Żel antybakteryjny na bazie roślin zabija koronawirusa równie skutecznie, co środki na bazie alkoholu. Niszczy też inne wirusy i bakterie [DEPESZA]

Od bioluminescencyjnych zestawów po dezynfekujące roboty – największe firmy na świecie badają innowacyjne technologie, które mogą pomóc w skutecznej walce z koronawirusem. Naukowcy odkryli, że dla wirusów zabójcze może okazać się światło UV-C, powstają specjalne powłoki antybakteryjne. Okazuje się, że także część roślin wykazuje właściwości, które mogą zabijać koronawirusa. Firma Hydromer ogłosiła, że jej roślinna linia produktów do dezynfekcji zabija niemal w 100 proc. wirusa SARS-Cov-2.

Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska udostępniła przeszukiwalną bazę danych produktów, które okazały się skuteczne przeciwko koronawirusowi. Lista zawiera kilka ekologicznych środków czyszczących, które powstały na bazie roślin. Pomagają  w dezynfekcji, jednak nieznana jest ich skuteczność w zabijaniu wirusów. Eksperci z Emory School of Medicine twierdzą, że wciąż jeszcze potrzeba badań nad skutecznością naturalnych produktów z roślin przeciwko koronawirusowi. Jak dotąd lista EPA zawiera pewne „bezpieczniejsze” środki dezynfekujące, takie jak kwas cytrynowy i alkohol.

Okazuje się jednak, że rośliny mogą być całkiem skuteczne w zwalczaniu koronawirusa. Firma Hydromer ogłosiła, że linia produktów EscenciaProtect wykazała znaczne zmniejszenie wzrostu wirusa wywołującego COVID-19. Testy , które przeprowadziło zewnętrzne laboratorium „Institute for Antiviral Research” na Uniwersytecie Utah wykazało, że przy rozcieńczeniach w 15-minutowych i 1-godzinnych odstępach czasu, ilość koronawirusa zmniejszała się poniżej granicy wykrywalności.

– Posiadamy jedną z pierwszych bardziej ekologicznych alternatyw dla środków odkażających na bazie alkoholu, którą przetestowaliśmy i wprowadziliśmy do globalnej sprzedaży jako odpowiedź na pandemię COVID-19 – podkreśla Peter M. von Dyck, dyrektor generalny Hydromer.

Produkty Hydromer mogą być stosowane niemal we wszystkich pomieszczeniach, także tam gdzie dezynfekcja alkoholem nie jest najlepszym rozwiązaniem. Może też być wykorzystywana znacznie szerzej, niż np. dostępne już na rynku samojeżdżące roboty, które dezynfekują pomieszczenia światłem UV-C.  

Wcześniejsze testy przeprowadzone przez inne zewnętrzne laboratoria wykazały, że produkty EscenciaProtect są również skuteczne przeciwko wielu innym drobnoustrojom, w tym w walce z Salmonellą czy E-Colą.

– Przy tak wielu segmentach rynku zdesperowanych w poszukiwaniu bezalkoholowych środków odkażających, takich jak szkoły, sklepy detaliczne, linie lotnicze i wiele innych, zdaliśmy sobie sprawę, jak ważne było przetestowanie naszej zastrzeżonej technologii pod kątem tego konkretnego wirusa – wskazuje Peter M. von Dyck. – Dostarczamy więc bardzo potrzebną alternatywę dla rozwijającego się rynku środków odkażających.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/zel-antybakteryjny-na,p1202897650

Drukowane w 3D panele fotowoltaiczne zrewolucjonizują rynek. Już wkrótce pojawią się na budynkach, samochodach czy sprzętach elektronicznych

Panele fotowoltaiczne pierwszej generacji nie nadążają za dynamicznym rozwojem sektora zielonej energii. Aby zauważalnie zwiększyć udział OZE w miksie energetycznym, konieczne będzie wdrożenie nowych metod produkcyjnych, które pozwolą efektywniej wykorzystać energię słoneczną. Pomóc mogą w tym panele perowskitowe przystosowane do pracy w nietypowych warunkach. Dzięki lżejszej konstrukcji, elastycznej strukturze i częściowej przezroczystości można stosować je m.in. w sektorze budowlanym czy transportowym. Dodatkowo można je drukować w 3D.

– Panele fotowoltaiczne to przyszłość, ponieważ energia ze słońca jest nieograniczona. Ograniczone są natomiast miejsca, gdzie można zainstalować tradycyjne panele – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Olga Malinkiewicz, założycielka Saule Technologies.

Główną przewagą paneli perowskitowych nad tymi krzemowymi jest ich wszechstronność. Ogniwa wykonane przy wykorzystaniu tego minerału krystalicznego potrafią pobierać energię nawet przy niepełnym nasłonecznieniu. Z tego powodu nadają się do stosowania w krajach, w których wykorzystanie paneli krzemowych do zwiększenia udziału OZE w miksie energetycznym byłoby nieefektywne. Ponadto najcieńsze ogniwa perowskitowe wykonane w technologii ekstrakcji mają postać cienkiego, 20-nanometrowego filmu. Dzięki temu nadają się do stosowania m.in. na elewacjach przeszklonych budynków, gdyż w takiej formie są częściowo przezroczyste.

– Potrzebne są nowe rozwiązania, bo jest jeszcze mnóstwo obszarów, które moglibyśmy wykorzystać na panele oparte na nowych technologiach. Moglibyśmy pokrywać nimi te budynki, dla których zwykłe panele są za ciężkie. Albo w miastach, na zurbanizowanych obszarach, na fasadach budynków. Moglibyśmy pokrywać nimi również mniejsze rzeczy – sprzęty elektroniczne, samochody czy żagle – wymienia Olga Malinkiewicz.

Firma Skanska już w 2018 roku rozpoczęła program testów pilotażowych technologii perowskitowej od Saule Technologies. Deweloper pokrył fasadę warszawskiego biurowca Spark prototypowymi ogniwami, aby przekonać się, jak wykorzystanie paneli tego typu wpłynie na projektowanie budynków. Testy zakończyły się sukcesem i dowiodły, że ogniwa perowskitowe nadają się do ścisłej integracji z fasadą biurowców.

– Technologia perowskitowa tak bardzo poszerzy zakres zastosowań paneli słonecznych, że będzie stosowana na szeroką skalę. Najpierw w obszarach, w których niemożliwe jest wykorzystanie zwykłej technologii krzemowej, a następnie również zamiast samego krzemu. W dalszej przyszłości można perowskit połączyć z krzemem, mamy tutaj nieograniczone możliwości. Obecnie pierwsze moduły schodzą z pierwszej linii produkcyjnej na świecie i od tego momentu zaczynamy odliczanie. W ciągu kilku lat na pewno będziemy mieli tę technologię widoczną na budynkach – przekonuje ekspertka.

