Popyt na ropę powoli się odbudowuje. Ceny na rynkach i stacjach paliw nie powinny jednak znacząco wzrastać

Popyt na ropę zależy od tego, jak będzie się rozwijać pandemia koronawirusa w największych gospodarkach, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. – Na razie pokazała, że transport czy zakłady produkcyjne wcale nie potrzebują tego surowca tyle, ile wykorzystywały wcześniej – mówi Jakub Bogucki z e-Petrol.pl. Mimo wszystko ropa jeszcze przez długi czas pozostanie wiodącym surowcem na rynku paliw. Na polskich stacjach benzynowych ceny w najbliższych tygodniach powinny być stabilne.

Jednym z czynników, które obecnie decydują o poziomie popytu na ropę, jest to, jak szybko uda się albo się nie uda uporać z koronawirusem. Przez pryzmat SARS-CoV-2 musimy patrzeć na to, jak dużo ropy będzie potrzebne w fabrykach czy transporcie – mówi agencji Newseria Biznes dr Jakub Bogucki, analityk rynku paliw w e-Petrol.pl.

W ostatnich miesiącach problem dotyczy przede wszystkim amerykańskiego rynku, który musi poradzić sobie z dużą liczbą zakażeń, a w efekcie mniejszym popytem na paliwa i produkty ropopochodne. Do tej pory, zgodnie z danymi WHO, w USA odnotowano prawie 5,4 mln przypadków SARS-CoV-2, a codziennie przybywa kilkadziesiąt tysięcy nowych. W środę 19 sierpnia odnotowano ich prawie 40 tys. Na świecie już mamy prawie 22 mln przypadków tej choroby.

Dochodzą do nas sygnały z Chin, że sytuacja się poprawia i ropa jest do tego kraju zamawiana w większej ilości. Ale zapotrzebowanie ze strony Stanów Zjednoczonych, czyli jednej z kluczowych gospodarek świata, w ciągu najbliższych miesięcy na pewno będzie mniejsze – mówi ekspert

To też wpływa na decyzję światowych producentów ropy w sprawie wielkości wydobycia. W najbliższym czasie państwa zrzeszone w organizacji OPEC+ muszą się zastanowić, czy decyzja o zwiększeniu możliwości wydobywania ropy od początku sierpnia będzie korzystna i opłacalna dla jej członków.

Z jednej strony daje to możliwość dodatkowego zasilenia budżetów przez te państwa, a z drugiej im więcej ropy na rynkach światowych, tym jej cena jest niższa, więc będzie trzeba ją sprzedawać taniej – mówi Jakub Bogucki.

Pod koniec kwietnia kraje OPEC+ porozumiały się w zakresie redukcji wydobycia ropy. Od maja miało ono zostać zmniejszone o 9,7 mln baryłek dziennie, czyli 10 proc. globalnej podaży surowca, ze względu na spadek popytu o ok. 30 proc. w efekcie pandemii oraz wojny naftowej pomiędzy Rosją i Arabią Saudyjską. Jednak od sierpnia wysokość cięć została obniżona do 7,7 mln baryłek dziennie. Część krajów nie przestrzegała jednak obowiązujących limitów w okresie od maja do czerwca, więc rzeczywista redukcja będzie wynosić ok. 8,1–8,3 mln baryłek dziennie.

Jak podkreślono podczas spotkania online 19 sierpnia, widać stopniową poprawę sytuacji na rynku związaną z wyrównywaniem popytu i podaży. Jednak tempo powracania do normalności jest wolniejsze, niż przewidywano wcześniej, m.in. ze względu na dalszy wzrost zakażeń koronawirusem. To wszystko ma wpływ na notowania czarnego surowca na światowych rynkach. Ceny ropy Brent zaczęły spadać z poziomu ok. 68 dol. na początku stycznia poniżej 20 dol. za baryłkę w połowie kwietnia. Od tego momentu stopniowo pną się w górę. 

Obecnie ceny są stabilne i oscylują w okolicy 45 dol. za baryłkę. Wydaje się, że w najbliższym czasie nie będą znacząco rosnąć. Czynnikiem, który mógłby odwrócić ten trend, byłoby pokonanie koronawirusa, powrót do popytu sprzed pandemii i wznowienie normalnej aktywności wydobywczej i produkcyjnej na świecie – mówi analityk rynku paliw w e-Petrol.pl.

Na polskich stacjach też w najbliższym czasie nie zobaczymy spektakularnych zmian związanych z cenami paliw.

Zwykle w okresie wakacji ceny na stacjach paliw są stosunkowo wysokie. W tym roku są one dużo niższe, bo i notowania międzynarodowe są na niższym poziomie. W najbliższym czasie ceny powinny oscylować w granicach 4,3–4,4 zł zarówno za benzynę, jak i olej napędowy – mówi Jakub Bogucki. – To nie jest konsekwencja wyłącznie wakacji, ale przede wszystkim odbudowy popytu po fatalnej sprzedaży na stacjach w okresie wiosennym i na początku lata.

Jego zdaniem pandemia pokazała, że ludzie są w stanie z wielu rzeczy zrezygnować i w gruncie rzeczy transport czy zakłady produkcyjne nie potrzebują tak dużo ropy jak wcześniej. Nie ma jednak szansy na to, że gospodarki przestawią się całkowicie na alternatywne napędy.

– Ropa naftowa jeszcze długo będzie dominującym paliwem na światowych rynkach – mówi ekspert e-Petrol.pl..

Zwraca uwagę, że w efekcie spadku popytu na ropę koncerny naftowe zdecydowały o nieuruchamianiu nowych złóż, trudniejszych w eksploatacji.

W czasie pandemii i w obawie przed jej kolejną falą byłaby to decyzja ryzykowna ekonomicznie. To zrozumiałe, że najpierw będziemy korzystać z bardziej dostępnych i mniej kosztownych zasobów, a w razie potrzeby będzie można uruchomić te trudniej dostępne – mówi Jakub Bogucki.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/popyt-na-rope-powoli-sie,p1224129780

Odnaleziono enzym odpowiedzialny za sprawność fizyczną. Jego zablokowanie może zwiększyć fizyczne możliwości i usprawnić rehabilitację [DEPESZA]

Doprowadzenie do niedoboru enzymu PHD3, blokującego zdolność komórek do spalania tłuszczu, może spektakularnie poprawić wyniki sportowców – nawet o 50 proc. Mechanizm ten może być wykorzystany również w celu usprawnienia procesu rehabilitacji. – Lepsze zrozumienie mechanizmów leżących u podstaw działania enzymu PHD3 może pewnego dnia pomóc w odblokowaniu nowych zastosowań u ludzi, takich jak nowe strategie leczenia zaburzeń mięśni – przewiduje Marcia Haigis z Harvard Medical School. Jak zaznaczają naukowcy, potrzebne są jednak dalsze badania, które ocenią bezpieczeństwo takich praktyk medycznych.

