Programy inwestycji publicznych będą najważniejsze w walce z kryzysem. Pandemia wstrzymała część inwestycji, ale firmy budowlane nie mają przestojów

Inwestycje publiczne są najlepszą receptą na gospodarcze spowolnienie. – Branża budowlana stanowi 10 proc. PKB Polski, bez niej nie odbudujemy wzrostu i nie wrócimy do normalnego funkcjonowania państwa – ocenia Artur Popko, wiceprezes Budimeksu. Pandemia wstrzymała część inwestycji, zwłaszcza tych, które wymagały ścisłej współpracy z zagranicznymi podwykonawcami. Większość jest jednak realizowanych terminowo. W przypadku Budimeksu 80 proc. kontraktów jest oddawanych przed czasem.

Kryzys związany z koronawirusem sprawił, że niemal wszystkie kraje borykają się z problemami gospodarczymi. W Polsce według szacunków rządu PKB ma się zmniejszyć o 4,6 proc. Remedium na spowolnienie będą inwestycje publiczne, o czym podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach mówił też Mateusz Morawiecki.

– Szczególnie ważne jest uruchomienie wielkich programów inwestycji publicznych i zachęcanie przedsiębiorców do inwestowania – podkreślał premier.

– Każda inwestycja, którą realizuje państwo, bardzo mocno wspiera gospodarkę. Bez branży budowlanej, która stanowi 10 proc. PKB Polski, nie odbudujemy swojego wzrostu. Ona daje możliwość pracy polskim pracownikom, producentom i dostawcom, bo 90 proc. materiałów pochodzi od polskich firm – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes podczas EKG Katowice Artur Popko, wiceprezes Budimeksu. – To wszystko powoduje, że 70 proc. środków, które zainwestuje państwo, wraca z powrotem w formie podatków, ZUS-u czy innych należności.

Raport Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa wskazuje, że pandemia uderzyła w ten sektor znacznie mniej dotkliwie niż w inne branże, przede wszystkim dzięki temu, że nie było odgórnej decyzji o wstrzymaniu robót w czasie lockdownu, jak to miało miejsce w Austrii czy Belgii. Duże firmy wykonawcze kontynuują prace budowlane w nowym reżimie sanitarnym z wydajnością ok. 5–20 proc. niższą niż przed pandemią, a kondycja finansowa sektora jest stabilna.

W czerwcowym badaniu BIG InfoMonitor firmy budowlane były najbardziej optymistycznie nastawione do przyszłości spośród pięciu badanych branż (transport, przemysł, handel i usługi). PZPB wskazuje, że optymizmem napawają zapowiedzi o utrzymaniu wysokich nakładów na inwestycje publiczne, głównie w segmencie drogowym, kolejowym, energetycznym i hydrotechnicznym. Branża spodziewa się, że wypełni to lukę po nieuniknionym spadku inwestycji prywatnych i samorządowych. Z drugiej strony wskazuje, że kumulacja projektów publicznych zaostrzy konkurencję między firmami, a to rodzi ryzyko spadku rentowności małych i średnich firm.

Większość przedsiębiorców z branży zabezpiecza się też na wypadek drugiej fali pandemii i ewentualnego lockdownu.

 Podejmujemy środki zaradcze związane ze współpracą z zamawiającymi, zastanawiamy się, jak można prowadzić prace zdalnie czy realizować je tak, żeby nie wstrzymać prac na budowie. Dla każdej firmy wstrzymanie prac to jest ogromna strata. Grupa Budimex zatrudnia 7,5 tys. pracowników, co oznacza miesięcznie 70 mln zł kosztów. Robimy wszystko, co możliwe, żeby nie wstrzymać prac na budowie, żeby nie nastąpił lockdown w drugiej części roku – tłumaczy Artur Popko. – Podpisujemy też umowy z wieloma ośrodkami medycznymi na wykonywanie testów wśród pracowników.

Pandemia koronawirusa miała wpływ na wyniki Grupy Budimex w pierwszej połowie 2020 roku, szczególnie w segmencie budowlanym. Firma oszacowała je na 36 mln zł, na co składają się koszty związane z wydłużeniem czasu realizacji kilku projektów oraz dostosowania przestrzeni pracy do nowych warunków i zakupu środków ochrony osobistej. Jak wskazuje Popko, firma realizuje obecnie jednocześnie 300 inwestycji, a 80 proc. kontraktów jest oddawanych przed terminem.

Pomimo ograniczeń wynikających ze stanu epidemii firma zachowała jednak ciągłość działania we wszystkich segmentach operacyjnych. W segmencie budowlanym od początku roku Budimex podpisał kontrakty o wartości 3,8 mld zł, dzięki czemu portfel zamówień na koniec czerwca wzrósł do 11,6 mld zł.

 Nasze inwestycje można podzielić na infrastrukturalne, tzw. liniowe, realizowane w okresach dwuletnich, i inwestycje energetyczne, przemysłowe, które faktycznie zostały dotknięte problemem pandemii. Bardzo wiele urządzeń i materiałów do nich dowożonych jest spoza granic Polski – dostawy są z Japonii, Włoch czy Niemiec, więc pandemia miała duży wpływ na realizację tych kontraktów – tłumaczy wiceprezes Budimeksu.

Ten problem dotknął m.in. Elektrownię Turów budowaną w konsorcjum z Mitsubishi Hitachi Power System oraz Tecnicas Reunidas.

– Niektóre urządzenia dojeżdżały z półrocznym opóźnieniem. Do dzisiaj odczuwamy te problemy z uwagi na to, że przy zamkniętych granicach i utrudnionym transporcie w ruchu lotniczym część inwestorów czy dostawców w ogóle nie może dojechać na teren Polski. To bardzo mocno i istotnie wpływa na realizację tej inwestycji – przekonuje przedstawiciel Budimeksu.

W lipcu firma podpisała kontrakt na przebudowę stacji Warszawa Zachodnia o wartości 1,8 mld zł. Oprócz tego w poczekalni znajdują się kontrakty o wartości ponad 1,5 mld zł. Wyzwaniem w najbliższych kwartałach będzie pozyskanie kontraktów w części kubaturowej, gdzie widać ograniczenie nowych inwestycji prywatnych oraz częściowe wstrzymanie planowanych inwestycji publicznych.

– To, na czym mocno chcielibyśmy się skupić w najbliższych dwóch latach, to hydrotechnika i linie kolejowe. To są dwie odnogi, które bardzo mocno absorbują nasze inwestycje – zapowiada Artur Popko.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/programy-inwestycji,p1325945134

Program Wisła zgodnie z harmonogramem. Pandemia nie opóźni dostaw pierwszych Patriotów dla Polski

– Program Wisła jest realizowany i przebiega zgodnie z planem. Nawet pomimo trwającej pandemii koronawirusa udaje nam się dotrzymywać założonych terminów – zapewnia Shawn Rantas z Raytheon Missiles & Defense. Dostawa dwóch pierwszych baterii systemu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej Patriot dla Polski jest zaplanowana do końca 2022 roku. W produkcji kluczowych komponentów szeroko uczestniczy rodzimy przemysł obronny, który został włączony w globalny łańcuch dostaw. Dzięki temu polskie firmy i spółki z Polskiej Grupy Zbrojeniowej uzyskały dostęp do 16 zagranicznych rynków, w tym partnerów z NATO.