Potencjałem perowskitów zainteresowała się krakowska spółka z sektora energetyki odnawialnej Columbus Energy, która zainwestuje 10 mln euro w rozwój Saule Technologies. Tym samym stała się największym udziałowcem firmy i zyskała prawo do pierwszeństwa zakupu nowych ogniw. Columbus Energy planuje rozpocząć dystrybucję polskich ogniw perowskitowych.

– Stworzyliśmy ogniwo, które jest cienkie, elastyczne, kolorowe i niemal nic nie waży. A jednocześnie jego wydajność jest taka jak paneli krzemowych. I trzeba zaznaczyć, że jest wydrukowane. Dużą siłą tej technologii jest metoda produkcji, która nie powoduje zatruwania środowiska ani powstawania odpadów, do której nie potrzeba ciężkiego przemysłu, a służy do generowania energii elektrycznej – podkreśla Olga Malinkiewicz.

Pierwsze ogniwa od Saule Technologies powinny trafić na rynek na początku 2021 roku. Firma podpisała umowę z producentami urządzeń z zakresu internetu rzeczy, którzy planują wykorzystać panele do produkcji inteligentnych czujników nowej generacji przeznaczonych m.in. do użytku wewnątrz budynków.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/drukowane-w-3d-panele,p1990368780

Miesięczne dane z gospodarki wskazują na poprawę jej kondycji w III kwartale. W centrum uwagi rządu powinien się znaleźć rynek pracy

Z danych GUS wynika, że w II kwartale polska gospodarka skurczyła się rok do roku o 8,2 proc. Zdaniem głównego ekonomisty Banku Pekao SA Ernesta Pytlarczyka miesięczne dane, które spływają z gospodarki, świadczą o tym, że między lipcem a wrześniem spadek w ujęciu rocznym będzie o ponad połowę niższy, choć należy się spodziewać, że dalsze ożywienie będzie mniej dynamiczne niż zaraz po lockdownie. Rozczarowujący okazał się odczyt wskaźnika PMI, niższy niż w sierpniu i sporo niższy od oczekiwań, choć wciąż wskazujący na rozwój sektora. Według ekonomisty priorytetem dla rządu powinna być troska o rynek pracy nawet w przypadku drugiej fali zakażeń.

– Widzimy po danych miesięcznych, że w III kwartale będzie istotna poprawa. Roczny wskaźnik PKB mógł spaść o jakieś 4–3,5 proc., więc jest to wyraźna poprawa nawet w ujęciu kwartalnym – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Ernest Pytlarczyk. – Po zniesieniu lockdownu gospodarka bardzo szybko powracała do wzrostu, mieliśmy zakupy związane z odłożonym popytem, to zostało już zaspokojone i prawdopodobnie czeka nas okres nieco mniej dynamicznego wzrostu.

W II kwartale 2020 roku polska gospodarka po raz pierwszy w historii wolnego rynku odnotowała spadek. GUS podał, że produkt krajowy brutto zmniejszył się rok do roku o 8,2 proc. i choć była to liczba znana już od dwóch tygodni, wielu ekonomistów liczyło na płytszą regresję. W dodatku opublikowany 1 września wskaźnik PMI, obrazujący nastroje menedżerów zajmujących się zakupami, czyli mających wiedzę o skali przyszłej produkcji, ukształtował się na poziomie 50,6, podczas gdy spodziewano się wzrostu z 52,8 w sierpniu do 52,9.

Moim zdaniem bieżąca zdolność predykcyjna wskaźnika PMI jest ograniczona. Były okresy, kiedy PMI wyraźnie spadał, a PKB się utrzymywał. W PMI jest nadreprezentacja firm eksportowych. To jest zresztą dość mała próbka ankietowanych przedsiębiorstw, prawdopodobnie mniej niż 300 – przekonuje główny ekonomista Banku Pekao SA.

Jak podkreśla, to spowolnienie odbicia jest naturalne i charakterystyczne nie tylko dla naszego kraju.

– Dane, które napływają z gospodarek europejskich, wskazują na pewną stabilizację, wypłaszczenie trajektorii ożywienia. Nie jest to dziwne, gdyż mamy tam do czynienia ze wzrostem liczby zachorowań, szczególnie w takich krajach jak Hiszpania i Francja, co studzi optymizm. Dodatkowo trzeba się liczyć z tym, że nie każdy kraj będzie stać na wydłużenie pakietów ochronnych, szczególnie dla rynku pracy – przewiduje dr Ernest Pytlarczyk. – Otoczenie jest chłodniejsze niż było jeszcze dwa–trzy miesiące temu. To wypłaszczenie najpierw będzie dotyczyło konsumpcji, bo ten popyt odłożony został zrealizowany. Przemysł i eksport bardzo pozytywnie nas zaskakują, w dużym stopniu jest to połączone z ożywieniem w gospodarce niemieckiej.

Niemcy odpowiadały w I połowie 2020 roku za 28,2 proc. odbioru polskiego eksportu, a to o 0,5 pkt proc. więcej niż rok wcześniej. Dla porównania następne w kolejności Czechy mają tylko 6-proc. udział. W tym wypadku  dobra wiadomość jest taka, że pod koniec sierpnia nasi zachodni sąsiedzi zdecydowali o przedłużeniu pakietu pomocowego dla firm do końca 2021 roku – chodzi o dopłaty do pracy krótkoterminowej oraz zamrożenie przepisów o niewypłacalności firm. Dodatkowe środki mają wynieść 10 mld euro.

Niemcy starają się tchnąć energię w kurczącą się gospodarkę – według najnowszych prognoz rządu w Berlinie PKB tego kraju spadnie w tym roku o 5,8 proc., czyli mocniej niż w Polsce, choć wcześniej zakładano spadek o 6,3 proc. W przyszłym roku jednak wzrost gospodarczy ma wynieść tylko 4,4 proc. wobec prognozowanych wcześniej 5,2 proc. Polski rząd zakłada natomiast wzrost gospodarki w 2021 roku o 4 proc. i deficyt budżetowy na poziomie 82,3 mld zł. To mniej niż w tym roku, gdy niedobór wpływów do wydatków budżetowych zapowiedziany został na 109,3 mld zł.

