Nowa platforma 5G przyspieszy rozwój najnowszych technologii. Dzięki wsparciu sztucznej inteligencji zrewolucjonizuje rynek robotów i dronów [DEPESZA]

Roboty potrafią już coraz więcej. Wyposażone w sztuczną inteligencję zastępują ludzi nie tylko w przemyśle. Sprawdzają się też w medycynie, obsłudze klientów czy w szkołach. Innowacyjnych, energooszczędnych robotów o dużej mocy obliczeniowej będzie coraz więcej – platforma Qualcomm Robotics RB5 przyspieszy ich rozwój poprzez wsparcie w zakresie 5G i sztucznej inteligencji. Pomagamy w tworzeniu bezpieczniejszych i inteligentniejszych robotów niż kiedykolwiek wcześniej – przekonuje Dev Singh z Qualcomm Technologies.

Rewolucja w robotyce gwałtownie przyspiesza. Dzięki postępowi technologicznemu w automatyce, magazynowaniu energii, sztucznej inteligencji i uczeniu maszynowym roboty potrafią coraz więcej i stopniowo przejmują zadania wykonywane przez ludzi.  Oxford Economics ocenia, że do 2030 roku liczba robotów przekroczy 20 mln. Wszystko wskazuje jednak na to, że będzie ich jeszcze więcej, a przy tym będą potrafić znacznie więcej niż obecnie.

Technologia 5G wpłynie na sztuczną inteligencję, internet rzeczy i robotykę. Aby działać skutecznie, roboty muszą wymieniać ogromne ilości danych z systemami i siłą roboczą, do czego potrzebna jest pojemność i możliwości sieci 5G. Przykładowo w rolnictwie mogą łatwo monitorować stan upraw i wysyłać rolnikom wideo i informacje w czasie zbliżonym do rzeczywistego. Po otrzymaniu instrukcji mogłyby następnie wykonać pożądane czynności.

Teraz o takie roboty będzie znacznie łatwiej. Firma Qualcomm wprowadziła pierwszą na świecie platformę robotyki z obsługą 5G i SI. Dzięki temu przyspieszy powstawanie nowoczesnych maszyn, m.in. autonomicznych dronów.

– Dzięki platformie Robotics RB5  pomożemy w przyspieszeniu rozwoju szerokiej gamy segmentów robotyki, takich jak autonomiczne roboty mobilne (AMR), roboty dostawcze, inspekcyjne, inwentaryzacyjne, przemysłowe i współpracujące, a także bezzałogowe statki powietrzne. Umożliwimy w ten sposób wykorzystanie zastosowań robotyki Przemysłu 4.0 i wylejemy fundamenty w obszarze zarządzania ruchem powietrznym dronów – mówi Dev Singh, szef działu autonomicznej robotyki, dronów i inteligentnych maszyn w Qualcomm Technologies.

To pierwsza platforma,  która oferuje wsparcie dla technologii 5G. Robotics RB5 to zestaw składający się ze sprzętu, oprogramowania oraz niezbędnych narzędzi deweloperskich –  m.in. ośmiordzeniowego CPU z rdzeniami Kryo i procesora graficznego Adreno 650 oraz silnika przetwarzania obrazu Spectra 480 ISP. Platforma umożliwia też nagrywanie wideo w rozdzielczości 8K w 30 klatkach na sekundę, a także wykonywanie zdjęć 200 MP. Co więcej, przy zdolności do 15 teraoperacji na sekundę (TOPS) ułatwi prace ze sztuczną inteligencją czy deep learning.

Qualcomm przekonuje, że platforma dostarcza kluczowe elementy konstrukcyjne dla każdego rodzaju robota – od konsumenckiego do przemysłowego. Heterogeniczna platforma obliczeniowa jest zaś idealnym mózgiem dla robotów.

– W Qualcomm Technologies mamy duże doświadczenie w zakresie technologii bezprzewodowej wspieranej sztuczną inteligencją, mobilnym przetwarzaniem i łącznością. Wykorzystując swoją głęboko zakorzenioną wiedzę na temat systemów mobilnych w branży robotyki, pomagamy w tworzeniu silniejszych, bezpieczniejszych i inteligentniejszych robotów niż kiedykolwiek wcześniej – przekonuje Dev Singh.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/nowa-platforma-5g,p1058739069

Montaż Serwis i Naprawa pieców gazowych we Wrocławiu i okolicy

Montaż Serwis i Naprawa pieców gazowych we Wrocławiu i okolicy. Jesteśmy wykwalifikowaną kadrą która od wielu lat działa na rynku Wrocławskim świadcząc usługi na najwyższym poziomie. Zadbaj o swoje bezpieczeństwo!

Montaż pieca gazowego najlepiej wykonać za pośrednictwem wykwalifikowanych przez producenta serwisantów, gdyż wykonywanie montażu samemu w swoim domu może skończyć się stratą mnóstwa czasu i brakiem gwarancji, że zrobisz to poprawnie. Instalację pieca musi wykonać osoba z uprawnieniami gazowymi jak i elektrycznymi.

Co warto Należy pamiętać wybierając firmę do montażu kotła gazowego? Należy sprawdzić czy firma ma uprawienia nadane przez producenta danego kotła na naprawę i serwis.

Naprawa kotłów gazowych we Wrocławiu

We Wrocławiu i jego okolicach znaleźć możemy wielu chętnych pomóc Ci instalatorów, natomiast polecanych i godnych uwagi jest znacznie mniej.

Poziom usług montażu kotłów gazowych na wrocławskim rynku jest bardzo zróżnicowany.

Zajmujemy się https://abc-gaz.pl/

  • Naprawa Pieców Gazowych. Naprawiamy piece i kotły gazowe wielu producentów np. Viessmann
  • Serwis Kotłów gazowych Wrocław i okolice. Serwis pieców gazowych pozwala zachować dużą wydajność pieca gazowego
  • Montaż pieców gazowych. Jesteśmy kadrą wykwalifikowanych instalatorów po wielu szkoleniach i kursach
  • Przeglądy pieców gazowych. Wykonujemy coroczne przeglądy – zadbaj o bezpieczeństwo swojej rodziny

Firma z wieloletnim doświadczeniem. Zadbamy o Twoje bezpieczeństwo w domu. Wykonanie oględzin i wycenę przygotujemy za darmo.

