla nie ma przyszłości w energetyce. Z drugiej strony kopalnie powinny być zamykane nie wskutek jakiegoś kryzysu, który nagle pogarsza ich już i tak trudną sytuację ekonomiczną, ale w stopniowym procesie, który jest zaplanowany i uporządkowany – mówi agencji Newseria Biznes Izabela Zygmunt, national campaigner, CEE Bankwatch Network Poland.

Według danych ARP na koniec marca br. w sektorze górniczym zatrudnionych było 82,6 tys. osób. Węgiel jest surowcem, na którym opiera się polska energetyka – w 2019 roku jego udział w produkcji energii elektrycznej wyniósł 73,6 proc. Jednak stopniowe wygaszanie jego wydobycia jest nieuniknione, m.in. z przyczyn ekonomicznych, klimatycznych, jak i polityki UE. Projekt polityki energetycznej Polski zakłada, że udział tego surowca w miksie energetycznym będzie sukcesywnie spadać (do poziomu 60 proc. w 2030 roku) przy równoczesnym zwiększaniu znaczenia energii z odnawialnych źródeł energii.

Polska Zielona Sieć wskazuje, że pomimo politycznych obietnic w niedługim czasie prawdopodobne są zamknięcia kolejnych kopalń, a plany budowy nowych stoją pod znakiem zapytania. Górnicy, mieszkańcy i samorządy regionów górniczych powinni o tym wiedzieć, żeby móc przygotować się na zmiany.

 Na Śląsku lokalne społeczności bardzo często są przeciwne kopalniom, bo mają z tego dużo kłopotu. Ale proces ich wygaszania należałoby właściwie przygotować. Obawiam się, że z powodu pandemii i jej skutków, czyli prawdopodobnie pogorszenia i tak już słabej sytuacji ekonomicznej kopalń, to może nastąpić szybciej. Zanim ktokolwiek zdąży przygotować jakieś realne alternatywy dla ludzi, którzy stracą pracę, dla samorządów, które stracą dochody z podatków, i dla całych społeczności, które ekonomicznie są zależne od tych zakładów – mówi ekspertka.

Sprawna transformacja regionów górniczych będzie jednak możliwa tylko wtedy, gdy zaplanuje się ją z odpowiednim wyprzedzeniem i w sposób demokratyczny, przy współudziale wszystkich, w tym górników.

 Pogodzenie interesów górników z celami zielonej transformacji absolutnie jest możliwe. Im nie chodzi o to, żeby wydobywać węgiel jeszcze przez 200 lat, ale o to, żeby nadal mieć gdzie pracować i aby ta zmiana nie wiązała się z rozpadem lokalnych społeczności – podkreśla.

Śląsk jest tradycyjnie regionem górniczym. Wiele osób postrzega zieloną transformację jako zagrożenie dla jego tożsamości kulturowej i lokalnych społeczności, które są też ekonomicznie uzależnione od kopalń. Jednak w procesie zmian Śląsk będzie mógł skorzystać ze środków, które UE przewidziała w ramach Funduszu Sprawiedliwej Transformacji.

– Mamy w tej chwili zwiększony budżet sprawiedliwej transformacji. W perspektywie kilku, kilkunastu miesięcy te pieniądze będą mogły popłynąć na Śląsk i do pozostałych regionów węglowych w Polsce. Teraz rządzący i górnicze związki zawodowe – które stoją na bardzo konserwatywnym stanowisku, co niekoniecznie odzwierciedla punkt widzenia wszystkich górników – powinni usiąść przy wspólnym stole i zacząć planować, jak skorzystać z tych pieniędzy. To będą miliardy euro, które można albo zmarnować, albo wydać dobrze, ale w tym celu trzeba najpierw porozmawiać ze wszystkimi, którzy mają coś na ten temat do powiedzenia – podkreśla Izabela Zygmunt.

