Plusy i minusy posiadania wanny

Plusy i minusy posiadania wanny


Wanna to doskonałe rozwiązanie dla każdego, kto uwielbia długie, niezwykle relaksujące kąpiele. Dodatkowo na rynku pełno jest nowoczesnych modeli, które posiadają udogodnienia takie, jak hydromasaż, co wzmaga komfort podczas kąpieli.

Jeśli nie wiesz, co będzie najlepsze w przypadku Twojej łazienki, skontaktuj się z nami! Jeśli zakupisz wszystkie potrzebne produkty w naszej firmie, to projekt łazienki wykonany przez naszych architektów otrzymasz gratis: https://yeti.pl/

Również łatwość czyszczenia przemawia na korzyść wanny. Dodatkowo mamy do wyboru wiele wzorów i kształtów, co pozwala nam stworzyć piękne i niezwykle ciekawe wnętrze.

Do minusów wanny należy fakt, że w wielu przypadkach nie sprawdzi się ona w małej łazience, a także generuje wyższe koszta niż użytkowanie prysznica, szczególnie jeśli w naszym domu mieszka kilka osób. 


Jeśli marzysz o wannie i zastanawiasz się, jaki kształt i wzór wybrać, zapraszamy Cię do zapoznania się z naszym katalogiem, gdzie znajdziesz najwyższej jakości produkty zarówno do nowoczesnych, jak i tradycjonalistycznych wnętrz: https://yeti.pl/wanny-lazienki-yeti-gruppo


Co czwarta faktura wystawiona przez małe i średnie firmy opłacana jest po terminie. Co dwudziesta nie jest regulowana w ogóle

Mikrofirmy, a także małe i średnie przedsiębiorstwa mają problem z odzyskiwaniem należności od kontrahentów. 26 proc. faktur jest płaconych po terminie, a 6 proc. należności w ogóle nie udaje się odzyskać. Przedsiębiorcom brakuje wiedzy i umiejętności windykacyjnych, obawiają się także utraty klienta, jeśli rozpoczną starania o odzyskanie należności. Rozwiązaniem może być zlecenie windykacji firmie zewnętrznej, obecnie możliwe również poprzez platformę internetową.

– Jak wynika z naszego badania, 26 proc. faktur z sektora MŚP i mikrofirm jest płaconych po terminie zapłaty – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Włodzimierz Szymczak, dyrektor zarządzający na Europę Środkowo-Wschodnią w Atradius Collections. – Przedsiębiorcom z tego sektora nie udaje się odzyskać 6 proc. należności. Jest to wskaźnik o wiele wyższy niż poziom dla całej gospodarki, ponieważ z naszego badania – Barometru Praktyk Płatniczych – wynika, że we wszystkich firmach nie jest zapłaconych około 1,5 proc. faktur, więc w przypadku MŚP wskaźnik ten jest dużo wyższy.

W lipcu 2020 roku firma Atradius Collections przeprowadziła badanie na grupie 200 przedsiębiorców z sektora MŚP i mikrofirm, pytając ich o zaległe płatności od kontrahentów. Okazało się, że więcej niż co czwarta należność nie jest regulowana w terminie. Największy problem miały firmy średnie, u których odsetek ten wyniósł 28 proc. W przypadku firm małych było to 24 proc., zaś firm mikro – 20 proc. Jednak to właśnie najmniejsze podmioty mają największe problemy z odzyskiwaniem zaległych faktur.

– Najlepiej z odzyskiwaniem wierzytelności radzą sobie firmy średnie, które mają procedury bądź pracowników, którzy wykonują te zadania – wskazuje Włodzimierz Szymczak. – Najsłabiej radzą sobie firmy mikro, które według naszego badania najbardziej boją się utraty relacji ze swoim kontrahentem, na co wskazuje 62 proc. badanych, lub nie mają wiedzy, jak takie działania prowadzić, na co wskazuje co czwarty badany.

Ponad połowa, bo 54 proc. wszystkich ankietowanych firm, podejmuje działania zmierzające do wyegzekwowania należności za fakturę dopiero po miesiącu lub dwóch. Kolejne 40 proc. czeka z tym od dwóch do nawet czterech miesięcy. W przypadku mikrofirm aż 70 proc. nie podejmuje żadnych działań mających na celu odzyskanie przeterminowanych należności. Spośród firm średnich niespełna połowa decyduje się na przekazanie windykacji firmie zewnętrznej w przypadku faktur o wysokich kwotach, jeszcze mniej w przypadku kontrahentów, z którymi kontakt jest utrudniony. Tymczasem może to być skuteczne wyjście w sytuacji, gdy przedsiębiorca obawia się utraty klienta. Firmy windykacyjne mają odpowiednie procedury, by nie zaburzyć relacji klienta z jego partnerem biznesowym.

– Jak wynika z naszego badania, jedynie 5 proc. firm z sektora MŚP decyduje się na przekazanie spraw zewnętrznym firmom windykacyjnym, co w nadchodzących czasach, które mogą przynieść większe trudności w odzyskiwaniu należności, może pogorszyć ich płynność finansową – wskazuje dyrektor zarządzający w Atradius Collections.

Korzystanie z usług firm windykacyjnych staje się coraz prostsze, bo teraz cały proces – otrzymanie wyceny, przekazanie nieopłaconych faktur, podpisanie umowy – można przeprowadzić online.