Naukowcy z Harvard Medical School odkryli, że blokowanie produkcji enzymu PHD3 prowadziło do znacznej poprawy sprawności fizycznej.

– Chcieliśmy sprawdzić, czy wyeliminowanie PHD3 zwiększyłoby zdolność spalania tłuszczu i produkcję energii oraz miałoby korzystny wpływ na mięśnie szkieletowe, które są zależne od energii potrzebnej do funkcjonowania mięśni i zdolności wysiłkowej. Okazało się, że  wpływ na wydolność fizyczną jest ogromny – wskazuje Marcia Haigis, profesor biologii komórkowej w Blavatnik Institute w Harvard Medical School.

PHD3, czyli enzym hydroksylazy prolilowej, odgrywa kluczową rolę w wykrywaniu dostępności składników odżywczych i regulowaniu zdolności komórek mięśniowych do rozkładania tłuszczów. Naukowcy z Harvard Medical School odkryli, że kiedy dostarczane do organizmu są wystarczające ilości węglowodanów, enzym ten pełni funkcję swoistego hamulca blokującego metabolizm tłuszczów. Kiedy zapotrzebowanie na energię rośnie, a organizm dostaje zbyt małą dawkę paliwa w postaci węglowodanów, metabolizm ten jest zwalniany.

– Nasze wyniki sugerują, że hamowanie PHD3 w całym ciele lub mięśniach szkieletowych jest korzystne dla sprawności pod względem wydolności wysiłkowej, czasu biegu i dystansu biegu – twierdzi badaczka.

Potwierdzają to badania przeprowadzone na myszach. Okazuje się, że blokowanie produkcji enzymu PHD3 prowadziło u nich do znacznej poprawy sprawności fizycznej. Myszy pozbawione tego enzymu biegały o 40 proc. dłużej i pokonywały o 50 proc. większe dystanse niż inne z miotu – niepozbawione PHD3. Co więcej, osiągały wyższy wskaźnik wytrzymałości tlenowej.

– Lepsze zrozumienie tych procesów i mechanizmów leżących u podstaw działania PHD3 może pewnego dnia pomóc w odblokowaniu nowych zastosowań u ludzi, takich jak nowe strategie leczenia zaburzeń mięśni – wskazuje Marcia Haigis.

Jak podkreślają autorzy, potrzebne są dalsze badania, które pozwoliłyby określić możliwość zastosowania mechanizmu hamowania wydzielania PHD3 u ludzi w celu poprawy wyników sportowych, rehabilitacji czy leczeniu niektórych chorób. Jednak ten sam zespół badawczy w swoich poprzednich badaniach stwierdził, że w przypadku nowotworów, takich jak m.in. niektóre typy białaczki, zmutowane komórki mają znacznie niższe poziomy PHD3. W rezultacie niedoboru PHD3 komórki rakowe zużywają tłuszcze, aby napędzać nieprawidłowy wzrost i proliferację.

– Zrozumienie tej ścieżki i sposobu, w jaki nasze komórki metabolizują energię i paliwa, ma potencjalnie szerokie zastosowanie w biologii, od zwalczania raka po fizjologię ćwiczeń – wymienia profesor biologii komórkowej w Blavatnik Institute w Harvard Medical School.

(Newseria Innowacje)

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/odnaleziono-enzym,p1331117259

Pandemia przyczyniła się do błyskawicznej cyfryzacji płatności w Polsce. Wkrótce dalsze zmiany w zakresie elektronicznych pieniędzy

Polscy konsumenci coraz chętniej i częściej korzystają z systemów płatności bezgotówkowej oraz zakupów online. Restrykcje pandemiczne wpłynęły na zwiększenie zainteresowania płatnościami elektronicznymi i przyspieszyły cyfryzację społeczeństwa. W trakcie pandemii koronawirusa Polacy rzadziej korzystali z dostaw za pobraniem, przedkładając nad nie systemy transakcji bezgotówkowych. Na przełomie III i IV kwartału tego roku ogłoszona zostanie strategia płatności dla Europy, która zapowiada kolejne zmiany w zakresie elektronicznych płatności.

– Polacy zrozumieli zalety płatności elektronicznych, widzą, że można tak płacić wygodniej i bezpieczniej. Wątki sanitarne także są teraz bardzo ważnym elementem naszej codzienności. Widzimy duży wzrost płatności elektronicznych, punkty handlowo-usługowe zachęcają do nich, ponieważ to dla wszystkich jest wygodniejsze, bezpieczniejsze. Te wszystkie procesy płatnicze i okołopłatnicze w tych trudnych czasach różnych obostrzeń po prostu sprawniej funkcjonują – mówi agencji Newseria Innowacje Paweł Bułgaryn, zastępca dyrektora Departamentu Zarządzania Strategicznego Ministerstwa Finansów.

Z danych opublikowanych przez firmę Comp Platforma Usług, twórców cyfrowej platformy usługowej M/platform, wynika, że w szczytowym okresie pandemii zanotowano wzrost płatności bezgotówkowych wśród małych przedsiębiorców sięgający przeszło 35 proc. Ponadto pomimo powolnego powrotu do transakcji gotówkowych nadal blisko 30 proc. transakcji w sklepach małoformatowych realizowanych jest za pośrednictwem kart płatniczych. Oznacza to, że w perspektywie kilku ostatnich miesięcy przeszło 4,5 proc. klientów porzuciło gotówkę na rzecz płatności elektronicznych.

Z kolei firma Blue Media na początku pandemii koronawirusa zanotowała wzrost obrotów z tytułu płatności online sięgający 10 proc. w skali miesiąca. Jedną z istotnych przyczyn takiego stanu rzeczy było porzucenie przez wielu kontrahentów opcji płatności za pobraniem. Firmy unikały transakcji tego typu, aby zmniejszyć ryzyko transmisji wirusa pomiędzy kurierami oraz klientami.

Analiza rynku płatności zrealizowana przez Blue Media pokazała, że w czasie pandemii zanotowano wzrost szybkich płatności internetowych z 41 proc. do 48 proc., a płatności kartą z 32 proc. do 39 proc. Zauważalnie wzrosło także zainteresowanie transakcji realizowanych za pośrednictwem BLIK-a (z 24 do 33 proc.).