Projekt Funduszu Sprawiedliwej Transformacji został przedstawiony przez Komisję Europejską w grudniu ubiegłego roku. To nowy unijny instrument finansowy, który będzie wspierać obszary stające przed poważnymi wyzwaniami społecznymi i gospodarczymi w związku z dążeniem UE do osiągnięcia neutralności klimatycznej w 2050 roku. W przypadku Polski pieniądze z funduszu mają trafić właśnie do regionów węglowych wchodzących na ścieżkę transformacji.

– Wykonano kilka gestów w naszą stronę, m.in. Fundusz Sprawiedliwej Transformacji został radykalnie zwiększony. To oznacza docenienie wagi tego problemu, jaki mamy z odejściem od obecnego systemu produkcji energii i przejściem na nowy. Tutaj będą dodatkowe duże środki. Obecnie ten fundusz ma 40 mld euro plus dodatkowe instrumenty, łącznie na pewno powyżej 100 mld dla regionów górniczych – wyjaśnia ekspertka.

W ubiegłym tygodniu Komisja Europejska przedstawiła nowy instrument pożyczkowy na rzecz sektora publicznego w ramach mechanizmu sprawiedliwej transformacji. Z niego także będą mogły korzystać regiony, których gospodarka opiera się na węglu. Narzędzie to obejmie 1,5 mld euro w formie dotacji z budżetu UE oraz 10 mld euro w formie pożyczek z Europejskiego Banku inwestycyjnego. Te pieniądze powinny wygenerować inwestycje rzędu 25–30 mld euro.

– Dla Polski stawka jest dużo większa, bo możemy skorzystać z pieniędzy unijnych w dużo większym zakresie. Część pieniędzy zostanie bowiem skierowana na zwiększenie budżetu polityki spójności. Jednak jasno nakreślono, na jakie cele mają iść te pieniądze. I to są cele, do których – patrząc na plany rządu dotyczące energetyki i węgla – my się na razie nie zapisaliśmy – mówi Izabela Zygmunt.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/pandemia-moze-pogorszyc,p486351733

Małgorzata Leitner: Pandemia koronawirusa miała duży wpływ na branżę rozrywkową. Wielu artystów zostało pozbawionych zarobku [DEPESZA]

W wywiadzie dla PRoto.pl menedżerka podkreśla, że kryzys i społeczna izolacja wywołane koronawirusem całkowicie zaburzyły rytm funkcjonowania zarówno branży rozrywkowej, jak i modowej. Wiele gwiazd z dnia na dzień zostało pozbawionych dochodów.  Nie udało się też zrealizować zagranicznych kontraktów, co więcej, nie wiadomo też, kiedy zostanie wznowiona ta współpraca. Leitner zapewnia jednak, że jej firma skupiła się na takiej formie działalności, dzięki której pomimo kryzysu nadal może oferować podopiecznym sporo zleceń.

– Wpływ COVID-19 i napędzanego przez niego strachu ma wpływ zarówno na lokalne, jak i globalne interesy branży rozrywkowej. W Warszawie odwołano koncerty, imprezy, pokazy mody, prezentacje, tym samym pozbawiając większość artystów możliwości zarobku. Odwołane loty, przełożone sesje zdjęciowe postawiły pod znakiem zapytania sens dalszych inwestycji w sektorze modelingu – mówi  w wywiadzie dla PRoto.pl Małgorzata Leitner, menedżerka oraz założycielka i właścicielka agencji Avant Mangement i szkoły Avant School.

Jej zdaniem pandemia koronawirusa, izolacja i obostrzenia już poczyniły duże zmiany w branży modowej. Trudno cokolwiek planować, bo nie wiadomo, co przyniesie przyszłość. Szczególnie niepewna jest współpraca zagraniczna.

– Zamknęły się dwie czołowe agencje modelek w Polsce. Międzynarodowa moda została zamrożona z dnia na dzień wraz z zamknięciem granic państw. Działa tylko online booking internetowych świadczeń artystów-influencerów. Kontrahenci chętniej decydują się na działania krótko- niż długoterminowe, wybierają bezpieczną telewizję i wygodny internet, przerzucając budżety do tych sektorów. Działania są podejmowane lokalnie zamiast globalnie – mówi Małgorzata Leitner.