– System Patriot składa się z szeregu komponentów, a większość z nich znajduje się w tej chwili na etapie przedprodukcyjnym lub produkcyjnym. Są to komponenty projektowane, integrowane i wytwarzane również przez polski przemysł – mówi agencji Newseria Biznes Shawn Rantas, dyrektor programu Patriot w Raytheon Missiles & Defense.

Patrioty dostarczane przez Amerykanów w ramach programu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej średniego zasięgu Wisła mają zapewnić Polsce bardzo wysoką odporność na ataki z powietrza. System będzie monitorować przestrzeń powietrzną, samodzielnie rozpoznawać zagrożenia (np. rakietę lub wrogi samolot) i będzie w stanie unieszkodliwić je w ciągu kilkunastu sekund.

Umowę na dwie pierwsze baterie Patriot (Wisła – I faza), które mają chronić polskie niebo, w 2018 roku podpisał szef MON Mariusz Błaszczak. Jak podkreślił, Polska będzie drugim na świecie krajem (po Stanach Zjednoczonych) z najnowocześniejszymi zestawami Patriot z systemem IBCS (systemem zarządzania polem walki). Dostawa dwóch pierwszych baterii jest planowana do końca 2022 roku, a osiągnięcie wstępnej gotowości operacyjnej – na przełomie 2023 i 2024 roku.

– Program jest realizowany i przebiega zgodnie z planem. Nawet pomimo trwającej pandemii koronawirusa udaje nam się dotrzymywać założonych terminów – zapewnia Shawn Rantas.

Za system Patriot/IBCS Polska zapłaci w sumie 4 mld 750 mln dol. Jest to jeden z największych kontraktów zbrojeniowych w polskiej historii. W II fazie programu Wisła planowany jest zakup kolejnych sześciu baterii Patriot.

W dostawach kluczowych komponentów systemu uczestniczą rodzime firmy, które zostały włączone przez Raytheon w globalny łańcuch dostaw.

– To daje im szansę świadczenia usług i dostarczania produktów nie tylko na rynek polski, ale też do 16 innych państw, użytkowników systemu Patriot – mówi dyrektor programu Patriot w Raytheon Missiles & Defense.. – Polski przemysł odgrywa bardzo ważną rolę w realizacji tego programu. Dostrzegamy talent i umiejętności polskich firm i rozległą wiedzę specjalistyczną, jaką wnoszą w ten projekt.

W ramach programu Wisła koncern Raytheon współpracuje z dziewięcioma polskimi firmami z sektora obronnego. Są wśród nich m.in. Huta Stalowa Wola, która zajmie się zintegrowaniem i produkcją wyrzutni rakietowych M903, Wojskowe Zakłady Elektroniczne, które dostarczą moduły elektroniki DLTM, stanowiące komponent wyrzutni, firma TELDAT, która zapewnia dostawy wojskowych routerów, czy PIT-RADWAR, który produkuje anteny identyfikacji „swój–obcy” (IFF) na potrzeby systemu Patriot.

– Współpraca z tą liczącą się w świecie amerykańską korporacją pozwoliła nam zdobyć wyjątkowe doświadczenie i kompetencje. Przed jej rozpoczęciem musieliśmy przejść przez wiele audytów, etapów walidacji, badań i testów naszych rozwiązań. Amerykański partner stawia przed nami wysokie wymagania organizacyjno-techniczne, przekazał doświadczenia i oprzyrządowanie do ich realizacji. To wpłynęło korzystnie na nasz rozwój – mówi Sebastian Cichocki, wiceprezes zarządu TELDAT. – W efekcie jesteśmy wieloletnim już dostawcą wojskowych rozwiązań teleinformatycznych dla rządu USA. Nasze rozwiązania są już eksploatowane w wielu armiach sojuszniczych i wdrażane w kolejnych.

Polska spółka współpracuje z amerykańskim Raytheonem od 2012 roku. Ubiegłoroczne duże zamówienie na wyspecjalizowane wojskowe routery do Patriotów to kontynuacja tej współpracy. Urządzenia w całości zaprojektowane przez polskich inżynierów są kluczowe dla komunikacji sieciowej w tym systemie.

– Zakres naszej współpracy systematycznie wzrasta i w dużej mierze dzięki temu jesteśmy postrzegani jako solidny i wiarygodny partner, także na globalnym rynku obronnym – mówi Sebastian Cichocki. – Ta współpraca umożliwiła wprowadzenie naszej firmy na globalny rynek obronny i ugruntowanie na nim pozycji. Pozwoliła lepiej zrozumieć jego specyfikę i zacieśnić polsko-amerykańskie relacje biznesowo-techniczne na każdym poziomie współpracy i zarządzania.

Jednym z ostatnich kontraktów jest ten zawarty w maju br. pomiędzy Raytheonem i DEMARKO Military Vehicles. Polska spółka ma dostarczyć naczepy, na których będą umiejscowione kontenery ze sprzętem do obsługi technicznej systemu Patriot.

– Zajmujemy się projektowaniem, produkcją, testami i homologacją naczep przeznaczonych dla systemu Patriot w ramach programu Wisła, świadczymy też serwis gwarancyjny i pogwarancyjny naszych produktów. Projekt rozpoczął się w styczniu, obecnie jesteśmy w ostatniej fazie zatwierdzenia dokumentacji w celu rozpoczęcia produkcji seryjnej. Planowane zakończenie dostaw to IV kwartał przyszłego roku – wskazuje Mateusz Komarec, prezes DEMARKO Military Vehicles.

System Patriot jest wykorzystywany przez 16 innych państw – w tym USA i pięć innych państw należących do NATO. To oznacza, że członkowie Sojuszu mogą prowadzić wspólne ćwiczenia, współpracować i płynnie wypełniać swoje zadania.

– Polsko-amerykańskie stosunki są obecnie najlepsze w historii, mamy bliskie relacje prawie w każdej dziedzinie. Zwłaszcza w zakresie wojskowości nabrały mocy, czego przejawem jest też współpraca naszych firm. Zwiększona obecność sprzętu i wojsk amerykańskich w Polsce przyczynia się do wzmocnienia bezpieczeństwa, a my jesteśmy zadowoleni z tego, że chociaż w pewnym stopniu możemy się do tego przyczynić – mówi Mateusz Komarec.

Na współpracy szeroko korzystają też spółki z Polskiej Grupy Zbrojeniowej. W skład konsorcjum PGZ-Wisła, które odpowiada za realizację programu, wchodzi 14 podmiotów, a kilka innych spółek z grupy weźmie w nim udział jako poddostawcy, w tym m.in.  Zakłady Mechaniczne Tarnów, które w lipcu podpisały z Raytheonem umowę na produkcję i dostawy siłowników do wyrzutni rakiet M903. To kluczowe podzespoły, które umożliwiają poruszanie się i ustawianie pocisków na naczepie wyrzutni. Co istotne, wyrzutnie M903 wchodzą w skład systemów Patriot produkowanych też dla innych krajów. To otwiera przed PGZ i jej spółkami możliwości pozyskiwania kolejnych zamówień.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/program-wisla-zgodnie-z,p1229843265

Cyberprzestępcy coraz chętniej sięgają po sztuczną inteligencję. Firmy muszą się bronić, stosując inteligentne zabezpieczenia

Specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa stawiają na rozwój narzędzi predykcyjnych wyspecjalizowanych w procesie rozpoznawania zagrożeń internetowych za pośrednictwem systemów sztucznej inteligencji. Algorytmy wyszkolone przy wykorzystaniu technologii uczenia maszynowego mogą zautomatyzować proces wykrywania zagrożeń oraz rozpoznać złośliwe oprogramowanie i ataki hakerskie, które omijają filtry stosowane w klasycznych programach antywirusowych.