– Coraz więcej firm windykacyjnych decyduje się na uruchomienie platform, które umożliwiają przedsiębiorcom składanie i zarządzanie procesem online’owo. Atradius Collections uruchomił platformę Agora, która umożliwia skuteczne i sprawne przeprowadzenie procesu windykacji online – podkreśla Włodzimierz Szymczak.

Dane Atradius Collections wskazują, że w I połowie roku w 69 proc. spraw, które wpłynęły do firmy od polskich przedsiębiorstw, udało się odzyskać należności na drodze windykacji polubownej. To lepszy wynik niż rok wcześniej.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/co-czwarta-faktura,p30077608

Wydatki państwowych spółek kluczowe dla wychodzenia z recesji. Pomogą napędzić inwestycje sektora prywatnego

Spółki Skarbu Państwa mogą przyczynić się do szybszego wychodzenia Polski z recesji. Ich plany inwestycyjne są bowiem długoterminowe i bardziej odporne na wahania koniunktury niż sektora prywatnego. Tylko w ubiegłym roku państwowe spółki notowane na GPW przeznaczyły 37 mld zł na inwestycje. Utrzymanie przez nie wysokich nakładów może napędzić także inwestycje firm prywatnych, które w niepewnych czasach związanych z rozwojem pandemii bardzo ostrożnie planują kolejne kroki.

– Procesy inwestycyjne spółek Skarbu Państwa charakteryzują się pewną odpornością na spowolnienie i recesję. Wykazują one antycykliczność, stąd rola tych spółek w kryzysie jest bardzo istotna, szczególnie w okresie słabszej koniunktury – mówi agencji Newseria Biznes dr Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista Banku Pekao SA..

Z raportu przygotowanego przez ekonomistów Banku Pekao SA wynika, że 11 z 15 największych pracodawców w kraju to firmy państwowe, zatrudniające łącznie ponad 400 tys. osób. Zapewnienie stabilnego zatrudnienia to jeden ze sposobów, w jaki wpływają na sytuację gospodarczą, amortyzują bowiem negatywne skutki spowolnienia na rynku pracy. Mają one także znaczący udział we wpływach budżetowych. W 2018 roku z tytułu CIT 15 największych spółek wpłaciło do kasy państwa ok. 10 mld zł, co stanowi 22 proc. wszystkich wpływów z podatku od dochodów przedsiębiorstw. Dodatkowo podmioty te często mają kluczowe znaczenie przy realizacji działań pomocowych inicjowanych przez państwo.

Spółki Skarbu Państwa dużo też inwestują. W 2019 roku wartość nakładów inwestycyjnych tego rodzaju firm notowanych na GPW przekroczyła 37 mld zł, co stanowi 70 proc. łącznych nakładów spółek giełdowych.

– Prawdopodobnie nie powinniśmy spodziewać się nagłego pogorszenia tej aktywności inwestycyjnej. Charakterystyka tych spółek jest taka, że one są mniej wrażliwe na wychylenia cykliczne i zmiany nastrojów – mówi Ernest Pytlarczyk. – Oczywiście to zależy od sektora, w jakim działają. Spółki Skarbu Państwa są predestynowane do pewnych branż, w których racja posiadania takich podmiotów jest większa – są to sektory finansowy, wydobywczy, energetyczny i transport publiczny. Te branże są w dużym stopniu dotknięte skutkami kryzysu, a więc nic dziwnego, że również jego wpływ na te spółki jest duży.

Jeśli inwestycje spółek nie wyhamują, pozytywne skutki powinien odczuć również sektor prywatny. Polscy prywatni przedsiębiorcy obawiają się tego, co wydarzy się jesienią i zimą, dlatego ich apetyt na inwestycje jest dużo mniejszy niż wcześniej. Jak wynika z IV edycji badania Krajowego Rejestru Długów „KoronaBilans MŚP”, trzy czwarte przedsiębiorców nie planuje żadnych inwestycji, chociaż stopniowo zwiększa się grupa firm, które już myślą o rozwoju. Wciąż 80 proc. nie zamierza zwiększać zatrudnienia.

– Prywatne firmy nie lubią atmosfery niepewności, a teraz jest ona bardzo duża. Nikt nie wie, jak będzie rozwijać się pandemia w kolejnych miesiącach. Bardzo dużą dozą niepewności obarczone są również prognozy makroekonomiczne. Trudno się więc dziwić, że biznes prywatny ma duże wątpliwości co do przyspieszenia procesów inwestycyjnych – mówi główny ekonomista Banku Pekao SA.

Jak podkreśla, spółki Skarbu Państwa mają zwykle dłuższy horyzont inwestycyjny niż te prywatne.

– Warto, żeby wykorzystały okres taniego finansowania na realizację inwestycji publicznych. Mamy ciągle braki w infrastrukturze i to jest dobry czas, żeby przyspieszyć projekty w tym sektorze – mówi Ernest Pytlarczyk. – Można się spodziewać, że jak tylko inwestycje publiczne ruszą i wykorzystamy pieniądze unijne, to stanie się to swoistym katalizatorem również dla innych sektorów, także prywatnych.