 W takiej sytuacji jak obecnie ciężko oceniać, czy założenia makroekonomiczne Ministerstwa Finansów i Ministerstwa Rozwoju są realistyczne. Niemniej jednak wydaje się, że są one dość zbliżone do konsensusu rynkowego – ocenia główny ekonomista Banku Pekao SA. – Co więcej, te projekcje budżetowe na ten i przyszły rok są oceniane jako konserwatywne przez uczestników rynku i powszechnie raczej oczekuje się, że deficyt jest założony z pewną górką, a więc realizacja będzie i w tym, i w przyszłym roku lepsza, niż zakłada minister finansów.

Według ekonomisty kluczem do złagodzenia skutków wirusa SARS-CoV-2 jest wspieranie rynku pracy. W II kwartale liczba bezrobotnych w Polsce wprawdzie nie wzrosła znacząco, ale zwiększyło się za to grono osób biernych zawodowo. Niemal 700 tys. zatrudnionych nie wykonywało pracy z powodu przerwy w działalności pracodawcy, a to niemal 100 razy więcej niż rok wcześniej, natomiast ponad 0,5 mln pracowało w zmniejszonym wymiarze czasu pracy (513 tys. wobec 18 tys. rok wcześniej).

Zagrożeniem na drodze wychodzenia gospodarek z kryzysu są czynniki związane stricte z pandemią, czyli decyzje polityczne, czy zamykamy gospodarkę, czy stosujemy wybiórcze, regionalne lockdowny. Zagrozić mogą również decyzje na poziomie europejskim co do kontynuacji poluzowania fiskalnego – wylicza ekonomista. – Prawdopodobnie jesteśmy w dość wrażliwej fazie, jeżeli chodzi o wychodzenie z kryzysu, i łatwo pogorszyć nastroje zbyt szybkim wycofaniem pakietów stymulacyjnych. Cały nasz sukces w wychodzeniu z lockdownu w dużej mierze bazował na tym, że udało się zahibernować rynek pracy. On powinien być obszarem szczególnej troski ze strony polityki gospodarczej, dlatego że rzutuje później na bardzo wiele procesów w gospodarce, a więc i konsumpcję, i prawdopodobnie inwestycje.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/miesieczne-dane-z,p1519199403

Przekop Mierzei Wiślanej idzie zgodnie z planem. Projekt ma pobudzić gospodarczo i turystycznie cały region

– Po uruchomieniu nowego kanału żeglugowego i otwarciu Zalewu Wiślanego na Morze Bałtyckie spodziewamy się większej liczby turystów – mówi Katarzyna Krzywda z Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej. Przekop Mierzei Wiślanej ma także pozytywnie wpłynąć na rozwój gospodarczy całego regionu. Pojawiają się inwestorzy chętni do budowy terminali w elbląskim porcie.

– Projekt jest procedowany przez inwestora, czyli przez dyrektora Urzędu Morskiego w Gdyni, zgodnie z harmonogramem. W tej chwili trwa budowa portu zewnętrznego, wbijanie ścianek szczelnych i obudowa wyspy, tak że prace postępują bardzo dynamicznie i mamy nadzieję, że zostaną zakończone zgodnie z harmonogramem – mówi agencji Newseria Biznes Katarzyna Krzywda, dyrektor Departamentu Gospodarki Morskiej w Ministerstwie Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej.

Jak wynika z ostatnich informacji generalnego wykonawcy – polsko-belgijskiego konsorcjum NDI/Besix – podawanych przez resort gospodarki morskiej, teraz trwa budowa portu osłonowego (falochron wschodni i zachodni, na którym wykonano już 65 proc. prac). W najbliższych planach jest rozpoczęcie głównych robót czerpalnych, które pozwolą na przyjęcie statków ze Skandynawii z kamieniem hydrotechnicznym. Zostanie on wykorzystany do budowy narzutów na falochronie wschodnim i zachodnim. Poza tym realizowane są dostawy kamienia z polskich kopalń na południu kraju, a na terenie budowy stanął węzeł betoniarski, aby zmniejszyć ciężki transport betonu na lokalnych drogach.

Prace przy kanale żeglugowym toczą się zgodnie z harmonogramem. W części północnej i południowej wykonywane są roboty ziemne i pogrążane są kolejne ścianki, a w miejscu wykonywanej śluzy powstaje szczelna przesłona, która ma wzmocnić podłoże gruntowe. Trwa również budowa dwóch mostów obrotowych, które umożliwią ciągłe utrzymanie ruchu samochodowego w rejonie kanału. W połowie przyszłego roku, przed rozpoczęciem sezonu turystycznego, mostem południowym przejadą pierwsze samochody.

Przekop Mierzei Wiślanej jest realizowany przede wszystkim ze względu na nadrzędny interes publiczny, jakim jest zapewnienie bezpieczeństwa publicznego państwa. Oczywiście spodziewamy się również pozytywnych skutków ekonomicznych: większej liczby przeładunków w Porcie Elbląg, co przyczyni się do rozwoju gospodarczego całego regionu. Już dziś pojawiają się zagraniczni inwestorzy, którzy są zainteresowani budową terminali w tym porcie, aby stąd prowadzić transport towarów – podkreśla Katarzyna Krzywda.

Jak podkreśla, z pewnością nastąpi także rozwój turystyki w regionie. Większy ruch turystyczny to szansa dla małych portów jachtowych, które zostały wybudowane w obszarze Zalewu Wiślanego i nie są obecnie wykorzystywane, bo żegluga jest ograniczona i obecnie może się odbywać tylko między portami polskimi.

Po uruchomieniu nowego kanału żeglugowego i otwarciu Zalewu Wiślanego na Morze Bałtyckie spodziewamy się większej liczby turystów. Gminy nadzalewowe, zwłaszcza gminy zlokalizowane na Mierzei Wiślanej, obawiały się o ruch turystyczny po rozpoczęciu budowy, ale okazało się, że inwestycja przyciąga ogromną liczbę turystów, którzy przyjeżdżają zobaczyć ten teren i już obiecują, że powrócą po zakończeniu prac – zauważa Katarzyna Krzywda.

Przekop Mierzei Wiślanej to strategiczna inwestycja finansowana z budżetu państwa. Inwestorem jest Urząd Morski w Gdyni, a projekt nadzoruje Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej.

Ministerstwo wspiera zarząd Portu w Elblągu. Zgodnie z ustawą o portach i przystaniach morskich sam zarząd portu ma możliwość pozyskania środków, chociażby unijnych, na jego rozbudowę. Z budżetu państwa budowana jest droga wodna i myślę, że również w ramach Krajowego Planu Odbudowy, który jest formułowany, zarząd portu i miasto będą w stanie pozyskać środki do jego rozbudowy – mówi Katarzyna Krzywda.