– Sztuczna inteligencja może być wykorzystana do tego, żeby na podstawie analizy behawiorystyki pomóc identyfikować anomalie, które mogą wskazywać na prawdopodobny incydent – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Bartosz Kozłowski, współzałożyciel Cybersecurity Studio. – Jeżeli spojrzymy na najnowsze technologie wykorzystywane do ataków hakerskich, np. deep fake, zobaczymy, że przestępcy doskonale posługują się nią do tego, żeby podszywać się pod tożsamość innych osób, np. prezesa danej firmy, i dokonywać nadużyć finansowych, zachęcać pracowników do rzeczy, których teoretycznie nie powinni robić 

Z raportu „Anti-Fraud Technology Benchmarking” opracowanego przez ekspertów z Association of Certified Fraud Examiners wynika, że jedynie 13 proc. firm w 2019 roku korzystało z systemów sztucznej inteligencji do ochrony przed wyłudzeniami internetowymi. Rola narzędzi tego typu będzie jednak sukcesywnie rosnąć i do 2021 roku aż 72 proc. respondentów planuje wdrożyć inteligentne algorytmy do ochrony przed nadużyciami.

O tym, jak istotną rolę w ochronie przed cyberprzestępcami może stanowić dobrze wyszkolona sieć neuronowa, przekonują analitycy Highmark Health, którzy wykorzystali sztuczną inteligencję do ochrony swoich klientów. Z badań przeprowadzonych przez ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa wynika, że tylko w 2019 roku system pozwolił uniknąć 260 mln dol. strat będących wynikiem oszustw, marnotrawienia zasobów firmy bądź różnego rodzaju wyłudzeń. Gdyby korporacja nie zdecydowała się na wdrożenie narzędzi tego typu, potencjalne straty poniesione w ciągu ostatnich pięciu lat na skutek nadużyć mogłyby osiągnąć wartość 850 mln dol.

– Ostatnie miesiące pokazały, że każdy sektor jest narażony na zagrożenia. Wynika to z tego, że większość firm musiała otworzyć się na technologię, którą wcześniej niechętnie stosowała, np. w modelu pracy zdalnej. Ten model otworzył firmy na nowe zagrożenia bądź na ich nową skalę. Ostatni raport przygotowany przez FBI mówi o tym, że w ostatnich kilku miesiącach 300-krotnie wzrosła liczba ataków. Nie ma znaczenia, czy jesteśmy małą, czy dużą firmą, de facto każda firma będzie musiała przygotować się na zagrożenia i w umiejętny sposób z nimi postępować – podkreśla ekspert.

Po sztuczną inteligencję sięgnęli eksperci ds. cyberbezpieczeństwa z firmy Cybersecurity Studio, którzy opracowali autorski system analizy zdarzeń wykorzystujący technologię predykcyjną. Narzędzie wyszkolono w procesie analizy i rozpoznawania wzorców zachowań cyberprzestępców, dzięki czemu pozwala wykryć zagrożenie w jego wczesnej fazie.

– Nasz system stanowi warstwę uzupełniającą na rynku bezpieczeństwa. Standardowe rozwiązania jak antywirusy bazują głównie na sygnaturach, czyli wzorcach, które zostały wcześniej rozpoznane. Technologia na tyle się rozwinęła, że konieczna jest ewolucja w kierunku badania behawiorystyki, czyli na podstawie zdarzeń, dzięki którym można identyfikować te, które na tle pozostałych mogą stanowić jakieś zagrożenie – tłumaczy Bartosz Kozłowski.

System opracowano głównie z myślą o sektorze małych i średnich przedsiębiorstw, o firmach, które nie dysponują funduszami na zatrudnienie eksperta ds. cyberbezpieczeństwa. Sztuczna inteligencja zastępuje wykwalifikowanego pracownika i w pełni automatycznie analizuje i reaguje na zagrożenia z sieci.

– Tworzymy produkt, który ma odpowiedzieć na potrzebę głównie sektora MŚP w zakresie cyberbezpieczeństwa. Mamy pomóc tym firmom identyfikować zagrożenia i reagować na nie, a w związku z tym budować ich biznes – wskazuje Bartosz Kozłowski.

Według raportu analityków Meticulous Research z czerwca 2020 roku globalny rynek sztucznej inteligencji w cyberbezpieczeństwie do 2027 roku osiągnie wartość ponad 46 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 23,6 proc.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/cyberprzestepcy-coraz,p15183433

Materiał tekstylny o pamięci kształtu zrewolucjonizuje przemysł modowy. Pomoże opracować inteligentne ubrania i zmniejszyć ilość odpadów [DEPESZA]

Naukowcy opracowali biokompatybilny materiał, który można wydrukować w 3D w dowolnym kształcie i wstępnie zaprogramować z odwracalną pamięcią kształtu. Za pomocą roztworu nadtlenku wodoru i fosforanu sodu badacze zaprogramowali stały kształt materiału – taki, do jakiego zawsze powróci. Innowacyjny materiał jest wykonany z keratyny i może być stosowany we wszystkich materiałach, w tym w lecznictwie medycznym. Pomoże też zmniejszyć ilość odpadów w przemyśle modowym.

Bawełna, jedwab, skóra i wełna są od lat używane do ​​produkcji ubrań, jednak według obliczeń analityków McKinsey ilość odzieży produkowanej każdego roku podwoiła się od 2000 roku. Produkcja bawełny powoduje m.in. erozję i degradację gleby, a do wytworzenia zaledwie jednego kilograma bawełny potrzeba 8–10 tys. litrów wody. Dlatego naukowcy szukają materiału, który będzie nie tylko wytrzymały, ale też ekologiczny. Powstały już materiały wytwarzane z odpadów spożywczych (np. ze skórki pomarańczy czy z włókien liści ananasa), regenerowanej celulozy i źródeł pochodzących z recyklingu. Na rynku dostępna jest też np. wegańska wełna.

Nowoczesny grzejnik do domu. Nie przegap wyprzedaży i już teraz sprawdź ofertę marki Enix.

Naukowcy ze Szkoły Inżynierii i Nauk Stosowanych Johna A. Paulsona na Uniwersytecie Harvarda (SEAS) poszli o krok dalej i opracowali biokompatybilny materiał z pamięcią kształtu, który można drukować w 3D.

– Dzięki naszemu projektowi wykazaliśmy, że nie tylko możemy poddać recyklingowi wełnę, ale też możemy zbudować z niej rzeczy, których nigdy wcześniej sobie nie wyobrażano – podkreśla Kit Parker, profesor bioinżynierii i fizyki stosowanej w SEAS.

Materiał jest wykonany z keratyny, czyli włóknistego białka znajdującego się np. we włosach czy paznokciach. Hierarchiczna struktura keratyny pozwala jej zmieniać kształt. Pojedynczy łańcuch keratyny jest ułożony w strukturę podobną do sprężyny (helisa alfa). Dwa z łańcuchów skręcają się razem, tworząc zwiniętą cewkę. Takie wiązania zapewniają materiałowi zarówno wytrzymałość, jak i pamięć kształtu. Kiedy włókno jest rozciągane lub wystawiane na działanie określonego bodźca, struktury rozwijają się.

