WHO: Testy najlepszym sposobem kontroli pandemii. W Polsce przebadano dotąd 1,4 mln próbek

Na całym świecie zakażonych SARS-CoV-2 zostało ponad 9 mln osób, a ponad 470 tys. zmarło. – Obserwujemy wypłaszczenie krzywej zachorowań lub jej powolny spadek, ale w przypadku pojawienia się nowego szczytu zachorowań trzeba niezwłocznie przywrócić działania z zakresu zdrowia publicznego – mówi dr Paloma Cuchi, przedstawicielka WHO w Polsce. Jak podkreśla, testy są najlepszym sposobem wskazania, gdzie pojawiają się nowe ogniska koronawirusa. Stąd ważne, żeby wszystkie kraje wciąż utrzymywały dużą liczbę testów u osób, u których podejrzewa się zakażenie SARS-CoV-2 na podstawie objawów klinicznych.

Pandemia wywołana koronawirusem to nowość. Ten wirus jest trudny do powstrzymania ze względu na niektóre jego cechy, m.in. to, że u niektórych osób w przedklinicznej fazie choroby jego ilość w organizmie może być duża tuż przed wystąpieniem objawów, około jeden–dwa dni wcześniej. Takie czynniki sprawiają, że trudno określić ognisko choroby i ją opanować – mówi agencji Newseria Biznes dr Paloma Cuchi.

Zgodnie z mapą WHO jak dotąd na całym świecie zakażonych zostało już 9 mln osób, a ponad 470 tys. zmarło. Największymi ogniskami choroby są w tej chwili Stany Zjednoczone, Rosja i Brazylia, ale gwałtownie rośnie też liczba nowych zakażeń w Indiach, które wyprzedziły Wielką Brytanię i są na czwartym miejscu pod względem liczby zachorowań na COVID-19. W Polsce dotychczasowy bilans to blisko 33 tys. zakażonych i 1400 zmarłych z powodu koronawirusa (dane z 24 czerwca). Najwięcej nowych przypadków wciąż przybywa na Śląsku, ale lokalne ogniska SARS-CoV-2 pojawiają się w całej Polsce.

– Wszystkie kraje muszą mieć świadomość konieczności monitorowania pandemii. Obecnie obserwujemy wypłaszczenie krzywej zachorowań lub jej powolny spadek, ale w przypadku pojawienia się nowego szczytu zachorowań trzeba niezwłocznie przywrócić działania z zakresu zdrowia publicznego – wskazuje przedstawicielka WHO w Polsce.

Kluczem do sukcesu są testy, które pozwalają określić, gdzie pojawiają się nowe ogniska koronawirusa, i odpowiednio na to zareagować. Stąd ważne, żeby wszystkie kraje wciąż wykonywały dużą liczbę testów u osób, u których podejrzewa się zakażenie SARS-CoV-2 na podstawie objawów klinicznych takich jak gorączka czy trudności w oddychaniu.

Trzeba też badać osoby mające kontakt z takimi ludźmi. To pozwoli jak najszybciej zidentyfikować osoby zakażone oraz te, które mogły się zakazić. W przeciwnym razie wirus będzie się wciąż rozprzestrzeniać. Odnotowaliśmy wiele przypadków gospodarstw domowych, w których jedna osoba po zakażeniu natychmiast zakażała inne, z którymi była w bliskich kontaktach. Zaleca się więc, aby kraje szukały takich osób i natychmiast wdrażały kwarantannę lub izolację – mówi dr Paloma Cuchi.

Według danych Ministerstwa Zdrowia w Polsce przebadano dotąd prawie 1,4 mln próbek pobranych od 1,25 mln osób. Dziennie wykonywanych jest kilkanaście tysięcy testów.

– Jeżeli jest możliwość, żeby rozszerzyć badania na inne grupy, jak np. ośrodki dla osób starszych czy górników, jak w przypadku Polski, należy natychmiast rozpocząć testowanie. Takie są zalecenia. Jednak ważna jest właściwa strategia i robienie testów osobom, które ich potrzebują, czyli zakażonym SARS-CoV-2 i osobom z ich środowiska, a następnie rozszerzanie zakresu badań. Nadal szukamy testu o dużej skuteczności, ale należy badać, badać i jeszcze raz badać zgodnie z odpowiednią strategią – podkreśla przedstawicielka WHO w Polsce.

Wskazuje, że w początkowej fazie, kiedy wiedza na temat wirusa SARS-CoV-2 była jeszcze niewielka, to społeczna izolacja i wprowadzony w wielu krajach nakaz pozostawania w domach znacząco przyczyniły się do kontroli pandemii.

Na początku nie wiedzieliśmy, czym tak naprawdę jest ta pandemia. Nie wiedzieliśmy, gdzie występują jej ogniska, kto jest zakażony i kto miał kontakt z zakażonymi, więc pomysł pozostania w domach był dobry. W ten sposób kraje zyskały czas, by wdrożyć odpowiednie działania. Z perspektywy klinicznej chodziło też o przygotowanie szpitali i ośrodków, a także społeczeństwa, aby zdobyli wiedzę na temat wirusa i tego, jak się przed nim chronić. Dzisiaj wiemy więcej na jego temat, więc możemy podejmować inne działania, szczególnie jeśli chodzi o testy i kontrolę osób, które miały z nim kontakt z wirusem, odpowiednie prowadzenie kwarantanny. Pomocne w tym są zwłaszcza duże wsparcie społeczeństwa i zastosowanie środków takich jak etykieta podczas kaszlu, mycie rąk i utrzymywanie dystansu – mówi dr Paloma Cuchi.

Obecnie w Polsce na kwarantannie przebywa blisko 100 tys. osób. W połowie miesiąca Ministerstwo Zdrowia zmieniło jej zasady. Zgodnie z rozporządzeniem od 17 czerwca obowiązkowa kwarantanna ma trwać do czasu uzyskania ujemnego wyniku testu diagnostycznego w kierunku SARS-CoV-2 (ale nie dłużej niż 14 dni, licząc od dnia następującego po styczności lub narażeniu na zakażenie).

