Handel przyspiesza z cyfryzacją. Pierwsze centra handlowe w pełni zautomatyzowały swoje programy lojalnościowe

Blisko 2/3 Polaków należy do przynajmniej jednego programu lojalnościowego, a 72 proc. korzysta z niego w aplikacji mobilnej. Galerie stawiają mocny akcent na ich wygodę i rozbudowę o kolejne funkcjonalności. Dlatego warszawskie centra: Galeria Mokotów i Westfield Arkadia oraz wrocławska Wroclavia całkiem zdigitalizowały swój program lojalnościowy, poszerzając go o cashback, czyli zwrot części pieniędzy za zakupy. – Cyfryzacja centrów handlowych jest naturalnym procesem i będziemy dalej wychodzić naprzeciw potrzebom klientów w tym zakresie – zapowiada Kamila Mąsior, digital manager w Unibail-Rodamco-Westfield.

– Widzimy popularność programów lojalnościowych na polskim rynku, zwłaszcza w branży handlu. Według badań 2/3 Polaków należy do przynajmniej jednego programu lojalnościowego marki bądź centrum handlowego – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Kamila Mąsior.

Jak wynika z ubiegłorocznego badania ARC Rynek i Opinia, najczęściej uzyskiwaną przez konsumentów korzyścią są rabaty i zniżki na zakup produktów bądź usług. Uczestnicy programów lojalnościowych wykazują też coraz większą aktywność. Ponad 40 proc. z nich na bieżąco monitoruje status w programie i stara się zawsze korzystać z dostępnych zniżek i nagród. Z roku na rok istotnie wzrasta także odsetek konsumentów, którzy korzystają z aplikacji mobilnych programów lojalnościowych (do 72 proc. z 60 proc. jeszcze rok wcześniej).

W naszych centrach handlowych programy lojalnościowe funkcjonują już od kilku lat, powstały w wyniku naszej obserwacji trendów rynkowych. Teraz zdecydowaliśmy się wyjść naprzeciw oczekiwaniom naszych klientów i rynku, rozwijając ich nową formułę – wskazuje digital manager w Unibail-Rodamco-Westfield.

W ramach swojego programu lojalnościowego dla stałych klientów centra handlowe Unibail-Rodamco-Westfield wprowadziły cashback, czyli możliwość otrzymania zwrotu części pieniędzy wydawanych na zakupy. Ta opcja jest już dostępna w warszawskiej Galerii Mokotów i Westfield Arkadia. Uczestnicy programów lojalnościowych obu galerii do tej pory mogli liczyć m.in. na dostęp do dedykowanych usług premium, rabatów i specjalnych zaproszeń na wydarzenia VIP. Cashback jest nowym elementem programu.

Zasady są bardzo proste. Klient musi wydać w centrum handlowym przynajmniej 30 zł, za co każdorazowo otrzymuje 30 punktów. Po zgromadzeniu 300 punktów otrzymuje cashback w wysokości 30 zł bezpośrednio na swoje konto bankowe. Program działa w każdym sklepie centrum handlowego i łączy się ze wszystkimi promocjami, akcjami specjalnymi czy rabatami obowiązującymi u najemców – wyjaśnia Kamila Mąsior. – To innowacja na rynku, do tej pory żadne centrum handlowe nie stosowało takiego programu lojalnościowego.

Zbierając punkty, klient może otrzymać w ramach cashbacku nawet 150 zł zwrotu za zakupy rocznie – przelewem, prosto na konto bankowe. Punkty za zakupy zliczają się same – bezobsługowo i bezpiecznie. W tym celu wystarczy swoje konto bankowe spiąć z systemem programu lojalnościowego.

– Innowacyjność tej funkcjonalności polega na zautomatyzowaniu całego procesu nagradzania klienta. Naliczanie punktów odbywa się samoczynnie, jeśli klient wyrazi zgodę na podłączenie swojego konta bankowego do naszego systemu lojalnościowego. Automatycznie przekazywane są też wpłaty gotówkowe bezpośrednio na jego konto. Wszystko odbywa się online, w środowisku digitalowym – tłumaczy digital manager w Unibail-Rodamco-Westfield.

– Automatyzacja w aplikacjach mobilnych, w tym np. programach lojalnościowych, jest coraz częstsza, niewątpliwie wygodna i często pojawiają się pytania: czy jest bezpieczna? To oczywiście płynne pojęcie, zagrożenia zmieniają się wraz z postępem technologicznym i wielu z nich jeszcze nie jesteśmy świadomi, natomiast dla klientów jest to kierunek bezpieczny. W tym przypadku – co nie jest regułą – prawo wydaje się wyprzedzać postęp technologiczny. Rynek może korzystać z już istniejących, od lat wypracowywanych na poziomie ponadnarodowym regulacji – podkreśla Paweł Mering, ekspert ds. prawa w nowych technologiach z portalu Bezprawnik.pl.

Jak wskazuje, aplikacje powiązane z kontem bankowym, które umożliwiają korzystanie z usług online, są coraz popularniejsze i bezpieczne, pod warunkiem że zostały wydane przez zaufany podmiot i pochodzą ze sprawdzonego źródła.

Sama procedura podłączenia rachunku bankowego do aplikacji mobilnej wynika z unijnej dyrektywy PSD2. Operator aplikacji zyskuje dostęp do rachunku jedynie w ograniczonym zakresie – nie widzi na nim nic więcej ponad to, na co wyrazimy zgodę – tłumaczy Paweł Mering. – Prawo unijne wręcz nakłania, aby instytucje rynku finansowego się integrowały, także z podmiotami komercyjnymi. Istnieją też fundamenty prawne zapewniające bezpieczeństwo takich rozwiązań.

Digitalizacja następuje w każdej branży. Cyfryzacja centrów handlowych też jest naturalnym procesem i na pewno będziemy wychodzić dalej naprzeciw potrzebom klientów w tym zakresie. W przyszłości planujemy dalszą cyfryzację i zaskakiwanie klientów kolejnymi możliwościami – dodaje Kamila Mąsior.

Aby skorzystać z cashbacku w należących do grupy Westfield Arkadii, Galerii Mokotów i Wroclavii, należy założyć konto na stronie internetowej lub w aplikacji mobilnej centrum handlowego, wypełniając prosty formularz. Klienci, którzy już są członkami programu lojalnościowego, mogą aktywować tę funkcję od razu po zalogowaniu.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/handel-przyspiesza-z,p832120786

Polskie miasta stają się coraz bardziej smart. Inteligentne ławki ładują telefony energią słoneczną, a wiaty autobusowe zdalnie zarządzają rozkładami jazdy

Rosną inwestycje w zieloną energię. Na świecie powstały już np. statek z solarnymi żaglami, fotowoltaiczna autostrada, a nawet owadobójcza lampa z panelem fotowoltaicznym. Także miasta stawiają na energię słoneczną. W Los Angeles już ponad połowa infrastruktury miejskiej jest zasilana słońcem, począwszy od parkomatów po oświetlenie drogowe. Podobnie może być także w Polsce. Polska firma oferuje inteligentne solarne ławki generujące energię, którą można wykorzystać do zasilania smartfonów czy tabletów. Rocznie jedna ławka może doładować nawet 15 tys. telefonów.