Zapraszamy do skorzystania  z naszych usług w zakresie serwisowania kotłów gazowych.

Poważne problemy na rynku pracy mogą się zacząć dopiero jesienią. W tym roku nie ma też co liczyć na wzrost płac

Według danych GUS bezrobocie rośnie wolno, ale prawdopodobnie przyspieszy pod koniec tego roku. – Stopa bezrobocia w grudniu wyniesie 8–9 proc., a poziom jednocyfrowy będzie można uznać za sukces – prognozuje doradca Konfederacji Lewiatan, prof. Jacek Męcina z Uniwersytetu Warszawskiego. Jak ocenia, druga fala pandemii lub wzrost zachorowań na grypę jesienią może wywołać falę zwolnień grupowych, choć nie będzie ona duża. Jednak w tym roku nie należy spodziewać się ani wzrostu zatrudnienia, ani wzrostu płac. Po wygaśnięciu pandemii rynek pracy czeka natomiast transformacja i masowa cyfryzacja, do której należałoby już w tej chwili przygotowywać zarówno firmy, jak i pracowników.

– Pandemia mocno zmroziła gospodarkę, co trwało na szczęście dość krótko i przypadło na okres ożywienia na rynku pracy i prac sezonowych. Niebagatelne znaczenie miały też tarcze antykryzysowe. Prawie każdy potrzebujący: zarówno przedsiębiorca – zwłaszcza mikro- i mały, jak i obywatel, który był na kwarantannie czy stracił pracę z powodu zamknięcia firmy lub wstrzymania działalności, mógł się odnaleźć w systemie świadczeń. Jednak – mimo że ostatnie dane GUS na temat zatrudnienia i wynagrodzeń nie są wcale pesymistyczne – to niestety wydaje się, że najgorsze na rynku pracy jeszcze przed nami – prognozuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes prof. Jacek Męcina.

W tej chwili polska gospodarka jest na etapie stopniowego odmrażania po lockdownie wywołanym pandemią SARS-CoV-2. Jednak – jak podkreśla ekspert – nieprędko wróci do pełnego potencjału. Po pierwsze, wyraźnie widać już kryzys popytowy spowodowany tym, że gospodarstwa domowe nie są skore do wydawania i inwestowania pieniędzy, trzymając gotówkę na „czarną godzinę” w obawie przed spodziewaną recesją. Przerwy w łańcuchach dostaw powodują też, że wiele branż odmraża swoją działalność bardzo powoli, a przez rządowe obostrzenia, które zostały utrzymane w obawie przed dalszym rozprzestrzenianiem się koronawirusa, wydajność firm produkcyjnych czy usługowych nie jest tak wysoka jak przed pandemią.

– W okolicach września lub października niestety uderzy w nas kolejna fala pandemii albo ze względu na warunki atmosferyczne ludzie będą po prostu częściej chorować. A trzeba pamiętać, że w warunkach pandemii każdy katar czy podwyższona temperatura będzie oznaczać troskę o zdrowie własne i najbliższych i udanie się na L4. To wszystko powoduje, że w IV kwartale możemy mieć do czynienia ze zwolnieniami grupowymi. One nie powinny być duże, ale jednak sukcesem będzie, jeżeli bezrobocie zamknie się na poziomie jednocyfrowym. Przewiduję ok. 8–9 proc. stopy bezrobocia – mówi doradca Konfederacji Lewiatan.

Polski rynek pracy w momencie wejścia w okres pandemii i lockdownu był w bardzo dobrej kondycji, a stopa bezrobocia w lutym wynosiła 5,5 proc. Według danych GUS za maj br. obecnie zwiększyła się do 6 proc. (wzrost o 0,2 pkt proc. wobec kwietnia), a liczba bezrobotnych zarejestrowanych w powiatowych urzędach pracy wyniosła 1011,7 tys. To oznacza, że od początku pandemii wzrost bezrobocia jest stosunkowo niewielki. Po części wynika to jednak z ostrożnych ruchów kadrowych w firmach, które czekają na rozwój sytuacji gospodarczej i na razie wciąż korzystają z rządowych form wsparcia, próbując uniknąć radykalnych zwolnień.

– Nastroje wśród przedsiębiorców są umiarkowane. Panuje pesymizm i troska o przyszłość. Na pewno skłonność do inwestycji, a więc także skłonność do zwiększania zatrudnienia, jest bardzo niewielka. Oczywiście te wzrosty będziemy obserwować w branżach sezonowych, np. w turystyce czy rolnictwie, ale nie należy spodziewać się znaczącego wzrostu zatrudnienia w produkcji czy usługach. Ono będzie raczej maleć. Co za tym idzie, na wzrost płac w 2020 roku także nie ma co liczyć – mówi prof. Jacek Męcina.

Ostrożność przedsiębiorców potwierdzają też dane Grant Thornton („Rynek pracy w czasie COVID-19”), które pokazują, że w maju tego roku na 50 największych portalach rekrutacyjnych w Polsce pracodawcy opublikowali 195,1 tys. nowych ofert pracy. To aż 42-proc. spadek w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. W kwietniu spadek był jeszcze większy i wyniósł aż 50,7 proc.

Co istotne, zdaniem części ekspertów dane GUS dotyczące stopy bezrobocia mogą być zaniżone, ponieważ po utracie pracy wskutek pandemii część osób nie zarejestrowała się jako bezrobotne, ale od razu zaczęła szukać nowego zajęcia na własną rękę, ponieważ urzędy pracy przez kilka tygodni pozostawały zamknięte. Według badania „Diagnoza+”, przeprowadzonego przez Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych, UW i ośrodek badawczy GRAPE, stopa bezrobocia już w kwietniu była dużo wyższa i sięgała 10,3 proc., a bez pracy pozostawało około 1,5 mln Polaków.

