Rząd pracuje nad kryteriami bezpieczeństwa sieci 5G. Polskie przepisy mają być jednymi z najsurowszych w Europie

W tym tygodniu do publicznych konsultacji trafił projekt nowelizacji ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa, który będzie mieć duży wpływ na wdrażanie w Polsce sieci 5G. Znalazły się w nim m.in. zapisy pozwalające na wykluczenie dostawców infrastruktury, którzy pochodzą z państw nieprzestrzegających praw człowieka. Tym samym Polska chce wprowadzić jedne z najsurowszych w całej UE przepisy dotyczące podmiotów uczestniczących w budowie 5G. – To uderzy w rynek i opóźni wdrażanie nowej technologii – wskazuje dyrektor ds. strategii i komunikacji Huawei Polska Ryszard Hordyński.

Projekt nowelizacji ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa wprowadza szereg zapisów, które są niemierzalne, mało obiektywne i nietransparentne. Przykładem jest tzw. mechanizm dostawcy wysokiego ryzyka, których wskaże Kolegium ds. Cyberbezpieczeństwa, czyli premier oraz szefowie służb, na podstawie mało obiektywnych kryteriów. Kolegium będzie oceniać na przykład to, czy dostawca pochodzi z kraju, w którym są przestrzegane prawa człowieka. A przecież prawa człowieka i cyberbezpieczeństwo to dwie zupełnie różne sprawy – mówi agencji Newseria Biznes Ryszard Hordyński.

Projekt nowelizacji ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa trafił do konsultacji publicznych we wtorek, 8 września. Resort cyfryzacji czeka na opinie m.in. stowarzyszeń branżowych, przedsiębiorstw i instytutów naukowych, bo dokument będzie mieć duże przełożenie na wdrażanie w Polsce sieci 5G oraz wybór dostawców infrastruktury i oprogramowania dla nowego standardu telekomunikacyjnego.

– Jest 14 dni na konsultacje tej ustawy i zobaczymy, jaki ostatecznie będzie miała kształt. Jednak w tym momencie jest w niej szereg zapisów, które można by trochę lepiej przemyśleć – wskazuje dyrektor ds. strategii i komunikacji Huawei Polska.

Resort cyfryzacji uzasadnia, że nowelizacja jest podyktowana ustaleniami na poziomie europejskim. Nowy projekt wdraża bowiem zalecenia i standardy opublikowane w tzw. 5G Toolbox, czyli zestawie narzędzi przygotowanych przez Komisję Europejską i Agencję Unii Europejskiej ds. Cyberbezpieczeństwa (ENISA) przy współudziale wszystkich państw członkowskich UE, w tym Polski.

5G Toolbox został przyjęty na początku tego roku i ma wzmocnić poziom cyberbezpieczeństwa w Europie w kontekście budowy sieci nowej generacji. Będzie podstawą dla wspólnych, skoordynowanych działań w tym zakresie. Państwa członkowskie UE zobowiązały się w nim m.in. właśnie do zaostrzenia wymagań dotyczących bezpieczeństwa infrastruktury telekomunikacyjnej oraz do oceny profilu ryzyka dostawców i ich dywersyfikacji. Jednak szczegółowe decyzje dotyczące tego, jakie konkretnie środki bezpieczeństwa zostaną wdrożone, pozostają w gestii państw członkowskich UE.

Do tej pory żaden kraj na świecie, a już na pewno w Europie, nie zaproponował tego typu zapisów. Najbardziej rygorystyczne ma jak dotąd Wielka Brytania, która nie jest już w UE. Czas na potencjalne wykluczenie dostawcy wynosi tam siedem lat, te zapisy były konsultowane z całym rynkiem przez dość długi czas, a operatorzy do końca tego roku wciąż mają prawo kupować urządzenia wszystkich dostawców, nawet tych potencjalnie wykluczonych. Polska proponuje więc dużo bardziej surowe przepisy niż wszędzie indziej w Europie – podkreśla Ryszard Hordyński.

W Polsce oceny dostawców sprzętu i oprogramowania, istotnego dla krajowego cyberbezpieczeństwa i sieci 5G, ma dokonywać Kolegium ds. Cyberbezpieczeństwa. To organ doradczy, który od dwóch lat funkcjonuje przy Radzie Ministrów. Projekt nowelizacji ustawy o KSC zakłada, że w trakcie oceny kolegium weźmie pod uwagę takie czynniki jak m.in. potencjalne zagrożenia dla bezpieczeństwa publicznego „o charakterze ekonomicznym, kontrwywiadowczym i terrorystycznym”, prawdopodobieństwo tego, że dostawca znajduje się pod wpływem państwa spoza UE bądź NATO oraz jakie obowiązuje w tym kraju prawo w zakresie ochrony danych osobowych, ochrony praw obywatelskich i praw człowieka.

Ocena sporządzana przez Kolegium ds. Cyberbezpieczeństwa ma uwzględniać trzy stopnie ryzyka, jakie wiąże się z danym dostawcą: wysokie, umiarkowane lub niskie. To pierwsze jest przewidziane dla firm, które zostaną uznane za poważne zagrożenie dla krajowego cyberbezpieczeństwa, co oznacza, że zostaną odcięte od kontraktów, a podmioty korzystające z ich usług bądź sprzętu będą musiały pozbyć się ich w ciągu pięciu lat. Firmy objęte statusem umiarkowanego ryzyka będą mieć z kolei zakaz wprowadzania na polski rynek nowych produktów i usług (przynajmniej do czasu wyeliminowania stwarzanych przez nie zagrożeń).  

Cyberbezpieczeństwo czy kwestie inżynierskie można obudować przepisami, które mają związek z technologią i podejściem inżynierskim. Natomiast zapisy zaproponowane w tej ustawie są nieobiektywne i czysto polityczne – komentuje dyrektor ds. strategii i komunikacji Huawei Polska.

Zapisy nowelizacji ustawy o KSC wskazują na możliwość wykluczenia z polskiego rynku firmy Huawei, która jest w tej chwili jednym z trzech głównych dostawców infrastruktury 5G. Stany Zjednoczone już od dłuższego czasu zarzucają technologicznemu gigantowi, że ma powiązania z chińskim rządem. W tle jest też wojna handlowa i napięte relacje pomiędzy Chinami i USA oraz amerykański program Clean Network, który ma na celu całkowite wyeliminowanie chińskich producentów z rynku telekomunikacyjnego.

Jak podkreśla Ryszard Hordyński, jeżeli ustawa o KSC wejdzie w życie w obecnie proponowanym kształcie, z mechanizmem zaprojektowanym do wykluczenia konkretnego dostawcy, uderzy to głównie w rynek i opóźni wdrażanie w Polsce 5G.

Po pierwsze, operatorzy, którzy w tej chwili korzystają z usług lub sprzętu potencjalnie wykluczonego dostawcy, będą musieli ponieść ogromne koszty. Te są szacowane na ok. 15 mld zł na samą infrastrukturę. Po drugie, w tej chwili na rynku jest trzech dostawców sieci 5G. Po tej zmianie zostałoby dwóch. Jeśli weźmiemy pod uwagę podstawowe zasady ekonomii, powstanie przez to monopol, w którym każdy operator będzie wykorzystywać tylko dwóch dostawców. To oznacza brak konkurencyjności, czyli nie tylko wyższe ceny, ale i gorszą jakość usług – mówi.

Resort cyfryzacji podkreśla, że zarówno Komisja Europejska, jak i Polska kładą duży nacisk na bezpieczeństwo technologii 5G. Tym bardziej że będzie ona mieć wpływ nie tylko na rynek telekomunikacyjny, lecz także inne kluczowe sektory gospodarki, jak np. energetyka, transport, bankowość czy zdrowie. Ponadto sieć 5G będzie nośnikiem informacji wrażliwych. Dlatego też zapewnienie jej bezpieczeństwa jest kluczowe. KE wskazuje, że odpowiedzialność za jej działanie i ochronę spoczywa zarówno na podmiotach rynkowych, jak i państwach członkowskich.