Zdaniem właścicielki agencji Avant Management nawet w momencie, kiedy obostrzenia zostaną całkowicie zniesione i wszystko wróci do normy, współpraca z zagranicznymi gwiazdami będzie mocno ograniczona.

– Zanim ktokolwiek zdecyduje się na zatrudnianie gwiazd z zagranicy, będzie reklamował swoje produkty i usługi lokalnie przy pomocy wyspecjalizowanej w danej branży agencji, realizując łatwo mierzalne, szybkie i wygodne w obsłudze kampanie z udziałem gwiazd i twórców mających łącznie miliony followersów gotowych kupić ich produkty tutaj, zaraz – mówi menedżerka.

Zaznacza jednak, że nawet w tym trudnym czasie jej agencja działa nieprzerwanie. A wszystko dzięki odpowiednim decyzjom podjętym w 2016 roku.

– Chcąc całkowicie uniezależnić się od zagranicznych rynków mody, weszliśmy pełną parą w new business kampanii influencerskich i produkcji programów telewizyjnych. Dzięki takiej dywersyfikacji dzisiaj zachowujemy spokój i płynność podczas kryzysu i co najważniejsze – możemy oferować naszym artystom potok zleceń – mówi Małgorzata Leitner.

Przyznaje, że pandemia i zamknięcie w domach zmieniły sposób prowadzenia komunikacji artystów z mediami i fanami. Większość gwiazd jednak doskonale odnajduje się w nowej rzeczywistości.

Wobec braku możliwości spotkania i bezpośredniego kontaktu wśród artystów królują live’y, calle na Zoomie, relacje na stories i TikToki. Ewentualnie wirtualne wspomnienia z odwiedzanych zimą ciepłych zakątków świata. Mam wrażenie, że coraz bardziej liczy się wartościowy content i wygrywają twórcy, którzy potrafią tworzyć na zawołanie ciekawe treści – mówi właścicielka agencji Avant Mangement i szkoły Avant School.

Źródło: https://lifestyle.newseria.pl/wszystkie-newsy/malgorzata-leitner,p16838866

Zużyliśmy miliony ton maseczek i rękawiczek. Polscy naukowcy zbadają, jak bezpiecznie dla środowiska zutylizować odpady [DEPESZA]

W USA produkuje się fartuchy wielokrotnego użytku z poduszek powietrznych, które można prać nawet 50 razy. Naukowcy z Uniwersytetu w Nebrasce testują, czy światło ultrafioletowe odkazi i przedłuży żywotność masek medycznych. Wszystko po to, by zmniejszyć ilość odpadów. Maseczki czy rękawiczki, które chronią przed koronawirusem, dla środowiska mogą być dużym zagrożeniem. Polscy naukowcy angażują się w projekt badawczy UPS-Plus, który ma zbadać, w jaki sposób bezpiecznie utylizować zużyty sprzęt ochronny.

Środki ochrony indywidualnej zaśmiecają już morza i oceany oraz zalegają na brzegach plaż. UCL Plastic Waste Innovation Hub ocenia, że gdyby tylko w Wielkiej Brytanii całe społeczeństwo nosiło maski wielokrotnego użytku, mogłoby to zapobiec powstaniu 66 tys. ton zanieczyszczonych odpadów z tworzyw sztucznych.

Na świecie pojawiają się już pierwsze innowacyjne rozwiązania bezpieczniejsze dla środowiska. W USA firma Ford produkuje fartuchy wielokrotnego użytku z poduszek powietrznych, które można prać do 50 razy. Uniwersytet w Nebrasce testuje, czy światło ultrafioletowe może odkazić i przedłużyć żywotność masek medycznych. W Polsce z kolei naukowcy w ramach projektu UPS-Plus zbadają, w jaki sposób bezpiecznie zutylizować zużyty sprzęt ochronny.