– Ostatni pomiar GUS pokazuje też, że i wzrosty wynagrodzeń są bardzo niewielkie. W ubiegłym roku obserwowaliśmy ponad 7-proc. wzrost, a w tym na pewno będzie on co najmniej o połowę niższy. Płace mogą spadać też ze względu na fakt, że firmy, chroniąc miejsca pracy, ograniczyły premie i bonusy. To wpłynie na pomiar przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce – mówi ekspert.

Prawdziwej recesji na dużą skalę w II połowie tego roku, kiedy wygaśnie pomoc z rządowych tarcz antykryzysowych, spodziewają się też analitycy Euler Hermes, którzy na jesień prognozują dużą falę upadłości polskich firm.

– Analiza tarcz antykryzysowych pokazuje, że rzeczywiście dla każdego znalazło się w nich coś fajnego, ale firmy bardzo narzekają, że spowodowały one straszny bałagan legislacyjny. Tych instrumentów wsparcia pojawiło się tak wiele, że przedsiębiorcy zaczęli się w nich gubić – mówi prof. Jacek Męcina. – Przypomnijmy, że sytuacja finansów publicznych na pewno też będzie trudna. Kiedy na koniec lipca rząd pokaże założenia budżetu na rok 2021, wtedy odkryjemy, jak duży będzie planowany deficyt, i dowiemy się, jakie było wykonanie budżetu, przynajmniej w pierwszej połowie tego roku.

Ekspert Konfederacji Lewiatan prognozuje też, że rynek pracy po pandemii SARS-CoV-2 czeka transformacja i masowa cyfryzacja, do której należałoby już w tej chwili przygotowywać zarówno firmy, jak i pracowników.

– Ta powszechność zdalnych usług i pracy zdalnej spowoduje z jednej strony spadek zapotrzebowania na część pracowników, a z drugiej – wzmożone inwestycje w usługi cyfrowe, być może też szersze wykorzystanie sztucznej inteligencji w niektórych sektorach. W efekcie część pracowników może stracić zatrudnienie, a część będzie się musiała przekwalifikować. Dlatego trzeba się zastanowić nad przygotowaniem specjalnych instrumentów restrukturyzacyjnych, aby nie bronić bez sensu miejsc pracy, które i tak trzeba będzie zlikwidować, i pomóc pracownikom przejść przez tę transformację na rynku pracy – mówi.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/powazne-problemy-na-rynku,p1084923504

UFG: Polski turysta lepiej chroniony niż niemiecki. Systemem nie zachwiały nawet problemy spowodowane pandemią

W kwietniu i maju Polacy odwołali blisko pół miliona wycieczek. W efekcie Turystyczny Fundusz Gwarancyjny nie tylko otrzymał mniej składek, ale musi też zwrócić biurom ok. 4–5 mln zł. – To równowartość miesięcznych wpływów z ubiegłego roku, więc system jest stabilny – podkreśla Marek Niechciał, członek zarządu Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego odpowiedzialny za TFG. Jak pokazały doświadczenia ostatnich lat, działa on sprawnie i lepiej chroni turystów niż chociażby system niemiecki. Wątpliwości organizatorów wypoczynku budzą niektóre zasady działania wprowadzonych w tarczy antykryzysowej rozwiązań.

– W kwietniu i maju mieliśmy po 200 tys. rozwiązanych umów, czyli łącznie jest to ponad 400 tys. To oznacza konieczność zwrotu składek na TFG, dla nas są to koszty równe mniej więcej miesięcznej składce, która w normalnych miesiącach wpływała do TFG, czyli 4–5 mln zł – mówi agencji Newseria Biznes Marek Niechciał, członek zarządu Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego odpowiedzialny za Turystyczny Fundusz Gwarancyjny.

Funkcjonowanie TFG, który działa od końcówki 2016 roku, jest kluczowe z punktu widzenia klientów touroperatorów jako dodatkowe zabezpieczenie ich interesów. W przypadku niewypłacalności biura podróży ubezpieczyciele, u których dany podmiot miał wykupioną gwarancję, zajmują się organizacją powrotu turystów z wakacji i zwrotem kosztów wycieczek (I filar systemu). Jeśli środków z gwarancji zabraknie, do gry wchodzi TFG (II filar). Jego zasoby finansowe pochodzą od biur podróży, które opłacają składkę za każdego uczestnika imprezy turystycznej. Jej wysokość zależy m.in. od kraju wyjazdu czy środka transportu, którym przemieszczają się turyści.

– W Polsce turysta, który wyjeżdża z biurem podróży, jest bardzo dobrze chroniony, lepiej niż w Niemczech. Gdy tam upadło biuro Neckermann, to okazało się, że gwarancje są za małe – wyjaśnia członek zarządu UFG. – Czy państwo słyszeli o tym, że w ostatnich dwóch latach zbankrutowało 12 biur podróży? O Neckermannie słyszeliśmy, bo to był przypadek międzynarodowy, ale o tym, żeby były jakieś kłopoty, żeby polscy turyści koczowali pod hotelami czy że specjalny samolot rządowy po nich leci, nie słyszeliśmy. Dlaczego? Bo system zadziałał. Tylko w trzech przypadkach środków z gwarancji nie starczyło i musiał być zaangażowany Turystyczny Fundusz Gwarancyjny, który łącznie wypłacił mniej więcej 2–3 mln zł. Dotyczyło to dwóch–trzech biur podróży.

Z danych TFG wynika, że tylko w pierwszym kwartale tego roku sprzedaż imprez turystycznych spadła o ok. 30 proc. r/r. Sprzedano ponad 700 tys. imprez mniej. Po raz pierwszy, od kiedy działa fundusz, wpłynęło do niego mniej składek, niż musiał zwrócić biurom podróży z powodu rozwiązywania umów z klientami. Jak jednak przekonuje ekspert, sytuacja TFG jest stabilna, a klienci mogą czuć się bezpiecznie.