– Jeżeli ktoś  miał kontakt z wirusem, objawy mogą pojawić się w ciągu sześciu–siedmiu dni, ale wiemy, że może to potrwać nawet 14 dni. Dlatego też najbezpieczniej jest, aby osoby, które miały kontakt z zakażonym SARS-CoV-2, przechodziły 14-dniową  kwarantannę. Po dwóch tygodniach należy sprawdzić, czy wystąpiły objawy albo wynik testu jest dodatni. Jeżeli obecność koronawirusa zostanie potwierdzona, taka osoba powinna przebywać w izolacji do czasu upewnienia się, że nie może już zarażać innych – wskazuje przedstawicielka WHO w Polsce. – Jeśli będziemy mieli lepsze testy i będziemy lepiej rozumieć dynamikę działania SARS-CoV-2, to zalecenie co do długości kwarantanny może się zmienić. Trzeba pamiętać, że stan wiedzy o wirusie ciągle się zmienia. Zalecenia zmieniamy albo aktualizujemy w miarę gromadzenia badań i danych z poszczególnych państw.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/who-testy-najlepszym,p1910564213

Rynek fotowoltaiki ponownie na fali wzrostowej. Obroty mogą w tym roku wzrosnąć o 25 proc.

Pandemia SARS-CoV-2 wyhamowała rynek fotowoltaiki. Problemy były wywołane m.in. lockdownem i wstrzymaniem tradycyjnej sprzedaży oraz chwilowymi przerwami w dostawach komponentów do instalacji fotowoltaicznych. Zawirowania na rynku trwały jednak krótko, tym bardziej że część firm przeniosła się do internetu. Już pod koniec kwietnia firmy z branży notowały sprzedaż na podobnym poziomie co przed pandemią. Fotowoltaika może więc pozostać najszybciej rozwijającym się sektorem OZE w Polsce. Prognozy Instytutu Energetyki Odnawialnej mówią o wzroście obrotów na tym rynku o 25 proc. r/r.

Po ogłoszeniu restrykcji branża faktycznie obserwowała zdecydowane wyhamowanie sprzedaży i montażu instalacji fotowoltaicznych. Ten stan utrzymywał się przez parę tygodni – mówi agencji Newseria Biznes Michał Skorupa, prezes spółki Foton Technik. – W kolejnych obserwowaliśmy ponowne wzrosty sprzedaży do poziomów sprzed pandemii. Dzisiaj branża znów jest w trendzie wzrostowym i jest to podyktowane głównie tym, że fotowoltaika zawsze się opłaca – niezależnie od tego, jakie mamy trudności w otoczeniu biznesowym.

Już pod koniec kwietnia branża zaczęła ponownie notować wzrosty sprzedaży instalacji fotowoltaicznych – zarówno tych małych, jak i większych, powyżej 50 kW mocy zainstalowanej. Marcowe i kwietniowe zastoje były spowodowane nie tylko lockdownem i wstrzymaniem się z inwestycjami, lecz także chwilowymi przerwami w dostawach komponentów. Ich przyczyną było m.in. tymczasowe wstrzymanie produkcji w fabrykach w Azji.

Chodziło o dostawy modułów fotowoltaicznych, inwerterów czy innych niezbędnych elementów. Kluczowe okazało się to, czy dana spółka prowadząca sprzedaż i montaż instalacji fotowoltaicznych miała dużo wcześniej zabezpieczony stock magazynowy na odpowiednim poziomie, który pozwolił jej mimo zawirowań zapewnić swoją zdolność operacyjną na rzecz klientów – mówi Michał Skorupa.

Jak podkreśla, w wyniku restrykcji wprowadzonych w związku z SARS-CoV-2 część branży przeniosła się online, żeby móc dalej prowadzić sprzedaż przy zachowaniu wymogów bezpieczeństwa.

– Było to kluczowe, aby zachować zdolność operacyjną i nadal prowadzić działalność sprzedażową, ale przy jednoczesnym zachowaniu wszelkich standardów bezpieczeństwa i środków ochrony osobistej – zarówno po stronie klienta, jak i osób, które mają z nim kontakt  – mówi prezes Foton Technik

Fotowoltaika jest najszybciej rozwijającym się sektorem OZE w Polsce. Według danych Urzędu Regulacji Energetyki jeszcze w 2014 roku moc fotowoltaiczna w sieci wynosiła 20 MW, a w kwietniu tego roku już 1,83 GW (z czego aż 1,2 GW generują prosumenci). To oznacza, że w nieco ponad pięć lat moc wzrosła aż o 9 tys. proc. Pod względem przyrostu nowych mocy z paneli słonecznych zainstalowanych w systemie znajdujemy się obecnie na piątym miejscu w Unii Europejskiej. I tak też powinno pozostać. Według raportu Instytutu Energetyki Odnawialnej „Rynek fotowoltaiki w Polsce 2020” na koniec roku moc zainstalowana w Polsce może wzrosnąć do 2,5 GW, a obroty na rynku wzrosną w tym roku o 25 proc. i przekroczą 5 mld zł. W 2025 roku moc PV może osiągnąć 7,8 GW.

Instalacja fotowoltaiczna powinna efektywnie pracować przez minimum 25–30 lat. W tak długim horyzoncie czasowym na pewno będzie opłacalna. Gdy dodamy rosnące ceny energii, co możemy obserwować na przestrzeni ostatnich lat, inwestycja ta opłaci się klientowi również z perspektywy budowania niezależności energetycznej – mówi Michał Skorupa.

W Polsce rynek fotowoltaiki przeżywa w tej chwili boom, który napędziły m.in. nowelizacja ustawy o OZE zmieniająca definicję prosumenta, spadek cen paneli fotowoltaicznych i ujednolicenie stawki podatku VAT oraz rządowe programy Energia Plus czy Mój Prąd. Ten ostatni jest największym w Europie programem dofinansowania do prosumenckich instalacji fotowoltaicznych o mocy 2–10 kW. Dotychczasowy bilans programu to 73 tys. wniosków i 408 MW mocy zainstalowanej, a – jak podaje NFOŚiGW – wartość inwestycji w przydomową fotowoltaikę, zrealizowanych przez polskie gospodarstwa domowe dzięki programowi. osiągnęła już kwotę ok. 1,8 mld zł. Przydomowe źródła energii odnawialnej są w Polsce coraz popularniejsze m.in. ze względu na fakt, że energia ze słońca jest znacząco tańsza niż ze źródeł tradycyjnych. Również dla przedsiębiorstw, które decydują się na fotowoltaikę, korzyścią są niższe rachunki, a poza tym także większe bezpieczeństwo energetyczne i bardziej proekologiczny wizerunek.