Coraz więcej urządzeń korzysta z zielonej energii, a większość krajów stawia sobie za cel zmniejszenie emisji CO2. W efekcie powstała już np. pierwsza fotowoltaiczna autostrada, a organizacja Peace Boat zaprezentowała Ecoship, czyli ekologiczny statek wycieczkowy, którego żagle generują prąd z energii słonecznej. W ekologiczny sposób można też pozbyć się owadów, dzięki owadobójczym lampom, których działanie jest oparte na fotowoltaice.

Także miasta rozbudowują ekologiczną infrastrukturę. Przykładem może być Los Angeles, gdzie energią słoneczną jest zasilana połowa miejskiej infrastruktury. Są to m.in. parkometry, lampy czy ławki. Podobnie może być także w Polsce.

– W naszej ofercie znajdują się ławki solarne, które dzięki energii pozyskanej ze słońca ładują akumulatory, a następnie tę energię wykorzystujemy po to, żeby dać ją użytkownikom – udostępniamy gniazda USB, ładowarki indukcyjne. W ławkach znajduje się też bardzo dużo sensorów, które zbierają dane z siatki miejskiej. Te dane następnie wysyłamy do panelu zdalnego zarządzania, dzięki któremu miasto może optymalizować działanie przestrzeni publicznej – mówi agencji Newseria Innowacje Piotr Hołubowicz, prezes firmy SEEDiA.

Inteligentne ławki są całkowicie zasilane energią słoneczną, mogą służyć jako punkt dostępowy do internetu i ładować urządzenia mobilne, również za pomocą indukcji. Ze statystyk wynika, że średnio jedna ławka naładuje rocznie nawet 15 tys. smartfonów.

– Ławka zawiera panel 90 W, natomiast my stworzyliśmy system, który zarządza tym, w jaki sposób tę energię wykorzystujemy. Jeśli więc ławka jest przeładowana, wtedy wszystkie funkcje pracują na 100 proc., natomiast jeśli jest poniżej określonego poziomu energetycznego, wtedy funkcje działają tylko na życzenie użytkownika – zaznacza Piotr Hołubowicz.

Ławki solarne są nie tylko zeroemisyjne, ale tworzą też sieć smart city i mogą wzmocnić więzi miasta ze swoimi mieszkańcami. Mogą informować o ważnych wydarzeniach w okolicy. Ponadto mają też np. sensory smogu i pogody, które monitorują jakość powietrza i wskaźniki pogodowe.

– Ławki są już dostępne w kilkudziesięciu polskich miastach, nie tylko tych dużych. Dzisiaj stoi w nich  już ponad 180 instalacji, więc mapa instalacji jest już dosyć gęsto zasiana – zapewnia prezes SEEDiA.

Firma ma w ofercie nie tylko inteligentne ławki. Także kosze na śmieci, które same informują, kiedy należy je opróżnić, i miejskie kioski, czyli przestrzeń do komunikacji z mieszkańcami, które umożliwiają zbieranie ich opinii o ergonomii miasta.

– W zeszłym roku wprowadziliśmy do oferty wiaty autobusowe, które są autonomiczne energetycznie, mają funkcję zdalnego zarządzania rozkładami jazdy. A teraz dokładamy do oferty wiaty ładujące hulajnogi elektryczne, żeby trochę uporządkować przestrzeń publiczną – wskazuje Piotr Hołubowicz.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/polskie-miasta-staja-sie,p738517688

Polska może stać się ofiarą amerykańsko-chińskiej wojny handlowej. Ucierpieć mogą na tym polskie fabryki

Obszar technologiczny skupiony wokół budowy sieci 5G to jeden z elementów trwającej wojny handlowej między USA a Chinami. – Polska może być jedną z ofiar prowadzonych działań przez oba mocarstwa ze względu na rządowe prace nad nowelizacją ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa – alarmują eksperci. Zawarte w niej zapisy pozwalają na wykluczenie dostawcy infrastruktury sieciowej na podstawie kraju pochodzenia, a nie certyfikacji, jak to ma miejsce np. w Niemczech. Dowolność interpretacji tych przepisów w przyszłości może pozwolić na wykluczenie z polskiego rynku pojedynczych albo wszystkich chińskich dostawców.

Napięcia na linii Chiny–USA zaostrzają się od początku prezydentury Donalda Trumpa. Wojna handlowa między obydwoma krajami, która trwa od prawie dwóch lat, sprawiła, że dodatkowymi cłami objęto w sumie 3 proc. światowego handlu. Na początku tego roku było nimi objętych ponad 2/3 amerykańskiego importu z Chin i ponad 80 proc. chińskiego importu z USA. Sytuacji nie poprawiła umowa gospodarczo-handlowa, która weszła w życie w lutym br. i w zasadzie nie obniżyła protekcjonizmu gospodarczego w wymianie handlowej między obydwoma mocarstwami – pokazuje kwietniowy raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego („Skutki amerykańsko-chińskiej wojny handlowej dla międzynarodowych łańcuchów dostaw”).

Stosunki pomiędzy USA i Chinami to jest wojna dwóch spojrzeń na państwo i świat, dwóch cywilizacji i dwóch obszarów technologicznych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Leszek Ślazyk, politolog, redaktor naczelny portalu Chiny24.com.

Napięte relacje między Państwem Środka i USA dodatkowo zaostrzyła pandemia SARS-CoV-2. Stany Zjednoczone poradziły sobie z nią gorzej niż inne wysoko rozwinięte państwa, w tym Chiny, których gospodarka po kryzysie z początku roku szybko wróciła do niemal pełnego potencjału. Pokłosiem konfliktu jest opublikowany w sierpniu przez amerykańską administrację, która od dłuższego czasu zarzuca chińskim firmom szpiegostwo i powiązania z rządem, program Clean Network. Ma on na celu całkowite wyeliminowanie chińskich producentów z rynku telekomunikacyjnego. Na celowniku rządu USA znalazły się m.in. TikTok, WeChat, aplikacja należąca do chińskiego giganta technologicznego Tencent, oraz Huawei, który rozwija technologie i rozwiązania z obszaru nowego standardu sieci komórkowych 5G.

Dyskusje dotyczące budowy nowej sieci i wymagań stawianych dostawcom technologii toczą się nie tylko w USA, lecz również w całej Europie, także w Polsce. Na początku września do konsultacji trafił rządowy projekt nowelizacji ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa. Dokument będzie mieć duże przełożenie na wdrażanie w Polsce sieci 5G oraz wybór dostawców infrastruktury i oprogramowania dla nowego standardu telekomunikacyjnego. Projekt nowelizacji zakłada, że oceny dostawców ma dokonywać Kolegium ds. Cyberbezpieczeństwa, które weźmie pod uwagę m.in. takie kryteria jak prawdopodobieństwo, że dostawca znajduje się pod wpływem państwa spoza UE bądź NATO oraz jakie obowiązuje w tym kraju prawo w zakresie ochrony danych osobowych, praw obywatelskich i praw człowieka. To oznacza, że ze względów politycznych z tego procesu mogłyby zostać wykluczone podmioty chińskie.