Na obecnym etapie inwestycja obejmuje budowę portu osłonowego od strony Zatoki Gdańskiej oraz kanału żeglugowego ze śluzą i konstrukcją zamknięć wraz ze stanowiskami oczekiwania od strony Zatoki Gdańskiej i Zalewu Wiślanego. W ramach projektu powstanie także nowy układ drogowy z obrotowymi mostami o konstrukcji stalowej, które umożliwią przejazd nad kanałem przed śluzą i za śluzą, oraz sztuczna wyspa na Zalewie Wiślanym. Nowy kanał żeglugowy, który połączy Zalew Wiślany i Zatokę Gdańską, będzie miał ok. 1 km długości i 5 m głębokości. Całkowita długość nowej drogi wodnej to prawie 23 km.

Jeszcze we wrześniu ma ruszyć internetowe głosowanie w ramach konkursu na nazwę dla nowej wyspy, która zostanie usypana na Zalewie Wiślanym podczas budowy kanału. Propozycje można było przesyłać na adres Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej do 31 sierpnia. We wrześniu komisja konkursowa wybierze najciekawsze i najczęściej powtarzające się propozycje. Drugi etap – ogólnopolskie internetowe głosowanie –  zaplanowany jest na wrzesień.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/przekop-mierzei-wislanej,p535492577

Rdzeń Ziemi starszy, niż się wydawało. Naukowcy obliczyli, że może liczyć nawet 1,3 mld lat [DEPESZA]

Jedną z tajemnic Ziemi jest wiek jej wewnętrznego jądra. Naukowcy od dawna uważają, że rdzeń Ziemi odgrywa istotną rolę w tworzeniu osłony magnetycznej, która sprawia, że planeta nadaje się do zamieszkania. Różne były jednak szacunki, kiedy faktycznie uformował się jej rdzeń wewnętrzny. Najnowsze badania wykazały, że jest on znacznie starszy, niż wydawało się do tej pory – zamiast 565 mln lat liczy ich nawet dwukrotnie więcej.

W ciągu 4,5 mld lat historii Ziemi jej całkowicie płynne żelazne jądro ostygło na tyle, że utworzyło w środku stałą kulę. Obecnie jądro naszej planety składa się z litego wewnętrznego jądra żelaznego otoczonego rdzeniem zewnętrznym ze stopionego żelaza.

Rdzeń pełni istotną rolę, bo tworzy osłonę magnetyczną, która chroni naszą planetę przed szkodliwymi strumieniami promieniowania słonecznego. To dzięki temu ​​Ziemia nadaje się do zamieszkania. Naukowcy mają jednak problem z oszacowaniem wieku jądra naszej planety. Niedawno amerykańscy badacze stworzyli w laboratorium warunki zbliżone do centrum Ziemi i ustalili, że jądro jest znacznie starsze, niż wydawało się do tej pory. Wcześniejsze badania mówiły, że liczy ono 565 mln lat, jednak okazuje się, że może mieć nawet 1,3 mld lat.

Wyniki badań pomogą określić sposób, w jaki rdzeń przewodzi ciepło oraz źródła energii, które zasilają geodynamikę planety, czyli mechanizm podtrzymujący pole magnetyczne Ziemi.

– Ludzie są bardzo ciekawi wiedzy o pochodzeniu geodynamiki, sile pola magnetycznego, ponieważ przyczyniają się one do przystosowania planety do życia – tłumaczy Jung-Fu Lin, profesor na Uniwersytecie Teksasu, który kierował badaniami.

Obecnie w jądrze Ziemi występują dwa rodzaje konwekcji: termiczna, generowana przez wahania temperatury, oraz kompozycyjna, w której lżejsze pierwiastki uwolnione na granicy wewnętrznego rdzenia wznoszą się przez płynny rdzeń zewnętrzny. W obu przypadkach wytwarzane są prądy elektryczne, które ładują rdzeń. Zanim jednak wykrystalizował się stały rdzeń, w jądrze Ziemi możliwa była tylko konwekcja termiczna.

Aby przewodzić i utrzymywać takie temperatury, które pozwolą generować geodynamo, przewodność cieplna żelaza musi być bardzo wysoka. Zespół amerykańskich naukowców  postanowił przyjrzeć się przewodności cieplnej żelaza pod ciśnieniem i w temperaturach zbliżonych do temperatur w rdzeniu. Osiągnęli to poprzez ściskanie podgrzanych laserem próbek żelaza między dwoma diamentowymi kowadłami.

– Gdy oszacowaliśmy, ile ciepła przepływa z zewnętrznego jądra do dolnego płaszcza ziemskiego, mogliśmy określić, kiedy Ziemia ostygła dostatecznie do tego stopnia, że rdzeń wewnętrzny zaczął się krystalizować – tłumaczy Jung-Fu Lin. – Dzięki lepszym informacjom na temat przewodnictwa i strumienia ciepła mogliśmy dokładniej oszacować wiek wewnętrznego rdzenia Ziemi.

Naukowcom udało się zmierzyć przewodność elektryczną i cieplną próbki pod ciśnieniem 170 gigapaskali (1,7 mln razy większe niż ciśnienie atmosferyczne) oraz w temperaturze 3 tys. kelwinów. Kiedy zmierzyli przewodnictwo w próbce, okazało się, że jest ono nawet o 50 proc. niższe niż to, co byłoby wymagane dla oszacowania wieku rdzenia wewnętrznego na 565 mln lat. Naukowcy ustalili górną granicę przewodnictwa cieplnego ciekłego żelaza w warunkach rdzenia, a dzięki temu mogli oszacować wiek wewnętrznego jądra Ziemi na 1–1,3 mld lat.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/rdze-ziemi-starszy-niz,p1376996753

Sztuczna inteligencja usprawnia i automatyzuje obsługę w e-handlu. Coraz szerzej wykorzystywana jest także w procesie płatności

W 2020 roku już 73 proc. internautów wykonuje zakupy za pośrednictwem internetu, o 11 proc. więcej niż w 2019 roku. Wraz ze wzrostem zainteresowania tą gałęzią gospodarki rośnie zapotrzebowanie na narzędzia, które ułatwią komunikację i zawieranie transakcji z klientami. W udoskonaleniu oraz automatyzacji procesów sprzedażowych pomogą systemy sztucznej inteligencji usprawniające weryfikację klientów, zbieranie opinii czy obsługę przedsprzedażową.

Według raportu „E-Commerce w Polsce 2020. Gemius dla e-Commerce Polska” w 2020 roku już 73 proc. internautów wykonuje zakupy za pośrednictwem internetu, o 11 proc. więcej niż w 2019 roku. Wraz z rozwojem rynku rośnie zapotrzebowanie także na nowoczesne narzędzia, oparte na uczeniu maszynowym i sztucznej inteligencji.