W fotowoltaikę inwestują różni klienci – w zależności od motywacji i tego, czego dany klient poszukuje. W przypadku instalacji powyżej 50 kW mocy zainstalowanej najczęściej są to inwestorzy, którzy budują duże farmy np. pod kątem systemów aukcyjnych. Są też klienci biznesowi, którzy chcą obniżyć konsumpcję energii w ramach swojej działalności i przy okazji budować wizerunek przedsiębiorstwa ekologicznego. Z kolei klienci indywidualni w gospodarstwach domowych chcą przede wszystkim budować swoją niezależność energetyczną z perspektywy rosnących cen energii – mówi prezes spółki Foton Technik.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/rynek-fotowoltaiki,p1872593210

Unia Europejska przed USA i Chinami. Walka z koronawirusem napędza poziom innowacyjności [DEPESZA]

Innowacyjność zwiększa konkurencyjność i wydajność. Chroni bezpieczeństwo narodowe i może pomóc w rozwiązywaniu problemów społecznych. To istotne, zwłaszcza w czasie pandemii. Nowe technologie pomogą opracować rozwiązania do skutecznej walki z COVID-19. Wyniki Unii Europejskiej w zakresie innowacji stale rosną, od 2012 roku wydajność innowacyjna wzrosła o niemal 9 proc. – UE przoduje w wychodzeniu z kryzysu związanego z koronawirusem – przekonuje Mariya Gabriel, komisarz ds. innowacji, badań, kultury, edukacji i młodzieży.

Najnowsza Europejska Tablica Innowacji wskazuje, że choć krajom UE nieco brakuje do wyników Korei Południowej, Japonii czy Australii, to w wyścigu innowacyjności prześcigamy m.in. USA i Chiny. Średnio wydajność innowacyjna UE wzrosła od 2012 roku o 8,9 proc. Liderem innowacji w Europie jest Szwecja, przed Finlandią, Danią i Holandią.

– Tegoroczna tablica wyników pokazuje, że Unia Europejska już jest dobrym miejscem do rozwijania innowacyjności, ale musimy jeszcze bardziej zintensyfikować wysiłki w całej UE, aby znaleźć globalne rozwiązania w celu opanowania koronawirusa i jednocześnie pomóc Europie w wyjściu z kryzysu. Bardziej niż kiedykolwiek istotne znaczenie ma innowacyjność, ponieważ jest ona podstawą naszych wysiłków na rzecz pokonania pandemii koronawirusa – podkreśla Thierry Breton, komisarz ds. rynku wewnętrznego.

Pandemia koronawirusa wstrząsnęła gospodarką i systemami opieki społecznej. UE wykorzystuje jednak wszystkie dostępne narzędzia do zachowania jednolitego rynku i wspierania gospodarki europejskiej. Badania i innowacje są istotną częścią skoordynowanej reakcji Unii na kryzys. Za blisko 60 proc. wzrostu gospodarczego Europy w ciągu ostatnich dziesięcioleci odpowiadają właśnie innowacje. Badania i innowacje zwiększają konkurencyjność krajowych gospodarek oraz cyfrową i ekologiczną transformację społeczeństwa. Tym samym przyczyniają się do skutecznej walki z koronawirusem.

Widać to m.in. po wydatkach na badania nad szczepionką na SARS-CoV-2 czy lekami skutecznie pomagającymi w chorobie. Blisko 140 mln euro trafiło na opracowanie szczepionek, nowych metod leczenia i  testów diagnostycznych, 72 mln euro na leczenie i diagnostykę za pośrednictwem Inicjatywy Leków Innowacyjnych (IMI). Na wzmocnienie zdolności do produkcji i wdrażania rozwiązań oraz na lepsze zrozumienie pandemii przeznaczono ponad 120 mln euro. Z kolei 314 mln euro trafiło do MŚP i start-upów na innowacyjne rozwiązania, które mają na celu rozwiązanie pandemii SARS-CoV-2 poprzez program akceleracyjny Europejskiej Rady Innowacji.

– UE przoduje w wychodzeniu z kryzysu związanego z koronawirusem poprzez zwiększanie wsparcia dla wysiłków badawczych i łączenie różnych podmiotów działających w ekosystemach innowacji, zarówno z sektora publicznego, jak i prywatnego, które mogą przekształcić nowe idee w rzeczywistość i poprawić jakość życia obywateli – wskazuje Mariya Gabriel, komisarz ds. innowacji, badań, kultury, edukacji i młodzieży.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/unia-europejska-przed-usa,p380742404

Powstał najszybszy komputer kwantowy na świecie. Pomoże rozwiązać skomplikowane problemy matematyczne oraz przyda się w finansach i medycynie [DEPESZA]

Koncern Honeywell ogłosił zakończenie prac nad komputerem kwantowym nowej generacji. Ich maszyna osiągnęła objętość kwantową równą 64, dwukrotnie prześcigając pod tym względem dotychczasowego lidera komputer kwantowy IBM Raleigh. Komercjalizacja urządzenia ma umożliwić przeprowadzenie procesów matematycznych, które przekraczają możliwości obliczeniowe komputerów krzemowych. Komputery kwantowe mogą znaleźć zastosowanie m.in. w branży finansowej, motoryzacyjnej czy medycznej.

– To, co sprawia, że ​​nasze komputery kwantowe są tak wydajne, to posiadanie kubitów najwyższej jakości, z najniższym poziomem błędów. Jest to połączenie wykorzystania identycznych, w pełni połączonych kubitów i precyzyjnej kontroli – podkreśla Tony Uttley, prezes Honeywell Quantum Solutions. – Gdy te kubity oddziałują ze sobą w obliczeniach, otrzymujemy kwantowe „supermoce”, wykładniczy wzrost liczby wartości, które można rozpatrywać jednocześnie.

Sercem komputera kwantowego od Honeywell jest kriogeniczna komora próżniowa schłodzona za pomocą ciekłego helu do 10 K – temperatury bliskiej zera absolutnego. Wewnątrz niej, 0,1 mm ponad pułapką jonową, lewitują pojedyncze atomy uwięzione w polu elektrycznym. Po przepuszczeniu przez nie wiązki laserowej naukowcy mogą wykonywać za ich pośrednictwem operacje kwantowe.