– Gdyby ktokolwiek odpowiedzialny za te zabawy z ustawą dotyczącą cyberbezpieczeństwa poświęcił chociaż paręnaście minut na obserwację zmiany charakteru funkcjonowania dyplomacji chińskiej w ostatnich dwóch latach, uświadomiłby sobie, że Chiny przestały hołdować wielodziesięcioletniej albo nawet wielosetletniej tradycji przyjmowania wszystkiego z pokorą – mówi Leszek Ślazyk.

Producenci uznani za poważne zagrożenie dla krajowego cyberbezpieczeństwa zostaną odcięci od kontraktów, a podmioty korzystające z ich usług bądź sprzętu będą musiały pozbyć się ich w ciągu pięciu lat. Zapisy nowelizacji ustawy o KSC wprost wskazują na możliwość wykluczenia z polskiego rynku m.in. firmy Huawei, która jest w tej chwili jednym z trzech głównych dostawców infrastruktury 5G.

– Tego typu zapisy to brama do bardzo szerokiej interpretacji. W dalszej perspektywie może się okazać, że wszystko, co jest „made in China”, w jakikolwiek sposób zagraża potencjalnie cyberbezpieczeństwu. Na przykład śruba z tytanu, której trzeba użyć do przykręcenia jakiegoś urządzenia, też będzie niebezpieczna, bo pochodzi z państwa, które nie przestrzega praw człowieka – mówi redaktor naczelny portalu Chiny24.com.

Jak podkreśla, sąsiednie kraje zachowały zdrowy dystans do amerykańskiej kampanii wymierzonej w chińskie firmy technologiczne. Na początku sierpnia Czechy odmówiły podpisania z USA umowy o współpracy w obszarze 5G, a tamtejsi operatorzy telekomunikacyjni zachowali swobodę wyboru partnerów, z którymi będą budować infrastrukturę nowej generacji. Podobną drogą poszli Niemcy.

Niemcy, których gospodarka mocno zależy od Chin, ale i chińska gospodarka zależy od relacji z Niemcami, zachowały się zupełnie inaczej niż Polska. Będą sprawdzać cyberbezpieczeństwo infrastruktury 5G pod kątem certyfikacji, natomiast my będziemy zwracać uwagę m.in. na kwestie związane z nieprzestrzeganiem praw człowieka – mówi Leszek Ślazyk. – Nadchodzą czasy, kiedy technologie będą najważniejsze. Polska powinna robić wszystko, żeby ze wszystkich stron świata ściągać najlepsze i najnowocześniejsze technologie, które pozwolą nam się dalej rozwijać.

Politolog wskazuje, że działania wymierzone w chińskie firmy technologiczne mogą wprost odbić się na wartej ok. 136,5 mld zł rocznie wymianie handlowej z Państwem Środka. Według danych GUS w 2019 roku wartość eksportu polskich produktów do Chin wyniosła 11,4 mld zł, co przełożyło się na udział 1,1 proc. w całkowitym eksporcie Polski. Z kolei wartość importowanych produktów w tym okresie przekroczyła 125 mld zł i wyniosła 12,4 proc. udziału w imporcie Polski ogółem.

Z tego małego muszkietu zrobiło się wielkie działo. Jeżeli zostanie ono wytoczone, to chińska strona może pomyśleć: „OK, nie chcecie nas, my nie chcemy was” – mówi redaktor naczelny portalu Chiny24.com. – Polski import z Chin to wszystko, co kupujemy w sklepach: zabawki, odzież itd. W tym imporcie są też np. wszystkie podzespoły, które służą do montowania aut w naszym kraju. Jeżeli więc Chiny stwierdzą, że nie będą wysyłać niczego do nas, skoro my ich nie chcemy, to nagle może się okazać, że staną wszystkie fabryki, które montują cokolwiek w Polsce, bo nie mają zapasów magazynowych od nich. Polska może być potencjalną ofiarą tego amerykańsko-chińskiego konfliktu na własne życzenie.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/polska-moze-stac-sie,p264498854

Młodzi lekarze motorem napędowym wdrażania innowacji w medycynie. 2/3 wskazuje jednak na potrzebę szkoleń w zakresie nowych technologii

Cyfrowe dane medyczne to hasło odmieniane w służbie zdrowia przez wszystkie przypadki. Od ich odpowiedniego wykorzystania zależy zarówno skuteczność diagnozowania i leczenia pacjentów, jak również komfort pracy personelu medycznego. 43 proc. przedstawicieli młodego pokolenia personelu medycznego potrafi wykorzystać cyfrowe dane medyczne pacjentów do podejmowania decyzji związanych z opieką nad nimi. Z drugiej strony aż 33 proc. przyznaje, że nie potrafi używać tego typu danych w odpowiedni sposób – wynika z badania Future Health Index 2020. Podobny odsetek czuje się przytłoczony ich ilością. – Potrzebne są szkolenia i wsparcie personelu pomocniczego – podkreślają sami zainteresowani. Ich podejście jest kluczowe dla transformacji cyfrowej medycyny, bo to oni w dużej mierze odpowiadają za wdrażanie nowych narzędzi i popularyzowanie ich wśród starszego pokolenia lekarzy.

– W czasach ewolucji, a nawet rewolucji cyfrowej w sektorze ochrony zdrowia, jest coraz więcej danych medycznych, z którymi trzeba się zapoznawać i które trzeba tworzyć. Faktycznie personel medyczny ma pewne problemy z nadążeniem nad tym. Pokazuje to też raport Future Health Index 2020, w którym aż 1/3 respondentów – przedstawicieli młodego pokolenia personelu medycznego – odpowiedziała, że czuje się przytłoczona obecną ilością cyfrowych danych medycznych i nie zawsze potrafi z nich korzystać dla lepszej opieki nad pacjentem – mówi agencji Newseria Biznes Ligia Kornowska, dyrektor zarządzająca Polskiej Federacji Szpitali, przewodnicząca Młodych Menedżerów Medycyny.

Choć polski system opieki zdrowotnej nadal wymaga znacznego dofinansowania, jest obecnie rewolucjonizowany poprzez wdrażanie nowych technologii. Standardem stały się już e-recepty, trwają także prace nad ogólnokrajowym systemem pozwalającym na dostęp do cyfrowych danych medycznych. Te mogą stanowić niezwykle cenną wartość w zakresie poprawiania jakości usług, z drugiej strony są też oczywistym wyzwaniem dla służby medycznej.

– Większość danych w medycynie w dalszym ciągu mamy ze źródeł analogowych. To są dane, których akwizycja polega na wykonaniu zdjęcia analogowego czy różnego rodzaju oznaczeń lub przepisania wypisów, które przygotowujemy – wymienia dr n. med. Łukasz Kołtowski z Uniwersytetu Medycznego w Warszawie. – Raport Future Health Index 2020 pokazuje, że lekarze kompletnie nie mają na to czasu. Oczekiwane jest stosowanie tzw. asystentów, sekretarek medycznych, czyli osób, które wspomagają pracę lekarza, pomagają ucyfrowić dane medyczne i wprowadzić je do systemów.