Analitycy Banku Pekao SA podkreślają, że w tym kontekście warto wykorzystać potencjał spółek Skarbu Państwa, ukierunkowując ich działalność na wsparcie rozwoju innowacyjności. Mogłyby one skoncentrować się na inwestycjach w zaawansowane technologie, zwiększyć współpracę z ośrodkami badawczo-rozwojowymi oraz aktywność w zakresie zagranicznych fuzji i przejęć.

Według danych Ministerstwa Aktywów Państwowych pod kontrolą Skarbu Państwa działają 353 firmy plus spółki zależne. Wśród nich są tzw. krajowe czempiony – 19 grup osiągających roczne obroty ponad 5 mld zł (m.in. PKN Orlen, PGNiG, PGE, Lotos czy PZU). 60 proc. stanowią jednak firmy relatywnie małe lub bardzo małe – z obrotami odpowiednio 10–50 mln zł oraz poniżej 10 mln zł rocznie.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/wydatki-pastwowych,p902203215

W Chinach ruszyła pierwsza na świecie budowa wykorzystująca sieć 5G. Także w Europie operatorzy przygotowują się do wdrożenia 5G na szeroką skalę

Operatorzy komórkowi na całym świecie przygotowują się do nowej ery usług sieciowych 5G. Przejście na sieć nowej generacji ma zagwarantować wyższe prędkości transmisji i większą przepustowość, a dane będą przesyłane nawet 20 razy szybciej niż w sieci 4G. – O ile dla nas jest to ewolucja, o tyle dla biznesu, dla przedsiębiorców jest to rewolucja, bo przenosi nas na zupełnie inny poziom wtajemniczenia – przekonuje dr Maciej Kawecki, dziekan Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie.

– Tak naprawdę 5G już nas otacza, większość operatorów telekomunikacyjnych świadczy swoje usługi z wykorzystaniem technologii 5G, a więc tzw. internetu szerokopasmowego piątej generacji, który zastępuje 4G, z którego dzisiaj wszyscy korzystamy. Fala podąża ze Wschodu, czyli z Chin. Chińczycy coraz częściej korzystają z tej technologii, wdrażają ją z wielkimi sukcesami, a Europa jest następna – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr Maciej Kawecki.

Obecnie możliwości, jakie daje sieć 5G, sprawdzają Chińczycy. Do końca lipca liczba jej użytkowników w Chinach przekroczyła już 88 mln, co stanowi ponad 80 proc. użytkowników na całym świecie, a do końca tego roku liczba stacji bazowych 5G sięgnie tam prawie miliona. W maju w Pekinie ruszyła pierwsza budowa wykorzystująca tę technologię. Blisko 40 wykonawców budujących zaawansowaną technologicznie dzielnicę biznesową zmodernizowało swoje systemy, aby korzystać z sieci przesyłającej dane z szybkością 10 Gb na sekundę. Inżynierowie dzięki inteligentnym okularom widzą to samo, co robotnicy, a specjalne opaski na bieżąco monitorują stan zdrowia pracowników.

Jednak już na całym świecie operatorzy komórkowi przygotowują się do nowej ery usług sieciowych 5G. To oznacza wyższe prędkości transmisji i większą przepustowość, które umożliwią przesyłanie i pobieranie treści nawet 20 razy szybciej niż w przypadku obecnej technologii 4G, a opóźnienie może spaść z 50 ms do 1 ms. W ten sposób niemal wszystkie urządzenia z dostępem do internetu będą się ze sobą komunikować. Przyspieszy internet rzeczy, co będzie mieć znaczenie dla rozwoju np. autonomicznych samochodów, odegra równie ważną rolę w dostarczaniu spersonalizowanych usług zdrowotnych.

– Będzie sprawniej i dużo szybciej. Dla przedsiębiorców to rozwój internetu rzeczy, a więc połączenie wszystkich urządzeń ze sobą. O ile dla nas jest to ewolucja, o tyle dla biznesu, dla przedsiębiorców to rewolucja, bo przenosi nas na zupełnie inny poziom wtajemniczenia. Dzisiaj możemy korzystać z technologii 4.0, w której żyjemy, w ograniczonym zakresie, natomiast 5G otwiera nas na szybszy transfer danych – przekonuje dziekan Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie.

Choć sieć 5G oznacza większe możliwości, to narosło wokół niej sporo mitów. Publikowane są też fake newsy, że np. w Holandii po uruchomieniu sieci 5G doszło do masowej śmierci ptaków. Choć informacja okazała się nieprawdziwa, była podawana jako przykład śmiercionośnego działania fal elektromagnetycznych.

– Okres pandemii spowodował, że skupiliśmy się na czym innym, a technologia 5G mogła się spokojnie rozwijać. Dzięki pandemii doceniamy też dobra cyfrowe. To, co jest szybsze, skuteczniejsze, lepsze jakościowo, jest dla nas ważniejsze, bo łączymy się z całym światem online. To też stymuluje rozwój technologii 5G – podkreśla dr Maciej Kawecki.

W 2011 roku działająca pod auspicjami WHO Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC) sklasyfikowała pola elektromagnetyczne o częstotliwościach radiowych jako przypuszczalnie rakotwórcze dla ludzi (grupa 2B). Jest to jednak grupa z czynnikami o najniższym stopniu zagrożenia dla człowieka. Grupa 1 jest jednoznacznie rakotwórcza, grupa 2A  składa się z czynników prawdopodobnie rakotwórczych dla ludzi, a grupa 3 jest całkowicie bezpieczna dla człowieka.