Naukowcy wydrukowali keratynowe arkusze w różnych kształtach. Zaprogramowali stały kształt materiału za pomocą roztworu nadtlenku wodoru i fosforanu sodu. Po ustawieniu pamięci arkusz można było ponownie zaprogramować i uformować w nowe kształty.

– Tego rodzaju włókna można wykorzystać do produkcji biustonoszy, których rozmiar i kształt miseczki można dostosować każdego dnia czy też wytwarzać aktywujące tkaniny do celów medycznych. Możliwości są ogromne – twierdzi Kit Parker. – Będziemy kontynuować projektowanie tkanin, wykorzystując cząsteczki biologiczne jako podłoża inżynieryjne w taki sposób, w jaki nigdy wcześniej ich nie używano.

Innowacyjny materiał można drukować w 3D i stosować w wielu różnych tekstyliach. Zdaniem naukowców otworzy to drogę do stworzenia inteligentnych ubrań, które dopasowują się kształtem do użytkownika czy same wentylują, by szybciej wyschnąć. W przyszłości materiał mógłby znaleźć zastosowanie w medycynie, np. przy rekonstrukcji tkanek.

– Ten dwuetapowy proces drukowania materiału 3D, a następnie ustalania jego trwałych kształtów, pozwala na wytwarzanie naprawdę złożonych kształtów z cechami strukturalnymi nawet o wielkości mikrona – podkreśla Luca Cera, pracownik naukowy SEAS. – To sprawia, że materiał nadaje się do szerokiego zakresu zastosowań, od tekstyliów po inżynierię tkankową.

Naukowcy wydobyli keratynę z resztek wełny Agora używanej do produkcji tekstyliów. Dzięki temu będzie można ograniczyć ilość odpadów w przemyśle modowym.

– Konsekwencje dla zrównoważenia zasobów naturalnych są oczywiste. Dzięki przetworzonemu białku keratynowemu możemy zrobić tyle samo lub więcej niż dotychczas poprzez strzyżenie zwierząt, a tym samym zmniejszyć wpływ przemysłu tekstylnego i modowego na środowisko – podkreśla Kit Parker.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/material-tekstylny-o,p70825900

Coraz więcej firm ogranicza szkodliwy wpływ na środowisko. Czołowy producent okien w Polsce chce wspólnie z WWF zneutralizować CO2 wyemitowany od momentu powstania firmy

W ciągu trzech dekad Unia Europejska ma stać się neutralna klimatycznie. Ten ambitny cel obierają nie tylko państwa, lecz także coraz więcej przedsiębiorstw. Jeden z czołowych na świecie i w Polsce producentów okien – Grupa VELUX – ogłosił właśnie, że zneutralizuje całą swoją emisję dwutlenku węgla od momentu rozpoczęcia działalności. To łącznie 5,6 mln ton CO2. Firma chce osiągnąć dożywotnią neutralność węglową do 2041 roku i przeznaczy na ten cel nawet 135 mln euro. To ambitne zadanie będzie realizowane w partnerstwie z WWF.

Świat stoi przed ogromnymi wyzwaniami. Zmiana klimatu i globalne ocieplenie powodują nieodwracalne zmiany, które obserwujemy wszyscy. Do tego dochodzi ukryty kryzys różnorodności biologicznej, o którym często się nie mówi, a przecież wiele gatunków na świecie wymiera. ONZ ogłosił obecny czas dekadą działania – jeżeli ją prześpimy, będzie za późno. Dlatego też strategie zrównoważonego rozwoju, takie jak nasza, odegrają bardzo ważną rolę. Transformujemy naszą firmę, żeby była neutralna dla środowiska. Inicjujemy też projekty, które wychodzą naprzeciw tym wyzwaniom, będą wspierały odbudowę różnorodności przyrody i pochłanianie CO2, ale przy tym będą również drogowskazem dla innych firm, aby działać podobnie – mówi agencji Newseria Biznes Jacek Siwiński, prezes VELUX Polska.

Niezawodne adsorpcyjne osuszacze powietrza. Sprawdź ofertę producenta już teraz.

Zmiana klimatu jest w tej chwili jednym z największych wyzwań społeczno-gospodarczych. W raporcie Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC) blisko setka naukowców z 40 państw wskazała, że ludzkości grozi katastrofa klimatyczna na niespotykaną skalę, jeżeli wzrost temperatury na świecie nie zostanie zahamowany do 1,5 st. C. Wśród efektów będzie m.in. podniesienie poziomu mórz nawet o 90 cm, co grozi zalaniem terenów zamieszkałych przez połowę̨ populacji świata. Dane przytaczane przez KE pokazują z kolei, że już w latach 2000–2016 roczny wskaźnik występowania klęsk pogodowych w globalnej skali wzrósł o 46 proc. Z kolei spowodowane nimi straty ekonomiczne w 2016 roku zwiększyły się o 86 proc. względem 2007 roku.

W związku z tym w grudniu ubiegłego roku KE przyjęła Europejski Zielony Ład, który zakłada, że do 2050 roku Unia Europejska osiągnie neutralność klimatyczną, co oznacza, że gospodarka będzie emitować tyle samo dwutlenku węgla, ile pochłania. Będzie to wymagać wielomiliardowych inwestycji we wszystkich branżach i gałęziach przemysłu. Realizacja tego celu wymaga więc zaangażowania zarówno po stronie sektora publicznego, jak i biznesu, który coraz aktywniej włącza się w zieloną transformację.

To biznes namawia konsumenta do tego, żeby kupił dany produkt. Jeśli jest on stworzony w sposób zrównoważony, wtedy konsument również konsumuje w sposób zrównoważony i nie sięga po alternatywę – podkreśla Tobiasz Adamczewski, członek zarządu Fundacji WWF Polska.

Firmy mają do odegrania jedną z kluczowych ról w przeciwdziałaniu zmianom klimatu. Walka z nimi zaczyna się już na etapie wyborów konsumenckich, więc rolą biznesu jest edukowanie klientów. Z drugiej strony, działając w sposób zrównoważony, firmy minimalizują swój wpływ na środowisko.

Takie zobowiązanie podjęła Grupa VELUX. Producent okien ogłosił właśnie, że weźmie odpowiedzialność za swoje dotychczasowe i przyszłe emisje dwutlenku węgla. W ciągu 10 lat stanie się firmą neutralną pod względem emisji CO2, zaś do 2041 roku zneutralizuje również historyczny ślad węglowy, osiągając tzw. dożywotnią neutralność węglową. To łącznie 5,6 mln ton CO2. Na ten cel grupa przeznaczy łącznie 135 mln euro.

Unikatowość naszego planu polega na tym, że bierzemy odpowiedzialność nie tylko za nasze przyszłe emisje CO2, które będziemy radykalnie redukować, ale również za całą historyczną emisję, która powstała w procesie naszej działalności od początku istnienia firmy. Tym samym dołączymy do niewielkiej na razie grupy firm na świecie, które w ten sposób myślą o transformacji. Dzięki długofalowemu partnerstwu z WWF przeprowadzimy projekty, które pochłoną z atmosfery ilości CO2 odpowiadające całemu historycznemu śladowi węglowemu, jaki można przypisać naszej firmie – mówi Jacek Siwiński.