Jest w Polsce potrzeba wprowadzenia ramowych, wspólnych zasad dotyczących cyberbezpieczeństwa, bo obecna ustawa pochodzi sprzed kilku lat. Tymczasem technologia zmienia się bardzo szybko i prawo za nią nie nadąża. Wdrożenie sieci 5G będzie fundamentem tzw. gospodarki 4.0, która połączy ze sobą wszystkie urządzenia i wszystkie możliwe czujniki. Rozsądne podejście do bezpieczeństwa w tym zakresie jest bardzo potrzebne. Jednak powinno być to podejście mierzalne i inżynierskie, a nie polityczne – podsumowuje dyrektor ds. strategii i komunikacji Huawei Polska. 

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/rzad-pracuje-nad,p1035830248

Minister finansów: Nie planujemy zwiększać poziomu podatków w Polsce. Gospodarka wyjdzie z recesji dzięki konsumpcji prywatnej

Tadeusz Kościński deklaruje, że resort finansów nie zamierza podnosić podatków mimo zwiększonych wydatków spowodowanych pandemią. W tym roku zamiast zerowego deficytu ma on wynieść ponad 109 mld zł, choć wielu ekonomistów uważa, że jest to kwota zawyżona. Dodatkowo poluzowana reguła wydatkowa pozwala na pewną swobodę. Minister popiera też wprowadzenie podatku cyfrowego, choć musiałoby to się odbyć na poziomie unijnym, by nie narazić naszego kraju na retorsje Stanów Zjednoczonych.

– Nie planujemy zwiększać poziomu podatków w Polsce, żeby obywatele płacili więcej. Również nie zamierzamy zmniejszyć kosztów, bo naszą strategią jest, żeby gospodarka szybciej wyszła z recesji, a to będziemy robić poprzez konsumpcję prywatną – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tadeusz Kościński, minister finansów. – Im więcej pieniędzy będziemy mieli u naszych podatników, żeby mogli wydawać, tym szybciej wyjdziemy z tej recesji, więc podnosić podatki, wyciągać pieniądze z kieszeni czy obcinać jakieś koszty byłoby bez sensu, tego nie będziemy robić.

W budżecie państwa na 2021 rok zapisano wpływy na poziomie prawie 403,73 mld zł. W tym z podatków ma pochodzić 368,43 mld zł, czyli ponad 91 proc. Najwyższą pozycję – o wartości niemal ich połowy – stanowi podatek od towarów i usług, czyli VAT – 181 mld zł, a następnie akcyzowy oraz od osób fizycznych (odpowiednio 71,74 mld zł oraz 68,1 mld zł). Na obecny rok po nowelizacji spowodowanej pandemią przewidziano dochody w wysokości 398,7 mld zł, niższe od zaplanowanych wcześniej o 36,7 mld zł, a wydatki na poziomie 508 mld zł, o 72,7 mld zł więcej od zakładanych poprzednio. W przyszłym roku źródłem dodatkowych wpływów mają być dalsze uszczelnienie podatkowe, dokończenie reformy OFE oraz podatek od sprzedaży detalicznej, który ma zacząć obowiązywać od 1 stycznia.

– Chcemy, żeby nasza gospodarka szybko rosła, docelowo głównym jej motorem będzie inwestycja prywatna. Prywatni inwestorzy, co absolutnie zrozumiałe, nie chcą inwestować swoich pieniędzy, gdy nie czują się pewnie, więc z różnych stron będziemy próbować restartować gospodarkę: poprzez konsumpcję prywatną, konsumpcję publiczną, jak również inwestycje publiczne – deklaruje minister finansów. – Bardzo ważne, żeby lokalne inwestycje mogły być jak najszybciej wdrażane: budowy nowych dróg, szpitali i szkół. To spowoduje, że lokalne firmy będą zatrudniać, ludzie będą mieli pracę, będą płacić podatki, kupować w sklepach i w ten sposób gospodarka będzie rosła i mam nadzieję, że bezboleśnie wyjdzie z kryzysu.

Deficyt budżetowy w tym roku ma wynieść 109,3 mld zł (przed pandemią planowano budżet zrównoważony, z dochodami równymi wydatkom, jednak COVID-19 pokrzyżował te plany), a w przyszłym 82,3 mld zł. Jednak także w związku z koronawirusem poluzowana została stabilizująca reguła wydatkowa, dzięki czemu kwota wydatków na rok 2021 mogła zostać powiększona o połowę prognozowanej sumy skutków finansowych po stronie dochodów i wydatków wynikających z działań bezpośrednio nakierowanych na powstrzymanie skutków stanu epidemii w 2020 roku i walkę z nimi oraz na bezpośrednie wsparcie dotkniętych nim podmiotów.

Prognozy dochodów budżetu państwa zdeterminowane są przede wszystkim szacunkami wzrostu PKB (w ujęciu realnym o 4 proc., nominalnym o 5,4 proc.), średniorocznym wzrostem cen towarów i usług konsumpcyjnych, czyli inflacją (1,8 proc.), nominalnym wzrostem przeciętnego rocznego funduszu wynagrodzeń w gospodarce narodowej (2,6 proc.) oraz wzrostem spożycia prywatnego (w ujęciu nominalnym o 6,3 proc.).

– Nie mamy konkretnego planu, koncepcji, strategii, że likwidujemy ulgi. Ale na pewno będziemy bacznie uważać, czy one są efektywnie wykorzystane, czy nie możemy lepiej ich wykorzystać. Cały czas rozmawiamy z biznesem, z rynkiem i słuchamy, co rynek ma do powiedzenia. Oczekuję na ciekawe propozycje, jakie ulgi by pomogły rozkręcić naszą gospodarkę. Jak będzie coś ciekawego, na pewno będziemy to tak szybko wdrażać, jak tylko możemy – zapewnia Tadeusz Kościński.

Dodatkowe przychody mógłby przynieść tzw. podatek cyfrowy, czyli danina nakładana na największe firmy technologiczne: Google (Alphabet), Amazon, Facebook, Apple, które podczas pandemii jeszcze mocno zyskały (wszystkie są na giełdzie w Nowym Jorku, poza tym wzrosło zapotrzebowanie na usługi cyfrowe), a w wielu krajach nie płacą podatków. O podatku takim mówi się od dawna zarówno na poziomie UE, która zaproponowała 3-proc. stawkę (ale nie mówi jednym głosem), jak i pojedynczych krajów, ale jako że giganci ci wywodzą się ze Stanów Zjednoczonych, państwa próbujące nałożyć tenże podatek są straszone wprowadzeniem ceł (przykład Francji z ubiegłego roku). Dlatego też rządy liczą na spójną inicjatywę Brukseli w imieniu wszystkich państw Wspólnoty oraz na uzgodnienia w gronie państw OECD.

– Trzeba pamiętać, że podatki mają dwa cele: jeden cel jest podstawowy, żeby sfinansować budżet państwa, bo tylko w ten sposób będziemy mieli nowoczesną infrastrukturę, nowe drogi czy szkoły. A drugi cel – obowiązkiem jest pilnować, czy podatki są sprawiedliwe, że wszyscy odpowiednio dokładają swój kawałek do tej infrastruktury, którą chcemy budować – argumentuje minister finansów. – I są takie możliwości, podatek cyfrowy jest bardzo dobrym przykładem, obecnie nie ma go w Polsce, a mamy firmy, które działają w naszej gospodarce, czerpią korzyści stąd, wyciągają zyski, a nie dokładają się do naszej infrastruktury. To tylko jest uszczelnienie, na pewno będziemy na to bacznie patrzeć, czy uczciwi podatnicy nie mają jakiegoś kłopotu z tym, że inni działają na naszym rynku nieuczciwie.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/minister-finansow-nie,p173202437

Jadwiga Emilewicz: Liczymy na przyjęcie drugiej tarczy dla turystyki na najbliższym posiedzeniu Sejmu. 300 mln zł trafi do turystów w ramach Funduszu Zwrotów

W czwartek 10 września senatorowie zgłosili kolejne poprawki do ustawy ws. kolejnej tarczy dla turystyki i ponownie skierowali projekt do senackiej Komisji Gospodarki Narodowej i Innowacyjności. – Mamy nadzieję, że Sejm na najbliższym posiedzeniu przyjmie tę ustawę – mówi wicepremier i minister rozwoju Jadwiga Emilewicz. Branża bardzo liczy na nowe instrumenty wsparcia, m.in. uruchomienie Turystycznego Funduszu Zwrotów, z którego będą wypłacane środki za wykupione przed pandemią wyjazdy.