– Sieć 5G została sklasyfikowana jako potencjalnie mająca wpływ na rozwój chorób nowotworowych. Ale okazuje się, że sąsiadami w tym obszarze dla technologii 5G jest czerwone mięso czy mrożonki. To są czynniki, które w żadnym zakresie nie mają wpływu na rozwój chorób nowotworowych, więc ta nazwa klasyfikacji jest trochę mylna. I takich przykładów możemy znaleźć dużo więcej – mówi dziekan Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/w-chinach-ruszyla,p1337695262

Robotyzacja i autonomizacja armii postępuje. Przyszłe wojny mogą odbywać się bez strat w ludziach [DEPESZA]

Marynarka USA zainwestuje 7 mln dol. w przygotowanie konceptu dużego statku bezzałogowego, przeznaczonego do patrolowania mórz i oceanów. To kolejna inwestycja amerykańskiej armii w autonomiczny sprzęt wojenny, po helikopterach sterowanych z poziomu tabletu. Pomimo że wprowadzanie sztucznej inteligencji do branży obronnej wiąże się z licznymi kontrowersjami, może się przyczynić do ograniczenia strat w ludziach w wyniku działań wojennych.

Autonomiczne pojazdy, zarówno powietrzne, jak i morskie, coraz częściej są wykorzystywane do działań wojennych. W lipcu izraelska marynarka wojenna przeprowadziła próby z wykorzystaniem małego bezzałogowego systemu latającego Skylark C na pokładzie bezzałogowego statku Seagull. Dzięki temu zwiększyły się możliwości wywiadowcze jednostki, wykorzystywanej m.in. w walce z okrętami podwodnymi.

Z kolei Lockheed Martin wraz z Vigor Works stworzą dla Marynarki Wojennej USA duży bezzałogowy statek wojenny przeznaczony do patrolowania mórz i oceanów.

– Nasz zespół koncentruje się w tej chwili na dostarczaniu Marynarce Wojennej Stanów Zjednoczonych projektu niedrogiego statku o niskim ryzyku, zdolnego do urzeczywistnienia wizji rozproszonych operacji morskich (DMO) – wskazuje Joe DePietro, wiceprezes Lockheed Martin.

Projekt zakłada stworzenie konceptu dużego statku autonomicznego, mającego możliwości bojowe i zdolnego do patrolowania przez okres sześciu miesięcy wraz z platformą do zarządzania jego działaniami. W ramach kontraktu testowego powstanie okręt, w którym znajdzie się m.in. technologia znana z helikopterów Sikorsky, sterowanych za pomocą tabletu: Sikorsky Matrix. Koszt przygotowania konceptu wynosi 7 mln dol.

– Jesteśmy gotowi dostarczyć projekt koncepcyjny, który pomoże Marynarce Wojennej USA wdrożyć bezpieczną, wydajną i niedrogą flotę LUSV [Large Unmanned Surface Vehicle – duże, bezzałogowe statki nawodne – przyp. red.] w przyszłości – podkreśla Richard McCreary, wiceprezes Vigor ds. rozwoju biznesu. – Wykorzystamy nasze rozległe doświadczenie w produkcji podobnych maszyn, w tym wcześniejszą budowę 16 pojazdów USV o różnych konstrukcjach i rozmiarach.

Dzięki możliwości użycia jednostek bezzałogowych w misjach o podwyższonym ryzyku możliwe będzie zmniejszenie liczby ofiar wojennych. Okazuje się też, że sztuczna inteligencja lepiej niż człowiek radzi już sobie ze sterowaniem maszynami wojennymi. Naukowcy z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa stworzyli robota o nazwie Heron, który z powodzeniem zmierzył się z weteranem lotnictwa w wirtualnej symulacji lotu myśliwcem.

Jednocześnie wobec dążenia do robotyzacji armii rodzi się wiele obaw związanych z możliwym zachowaniem się sztucznej inteligencji na polu walki. Rządy państw przeznaczają jednak coraz większe środki na prace nad militarnymi zastosowaniami SI. Departament Obrony USA na badania nad sztuczną inteligencją i uczeniem maszynowym przeznaczy w tym roku 927 mln dol. Całkowity budżet tej jednostki to 718 mld dol.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/robotyzacja-i,p2002761210

Rząd wydłuża konsultacje nad ustawą o cyberbezpieczeństwie. Może ona doprowadzić do wzrostu cen usług telekomunikacyjnych

– Projekt nowelizacji ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa nie spełnia wymogów legislacyjnych – alarmuje Michał Kuliński, adwokat i wspólnik w Kancelarii BBK. Brakuje w nim odpowiedniego uzasadnienia i rzetelnej oceny skutków proponowanych zmian. Eksperci krytykują też krótki czas konsultacji, początkowo przewidziany tylko na 14 dni, a teraz wydłużony do 6 października. – To istotny projekt, który może mieć dalekosiężne skutki i wprowadza nowe, niestosowane do tej pory regulacje i ingerencje w gospodarkę – mówi prawnik.

Nowelizacja ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa ma wdrożyć zalecenia i standardy opublikowane w tzw. 5G Toolbox, czyli zestawie narzędzi przygotowanych przez Komisję Europejską i Agencję Unii Europejskiej ds. Cyberbezpieczeństwa (ENISA). Wątpliwości ekspertów budzi przygotowanie projektu od strony legislacyjnej.