Z przygotowanego na zlecenie firmy Philips raportu wynika, że 43 proc. przedstawicieli młodego pokolenia personelu medycznego w Polsce potrafi wykorzystać cyfrowe dane medyczne pacjentów do podejmowania decyzji związanych z opieką nad nimi. Z drugiej strony aż 1/3 przyznaje, że tego nie potrafi. Podobny odsetek czuje się przytłoczony ilością danych. Podkreślają, że potrzebują w tym zakresie większego wsparcia, chociażby personelu pomocniczego do wprowadzania danych czy do zarządzania nimi (odpowiednio 67 proc. i 57 proc.). Blisko 60 proc. młodych lekarzy wskazuje na potrzebę szkoleń w tym zakresie.

– Młodzi przedstawiciele personelu medycznego twierdzą, że niekompletne dane nadal stanowią problem – mówi Reinier Schlatmann, prezes Philips w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. – Prawie 60 proc. ankietowanych twierdzi, że nowe technologie przyczynią się do obniżenia u nich poziomu stresu związanego z pracą.

Cyfrowe dane medyczne np. systemy EHR lub EDM, wskazywane są jako technologia, która będzie miała najkorzystniejszy wpływ na poziom opieki nad pacjentem w ciągu najbliższych pięciu lat. Jak wskazuje raport Future Health Index 2020, to niezbędna technologia, pozwalająca przedstawicielom młodego pokolenia personelu medycznego w Polsce poczuć się pewnie podczas leczenia pacjentów na odległość.

– W obecnych okolicznościach możliwość kontaktowania się lekarzy i pacjentów na odległość stanowi kluczowy element bezpiecznego środowiska zarówno dla lekarzy, jak i dla samych pacjentów – podkreśla przedstawiciel Philips.

Od podejścia młodych przedstawicieli personelu medycznego zależy też to, w jakim tempie będą wdrażane innowacje w placówkach medycznych.

– Lekarze starszego pokolenia na pewno mniej wykorzystują technologie, ale przekonują się do nich. Często wymagają jednak wprowadzenia i to właśnie młode pokolenie ich w tym wspiera – proponuje, podpowiada i jednocześnie pomaga w implementacji systemów teleinformatycznych, systemów elektronicznej historii, komunikatorów czy wszelkiego rodzaju logistycznych rozwiązań, jak np. elektronicznych kalendarzy do zapisywania pacjentów czy organizowania spotkań online’owych – wymienia dr Łukasz Kołtowski.

Dzisiejsze młode pokolenie przedstawicieli służby zdrowia w ciągu najbliższych lat stanowić będzie większość globalnej kadry medycznej i to na jego barkach spocznie odpowiedzialność za kształt, formę i jakość usług medycznych. Wnioski płynące z tegorocznej edycji raportu Future Health Index 2020 potwierdzają, że młodzi pracownicy służby zdrowia to osoby, które wychowywały się i edukowały w rzeczywistości, w której świat jest globalną wioską, a korzystanie z technologii stanowi normę.

– Rola młodego pokolenia w kontekście ucyfrowienia medycyny, tak w Polsce, jak i na świecie, jest niedoceniana. To pokolenie jest motorem napędowym, które sprawia, że szybciej będziemy korzystali z dobrodziejstw nowych technologii – podkreśla dr Łukasz Kołtowski.

– Nowe technologie w medycynie przynoszą ogromne korzyści, szczególnie jeśli chodzi o jakość opieki nad pacjentem. Możemy przywołać sztuczną inteligencję w ochronie zdrowia, która jest porównywalna do wynalezienia penicyliny – podkreśla Ligia Kornowska. – Nowe technologie, które teraz się rozwijają, m.in. właśnie sztuczna inteligencja, będą wpływały na możliwość optymalizacji czasu personelu medycznego i skupienia się na pacjencie. To z kolei przełoży się na jakość opieki nad nim, szybszą diagnostykę, szybsze i lepsze leczenie.

1/5 respondentów badania Future Health Index 2020 wierzy, że sztuczna inteligencja w diagnostyce będzie jednym z najkorzystniejszych narzędzi usprawniających opiekę medyczną w ciągu najbliższych pięciu lat. SI w medycynie już teraz podnosi poziom jakości świadczeń, a jej wykładniczy wzrost zwiastuje rewolucję w ochronie zdrowia. Istotne jest odpowiednie przygotowanie personelu medycznego do pracy z nowoczesnymi narzędziami.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/mlodzi-lekarze-motorem,p1728947219

Polski start-up zrewolucjonizuje leczenie astmy. Inteligentna nakładka na inhalator pomoże przewidzieć zbliżający się atak duszności

Opracowana przez polskich studentów inteligentna nakładka na inhalator dla astmatyków diametralnie zmieni podejście do terapii astmy i POChP. Dzięki niej leczenie tych przewlekłych chorób stanie się dużo skuteczniejsze. Nakładka, w połączeniu z aplikacją mobilną i platformą dla lekarza, pomoże ustalić przyczyny wywołujące u konkretnego pacjenta zaostrzenia, dzięki czemu łatwiej będzie zapobiegać występowaniu ataków duszności. Urządzenie jest już dostępne na rynku.

– Staramy się scyfryzować całą terapię astmy i robimy to poprzez projektowanie urządzeń, które mogą być stosowane w monitorowaniu zaostrzeń. Każde użycie inhalatora jest z pomocą małej nakładki monitorowane, przesyłane do aplikacji, a później na serwer, skąd jest wysyłane do platformy dla lekarza. Może on zdalnie monitorować każdego pacjenta indywidualnie – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Jacek Mikosz, współzałożyciel FindAir.

Nakładka FindAir ONE zbiera najważniejsze informacje dotyczące historii i okoliczności użyć leku, a także wielkości zażywanych dawek. Dzięki temu lekarz może łatwiej zrozumieć, co u konkretnego pacjenta powoduje występowanie zaostrzeń, oraz określić, jak ich unikać. Połączona z nakładką aplikacja mobilna, na podstawie historii użyć inhalatora, może też wskazać, jakie czynniki zewnętrzne, takie jak smog lub pyląca trawa, mogą wpływać na pogorszenie samopoczucia. Urządzenie opracowane przez polski start-up jest innowacyjne w skali świata.

– Jesteśmy jedną z pierwszych firm, które wprowadzają formę terapii hybrydowej, gdzie pacjent zarówno przychodzi na wizytę do lekarza, jak i później w domu jest monitorowany i każde jego zaostrzenie jest widoczne w panelu lekarza. W zeszłym roku wypuściliśmy na rynek naszą nakładkę FindAir ONE i było to pierwsze w Europie komercyjnie dostępne urządzenie tego typu – przekonuje Jacek Mikosz.

Produkt może być stosowany przez pacjentów w celu samokontroli. Producent współpracuje też z lekarzami, którzy korzystają ze specjalnego panelu i proponują swoim pacjentom stosowanie tego urządzenia. Nakładka FindAir ONE została już zatwierdzona jako wyrób medyczny i otrzymała znak CE. Jest kompatybilna z najbardziej popularnymi w Europie inhalatorami, takimi jak m.in. Ventolin, Atrodil, Seretide, Serevent, Flixotide czy Budiair.

– Pracujemy nad szeregiem rozwiązań, które będą pasowały do różnego typu inhalatorów, i różnymi inhalatorami, które będą monitorowały każde użycie leku. Naszym zadaniem jest scyfryzować całą terapię astmy. Chcemy mieć całe portfolio urządzeń, które pozwoli na skuteczną terapię, czy będzie ona prowadzona w gabinecie u lekarza, czy też w domu pacjenta – zapowiada współzałożyciel FindAir.