Mamy nadzieję, że na najbliższym posiedzeniu Sejm przyjmie ustawę, w której jest kilka rozwiązań dotyczących sytuacji covidowej, w tym uruchomienie Funduszu Zwrotów przy Turystycznym Funduszu Gwarancyjnym. To ok. 300 mln zł, a beneficjentem tych środków będą turyści. Każdy, kto przed pandemią SARS-CoV-2 przedpłacił wycieczkę lub wyjazd turystyczny, a ten się nie odbył z powodu koronawirusa, będzie mógł zwrócić się do tego funduszu. Jednocześnie będą do niego aplikować firmy, które będą musiały przedstawić opłacone drogą bezgotówkową wycieczki. Wówczas na podstawie oświadczeń zweryfikowanych w ciągu maksymalnie 30 dni środki będą wypłacane bezpośrednio na konta, ale nie firm, tylko turystów – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes wicepremier i minister rozwoju Jadwiga Emilewicz.

Drugi element wsparcia dla turystyki to przedłużenie postojowego i zawieszenia składek na ubezpieczenia społeczne dla pilotów, przewodników i przewoźników autokarowych, którzy w tym roku nie mają szans na odbicie i poprawę swojej kondycji finansowej.

To także wypłata postojowego dla najmniejszych przewoźników, pilotów i przewodników, którzy nie rejestrowali spadku w ujęciu marzec do kwietnia czy luty do kwietnia, ponieważ oni tradycyjnie są pracownikami sezonowymi: odwieszają działalność w kwietniu, a kończą we wrześniu, a w sezonie jesienno-zimowym po prostu nie działają. Dla nich także mamy w tej ustawie wsparcie – wyjaśnia minister rozwoju podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu.

Jak podkreśla, rząd teraz skupia się na pomocy sektorowej. Nie ma w planach wprowadzenia kolejnych tarcz skierowanych do ogółu firm. To efekt względnie stabilnej sytuacji w gospodarce. Według danych Ministerstwa Rozwoju do 4 września br. wartość pomocy udzielonej przedsiębiorstwom w ramach rządowych tarcz antykryzysowych wyniosła 135 mld zł. Lwia część, prawie 60,5 mld zł, to subwencje z Tarczy Finansowej PFR.

– Po dwóch kwartałach najtrudniejszego okresu gospodarczego historii Polski po 1989 roku możemy powiedzieć z umiarkowanym optymizmem, że gospodarka radzi sobie względnie dobrze. To pierwsze dwa kwartały po 1989 roku, kiedy mówimy o recesji technicznej, ale jednak jest ona jedną z płytszych w Europie – podkreśla Jadwiga Emilewicz.

Według danych GUS w II kwartale br. PKB Polski skurczył się o 8,2 proc. rok do roku i 8,9 proc. w ujęciu kwartalnym. Z kolei według Eurostatu spadek wyniósł odpowiednio 7,9 proc. i 8,9 proc. Jeszcze w połowie sierpnia wstępne, niepełne szacunki Eurostatu wskazywały, że polska gospodarka w II kwartale będzie trzecim krajem z najmniejszym spadkiem w całej UE, ustępując tylko Litwie i Finlandii.

Uaktualnione dane opublikowane w tym tygodniu pokazują, że Polska znalazła się pod tym względem na szóstym miejscu w UE. Lepiej od nas poradziły sobie Irlandia (-3,7 proc. r/r), Litwa (-4,0 proc.), Finlandia (-6,3 proc.), Estonia (-6,5 proc.) i Szwecja (-7,7 proc.). Na kryzysie wywołanym pandemią o wiele bardziej ucierpiały natomiast Hiszpania (-22,1 proc. r/r), Wielka Brytania (-21,7 proc.) oraz Francja (-18,9 proc.). Sąsiednie Niemcy odnotowały w II kwartale spadek PKB o 11,3 proc. w ujęciu rocznym, z kolei Czechy – o 11 proc. Wzrost gospodarczy całej strefy euro był o 14,7 proc. niższy niż przed rokiem, natomiast spadek dla całej UE sięgnął 13,9 proc. i był największym od 1995 roku, od kiedy Eurostat zaczął prowadzić pomiary.

Wstępne dane dotyczące III kwartału wskazują też, że powoli następuje odbudowa aktywności i popytu (wg GUS w lipcu produkcja sprzedana przemysłu była wyższa o 1,1 proc. r/r, a w porównaniu z czerwcem br. wzrosła o 3,4 proc., rośnie też konsumpcja). Prognozy dla Polski podnieśli w ostatnim tygodniu ekonomiści Banku Pekao SA i Credit Agricole, według których krajowa gospodarka w tym roku skurczy się o 2,4 proc. i 2,8 proc. Z kolei PIE szacuje spadek o 3,5 proc. r/r w III kwartale oraz o 3,1 proc. w całym 2020 roku.

Widzimy już jaskółki odbicia, od czerwca rośnie produkcja przemysłowa, konsumpcja rośnie na niskim poziomie, utrzymują się inwestycje – mówi Jadwiga Emilewicz. – Dziś koncentrujemy się przede wszystkim na tym, aby utrzymać poziom inwestycji i aby te inwestycje publiczne trafiały na rynek. Stąd Fundusz Inwestycji Lokalnych.

Dwucyfrowe tąpnięcie w inwestycjach (o 10,9 proc. r/r) – obok spadku konsumpcji – było jedną z głównych składowych spadku krajowego PKB w II kwartale. Dlatego też resorty rozwoju i finansów pracują nad pakietem rozwiązań, które mają pobudzić prywatne inwestycje oraz zachęcić do lokowania w Polsce kapitału. Drugi element to publiczne wydatki inwestycyjne, a za ok. 40 proc. z nich odpowiadają samorządy. W związku z tym mogą one liczyć na 6 mld zł z rządowego Funduszu Inwestycji Lokalnych. Środki przeznaczone dla gmin (w tym wiejskich), powiatów i miast – do nawet 93 mln zł – mogą trafiać m.in. na drogi, remonty szkół, budowę żłobków czy inwestycje w wodociągi.  Pieniądze mają spływać na konta samorządów szybko i bez zbędnej biurokracji.

Jednocześnie – jak podkreśla wicepremier – rząd chce jak najszybciej zaangażować do odbudowy gospodarki środki unijne, wynegocjowane w ramach nowej siedmiolatki. To ponad 750 mld zł w ramach unijnego budżetu i Europejskiego Instrumentu na rzecz Odbudowy, który ma podnieść gospodarki państw UE z kryzysu wywołanego pandemią SARS-CoV-2.

Te 60 mld euro z funduszu odbudowy chcielibyśmy zacząć inwestować już w przyszłym roku – zapowiada wicepremier i minister rozwoju.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/jadwiga-emilewicz-liczymy,p2119910917

Polska rozważa wdrożenie koncepcji tzw. wirtualnego prosumenta. Dzięki temu w fotowoltaikę mogliby inwestować mieszkańcy bloków i dużych miast

Polska rozważa wprowadzenie koncepcji tzw. wirtualnego prosumenta. Zakłada ona, że producentami energii mogą zostać nawet te podmioty (firmy i osoby), które nie mają gdzie wybudować własnego źródła OZE. Na początku tego roku taką możliwość wdrożyła już Litwa. Dzięki nowym przepisom możliwość zainwestowania w instalacje fotowoltaiczne miałyby nawet osoby mieszkające w blokach i dużych miastach. – Widzimy zainteresowanie tym rozwiązaniem ze strony Polski, prowadzone są prawne analizy możliwości jego wprowadzenia. Myślę, że to nastąpi prędzej niż później – mówi Simonas Šileikis, prezes Green Genius Poland, firmy oferującej takie inwestycje na Litwie.

Po uchwaleniu odpowiednich przepisów, które są jednymi z najbardziej nowatorskich w UE, na Litwie pojawiły się nowe możliwości związane z tzw. zdalnymi elektrowniami słonecznymi. Dają one możliwość właściwie każdemu obywatelowi nabyć część elektrowni fotowoltaicznej działającej na terenie kraju, niekoniecznie w pobliżu miejsca zamieszkania. Dotyczy to nawet mieszkańców bloków w miastach – oni też mogą w ten sposób ograniczać koszty zużywanej energii – mówi agencji Newseria Biznes Simonas Šileikis. – Widzimy zainteresowanie tym rozwiązaniem ze strony Polski. Prowadzone są prawne analizy możliwości jego wprowadzenia. Myślę, że nastąpi to prędzej niż później, bo to rozwiązanie jest korzystne zarówno dla rządu, jak i społeczeństwa i środowiska.