 System jest nadal bezpieczny, bo środków jest dużo. To ok. 160 mln zł, a sprzedaż na lato 2020 roku przed pandemią jeszcze nie zdążyła się rozwinąć. W związku z tym zobowiązania firm turystycznych są względnie małe w stosunku do zwykłego sezonu. Gdyby pandemia wybuchła w czerwcu, kiedy wszyscy już kupili wycieczki, a nie tylko wpłacili zaliczki, to wtedy rzeczywiście system byłby bardziej narażony – ocenia Marek Niechciał.

Zgodnie z przepisami TFG jest zobowiązany zwrócić touroperatorowi środki w przypadku rozwiązania umowy z klientem. Tarcza antykryzysowa wydłużyła czas, jaki biura podróży mają na zwrot wpłaconych środków turystom, z 14 do 180 dni i umożliwiła im – za zgodą konsumenta – wymianę odwołanego wyjazdu na voucher ważny przez rok. To ułatwienia dla organizatorów, ale zasady działania wciąż budzą ich wątpliwości.

– Firmy myślą, że mogą od razu przyjść do nas i prosić o zwrot składek, ale najpierw muszą zwrócić koszty konsumentom i dopiero wówczas starać się u nas o zwrot. Nie może być tak, że do nas przychodzą od razu, a konsumentom wypłacą środki po 180 dniach. Tak samo jeśli zamieniają wycieczkę na voucher za zgodą konsumenta, to też nie mogą przyjść do nas po zwrot składki. Ryzyko w systemie nadal istnieje, bo za pół roku może się okazać, że konsument nie będzie miał z kim wyjechać, ponieważ biuro będzie miało kłopoty – podkreśla przedstawiciel UFG.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/ufg-polski-turysta-lepiej,p1573194149

W dobie pandemii zyskują inteligentne rozwiązania do zdalnej obsługi i monitoringu. Może być to rewolucja w najmie krótkoterminowym i hotelach

Dynamiczny rozwój branży internetu rzeczy zwiększył zainteresowanie inteligentnymi systemami ze strony właścicieli mieszkań oraz nieruchomości przeznaczonych do wynajmu krótkoterminowego. Czujniki i zamki elektroniczne automatyzują proces obsługi gości i dbania o nieruchomość bez konieczności instalowania kamer CCTV, a inteligentne systemy komunikacyjne usprawniają komunikację z zarządcami obiektu. Technologia tego typu może zwiększyć także bezpieczeństwo zakładów pracy oraz części wspólnych spółdzielni mieszkaniowych.

Technologie z sektora internetu rzeczy automatyzują branżę wynajmu krótkoterminowego na wszystkich płaszczyznach. Dobrym przykładem rozwiązań tego typu są inteligentne zamki przystosowane do udzielania gościom dostępu do pomieszczeń bez konieczności korzystania z kluczy bądź kart RFID. W produkcji sprzętu tego typu wyspecjalizowała się m.in. firma smartLock, projektant elektronicznego zamka sterowanego z poziomu aplikacji mobilnej. Zarządca nieruchomości może za jego pośrednictwem zdalnie przydzielać gościom kody dostępowe, dezaktywować je oraz monitorować, jak często i przez kogo otwierany był dany zamek. Dzięki temu system pozwoli sprawdzić, czy goście wymeldowali się z obiektu o określonej godzinie.

– Proces automatyzacji wynajmu krótkoterminowego odbywa się od początku powstania tej branży. Udostępnia się klucze w sposób autonomiczny czy organizuje odbieranie zgłoszeń chętnych przez tzw. channel managery. W RentEye monitorujemy zadymienie, hałas, temperaturę i wilgotność. O wszystkich tych parametrach administrator jest informowany w sposób ciągły w czasie rzeczywistym – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Robert Kondracki, prezes RE.

Firma RentEye zaprojektowała system elektronicznego nadzoru nad nieruchomością nieingerujący w prywatność osób wynajmujących. Urządzenie wyposażono w szereg inteligentnych czujników do monitoringu, które nie zbierają danych wrażliwych. System śledzi wyłącznie parametry w pełni zanonimizowane, takie jak np. natężenie dźwięku. Może wychwycić zbyt głośne zachowanie gości, ale już nie dokładną treść rozmów prowadzonych w wynajmowanych pomieszczeniach.

– Właściciel powinien poinformować wynajmującego o tym, że mieszkanie jest monitorowane, może to zrobić przez odpowiedni punkt w regulaminie. System o jakichkolwiek naruszeniach informuje właściciela w postaci SMS-ów, maili oraz push notyfikacji w aplikacji mobilnej. Jest obsługiwany przez aplikację mobilną, dzięki której właściciel na żywo widzi, jaka jest sytuacja w mieszkaniu, oraz może korygować poziomy alarmów – tłumaczy ekspert.

Systemy inteligentne przyspieszają także wykonywanie niektórych czynności, które do niedawna wymagały bezpośredniego kontaktu z personelem. SmartHotel to narzędzie do zdalnej komunikacji z personelem hotelowym. Goście ośrodków wyposażonych w technologię od tego start-upu mogą skorzystać m.in. z chatbotów oraz systemów smart TV, aby zgłosić usterki czy zamówić usługi, bez konieczności nawiązywania kontaktu z obsługą hotelu. Zgłoszenia przyjmowane są bezpośrednio przez system informatyczny przez 24 godziny na dobę.

Rozwiązania takie jak RentEye znajdą jednak zastosowanie w znacznie większej liczbie branż.