– Wykorzystanie sztucznej inteligencji dla klienta oznacza przede wszystkim komfort oraz zrozumienie jego potrzeb. Chodzi o to, żeby była naszym osobistym concierge, domyśliła się pewnych rzeczy, które chcemy wykonać, i zrobiła je za nas, albo zapytała się, czy chcemy to wykonać. I to jest bankowość XXI wieku. Sztuczna inteligencja jest pośrednikiem pomiędzy klientem a rzeczami, które musimy wykonywać – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Grzegorz Szulik, prezes zarządu Provema.

Systemy sztucznej inteligencji pozwoliły w pełni zautomatyzować proces obsługi klientów korzystających z oferty Provema. Firma wykorzystuje inteligentne algorytmy w procesie weryfikacji i autoryzacji dokumentów. Oprogramowanie wyszkolono do porównywania podpisów z bazą referencyjną oraz sprawdzania, czy złożono je we właściwym miejscu, automatycznej weryfikacji podlega również skan dowodu osobistego. W razie wystąpienia jakichś nieprawidłowości klient proszony jest o poprawienie wskazanych błędów, zanim dokumenty zostaną przesłane do ostatecznego rozpatrzenia.

– Od samego początku skupialiśmy się na sztucznej inteligencji. Staramy się zaszywać ją w wielu procesach, nawet takich, które nie do końca są po stronie użytkownika. Pozwala nam eliminować błędy, zmniejszać koszty i poprawiać user experience. Wdrożyliśmy powiadomienia w aplikacji, system antyfraudowy czy podpowiadanie transakcji, które użytkownik powinien wykonać ze względu na swoją cykliczność  mówi Grzegorz Szulik.

Nad usprawnieniem procesu obsługi klientów z branży e-commerce pracują również inżynierowie firmy Vica, którzy wdrożyli technologię Smarter Stand-in Processing. Nowe rozwiązanie wykorzystuje inteligentne algorytmy do zredukowania liczby odrzuconych transakcji online w czasie awarii bankowych systemów płatności. W wypadku niedostępności systemów płatniczych Smarter STIP skanuje dotychczasowe transakcje wykonane za pośrednictwem danej karty i na podstawie dogłębnej analizy historycznej wyręcza dostawcę karty w podejmowaniu decyzji o zatwierdzeniu konkretnej transakcji.

Potencjał sztucznej inteligencji doceniła również firma Mastercard, która nawiązała współpracę partnerską z Microsoftem w celu rozwoju nowych, innowacyjnych technologii na rynek fintechowy. Firmy planują usprawnić i przyspieszyć przebieg całego procesu sprzedażowego, wykorzystując potencjał technologii automatyzujących obsługę klienta funkcjonujących w ramach platformy chmurowej Azure wspieranej przez sztuczną inteligencję.

SI coraz częściej znajduje także zastosowanie w płatnościach na rynku e-commerce, którego potencjał zwłaszcza w czasie pandemii błyskawicznie rośnie.

– To jest ułatwienie sposobu bankowania, wykonywania przelewów i transakcji, czyli implementacja tej sztucznej inteligencji w to, żeby te procesy zachodziły szybciej i sprawniej oraz żeby błędów było jak najmniej – zauważa Grzegorz Szulik.

Według firmy badawczej Research and Markets wartość globalnego rynku fintechów do 2023 roku wzrośnie do blisko 306 mld dol. W najbliższych latach ma on się rozwijać w tempie ponad 22 proc. w skali roku.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/sztuczna-inteligencja,p2121559544

Firmy inwestujące w automatyzację i robotyzację bardziej odporne na koronakryzys. Łatwiej będzie im też przyciągnąć inwestorów

W Polsce na 10 tys. miejsc pracy przypadają 42 roboty, podczas gdy europejska średnia sięga 114, co pokazuje ogromny potencjał wdrażania automatyzacji na krajowym rynku. Bez tego trudno będzie utrzymać konkurencyjność polskiego przemysłu i przyciągać zagraniczne inwestycje. Jak pokazała sytuacja związana z koronawirusem, firmy, które wdrożyły rozwiązania Przemysłu 4.0, w wyniku kryzysu ucierpiały najmniej. Co trzecie małe przedsiębiorstwo planuje w najbliższych latach robotyzację, nie zawsze jednak wie, od czego zacząć. Inteligentne platformy pomagają zarządzać procesami przemysłowymi oraz je optymalizować.

– Do tej pory polski przemysł był głównie związany z montażem. W tej chwili coraz więcej wytwórców pojawia się na naszym rynku, co daje ogromny potencjał do tego, żeby automatyzować i robotyzować. W Europie Środkowej i Wschodniej pod względem robotyzacji wyprzedzają nas Czesi. Mimo że my siebie postrzegamy jako nowoczesny kraj, to w skali europejskiej jeszcze jesteśmy manualnym zaściankiem – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Artur Pollak, prezes zarządu APA Group.

Z raportu Międzynarodowej Federacji Robotyki (IFR) wynika, że w polskim przemyśle na koniec 2018 roku na 10 tys. miejsc pracy przypadały 42 roboty. We wszystkich innych branżach to ok. 30 maszyn. Chociaż co roku obserwowany jest dynamiczny wzrost, to wciąż sporo brakuje nam do innych państw. Średnia dla Europy wynosi bowiem 114 robotów, a dla świata – 99. W rankingu wyprzedzają nas m.in. Słowacja i Czechy (ok. 135 maszyn na 10 tys. miejsc pracy) oraz Niemcy, gdzie wskaźnik ten przekracza 330. W Singapurze i Korei Południowej wynosi on odpowiednio 831 i 774.

– Mamy do odrobienia olbrzymią lekcję. Wszystko jest związane z cyfryzacją gospodarki. My rozumiemy cyfryzację w ten sposób, że zaczynamy używać komunikatorów. Ze względu na pandemię przeszliśmy na cyfrowe zarządzanie procesem, a do tego służy właśnie automatyzacja. Została stworzona po to, żeby łatwiej zarządzało się wszystkimi procesami niż do tej pory – tłumaczy Artur Pollak.

Z badania wykonanego na zlecenie Universal Robots „Barometr Robotyzacji MŚP” wynika, że mniejsze firmy w Polsce chcą inwestować w roboty. Co trzecia planuje to zrobić w najbliższych latach. Większość przedsiębiorstw ocenia, że robotyzacja pozwoli im obniżyć koszty produkcji, a tym samym zwiększyć jej efektywność (82,7 proc.), zwiększy wolumen wytwarzanych produktów (71,2 proc.) i skróci czas od zamówienia do realizacji (68,3 proc.).