– Widzimy dwucyfrowe wzrosty dotyczące liczby i wartości transakcji elektronicznych. W tym roku przekroczyliśmy liczbę miliona terminali płatniczych na polskim rynku. Sklepy widzą, że obecnie trudno prowadzić działalność gospodarczą, nie mając płatności elektronicznych. Padają takie bastiony gotówki jak np. handel elektroniczny – w Polsce zawsze było tak, że w zakupach internetowych bardzo duży odsetek płatności to była płatność za pobraniem. A teraz to się kończy, wszyscy zrozumieli, że bezpieczniej jest korzystać z kanałów elektronicznych – wyjaśnia ekspert.

Od płatności gotówkowej odeszły również firmy wyspecjalizowane w dostawie żywności. Przedstawiciele Pyszne.pl oraz Uber Eats podjęli decyzję o wprowadzeniu bezkontaktowej dostawy pod drzwi, która zachęcała do opłacania zamówień z góry. Z kolei z raportu firmy Ailleron wynika, że tylko w pierwszym miesiącu obowiązywania restrykcji pandemicznych aplikacja Glovo zanotowała 122-proc. wzrost liczby zamówień oraz 140-proc. wzrost średniej wartości transakcji.

Transformacja cyfrowa w zakresie płatności bezgotówkowych jest wspierana także systemowo przez ustawodawcę. Bon turystyczny wprowadzony do obrotu za pośrednictwem platformy PUE ZUS ma charakter dokumentu elektronicznego, który realizuje się przy wykorzystaniu unikalnych kodów autoryzacyjnych. Wdrażanie cyfrowych rozwiązań tego typu ma zachęcić obywateli do realizacji płatności bezgotówkowych.

– Wdrożyliśmy paragon elektroniczny, dodatkowy element elektronizujący relacje przedsiębiorcy–konsumenci. Ma on usprawnić pewne procesy i w całości zelektronizować obrót, gdyż cyfryzacja wymaga takich zmian. Wiele rzeczy w zakresie płatności elektronicznych dzieje się w ramach strategii płatności dla Europy, która będzie przedstawiona przez Komisję Europejską na przełomie III i IV kwartału. Toczą się dyskusje o europejskim systemie płatności detalicznych, dlatego dyskutujemy o rozwiązaniach, które miałyby dać Polakom prawo do płacenia elektronicznego wszędzie tam, gdzie dochodzi do relacji konsumentów z przedsiębiorcami – wyjaśnia Paweł Bułgaryn.

Narodowy Bank Polski od stycznia do czerwca 2020 roku przekazał do obiegu ok. 561 mln monet. W analogicznym okresie ubiegłego roku do obiegu przekazano 749 mln sztuk.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/pandemia-przyczynila-sie,p1791200789

Warszawska giełda chce uruchomić platformę obrotu surowcami wtórnymi. Czeka na stabilne i transparentne przepisy

W lipcu przed siedzibą GPW na Książęcej stanął recyklomat do segregacji odpadów. W najbliższych miesiącach giełda chce sprawdzić potencjał komercjalizacji tego rozwiązania i możliwość połączenia go z projektowaną właśnie platformą obrotu surowcami wtórnymi. Stworzenie takiej platformy do handlu odpadami i systemu certyfikatów recyklingowych to jedna z inicjatyw strategicznych GPW. Ma zostać uruchomiona w ciągu roku od momentu stworzenia w Polsce stabilnych i transparentnych ram prawnych dla rynku odpadów.

Planujemy uruchomienie platformy obrotu surowcami wtórnymi wspólnie z EcoTech, innowacyjną spółką z branży recyklingu. W ramach programu inkubacji, którego sponsorem jest Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, a organizatorem HugeTECH, chcemy zbadać, czy da się włączyć w naszą platformę detaliczne, dostępne dla wszystkich recyklomaty. Takie urządzenie stanęło przed siedzibą giełdy i będziemy sprawdzać, jak ludzie z niego korzystają, jakie dane wypływają i czy możemy je włączyć do naszej koncepcji platformy obrotu surowcami wtórnymi – mówi agencji Newseria Biznes dr Marek Dietl, prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Recyklomat do segregacji odpadów stanął przed siedzibą GPW na Książęcej na początku lipca. To część Motywacyjnego Systemu Gospodarki Odpadami (MSGO) autorstwa spółki EcoTech System. Program ma zachęcać mieszkańców do segregacji odpadów i nagradzać ich za  to przy użyciu aplikacji mobilnej ECO-Portfel. Najpierw recyklomat zbiera i automatycznie segreguje butelki, plastik czy aluminium, a system rejestruje transakcje i nagradza użytkownika za segregację ECO-punktami, które mają realną wartość i można je wymieniać na kupony rabatowe.

Warszawska giełda chce w kolejnych miesiącach przetestować potencjał komercjalizacji tego rozwiązania. GPW chce sprawdzić, czy stworzony przez spółkę system wpisuje się w koncepcję elektronicznej platformy obrotu surowcami wtórnymi. Ta nie jest nowy pomysł – zapowiedzi takiej inicjatywy pojawiły się już w 2018 roku. Warszawska giełda do nich wróciła i wymienia jako jedną z kluczowych inicjatyw w aktualizacji strategii HASHGPW2022.

Równolegle zamierza stworzyć system certyfikatów recyklingowych. Polegać to będzie na potraktowaniu odpadów jak surowca, którym można obracać, np. na wzór handlu certyfikatami CO2.

Platforma będzie miała dwa wymiary: pierwszy finansowy, czyli przy recyklingu będzie wydawany certyfikat recyklingowy, którym można będzie obracać na platformie i umorzyć go na giełdzie. To model znany np. z zielonych certyfikatów, które były umarzane przez Towarową Giełdę Energii. Drugi  wymiar to rzeczywista sprzedaż, czyli wystandaryzowane, przetworzone towary z recyklingu będzie można nabywać za pośrednictwem tej platformy – tłumaczy Marek Dietl.

Spółka zaznacza, że projekt wpisuje się w unijny plan budowania gospodarki w obiegu zamkniętym. Jednak komercyjne wdrożenie platformy zależy od tego, kiedy i w jakim kształcie zacznie w Polsce obowiązywać Rozszerzona Odpowiedzialność Producenta i Pakiet Dyrektyw Odpadowych, które definiują zakres odpowiedzialności producentów za odpady opakowaniowe. Ministerstwo Klimatu kończy prace nad ich ostatecznym kształtem i harmonogramem wdrażania.

GPW czeka z uruchomieniem projektu na wdrożenie w Polsce stabilnych i transparentnych ram prawnych dla rynku odpadów. Od nich będzie uzależniony kształt i funkcjonalności nowej platformy.