– Rozmawiamy z rolnikami, którzy chcieliby monitorować swoje uprawy. Wykorzystamy cały system do zbierania danych, wysyłania notyfikacji i alarmów, a czujnik zmieni się w jakimś stopniu, żeby dostosować się do odbiorcy. Świetnym miejscem do wykorzystania systemu jest duży przemysł, gdzie należy monitorować nawet same maszyny, oraz także wspólnoty i spółdzielnie mieszkaniowe zainteresowane monitorowaniem części wspólnych. Dzięki niemu  dokładnie wiedzą, co się w nich dzieje i którzy lokatorzy nadużywają możliwości, jakie daje mieszkanie w danej nieruchomości – wskazuje Robert Kondracki.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rynku domowych systemów bezpieczeństwa w 2018 roku wyniosła 45,6 mld dol. Przewiduje się, że do 2023 roku wzrośnie do 74,5 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 10 proc.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/w-dobie-pandemii-zyskuja,p979606747

Japończycy zbudowali najszybszy superkomputer świata. Ma pomóc w rozwiązaniu wyzwań dotyczących m.in. COVID-19 [DEPESZA]

Od lat firmy technologiczne konkurują ze sobą na rynku superkomputerów. Konstruują coraz to wydajniejsze maszyny, które mają sprawniej i szybciej przeprowadzać skomplikowane operacje matematyczne na potrzeby nauk biologicznych, fizycznych czy astronomicznych. Zwieńczeniem starań inżynierów jest coroczny ranking TOP500 kategoryzujący najszybsze komputery świata. W 55. edycji na szczyt listy trafiła japońska maszyna Fugaku, deklasując dotychczasowego lidera, superkomputer Summit od firmy IBM.

– Dziesięć lat po zaproponowaniu początkowej koncepcji i sześć lat po oficjalnym rozpoczęciu projektu Fugaku jest już prawie ukończone. Superkomputer został opracowany zgodnie z ideą osiągnięcia wysokiej wydajności w różnych aplikacjach o dużym znaczeniu społecznym, takich jak osiągnięcia Społeczności 5.0. Cieszymy się, że okazał się znakomity we wszystkich głównych testach superkomputerowych – mówi Satoshi Matsuoka, dyrektor Centrum Nauk Obliczeniowych Riken (R-CCS).

Fugaku oparto na 48-rdzeniowym układzie Fujitsu A64FX SoC i jest to pierwsza maszyna wykonana w architekturze ARM, która wspięła się na szczyt listy najwydajniejszych superkomputerów świata. W testach High Performance Linpack urządzenie osiągnęło wynik rzędu 415,5 petaflopsów, 2,8-krotnie wyższy niż dotychczasowy lider, Summit IBM. Szczytowa wydajność Fugaku jest jeszcze wyższa – w teorii superkomputer może osiągnąć moc jednego eksaflopsa.

– Oprócz wykorzystania go jako superkomputera mam nadzieję, że opracowana dla niego najnowocześniejsza technologia informatyczna przyczyni się do znacznych postępów w trudnych wyzwaniach społecznych, takich jak SARS-CoV-2 – wskazuje Satoshi Matsuoka.

Choć Fugaku ma osiągnąć pełną moc obliczeniową dopiero w przyszłym roku, prawdopodobnie nie utrzyma zbyt długo swojego rekordu. W niedalekiej przyszłości na szczycie listy TOP500 mogą zadebiutować komputery oparte na procesorach AMD Epyc, które mogą zdominować ten ranking. Pierwszą maszyną, która spróbuje pobić rekord Fugaku, będzie superkomputer Frontier opracowany przez inżynierów AMD oraz Cray. Według wstępnych założeń maszyna pojawi się na rynku w 2021 roku i będzie pracować przy wydajności rzędu 1,5 eksaflopsa.

Dwa lata później poprzeczkę wydajnościową ma podnieść El Capitan pracujący na podzespołach Epyc Genoa i Radeon Instinct. Superkomputer powstanie na zamówienie amerykańskiej Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Jądrowego i ma sprawdzić się w roli narzędzia do przeprowadzania symulowanych reakcji jądrowych. Wstępne plany zakładają, że El Capitan rozpocznie funkcjonowanie w 2023 roku i będzie w stanie przetwarzać dane z wydajnością ok. 2 eksaflopsów.

Warto zauważyć, że granicę 2 eksaflopsów już teraz udało się przekroczyć dzięki wirtualnemu superkomputerowi Folding@home. Ta platforma naukowa wykorzystywana m.in. do badań nad pozyskaniem leku na COVID-19 odchodzi od idei tworzenia zintegrowanej jednostki i stawia na działania rozproszone. Sieć działa w formie chmury obliczeniowej, do której mogą dołączyć się użytkownicy przemysłowi i domowi z całego świata, łącząc moc wielu komputerów w jeden, wysoce wydajny wirtualny komputer. Obecnie Folding@home może pochwalić się mocą obliczeniową rzędu 2,4 eksaflopsów.

Obecnie to jednak ARM króluje w segmencie superkomputerów. Dobra passa amerykańskiego producenta obejmuje również procesory konsumenckie. Apple właśnie ogłosiło przejście z układów Intela na procesory własnej produkcji, oparte właśnie na architekturze ARM. Transformacja ma potrwać dwa lata. ARM jest już także szeroko wykorzystywany w smartfonach, co wskazuje na wszechstronność platformy.

– Fugaku wskazuje na radykalną zmianę w rodzaju obliczeń tradycyjnie stosowanych w superkomputerach i jest dowodem innowacyjności, która może nastąpić w przypadku elastycznych rozwiązań obliczeniowych napędzanych silnym ekosystemem. W przypadku ARM to osiągnięcie pokazuje energooszczędność, wydajność i skalowalność naszej platformy obliczeniowej, która obecnie obejmuje zarówno smartfony, jak i najszybszy superkomputer na świecie – mówi Rene Haas, prezes IP Group w ARM.

Według firmy badawczej Technavio globalny rynek superkomputerów do 2024 roku ma się rozwijać w tempie 28 proc. w skali roku.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/japoczycy-zbudowali,p2078236225

Żaluzje drewniane w mieszkaniu lub domu

Żaluzje drewniane w mieszkaniu. Drewniane żaluzje cieszą się bardzo dużym uznaniem szczególnie wśród osób, którym zależy na wyróżnieniu okien swojego gospodarstwa domowego. Nawet pomimo tego, że są one znacznie droższe niż klasyczne rozwiązania, cieszą się bardzo dużą popularnością, przede wszystkim ze względu na korzyści płynące z ich zastosowania.