– Automatyzacja małych i średnich przedsiębiorstw polega na tym, że uzupełniamy park maszynowy automatami, robotami, staramy się wyeliminować punkty trudne w tym procesie albo te, gdzie jakość jest bardzo istotna. Wszędzie tam, gdzie człowieka można zastąpić, powinniśmy to robić, dlatego że maszyny są przystosowane do ciągłej, żmudnej, ciężkiej pracy – przekonuje prezes APA Group.

To nie oznacza jednak wypierania ludzi z miejsc pracy. Proces cyfryzacji i automatyzacji nierozerwalnie jest bowiem związany z zapotrzebowaniem na jego obsługę, czyli wymaga obsługi człowieka.

– W ostatnich 10 latach powstał koncept Przemysłu 4.0, który zakłada, że każdym procesem da się zarządzać cyfrowo, czyli da się zamienić niezrozumiałą maszynę w prosty proces technologiczny – mówi Artur Pollak. – Tylko w momencie, gdy nasza gospodarka będzie przystosowana cyfrowo, będziemy partnerami dla dużych europejskich firm, może również azjatyckich i amerykańskich. To jest warunek konieczny, który musimy jako małe, średnie przedsiębiorstwa zacząć spełniać.

Badanie PSI Polska „Gotowość firm produkcyjnych do wdrożenia rozwiązań Przemysłu 4.0” wskazuje, że 70 proc. firm, które znają koncepcję Przemysłu 4.0, wdraża jego rozwiązania. Jednak słyszała o niej tylko nieco ponad połowa przedsiębiorstw.

 Przemysł 4.0 pozwala wyprzedzać rozwój wydarzeń. Sytuacja związana z COVID-19 pokazała, że zakłady, które już go u siebie zastosowały, najmniej ucierpiały. Zarządzają całym przepływem w sposób cyfrowy, w związku z tym, jeżeli nie ma zapotrzebowania po stronie klientów, to nie mają zbyt dużych magazynów czy ulokowanych środków finansowych w tych miejscach, które są bardzo istotne z punktu widzenia wytwórczego – mówi prezes APA Group.

Zdaniem eksperta, jeśli przejdziemy na gospodarkę cyfrową, mamy szansę przyciągnąć nowych inwestorów, firmy, które chcą przenieść lub zlecić produkcję w innym kraju.

Wielu przedsiębiorców z MŚP zakłada, że wdrożenie Przemysłu 4.0 wiąże się z dużymi kosztami. Chciałbym ich przekonać, że niekoniecznie. Oni mają parki maszyn, które już funkcjonują. Nie ma potrzeby ich wymieniać. Chcemy dodać narzędzie, które usprawni ich działanie, spowoduje, że będziemy mieli jeszcze większe moce – wyjaśnia Damian Gąsiorek, menadżer R&D w APA Group. – Dzięki temu będziemy potrafili gromadzić dane płynące z maszyn, co pozwoli nam rozszerzyć możliwości całego systemu i przedsiębiorstwa.

Pierwszym prostym krokiem może być wdrożenie platformy, z poziomu której będzie możliwe opracowanie planu wprowadzania innowacyjnych rozwiązań i zarządzanie nimi.

– Platforma Nazca umożliwia oszacowanie kosztów produkcyjnych i przewidywanie niekorzystnej sytuacji, która może się wydarzyć w łańcuchu produkcyjnym. Dzięki niej jesteśmy w stanie dostarczyć wiedzę ekspercką, której w tej chwili jest za mało na rynku – tłumaczy Artur Pollak.

Nazca 4.0 wykorzystuje algorytmy Big Data i machine learning. Zbiera sygnały z całego łańcucha produkcyjnego i sugeruje optymalne rozwiązania, analizuje spływające dane i podpowiada działania, które zapobiegną przestojom. Wersja testowa platformy jest już w użyciu, ale stale wprowadzane są nowe rozwiązania.

– Zapraszamy automatyków, kierowników produkcji, a przede wszystkim właścicieli MŚP do programu pilotażowego Nazca 4.0. Wystarczy skontaktować się z nami. Chętnym nadamy status testera i będziemy zapraszać do poszczególnych etapów projektu. W zamian za opinie i możliwość testowania naszego narzędzia oferujemy możliwość zmodernizowania swojego zakładu produkcyjnego oraz nabycia unikatowej wiedzy od specjalistów, którzy na co dzień automatyzują zakłady największych gigantów na świecie – mówi Damian Gąsiorek.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/firmy-inwestujace-w,p1708750586

Polska ma dobre warunki do rozwoju morskich farm wiatrowych. Do 2050 roku ich moc może sięgnąć 20 GW

W morskich farmach wiatrowych w przyszłości produkowana będzie większość energii elektrycznej wykorzystywanej przez państwa leżące w pobliżu obszarów morskich. – W Polsce do 2050 roku mamy szansę osiągnąć 20 GW mocy zainstalowanej na morzu – mówi Mariusz Witoński z Polskiego Towarzystwa Morskiej Energetyki Wiatrowej. To największy potencjał spośród państw bałtyckich. Efektem rozwoju takich farm wiatrowych dla polskiego rynku może być wygenerowanie nawet 60 tys. nowych miejsc pracy i pobudzenie wielu sektorów gospodarki. 

W 2030 roku moc zainstalowana morskich farm wiatrowych może sięgnąć 6 GW, a do 2040 roku dwa albo nawet trzy razy więcej.

Polska ma duży potencjał związany z możliwością powstawania morskich farm wiatrowych, największy spośród państw bałtyckich. Trudno na razie powiedzieć, czy i w jakim zakresie na przyłączanie nowych mocy pozwoli nasz system przesyłowy. To się okaże w trakcie realizacji planów inwestycyjnych naszego operatora systemu przesyłowego. Niemniej jednak wiele wskazuje na to, że do 2050 roku będziemy mieli szansę osiągnąć 20 GW mocy zainstalowanej na morzu – mówi agencji Newseria Biznes Mariusz Witoński, prezes Polskiego Towarzystwa Morskiej Energetyki Wiatrowej.

Efektem rozwoju morskich farm wiatrowych dla polskiego rynku może być wygenerowanie nawet ok. 60 tys. nowych miejsc pracy. Ocena skutków regulacji przygotowana do ustawy offshore’owej (ustawy o promowaniu wytwarzania energii elektrycznej w morskich farmach wiatrowych) zakłada, że w fazie inwestycyjnej, podczas rozwoju i budowy farm (lata 2024–2033), będzie potrzebnych 34 tys. etatów, natomiast w fazie operacyjnej przy obsłudze gotowych farm, po 2033 roku, będzie to ok. 29 tys.