– Jak tylko pakiet regulacji zostanie wdrożony, w ciągu roku będziemy gotowi, aby uruchomić platformę, a być może także połączyć ją z siecią recyklomatów – zapowiada prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/warszawska-gielda-chce,p1389664731

Pandemia ograniczyła konsumpcjonizm Polaków. Aż 30 proc. zrezygnowało w tym roku z wakacji, co przekłada się na kondycję środowiska

Pandemia przyczyniła się do zmiany nawyków konsumenckich i ograniczenia nadmiernego konsumpcjonizmu. 37 proc. Polaków zaczęło dokładniej planować zakupy spożywcze, dzięki czemu marnuje mniej jedzenia. Niemal 1/3 zrezygnowała ze zbędnych wydatków, w tym zakupu nowych ubrań czy sprzętu RTV/AGD, a co piąty stara się więcej oszczędzać. To wpływa na zasobność naszych portfeli, lecz także zmiany klimatyczne. Prawie połowa Polaków uważa, że koronawirus miał pozytywne przełożenie na stan środowiska – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Grupy KRUK.

Według wyliczeń organizacji Global Footprint Network w tym roku Dzień Długu Ekologicznego przypadnie w sobotę, 22 sierpnia. To ruchoma data, wyznaczająca moment, w którym zapotrzebowanie ludzkości na zasoby planety w danym roku przekroczyło możliwości ich regeneracji. To oznacza, że o miesiąc wolniej niż w zeszłym roku zużywaliśmy naturalne zasoby planety, które naturalnie mogą się regenerować.

– Od tego momentu, kiedy wykorzystaliśmy zasoby przeznaczone na cały rok, na dobrą sprawę żyjemy na kredyt naszej planety. Mechanizm tworzenia się długu ekologicznego jest bardzo podobny do długu finansowego. Im dłużej bagatelizujemy sprawę, tym trudniej jest wyjść na prostą. Dlatego ważna jest świadomość takiego zadłużenia i jego konsekwencji – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Agnieszka Salach z Grupy KRUK.

Z ekonomicznej perspektywy dług ekologiczny oznacza nadmierne wykorzystanie zasobów planety, kosztem przyszłych pokoleń. Od 1987 roku ten dzień wypadał coraz wcześniej – najpierw w październiku, a od 2005 roku regularnie przypadał coraz wcześniej. W ubiegłym roku Dzień Długu Ekologicznego obchodzono rekordowo wcześnie, bo już 29 lipca. Przesunięcie tego terminu w tym roku oznacza zatem, że planeta ma o miesiąc dłużej na zregenerowanie swoich naturalnych zasobów. 

Paradoksalnie globalna pandemia SARS-CoV-2 okazała się mieć pozytywny wpływ na środowisko. Przyczyniła się do chwilowego spadku emisji CO2 w różnych sektorach gospodarki, m.in. w transporcie, przemyśle i lotnictwie. Ten pozytywny skutek pandemii dostrzegli też Polacy. Z nowego badania przeprowadzonego na zlecenie Grupy KRUK wynika, że zdaniem 48 proc. respondentów miała ona korzystny wpływ na środowisko (odmiennego zdania jest raptem 20 proc. badanych). 73 proc. uważa, że poprawie kondycji środowiska naturalnego najbardziej przysłużyło się ograniczenie podróży i związana z tym niższa emisja zanieczyszczeń.

Pandemia przyczyniła się także do zmiany przyzwyczajeń i decyzji zakupowych konsumentów. Ograniczyła nadmierny konsumpcjonizm, który – poza zasobnością portfeli – wpływa również na stan klimatu. Przykładowo 37 proc. z grupy badanych, która dostrzega pozytywny wpływ pandemii na środowisko, wskazało, że dokładniej planuje zakupy spożywcze, dzięki czemu marnuje mniej jedzenia. 

 Ponieważ jesteśmy zmuszeni do planowania zakupów na dłuższy czas, marnujemy mniej jedzenia, do którego produkcji są potrzebne zasoby takie jak woda i energia. To ma pozytywny wydźwięk i spowodowało, że w tym roku Dzień Długu Ekologicznego przypada trochę później – tłumaczy Agnieszka Salach.

Z badania Grupy KRUK wynika, że dla 38 proc. Polaków sytuacja epidemiczna nie miała wpływu na decyzje zakupowe. Część zaczęła jednak bardziej świadomie zarządzać swoim domowym budżetem i podejmować bardziej przemyślane decyzje zakupowe. Prawie połowa spędza mniej czasu w galeriach handlowych. Niemal 1/3 Polaków zrezygnowała ze zbędnych wydatków. Tylko 7 proc. badanych zadeklarowało, że kupuje więcej.

 16 proc. Polaków odpowiedziało nam, że od marca, czyli od ogłoszenia pandemii, stara się więcej oszczędzać. Te oszczędności wiążą się głównie z rezygnacją z niektórych dóbr, które kupowaliśmy do tej pory, chociażby z wyjazdów wakacyjnych. Tak zadeklarowało ok. 30 proc. ankietowanych – wskazuje ekspertka z Grupy KRUK.

Blisko połowa Polaków (47 proc.) nie zrezygnowała ze swoich bieżących lub wcześniej zaplanowanych wydatków. Są jednak tacy, których sytuacja finansowa się pogorszyła bądź jest niestabilna. Niewielki odsetek, bo po 2 proc. ankietowanych, deklaruje, że rezygnuje z terminowego opłacania bieżących zobowiązań, takich jak rachunki telefoniczne, czynsz, prąd czy gaz. Po 3 proc. badanych przyznało, że nie płaci terminowo rat kredytów lub pożyczek. Niemniej jednak aż 18 proc. Polaków zrezygnowało z zakupu nowych ubrań, 16 proc. wstrzymało się z zakupem nowego sprzętu RTV lub AGD, a 10 proc. – z zaplanowanym kupnem samochodu.

29 proc. osób ogółem odpowiedziało nam, że rezygnuje ze zbędnych wydatków i bardziej analizuje swoje plany zakupowe – mówi Agnieszka Salach.

Badanie Grupy KRUK pokazuje jednak, że Polacy są sceptyczni i ich zdaniem te pozytywne zmiany mają krótkotrwały charakter.

 Niestety tylko 19 proc. uważa, że najprawdopodobniej ten trend rezygnacji z dodatkowych zakupów i dbania o środowisko się utrzyma – mówi specjalistka. 

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/pandemia-ograniczyla,p705842903

Modyfikacja DNA pomaga w walce z koronawirusem. Przyspiesza opracowanie skutecznych leków i szczepionki

Szczepionka i skuteczny lek na koronawirusa najprawdopodobniej zostaną opracowane przy użyciu modyfikacji genetycznych technologią CRISPR – twierdzą naukowcy. Metoda pomoże też w przeprowadzaniu testów na obecność SARS-CoV-2. Technologia ta z jednej strony pozwala osiągnąć postęp w walce z chorobami, z drugiej jednak budzi szereg zastrzeżeń natury etycznej. Naukowcy obawiają się wykorzystania jej do tworzenia zmodyfikowanych genetycznie ludzi.