Żaluzje drewniane Warszawa

W większości przypadków (mając na myśli rozwiązania klasyczne, a nie produkowane na wymiar pod specjalne zamówienie klienta) żaluzje drewniane składają się z podłużnych lameli o szerokości 25 mm i 50 mm. Dzięki temu mogą one w bardzo elastyczny sposób regulować ilość światła wpadającego do pomieszczenia, co bez wątpienia stanowi jedną z wielu atutów przemawiających na korzyść takiego rozwiązania. https://roletywarszawa.com.pl/zaluzje-drewniane/ W przypadku tego typu żaluzji lamele mogą być ustawiane w sposób, w który pomieszczenie zostaje całkowicie zaciemnione, bądź do pomieszczenia wpada niewielka ilość słonecznych promieni. Oczywiście można też żaluzje drewniane podnieść całkowicie do góry, aby wpuścić dużą ilość światła dziennego do pomieszczenia. W zależności od konkretnego modelu, żaluzje drewniane Warszawa sterowane mogą być ręcznie lub automatycznie.

Idealne rozwiązanie do mieszkania

Nie bez powodu żaluzje drewniane cieszą się tak dużą popularnością. Jest to rozwiązanie idealne w szczególności dla wszystkich tych, którzy cenią sobie połączenie funkcjonalności z klasyczną estetyką. Bez wątpienia za największe atuty wykonanych z drewna żaluzji uznać można:

  • bardzo prosty wygląd,
  • klasyczne i ponadczasowe piękno,
  • ciepła i naturalna stylistyka,
  • praktyczne zastosowanie, dzięki elastycznej możliwości regulacji ilości i kąta wpadania do pomieszczenia promieni słonecznych,
  • wykonanie z ekologicznych materiałów,
  • duże możliwości wyboru rodzaju drewna i jego kolorystyki,
  • możliwość zamontowania na każdym typie okna.

W rzeczywistości żaluzje drewniane występują pod wieloma postaciami. Te najczęściej wybierane to żaluzje:

  • drewniane szerokie,
  • drewniane wąskie,
  • drewniane bezinwazyjne,
  • drewniane elektryczne.

Amerykanie dadzą impuls polskiej gospodarce. Microsoft i Google zainwestują nad Wisłą ponad 3 mld dol.

Aktualizacja 10:10

Google i Microsoft zadeklarowały, że w najbliższych latach zainwestują w Polsce w sumie 3 mld dol., tworząc kilka tysięcy miejsc pracy. Dzięki inwestycjom big-techów – które dadzą impuls krajowej gospodarce – Polska ma stać się głównym hubem cyfrowym w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Amerykanie już w tej chwili są drugim największym inwestorem nad Wisłą – zarówno pod względem zainwestowanych środków, jak i nowo utworzonych miejsc pracy. W ciągu ostatnich 20 lat dzięki inwestycjom firm z USA do Polski trafiło ok. 17 mld zł, a zatrudnienie znalazło ponad 70 tys. osób. Co istotne, średnio co czwarty projekt amerykańskiej firmy w naszym kraju jest związany z rozwojem nowych technologii.

– Stany Zjednoczone są drugim największym w Polsce inwestorem pod względem nakładów inwestycyjnych. To blisko 60 mld zł zainwestowanych od początku lat 90., choć nasze szacunki pokazują, że ta kwota może sięgać nawet 200 mld zł – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jan Kamoji-Czapiński, dyrektor Centrum Inwestycji Strategicznych Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu.

PAIH obsługuje łącznie inwestycje o wartości kilkunastu miliardów złotych rocznie. W ciągu ostatnich trzech lat odnotowała ponaddwukrotny wzrost – z 6 mld zł w 2016 roku do blisko 13 mld zł w ubiegłym roku. Wśród 260 projektów, które wsparła w tym czasie, ponad 1/4 (26 proc.) pochodziła właśnie ze Stanów Zjednoczonych. To 70 amerykańskich inwestycji o łącznej wartości blisko 5 mld zł, dzięki którym powstało w Polsce 22 tys. nowych miejsc pracy. W tej chwili agencja wspiera ponad 30 kolejnych amerykańskich inwestycji nad Wisłą.

– Główne atuty polskiego rynku to z pewnością jakość pracowników, ich wykształcenie, znajomość języków obcych. To przyciągało dotąd wszystkich inwestorów, nie tylko amerykańskich. Akurat w ich przypadku atutem Polski jest również bliskość geopolityczna ze Stanami Zjednoczonymi. Nasze partnerskie stosunki są ważnym czynnikiem, podobnie jak dostępność i jakość infrastruktury, która znacząco poprawiła się w ostatnich latach – mówi Jan Kamoji-Czapiński.

W sumie, począwszy od 2000 roku, PAIH (wcześniej jako PAIiIZ) wsparła już ponad 200 amerykańskich inwestycji w Polsce, których łączna wartość przekroczyła 4 mld euro (17 mld zł) i dzięki którym powstało nad Wisłą blisko 70 tys. miejsc pracy.

– Szacujemy jednak, że ta kwota może być wielokrotnie wyższa i sięgać ok. 60 mld zł, ponieważ amerykańskie firmy wielokrotnie reinwestują tu swoje zyski – mówi dyrektor Centrum Inwestycji Strategicznych PAIH.