Przewaga komputera kwantowego nad konstrukcjami opartymi na półprzewodnikach z krzemu tkwi w sposobie przetwarzania danych. Klasyczne komputery przetwarzają bity zero-jedynkowo, a każdy z nich może przyjąć wyłącznie jeden konkretny stan. Maszyny kwantowe bazują na kubitach, mogących przyjmować superpozycję, w której znajdują się w dwóch stanach jednocześnie. Wykorzystanie kubitów pozwala przeprowadzać skomplikowane operacje matematyczne znacznie szybciej niż przy wykorzystaniu algorytmów zero-jedynkowych.

– Technologia kwantowa pozwoli uzyskać dokładną odpowiedź, a nie tylko się do niej zbliżyć – przekonuje Tony Uttley. – Można przyjrzeć się różnym interakcjom dokładnie w tym samym czasie, aby znaleźć optymalne rozwiązanie.

Potencjał tej technologii zaprezentowali w 2019 roku inżynierowie Google’a, generując za pośrednictwem 54-kubitowego procesora Sycamore przypadkowy ciąg cyfr i potwierdzając jego losowość. Operację, którą tradycyjne superkomputery wykonałyby w 10 tys. lat, komputer kwantowy od Google ukończył w 3 minuty i 20 sekund.

Szeroko zakrojone prace nad komercjalizacją komputerów kwantowych prowadzi także firma IBM. Amerykańska korporacja otworzyła w Nowym Jorku Centrum Obliczeń Kwantowych, ośrodek badawczo-rozwojowy umożliwiający zdalne korzystanie z mocy obliczeniowej komputerów kwantowych za pośrednictwem platformy IBM Q Experience w celach naukowych i komercyjnych.

– Wróciliśmy do korzeni. 60 lat temu komputery zajmowały cały pokój, a wszędzie widniały jedynie przewody. Z komputerami kwantowymi dziś jest podobnie – mówi prezes Honeywell Quantum Solutions.

Komputery kwantowe mogą posłużyć do prowadzenia zaawansowanych symulacji medycznych np. w celu opracowania nowego leku. W branży motoryzacyjnej mogą posłużyć do optymalizacji ruchu drogowego, a branża finansowa za pomocą kwantowych algorytmów może skutecznie chronić swoje rozwiązania. Technologia kwantowa może się przydać wszędzie tam, gdzie poszukuje się nowych rozwiązań, materiałów czy modeli matematycznych i fizycznych.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rynku obliczeń kwantowych w 2019 roku wyniosła 93 mld dol. Przewiduje się, że do 2024 roku wzrośnie do 283 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie blisko 25 proc.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/powstal-najszybszy,p1142260073

Skup aut za gotówkę Ciechanów

Jeżeli jesteś tutaj to prawdopodobnie bardzo dobrze trafiłeś 🙂
Zastanawiasz się jak sprzedać auto szybko i bezproblemowo , tak aby cała procedura trwała możliwie jak najszybciej. Możemy Ci w tym pomóc, możemy odkupić Twoje auto niezależnie od Tego jakie jest marki , jeżeli Twoje auto wymaga jakiś napraw to również nie jest to dla nas problem. Poznaj naszą ofertę na stronie https://sprzedajswojeauto.pl/skup-aut-ciechanow/

  • Martwisz się że Twoje auto jest zaniedbane , brudne, wypadałoby je umyć i doprowadzić do ogólnego ładu ?
  • Spokojnie sprzedając auto nam naprawdę nie musisz tego robić ,nasza chęć odkupu wynika zarówno z naszej działalności, jak i naszej pasji.

Skup aut Ciechanów

Jeżeli masz sentyment do auta, które chcesz sprzedać możemy Cię zapewnić, że trafia w „dobre ręce”  Mamy dla Ciebie dobre informacje .. Kupimy go od Ciebie i postaramy się przywrócić go do stanu używalności.

Jakie auta skupujemy?

  • Kupujemy auta w różnym stanie technicznym.
  • Jesteśmy zainteresowani Twoim autem niezależnie od tego jaki ma przebieg.
    Wycena jest i zawsze będzie darmowa – nasza oferta obejmuje auta osobowe i dostawcze.
  • Przygotujemy dla Państwa korzystną umowę kupna sprzedaży pojazdu zgodnie z aktualnymi przepisami.

Chcesz sprzedać Auto?

Zapewniamy:

  • Profesjonalne doradztwo w czasie zakupu auta.
  • Płatność gotówką za auto do ręki.
  • Uczciwą wycenę auta.
  • Miłą Obsługę i kulturę.
  • Bezpieczną transakcje w dowolnym miejscu, wybranym przez Klienta.

Jak sprzedać swoje auto?

Jeżeli chcesz sprzedać, ale nie wiesz jak to zrobić, bo pracujesz od rana do nocy to spokojnie , umówimy się z Tobą, nawet gdy słońce już zajdzie za horyzont.. Nie będzie to dla nas problemem.
Jeżeli Twoje auto budzi wątpliwości od strony technicznej ,możesz być spokojny/a nie będziemy sprawdzać go na warsztacie, żeby upewnić się, czy warto go kupić! .. wszystko ocenimy na miejscu.

Nie sprzedajesz / kupujesz często samochodów ,nie wiesz jak wygląda procedura od strony formalnej ?Pamiętaj, że jesteśmy po to, aby Ci to ułatwić.
Płatność za auto to oczywiście pełna dowolność zapłatę za auto możesz otrzymać od nas w gotówce, jak i oczywiście przelewem wszystko wedle Twojego uznania i preferencji.

Czy możemy jeszcze coś dla Ciebie zrobić ? Zapraszamy na naszą stronę firmową https://sprzedajswojeauto.pl/

3 mld zł dotacji unijnych dla małych i średnich firm zmagających się z koronawirusem. Do końca lipca mogą się starać o dofinansowanie na kapitał obrotowy

W ramach łagodzenia gospodarczych skutków pandemii SARS-CoV-2 do końca lipca br. przedsiębiorstwa mogą ubiegać się o unijne dotacje na kapitał obrotowy. Aby otrzymać wsparcie, firma musi spełnić tylko dwa warunki: odnotować przynajmniej 30-proc. spadek obrotów wskutek pandemii oraz mieścić się w definicji średniego przedsiębiorstwa. Kwota dotacji jest uzależniona od skali zatrudnienia, a firma może przeznaczyć ją na zaspokojenie bieżących potrzeb maksymalnie przez okres trzech miesięcy. Na wsparcie przedsiębiorców Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej przeznaczy w sumie 3 mld zł z unijnych funduszy, z czego 2,5 mld zł trafi do średnich firm za pośrednictwem PARP.