– Technologia CRISPR jest świetnym przykładem bezpośredniej walki z koronawirusem. Z jej pomocą poszukiwana jest szczepionka. To jedna z najważniejszych technologii, jakie cywilizacja wytworzyła do tej pory – technologia inżynierii genetycznej. Sama inżynieria genetyczna nie jest nowa, natomiast to, że mamy od paru lat metodę, która pozwala dokonywać modyfikacji DNA kilkaset razy szybciej, kilkaset razy taniej i kilkaset razy dokładniej – to rewolucja – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr hab. Piotr Płoszajski, emerytowany profesor Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Technologia CRISPR jest obecnie w biotechnologii wykorzystywana do celowego modyfikowania genomu. Dzięki niej możliwe jest wycięcie danego segmentu DNA i wstawienie w jego miejsce pochodzącej z zewnątrz sekwencji genetycznej. Jest już m.in. wykorzystywana przez naukowców z Uniwersytetu Stanforda do opracowywania leku przeciwwirusowego skutecznego w walce z COVID-19. Początkowo narzędzie PAC-MAN, oparte na działaniu zabójczego dla wirusów enzymu Cas-13, opracowywane było z myślą o walce z wirusem grypy. Dzięki niemu można jednak zneutralizować wirus SARS-CoV-2 i zatrzymać jego replikację.

Problemem badaczy jest jednak znalezienie sposobu na to, by dostarczyć lek do zaatakowanych komórek płuc pacjenta.

– W zasadzie technologia CRISPR jest jedyną, która pozwala w tej chwili walczyć z wirusem. Nawet niespotykane tempo tworzenia szczepionki pokazuje, jaka ona jest ważna – dodaje prof. Piotr Płoszajski.

CRISPR jest też badana pod kątem przeprowadzania testów na obecność koronawirusa. Firma Sherlock Biosciences nawiązała w sierpniu współpracę badawczą z systemem opieki zdrowotnej Dartmouth-Hitchcock Health (D-HH). Celem ma być rozpoczęcie badań klinicznych nad zestawem Sherlock CRISPR SARS-CoV-2 do wykrywania nowego koronawirusa. Zestaw działa poprzez zaprogramowanie nukleazy CRISPR w celu wykrycia obecności określonej sygnatury genetycznej w wymazie z nosa, nosogardzieli, jamy ustnej i gardła lub płynie oskrzelowo-pęcherzykowym. Wynik otrzymywany jest w ciągu około godziny od przeprowadzenia badania. 

To pierwszy i jak dotąd jedyny test diagnostyczny oparty na CRISPR, który otrzymał rekomendację amerykańskiej Agencji ds. Żywności i Leków (FDA). Technologia CRISPR, choć pomaga znacznie przyspieszyć prace nad wieloma lekami, budzi również duże kontrowersje.

– To jest technologia, która równocześnie może być niezwykle groźna w skutkach, jeżeli ktoś jej użyje w nieprawidłowych, niemoralnych celach. Świat to jest pole sił. Ludzie mają różne motywacje, różne pragnienia, firmy i rządy mają pragnienia, podobnie jak społeczeństwa czy politycy. To wszystko się potem przekłada na jakiś wektor, który w żaden sposób nie jest uzależniony od żadnego z tych aktorów – ocenia naukowiec.

Obawy wiążą się z łatwością i niedużym kosztem związanym z wprowadzaniem modyfikacji genetycznych za pomocą tego narzędzia. Największe kontrowersje dotyczą możliwości jego potencjalnego wykorzystania do tworzenia ludzi o zmodyfikowanym genomie. Podczas drugiego światowego szczytu poświęconego edycji ludzkiego genomu, który miał miejsce w 2018 roku w Hongkongu, prof. He Jiankui, biofizyk z Southern University of Science and Technology, ogłosił wyniki badań nad nadawaniem genetycznej odporności na wirus HIV. W wyniku eksperymentu doszło do urodzenia dzieci ze zmienionym DNA. Wykorzystanie ludzkiego embrionu do modyfikacji genetycznych spotkało się z oburzeniem ludzi świata nauki.

Wątpliwości naukowców wiążą się również z innymi rozwijanymi obecnie dziedzinami nauki.

– Sztuczna inteligencja jest świetnym przykładem tego, że nie wiemy, dokąd zmierzamy. Niewątpliwie pomoże nam ona rozwiązać wiele problemów, pod warunkiem że nie będziemy jej nadmiernie ufać. Ciągle mówimy o sztucznej inteligencji, ale tak naprawdę jeszcze jej nie ma i długo jej nie będzie. A problem polega na tym, że jak my używamy pojęcia „sztuczna inteligencja”, to zakładamy, że to jest inteligencja, i oddajemy jej bardzo wiele różnorodnych procesów we władanie. To jest niebezpieczeństwo – ostrzega dr hab. Piotr Płoszajski.

Według analityków PR Newswire globalny rynek technologii CRISPR ma się rozwijać w tempie blisko 21 proc. średniorocznie, by do 2023 roku osiągnąć wartość 1,55 mld dol. Zdaniem twórców raportu wykładniczy wzrost wynika głównie z wybuchu pandemii SARS-CoV-2, który doprowadził do badań nad lekami na COVID-19.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/modyfikacja-dna-pomaga-w,p1009077739

W dobie pandemii wzrosło znaczenie szyfrowanej komunikacji. Opracowana przez Polaków aplikacja ochroni smartfona nawet przed systemem Pegasus

W trakcie pandemii na znaczeniu zyskuje zaszyfrowana komunikacja. Czas ten pokazał, że uznawane za bezpieczne komunikatory mogą nie spełniać norm bezpieczeństwa. Dlatego też część rządów zleciła opracowanie narzędzi komunikacyjnych na własne potrzeby. Rozwiązaniem może być polska aplikacja, która przede wszystkim nie pozwala użytkownikowi wykonać połączenia lub go odebrać, jeżeli telefon jest zhakowany. Uniemożliwia też ściągnięcie historii z komunikacji.

– Pandemia spowodowała, że szereg trendów dotyczących cyfryzacji znacznie przyspieszył. Zmiany, na które czekalibyśmy 5 czy nawet 15 lat, zaszły w ciągu dosłownie kilku tygodni. Telekomunikacja na odległość to jest chyba największy i najlepszy przykład. Tym bardziej musi być ona bezpieczna w tych czasach, kiedy nie ma możliwości spotkania się face to face i kiedy dokumenty muszą podróżować cyfrowo – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Jakub Kokoszka, dyrektor zarządzający UseCrypt USA.