– Projekt UPS-Plus jest realizowany przez interdyscyplinarny zespół naukowców Politechniki Śląskiej, głównie z Wydziału Inżynierii Środowiska i Energetyki, ale także z Wydziału Chemicznego oraz Wydziału Mechanicznego Technologicznego. Dotyczy on optymalizacji procesu spalania i waloryzacji ubocznych produktów spalania dla wypełnienia założeń gospodarki o obiegu zamkniętym (UPS-Plus). W projekcie badamy różne paliwa, w tym odpadowe, tzw. RDF, pod kątem optymalizacji ich recyklingu energetycznego i materiałowego – mówi dr hab. inż. Sylwester Kalisz, kierownik projektu, z Katedry Maszyn i Urządzeń Energetycznych Politechniki Śląskiej.

W ramach projektu naukowcy chcą sprawdzić, jaki wpływ na środowisko ma COVID-19, przede wszystkim w kontekście sprzętu ochronnego. Zwłaszcza że nawet rękawice wykonane z gumy lateksowej, produktu naturalnego, nie zawsze są wyborem przyjaznym dla środowiska. Ze względu na chemiczne dodatki zastosowane do ich produkcji, mogą mu zaszkodzić.

List intencyjny dotyczący udziału w projekcie badawczym UPS-Plus podpisała firma Etisoft, produkująca maseczki, rękawiczki czy przyłbice ochronne.

– Jako firma, która bardzo szybko odnalazła się w nowej rzeczywistości, świadomie i z pełną odpowiedzialnością jesteśmy gotowi wspierać ekologiczne działania służące recyklingowi i ponownemu wykorzystaniu maseczek i przyłbic – mówi Michał Majnusz, prezes Etisoftu. – Nasza rola w rozszerzeniu projektu będzie polegała na dostarczaniu materiału z masek oraz dostępnych danych materiałowych i technologicznych do dalszych badań. Mam nadzieję, że dołożymy w ten sposób swoją cegiełkę do rozwiązania problemu, z którym niewątpliwie wkrótce będzie się borykać nasza planeta.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/zuzylismy-miliony-ton,p58196367

Lotniska gotowe na przyjęcie pierwszych pasażerów. Podobnie jak przewoźnicy czekają na informacje o otwarciu ruchu lotniczego

Na blisko 400 mld dol. szacowane są globalne straty przewoźników lotniczych spowodowane pandemią koronawirusa. Zagrożonych jest ok. 25 mln miejsc pracy związanych z lotnictwem. Straty liczą także polskie lotniska i działający w kraju przewoźnicy. Terminal pasażerski Portu Lotniczego w Gdańsku obsługiwał dziennie 14 tys. pasażerów, dziś jest to znacznie poniżej 100 osób. – Każdy miesiąc postoju generuje kilkanaście milionów złotych kosztów, a niestety nie wiadomo, jak długo będzie trwał powrót do normalności – mówi Michał Dargacz, rzecznik prasowy Portu Lotniczego Gdańsk.

Jak wynika z raportu Zespołu Doradców Gospodarczych TOR „Pomoc publiczna dla linii lotniczych w czasie pandemii”, do przewoźników lotniczych trafi ponad 100 mld dol. Do tej pory rządy zgodziły się na ok. 87 mld dol. Wielomiliardowe wsparcie otrzymają najwięksi: Singapore Airlines, Air France-KLM oraz Lufthansa – każda z tych firm może liczyć na wsparcie przekraczające 10 mld dol., a przewoźnicy ze Stanów Zjednoczonych Ameryki już uzyskali pomoc na poziomie 58 mld dol. oraz dodatkowe 3 mld dol. dla podwykonawców.

Eksperci ZDG TOR podają, że wiele państw docenia strategiczną rolę sektora lotniczego oraz jego ogromną rolę w gospodarce, dlatego zdecydowało się na udzielenie im pomocy publicznej. Tym bardziej że koszty społeczne braku takiego wsparcia byłyby znacznie większe. Obecnie globalnie zagrożonych jest 25 mln, a w samej Europie 6,7 mln miejsc pracy związanych z lotnictwem. Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) szacuje, że negatywny wpływ na gospodarkę może sięgnąć 452 mld dol.