Unijne dotacje są wykorzystywane także do walki z koronawirusem. Są to m.in. środki, które mamy do dyspozycji w ramach polityki spójności i które Komisja Europejska pozwoliła przeznaczyć na działania antycovidowe dla przedsiębiorców i sektora ochrony zdrowia – mówi agencji Newseria Biznes Małgorzata Jarosińska-Jedynak, minister funduszy i polityki regionalnej. – Trzeba też pamiętać o programie odbudowy zaproponowanym przez KE – to kolejne co najmniej 64 mld euro, które mają trafić do Polski na łagodzenie skutków pandemii i odbudowę gospodarki po kryzysie. Są to środki, które będziemy mogli wykorzystać właśnie na cele związane z przedsiębiorczością i inwestycjami w gospodarkę tak, aby mogła wrócić na właściwe tory po pandemii.

Jednym z elementów rządowej tarczy antykryzysowej, finansowanym ze środków unijnych, są dotacje na kapitał obrotowy. Łączny budżet tego programu przeznaczony na wsparcie przedsiębiorców to 3 mld zł (w ramach unijnych programów operacyjnych). Dotacje na kapitał obrotowy mają wesprzeć i pomóc utrzymać działalność firmom z sektora MŚP, które wskutek pandemii koronawirusa znalazły się w trudnej sytuacji, a ich obroty spadły o co najmniej 30 proc. w dowolnym miesiącu po 1 lutego br. w porównaniu do poprzedniego miesiąca lub analogicznego miesiąca rok wcześniej. Środki w wysokości 500 mln zł mają wesprzeć bieżącą działalność mikro- i małych przedsiębiorców – za ich dystrybucję w ramach Regionalnych Programów Operacyjnych będą odpowiadali marszałkowie województw. Pozostałe 2,5 mld zł z programów Inteligentny Rozwój i Polska Wschodnia ma trafić do przedsiębiorstw średniej wielkości za pośrednictwem Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

Przykładowo, jeżeli w kwietniu obroty firmy spadły o 1/3 wobec marca 2020 bądź kwietnia 2019 roku, kwalifikuje się ona do wsparcia właśnie w ramach tego programu – tłumaczy Mikołaj Różycki, wiceprezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

O wsparcie w PARP mogą wnioskować średnie przedsiębiorstwa, które mają siedzibę lub oddział na terenie Polski, zatrudniają mniej niż 250 pracowników, a ich roczny obrót nie przekracza 50 mln euro (lub roczna suma bilansowa nie przekracza 43 mln euro).

Program wystartował 15 czerwca i pierwszych pięć dni jego działania pokazało duże zainteresowanie. Do 22 czerwca wpłynęło do nas około 3 tys. wniosków od średnich firm. Udało się nam, przy bardzo dużym wysiłku pracowników, którzy wielokrotnie pracowali nad tym po godzinach i wieczorami, ocenić prawie tysiąc tych wniosków. Dzięki temu do 22 czerwca już 847 firm zostało objętych pomocą – mówi Mikołaj Różycki.

– Skorzystaliśmy z dotacji na kapitał obrotowy i wniosek został rozpatrzony pozytywnie – mówi Marek Bala, właściciel firmy Kratki.pl i jeden z beneficjentów programu. – Procedura była bardzo prosta. Dotacja na kapitał obrotowy pozwoli nam przekazać te środki na opłaty bieżące i kolejne inwestycje. To dla nas naprawdę duże wsparcie w tym ciężkim okresie, który nie wiadomo, jak długo potrwa. Bez tego byłoby nam dużo trudniej utrzymać miejsca pracy i się rozwijać.

Dotację na kapitał obrotowy firma może przeznaczyć na pokrycie swoich kosztów funkcjonowania i związanych z finansowaniem kapitału obrotowego, jak np. opłacenie mediów, najem powierzchni, zakup towarów czy ubezpieczenie działalności. Jej wysokość jest uzależniona od skali zatrudnienia w przedsiębiorstwie. Zastrzyk środków ma pomóc firmie maksymalnie przez okres trzech miesięcy.

Program ma funkcjonować do 31 lipca tego roku. Do tego czasu można aplikować o wsparcie. Apelujemy, żeby pilnować tego terminu, który na dziś jest graniczną datą. Z kolei obowiązkiem PARP-u będzie podpisać i przekazać te środki do końca tego roku – mówi wiceprezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości.

Jak podkreśla, wniosek o dotację na kapitał obrotowy jest bardzo uproszczony, opiera się na oświadczeniach i zajmuje raptem dwie strony w generatorze elektronicznym. Jest to proste i szybkie narzędzie i jeśli przedsiębiorca ma przygotowane odpowiednie dane, wypełnienie go trwa około 40 minut. W przypadku wątpliwości lub problemów może skorzystać z udostępnionej na stronie PARP instrukcji wypełniania wniosku.

Wypłacamy 100 proc. środków, co jest dość niespotykane w instrumentach publicznych. Z reguły funkcjonujemy w modelu małej zaliczki albo refundacji, czyli wykładam swoje, rozliczam się i dostaję dotację. W tym przypadku firma otrzymuje z góry 100 proc. środków. Te pieniądze mają wpłynąć na konto, żeby firma mogła szybko zareagować na bieżące okoliczności i płacić swoje zobowiązania – tłumaczy Mikołaj Różycki.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/3-mld-zl-dotacji-unijnych,p1948721529

Ameryka stała się dla Polski najważniejszym sojusznikiem i gwarantem bezpieczeństwa. Według ekspertów można już mówić o uzależnieniu

Cztery dni przed wyborami w Polsce prezydent Andrzej Duda spotka się w Białym Domu z Donaldem Trumpem i będzie to pierwsza wizyta zagranicznej głowy państwa w USA od początku globalnej pandemii koronawirusa. Rozmowy mają dotyczyć głównie rozwoju współpracy obronnej Polski i Stanów Zjednoczonych, a także handlu, energetyki i bezpieczeństwa telekomunikacyjnego. – Uczyniliśmy Amerykę głównym gwarantem naszego bezpieczeństwa – mówi dr hab. Bohdan Szklarski, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, amerykanista z Ośrodka Studiów Amerykańskich.

– Wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w Waszyngtonie jest rozważana na różnych poziomach: gospodarczym, dyplomatycznym, ale również pod kątem tego, czy nie jest aby symptomem narastającego uzależnienia Polski od Stanów Zjednoczonych jako gwaranta naszego bezpieczeństwa. Jednoznacznie tak jest, że kiedy Polska mówi NATO, myśli Stany Zjednoczone, kiedy mówi stosunki transatlantyckie, myśli stosunki polsko-amerykańskie – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr hab. Bohdan Szklarski.

Według eksperta zarówno obecna ekipa rządząca, jak i poprzednie rządy przez lata traktowały Stany Zjednoczone jako kluczowego sojusznika i gwaranta polskiego bezpieczeństwa. Stąd dążenie do maksymalnego zwiększenia liczby amerykańskich żołnierzy stacjonujących w Polsce.

– W myśl założenia, że gdyby miał zginąć choć jeden z nich, to cała Ameryka rzuci się na agresora, który zabił amerykańskiego żołnierza. Obyśmy tego nigdy nie musieli sprawdzać, bo wydaje się to wydumane założenie. Teoretycznie słuszne, ale w praktyce jest wiele różnorodnych wariantów takiej sytuacji – mówi .

W Polsce stacjonuje w tej chwili około 4,5 tys. amerykańskich żołnierzy – większość w zachodniej części kraju, ale część z nich przebywa nad Wisłą pod flagą NATO, w ramach struktur międzynarodowych. Ich obecność nie jest stała, ale rotacyjna. Zgodnie z deklaracją, którą w czerwcu ubiegłego roku podpisali prezydent Andrzej Duda i Donald Trump, ich liczba ma się zwiększyć o dodatkowy ok. 1 tys. w ramach umocnienia wschodniej flanki Sojuszu i zapewnienia w Polsce dodatkowych zdolności obrony i odstraszania. Równolegle do Stanów Zjednoczonych płynie strumień pieniędzy, które MON wydaje na zakupy uzbrojenia.

– Ta wizyta utwierdza przekonania analityków – nie tylko w Polsce, tych bardziej krytycznie nastawionych do tak silnego uzależnienia naszego bezpieczeństwa od deklaracji i spodziewanych działań amerykańskich. Obie strony – opozycyjna i rządowa – prowadzą w tej chwili dość podobną politykę. Sami zapędziliśmy się w ten kozi róg i uczyniliśmy Amerykę kluczowym, najważniejszym sojusznikiem i dostarczycielem gwarancji bezpieczeństwa dla naszych obywateli – mówi amerykanista z UW.

Jak podkreśla, na forum unijnym i europejskim głos Polski wielokrotnie był bliższy Waszyngtonowi niż Brukseli, przez co nasz kraj był nazywany „koniem trojańskim Ameryki”. Poluzowanie tej polityki i ścisłego powiązania z USA, o ile miałoby nastąpić, musiałoby przebiegać stopniowo, aby nie podważyć polskiego bezpieczeństwa.

– Czy to jest już uzależnienie, czy jeszcze sytuacja w jakiś sposób kontrolowana w Warszawie? Niestety skłaniam się do tezy o uzależnieniu. Dlatego też Donald Trump tak chętnie wspiera prezydenta Dudę i PiS jako ekipę rządzącą. Ta wizyta tylko potwierdza szalenie uprzywilejowaną sytuację Stanów Zjednoczonych w relacjach z Polską – mówi dr hab. Bohdan Szklarski. – Łagodzenie tej perspektywy musi mieć charakter stopniowy, inaczej wytworzy się poczucie radykalnego obniżenia bezpieczeństwa Polski. Szczególnie w kontekście tego, co Rosja – nasz jedyny przeciwnik na arenie międzynarodowej – robi na Bałtyku i w okolicach naszych granic.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/ameryka-stala-sie-dla,p1852377857

Pandemia koronawirusa przyspieszy rozwój technologii telemedycznych. Roboty przejmują część zadań lekarzy i pielęgniarek [DEPESZA]

Pandemiczne restrykcje wymusiły na służbie zdrowia wdrożenie nowych procedur postępowania z pacjentami, aby ograniczyć ryzyko rozprzestrzeniania się koronawirusa. Do powszechnego użytku weszły rozwiązania z pogranicza robotyki i telemedycyny, które umożliwiają prowadzenie zdalnej opieki nad pacjentami oraz przeprowadzanie dezynfekcji pomieszczeń szpitalnych bez konieczności narażania się na kontakt z koronawirusem.

– Pandemia SARS-CoV-2 wywarła ogromny wpływ na przemysł opieki zdrowotnej, przytłaczając szpitale, przeciążając zasoby medyczne oraz zmuszając pracowników służby zdrowia i pacjentów do ograniczenia fizycznej interakcji z innymi ludźmi – wskazuje Thuc Vu, dyrektor generalny OhmniLabs.

– W czasach pandemii wielu pacjentów jest w ścisłej izolacji, a pielęgniarki potrzebują pełnego zestawu środków ochrony osobistej tylko w celu przeprowadzenia wizyt w pokoju – dodaje dr Jonathan Wirjo, dyrektor medyczny i partner zarządzający Focus Mental Health Solutions.

Narodowy Fundusz Zdrowia już na początku pandemii koronawirusa w Polsce wydał zalecenie o korzystaniu z narzędzi telemedycznych w celu ograniczenia ryzyka rozprzestrzeniania się wirusa. W komunikacie z 12 marca 2020 roku wskazano, aby część świadczeń ambulatoryjnych wykonywać za pośrednictwem nowych technologii komunikacyjnych. Decyzja ta dała podstawy do wdrożenia opieki telemedycznej na szerszą skalę. Jednak nie wszystkim pacjentom można udzielić porady zdalnie. Inteligentne roboty przejęły część prac wykonywanych dotychczas przez personel medyczny, ograniczając ryzyko rozprzestrzenienia się koronawirusa wśród pacjentów oraz lekarzy.

– W OhmniLabs uważamy, że roboty z funkcją teleobecności są idealnym sposobem na przezwyciężenie problemów związanych z barierami geograficznymi, niepełnosprawnością fizyczną i chorobami. Teraz bardziej niż kiedykolwiek staramy się dostarczać takie roboty, które spełniają wymagania pracowników służby zdrowia w tych trudnych czasach – mówi Thuc Vu.