COVID-19 zmienił prawie każdy aspekt naszego codziennego życia, w tym także pracy. Usługi chmurowe Microsoftu odnotowały 775-proc. wzrost popytu na swoich platformach po wprowadzeniu surowych środków izolacji społecznej. Sytuacja ta stwarza również możliwości dla cyberprzestępców, stąd na znaczeniu zyskują narzędzia do szyfrowania komunikacji. Co więcej, pandemia pokazała, że część aplikacji – dotychczas uznawanych za bezpieczne – może tej funkcji nie spełniać.

Już w lutym Komisja Europejska poinstruowała pracowników, aby przestawili się na aplikację Signal ze względu na rosnące obawy dotyczące bezpieczeństwa i prywatności danych w WhatsAppie. Także ​​europejski korpus dyplomatyczny rozpoczął prace nad własnym, dostosowanym do potrzeb komunikatorem. Zwykłe komunikatory mogą być źródłem ataku dla zwykłych użytkowników. Przekonał się o tym jeden z najbogatszych ludzi świata – telefon Jeffa Bezosa został zhakowany po rozmowie przez WhatsAppa z księciem Arabii Saudyjskiej.

Dla użytkowników prywatnych rozwiązaniem może być opracowana przez Polaków technologia UseCrypt.

– Technologia UseCrypt została wykorzystana w trzech narzędziach. UseCrypt Safe służy do zaszyfrowania wszelkich plików na komputerze, daje możliwość bezpiecznego przesłania do innych zaufanych użytkowników tych materiałów. W okresie pandemii dodaliśmy drugie narzędzie. Bring jest pierwszym szyfrowanym polskim narzędziem do wideokonferencji. Nasz komunikator, UseCrypt Messenger, dostępny na App Store i na Google Play, pozwala na rozmowy w jakości HD, wymianę SMS-ów i multimediów, z tym że opiera się wszelkim atakom hakerskim – podkreśla Jakub Kokoszka.

Serwery UseCrypt nie zbierają żadnych danych o historii połączeń czy konwersacji. Wiadomości zaś są szyfrowane na urządzeniach nadawcy i odszyfrowywane na urządzeniu odbiorcy. UseCrypt Messenger także nie przechowuje żadnej komunikacji, co więcej uniemożliwia nieautoryzowany dostęp do aplikacji, szyfruje wszystkie połączenia i wiadomości, sam sprawdza, czy telefon nie został zhakowany, i informuje o zagrożeniach.

– UseCrypt nie pozwala użytkownikowi wykonać połączenia lub go odebrać, jeżeli telefon jest zhakowany. W sytuacji, kiedy użytkownik straci ten aparat, komunikator UseCrypt nie daje możliwości wyciągnięcia historii z tej aplikacji. To są główne wektory ataków stosowane do tej pory – albo przełamujące system operacyjny i zaczynające nagrywać rozmowy, albo pozwalające na wyjęcie historii połączeń i wiadomości z telefonu – tłumaczy dyrektor zarządzający UseCrypt USA.

Dlatego też z komunikatora korzystają administracje państwowe, m.in. Monako, a aplikacja szyfrująca została dopuszczona do dystrybucji przez Ministerstwo Obrony Izraela.

– System Pegasus łamie systemy operacyjne takie jak iOS czy Android i umożliwia wgląd do wszystkiego, co jest dostępne po przełamaniu zabezpieczeń systemowych. UseCrypt ma własne niezależne szyfrowanie, które nie ma nic wspólnego z systemem operacyjnym, tak że tego typu atakujący po przełamaniu zabezpieczeń systemowych musiałby jeszcze przełamać zabezpieczenia UseCrypt, a do tej pory coś takiego się nie wydarzyło – przekonuje Jakub Kokoszka.

Nawet najlepsze komunikatory i aplikacje mogą jednak okazać się niewystarczające, kiedy do użytku wejdą komputery kwantowe. Według raportu RAND Corporation komputery kwantowe, które są wykładniczo szybsze niż którykolwiek z naszych obecnych klasycznych komputerów i są zdolne do łamania kodów, stwarzają poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa obecnych systemów komunikacyjnych.

– Wiemy, że istniejące protokoły będą wówczas niewystarczające. Stąd duży nacisk, który my też kładziemy w pracach badawczo-rozwojowych, na szyfrowanie w erze już postkwantowej – zapowiada dyrektor zarządzający UseCrypt USA.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/w-dobie-pandemii-wzroslo,p1830979964

Przez pandemię SARS-CoV-2 wzrosło ryzyko wycieków danych w sektorze medycznym, administracji czy korporacjach. Większość z nich nie myśli o szyfrowaniu danych

Instytucje publiczne i urzędy administracji zachęcają do korzystania z e-usług, sektor medyczny zaczął powszechnie wykorzystywać e-recepty i telekonsultacje, a korporacje oddelegowały pracowników na home office. To powoduje, że w czasie pandemii wzrosła ilość przetwarzanych danych, które nie zawsze są dobrze chronione. Na ryzyko wycieku najbardziej narażone są m.in. branża finansowa, ubezpieczeniowa, ale także szpitale oraz administracja publiczna. Tymczasem wciąż niewiele z nich korzysta z kryptografii w celu ochrony wrażliwych informacji.

– W dzisiejszych czasach, zwłaszcza w dobie pandemii, zdecydowanie rośnie zapotrzebowanie na bezpieczne technologie, umożliwiające komunikację na odległość. Pod uwagę trzeba wziąć zwłaszcza kanał komunikacji telefonicznej, wideokonferencje, przesyłanie maili i archiwizowanie danych – wymienia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Sandra Mazur, członek zarządu UseCrypt.

Pandemia SARS-CoV-2 i spowodowane nią obostrzenia w kontaktach sprawiły, że prywatne i zawodowe życie Polaków przeniosło się do internetu. Komunikacja zdalna zastąpiła spotkania twarzą w twarz, a stosowanie cyfrowych narzędzi stało się koniecznością, bo firmy przeniosły działalność do internetu, a pracowników oddelegowały na home office.

Nowa rzeczywistość zmieniła też sposób, w jaki Polacy korzystają z internetu i usług telekomunikacyjnych. Rozmowy telefoniczne stały się częstsze i zdecydowanie dłuższe. Jak wynika z lipcowego badania przeprowadzonego na zlecenie Krajowego Rejestru Długów, ponad połowa (56,5 proc.) od czasu rozpoczęcia pandemii częściej sięga po telefon. Podobny odsetek (54,3 proc.) przyznaje, że spędza więcej czasu w internecie. Czas spędzony online bądź z komórką w dłoni zwiększył się najczęściej o ok. 2–4 godziny dziennie.