Projekt zgłaszany do Sejmu powinien mieć uzasadnienie, a w nim powinno znajdować się określenie przewidywanych skutków gospodarczych, społecznych, prawnych i finansowych wprowadzanych zmian. W tym projekcie uzasadnienie ma półtorej strony A4, na której znajduje się informacja, że wszyscy będą zadowoleni i na wszystkich zmiany proponowane w projekcie wpłyną pozytywnie – mówi agencji Newseria Biznes dr Michał Kuliński, adwokat i wspólnik w Kancelarii BBK.

Jak podkreśla, w uzasadnieniu nie uwzględniono w ogóle wpływu nowych przepisów na prawa konkurencji i wolności gospodarczej, a także na międzynarodowe zobowiązania wiążące Polskę, natomiast skutki gospodarcze i prawne potraktowano zbyt powierzchownie.

Jako skutki gospodarcze wymieniono to, że operatorzy będą musieli dołożyć starań, by poprawić kwestię cyberbezpieczeństwa, ale to jest z korzyścią dla nich, bo zwiększy to ich bezpieczeństwo oraz zaufanie osób trzecich. I tyle. Natomiast ocena skutków prawnych to są tylko cztery ogólnikowe zdania – mówi adwokat.

Podkreśla, że również w ocenie skutków społecznych zabrakło uwzględnienia konsekwencji decyzji Kolegium ds. Cyberbezpieczeństwa. Zgodnie z nowelizacją organ ten otrzyma kompetencje do oceny ryzyka dostawców sprzętu lub oprogramowania istotnego dla krajowego cyberbezpieczeństwa i bezpieczeństwa narodowego. Kolegium będzie oceniać ryzyko dostawcy trzystopniowo. Najwyższy stopień jest przewidziany dla firm, które stanowią poważne zagrożenie dla cyberbezpieczeństwa państwa i jednocześnie zmniejszenie poziomu tego ryzyka przez wdrożenie środków technicznych lub organizacyjnych nie jest możliwe. Dostawca uznany za zagrożenie zostanie odcięty od kontraktów na sprzęt, oprogramowanie i usługi. Co więcej, operatorzy będą mieli pięć lat na usunięcie produktów, które już zostały dostarczone przez tę firmę.  

– Niewątpliwie wpłynie to na operatorów. Zresztą oni sami podkreślają, że to będą ogromne koszty związane z utopionymi inwestycjami, które trzeba będzie powtórzyć. W gospodarce wolnorynkowej te koszty muszą zostać przerzucone na klientów końcowych, a klientem końcowym telekomów, całej branży telekomunikacyjnej są wszyscy Polacy. Każdy korzysta z telefonów, sieci, internetu, więc wszyscy poniosą koszty. To jest właśnie jeden z podstawowych zarzutów, że ten projekt ustawy w ogóle w uzasadnieniu o tym nie mówi, nie przewiduje, jakie będą jej skutki – mówi wspólnik w Kancelarii BBK.

Propozycja, by operatorzy musieli wycofać się także z już prowadzonych inwestycji, jest kontrowersyjna także ze względów prawnych.

Projekt ewidentnie zawiera przepisy, które prowadzą do zakazu prowadzenia działalności gospodarczej, a nawet przewiduje konieczność wycofania poczynionych już inwestycji. To jest forma wywłaszczenia. Konstytucja w art. 21 ust. 1 mówi o tym, że w Polsce wywłaszczenie może się odbyć tylko w zamian za odpowiednie odszkodowanie. W nowelizacji nie ma jednak ani słowa o odszkodowaniu – zwraca uwagę Michał Kuliński.

Konsekwencje prawne proponowanych przepisów również mogą być daleko idące. Ekspert przewiduje, że mogą one wywołać liczne pozwy na gruncie prawa unijnego czy międzynarodowego.

– Chodzi m.in. o wiążące Polskę umowy o wolnym handlu w ramach Światowej Organizacji Handlu. Takimi sporami zajmują się także organy sądowe, quasi-sądowe, które mają instrumenty, by wyegzekwować swoje orzeczenie – mówi wspólnik w Kancelarii BBK.

Tym bardziej że Kolegium ds. Cyberbezpieczeństwa będzie mogło wykluczyć z rynku dany podmiot na podstawie takiego kryterium jak przestrzeganie praw człowieka w kraju, z którego dany podmiot pochodzi.

– Kryterium samo w sobie jest szlachetne, ale ocena tego przez organ stricte administracyjny, bez żadnej kontroli, bo do tego służy odwołanie do sądu, wydaje się zbyt uznaniowa – dodaje Michał Kuliński.

Eksperci krytycznie odnosili się także do 14-dniowego terminu konsultacji projektu zmian w ustawie o KSC, nazywając tę sytuację pozorem prawa. 17 września minister cyfryzacji zdecydował się jednak wydłużyć go do 30 dni, o co apelowały izby branżowe i przedsiębiorcy telekomunikacyjni. Termin na przekazywanie uwag upływa 6 października.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/rzad-wydluza,p2086599286

Polska organizuje coraz więcej dużych imprez sportowych. III Igrzyska Europejskie przyciągną najlepszych zawodników i ułatwią starania o olimpiadę

Polska przyciąga coraz więcej dużych imprez sportowych. W 2023 roku w Krakowie i Małopolsce odbędą się III Igrzyska Europejskie, z rekordową liczbą 23 dyscyplin. Sportowcy powalczą nie tylko o medale IE, ale też mistrzostw Europy i przede wszystkim – o kwalifikację olimpijską do Paryża. – W tych trudnych czasach pandemii organizowaliśmy imprezy na światowym poziomie. Igrzyska europejskie to szansa, by zwróciły się na nas oczy całego świata, a w przyszłości może ułatwić organizację igrzysk olimpijskich – mówi Danuta Dmowska-Andrzejuk, minister sportu.