Pierwszy etap to projekty ochrony oraz sadzenia lasów, które wspierają walkę ze zmianą klimatu, a przy tym sprzyjają poprawie jakości życia lokalnych społeczności. Projekty ochrony lasów zostały opracowane przez WWF i będą realizowane przez najbliższe 21 lat.

– Ochrona obszarów zalesionych naturalnie jest bardzo istotna, bo w ten sposób chronimy też istniejącą różnorodność biologiczną. Z kolei projekty zalesiania terenów zdegradowanych powodują, że emisja dwutlenku węgla jest pochłaniana z atmosfery, co przyczynia się do neutralności klimatycznej – mówi Tobiasz Adamczewski.

Pierwsze dwie takie inicjatywy zostaną zrealizowane w Ugandzie i Mjanmie. Projekty obejmują między innymi odtwarzanie zdegradowanych lasów i sadzenie nowych, hodowlę drzew w szkółkach i plantacjach, co pozwoli pokryć popyt na produkty leśne i ograniczyć ich pozyskiwanie z lasów naturalnych, oraz ochronę korytarzy ekologicznych i bioróżnorodności przy współpracy z lokalnymi społecznościami.

– Jest to pewien impuls i sygnał dla całego biznesu, który pokazuje, w jaki sposób podejść do problemu emisji gazów cieplarnianych i jak dążyć do neutralności klimatycznej – podkreśla członek zarządu WWF Polska.

Firmy, które mają długofalową strategię, będą w stanie się zaadaptować do wymogów Zielonego Ładu i przejść transformację, wyjdą z niej silniejsze. Natomiast w przypadku biznesów zorientowanych krótkoterminowo, opartych raczej na tworzeniu niewielkiej wartości przy niskich kosztach, może być pewien problem. Myślę jednak, że jeżeli dobrze wykorzystamy środki przeznaczone na sprawiedliwą transformację, z których część zostanie skierowana do biznesu, to większość firm sobie z tym wyzwaniem poradzi – dodaje Jacek Siwiński.

Strategia Zrównoważonego Rozwoju VELUX 2030 zakłada, że do końca obecnej dekady firma będzie już całkowicie neutralna węglowo, a w całym łańcuchu wartości (czyli razem np. z dostawcami) zredukuje swój ślad węglowy o 50 proc. W tym celu przyspieszy inwestycje w poprawę efektywności energetycznej swoich fabryk, a energię będzie pozyskiwać wyłącznie ze źródeł odnawialnych. Firma planuje także zdecydowanie zmienić metody specyfikacji i zakupu materiałów oraz przesiąść się na samochody elektryczne.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/coraz-wiecej-firm,p361221741

Karty paliwowe dają przedsiębiorcom oszczędności nawet 40 groszy na litrze paliwa. Preferencyjne stawki są teraz dostępne także dla firm z pojedynczymi autami osobowymi

Dla posiadaczy kart paliwowych stawki za litr paliwa na stacjach benzynowych mogą być o kilkadziesiąt groszy niższe. Preferencyjne ceny są liczone na bazie stawek hurtowych, a nie detalicznych. Oferta jest dostępna dla posiadaczy kart DKV, obsługujących do niedawna tylko transport ciężki. Teraz z tych kart mogą korzystać wszyscy przedsiębiorcy z autami osobowymi, nawet prowadzący jednoosobową działalność. Sieć stacji, na których mogą tankować taniej, liczy już ponad 600 punktów. Wkrótce powiększy się o kilkadziesiąt kolejnych. Specjalna aplikacja pomaga wybrać te stacje, gdzie ceny są najkorzystniejsze.

– Do tej pory z możliwości zakupu tańszego paliwa mogły korzystać tylko firmy transportowe. Teraz jesteśmy w stanie zapewnić dostęp do taniego produktu wszystkim przedsiębiorstwom. Na otwarcie tej oferty dla lekarzy, prawników, kosmetyczek miała wpływ pandemia – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Mariusz Derdziak, kierownik sprzedaży w DKV Euro Service Polska.

Jak podkreśla, kwietniowy wskaźnik PMI dla polskiego przemysłu, pokazujący aktywność gospodarczą, był najniższy w historii badań (od czerwca 1998 roku). Przez lockdown wiele firm – bez względu na ich wielkość – znalazło się w poważnych kłopotach i szukało sposobów na cięcie kosztów. To skłoniło DKV do rozszerzenia oferty, dotąd dostępnej jedynie dla firm transportowych, na floty aut osobowych.

 Z uwagi na brak minimalnych liczby tankowań naszą ofertę kierujemy także do mniejszych przedsiębiorców posiadających auta osobowe – wskazuje Cezary Wiśniewski, doradca DKV Euro Service Polska. – Korzystanie z kart paliwowych DKV może przynosić firmom oszczędności ok. 35 gr na litrze paliwa. Taką średnią cenę odnotowaliśmy w pierwszej połowie 2020 roku i jest to porównanie pomiędzy średnią ceną hurtową na stacjach DKV z detalicznymi cenami na pozostałych stacjach w Polsce.

Niskie ceny to efekt innego modelu kalkulowania stawek. Są one liczone przez DKV na bazie cen hurtowych SPOT, tym samym są niezależne od polityki cenowej danej stacji.

Na początku pandemii, w marcu, średnia cena paliw na stacjach wynosiła 4,74 zł, a cena hurtowa była o 56 gr niższa. W kwietniu ceny detaliczne mocno spadły, ale również stawki hurtowe uległy obniżeniu, a różnica między nimi wynosiła 42 gr. W maju i czerwcu różnice były nieco niższe i wynosiły odpowiednio 29 i 14 gr.

Przewidywania DKV na temat kształtowania się cen paliw w dłuższym okresie są optymistyczne.

W Polsce cena hurtowa paliwa budowana jest na podstawie notowań trzech giełd europejskich: w Amsterdamie, Rotterdamie i Antwerpii. Jest to warunkiem bezpiecznego funkcjonowania wszystkich operujących na rynku. Zapewnia to, że cena jest sprawiedliwa i powiązana z innymi rynkami – wyjaśnia Mariusz Derdziak. – Notowania giełdowe wskazują dzisiaj na stabilizację w cenach. Przewidujemy, że nie powinno się to zmienić do końca roku, a ewentualna różnica w cenie będzie wynosiła średnio około 30 gr na litrze paliwa. Musimy jednak uwzględniać obecną sytuację. Jeśli wystąpi załamanie rynku czy powrót lockdownu, stawki też zareagują.

Obecnie preferencyjne ceny są dostępne na 614 stacjach zlokalizowanych w całej Polsce, w tym m.in. w obszarach przygranicznych, w rejonie Warszawy i wzdłuż autostrady A2.

 Dziś sieć tanich stacji obejmuje wszystkie stacje MOYA, AMIC oraz Pieprzyk, jak również 51 wybranych stacji Lotos i kilkaset punktów należących do lokalnych polskich marek – wylicza Cezary Wiśniewski. – Co ważne, wszystkie transakcje znajdują się na jednej zbiorczej fakturze. Dzięki temu księgowość firm ma ułatwione zadanie, gdyż rozlicza tylko jeden dokument, a kierowcy nie muszą z każdej stacji pobierać paragonów bądź faktur.