Zapis na temat wirtualnego czy zbiorowego prosumenta miałby się znaleźć w nowelizacji ustawy o OZE. W czerwcu br. o takich pracach mówił Przemysław Hofman z Ministerstwa Rozwoju na kongresie PV-CON 2020. Koncepcja ta była jednym z rozwiązań rekomendowanych przez EY w raporcie przygotowanym jeszcze dla Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii we wrześniu ubiegłego roku („Koncepcja zmian regulacji wspierających rozwój energetyki prosumenckiej”). Wskazał on, że podobne rozwiązania działają już m.in. w USA, gdzie w 11 stanach odbiorcy mogą dzielić się energią z jednego źródła OZE, oraz w Grecji, we Włoszech, na Cyprze i we Francji, gdzie pilotaż takiego rozwiązania prowadzi koncern EDF.

Koncepcja wirtualnego prosumenta przyczynia się do rozwoju energetyki prosumenckiej i byłaby korzystna zwłaszcza dla jednostek samorządu terytorialnego, spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych, klastrów energii, biurowców i budynków zajmowanych przez wiele różnych podmiotów czy nawet sąsiadów, którzy są zlokalizowani blisko siebie w sieci dystrybucyjnej, co pozwala im dzielić się wyprodukowaną energią. Jak wskazuje EY, to rozwiązanie może też wpłynąć pozytywnie na sieć, bo energia byłaby wytwarzana i konsumowana lokalnie.

Jak podkreśla prezes Green Genius Poland, polska infrastruktura energetyczna wymaga dostosowania do rosnącej roli energetyki rozproszonej i prosumenckiej.

Rozwój inwestycji w fotowoltaikę w ogromnej mierze zależy od dostępnej infrastruktury energetycznej. Trzeba poświęcić więcej uwagi możliwościom przyjęcia przez nią dodatkowych ilości mocy wytwarzanej ze źródeł odnawialnych, np. energii słonecznej czy wiatrowej. Kraje, w których infrastruktura energetyczna powstała wiele lat temu, w pewnym momencie staną przed wyzwaniem związanym z tzw. wąskim gardłem mocy. Polska go nie uniknie – ocenia.

Według danych przekazanych do PSE przez operatorów systemów dystrybucyjnych – 1 sierpnia br. moc zainstalowana w instalacjach PV w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym wyniosła ponad 2,2 GW. Oznacza to wzrost o ponad 156 proc. rok do roku i o 7,2 proc. w ujęciu miesięcznym.

Fotowoltaika już od kilku lat jest w Polsce głównym obszarem inwestycji w OZE. Według danych Urzędu Regulacji Energetyki w 2014 roku moc z tego źródła w sieci wynosiła 20 MW, a prognozy Instytutu Energetyki Odnawialnej mówią o tym, że w 2025 roku ma to być 7,8 GW (raport „Rynek fotowoltaiki w Polsce 2020”).

Mile widziane byłoby nieco większe wsparcie dla dużych instalacji i poświęcenie im większej uwagi, żeby cały proces inwestycyjny był prostszy, a inwestycja bardziej wydajna. W ostatecznym rozrachunku przyczyniłoby się to do niższych cen energii – wskazuje Simonas Šileikis.

Jak ocenia, generalnie w Polsce nie ma jednak większych barier, które utrudniałyby inwestowanie w fotowoltaikę, a otoczenie regulacyjne sprzyja inwestorom. W dobrym kierunku rozwija się system aukcyjny, a pomniejsze problemy rynek powinien naturalnie sam wyregulować.

W tej chwili polski rynek fotowoltaiczny przeżywa prawdziwy rozkwit. W porównaniu do innych państw w Europie jest jednym z najbardziej atrakcyjnych i interesujących kierunków dla inwestorów. Żartobliwie mówimy, że teraz co drugi Polak inwestuje w fotowoltaikę. To pewna przesada, ale duży popyt znacznie przyczynia się do wzrostu tego sektora i zwiększania ilości dostępnej energii z ekologicznych źródeł – mówi prezes Green Genius Poland.

Boom na fotowoltaikę w Polsce napędziły m.in. nowelizacja ustawy o OZE zmieniająca definicję prosumenta, spadek cen paneli fotowoltaicznych i ujednolicenie stawki podatku VAT oraz rządowe programy Energia Plus czy Mój Prąd, który jest największym w Europie programem dofinansowania do prosumenckich instalacji fotowoltaicznych o mocy 2–10 kW. W naszym kraju to właśnie w segmencie mikroinstalacji PV jest obserwowany największy przyrost nowych mocy. Według danych PTPiREE przytaczanych przez resort rozwoju na koniec czerwca br. funkcjonowało w Polsce ponad 262,3 tys. mikroinstalacji o łącznej mocy ok. 1,7 GW. To oznacza wzrost o prawie 41 proc. wobec I kwartału br. i aż o 69,8 proc. w porównaniu do końca ubiegłego roku.

Jesteśmy przekonani, że w ciągu najbliższych kilku lat polski rynek dołączy do europejskiej czołówki pod względem rozwoju produkcji energii z instalacji fotowoltaicznych – ocenia Simonas Šileikis.

W Europie fotowoltaika pokrywa w tej chwili ok. 3 proc. całkowitego zapotrzebowania na energię w UE przy szacowanym potencjale sięgającym 15 proc. przed 2030 rokiem – wynika z opublikowanego w maju raportu Solar Europe Now. Roczne obroty europejskiej branży PV są szacowane na ok. 5 mld euro. Polska jest jednym z najszybciej rozwijających się rynków PV na Starym Kontynencie. W tej chwili pod względem rocznego przyrostu mocy zainstalowanych zajmuje w UE piątą pozycję i według prognoz IEO utrzyma ją także w tym roku.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/polska-rozwaza-wdrozenie,p221366104

Ulgi na robotyzację i prototypy pobudzą innowacyjność polskich firm. Nowe rozwiązania mają ruszyć już 1 stycznia

Koronawirus obnażył słabości tych biznesów, które przez lata unikały cyfryzacji. Restrykcje pandemiczne okazały się najmniej dotkliwe dla tych firm, które przeszły proces transformacji cyfrowej i nie stroniły od rozwiązań automatyzujących pracę. Aby pomóc wyjść polskim firmom z kryzysu pandemicznego i poprawić innowacyjność rodzimego sektora technologicznego, Ministerstwo Rozwoju we współpracy z Ministerstwem Finansów planuje wdrożyć ulgi podatkowe dla firm, które zainwestują w technologie automatyzujące oraz roboty.

– Rok do roku coraz więcej firm korzysta z ulgi na badania i rozwój, a to jest obszar, który m.in. decyduje o innowacyjności polskich przedsiębiorstw. Podobnie jest z automatyzacją i robotyzacją. Jest bardzo dużo badań, które pokazują, że automatyzacja przemysłu pozytywnie przekłada się na konkurencyjność i efektywność, a z czasem również na zdolności eksportowe firm. A w tym obszarze Polska jest trochę do tyłu i to nie tylko w stosunku do światowych liderów, typu Korea Południowa czy Niemcy, ale również w stosunku do innych krajów regionu, takich jak Słowacja, Czechy czy Węgry – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Marek Niedużak, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju podczas Forum Ekonomicznego 2020 w Karpaczu.

Ulga na inwestycje w rozwiązania z sektora automatyzacji przemysłowej i robotyzacji zaproponowana przez Ministerstwo Rozwoju oraz Ministerstwo Finansów pozwoliłaby odliczyć 150 proc. podstawy opodatkowania na zakup sprzętu niezbędnego do prowadzenia biznesu. Zgodnie z założeniami byłaby rozliczana w ramach CIT oraz PIT dla przedsiębiorców i umożliwiłaby sfinansowanie zakupu robotów, robotów współpracujących (kobotów) czy zautomatyzowanych linii produkcyjnych.

Program będzie skierowany do szerokiego grona odbiorców i pozwoli pozyskać środki na modernizację biznesów z wielu sektorów gospodarki.