Tylko w tym roku Polska Agencja Inwestycji i Handlu wsparła już siedem amerykańskich inwestycji z takich branż jak nowoczesne usługi dla biznesu (BSS), elektronika i AGD. Wśród nich jest m.in. projekt firmy Hyland Software, która planuje utworzyć w Polsce centrum badawczo-rozwojowe, gdzie blisko 80-osobowy zespół inżynierów będzie rozwijać nowe produkty i usługi na potrzeby międzynarodowej grupy. Również w tym roku specjalizująca się w przetwarzaniu danych firma Mohawk zatrudniła 30 programistów i otworzyła swoje biuro w Krakowie. Tam też ruszył najnowszy projekt amerykańskiej spółki Aptiv. Należące do niej centrum badawczo-rozwojowe zatrudnia już ponad 2 tys. inżynierów i 900 specjalistów korporacyjnych i jest jednym z największych laboratoriów B+R firmy na świecie.

Prawie 60 proc. amerykańskich projektów nad Wisłą dotyczy sektora nowoczesnych usług dla biznesu, który odpowiada za ok. 340 tys. miejsc pracy. Jednak średnio co czwarta jest związana z rozwojem wysokich technologii (procesy IT i B+R). To istotne o tyle, że udział tego typu projektów wśród wszystkich obsłużonych przez PAIH od 2000 roku wyniósł raptem 10 proc.

– Branża nowoczesnych technologii IT z pewnością pozostaje perspektywiczna. Ogłoszona niedawno inwestycja Microsoftu i Google’a pokazuje, że będą to gigantyczne inwestycje w centra danych, ale również usługi z nimi związane. W przyszłości liczymy głównie na nowoczesne technologie czy sektor motoryzacyjny, w szczególności związany z elektromobilnością – mówi Jan Kamoji-Czapiński.

Jak poinformował w tym tygodniu szef Polskiego Funduszu Rozwoju Paweł Borys, Google i Microsoft zadeklarowały, że w najbliższych latach zainwestują w Polsce w sumie 3 mld dol. Na początku przyszłego roku nad Wisłą ma wystartować najpierw warta 1,5–2 mld dol. inwestycja w Google Cloud, dzięki której powstanie kilka tysięcy nowych miejsc pracy. Z kolei Microsoft w maju podpisał z operatorem Chmury Krajowej porozumienie, na mocy którego utworzy w Polsce wart około 1 mld dol. regionalny hub technologiczny, czyli pierwszy region przetwarzania danych tej firmy w Europie Środkowo-Wschodniej. Oba projekty mają znacząco napędzić krajową gospodarkę i uczynić z Polski główny, cyfrowy hub w tym regionie Europy. 

Jak dotąd trójkę największych pod względem nakładów inwestorów z USA stanowiły GM Manufacturing, Dell i Guardian Częstochowa. Z kolei największą liczbę nowych miejsc pracy nad Wisłą utworzyły Amazon, IBM i Dell.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/amerykanie-dadza-impuls,p1745763864

Wykluczenie dostawców sprzętu do budowy sieci 5G może znacznie opóźnić jej powstanie. Zwiększy też ceny usług operatorów komórkowych [DEPESZA]

Kolejni europejscy operatorzy telekomunikacyjni deklarują, że nie zamierzają wykluczać żadnych dostawców technologii 5G. Niemiecki Deutsche Telekom, największy operator komórkowy w Europie, zapowiedział, że dalej będzie współpracował z Huawei przy rozbudowie sieci nowej generacji. Jak podkreślają przedstawiciele firm telekomunikacyjnych, tylko otwarty dostęp do rynku pozwoli na szybką budowę 5G. – Wykluczenie dostawców oznacza wyższe koszty budowy sieci 5G dla całego rynku i wyższe ceny dla konsumentów oraz znaczne opóźnienia w rozwoju nowoczesnej telekomunikacji w Polsce – przekonuje Piotr Mieczkowski, dyrektor zarządzający fundacji Digital Poland.

– Najwięksi europejscy operatorzy, tacy jak numer 1 w Europie, czyli firma Deutsche Telekom, czy numer 3 – firma Vodafone, jasno deklarują chęć współpracy ze wszystkimi dostawcami technologii 5G. To słuszne podejście zapewniające Europie od lat wiodącą pozycję w nowoczesnej komunikacji. Do tej pory żadne państwo w Europie nie wykluczyło dostawców z Chin. W związku z tym należy założyć, że tak pozostanie – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Piotr Mieczkowski.

Jak podkreśla, szybka i tania budowa infrastruktury 5G będzie jednak możliwa tylko przy zachowaniu zasad konkurencji i niewykluczaniu żadnego z dostawców. Odnosi się w ten sposób do problemów firmy Huawei, do której bojkotu wzywa Donald Trump. Jak jednak pokazują doświadczenia innych krajów, wykluczenie z rynku jednego z dostawców wiązałoby się z ogromnymi kosztami. Deutsche Telekom, który we współpracy z Huawei chce rozbudować sieć 5G i podłączyć do niej 40 mln osób, wylicza, że koszt zastąpienia chińskiej firmy w Niemczech wyniósłby około 3 mld euro.

Brytyjski Vodafone UK ostrzega z kolei, że wykluczenie jednego z dostawców znacznie opóźniłoby budowę sieci, w wyniku czego Wielka Brytania wypadnie z grona światowych liderów we wdrażaniu technologii 5G. „The Telegraph”, powołując się na raport Enders Analysis, podał, że gdyby zakazać czterem operatorom korzystania z urządzeń Huawei, kosztowałoby to blisko 1,5 mld funtów.

– W Polsce operatorzy komórkowi masowo wykorzystują sprzęt Huawei w sieciach komórkowych i stacjonarnych. Nie można uruchomić tanio ogólnopolskiej sieci 5G bez wykorzystania sieci poprzednich generacji, w tym LTE. Wykluczenie dostawców oznacza znacznie wyższe koszty budowy sieci dla całego rynku, wyższe ceny dla konsumentów i znaczne opóźnienia w rozwoju nowoczesnej telekomunikacji w Polsce – przekonuje dyrektor zarządzający fundacji Digital Poland.