W Polsce nie ma specjalnej tarczy antykryzysowej dla branży lotniczej. Lotniska jako przedsiębiorstwa mogą korzystać z rozwiązań przygotowanych dla wszystkich podmiotów gospodarczych w naszym kraju. Oczywiście są informacje o tym, że zostanie wprowadzona specjalna tarcza dla lotnisk, ale obecnie nie znamy szczegółów – mówi agencji Newseria Biznes Michał Dargacz, rzecznik Portu Lotniczego im. Lecha Wałęsy w Gdańsku.

Specjaliści ZDG TOR podkreślają, że wsparcie ze strony państw wydaje się dziś jedynym ratunkiem dla branży lotniczej. Ucierpieć na tym mogą wszystkie firmy zaangażowane w proces organizacji podróży i przewozu ładunku – logistyczne, handlingowe, dostawcy usług i sprzedawcy z lotnisk, podmioty zajmujące się produkcją, wynajmem i obsługą techniczną samolotów, agencje żeglugi, sektor turystyczny czy podmioty zajmujące się usługami IT, finansowymi czy księgowymi na potrzeby branży.

Według dotychczasowych informacji Ministerstwa Infrastruktury przygotowano nowy instrument wsparcia dla 14 portów lotniczych w Polsce na łączną kwotę ponad 140 mln zł. Na mocy rozporządzenia będą one mogły otrzymać dotację z Funduszu Przeciwdziałania COVID-19. Dotyczy to zarówno lotnisk prowadzonych przez władze samorządowe, jak i obiektów, w których udział ma podmiot państwowy. Wśród nich jest Port Lotniczy Gdańsk im. Lecha Wałęsy.

W dalszym ciągu obowiązują ograniczenia w działaniu lotnisk, zarówno w ruchu krajowym, jak i międzynarodowym. Miesięcznie nasze funkcjonowanie  kosztuje kilkanaście milionów złotych. To są stałe koszty – mówi rzecznik Portu Lotniczego Gdańsk.

Branża lotnicza jest jednym z sektorów, w który pandemia uderzyła najmocniej. ZDG TOR podaje, że ostatnie lata to dynamiczny rozwój lotnictwa w Polsce, napędzany przede wszystkim wzrostem liczby pasażerów. W 2015 roku polskie lotniska obsłużyły 30 mln osób, a w ubiegłym roku było to prawie 49 mln pasażerów (43,8 mln w ruchu regularnym).

W 2019 roku Port Lotniczy Gdańsk obsłużył przeszło 5 mln osób. Dziennie było to średnio 14 tys. pasażerów, a obecnie liczba ta spadła do nawet kilku lub kilkunastu osób dziennie – uściśla Michał Dargacz. – Staramy się przetrwać i czekamy na rozwiązania, które zostaną zaproponowane przez polski rząd.

Jak podkreśla, zyski wypracowane w ostatnich latach teraz służą temu, żeby finansować straty spowodowane praktycznym wstrzymaniem działalności portów lotniczych. Lotniska przygotowują się na start lotów krajowych od 1 czerwca. Ich wznowienie zapowiedziały PLL LOT.

Obecnie koncentrujemy się na dostosowaniu terminala do nowych wytycznych epidemiologicznych, aby możliwe były: kontrola temperatury ciała pasażerów, zachowanie dwumetrowego dystansu oraz higiena rąk. Przygotowujemy odpowiednie oznakowanie pionowe i poziome oraz stanowiska ze środkami do dezynfekcji na terenie terminala, sklepów i punktów gastronomicznych – wymienia rzecznik.

Zmiany będą dotyczyły samego latania. Możliwe są ograniczenia w liczbie sprzedawanych miejsc w samolotach, obowiązek zakrywania ust i nosa maseczką czy obostrzenia w wydawanych posiłkach i napojach.

Pamiętajmy jednak, że latanie pozostaje jednym z najbezpieczniejszych środków transportu. W czasie jednego lotu wymiana powietrza w samolocie, czyli wewnątrz kabiny pasażerskiej, następuje co najmniej kilkadziesiąt razy. Przechodzi ono przez odpowiednie filtry i jest oczyszczane. Ponadto statki powietrzne i ich kabiny są obecnie dezynfekowane dużo częściej, niż było to przed pandemią – zauważa Michał Dargacz. 