– Ponieważ internet jest coraz szerzej wykorzystywany, jesteśmy też bardziej narażeni na różne ataki i wycieki danych. Dlatego należy zwrócić uwagę, żeby komunikacja w sieci była bezpieczna – mówi Sandra Mazur.

Jak wynika z sierpniowego badania KRD i serwisu ChronPESEL.pl, aż 3/4 Polaków obawia się utraty danych osobowych w wyniku działalności oszustów w internecie. Prawie 70 proc. boi się, że źródłem wycieku będzie ich komputer lub telefon. Jednocześnie co trzeci nie zabezpiecza swojego komputera hasłem, połowa nie aktualizuje na bieżąco oprogramowania, a prawie 20 proc. nie używa programów antywirusowych. Zabezpieczeniu prywatnych i służbowych danych przed niepowołanymi osobami służą też coraz popularniejsze technologie kryptograficzne.

Należy je stosować w trzech kanałach komunikacji. Po pierwsze, trzeba zabezpieczyć połączenia głosowe, czyli rozmowy telefoniczne i SMS-y na telefon. Po drugie, wideorozmowy i wideokonferencje, stosowane szczególnie w czasach pandemii na bardzo szeroką skalę. I po trzecie, przede wszystkim należy zabezpieczyć przesyłanie danych i archiwum danych, czyli chmurę – mówi członek zarządu UseCrypt.

Powszechna w dobie pandemii praca zdalna – w połączeniu ze stale rosnącą w ostatnich latach skalą cyberataków – powodują, że do bezpieczeństwa i szyfrowania danych szczególną wagę powinny przykładać korporacje i sektor przedsiębiorstw. Dotyczy to zwłaszcza banków czy ubezpieczycieli.

 Pracownicy korporacji powinni mieć na swoich firmowych komórkach wdrożone narzędzia, które właściwie zabezpieczą ich dane. Dzisiaj korporacje wciąż jeszcze o tym nie myślą. O ile mają wdrożone procedury bezpieczeństwa IT na komputerach, tzw. polityki czystego pulpitu i czystego biurka, wszelkie systemy antywirusowe i antywłamaniowe, o tyle często działy IT zapominają o telefonach, na których jest przechowywanych i przetwarzanych bardzo wiele danych. Firmy i korporacje powinny pomyśleć o tym, żeby pracownik dostawał telefon z bezpiecznym, szyfrowanym komunikatorem – mówi Sandra Mazur. – Takim komunikatorem może być UseCrypt Messenger, który nie pozwala na wyciek danych, podsłuchanie rozmowy czy na zhakowanie telefonu pracownika korporacji.

Sektor przedsiębiorstw nie jest jedynym, który operuje na dużych ilościach wrażliwych danych, wymagających odpowiedniego zabezpieczenia. Od wybuchu pandemii SARS-CoV-2 instytucje publiczne i urzędy administracji zachęcają do korzystania z e-usług, a sektor medyczny zaczął powszechnie wykorzystywać e-recepty i telekonsultacje lekarskie. To pociąga ze sobą zwiększoną ilość danych i zwiększone ryzyko ich wycieku.

– Poza korporacjami technologie kryptograficzne powinny być wdrożone przede wszystkim do ochrony danych medycznych, komunikacji między lekarzem bądź szpitalem i pacjentem. Coraz częściej korzystamy z porad medycznych za pośrednictwem zdalnych środków przekazu, recepty i wyniki badań są wysyłane zdalnie. Po drugie, należy też zabezpieczyć dane mieszkańców. Ci mają coraz więcej usług i możliwości stosowania środków elektronicznych bez konieczności wizyty w urzędzie. Coraz częściej również porady prawne odbywają się za pośrednictwem wideokonferencji czy rozmów telefonicznych. Trzeba mieć na względzie to, że przekazywanie danych prawno-finansowych pomiędzy osobami fizycznymi czy firmami a pracownikami kancelarii prawnych i notarialnych też wymaga odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa – podkreśla członek zarządu UseCrypt.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/przez-pandemie-sarscov2,p998109829

W tym roku rodzice na wyprawkę szkolną dla jednego dziecka planują wydać średnio 330 zł. Połowa wykorzysta na ten cel bieżące dochody

Ponad 37 proc. rodziców wykorzystuje końcówkę sierpnia, by skompletować potrzebne przybory szkolne dla dziecka – wynika z Barometru Providenta. Tylko niecałe 5 proc. zostawia te zakupy na ostatni dzień wakacji. Na wyprawkę dla jednego ucznia w tym roku rodzice zamierzają wydać średnio 330 zł. Najbardziej kosztochłonną pozycję w szkolnym budżecie stanowią podręczniki, sprzęt elektroniczny do nauki oraz nowe ubrania.

– Połowa sierpnia za nami, a więc to czas, kiedy rodzice już myślą o powrocie swoich dzieci do szkoły, a półki sklepowe wypełniają się piórnikami, zeszytami i tornistrami – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Magda Maślana, ekspert ds. PR w Provident Polska.

Jak wynika z badania Barometr Providenta, 37,7 proc. rodziców właśnie pod koniec wakacji zajmuje się kompletowaniem wyprawki szkolnej dla dziecka, chociaż jeszcze wyższy odsetek przyznaje, że robi to systematycznie przez całe wakacje.

– Mamy także grupę rodziców, 5 proc. wśród naszych ankietowanych, którzy odkładają zakupy na ostatnią chwilę, na dzień przed rozpoczęciem roku szkolnego – mówi Magda Maślana.

Co 10. ankietowany z kolei kończy kompletować wyprawkę już po rozpoczęciu szkoły, czyli po 1 września.

Planowanie zakupów w dużej mierze zależy od wieku rodziców – ci najmłodsi (25–34 lata) znacznie częściej zostawiają je na ostatnią chwilę. Najbardziej systematyczną grupą, która rozkłada wydatki na dwa wakacyjne miesiące, są opiekunowie z grupy wiekowej 45–54 lata.

– Średnio na jednego ucznia polska rodzina zamierza wydać około 330 zł – mówi ekspert ds. PR w Provident Polska. – Połowa rodziców chce się zmieścić w kwocie 300 zł. Co piąty wyda kwotę pomiędzy 400 a 500 zł, natomiast na zakupy powyżej tej kwoty będzie stać jedynie 15 proc. opiekunów.