Tą samą kartą DKV można płacić w Polsce na ok. 5 tys. stacji znanych międzynarodowych koncernów paliwowych.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/karty-paliwowe-daja,p388247137

Przełom w podawaniu leków za pomocą plastrów coraz bliżej. Nad rozwojem technologii pracuje polski start-up

Firmy z sektora farmaceutycznego eksperymentują z plastrami medycznymi, które pozwolą w kontrolowany sposób aplikować pacjentom mniejsze dawki leków przy takiej samej skuteczności oraz zmniejszyć ryzyko wystąpienia powikłań. Polscy naukowcy mają swój udział w opracowywaniu nośników tego typu. Spółka Biotts opatentowała technologię, która pozwoli jej licencjonować plastry medyczne nowej generacji, dostarczające substancje lecznicze bezpośrednio do kości i mięśni.

– W Biotts projektujemy nośniki dla substancji leczniczych tak, żeby zwiększyć ich biodostępność, co może skutkować zmniejszeniem dawki tej substancji, którą podajemy, przy zachowaniu efektu terapeutycznego i zmniejszeniu działań niepożądanych. W ten sposób będzie można podawać praktycznie wszystkie leki, od antybiotyków po sterydy – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach Paweł Biernat, prezes Biotts.

Wrocławski start-up złożył w Urzędzie Patentowym RP szereg wniosków, które pozwolą zmienić sposób dostarczania substancji czynnych do ludzkiego organizmu. Naukowcy opracowali specjalny plaster, który po przymocowaniu do skóry pacjenta regularnie uwalnia lek do jego organizmu, dzięki czemu ten może szybciej i sprawniej trafić do organów docelowej aplikacji. Zastosowanie tego nośnika samoczynnie uwalniającego lek pozwoliło zmniejszyć skuteczną dawkę substancji czynnych.

Nad podobnym rozwiązaniem pracują naukowcy z Purdue University, którzy eksperymentują z alternatywnymi, nieinwazyjnymi metodami walki z czerniakami. Eksperci opracowali plaster medyczny naszpikowany igłami silikonowymi, które samoczynnie rozpuszczają się w organizmie w ciągu kilku miesięcy od aplikacji plastra.  Naukowcy z University of Pittsburgh School of Medicine testują z kolei szczepionkę na koronawirusa aplikowaną za pośrednictwem plastra z mikroigiełkami. Wstępne testy laboratoryjne wykazały, że po dwóch tygodniach od aplikacji plastra w ciele pacjenta pojawiają się przeciwciała, które skutecznie zabezpieczają przed koronawirusem.

– Jest bardzo dużo ograniczeń w systemach transdermalnych, które istnieją obecnie na rynku. My te ograniczenia i bariery znieśliśmy, dzięki czemu można będzie podawać praktycznie wszystkie rodzaje leków: na nadciśnienie, na cukrzycę, wszystko to, co połykamy w tabletkach, będzie można podać w postaci systemu transdermalnego – mówi Paweł Biernat. – Leki stosowane w cukrzycy typu II będzie można zaaplikować raz na miesiąc na skórę i zapomnieć o przyjmowaniu i o połykaniu tabletek.

Według Biotts plaster jest jedynym rozwiązaniem tego typu na świecie, które pozwala dostarczać do organizmu wszystkie substancje rozpuszczalne w wodzie, w tym m.in. białka oraz przeciwciała.

– System jest już opracowany i opatentowany, dodatkowo tworzymy chmurę patentową w poszczególnych wskazaniach terapeutycznych i pierwszy patent z chmury wszedł już w fazę globalną. Teraz dostosowujemy nośnik do kolejnych substancji czynnych i wskazań terapeutycznych – wskazuje ekspert.

Największą zaletą plastrów medycznych Biotts jest fakt, że są jedynie nośnikiem leków, dlatego proces dopuszczania substancji czynnych będzie kontrolowany przez korporacje farmaceutyczne. Firma planuje licencjonować swoje rozwiązanie podmiotom zewnętrznym, a nie rozpoczynać procesu produkcji autorskich leków.

– Leków nie trzeba opracowywać na nowo, dlatego że rejestrujemy lek ze znaną substancją czynną, więc ona nie musi przechodzić wszystkich badań. My wykonujemy badania podstawowe, określające biodostępność, przenikalność, bezpieczeństwo, i wtedy możemy już rejestrować – tłumaczy Paweł Biernat. – Wprowadzenie każdego nowego preparatu jest jednak długie. Wykorzystując naszą technologię, jesteśmy w stanie skrócić ten czas z 7–10 do pięciu lat.

Według analityków z firmy Polaris Market Research wartość globalnego rynku biotechnologicznego w 2019 roku wyniosła 449 mld dol. Przewiduje się, że do 2026 roku wzrośnie do 742 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 6,84 proc.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/przelom-w-podawaniu,p694000824

Detektory kosmiczne wykryły największe z dotychczasowych źródeł fal grawitacyjnych. Zdaniem naukowców zdarzenie jest bardzo nietypowe [DEPESZA]

Fale grawitacyjne – zmarszczki w czasoprzestrzeni, których istnienie przewidział Albert Einstein – otwierają nową erę astronomii. Pozwalają naukowcom zobaczyć części Wszechświata, które kiedyś uważano za niewidoczne, m.in. czarne dziury. Niedawno badacze wykryli sygnał z prawdopodobnie najbardziej masywnego połączenia czarnych dziur, jakie dotychczas zaobserwowano. Instrumenty LIGO oraz Virgo ogłosiły wykrycie fal grawitacyjnych z układu dwóch czarnych dziur o masach 66 i 85 mas Słońca.

Już sto lat temu Albert Einstein opracował ogólną teorię względności i przewidział istnienie fal grawitacyjnych. Wytwarzane są przez przyspieszanie obiektów dowolnej wielkości, powodując powstanie „zmarszczek” w czasoprzestrzeni. Większość z tych fal jest jednak zbyt słaba, aby wykryć je eksperymentalnie. Można jedynie wykryć fale grawitacyjne wytwarzane przez najbardziej masywne obiekty poruszające się z prędkością bliską prędkości światła.

Niedawno naukowcy dzięki instrumentom LIGO i Virgo wykryli sygnał z połączenia czarnych dziur (o masach około 85 i 66 mas Słońca), prawdopodobnie najbardziej masywnego, jakie dotychczas zaobserwowano w falach grawitacyjnych. W efekcie powstała masywna czarna dziura o masie 142 mas Słońca i uwolniła ogromną ilość energii, odpowiadającą około ośmiu masom Słońca, rozrzuconą po Wszechświecie w postaci fal grawitacyjnych.

– To, co wykryliśmy, nie brzmi jak dotychczas wykrywane sygnały. To bardziej przypomina „huk” niż „ćwierkanie” i jest to najmocniejszy sygnał, jaki LIGO i Virgo do tej pory przechwyciły – podkreśla Nelson Christensen, członek Virgo, naukowiec z francuskiego Narodowego Centrum Badań Naukowych (CNRS). – Fakt, że dostrzegamy czarną dziurę w tej luce, sprawi, że wielu astrofizyków podrapie się po głowach i spróbuje dowiedzieć się, jak powstały te czarne dziury.