– Chcielibyśmy, żeby już od 1 stycznia ulga znalazła się w polskim systemie prawnym i była skonstruowana w taki sam sposób jak ulga na badania i rozwój, czyli z listą na poziomie przepisów, listą kwalifikowanych wydatków. To też w żaden sposób nie przeszkadzałoby w amortyzacji tych środków – tłumaczy Marek Niedużak.

Równolegle do niej miałaby funkcjonować ulga na prototypy zaproponowana przez Ministerstwo Finansów. Nowe rozwiązania prawne mają stanowić rodzaj zachęty dla przedsiębiorców do inwestowania w nowe, przyszłościowe technologie, a co za tym idzie, stanowić narzędzie do walki z kryzysem pandemicznym.

– Nie jesteśmy w stanie dokładnie przewidzieć skutków wprowadzenia tych przepisów. Jednak jeżeli w obszarze automatyzacji będą one podobne jak w uldze na badania i rozwój, gdzie widzimy rok do roku wzrosty typu 20–30 proc., zarówno jeśli chodzi o liczbę korzystających firm, jak i kwotę środków przeznaczonych na wydatki, to będzie sukces, bo to oznacza, że mamy dodatkowy fiskalny impuls dla polskich firm, by były bardziej efektywne i nowoczesne – twierdzi podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju.

Także Unia Europejska przeznaczy na inwestycje z zakresu m.in. automatyzacji, robotyzacji i cyfryzacji kwotę 100 mln dol., jednak w obszarze rolnictwa. Celem projektu, który wystartował 10 września, jest umocnienie pozycji polskiego sektora spożywczego przy wykorzystaniu nowoczesnych technologii w ramach inwestycji z unijnego Programu Inteligentny Rozwój.

Według analityków z firmy Fortune Business Insights wartość globalnego rynku automatyzacji przemysłu w 2019 roku wyniosła blisko 169 mld dol. Przewiduje się, że do 2027 roku wzrośnie do 326 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 8,9 proc.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/ulgi-na-robotyzacje-i,p432474170

Promieniowanie UVC skuteczną metodą walki z koronawirusem. Promienniki nowej generacji mogą sprawdzić się także w domach

Już od pierwszych dni pandemii koronawirusa naukowcy i epidemiolodzy eksperymentowali z wykorzystaniem promienników UVC w roli narzędzi do błyskawicznej dezynfekcji przestrzeni wspólnych. Z systemów bazujących na promieniowaniu ultrafioletowym korzystały do tej pory głównie szpitale oraz branża transportowa. W przyszłości technologia tego typu może być w pełni bezpieczna dla ludzi i trafić także do użytku domowego.

– Przeprowadziliśmy badania z Uniwersytetem Bostońskim i w warunkach laboratoryjnych udało nam się potwierdzić, że promienniki UVC marki Philips, przy zastosowaniu dawki 5 mJ/cm2, są w stanie zdezaktywować w 99% wirus SARS-CoV-2 w ciągu zaledwie 6 sekund. Z natury promieniowanie UVC jest niebezpieczne dla organizmów żywych, więc nie należy napromieniowywać bezpośrednio ludzi, zwierząt i roślin. Jednak mamy w swojej ofercie urządzenia, które są tak skonstruowane, aby w trakcie ich działania w danej przestrzeni mogli przebywać ludzie. – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Agata Iwańska, manager ds. rozwoju biznesu w Signify Poland.

O skuteczności promieniowania ultrafioletowego w walce z koronawirusem przekonuje Centralny Instytut Ochrony Pracy – Państwowy Instytut Badawczy, powołując się na prace naukowe Narodowej Komisji Zdrowia w Chinach. Badania dowiodły, że SARS-CoV-2 wykazuje wysoką wrażliwość na promieniowanie ultrafioletowe w zakresie UVC. 30-minutowa sesja dezynfekująca wykorzystująca promieniowanie o natężeniu co najmniej 1,5 W/mkw pozwala skutecznie usunąć koronawirusa z całego pomieszczenia.

– Promienniki UVC to źródła światła emitujące promieniowanie ultrafioletowe z zakresu od 200 do 280 nanometrów, które ma charakter biobójczy. Wirus SARS-CoV-2 jest podatny na to promieniowanie, które rozkłada jego RNA, przez co nie może się dalej replikować i staje się nieszkodliwy dla ludzi – tłumaczy Agata Iwańska.

Firma Signify zwraca uwagę na jeszcze jeden istotny problem, który stoi na drodze do upowszechnienia się systemów dezynfekcji UVC. W trakcie użytkowania niektóre urządzenia UVC wytwarzają duże ilości ozonu, który może być niebezpieczny dla ludzi po zakończeniu procesu dezynfekcji.

– Nasze promienniki wykonane są ze specjalnego szkła i dzięki temu nie generują szkodliwego ozonu w trakcie pracy. O ile przestrzeń po napromieniowaniu UVC staje się zupełnie bezpieczna dla ludzi, o tyle po naozonowaniu należy ją wywietrzyć. Dlatego ważne jest, aby źródła UVC nie wytwarzały ozonu. przekonuje ekspertka.

Systemy dezynfekcyjne wykorzystujące promieniowanie UVC były używane przez polskie firmy już od pierwszych tygodni od wybuchu pandemii. Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne w Krakowie już od 6 kwietnia wdrożyło system dezynfekcji pojazdów z wykorzystaniem promienników UVC PERUN,które powszechnie stosuje się w salach szpitalnych oraz gabinetach zabiegowych.

Przyszłością tej branży mogą okazać się promienniki nowej generacji, nad którymi pracują naukowcy z Center for Radiological Research na Uniwersytecie Columbia. Badacze eksperymentują z falami UVC o krótszych długościach, które byłyby bezpieczne dla komórek ludzkiego ciała, a jednocześnie pozwalałyby na skuteczną dezynfekcję w miejscach najbardziej narażonych na transmisję wirusów: na lotniskach, w pojazdach komunikacji miejskiej czy halach sportowych.

Promieniowanie UVC okazało się skuteczną formą dezynfekcji, która znacznie redukuje zagrożenie zarażeniem np. gruźlicą. Z kolei podczas pandemii pojawiła się potrzeba dostosowania technologii stosowanej dotychczas w szpitalach do warunków pozaszpitalnych. Jeżeli używamy promienników w sposób bezpieczny, mogą one znaleźć bardzo szerokie zastosowanie w skutecznej dezynfekcji mówi Agata Iwańska z Signify Poland.

Według raportu analityków z firmy Allied Market Research, który uwzględnia pandemiczną sytuację, rynek dezynfekcji promiennikami UVC osiągnie do 2027 roku wartość 5,7 mld dol. W najbliższych latach ma się rozwijać w tempie 17 proc. średniorocznie.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/promieniowanie-uvc,p1199609691

Globalni gracze przestawiają się na zieloną energetykę. Koncern paliwowy bp ogranicza wydobycie ropy i gazu na rzecz inwestycji w OZE i wodór

Koncern bp ogranicza wydobycie ropy naftowej i gazu na rzecz odnawialnych źródeł energii. Do 2030 roku zmniejszy wydobycie o 40 proc., ograniczając przy tym swoje emisje o ok. 1/3. W tym samym czasie 10-krotnie zwiększy wydatki na inwestycje w OZE i technologie niskoemisyjne, przeznaczając na nie co najmniej 5 mld dol. rocznie. Nowa strategia ma przekształcić koncern w nowoczesną grupę energetyczną, a w długiej perspektywie – do 2050 roku – przełożyć się na całkowitą zeroemisyjność. To odpowiedź grupy na główne trendy na rynku energii i konieczność transformacji. Widać ją coraz wyraźniej też na polskim rynku, gdzie w ubiegłym roku produkcja energii z OZE była najwyższa w historii.

– Polski rynek energetyczny w ciągu najbliższych 20 lat zmieni się diametralnie. Na dużą skalę odejdziemy od energetyki opartej na węglu. Będziemy zmierzać w kierunku paliw przejściowych, m.in. gazu, a docelowo coraz bardziej opierać naszą energetykę i gospodarkę na odnawialnych źródłach energii – mówi agencji Newseria Biznes Bogdan Kucharski, prezes bp w Polsce, podczas Forum Ekonomicznego 2020, które w tym roku odbywa się w Karpaczu.