Roboty w trakcie pandemii mogą zastąpić tych pracowników służby zdrowia, którzy mają bezpośredni kontakt z osobami chorymi. Dobrym przykładem takiego rozwiązania jest humanoidalny robot Ginger od CloudMinds, który wyręczy w pracy personel pielęgniarski. Maszynę przystosowano do monitorowania podstawowych czynności życiowych pacjentów oraz zdalnego dostarczania leków.

W rozwój zautomatyzowanych systemów komunikacji interpersonalnej zainwestowała również firma OhmniLabs. Robot teleprezencyjny Ohmni wyposażono w system dwustronnej komunikacji, który pozwala wykonywać bezpieczny obchód medyczny bez konieczności bezpośredniego wizytowania pacjentów. Zdalnie sterowana maszyna może swobodnie przemieszczać się po szpitalnych korytarzach, a kamera o wysokiej rozdzielczości ułatwia monitorowanie wskazań przyrządów medycznych oraz kondycji psychofizycznej pacjenta.

– Robot Ohmni minimalizuje obciążenie pracą personelu medycznego, zmniejsza zależność od ograniczonych zasobów i pozwala nam znacznie zmniejszyć ryzyko narażenia pacjentów i pracowników służby zdrowia – przekonuje dr Jonathan Wirjo.

Według firmy badawczej Data Bridge Market Research wartość globalnego rynku robotów autonomicznych do 2026 roku wzrośnie do blisko 17,8 mld dol. W najbliższych latach ma on się rozwijać w tempie ponad 14 proc. w skali roku.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/pandemia-koronawirusa,p279311696

Kosmos dla turystów coraz bliżej. Dzięki umowie NASA z Virgin Galactic już wkrótce mogą wystartować loty komercyjne

To może być przełomowy rok dla komercyjnych lotów w kosmos. Największe firmy już od kilku lat zapowiadały start kosmicznej turystyki i wszystko wskazuje na to, że już wkrótce pierwsi turyści obejrzą Ziemię z kosmosu. Amerykańska firma Virgin Galactic podpisała umowę z NASA, a jej efektem mogą być właśnie prywatne loty do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Firma ma trenować kosmonautów amatorów, którzy będą chcieli wziąć udział w komercyjnych lotach. – Chcemy przybliżyć perspektywę planetarną wielu tysiącom ludzi – zapowiada George Whitesides, dyrektor generalny Virgin Galactic.

– Cieszymy się na możliwość współpracy z NASA w prywatnym programie lotów orbitalnych, który nie tylko pozwoli nam korzystać z naszej platformy lotów kosmicznych, lecz także umożliwi podzielenie się z NASA i innymi agencjami naszą infrastrukturą do szkolenia kosmonautów – wskazuje George Whitesides, dyrektor generalny Virgin Galactic.

Już od lat największe firmy na świecie pracowały nad turystyką kosmiczną. Po pierwszych podbojach w kosmosie wydawało się, że komercyjne loty poza ziemską atmosferę to kwestia najbliższych lat. Kiedy w 2001 roku Dennis Tito wykupił podróż na Międzynarodową Stację Kosmiczną za pośrednictwem amerykańskiej firmy Space Adventures, wszystko wskazywało na to, że niebawem każdy chętny turysta będzie mógł podziwiać Ziemię z kosmosu. Do tej pory jednak zorganizowano jedynie kilka komercyjnych lotów w kosmos za pośrednictwem rosyjskiego statku kosmicznego Sojuz. Każdy z lotów kosztował  minimum 20 mln dol.

Rosyjski program lotów komercyjnych został jednak wstrzymany w 2010 roku i do tej pory turystyka kosmiczna w zasadzie nie istniała. W 2019 roku NASA zapowiedziała pierwsze prywatne loty kosmiczne za pośrednictwem statków kosmicznych SpaceX i Boeinga. Jeden dzień pobytu na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej ma kosztować 35 tys. dol., nie wliczając w to kosztów przelotu w obie strony.

O tym, że komercyjne loty w kosmos to kwestia najbliższych miesięcy, przekonała udana próba wystrzelenia statku Crew Dragon w maju 2020 roku, dzięki czemu SpaceX dostarczyła dwóch astronautów na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Teraz umowę z NASA na prywatne loty w kosmos podpisała także firma Virgin Galactic.

Umowa między Virgin Galactic i NASA może być milowym krokiem w turystyce kosmicznej, choć w ostatnich latach nie brakowało eksperymentalnych lotów. Pojazd suborbitalny New Shepard firmy Blue Origin odbył już kilkanaście lotów. Do tej pory z lotów testowych skorzystało ok. 100 osób. Rocket Lab jest kolejną prywatną firmą, która oferuje pionierskie misje dedykowane dla małych satelitów za pośrednictwem rakiety elektronowej.

Firma Virgin Galactic opracowała program Future Astronaut Readiness. Jej doświadczenie w przestrzeni kosmicznej może odegrać ważną rolę w szkoleniu do podróży orbitalnych, przede wszystkim umożliwiając pasażerom zapoznanie się z przeciążeniami podczas lotów kosmicznych. To wszystko sprawia, że już wkrótce komercyjne loty w kosmos staną się znacznie częstsze.

– Podjęliśmy do tej pory niezrównaną liczbę zobowiązań w zakresie komercyjnych lotów kosmicznych. Na podstawie tych doświadczeń możemy podzielić się naszą wiedzą w rozwoju kolejnego segmentu nowego przemysłu kosmicznego. Chcemy przybliżyć perspektywę planetarną wielu tysiącom ludzi – podkreśla George Whitesides.

(Newseria)

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/kosmos-dla-turystow-coraz,p1614696219

Rząd chce wprowadzić nową opłatę od sprzętu elektronicznego. Ceny laptopów czy smartfonów mogą być nawet kilkaset złotych wyższe

Około 1 mld zł rocznie – taka kwota miałaby trafić do organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi po wprowadzeniu nowej daniny, tzw. opłaty reprograficznej obejmującej smartfony, tablety czy laptopy. Prezes Federacji Konsumentów podkreśla, że wprost przełoży się to na wyższe ceny sprzętów elektronicznych. W przypadku laptopa ze średniej półki cenowej obłożenie go podatkiem w wysokości minimum 6 proc. spowoduje wzrost jego ceny o kilkaset złotych. Tymczasem konsumenci już w tej chwili są kilkukrotnie opodatkowani za korzystanie z treści w internecie.