Astma jest nieuleczalną chorobą zapalną dróg oddechowych. Towarzyszą jej częste napady duszności. Według szacunków WHO na całym świecie obecnie cierpi na nią 235 mln ludzi. Dane Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP (przewlekła obturacyjna choroba płuc) wskazują, że na astmę oskrzelową choruje ponad 4 mln Polaków. Z raportu The Insight Partners wynika, że rynek inteligentnych inhalatorów był w 2018 roku wyceniany na 1,1 mld dol. Do 2027 roku jego wartość wzrośnie niemal ośmiokrotnie.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/polski-startup,p2104769743

Bezrobocie jesienią znowu zacznie rosnąć. Na koniec roku rząd zakłada 8 proc.

Według wstępnych danych MRPiPS stopa bezrobocia w sierpniu wyniosła 6,1 proc. i pozostała na niezmienionym poziomie już drugi miesiąc z rzędu. To oznacza, że wzrost bezrobocia wyhamował, ale jak wskazuje minister Marlena Maląg jesienią należy spodziewać się kolejnego wzrostu, bo wtedy kończy się też okres prac sezonowych. Szefowa MPRiPS ocenia jednak, że sytuacja na polskim rynku pracy jest dobra, zwłaszcza na tle innych krajów Unii Europejskiej, co jest efektem rządowych programów i tarcz antykryzysowych skoncentrowanych na utrzymaniu miejsc pracy. W nadchodzącym czasie rynek pracy mają zaś wspierać m.in. wielomiliardowe inwestycje samorządowe.

– Musimy spojrzeć na rynek pracy przez pryzmat pandemii koronawirusa i sytuacji gospodarczej, w której jesteśmy od marca. Zadziałały ponad 135 mld zł, które trafiły na ratowanie miejsc pracy, i mechanizmy, które zostały wdrożone. Dzisiaj możemy powiedzieć: „sprawdzam”. W ostatnich trzech miesiącach stopa bezrobocia wynosiła 6,1 proc. i jeżeli chodzi o liczby bezwzględne – to w sierpniu mieliśmy zarejestrowanych nawet o 0,5 tys. osób bezrobotnych mniej niż w poprzednim miesiącu – powiedziała Marlena Maląg, minister rodziny, pracy i polityki społecznej podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu.

Z danych GUS wynika, że już w lipcu stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła 6,1 proc. i pozostała na niezmienionym poziomie z czerwca. To oznacza, że wzrost bezrobocia wyhamował po raz pierwszy od czterech miesięcy, do czego przyczyniły się m.in. prace sezonowe.

Z kolei w sierpniu według wstępnych, szacunkowych danych MRPiPS stopa bezrobocia nadal pozostała na niezmienionym poziomie 6,1 proc. Bez pracy pozostawało dokładnie 1 mln 29 tys. Polaków, czyli o pół tysiąca mniej niż jeszcze miesiąc wcześniej.

– Dzisiaj sytuacja rzeczywiście jest dobra, panuje umiarkowany optymizm. Nie możemy jeszcze mówić o wielkiej radości, ale przede wszystkim instrumenty, które miały ratować miejsca pracy, a taki priorytet postawił przed nami premier Mateusz Morawiecki, zostały w pełni osiągnięte, ponieważ bezrobocie między marcem a sierpniem wzrosło o 0,6 pkt proc. Jesteśmy też dobrze postrzegani przez Komisję Europejską, według danych Eurostatu jesteśmy drudzy po Czechach – mówi minister.

Dane Eurostatu za lipiec pokazują, że Polska jest drugim w UE krajem o najniższej stopie bezrobocia (3,2 proc.), a lepszy wynik zanotowały tylko Czechy (2,7 proc.). Polska wypadła też znacznie lepiej niż unijna średnia notowana na poziomie 7,2 proc. Dobre są również dane za cały II kwartał, w którym zatrudnienie w strefie euro zmniejszyło się o 2,9 proc., a w całej UE o 2,7 proc. – i były to największe spadki od 1995 roku, od kiedy Eurostat gromadzi takie dane. Polska zanotowała (w ujęciu kwartalnym, jak i rocznym) spadek bezrobocia o 1,2 proc. Z kolei największy spadek zatrudnienia miał miejsce w Hiszpanii (-7,5 proc.), Irlandii (-6,1 proc.) i na Węgrzech (-5,3 proc.).

Szefowa MPRiPS Marlena Maląg ocenia, że stabilna mimo recesji wywołanej pandemią SARS-CoV-2 sytuacja na rynku pracy to m.in. zasługa rządowych tarcz antykryzysowych, skupionych na zapewnieniu bezpieczeństwa pracowników i zachowaniu ciągłości funkcjonowania firm. Do 4 września br. wartość pomocy udzielonej przedsiębiorstwom w ramach rządowych tarcz przekroczyła już 135 mld zł.

Jak wynika z projektu nowelizacji tegorocznej ustawy budżetowej, którą rząd przyjął w końcówce sierpnia, szacowana stopa bezrobocia rejestrowanego ma wynieść 8 proc. na koniec tego roku. Wzrostu bezrobocia należy spodziewać się jesienią, kiedy kończy się okres prac sezonowych.

– Jeśli spojrzymy na prognozę do końca roku, z analizowanych przez nas danych wynika, że stopa bezrobocia ukształtuje się między 7,1 a 8 proc., które zawieramy też w projekcie budżetu. Trzeba też zauważyć, że na jesień przypada koniec prac sezonowych i wtedy to bezrobocie wzrasta także w normalnej sytuacji gospodarczej – mówi minister.

Podkreśla, że rynek pracy w kolejnych miesiącach mają jednak napędzać m.in. duże inwestycje rządowe i samorządowe, finansowane z wartego 6 mld zł Funduszu Inwestycji Lokalnych. W ramach tego instrumentu samorządy (gminy w tym wiejskie, powiaty i miasta) mogą ubiegać się o środki (od 0,5 do 93 mln zł) na inwestycje takie jak np. budowa dróg, remonty szkół, budowa żłobków czy inwestycje w wodociągi.

– Fundusz zaproponowany przez premiera Morawieckiego ma wspierać polską gospodarkę i powrót na tory sprzed pandemii – mówi Marlena Maląg. – Ważne są też programy rządowe, jak m.in. ogłoszony kilka dni temu Maluch+. Wspiera on rodziny z małymi dziećmi poprzez stworzenie im warunków, aby rodzice dzieci do lat trzech mieli zagwarantowaną opiekę i mogli świadomie podejmować decyzję, czy po urlopie rodzicielskim wracać do pracy, czy jednak zostać w domu. Ten program z budżetem 450 mln zł, adresowany do jednostek samorządu terytorialnego, podmiotów niepublicznych i gospodarczych, pozwala też na to, aby gospodarka jak najszybciej wracała na właściwe tory, a rynek pracy kształtował się prawidłowo.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/bezrobocie-jesienia-znowu,p2122532544

Pieniądze z tarczy antykryzysowej dla lotnisk wciąż nie zostały uruchomione. Jesienią i zimą spodziewany jest o połowę mniejszy ruch niż przed rokiem

W pierwszym tygodniu września polskie lotniska obsłużyły niecałe 4,9 tys. operacji lotniczych, prawie o połowę mniej niż w podobnym okresie 2019 roku. Największe spadki odnotowały lotniska w Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu, Katowicach i Krakowie. – Spodziewamy się trudnej jesieni i zimy. Szacujemy, że ruch będzie znacznie mniejszy, nawet poniżej 50 proc. ubiegłorocznego poziomu – mówi Dariusz Kuś, prezes wrocławskiego portu lotniczego. Lotniska liczą, że ten trudny czas pomoże im przetrwać rządowa pomoc, ale nie została ona jeszcze uruchomiona. Teraz skupiają się na odbudowie siatki połączeń na wysoki sezon 2021.