Założenia przyjętego przez Komisję Europejską Zielonego Ładu ściśle uzależniają europejską gospodarkę, finanse i nowe inwestycje od redukcji emisji CO2. Plan osiągnięcia neutralności klimatycznej w 2050 roku ma stanowić oś dla rozwoju wszystkich branż – od rolnictwa po transport, energetykę czy ubezpieczenia. Na budowanie niskoemisyjnej gospodarki Europa będzie przeznaczać setki miliardów euro rocznie.

– Ten kierunek jest wręcz niezbędny, bo tego oczekuje społeczeństwo, tego oczekują od nas partnerzy z Unii Europejskiej. I jest to dobry biznes, więc warto w to inwestować – podkreśla Bogdan Kucharski.

Zielony Ład i transformacja energetyczna będą w kolejnych dekadach wyznaczać kierunek rozwoju Europy, w tym także Polski, której miks energetyczny wciąż w blisko 80 proc. opiera się na węglu. Według rządowych założeń jego udział będzie sukcesywnie spadać na rzecz odnawialnych źródeł energii (projekt KPEiK). Ten kierunek ma też poparcie społeczne: według ubiegłorocznego badania Kantar Millward Brown dla WWF Polska węgiel za wiodące źródło energii w przyszłości uznaje zaledwie 8 proc. Polaków, a 66 proc. chce, żeby OZE stały się głównym paliwem energetycznym w Polsce.

– Polska stoi przed dużymi wyzwaniami dotyczącymi transformacji energetycznej do 2040 roku, ale są one jak najbardziej możliwe do realizacji. Cieszy to, że rządzący – tak samo jak firmy i podmioty komercyjne – w coraz większym stopniu dostrzegają, że ta transformacja jest niezbędna i musi przyspieszyć. Nie możemy czekać, bo ona nie wydarzy się sama z siebie. Musimy inwestować, i to już teraz, w konkretne programy, żeby do 2040 roku rzeczywiście przejść na niskoemisyjną gospodarkę – przekonuje prezes bp w Polsce.

Według danych Forum Energii w ubiegłym roku w Polsce produkcja energii elektrycznej z OZE była najwyższa w historii i przekroczyła 25 TWh. O konieczności transformacji mówią już największe spółki energetyczne i paliwowe, a większość z nich realizuje inwestycje ukierunkowane na OZE i nowoczesną energetykę. W tym gronie jest też koncern bp, który na początku sierpnia obrał nową strategię. Ma ona przekształcić międzynarodową spółkę naftową, skoncentrowaną na wydobywaniu zasobów, w nowoczesną grupę energetyczną.

– W ciągu najbliższych lat i dekad będziemy mocno inwestować w odnawialne źródła energii, elektromobilność i ofertę usług dla klientów naszych stacji. Postawimy m.in. na energię słoneczną, w tym samym czasie ograniczając tradycyjne inwestycje w wydobywanie paliw kopalnych. Co prawda wyłączenie tych paliw nie jest możliwe z dnia na dzień, ale konieczne jest przejście całej tej drogi – od punktu startowego do końcowego w postaci niskoemisyjnej gospodarki. Dlatego bp będzie ograniczać inwestycje w paliwa kopalne i przestawiać się właśnie na odnawialne źródła – zapowiada Bogdan Kucharski.

W ciągu najbliższych 10 lat bp zamierza ograniczyć wydobycie ropy i gazu ziemnego co najmniej o 1 mln baryłek ekwiwalentu ropy naftowej dziennie. W stosunku do poziomu z 2019 roku będzie to oznaczać redukcję o 40 proc. Do 2030 roku koncern ograniczy też emisje związane z wydobyciem ropy i gazu w segmencie upstream o odpowiednio 30–35 proc. i 35–40 proc.

W tym samym czasie 10-krotnie zwiększy wydatki na inwestycje w energetykę niskoemisyjną do poziomu ok. 5 mld dol. rocznie. Paliwowa spółka będzie budować portfel niskoemisyjnych technologii oparty m.in. na odnawialnych źródłach, bioenergii, wodorze i sekwestracji (wyłapywaniu) dwutlenku węgla. Do 2030 roku zamierza już wypracować ok. 50 GW mocy wytwórczych netto ze źródeł odnawialnych. W stosunku do poziomu z ubiegłego roku będzie to oznaczać 20-krotny wzrost.

– Zobowiązaliśmy się, że w globalnej skali do 2050 roku będziemy firmą zeroemisyjną. Nasze cele do tego czasu zakładają m.in. ograniczenie o 50 proc. intensywności węglowej naszych produktów końcowych, ograniczenie o 50 proc. intensywności emisji metanu oraz zwielokrotnienie inwestycji w odnawialne źródła energii i całą energetykę alternatywną. To zobowiązania długoterminowe, ale przyjęliśmy też cele na najbliższą dekadę, w której 20-krotnie zwiększymy nasze możliwości generacji energii elektrycznej z niskoemisyjnych źródeł i pięciokrotnie zwiększymy produkcję biopaliw. Chcemy też osiągnąć 10-proc. udział na kluczowych rynkach wodoru i 10-krotnie zwiększyć liczbę punktów ładowania samochodów elektrycznych – zapowiada prezes bp w Polsce.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/globalni-gracze,p280040664

Pandemia nie zatrzymała inwestycji infrastrukturalnych. Ponad 1,2 tys. kilometrów dróg w budowie, pod koniec roku dojdą kolejne

Mimo pandemii koronawirusa inwestycje infrastrukturalne nie zwalniają tempa. W trakcie realizacji jest blisko setka o wartości ok. 46 mld zł i łącznej długości nowo budowanych dróg przekraczającej 1,2 tys. km. Tylko w lipcu przetargi GDDKiA zasiliły branżę budowlaną kwotą 1,6 mld zł. Jak podkreśla minister Andrzej Adamczyk, pandemia nie wstrzymała planów inwestycyjnych, a jeszcze do końca tego roku GDDKiA planuje podpisać dziewięć kontraktów na realizację 114 km nowych dróg o wartości 4,8 mld zł.

– Koronawirus nie zatrzymał budów na drogach i na kolei. Nie zatrzymał również budów na drogach samorządowych, na czym nam bardzo zależy. Polskie budownictwo to ponad milion miejsc pracy i dzięki decyzji rządu budowy w Polsce nie zostały zatrzymane – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Andrzej Adamczyk, minister infrastruktury.

Także GDDKiA zaznacza, że pandemia koronawirusa nie wstrzymała prac budowlanych ani nie doprowadziła do opóźnień w realizacji inwestycji infrastrukturalnych. Od stycznia podpisanych zostało 25 umów na budowę dróg o łącznej długości 348,8 km i wartości ponad 15 mld zł. W trakcie realizacji wciąż jest blisko setka zadań inwestycyjnych o wartości ok. 46 mld zł i łącznej długości nowo budowanych dróg przekraczającej 1251 km (w tym dziewięć odcinków autostrad, 73 odcinki przyszłych dróg ekspresowych i obwodnice w ramach Programu Budowy Dróg Krajowych).

Przetargi GDDKiA napędzają branżę budowlaną i tylko w lipcu tego roku zasiliły ją kwotą 1,6 mld zł. Co istotne, w porównaniu z tym samym miesiącem zeszłego roku ta kwota wzrosła i to aż o ponad 17,5 proc., czyli 240 mln zł.

Do końca tego roku GDDKiA planuje podpisać jeszcze dziewięć umów na realizację nowych dróg o łącznej długości 114 km i wartości ponad 4,8 mld zł. Będą to m.in. odcinek autostrady A2 oraz odcinki dróg ekspresowych S1, S7 oraz S19. Ogłoszonych zostanie też 26 przetargów – na sześć zadań z PBDK o łącznej długości ponad 242 km, a także 10 obwodnic z Programu budowy 100 obwodnic na lata 2020–2030 o łącznej długości 84 km. Umowy z wyłonionymi wykonawcami mają zostać podpisane w przyszłym roku. GDDKiA jeszcze w tym miesiącu ogłosi szczegółowe plany przetargowe na 2021 rok.