 Przyjęliśmy z dużym niepokojem zapowiedzi wprowadzenia nowego podatku od urządzeń elektronicznych: smartfonów, tabletów, laptopów czy telewizorów z funkcją smart, czyli elektroniki, z której wszyscy na co dzień korzystamy w gospodarstwach domowych. To de facto jest podatek, chociaż nazywa się go opłatą reprograficzną – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Kamil Pluskwa-Dąbrowski, prezes Rady Krajowej Federacji Konsumentów.

Opłata reprograficzna w założeniu ma rekompensować twórcom straty ponoszone z powodu tego, że konsumenci zamiast kupować treści, kopiują je i przechowują na użytek własny. W Polsce ta danina jest doliczana do cen urządzeń i nośników służących do kopiowania treści, takich jak np. skanery czy płyty CD, i trafia do artystów za pośrednictwem organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi. Większość objętych nią urządzeń jest jednak przestarzała – opłata nie uwzględnia m.in. laptopów i smartfonów. Pod koniec kwietnia wicepremier Piotr Gliński zapowiedział, że zostanie ona zaktualizowana, ponieważ Polska jest jednym z ostatnich europejskich krajów, które nie mają jeszcze zaktualizowanej opłaty reprograficznej. Wedle zapowiedzi nowa danina będzie nie niższa niż 6 proc. wartości sprzętu elektronicznego.

– To bardzo duża kwota, zważywszy na to, jaki jest wolumen rynku smartfonów, telewizorów i laptopów. Do organizacji zbiorowego zarządzania miałoby trafić około 1 mld zł rocznie. To oznacza, że te pieniądze zostaną zabrane z naszych domowych budżetów. W sytuacji, w której wszyscy się teraz znaleźliśmy, kiedy jeden laptop w domu okazuje się niewystarczający, te sprzęty stały się dobrem pierwszej potrzeby. To już nie jest jakieś ekskluzywne dobro służące rozrywce, każde gospodarstwo domowe go potrzebuje – i to często więcej niż jednej sztuki. Uważamy, że sięganie do kieszeni Polaków w takiej sytuacji jest mocno niepokojące – podkreśla Kamil Pluskwa-Dąbrowski.

Jak ocenia, wprowadzenie nowej daniny spowoduje wzrost cen sprzętów elektronicznych. Marże na tym rynku już w tej chwili są bardzo niskie. Dlatego producenci czy importerzy nie wezmą na siebie nowej opłaty i przerzucą ją na konsumentów.

– W przypadku laptopa, który kosztuje 2,5 tys. zł, danina w wysokości 6 proc. przełoży się na wzrost rzędu 150 zł. To znaczy, że te towary staną się dla pewnych grup trudniej dostępne. Gospodarstwo domowe, które ma trójkę lub czwórkę dzieci w szkole i wszystkie muszą korzystać z laptopa, poniesie znaczący wydatek w domowym budżecie. Może to prowadzić do zjawiska ograniczenia dostępności tego sprzętu, przyczyniać się do wykluczenia cyfrowego. W obecnej sytuacji – kiedy nasze życie podczas pandemii stało się jeszcze bardziej cyfrowe niż dotychczas – wywoła to niekorzystne skutki społeczne – mówi prezes Federacji Konsumentów.

Podkreśla, że w czasie pandemii, zdalnej pracy i nauki zdalnej, na progu dużego kryzysu gospodarczego i trudnej sytuacji gospodarstw domowych obecny moment jest najgorszym możliwym na wprowadzanie nowej daniny, która nie ma zresztą żadnego uzasadnienia.

 Nie ma logicznego związku pomiędzy zakupem smartfona a szkodą, którą poniesie jakikolwiek artysta. Konsumenci używają laptopów czy smartfonów do zupełnie innych celów. Korzystają głównie z treści pobieranych online z internetu, komunikacji mailowej czy za pośrednictwem komunikatorów. To zastosowanie, o którym mówimy przy opłacie reprograficznej, jest marginalne. Potwierdza to szybki rozwój platform cyfrowych, które sprzedają content. W dzisiejszych czasach mało kto trzyma pliki muzyczne na swoim telefonie – przekonuje Kamil Pluskwa-Dąbrowski. – Środowisko, które proponuje to rozwiązanie, w ogóle nie uwzględnia tych argumentów. Opieramy się na stereotypie i opinii wyrobionej kilkanaście lat temu, kiedy nie mieliśmy powszechnego dostępu do internetu i kiedy podstawowym narzędziem był odtwarzacz MP3. Ale ta sytuacja się już zmieniła, świat się scyfryzował.

Obecnie każdy utwór muzyczny, film czy inny rodzaj twórczości artysty jest opatrzony licencją. Konsumenci za nią płacą, a platformy streamingowe rozliczają się z artystami. Dodatkowo wprowadzony został jeszcze podatek w wysokości 1,5 proc. dla tych platform, a na forum europejskim trwają rozmowy dotyczące tzw. podatku cyfrowego dla dużych podmiotów. To oznacza, że konsumenci już w tej chwili są kilkukrotnie opodatkowani za korzystanie z treści w internecie. Nakładanie na nich kolejnej daniny jest wątpliwe, tymczasem artyści i tak na niej nie skorzystają.

 Opłaty na rzecz organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi ponosimy od bardzo dawna. Jest opłata reprograficzna na nośniki typu pendrive czy nawet na papier. Okazuje się, że zarządzanie tymi środkami jest po prostu nieefektywne. Na kontach organizacji zbiorowego zarządzania leżą nierozdysponowane miliardy złotych. W związku z pandemią i ryzykiem utraty dochodów organizacje zawodowe wprowadzają różne programy pomocowe dla swoich przedstawicieli, świadczenia na rzecz tych grup. Jednak artyści zostali zostawieni sami sobie. Dlatego uważamy, że w pierwszej kolejności należałoby usprawnić ten system i sprawić, żeby był bardziej przejrzysty, a dopiero potem szukać dodatkowych pieniędzy – mówi prezes Rady Krajowej Federacji Konsumentów.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/rzad-chce-wprowadzic,p1055116369