Fala grawitacyjna została zarejestrowana 21 maja 2019 roku przez trzy detektory interferometryczne. Sygnał – nazwany GW190521 – został następnie przeanalizowany przez naukowców, którzy oszacowali odległość źródła sygnału na około 17 mld lat świetlnych. Astrofizycy zwracają uwagę, że powstała czarna dziura należy do klasy czarnych dziur o masie pośredniej (od 100 do 100 tys. mas Słońca). Nigdy wcześniej nie udało się zaobserwować czarnych dziur w takim zakresie – ani za pomocą fal grawitacyjnych, ani obserwacji elektromagnetycznych. Detekcja może pomóc wyjaśnić powstawanie czarnych dziur o masie pośredniej.

– Od czasu, gdy uruchomiliśmy LIGO, wszystko, co zaobserwowaliśmy, to zderzenie czarnych dziur lub gwiazd neutronowych – mówi Alan Weinstein, profesor fizyki z Caltech, członek LIGO. – Jest to jedyne zdarzenie, w przypadku którego nasza analiza dopuszcza możliwość, że nie jest takim zderzeniem.

Do dziś zidentyfikowano dzięki obserwacjom elektromagnetycznym bardzo niewielu kandydatów na czarne dziury o masie pośredniej, a GW190521 jest pierwszą obserwacją takiej czarnej dziury za pomocą fal grawitacyjnych. W porównaniu do poprzednich detekcji fal grawitacyjnych obserwowany sygnał GW190521 trwał dużo krócej, co utrudnia naukowcom analizę. Ze względu na złożony charakter tego sygnału rozważano też inne źródła jego pochodzenia.

– Istnieje prawdopodobieństwo, że odkryliśmy coś zupełnie nowego – mówi Alan Weinstein. – Zgodnie z zasadą brzytwy Ockhama przyjmujemy, że prostsze rozwiązanie jest lepsze, a w tym przypadku jest to podwójna czarna dziura.

Zdaniem ekspertów obserwacja GW190521 otwiera nowe perspektywy badania masywnych gwiazd i mechanizmów wybuchów supernowych. Pokazuje też skuteczność instrumentów.

– LIGO po raz kolejny zaskakuje nas nie tylko wykrywaniem czarnych dziur o rozmiarach, które są trudne do wyjaśnienia, lecz także samą ich techniką, która nie została zaprojektowana specjalnie do wykrywania połączenia czarnych dziur – mówi Pedro Marronetti, dyrektor programu ds. fizyki grawitacyjnej w amerykańskiej National Science Foundation. – Ma to ogromne znaczenie, ponieważ pokazuje zdolność instrumentu do wykrywania sygnałów z całkowicie nieprzewidzianych zdarzeń astrofizycznych. LIGO pokazuje, że potrafi również obserwować nieoczekiwane.

W zespole Virgo-Polgraw, uczestniczącym w odkryciu, pracuje 16 naukowców z Polski.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/detektory-kosmiczne,p2111102090

Mikroprzedsiębiorcy zaciągnęli w tym roku o 30 proc. kredytów mniej. Akcja kredytowa powoli się ożywia, ale wciąż jest dużo słabsza niż rok temu

W lipcu br. banki udzieliły mikroprzedsiębiorcom o 37 proc. mniej kredytów w ujęciu liczbowym i o prawie 28 proc. w ujęciu wartościowym w porównaniu z lipcem ubiegłego roku. W porównaniu jednak do czerwca br. widoczny jest już dynamiczny wzrost w większości segmentów rynku. Pogarsza się za to indeks jakości kredytów dla mikroprzedsiębiorców, co oznacza, że firmy mają coraz więcej kłopotów ze spłatą zobowiązań. – Może to w przyszłości wpłynąć na politykę banków wobec małych firm i ograniczyć finansowanie tego segmentu gospodarki – mówi dr hab. Waldemar Rogowski, profesor SGH, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

– Akcję kredytową skierowaną przez banki do mikroprzedsiębiorców w pierwszych siedmiu miesiącach 2020 roku można podzielić na trzy okresy: normalny – od stycznia do połowy marca, okres lockdownowy, czyli marzec, kwiecień i początek maja, oraz okres rozmrażania gospodarki. W tym czasie, w ujęciu rok do roku, niestety akcja kredytowa banków bardzo spadła, bo aż o 32,6 proc. W siedmiu pierwszych miesiącach 2020 roku banki łącznie udzieliły około 74 tys. kredytów na kwotę 9,18 mld zł – mówi agencji Newseria Biznes dr hab. Waldemar Rogowski.

MTM technika liniowa. Sprawdź niezawodne łożyska polskiego producenta.

Spadki dotyczą praktycznie wszystkich segmentów produktów. W segmencie kredytów inwestycyjnych w okresie styczeń–lipiec banki udzieliły 5 tys. kredytów, co oznacza spadek o prawie 31 proc. W ujęciu wartościowym kredyty inwestycyjne opiewały na 1,38 mld zł (spadek o prawie 42 proc.). W przypadku kredytów obrotowych było ich 25,8 tys. (spadek wyniósł 31,7 proc.), a opiewały łącznie na prawie 4 mld zł, czyli o 26 proc. mniej niż przed rokiem. Kredytów w rachunku bieżącym było ok. 20,6 tys. na kwotę około 2,5 mld zł (spadek o ok. 27 proc.).

W ujęciu wartościowym w okresie pierwszych siedmiu miesięcy 2020 roku duże spadki dotyczyły właściwie wszystkich sektorów kredytobiorców, czyli usług, budownictwa i handlu, ale najwyższa ujemna dynamika dotyczyła kredytów udzielanych mikroprzedsiębiorcom sektora przemysłowego, bo tam spadek wynosi około 34 proc. Z kolei w budownictwie dynamika spadku była najniższa – w tej branży banki udzieliły ok. 25 proc. mniej kredytów – dodaje analityk BIK.

Jak podkreśla, widać już pewne symptomy wzrostu akcji kredytowej. W lipcu w stosunku do czerwca tego roku banki udzieliły o 30 proc. więcej kredytów na kwotę wyższą o jedną piątą. W ujęciu liczbowym było to najbardziej widoczne w odniesieniu do kredytów udzielanych firmom z sektora usług (+35 proc.) oraz handlu (+30,9 proc.).

– Także w ujęciu wartościowym najwyższe dynamiki dotyczą kredytów udzielanych w sektorach usług i handlu – wzrost wyniósł odpowiednio 22,3 proc. i 20,4 proc. lipiec 2020 do czerwca 2020 roku. Są to pierwsze symptomy ożywienia akcji kredytowej dla mikroprzedsiębiorców, ale tylko w ujęciu miesiąc do miesiąca tego roku – mówi dr hab. Waldemar Rogowski.

W ujęciu miesięcznym poprawia się również Indeks Jakości Portfeli Kredytów udzielonych mikroprzedsiębiorcom. Ten wskaźnik pozwala ocenić, jak firmy radzą sobie ze spłatą zaciągniętych zobowiązań. Wciąż jednak jest on na wysokim poziomie. Niekorzystnie wypadają kredyty obrotowe, gdzie indeks szkodowości wyniósł w lipcu 13,8 proc. Z kolei w ujęciu sektorowym najgorzej ze spłatą kredytów radzą sobie firmy usługowe, a dodatkowo indeks dla kredytów mikroprzedsiębiorców świadczących usługi uległ wyraźnemu pogorszeniu (wzrost szkodowości o 1,69 proc.). W ostatnich 12 miesiącach polepszył się jedynie Indeks Jakości Kredytów mikroprzedsiębiorców z sektora budowlanego.