– Chcemy III Igrzyskami Europejskimi pokazać się po raz kolejny. W Polsce w tych trudnych czasach pandemii koronawirusa organizujemy szereg imprez na najwyższym poziomie. Taką był 77. wyścig Tour de Pologne, który dostał bardzo dobre noty od Międzynarodowej Federacji. To kolejne imprezy, jak mistrzostwa świata w siatkówce kobiet w 2022 roku. Międzynarodowe wydarzenia przyciągną i kibiców i zwrócą na nas oczy całego świata – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Danuta Dmowska-Andrzejuk.

Kraków i Małopolska będą gospodarzami III Igrzysk Europejskich, po Baku i Mińsku. Choć ostateczny skład programu powstanie po negocjacjach z każdą z europejskich i międzynarodowych federacji sportowych, to wstępnie wiadomo, że sportowcy mają rywalizować w ponad 20 dyscyplinach. To już kolejne duże wydarzenie sportowe organizowane w naszym kraju. Ranga imprezy będzie ogromna – w wielu ze wstępnie przyjętych dyscyplin zawodnicy powalczą nie tylko o medale III Igrzysk Europejskich, ale także o kwalifikacje do igrzysk olimpijskich w Paryżu w 2024 roku oraz o medale mistrzostw Starego Kontynentu.

– Impreza będzie miała olbrzymie znaczenie i dla sportowców, i dla kibiców, i dla regionu. Będziemy starali się oczywiście korzystać z infrastruktury sportowej, która już jest, ale na pewno miasto i region zyskają kolejne sportowe inwestycje – zapowiada minister sportu. – Formuła III Igrzysk Europejskich jest przyjazna, ponieważ to my będziemy decydować o dyscyplinach sportu, które mogą się na nich znaleźć, więc sama organizacja nie powinna nas bardzo wiele kosztować.

Władze Krakowa już wcześniej podkreślały, że III Igrzyska Europejskie zorganizują tylko wówczas, gdy to rząd, a nie miasto, sfinansuje potrzebne inwestycje. Wiadomo, że w całości z budżetu państwa zostanie sfinansowana przebudowa stadionu Wisły – to koszt kilkudziesięciu milionów złotych. Rząd ma też opłacić budowę pływalni z torem o wymiarach olimpijskich, tor do kajakarstwa płaskiego oraz nową strzelnicę.

– Oprócz samej organizacji, czyli zapłacenia za pobyt sportowców, są jeszcze koszty związane z infrastrukturą – mówi Danuta Dmowska-Andrzejuk. – Warto jednak pamiętać, że ona zostanie, a miasto i cały region zyskają obiekty, które będą potem służyły społeczeństwu.

Ponadto Kraków ma dostać środki na zakup nowych wagonów tramwajowych, zostanie też prawdopodobnie przeprowadzona rozbudowa węzła Opatkowice, która ułatwi i przyspieszy dojazd do Zakopanego.

Ewentualny sukces organizacji III Igrzysk Europejskich oraz przygotowana infrastruktura mogą Polsce ułatwić drogę do organizacji większych wydarzeń, np. igrzysk olimpijskich.

– Każdy kraj chciałby mieć igrzyska olimpijskie, ja cieszę się, że zaczniemy chociażby od igrzysk europejskich – mówi minister sportu.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/polska-organizuje-coraz,p110238949

Tylko 9 proc. plastiku jest ponownie wykorzystywane. Problem nadmiaru jego produkcji mogą rozwiązać bioodpowiedniki

Zaledwie 3 proc. wyprodukowanego na świecie plastiku jest w użyciu. Tylko 9 proc. uczestniczy w zamkniętym obiegu. Tymczasem większość niekompostowalnych tworzyw mogłaby być zastąpiona biodegradowalnymi odpowiednikami. Ogromnym problemem pozostaje też transgraniczne przerzucanie odpadów, których największe ilości trafiają do krajów rozwijających się. ONZ podejmuje inicjatywy mające na celu wprowadzenie regulacji dotyczących produkcji polimerów syntetycznych.

– Gospodarka w obiegu zamkniętym wymaga wdrożenia. Ona nie jest tak dobrym mechanizmem, jakbyśmy sobie tego życzyli. Od 1950 roku wyprodukowaliśmy jako ludzkość 8 mld ton plastiku. To ponad tona na człowieka. Produkujemy go cały czas, kolejne setki tysięcy ton. Nie jesteśmy w stanie z tą konkretną frakcją odpadów sobie poradzić – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Kamil Wyszkowski, prezes UN Global Compact w Polsce.