To od zaufania pasażerów i ich chęci podróżowania będzie zależeć tempo powrotu do sytuacji sprzed pandemii.

Dziś cały czas nie mamy informacji o tym, kiedy ruch międzynarodowy zostanie w pełni otwarty, a wiadomo, że pasażer nie planuje podróży z dnia na dzień, tylko z dużo większym wyprzedzeniem. Dziś jednak nie wie, czy za miesiąc będzie mógł skorzystać z połączenia samolotem, czy też nie. Nie wiedzą tego nawet przewoźnicy, którzy z jednej strony starają się sprzedawać bilety, ale nie wiedzą, czy nie będą musieli tych połączeń odwoływać – mówi rzecznik Portu Lotniczego Gdańsk im. Lecha Wałęsy. – Mimo że są głosy o tym, że powrót do normalności potrwa przynajmniej rok albo dwa lata, to czasami rynek nas bardzo zaskakuje.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/lotniska-gotowe-na,p1717920683

W czerwcu wygasa pomoc dla firm w ramach tarczy antykryzysowej. Pilnie potrzebne są zasady funkcjonowania w nowej normalności

Mimo tradycyjnego rozdźwięku między związkowcami a pracodawcami w obliczu pandemii obie strony starają się zgodnie działać w celu uratowania firm, a co za tym idzie, miejsc pracy. – Nalegamy na to, aby już dzisiaj, zanim wejdziemy w III kwartał, jak najszybciej zbudować przepisy, które umożliwią pracownikom i pracodawcom przetrwanie tego najcięższego okresu – mówi przedstawiciel Forum Związków Zawodowych. Wśród niezbędnych regulacji wymienia te promujące powrót przedsiębiorstw do pełnego funkcjonowania i utrzymywania zatrudnienia, a także konieczność dostosowywania rozwiązań do poszczególnych branż.

 Prowadzimy bardzo zaawansowane rozmowy z organizacjami pracodawców na temat tzw. paktu społecznego, czyli porozumienia pomiędzy związkami a pracodawcami w zakresie wyjścia z tarcz i budowania nowej normalności gospodarczo-społecznej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Sikora, rzecznik prasowy Forum Związków Zawodowych. – Dzisiaj najważniejszym elementem nie powinno być centralne sterowanie przez rząd nową normalnością, zresztą to nie idzie w parze z oczekiwaniami obydwu stron dialogu. Jeżeli mówimy wspólnym głosem z pracodawcami, to przede wszystkim o tym, żeby indywidualizować nowe rozwiązania, dostosowywać je do poszczególnych branż, wdrażać ponadzakładowe układy zbiorowe pracy.

Związkowcy postulują, by minimalne wynagrodzenie wynosiło 50 proc. średniego wynagrodzenia w gospodarce narodowej za poprzedni rok. Dziś wynosi ono 2600 zł brutto. Jeśli ta zasada miałaby obowiązywać od przyszłego roku, powinno wzrosnąć, bo w grudniu ub.r. średnia płaca brutto wynosiła nieco ponad 5600 zł. W ciągu 12 miesięcy 2019 roku przeciętne miesięczne wynagrodzenie w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku wzrosło we wszystkich sekcjach Polskiej Klasyfikacji Działalności – od 3,6 proc. w sekcji „rolnictwo, leśnictwo, łowiectwo i rybactwo” do 9,3 proc. w sekcji „administrowanie i działalność wspierająca”, co dało ogółem wzrost w sektorze przedsiębiorstw o 6,5 proc.

Kolejnym zagadnieniem postulowanym zarówno przez związki, jak i pracodawców jest upowszechnienie nawiązywania ponadzakładowych układów zbiorowych pracy dotyczące poszczególnych branż. Tym bardziej w obliczu zgłaszanej przez pracodawców potrzeby uelastyczniania czasu pracy.