Polska Agencja Żeglugi Powietrznej podaje, że liczba operacji lotniczych w pierwszym tygodniu września była o 50 proc. niższa niż w podobnym okresie 2019 roku, a o 5,2 proc. niższa niż w ostatnim tygodniu sierpnia. Spadek odnotowany z tygodnia na tydzień może wynikać z zakończenia wakacji.

– Spodziewamy się, że cały sezon zimowy będzie dość spokojnym okresem. Być może zwiększenie ruchu nastąpi w okresie świątecznym oraz w okresie ferii zimowych. Na to liczymy, ale jeszcze za wcześnie, żeby to precyzyjnie powiedzieć – mówi agencji Newseria Biznes Dariusz Kuś, prezes Portu Lotniczego we Wrocławiu.

Władze wrocławskiego lotniska liczą na to, że na większy ruch pasażerów w kolejnych miesiącach wpłynie zapowiadane przez linie lotnicze otwieranie kolejnych tras. Lufthansa w kolejnych tygodniach zamierza przywrócić loty do Monachium, jednego z największych hubów przesiadkowych w Europie.

– Spodziewamy się również uruchomienia na przełomie października i listopada połączeń do Zurychu, choć Lufthansa nie podjęła jeszcze w tej kwestii ostatecznej decyzji. Wiemy również, że linie Eurowings uruchamiają właśnie połączenia do Düsseldorfu – informuje prezes Portu Lotniczego we Wrocławiu. – Przypuszczam, że z czasem popyt na latanie z przesiadką po Europie, jak również na połączenia międzykontynentalne będzie stopniowo wzrastał, a przewoźnicy odpowiedzą na to zapotrzebowanie. To może wypełni miejsce po wygaszonym ruchu wakacyjnym i rekreacyjnym związanym z sezonem letnim.

Obecnie władze portu koncentrują się na rozmowach z liniami lotniczymi na temat nowego sezonu letniego, który rozpocznie się w kwietniu przyszłego roku.

– Pracujemy nad tym, aby odbudować siatkę połączeń dostępnych z Wrocławia w najbliższych miesiącach. Roboczo zakładam, że w sezonie letnim 2021 roku odzyskamy może nawet 60 proc. tej siatki połączeń, którą obsługiwaliśmy w 2019 roku. Jednak na powrót do skali działalności sprzed pandemii potrzeba kilku lat. Niektórzy w branży twierdzą, że będzie to możliwe w 2022 roku, ale pesymiści są zdania, że dopiero w 2023 roku – dodaje Dariusz Kuś.

Ten rok będzie jednak spisany na straty dla branży lotniczej na całym świecie. Międzynarodowa Rada Portów Lotniczych szacuje, że w całym roku ruch pasażerów na lotniskach będzie o blisko 60 proc. niższy niż przed rokiem. Przekłada się to na liczbę 5,6 mld pasażerów. Spadek przychodów sięgnie natomiast prawie 105 mld dol (-60 proc.).

– Nie zwalniamy personelu, utrzymujemy gotowość operacyjną, a obiekty w najlepszym porządku operacyjnym. To są wszystko koszty, które musimy ponosić, niezależnie od liczby operacji i pasażerów, a przychody są mniejsze o połowę, nawet o trzy czwarte – mówi prezes Portu Lotniczego we Wrocławiu – To powoduje, że od strony finansowej pokazujemy straty, ale płynne zasoby finansowe, jakie udało nam się zgromadzić przed pandemią, pozwalają nam przez te kilka–kilkanaście miesięcy funkcjonować mimo tego, że nie zarabiamy.

Port Lotniczy we Wrocławiu skorzystał ze wsparcia w ramach tarczy antykryzysowej na wynagrodzenia pracowników w początkowym okresie pandemii. Zarząd liczy również na pomoc finansową z Polskiego Funduszu Rozwoju.

– Niestety specjalna tarcza antykryzysowa dedykowana lotniskom, zapowiedziana przez rząd już kilka miesięcy temu, nie została uruchomiona. Wierzę, że 140 mln zł obiecane przez ministra infrastruktury zostanie przekazane portom lotniczym w najbliższym czasie i zrekompensuje koszty, które lotniska musiały ponosić w początkowym okresie pandemii, kiedy w ogóle nie generowały przychodów – zakłada Dariusz Kuś.

Jak podkreśla prezes, wrocławski port od połowy marca obsługiwał wiele rejsów o charakterze pomocowym, m.in. lądowania samolotów Rusłan z transportem maseczek i środków ochrony osobistej bezpośrednio z Chin, operacje wojskowe i akcje o charakterze sanitarnym.

– Liczyliśmy na to, że znajdą się środki finansowe od rządu, które zrekompensują naszą gotowość operacyjną w tamtym okresie – podsumowuje.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/pieniadze-z-tarczy,p2131204381

Polska platforma pomoże e-graczom stać się profesjonalistami. Sztuczna inteligencja podpowie, co może zdecydować o porażce

Nie tylko tradycyjny sport wykorzystuje analizę dużych zbiorów do poprawy wydajności. Także zawodowi gracze e-sportu sięgają po nowe technologie, zwłaszcza że zwycięstwo w rozgrywkach nie zależy tylko od umiejętności i szczęścia, ale też od strategii i analizy wyników. Choć gracze e-sportowi dopiero zaczynają wykorzystywać analitykę, zapotrzebowanie jest ogromne, zwłaszcza że e-sport może oznaczać dla najlepszych duże zarobki. Wykorzystująca sztuczną inteligencję polska platforma GGPredict to narzędzie do analizy danych, które pomaga graczom.

– GGPredict to platforma analityczna dla gier e-sportowych, w tym momencie dla Counter-Strike: Global Offensive. To także narzędzie, które jest wirtualnym trenerem, opartym na machine learningu i sztucznej inteligencji, pomagającym graczom rozwijać się i uczyć się systematycznie coraz lepszej gry i stawać się lepszymi – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Michał Łowigus z GGPredict.

Tradycyjny sport już od dawna wykorzystuje analizę dużych zbiorów danych i technologie chmury hybrydowej do poprawy wydajności. Przykładem wykorzystania analizy danych jest drużyna baseballowa Oakland Athletics, którą dyrektor generalny Billy Beane pomógł doprowadzić do playoffów przy skromnym budżecie, tylko przy wykorzystaniu statystyki. Zautomatyzowana analiza wideo pomogła brytyjskiej drużynie piłkarskiej Lincoln City wspiąć się na szczyt rozgrywek. Z kolei w koszykówce kamera głębi jest wykorzystywana do śledzenia i analizowania każdego rzutu, w tym trajektorii lotu.