Oferty „back to school” przygotowują również producenci sprzętu elektronicznego, który może być wykorzystywany np. do nauki zdalnej, oraz ubrań. To właśnie te zakupy – obok wydatków na podręczniki – stanowią największe obciążenie w budżecie przeznaczonym na wyprawkę. Mimo to zakup artykułów szkolnych nie stanowi już tak poważnego wyzwania dla finansów gospodarstw domowych jak jeszcze kilka lat temu. W dużej mierze to zasługa programów socjalnych, czyli m.in. 500 plus czy Dobry Start. Za ich pomocą wyprawkę sfinansuje 40 proc. opiekunów. Połowa wykorzysta na ten cel bieżące dochody, a co piąty sięgnie po oszczędności.

– Ponad 60 proc. Polaków posiadających dzieci przyznaje, że co roku kupuje nowe przybory szkolne. Co trzeci mówi o tym, że jest trochę bardziej oszczędny i stara się wykorzystać również przybory z poprzednich lat. Co 10. rodzic deklaruje, że kupi tylko niezbędne rzeczy, natomiast resztę dziecko będzie miało z poprzedniego roku lub po starszym rodzeństwie – wyjaśnia Magda Maślana.

Przy zakupach artykułów szkolnych rodzice najczęściej kierują się ich funkcjonalnością. Deklaruje to 57 proc. badanych. Około połowa opiekunów bierze jednak pod uwagę także cenę oraz upodobania dziecka.

– Często zwracamy również uwagę na walor edukacyjny – czy na pewno to, co kupujemy, będzie przydatne naszym pociechom. Z kolei dużo mniejsze znaczenie ma tutaj zdanie rodziców, na które wskazało 13 proc. badanych, oraz moda – wskazuje ekspertka Provident Polska.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/w-tym-roku-rodzice-na,p458011188

Banki odpowiadają na kryzys związany z pandemią nowymi technologiami. Już 1/3 kont bankowych zakładana jest przez internet

W związku z masową izolacją społeczeństwa w czasie pandemii koronawirusa sektor bankowy został zmuszony do rozwoju usług zdalnych, które pomogły komunikować się z klientami z pominięciem fizycznych placówek. Na popularności zyskały aplikacje mobilne oraz systemy biometrycznej identyfikacji użytkownika, które na stałe wpiszą się w tę branżę. Cyfryzacja bankowości pozwoliła wdrożyć i upowszechnić nowe usługi w pełni wykorzystujące potencjał nowych technologii.

– Część osób, które przed pandemią powszechnie korzystały z oddziałów, w jej trakcie miało obawy, czy pójść do oddziału. Ta obawa powodowała, że zwiększył się popyt na konta internetowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Leszek Skiba, prezes Banku Pekao SA. – Dzisiaj 1/3 kont bankowych zakładana jest właśnie w kanałach zdalnych, czyli bez pośrednictwa żywej osoby.

O tym, jak ważną rolę w bankowości pełnią kanały komunikacji zdalnej, świadczy raport kwartalny opracowany przez Bank BNP Paribas. Z oficjalnych danych analityków bankowych wynika, że w drugim kwartale 2020 roku znacząco wzrosło zainteresowanie alternatywnymi metodami płatności – w tym czasie zanotowano 43-proc. wzrost liczby transakcji mobilnych oraz 31-proc. wzrost liczby transakcji za pośrednictwem platformy BLIK. O 9 proc. w skali kwartału zwiększyła się także liczba klientów korzystających z aplikacji GOmobile.

Banki dostrzegają cyfrową rewolucję i starają się dostosować do nowych realiów.

– Nasza propozycja jest taka, aby zakładać sobie konto internetowe na selfie, czyli poprzez użycie smartfona, bez konieczności kontaktu z żywym człowiekiem – mówi Leszek Skiba. – Jako pierwsi zaoferowaliśmy tę usługę, dzięki czemu mieliśmy bardzo silny wzrost zakładanych kont przez internet.

Na biometryczną identyfikację użytkownika za pośrednictwem fotografii postawił także ING Bank Śląski, który wdrożył ją dla klientów biznesowych. Weryfikacji tożsamości system dokonuje po analizie dowodu osobistego i zeskanowaniu twarzy osoby wnioskującej o założenie firmy. Nieco odmienną ścieżkę zdalnej weryfikacji tożsamości w dobie pandemii obrał mBank, który umożliwia założenie konta bankowego przy wykorzystaniu e-dowodu. Zastosowań cyfrowych rozwiązań w bankowości jest coraz więcej.

– Pojawia się coraz więcej nowych inicjatyw, m.in. aplikacja PeoPay KIDS dla dzieci od szóstego roku życia. To jest karta płatnicza i aplikacja edukacyjna pozwalająca oszczędzać na różne cele, zawierająca kontrolę rodzicielską. Jest niezmiernie ważne, żeby pomóc rodzicom uczyć dzieci odpowiedzialnie gospodarować swoimi pieniędzmi i pod kontrolą, w taki sposób, żeby miały poczucie odpowiedzialności za swoje decyzje finansowe – tłumaczy ekspert.

W czasie pandemii równie ważne okazały się działania edukacyjne, które miały zachęcić klientów do korzystania z bankowości mobilnej. Szeroko zakrojoną akcję promocyjną przeprowadził Santander Bank Polska, który zrealizował filmy instruktażowe wyjaśniające klientom zasady funkcjonowania kanałów zdalnych oraz otwartej bankowości, które udostępniono na profilach społecznościowych firmy.

Credit Agricole postanowił z kolei ułatwić planowanie wizyt w placówkach bankowych, aby uniknąć kolejek i zminimalizować ryzyko wystawienia się na kontakt z osobami zarażonymi koronawirusem. Bank podjął w tym celu współpracę z twórcami aplikacji Booksy do planowania wizyt w obiektach usługowych. Za pośrednictwem aplikacji klienci, którzy z jakiegoś powodu nie mogą skorzystać ze zdalnej bankowości, mogą umówić datę i godzinę wizyty, a co za tym idzie – załatwić bankowe formalności bez stania w kolejkach.

– Banki wiedzą, że teraz jest czas, w którym klienci weryfikują wszystkie funkcjonalności i oczekują coraz więcej. Chcą, żeby pewne usługi były bardzo szybko oferowane, na e-mail i od razu. Aby zabezpieczyć interesy banku, niezmiernie ważne jest to, żeby to robić w sposób uporządkowany, dokonać zmiany technologicznej, zainwestować w IT. I to jest odpowiedź banków na pandemię, na rywalizację o to, żeby być nowoczesnym, zdigitalizowanym bankiem – wyjaśnia Leszek Skiba.

Według firmy badawczej Big Market Research wartość globalnego rynku bankowości mobilnej do 2026 roku wzrośnie do 1,83 mld dol. W najbliższych latach ma  się rozwijać w tempie 12,2 proc. w skali roku.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/banki-odpowiadaja-na,p69487657