– Rozmawiajmy o tym, ale pod warunkiem że za ewentualną elastycznością pójdzie coś, co będzie dla pracowników dobre. A tego typu rozwiązania, które są zindywidualizowane wobec poszczególnych branż, są uregulowane przez ponadzakładowe układy zbiorowe pracy – mówi rzecznik Forum Związków Zawodowych. – Trzeci postulat to kwestia dofinansowania służby zdrowia. Dzisiaj już nie mamy wątpliwości, że zdrowie jest najważniejsze.

Zdaniem FZZ w ostatnim czasie zabrakło rozwiązań, które miałyby na uwadze dobro osób walczących na pierwszej linii frontu z koronawirusem. Kolejne rozwiązanie polega na ponownym ukształtowaniu systemu podatków i danin, również odnoszących się do systemu emerytalnego i ochrony zdrowia.

– To wszystko dzisiaj powinno być przedmiotem dyskusji, ale opartej na dialogu, a nie na quasi-konsultacjach na zasadzie: wy mówicie swoje, a my i tak zrobimy swoje – mówi Grzegorz Sikora.

Jego zdaniem trzeba zrobić wszystko, żeby – zgodnie z zasadami bezpieczeństwa, utrzymania dystansu społecznego – jak najszybciej odmrozić całą gospodarkę, aby spadek tempa rozwoju gospodarczego miał kształt litery „U”, czyli żeby nastąpiło odbicie, a relacje popytowo-podażowe wróciły do wzrostowej dynamiki. Ekspert ocenia, że dotychczas przyjęte rozwiązania pomocowe w pewnym stopniu odpowiadają na potrzeby podmiotów gospodarczych, ale wkrótce formuła ta się wyczerpie.

Budżet też ma swoje możliwości, w związku z tym nalegamy na to, abyśmy już dzisiaj zanim ten etap się skończy, zanim wejdziemy w III kwartał 2020 roku,  jak najszybciej stworzyli przepisy, które umożliwią pracownikom i pracodawcom przetrwanie tego najcięższego okresu, oraz propozycje, które będą w dalszym ciągu budować transfer kapitału pomiędzy gospodarką a pracownikami i pracodawcami – mówi rzecznik Forum Związków Zawodowych.

Podkreśla, że jeśli przepisy, które są ustalone w poszczególnych tarczach, znacząco się nie zmienią i nie uruchomią dynamiki rozwoju przedsiębiorstw, to będziemy mieli do czynienia z tąpnięciem w postaci zwolnień.

W kwietniu stopa bezrobocia wyniosła 5,8 proc., najwięcej od grudnia 2019 roku. I choć w kwietniu 2019 roku była o 0,2 pkt proc. niższa, to poza tym odczytem był to najniższy kwietniowy odczyt od 1990 roku.

– Widzimy, że w tej chwili rząd niekoniecznie przychyla się do tego, żeby odbudowywać dynamikę zatrudnienia, tylko raczej tworzy bardzo doraźne rozwiązania, które w efekcie będą zachęcać pracodawców do tego, żeby zwalniać – przekonuje Grzegorz Sikora.

Przedstawiciele Forum Związków Zawodowych podkreślają, że instrumenty zawarte w tarczach antykryzysowych są zbudowane na nierównoważnych relacjach pomiędzy pracownikiem a pracodawcą, bo ten pierwszy jest skazany na łaskę tego drugiego. Wiele regulacji nie tylko nie chroni pracowników, ale nawet promuje redukowanie stanowisk pracy.

 – Jeśli nic się nie zmieni pod względem możliwości i instrumentów Państwowej Inspekcji Pracy, to choćbyśmy nie wiem jak bardzo propracownicze prawo uchwalali, to i tak zawsze się znajdzie ktoś nieuczciwy, kto będzie próbował omijać Kodeks pracy – mówi rzecznik Forum Związków Zawodowych. – W związku z tym rola Państwowej Inspekcji Pracy jest nieoceniona i jako Forum Związków Zawodowych będziemy robić wszystko, żeby miała ona odpowiedni instrument do tego, by  respektować prawo w sposób efektywny.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/w-czerwcu-wygasa-pomoc-dla,p1028016372