Z raportu Deloitte „Plastik  w obiegu zamkniętym” wynika, że w Polsce od 30 do nawet 50 proc. tworzyw sztucznych jest po wyrzuceniu składowanych. Z tego samego opracowania dowiadujemy się, że roczne zapotrzebowanie na nie wynosi w naszym kraju 3,5 mln ton. Jedna trzecia z tej liczby jest generowana przez branżę opakowań. Globalnie skala problemu z odpadami z tworzyw sztucznych jest widoczna jeszcze bardziej.

– W użyciu jest zaledwie 3 proc. wyprodukowanego plastiku, 9 proc. zostało przetworzone, czyli mówimy tu o gospodarce w obiegu zamkniętym. Reszta jest gdzieś składowana, legalnie, półlegalnie albo nielegalnie. I to jest dramat, o którym trzeba i należy rozmawiać – podkreśla Kamil Wyszkowski.

W minionym roku w Genewie podczas konferencji ONZ około 180 krajów podpisało porozumienie w sprawie regulacji dotyczących eksportu plastikowych odpadów. Pakt ma umożliwić krajom rozwijającym się przyjmowanie odpadów z importu z krajów takich jak USA czy Kanada. Teraz, w ramach inicjatywy „Stop Plastik” ONZ podejmuje działania mające na celu wprowadzenie regulacji, dzięki którym produkcja polimerów syntetycznych będzie zakazana.

– Można je zastąpić chociażby biopolimerami, które się kompostują. Druga sekcja to zamienniki dla plastiku. Talerzyki plastikowe można zastąpić wypiekanymi otrębami pszennymi. Działają tak samo, mają tę samą funkcję, można nawet takie talerzyki zjeść, a na pewno kompostować. Mamy też rozwiązania takie jak kompostowalna folia rolnicza. Może zastąpić folię rolniczą, która jest największą frakcją odpadów w rolnictwie – wymienia prezes UN Global Compact w Polsce.

Jak zauważa, wokół pojęcia gospodarki o obiegu zamkniętym narosło wiele mitów. UN Global Compact wraz z Bankiem ING przygotowało raport „Osiem mitów o gospodarce obiegu zamkniętego”. Eksperci zajęli się w nim takimi problemami jak m.in. przekonanie o tym, że gospodarka o obiegu zamkniętym jest jedynie modą, nie jest przedsięwzięciem opłacalnym czy wiąże się z postulatem bezwzględnej eliminacji plastiku. Jednym z poważniejszych problemów, na jaki zwraca uwagę raport, jest transgraniczne przerzucanie odpadów.

– Nawet kraj, który świetnie sobie radzi z odpadami, czyli Niemcy, przywozi do Polski co roku 250 tys. ton plastiku. A u nas niekiedy on jest właściwie składowany, a niekiedy płonie w legalny bądź półlegalny sposób na składowiskach odpadów – wskazuje ekspert.

16 września w Sosnowcu doszło do pożaru składowiska odpadów, na którym był składowany plastik, ale również substancje niebezpieczne. W kwietniu do ogromnego pożaru, tym razem na nielegalnym składowisku odpadów niebezpiecznych, doszło w podkieleckich Nowinach. Zdarzenie spowodowało wszczęcie alarmu chemicznego w trzech gminach, z których jedną była niemal 200-tysięczna stolica województwa świętokrzyskiego.

– Z tego rodzaju praktyką trzeba walczyć. Globalny handel plastikiem to nie jest gospodarka w obiegu zamkniętym, tylko jej wynaturzenie. Dlatego czasami mówimy, że ten model po prostu nie działa, on jest świetny co do założeń, natomiast musielibyśmy sobie poradzić z czynnikiem, który się nazywa ludzką chciwością – podkreśla Kamil Wyszkowski.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/tylko-9-proc-plastiku,p628633816

Cyfrowe prawo jazdy już od 5 grudnia. Nowe przepisy to także szereg innych ułatwień dla kierowców

Kierowcy nie będą już musieli mieć przy sobie prawa jazdy. Od 5 grudnia wejdzie w życie kolejny etap deregulacji. Brak dokumentu prawa jazdy w trakcie kontroli nie będzie już wykroczeniem. Prawo do kierowania pojazdem policjant lub inspektor transportu drogowego potwierdzi w centralnej ewidencji kierowców. Wcześniej został zniesiony już obowiązek wożenia przy sobie dowodu rejestracyjnego i polisy OC. Wszystkie dokumenty będzie można przechowywać elektronicznie w aplikacji mObywatel.

– Od 5 grudnia nie będziemy musieli mieć przy sobie prawa jazdy, tak jak nie ma już konieczności posiadania przy sobie dowodu rejestracyjnego czy polisy ubezpieczenia OC – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Marek Zagórski, minister cyfryzacji.

Dotychczas za jazdę bez dokumentu potwierdzającego prawo do prowadzenia pojazdu groził mandat w wysokości 50 zł. Zniesienie tego obowiązku to kolejny etap pakietu deregulacyjnego. Brak obowiązku posiadania przy sobie dowodu rejestracyjnego i dokumentu poświadczającego zawarcie umowy o ubezpieczenie OC obowiązuje od 1 października 2018 roku. Dane i uprawnienia kierowcy będą sprawdzane w centralnej ewidencji kierowców.

– Dodatkowo, tak jak w tych pozostałych, dotychczasowych przypadkach, będzie można mieć prawo jazdy w smartfonie, w aplikacji mObywatel. Oprócz odzwierciedlenia tradycyjnego prawa jazdy będzie tam jeszcze łatwa i szybka informacja o punktach karnych – mówi minister cyfryzacji.