– Kluczowe obecnie inwestycje infrastrukturalne to przede wszystkim domykanie sieci drogowej. Mam na myśli drogę ekspresową S3, komunikującą zespół portów Szczecin–Świnoujście z południową granicą państwa na wysokości Hradec Kralove. To też autostrada A1 i brakujący odcinek między Łodzią a Częstochową, który dzisiaj jest w budowie. Mam nadzieję, że już pod koniec przyszłego roku pozwoli nam dojechać z portów Trójmiasta do Czech – wylicza minister infrastruktury.

Około 80-kilometrowy odcinek przyszłej autostrady A1 od Tuszyna pod Łodzią do początku obwodnicy Częstochowy jest w przebudowie, ale w ostatnim tygodniu sierpnia kierowcom zostały udostępnione pierwsze dwa fragmenty. Jako pierwszy oddany został pięciokilometrowy fragment wschodniej jezdni odcinka Radomsko do granicy województwa łódzkiego i śląskiego. Z kolei 30 sierpnia kierowcy pojechali 11-kilometrowym fragmentem odcinka A1 między węzłami Tuszyn i Piotrków Trybunalski.

– Wśród kluczowych inwestycji jest też Via Carpatia, która jest w przygotowaniu. Mamy nadzieję, że już w 2025–2026 roku pojedziemy tą drogą na całej długości. Dalej Via Baltica, która połączy drogę ekspresową S8 – od Mińska Mazowieckiego do granicy Polski z Litwą w okolicach Augustowa i Suwałk. Wreszcie mamy również drogę ekspresową S6 – idziemy od strony Gdańska, realizujemy trasę kaszubską i dalej otwieramy przetargi na kolejne odcinki tej drogi w kierunku Słupska i Koszalina, gdzie łączy się z istniejącą już drogą, dzięki czemu pojedziemy S6 z Gdańska do Koszalina – mówi minister infrastruktury.

W czerwcu Rada Ministrów przyjęła uchwałę, zgodnie z którą 9 mld zł zostanie przeznaczonych na budowę 150 km trasy ekspresowej S6 wzdłuż Bałtyku. Będzie więc ona finansowana z budżetu państwa zamiast w formule partnerstwa publiczno-prywatnego (PPP), co ma o kilka lat przyspieszyć realizację tego projektu. GDDKiA chce nadać mu szybsze tempo, dlatego przetargi dla odcinków Lębork–Bożepole Wielkie oraz Obwodnicy Metropolii Trójmiejskiej zamierza ogłosić jeszcze w III kwartale br., a postępowanie dla rozbudowy obwodnicy Słupska i odcinka Lębork–Słupsk pod koniec tego roku (IV kw.).

– Mamy także drogę ekspresową S11, która pozwoli nam skomunikować środkowe Wybrzeże z południem kraju, przecinając autostradę A2. Będzie przebiegać przez województwo wielkopolskie, łódzkie i śląskie. Autostrada A2 to niezmiernie ważna droga – chcemy w 2024 roku dotrzeć nią do Białej Podlaskiej, a w 2025–2026 roku do granicy z Białorusią. Tam gotowe już połączenia drogowe stworzą bardzo wydajny system komunikacyjny w transporcie samochodowym – mówi Andrzej Adamczyk. – Tutaj ważne są również szlaki kolejowe. Przywrócimy je do świetności technicznej, dzięki czemu udrożnimy transport kolejowy, zwiększymy przewóz towarów koleją i uzyskamy efekt ekologiczny.

W połowie sierpnia został już oddany do użytku 15-kilometrowy odcinek autostrady A2 pomiędzy węzłem Lubelska a początkiem obwodnicy Mińska Mazowieckiego. Tutaj prace także postępują: w marcu GDDKiA zawarła kontrakt na zaprojektowanie i budowę 12 km odcinka między węzłami Kałuszyn i Groszki, który ma być gotowy jesienią 2023 roku. Trwają też przygotowania do realizacji kolejnych etapów autostrady A2 od Siedlec do granicy z Białorusią o łącznej długości 95,5 km. Dokumentacja ma być gotowa jeszcze tej jesieni, a budowa tych odcinków jest planowana na lata 2022–2025.

– Prace trwają też na Południowej Obwodnicy Warszawy. Zanotowaliśmy opóźnienia spowodowane przede wszystkim późnym wydaniem terenu przez miasto. Pamiętamy historię sprzed trzech lat – niestety dzisiaj to się mści i mamy kilka miesięcy opóźnień. Powódź, która miała miejsce na samym początku tej inwestycji, również miała wpływ na przesunięcie terminu realizacji. Jednak w wakacje 2021 Południowa Obwodnica Warszawy – z tunelem pod Ursynowem i z nowoczesnym, bezpiecznym mostem nad Wisłą – będzie w pełni dostępna – zapowiada minister infrastruktury.

Roboty na wawerskim odcinku Południowej Obwodnicy Warszawy (biegnącego między węzłami Wał Miedzeszyński i Lubelska) są już mocno zaawansowane (90 proc.). Prawie na całej trasie została już ułożona betonowa nawierzchnia. Ten odcinek ma zostać planowo ukończony w grudniu tego roku. Trwają też końcowe prace przy budowie tunelu, który stanowi połowę z 4,6 km ursynowskiego odcinka POW w ciągu drogi ekspresowej S2.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/pandemia-nie-zatrzymala,p717204349

Minister Zagórski: Cyfryzacja szkół przebiega zgodnie z planem. Do końca roku 21 tys. placówek będzie mieć szybki i darmowy internet

Do bezpłatnego internetu o przepustowości co najmniej 100 Mb/s do końca roku mają być podłączone szkoły w całej Polsce – nawet te w najmniejszych miejscowościach. Do tej pory umowy z OSE podpisało prawie 19 tys. szkół, a blisko 15 tys. placówek jest już do OSE podłączonych.  Resort cyfryzacji szacuje, że te liczby jeszcze wzrosną w kilku nadchodzących miesiącach. – Jesteśmy zadowoleni z procesu cyfryzacji szkolnictwa – mówi minister Marek Zagórski, który podkreśla, że jego drugim elementem jest wyposażanie placówek w multimedialny sprzęt, tablety i laptopy, a na ten cel przeznaczonych zostało już 400 mln zł.

– Inwestycje w ucyfrowienie obejmują przede wszystkim podłączanie szkół i placówek oświatowych do Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej. W tej chwili już 15 tys. posiada infrastrukturę, wśród nich prawie 90 proc. ma już świadczoną usługę i ten proces postępuje. Do podłączenia zostało nam ok. 6 tys. placówek – wylicza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Marek Zagórski, minister cyfryzacji.

Ogólnopolska Sieć Edukacyjna to klucz do całego projektu cyfryzacji szkolnictwa w Polsce. Jeszcze w 2016 roku ponad 40 proc. polskich szkół korzystało z dostępu do internetu o niskiej przepustowości, zaledwie do 10 Mb/s. Tak wolne łącza nie pozwalały m.in. na korzystanie z cyfrowych narzędzi edukacyjnych i materiałów multimedialnych. Tylko 10 proc. szkół miało dostęp do szybkiego internetu o parametrach, które umożliwiały wykorzystywanie go do procesów dydaktycznych.

Te zaległości ma nadrobić właśnie OSE, która do końca 2020 roku ma podłączyć szkoły w całej Polsce – nawet w najmniejszych miejscowościach – do bezpłatnego i szerokopasmowego internetu o przepustowości co najmniej 100 Mb/s. Dzięki temu lekcje będą prowadzone przy wykorzystaniu nowych technologii i internetu, a model kształcenia w polskich szkołach ma się całkowicie zmienić – z analogowego na cyfrowy.

Resort cyfryzacji szacuje, że na około 23 tys. szkół, które mogą przystąpić do OSE (pierwotnie było ich 30,5 tys., ale ta liczba spadła po reformie oświaty i likwidacji gimnazjów), taką chęć wyraziło 21 tys. placówek.

– Umowę z operatorem OSE podpisało dotychczas niespełna 19 tys. szkół, ale szacujemy, że docelowo będzie ich około 21 tys. – wskazuje minister cyfryzacji.

Operatorem sieci OSE będzie Państwowy Instytut Badawczy NASK, który będzie czuwać nad cyberbezpieczeństwem i zapewni usługi towarzyszące, m.in. w zakresie edukacji dotyczącej bezpiecznego korzystania z internetu, szkoleń dla nauczycieli i gotowych materiałów do wykorzystania w trakcie lekcji z uczniami.