Analiza danych może też pomóc e-sportowcom. Jak w każdym sporcie zwycięstwo zależy także od strategii i analizy wyników.

– Gracze e-sportowi, w przeciwieństwie do graczy tradycyjnych: piłkarzy, biegaczy czy siatkarzy, trenują przez znacznie dłuższy czas. Przeciętny gracz e-sportowy poświęca na to 8-10 godzin dziennie. Jednak jego rozwój jest nieefektywny, ponieważ nie ma żadnych narzędzi analitycznych czy systemu szkolenia. Naszym zadaniem jest usystematyzowanie tego i edukacja, i robimy to najpierw poprzez analizę ogromnej liczby profesjonalnych meczów – wskazuje Michał Łowigus.

GGPredict to panel do analizy meczów, także dla amatorów, którzy dopiero próbują swoich sił w e-sporcie. Platforma wykorzystuje zapisy e-meczów do śledzenia tego, co najważniejsze. Setki tysięcy danych z każdej gry są analizowane przez zaawansowane systemy statystyczne, a dzięki machine learningowi  wyodrębniane są te informacje, które decydują o sukcesie.

– Przeanalizowaliśmy kilkaset tysięcy meczów i dzięki naszemu doświadczeniu w rozwiązaniach Big Data i analizie danych zidentyfikowaliśmy te elementy gry profesjonalistów, które są pozytywne, i te, które prowadzą do przegranych. Dzięki temu nasi klienci ładują swoje gry, poddają je analizie i dostają bardzo precyzyjne dane, czysto statystyczne, na temat swojej gry, ale także porady i instrukcje, jak grać lepiej, żeby stawać się coraz lepszym – wymienia ekspert z GGPredict.

Jak podkreśla, świadomość e-graczy konieczności wykorzystywania statystyk i analizy danych stopniowo rośnie. Zapotrzebowanie będzie coraz większe wraz ze wzrostem całej branży e-sportu. Grand View Research szacuje, że wartość globalnego rynku e-sportu do 2027 roku wyniesie 8,2 mld dol. Już teraz liczba zawodowych graczy sięga 300 mln, a łącznie na świecie jest ich około 1,5 mld. To coraz bardziej lukratywna dziedzina, a najlepsi mogą liczyć na ogromne zarobki. Tym samym gracze będą sięgać po dane, które pozwolą im na coraz lepszą grę.

– W samym Counter-Strike’u na nagrody dla graczy przeznaczono już ponad 100 mln dol. Nie jest to jednak najbardziej intratny tytuł sportowy. W takich grach jak Dota, Fortnite czy League of Legends nagrody za pojedyncze turnieje są wyższe niż w tenisowym wielkim szlemie. To motywacja dla milionów nastolatków, że to sport, w którym mogą świetnie zarobić. Chcemy pomóc im się rozwijać i osiągać stopień profesjonalizmu – przekonuje Michał Łowigus.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/polska-platforma-pomoze,p744348461

W ciągu najbliższych 20 lat OZE nie wystarczą, by zapewnić bezpieczeństwo energetyczne. Nadal będziemy wytwarzać energię z węgla, ale w nowoczesny sposób

Eliminacja węgla z miksu energetycznego Polski może być bardzo niebezpieczna – ostrzega Górnicza Izba Przemysłowo-Handlowa. Jak twierdzą górnicy, przestawienie energetyki na odnawialne źródła i rezygnacja z elektrowni węglowych uzależni nas od dostaw energii z zagranicy w przypadku wystąpienia niedoboru produkcji z OZE. Wyjściem z sytuacji mogłoby być doinwestowanie innowacyjnych, czystych technologii węglowych, ale projekty z nimi związane nie znajdują finansowania.

– Odnawialne źródła energii będą pełnić ważną rolę, ale nie wystarczą, żeby zapewnić stabilność dostaw energii i aby społeczeństwo i przedsiębiorcy nie mieli tzw. blackoutów, czyli sytuacji, kiedy zabraknie prądu w gniazdku – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Janusz Olszowski, prezes Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej.

Jak wynika z raportu Polskich Sieci Elektroenergetycznych, udział węgla brunatnego i kamiennego w produkcji energii wyniósł w Polsce w 2019 roku łącznie 75,39 proc., podczas gdy udział odnawialnych źródeł energii sięgnął 9,03 proc. Najwięcej energii z OZE zostało wyprodukowanej w styczniu i grudniu – miesiącach najbardziej wietrznych. Najmniejszy poziom produkcji „zielonej energii” przypadł zaś na sierpień, co może oznaczać, że głównym źródłem produkcji energii odnawialnej są elektrownie wiatrowe.

Zdaniem eksperta z GIPH najważniejszym celem rządu powinno być obecnie zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego w przypadku braku możliwości wystarczającej produkcji energii z OZE.

– Nie stać nas na energię jądrową, bo to jest kolosalny koszt inwestycji. Jesteśmy za biednym państwem, żeby wybudować tyle elektrowni jądrowych, by stabilizowały tę sieć. Ceny gazu są nieprzewidywalne i za ich pomocą można załatwiać dużo różnych rzeczy korzystnych np. dla Rosji, ale niekoniecznie korzystnych dla odbiorcy. A mamy zasoby węgla i wielki potencjał sektora górniczego. To nie tylko producenci węgla, ale też producenci maszyn i urządzeń górniczych, mamy biura projektowe, mamy jednostki naukowo-badawcze, wyższe uczelnie, firmy usługowe. Dlaczego mamy z tego nie korzystać w przyszłości? – wskazuje Janusz Olszowski.

Według danych Państwowego Instytutu Geologicznego złoża węgla kamiennego w Polsce szacowane są na około 58,6 mld ton, a brunatnego na 23,5 mld ton. Światowe złoża węgla to według World Energy Council około 665 mld ton. Według danych opublikowanych przez Eurostat, pomimo że wydobycie węgla kamiennego z roku na rok spada, w Polsce jest ono najwyższe wśród krajów europejskich, poza Rosją. W 2018 roku wyniosło 63 mln ton, podczas gdy na Ukrainie było to 26 mln ton, a w Niemczech 3 mln ton.

– Nie ma alternatywy dla węgla w najbliższych 20 latach. Ostrożniej podchodzę do Zielonego Ładu i zeroemisyjności w 2050 roku. W dużym stopniu to jest raczej science fiction. Nie wierzę, że to się uda w tak krótkim czasie osiągnąć. Taka polityka jest prowadzona w sytuacji, gdy zużycie i produkcja węgla w innych regionach świata rosną. Te działania z punktu widzenia globalnego nie mają kompletnie żadnego znaczenia, prowadzą jedynie do pogorszenia konkurencyjności całej unijnej gospodarki – twierdzi prezes Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej.

W Europejskim Zielonym Ładzie, czyli planie Unii Europejskiej na rzecz zrównoważonej gospodarki, zapisany jest plan działań, które mają prowadzić do osiągnięcia zeroemisyjności gazów cieplarnianych do 2050 roku. 8 lipca 2020 roku przyjęta została strategia na rzecz integracji systemów energetycznych i sektora technologii wodorowych, której celem ma być stworzenie w pełni bezemisyjnego, bardziej wydajnego i wzajemnie połączonego sektora energetycznego.