Jak wskazuje raport Związku Pracodawców Polskich „Wdrożenie 5G w Polsce – zagrożenia i szanse”, cyfryzacja i automatyzacja niemal wszystkich aspektów życia, powszechne wykorzystywanie sztucznej inteligencji  oraz rozszerzonej i wirtualnej rzeczywistości będzie możliwe dzięki szybkości transmisji i przepustowości, jaką gwarantuje tylko sieć 5G. Szacuje się, że dzięki rozpowszechnieniu tej sieci w naszym kraju do 2028 roku PKB może wzrosnąć o ponad 63 mld zł.

Pomimo pandemii koronawirusa budowa infrastruktury 5G trwa. Choć w Polsce odwołano aukcje na nowe częstotliwości, operatorzy oferują już sieć nowej generacji, wykorzystując do tego obecną infrastrukturę LTE. Z kolei w Niemczech sieć 5G rozrasta się w ogromnym tempie.

To największa inicjatywa 5G w Niemczech. Chcemy zapewnić dostęp do tej sieci na terenach miejskich i wiejskich dla przeszło połowy niemieckiej populacji. Dokonujemy tego nawet wcześniej, niż zakładaliśmy – podkreśla Dirk Wössner, prezes Telekom Deutschland. – Do końca roku na terenie Niemiec rozmieścimy 40 tys. nadajników zgodnych z 5G.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/wykluczenie-dostawcow,p428273615

Naukowcy opracowali rewolucyjne koszulki na bazie grafenu, obniżające temperaturę ciała. Technologia znajdzie też zastosowanie w kosmosie [DEPESZA]

Odzież wykonana z grafenu może pewnego dnia uczynić ludzi kuloodpornymi. Materiał ten ma zdolność do magazynowania nieskończonych ilości energii cieplnej, przewodzi prąd, odpycha bakterie i rozprasza nadmiar wilgoci w ciele. Naukowcy z Uniwersytetu w Manchesterze opracowali prototypowe ubranie wykonane z grafenu, które pozwala na pełną kontrolę promieniowania cieplnego. Wyniki badań naukowców nad właściwościami optycznymi tego materiału znajdą zastosowanie m.in. przy zarządzaniu temperaturą satelitów krążących wokół Ziemi.

Naukowcy z Narodowego Instytutu Grafenu z Uniwersytetu w Manchesterze stworzyli prototypowe inteligentne tkaniny, które mogą obniżyć temperaturę ciała. Ludzki organizm emituje energię w postaci fal elektromagnetycznych w spektrum podczerwieni. W cieplejszym klimacie promieniowanie podczerwone można wykorzystać tak, aby obniżyć temperaturę ciała, za pomocą tkanin przezroczystych w podczerwieni. Z kolei osłony blokujące podczerwień pozwalają zminimalizować straty energii z ciała.

– Zdolność kontrolowania promieniowania cieplnego jest kluczową koniecznością w kilku krytycznych zastosowaniach, takich jak zarządzanie ciepłotą ciała w warunkach zwiększonej temperatury. Koce termiczne są powszechnym przykładem stosowanym do tego celu. Jednak utrzymanie tych funkcji w miarę nagrzewania się lub stygnięcia otoczenia było wyjątkowym wyzwaniem – tłumaczy kierujący badaniami prof. Coskun Kocabas z Narodowego Instytutu Grafenu na Uniwersytecie w Manchesterze.

Technologia wykorzystuje warstwy grafenu do kontroli promieniowania cieplnego z powierzchni tekstylnych. Naukowcom z Manchesteru udało się elektrycznie dostroić emisyjność w podczerwieni, czyli zdolność do emitowania energii, warstw grafenu zintegrowanych z tekstyliami. Wykorzystali tę technologię w koszulce, która pozwoliła użytkownikowi wyświetlać zakodowane wiadomości, odczytywane tylko przez kamery na podczerwień. Jak jednak przekonują naukowcy, zastosowanie technologii jest znacznie szersze.

– Udana demonstracja modulacji właściwości optycznych na różnych materiałach pozwoli wykorzystać wszechstronne zastosowanie struktur włóknistych i umożliwić wykorzystanie nowych technologii działających w podczerwieni i innych obszarach spektrum elektromagnetycznego do szerokiego wachlarza zastosowań, w tym wyświetlaczy tekstylnych, komunikacji, adaptacyjnych kombinezonów kosmicznych i mody – wymienia prof. Kocabas.

O właściwościach grafenu mówi się już od dawna, także w kontekście przemysłu odzieżowego. W  Korei Południowej stworzono odzież z grafenu, która działa jak czujnik gazu. Opracowano już także kurtki narciarskie, które pozwalają zachować odpowiednią temperaturę użytkownikowi. Materiał ten jest też ognio- i wodoodporny. Teoretycznie odzież grafenowa może pewnego dnia uczynić ludzi kuloodpornymi, a materiał ma zdolność do magazynowania nieskończonych ilości energii cieplnej. Przewodzi również prąd, odpycha bakterie, rozprasza nadmiar wilgoci w ciele. Możliwości jego zastosowania jest nieskończenie wiele.

– Nasze badania pokazują możliwość przekształcenia wyjątkowych właściwości optycznych grafenu w nowatorskie technologie wspomagające. Wykazanych możliwości nie można osiągnąć w przypadku konwencjonalnych materiałów – przekonuje badacz z Narodowego Instytutu Grafenu.

Kontrola promieniowania cieplnego grafenu może znaleźć zastosowanie m.in. w kosmosie. Nie tylko przy tworzeniu skafandrów dla kosmonautów, lecz także do regulacji temperatury satelitów.

–  Kolejnym wyzwaniem w tym obszarze badań jest potrzeba dynamicznego zarządzania temperaturą satelitów krążących wokół Ziemi. Satelity na orbicie doświadczają przekroczenia temperatury, gdy są zwrócone w stronę Słońca, i zamarzają w cieniu Ziemi. Nasza technologia umożliwi dynamiczne zarządzanie temperaturą satelitów poprzez kontrolowanie promieniowania cieplnego i regulację temperatury satelity na żądanie – wyjaśnia prof. Coskun Kocabas.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/naukowcy-opracowali,p1036220960