Jak poinformował NASK, pomiędzy marcem a kwietniem z powodu pandemii koronawirusa i zamknięcia budynków szkół możliwość podłączania nowych placówek do OSE spadła o 60 proc., ale zaległości zostały już nadrobione i harmonogram projektu przebiega zgodnie z planem. W końcówce sierpnia minister  zapewnił też, że wszystkie szkoły, które podpisały umowy z OSE, planowo do końca tego roku będą już mieć dostęp do sieci.

– Jesteśmy zadowoleni i na ten moment dobrze oceniamy realizację Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej, choć oczywiście chcielibyśmy, żeby to przebiegało jeszcze sprawniej. Zakładamy, że wszystkie chętne szkoły będą mogły korzystać z OSE zgodnie z planem, choć w części z nich to łącze pewnie nie będzie jeszcze oparte na sieci światłowodowej, tylko bezprzewodowej. Jednak co do zasady projekt jest realizowany dobrze i pozwoli na to, aby wszyscy uczniowie, we wszystkich szkołach i na równych zasadach mogli bezpłatnie korzystać z szybkiego internetu – mówi Marek Zagórski.

Koszty wdrożenia OSE mają wynieść 320 mln zł, a środki na ten cel pochodzą z unijnego Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa. Koszt utrzymania i działania sieci jest szacowany z kolei na ponad 1,3 mld zł w perspektywie 10 lat (od 2022 roku ok. 164 mln zł rocznie). OSE jest projektem unikalnym na skalę europejską (nagrodzonym w 2018 roku prestiżową nagrodą przyznawaną przez agendę ONZ ds. telekomunikacyjnych) i jak dotąd zainteresowało się nim już kilka innych krajów UE, które zamierzają wdrażać u siebie bliźniacze przedsięwzięcia.

Jak wskazuje minister Zagórski, drugi etap procesu cyfryzacji szkolnictwa to wyposażanie placówek w sprzęt multimedialny oraz laptopy i tablety dla uczniów i nauczycieli. Resort do tej pory wydał na ich zakup już 400 mln zł. Tylko w czerwcu do szkół trafiło 30 tys. tabletów za 49 mln zł, kupionych przez NASK w ramach projektu Ogólnopolskiej Sieci Edukacyjnej. Z kolei w trakcie pandemii SARS-CoV-2 ponad 2,7 tys. samorządów otrzymało dodatkowe 180 mln zł ze środków unijnych, przeznaczonych na zakup sprzętu do zdalnej nauki (program Zdalna Szkoła).

– Szacujemy, że ten proces musi potrwać jeszcze około półtora roku, zanim osiągniemy w miarę satysfakcjonujący poziom wyposażenia szkół, aby nowe technologie rzeczywiście były wykorzystywane. Nie tylko na lekcjach informatyki, ale i na wszystkich innych zajęciach – mówi minister cyfryzacji. – Musi temu towarzyszyć kolejne, ważne działanie – podnoszenie kompetencji cyfrowych nauczycieli, aby mieli jak najlepsze umiejętności korzystania z technologii cyfrowych i wykorzystywania ich w procesie dydaktycznym.

Z ubiegłorocznego raportu NASK  „Nastolatki 3.0” wynika, że obecnie nowe technologie w polskiej szkole są wykorzystywane głównie w odtwórczy i mało kreatywny sposób. Jeżeli nauczyciele wykorzystują internet na zajęciach, to najczęściej po to, aby odtwarzać filmy (81,2 proc. wskazań uczniów) i wyświetlać prezentacje (77,6 proc.). Nieco rzadziej nauczyciele korzystają w trakcie zajęć z programów edukacyjnych (60,6 proc.) lub pokazują zdjęcia (48,1 proc.). Stąd częścią OSE jest też projekt OSEhero, który ma za zadanie edukować, podnosić cyfrowe kompetencje nauczycieli oraz promować i nagradzać tych, którzy prowadzą zajęcia kreatywnie, z wykorzystaniem internetu i nowych technologii.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/minister-zagorski,p1324270910

Polski start-up opracował innowacyjny system redukcji hałasu. Znajdzie zastosowanie m.in. w motoryzacji, lotnictwie czy sprzęcie AGD

Szacuje się, że w Unii Europejskiej 20 proc. ludzi żyje na obszarach o niedopuszczalnym poziomie hałasu i wibracji. Na rynku pojawiają się rozwiązania, które mają tłumić hałas i minimalizować wibracje – stosuje je m.in. przemysł samochodowy czy kolej. Polski start-up technologiczny opracował rozwiązanie, które zapewnia znaczną redukcję hałasu i wibracji struktury materiału poprzez jego zmodyfikowaną architekturę. Sprawdzi się w takich branżach jak lotnictwo, motoryzacja czy RTV/AGD. – Silencions zajmuje się projektowaniem pasywnych i aktywnych systemów do wygłuszania hałasu i tłumienia wibracji. Nasze rozwiązania pasywne są wyjątkowe pod tym względem, że z bardzo cienkich materiałów jesteśmy w stanie osiągnąć bardzo wysokie wyniki tłumienia hałasu i wibracji – mówi agencji Newseria Innowacje Paweł Modrzyński, współzałożyciel Silencions.
Opakowania na obiady – pojemniki do zgrzewu. Trwałe i niezawodne rozwiązania od Metro-Plast.
Wraz ze wzrostem urbanizacji rośnie problem hałasu i drgań. Już teraz szacuje się, że w Unii Europejskiej co piąta osoba jest narażona na hałas, który zagraża jej zdrowiu. To nie tylko dźwięki pochodzące z transportu, lecz także maszyn przemysłowych, klimatyzacji czy domowego sprzętu. Ciągłe narażenie na hałas może prowadzić do zaburzeń koncentracji, problemów ze snem, a także agresji. Na rynku są już dostępne wygłuszające słuchawki czy systemy wyciszające pomieszczenia, jednak nie likwidują one całego problemu. Polski start-up Silencions opracował innowacyjną technologię, która tłumi dźwięki i wibracje poprzez zmianę struktury materiału. – Projektujemy geometrię materiału. Jesteśmy więc niezależni od niego i znając problem dźwiękowy, który mamy rozwiązać, znając częstotliwość hałasu i środowisko, w którym mamy działać, jesteśmy w stanie odpowiednio dobrać geometrię i materiał – tłumaczy Paweł Modrzyński. Silencions pracuje nad unikalnym rozwiązaniem, które pozwala o 60 proc. redukować hałas i wibracje struktury materiału poprzez jego zmodyfikowaną, periodyczną architekturę. Umożliwi tym samym tłumienie wibracji i hałasu w takich branżach jak lotnictwo, motoryzacja, ciężki sprzęt budowlany oraz RTV/AGD. System nie wymaga energii, nie zwiększa masy sprzętu, a co więcej – z hałasu może nawet produkować energię. – Zastosowań  rozwiązań akustycznych i wibracyjnych jest bardzo dużo, a nasza technologia pozwala myśleć o aplikacjach w wielu miejscach. Realizujemy już pilotażowe wdrożenie dla firmy IKEA, gdzie wygłuszamy kilka maszyn do obróbki drewna. Współpracujemy z branżą automotive, gdzie wygłuszamy silniki w łodziach motorowych – wymienia współzałożyciel Silencions. Docelowo nowa technologia mogłaby znaleźć zastosowanie w większości domowych sprzętów i być po prostu częścią wyposażenia np. lodówek czy odkurzaczy. Zwłaszcza że koszt innowacyjnej technologii jest zbliżony do innych rozwiązań obecnych na rynku. – Koszt jest porównywalny do obecnych na rynku rozwiązań akustycznych. To są koszty na poziomie od kilkudziesięciu do kilkuset złotych za metr kwadratowy, w zależności od materiału i zastosowania – wskazuje Paweł Modrzyński. Obecnie start-up skupia się na pilotażowych wdrożeniach. – To nie jest jeszcze technologia dostępna komercyjnie. W dalszym ciągu dopracowujemy technologię, ale jest już ono na takim etapie, że mamy pierwsze wdrożenia jako piloty – zaznacza współzałożyciel Silencions.
Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/polski-startup-opracowal,p1754493202