– Węgiel może służyć do celów energetycznych. Oczywiście musi być spalany w nowoczesny sposób, niskoemisyjnie i w odpowiednich urządzeniach z wysoką sprawnością. My potrafimy to robić. Aby wprowadzić takie rozwiązania, konieczne jest jednak finansowanie, a każdy projekt, nawet taki zmierzający w kierunku ekologii, który ma w nazwie słowo „węgiel”, jest od razu skazany na porażkę – twierdzi Janusz Olszowski.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/w-ciagu-najblizszych-20,p1230627493

Bezpieczeństwo sieci 5G kluczowe dla funkcjonowania państwa. Wymaga rygorystycznej certyfikacji krytycznych elementów infrastruktury [DEPESZA]

Jeszcze w tym roku ma odbyć się aukcja na częstotliwości sieci 5G, tymczasem trwa proces tworzenia ram prawnych w zakresie budowy jej infrastruktury. Kwestie bezpieczeństwa będą regulowane m.in. dzięki nowelizacji ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa. Nowe przepisy pozwolą wykluczyć z procesu budowy sieci 5G w Polsce niezaufanych dostawców, którzy będą podlegać ocenie m.in. premiera. – Pewniejszym rozwiązaniem jest postawienie bardzo konkretnych i ostrych wymagań związanych z bezpieczeństwem i kontrolą elementów sieci 5G, np. poprzez certyfikację krytycznych składników infrastruktury – ocenia Piotr Muszyński, doradca prezydenta Pracodawców RP ds. telekomunikacji. Podobne regulacje wprowadziły m.in. Niemcy.

Według zapowiedzi Ministerstwa Cyfryzacji i Urzędu Komunikacji Elektronicznej jeszcze przed końcem 2020 roku powinna zostać ogłoszona w Polsce aukcja na najbardziej interesujące operatorów pasmo sieci 5G 3,4-3,8 GHz. Tymczasem Polska jest w trakcie tworzenia ram prawnych dotyczących bezpieczeństwa sieci nowej generacji. Regulacje zostaną zawarte m.in. w nowelizowanej ustawie o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa, która obecnie znajduje się w fazie konsultacji. W ustawie wprowadzone zostaną kryteria, które musi spełnić tzw. zaufany dostawca sieci telekomunikacyjnych, aby jego  rozwiązania mogły być wykorzystywane przy budowaniu sieci 5G.

– Dyskusje medialne na temat budowy sieci 5G koncentrują się głównie na wątku politycznym, czy chińscy dostawcy zostaną wykluczeni z dostaw 5G. Pada też pytanie, czy ewentualnie operatorzy będą musieli usunąć ze swych istniejących sieci znaczną część działających urządzeń. To drugie jest praktycznie niewykonalne. Obecnie bowiem rozwój sieć 5G odbywa się głównie w oparciu o tzw. architekturę non-standalone, czyli taką, która jest powiązana z siecią poprzedniej generacji 4G.  A operatorzy w Polsce w bardzo szerokim zakresie rozwijając sieci LTE opierali się na technologii Huawei – wskazuje Piotr Muszyński, prezes Fixmap, doradca Prezydenta Pracodawców RP ds. Telekomunikacji.

Dla operatorów wymiana znacznej części działającej obecnie infrastruktury byłaby olbrzymim wyzwaniem technicznym, w dodatku bardzo kosztownym. Niedawne szacunki Haitong Banku wskazują, że koszty pełnego zastąpienia dotychczas zainstalowanej w Polsce infrastruktury Huawei mogą sięgnąć około 2,5-2,9 mld zł.

Ponadto eksperci mają wątpliwości, czy wykluczenie jednego albo grupy dostawców z budowy infrastruktury 5G w Polsce zwiększy bezpieczeństwo sieci i ograniczy ryzyko występowania incydentów związanych z cyberbezpieczeństwem.

– Pewniejszym rozwiązaniem jest postawienie bardzo konkretnych i ostrych wymagań związanych z bezpieczeństwem i kontrolą krytycznych elementów sieci 5G, np. poprzez certyfikację krytycznych składników infrastruktury. Eliminacja jakiegoś dostawcy niewiele pomoże, jeśli nie będzie się prowadzić ciągłego monitoringu bezpieczeństwa w sieciach czy będzie się oszczędzać na zatrudnianiu wysokiej klasy specjalistów od cyberbezpieczeństwa w instytucjach odpowiedzialnych za ten obszar – podkreśla Piotr Muszyński.

Katalog dostawców mogących dostarczyć najwyższej klasy rozwiązania do budowy infrastruktury sieci 5G zawiera w tej chwili trzy firmy, w tym Huawei. Gdyby tego producenta wykluczono z procesu, ograniczyłoby to operatorom swobodę wyboru poszczególnych elementów sieci telekomunikacyjnej, co z kolei mogłoby rzutować na jakość tych elementów. Eksperci podkreślają, że lepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie konkretnej listy wymagań w zakresie bezpieczeństwa, na wzór rozwiązań wprowadzonych w Niemczech.

– W Niemczech Federalna Agencja ds. Sieci (Bundesnetzagentur – BnetzA – przyp.red.) określiła bardzo konkretny katalog wymagań w zakresie bezpieczeństwa. Według zaostrzonych kryteriów w szczególności pod lupę będą brane te elementy infrastruktury, które realizują tzw. funkcje krytyczne. Będą one musiały przejść przez proces certyfikacji, tj. po przeprowadzeniu odpowiedniej procedury technicznej zdobyć świadectwo, że dany komponent spełnia wymagania w zakresie bezpieczeństwa. Wydaje się, że nic nie stoi na przeszkodzie, by takie wymogi w zakresie certyfikacji wprowadzić także w Polsce na równych warunkach dla każdego – wskazuje ekspert. 

Architektura sieci 5G składa się z kilku warstw, o różnym poziomie wrażliwości na incydenty bezpieczeństwa. Zależnie od poziomu ryzyk można dobierać dostawców dla poszczególnych warstw sieci w oparciu o zasadę dywersyfikacji.

Niemieckie rozwiązanie powstało w oparciu o zestaw narzędzi ograniczających ryzyko w sieciach – unijny 5G toolbox (zestaw rekomendacji w zakresie budowy i zakupu sprzętu przeznaczonego do infrastruktury 5G) zatwierdzony w styczniu br. przez Komisję Europejską. Model ten oparty jest na współpracy operatora i dostawcy, w której ten drugi zobowiązuje się do ścisłej współpracy w zakresie bezpieczeństwa, w szczególności wczesnego informowania o nowych produktach i usługach.

– Niemcy przyjęli w swym rozwiązaniu zasadę, że rozstrzygnięcia w zakresie cyberbezpieczeństwa sieci 5G powinny opierać się na  mierzalnych i weryfikowalnych rozwiązaniach oraz jasnych procedurach. Warto pójść tą drogą, nie wplatając w to polityki, bo też budowa sieci 5G będzie dużym wysiłkiem inwestycyjnym dla operatorów, a powstające infrastruktura będzie  służyć gospodarce i społeczeństwu przez wiele następnych lat – podkreśla Piotr Muszyński.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/bezpieczestwo-sieci-5g,p2097467622