Jak podkreśla ekspert PTMEW, napędzi to także rozwój całego przemysłu morskiego oraz tradycyjnych gałęzi, jak np. przemysłu elektromaszynowego, ciężkiego czy kablowego.

Z kolei wysokość inwestycji może w ciągu dekady wynieść 70 mld zł. To jest skala zamówień, o które będą mogły się ubiegać polskie firmy, plus wpływy podatkowe, które bezpośrednio zasilą budżet – mówi. – Jest to interesujący obszar dla wszystkich branżowych inwestorów operujących w skali globalnej w sektorze energetycznym.

Według oceny skutków regulacji pozytywne efekty dla sektora finansów publicznych w formie wpływów z podatków będą widoczne do 2058 roku

Morska energetyka wiatrowa jest jednym z najszybciej rozwijających się sektorów energetyki w Europie.  

W jej przypadku można realizować bardzo duże wolumeny mocy i tworzyć liczne zgrupowania elektrowni wiatrowych, dlatego jest to interesujący obszar dla wszystkich branżowych inwestorów operujących w skali globalnej w sektorze energetycznym. To w morskich farmach wiatrowych w przyszłości produkowane będzie gros energii elektrycznej wykorzystywanej przez państwa leżące w pobliżu obszarów morskich – mówi Mariusz Witoński.

W 2019 roku, zgodnie z danymi Europejskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej WindEurope, na morzu zostało zainstalowanych 3,6 GW nowych mocy (łącznie w 12 krajach było na koniec roku zainstalowanych 22 GW). Do użytku zostało oddanych 10 farm morskich w pięciu krajach. Liderem pozostaje  Wielka Brytania, która zainstalowała 1,7 GW nowych mocy, czyli połowę rocznego wyniku w Europie. Niemcy zainstalowały 1,1 GW, Dania – 374 MW, natomiast Belgia – 370 MW.

Jeśli chodzi o rozwój morskiej energetyki w Europie, z całą pewnością wszystkie oczy zwrócone są na Wielką Brytanię. To w tej chwili lider rynku oraz prekursor wielu rozwiązań regulacyjnych, które spowodowały, że to właśnie morza okalające Zjednoczone Królestwo są największym offshore’owym poligonem inwestycyjnym w Europie – mówi prezes Polskiego Towarzystwa Morskiej Energetyki Wiatrowej.

Ten kraj był inspiracją dla zaproponowania w projekcie polskiej ustawy offshore’owej regulacji dotyczących zapewnienia udziału lokalnego przemysłu w łańcuchu dostaw dla morskiej energetyki wiatrowej. Według zapowiedzi Ministerstwa Klimatu projekt ustawy, w nowej wersji zaprezentowany w lipcu br., ma trafić do Sejmu w październiku. Zakłada ona w pierwszej fazie działania systemu wsparcie dla farm o łącznej mocy 5,9 GW.

Jeśli chodzi o rozwiązania technologiczne, to ciekawym kierunkiem jest rozwijanie zintegrowanych systemów wyprowadzenia mocy z morskich farm wiatrowych w technologiach prądu stałego. Rozwiązania w tym zakresie w skali systemowej realizowane są przede wszystkim w Niemczech. Wszystko wskazuje na to, że pierwsza faza rozwoju projektów morskich farm wiatrowych w Polsce będzie bazować na rozwiązaniach zmiennoprądowych, natomiast w nieco odleglejszej przyszłości, zwłaszcza w odniesieniu do projektów położonych dalej od brzegu, najprawdopodobniej będziemy mieli do czynienia z rozwojem technologii z wykorzystaniem prądu stałego – mówi Mariusz Witoński.

Global Wind Energy Council ocenia, że w kolejnych latach spodziewany jest dynamiczny rozwój tego sektora energetyki nie tylko w Europie, która jest liderem, ale i w Azji, np. w Chinach, oraz w Ameryce Północnej. Do 2030 roku ma zostać oddanych ponad 230 GW nowych morskich mocy wiatrowych.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/polska-ma-dobre-warunki-do,p441317684

Innowacyjne lampy skutecznie zabijają koronawirusa i dezynfekują powierzchnie. Czujniki ruchu pozwalają zastosować je w hotelach [DEPESZA]

Światło ultrafioletowe jest od dziesięcioleci używane do zatrzymywania patogenów. Okazuje się, że jest też skuteczne w zwalczaniu koronawirusa. Opracowane przez zespół naukowców urządzenie UVC PureLight 360 bezpiecznie dezynfekuje powierzchnie i zabija do 99,9 proc. wirusów i bakterii w ciągu kilku minut. – Wykorzystaliśmy unikalne połączenie sprawdzonego, stuletniego indukcyjnego oświetlenia UVC z najnowszą technologią LED, aby stworzyć potężny system dezynfekcji ultrafioletem – tłumaczy Justin Miller, dyrektor ds. technologii i współzałożyciel UVC PureLight 360.

Ultrafiolet już od lat jest wykorzystywany do eliminowania różnych patogenów. Teraz okazuje się, że może być skuteczny także w walce z koronawirusem.

– Światło UVC to sprawdzone i doskonałe rozwiązanie do szybkiej dezynfekcji pomieszczeń i niedrogie, przełomowe uzupełnienie technologii dezynfekcji – podkreśla dr Minghsun Liu, mikrobiolog, specjalista ds. chorób zakaźnych ze Szpitala Południowej Kalifornii w Culver City i Centrum Medycznego Cedars-Sinai.

Światło widzialne należy do wyjątkowego obszaru całego spektrum elektromagnetycznego. Pełne widmo składa się z fal radiowych, mikrofal, podczerwieni, światła widzialnego, ultrafioletu, promieni rentgenowskich i gamma, a wszystkie emitują energię. Spośród nich promienie ultrafioletowe (UV), rentgenowskie i gamma to fale o wysokiej częstotliwości. UVC ma zdolność zabijania zarazków i jest alternatywą dla dezynfekcji chemicznej. Takiego światła można używać do sterylizacji przedmiotów, wody, różnych powierzchni i materiałów.

– Testy przeprowadzone przez Intertek Labs USA potwierdziły skuteczność światła UVC poprzez inaktywację do 99,9 proc. wirusów i bakterii w pomieszczeniu o wymiarach 5 x 5 m w ciągu 5 minut. System jest opłacalnym i wydajnym rozwiązaniem spełniającym wymagania w zakresie bezpieczeństwa i higieny w dzisiejszych, trudnych czasach – przekonuje dr Minghsun Liu.