Niepokojącym zjawiskiem jest stałe pogarszanie się odczytu Indeksu Jakości Portfeli Kredytów dla mikroprzedsiębiorców. Obserwujemy to zjawisko już od pięciu lat – zauważa analityk BIK. – W 2016 roku średnia wartość indeksu dla wszystkich kredytów udzielanych małym firmom wynosiła 4,84 proc. Lipcowy odczyt wyniósł 6,8 proc. Wzrost szkodowości, który nastąpił w ciągu tych pięciu lat i dalej jest widoczny, może powodować dużą ostrożność banków w zakresie udzielania kredytów małym firmom. Mam na myśli wzrost ceny, czyli marży za ryzyko kredytowe, a ponadto większe mogą być również oczekiwania co do jakości przedstawianych zabezpieczeń.

Zdaniem ekonomisty może to w konsekwencji istotnie ograniczyć finansowanie mikroprzedsiębiorstw, które są szczególnie ważne w czasie odmrażania gospodarki i mogą istotnie przyczynić się do powrotu na ścieżkę wzrostu gospodarczego.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/mikroprzedsiebiorcy,p1511085067

Rząd musi szukać nowych sposobów na pobudzenie wzrostu gospodarki. Motorem mogą być inwestycje w technologie niskoemisyjne

Według lipcowej prognozy Komisji Europejskiej i założeń rządu w tym roku polskie PKB skurczy się o 4,6 proc. Poradzenie sobie ze spowolnieniem wywołanym pandemią SARS-CoV-2 nie jest jednak jedynym wyzwaniem dla polskiej gospodarki. Jest nim też konieczność odchodzenia od węgla i coraz ostrzejsza polityka klimatyczna UE. Jak podkreśla prezes Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych Marcin Korolec, oba te wyzwania można połączyć, a środkiem do celu może być budowanie innowacyjnej gospodarki. Jednym ze sposobów dojścia do niej może być na przykład program przechodzenia na elektryczny transport publiczny.

– Wchodzimy w kryzys wywołany pandemią i próbujemy kształtować różne instrumenty pomocowe dla firm. Dla branż dotkniętych skutkami kryzysu należałoby szukać takich instrumentów wsparcia, aby przy okazji zmieniać polską gospodarkę w kierunku niskoemisyjnej, tańszej, która również w długiej perspektywie może mieć przewagę na jednolitym rynku europejskim. Trzeba szukać obszarów, które mogą być motorami wzrostu gospodarczego, łącząc różne wyzwania – mówi agencji Newseria Biznes Marcin Korolec.

Według lipcowej prognozy Komisji Europejskiej w tym roku polskie PKB skurczy się o 4,6 proc. To oznacza pogorszenie o 0,3 pkt proc. względem wiosennej prognozy. Z kolei na 2021 rok prognozowany jest 4,3-proc. wzrost (wobec +4,1 proc. wcześniej). Według danych GUS polski PKB w II kwartale br. skurczył się ponad 8 proc. r/r. Można wnioskować, że w ocenie KE polska gospodarka dość szybko odrobi straty wywołane pandemią SARS-CoV-2, a na tle całej Unii (dla której w tym roku prognozowany jest spadek -8,7 proc.) wypada relatywnie dobrze.

Spodziewana recesja, wywołana pandemią koronawirusa i trzymiesięcznym lockdownem, nie jest jednak jedynym wyzwaniem dla polskiej gospodarki. W dłuższej perspektywie jest nim też konieczność odchodzenia od wysokoemisyjnych źródeł energii i coraz ostrzejsza polityka klimatyczna Unii Europejskiej, do której Polska będzie musiała się dostosować.

Powinniśmy szukać takich programów, które łączą różne elementy: miejsca pracy, perspektywę obniżania kosztów i ochronę środowiska – mówi prezes Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych. – Wyobrażam sobie, że idealnym projektem byłoby wprowadzenie programu masowej elektryfikacji transportu publicznego w Polsce. Jesteśmy wśród największych producentów autobusów w Europie, mamy znakomite fabryki, a finanse samorządów są dziś mocno uszczuplone obniżką wpływów z podatków. Przy założeniu, że wymieniamy cały tabor na elektryczny, zadbalibyśmy o miejsca pracy, obniżylibyśmy emisję i poprawili  jakość powietrza. Przy okazji napęd elektryczny jest ok. 60–80 proc. tańszy od spalinowego, więc byłaby to też pomoc dla samorządów.

Jak podkreśla, Polska musi szukać takich dróg wychodzenia z kryzysu, które będą budować przewagę konkurencyjną krajowej gospodarki w długiej perspektywie i przyczynią się do jej stabilnego wzrostu. Powinniśmy też jak najszybciej włączyć się w realizację polityki klimatycznej UE, co odbędzie się nie tylko z korzyścią dla środowiska, ale i przyczyni się do wzrostu innowacyjności.

– Najlepszym instrumentem, żeby promować transformację polskiej gospodarki i pomagać wychodzić z kryzysu, jest system dotacji albo obniżenia podatków. Jednak pierwszoplanową decyzją rządu powinno być jednoznaczne przyłączenie się do europejskiego dążenia do neutralności klimatycznej Europy w 2050 roku – mówi Marcin Korolec. – Program wychodzenia z kryzysu, który został zaproponowany przez Komisję Europejską, to są ogromne środki finansowe, warunkowane jednak realizacją tego wielkiego celu.

Unia Europejska upatruje szansy rozwoju gospodarczego właśnie w transformacji energetyki. Na lipcowym szczycie przywódców państw członkowskich uzgodniono szczegóły wieloletniego budżetu UE na lata 2021–2027 oraz Europejskiego Instrumentu na rzecz Odbudowy. Jak poinformowała Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, Polska będzie mogła skorzystać z ok. 139 mld euro w formie dotacji i 34 mld euro w pożyczkach (w cenach bieżących). W tym są środki przeznaczone na sprawiedliwą transformację klimatyczną.

– Jeśli chcemy korzystać z tych środków europejskich, musimy wpisać się w realizację tego celu – podkreśla prezes Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych. – Nic nie stoi na przeszkodzie, aby rozwijać i dalej rozszerzać programy takie jak np. Mój Prąd. Zadbalibyśmy o miejsca pracy, a jednocześnie obniżalibyśmy cenę prądu w polskiej sieci. Tym sposobem myślenia powinien się kierować polski rząd.

Jak wskazuje raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego, Polska ma szansę osiągnąć neutralność sektora energii w 2056 roku. To optymistyczny wariant kalkulacji opartych na zakładanym roku dekarbonizacji w pozostałych krajach UE oraz wynikach wskaźnika Energy Transition Index Światowego Forum Ekonomicznego. Dziś w tym rankingu Polska zajmuje 75. miejsce wśród 115 krajów, ale w samej UE zajmuje przedostatnią pozycję. Eksperci PIE podkreślają, że jako jedyny kraj nie podała planowanej daty osiągnięcia dekarbonizacji. Tylko trzy kraje UE deklarują, że zrobią to wcześniej, niż zakłada cel, czyli przed 2050 rokiem. Najwcześniej ma szansę osiągnąć neutralność Finlandia w 2035 roku, pięć lat później Austria, a 10 lat potem Szwecja. 

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/rzad-musi-szukac-nowych,p1160496958