Badania z 2002 roku potwierdziły np., że UVC po sześciu minutach ekspozycji inaktywuje SARS (ciężki ostry zespół oddechowy). Najnowsze badania wykazały, że światło to jest równie skuteczne w walce z koronawirusem. Zgodnie jednak z zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia, bezpośrednia ekspozycja na promieniowanie UVC nie powinna być stosowana do dezynfekcji jakichkolwiek obszarów skóry. Może być użyte do dezynfekcji powierzchni, istotne jednak, by były to przetestowane urządzenia. Takim jest opracowane niedawno UVC PureLight 360, które eliminuje większość patogenów.

– W obliczu nowej rzeczywistości w czasie pandemii COVID-19 firmy i instytucje nadal polegają na ręcznych i niewystarczających technikach dezynfekcji, które obejmują stosowanie agresywnych chemikaliów i sprayów, które oczyszczają tylko powierzchnie – wskazuje Alan Mandel, dyrektor generalny i współzałożyciel firmy UVC PureLight 360. – Zdaliśmy sobie sprawę, że istnieje lepszy sposób dezynfekcji patogenów bez użycia chemikaliów, w bezpieczny, zautomatyzowany sposób, wykorzystujący moc światła UVC. 

Jak podkreślają twórcy urządzenia, łączy ono działanie UVC z nową technologią, dzięki czemu jest znacznie bardziej skuteczne niż inne, podobne urządzenia.

– Wykorzystaliśmy unikalne połączenie sprawdzonego, stuletniego indukcyjnego oświetlenia UVC z najnowszą technologią LED, aby stworzyć potężny system dezynfekcji ultrafioletem – tłumaczy Justin Miller, dyrektor ds. technologii i współzałożyciel UVC PureLight 360.

System jest sterowany ręcznie i bezprzewodowo, przy tym wykorzystuje długo działające żarówki oraz maksymalną wydajność precyzyjnie obliczoną i udowodnioną, że jest skuteczna przeciwko patogenom. Dzięki czujnikom ruchu jest bezpieczny dla człowieka i może być instalowany np. w hotelach.

– Nasz system jest łatwy w obsłudze poprzez panel sterowania na pokładzie lub bezprzewodowo przez Bluetooth czy WiFi za pomocą naszej bezpłatnej aplikacji towarzyszącej. Funkcje bezpieczeństwa obejmują zdalne wyłączanie awaryjne i zintegrowane czujniki 360 stopni, które automatycznie wyłączają światło ultrafioletowe po wykryciu ruchu w pomieszczeniu – mówi Justin Miller.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/innowacyjne-lampy,p677720484

Polskie prawo utrudnia rozwój biznesów blockchainowych. Szybsze wdrożenie regulacji pozwoli zatrzymać innowacyjne firmy w kraju

Technologia blockchain wymyka się polskiemu systemowi prawnemu, przez co wiele przyszłościowych firm zmuszonych jest przenieść się do krajów, które lepiej uregulowały funkcjonowanie np. rynku kryptowalutowego. Nie jest to jednak problem, z którym zmagają się wyłącznie polscy ustawodawcy. W odpowiedzi na rosnące znaczenie sektora blockchainowego unijni urzędnicy planują przeforsować zapisy, które uregulują tę rozwijającą się gałąź gospodarki.

– Największym wyzwaniem jest to, aby przepisy nie blokowały możliwości rozwoju technologii takich jak blockchain. U nas podstawowym problemem jest to, że firmy związane z blockchainem czy kryptowalutami wycofują się z kraju, przenoszą się do Estonii czy na Maltę. W zeszłym roku największa polska giełda kryptowalut przeniosła się na Maltę. Postulowane byłyby zmiany przepisów, aby takie firmy pozostawały w kraju, a te zagraniczne mogły się rozwijać u nas – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje radca prawny Jacek Harasimowicz.

Przewaga Malty nad innymi unijnymi krajami w sektorze blockchainowym wynika m.in. z błyskawicznego wdrożenia przepisów regulujących funkcjonowanie innowacyjnych biznesów. Maltański rząd już w 2018 roku dostosował krajowe prawo w taki sposób, aby ułatwić prowadzenie firm skupionych wokół technologii blockchainowych oraz kryptowalutowych. Malta była pierwszym krajem Unii Europejskiej, który przeforsował regulacje tego typu, dzięki czemu skutecznie przyciąga do siebie obiecujące biznesy blockchainowe, oferując im stabilne warunki rozwoju.

Polskie Ministerstwo Cyfryzacji dostrzegło potencjał rynku blockchainowego i na początku 2020 roku podjęło działania, które mają przystosować rodzime prawo do nowej technologii. Grupa robocza ds. rejestrów rozproszonych i blockchain ma uregulować m.in. kwestię korzystania z elektronicznych pieczęci wykorzystywanych w obrocie cyfrowym, przyjrzeć się funkcjonowaniu technologii blockchain w kontekście przepisów RODO, zająć się tokenizacją procesów finansowych czy wypracować normy funkcjonowania weksli elektronicznych.

– Regulacje powstają już na poziomie unijnym i mają być wprowadzane na przestrzeni paru miesięcy. Sami jako kraj moglibyśmy wprowadzić je znacznie wcześniej. Jeżeli czymś się zajmuje Unia Europejska, można stwierdzić, że jest to zjawisko już na tyle powszechne, że musi zostać uregulowane na poziomie całej wspólnoty – zauważa ekspert.

Zgodnie z założeniami Komisji Europejskiej projekt ustawy regulującej funkcjonowanie europejskiego rynku blockchainowego ma pojawić się w III kwartale 2020 roku, a dokument roboczy trafił już do przedstawicieli krajów członkowskich. Unijne prawo blockchainowe ma stanowić wsparcie dla rozwoju innowacyjnych biznesów, zapewnić odpowiedni poziom ochrony rynku, klientów i inwestorów oraz pomóc w wypracowaniu norm prawnych, w ramach których funkcjonowałyby firmy z tego sektora gospodarki.

– Regulacje powinny przede wszystkim działać w ten sposób, że przedsiębiorca ma pewność co do prawa, że nie zmieni się ono za pół roku, że dane interpretacje, chociażby przepisów podatkowych, pozostaną takie same. Wobec tego stabilizacja przepisów i jednocześnie wyjaśnienie, jak będą stosowane, są na pewno pożądane i w takim rozumieniu nowe regulacje jak najbardziej mogą pobudzić rynek – przekonuje Jacek Harasimowicz.

Według analityków MarketsandMarkets wartość globalnego rynku rozwiązań blockchainowych do 2023 roku wzrośnie do 23,3 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie przeszło 80 proc.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/polskie-prawo-utrudnia,p929628311