Jak podkreśla, wgranie dokumentu prawa jazdy do smartfona nie będzie trudne, wystarczy pobrać i zalogować się do aplikacji mobilnej.

– Wystarczy, że ściągniemy aplikację mObywatel i tam już nasze prawo jazdy będzie. Niektóre osoby, które uczestniczyły w testach, posiadają już cyfrowe prawo jazdy – wyjaśnia Marek Zagórski. – Od 5 grudnia będzie ono dostępne dla wszystkich, którzy pobiorą aplikację mObywatel.

Nowelizacja prawa o ruchu drogowym, która umożliwia digitalizację prawa jazdy, wprowadza ponadto szereg innych ułatwień dla kierowców, które będą wchodzić w życie w różnych terminach. Kierowcy nie będą mieli obowiązku wymiany dowodu rejestracyjnego po zapełnieniu wszystkich rubryk z terminami badań technicznych. Nie będzie trzeba również wydawać karty pojazdu oraz nalepki kontrolnej i jej wtórnika. Nabywca auta używanego będzie też mógł zachować jego dotychczasowy numer rejestracyjny bez względu na powiat. Kolejna zmiana to możliwość odzyskania na stacji kontroli pojazdów dowodu rejestracyjnego zatrzymanego elektronicznie przez Policję lub Inspekcję Transportu Drogowego. Dotychczas w tej sprawie należało się zwrócić do odpowiedniego urzędu.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/cyfrowe-prawo-jazdy-juz,p1942443805

Rząd zmienia ustawę o cyberbezpieczeństwie. Zdaniem ekspertów może to negatywnie wpłynąć na wdrażanie w Polsce sieci 5G

Projekt zmian w ustawie o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa wprowadza duże zmiany w sektorze telekomunikacyjnym i będzie mieć istotny wpływ na wdrażanie w Polsce sieci 5G. Zawarte w nich przepisy budzą wątpliwości rynkowych graczy, którzy wskazują na luki i niezgodność z innymi aktami prawnymi. Kontrowersyjny jest także tryb procedowania projektu. Trafił on do publicznych konsultacji 8 września, a na przesyłanie opinii resort cyfryzacji dał stowarzyszeniom branżowym, przedsiębiorcom i instytutom naukowym tylko 14 dni. Termin ekspresowych konsultacji upływa na początku przyszłego tygodnia. Eksperci zauważają, że termin powinien być przynajmniej dwukrotnie dłuższy.

Projekt ustawy o KSC wprowadza cenzurę internetu, przyznając rządowemu pełnomocnikowi ds. cyberbezpieczeństwa możliwość wydawania  bezpośrednich nakazów zabezpieczających. W drodze tego nakazu będzie można odciąć konkretne zasoby, IP albo konkretne serwery od polskiego internetu. Oczywiście intencją jest zapewnienie nam bezpieczeństwa. Jednak kryteria, które są zawarte w tym projekcie ustawy, są poza jakąkolwiek kontrolą sądową i tak szerokie, że właściwie mogą służyć do dowolnego celu – mówi agencji Newseria Biznes Mariusz Busiło, prawnik, specjalista ds. telekomunikacji i mediów, wspólnik w Kancelarii Bącal Busiło.

Ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa to pierwszy w Polsce akt prawny dotyczący tego obszaru, który obowiązuje od połowy 2018 roku. Ministerstwo Cyfryzacji szykuje właśnie nowelizację tej ustawy, która będzie mieć duży wpływ na wdrażanie w Polsce sieci 5G oraz wybór dostawców infrastruktury i oprogramowania dla nowego standardu telekomunikacyjnego.

Jak podkreśla ekspert, nowelizacja ustawy o KSC wprowadza koordynację sektora telekomunikacyjnego z sektorem cyberbezpieczeństwa.

– Oznacza to, że poddaje sektor telekomunikacyjny, który cały czas rządzi się swoimi prawami, pod regulacje sektora horyzontalnego, pod regulacje ustawy o cyberbezpieczeństwie – mówi Mariusz Busiło.

W ocenie prawnika ten kierunek jest słuszny, dobrym pomysłem jest także utworzenie CIRT-u telco (zespół, do którego są raportowane incydenty naruszenia bezpieczeństwa), co zostało zaproponowane w projekcie.

Jednak zupełnie niewłaściwe wydaje się przesuwanie całego tego systemu, który dziś działa dobrze. Przecież operatorzy telekomunikacyjni od lat zapewniają we właściwy sposób bezpieczeństwo sieci i usług telekomunikacyjnych. W ostatnich latach zostały wdrożone przepisy zgodne z dyrektywami unijnymi, a przez 25 lat istnienia sieci telekomunikacyjnych w Polsce nie zdarzył się właściwie żaden duży incydent. Co więcej, w projekcie prawa komunikacji elektronicznej są już przygotowane zapisy, które też są zgodne z Europejskim kodeksem łączności elektronicznej. Dlatego bardzo dziwne jest wprowadzanie równoległej regulacji, tylko w zupełnie innej ustawie – mówi wspólnik w Kancelarii Bącal Busiło.

Jak podkreśla, projekt nowelizacji ustawy o KSC wprowadza też niejasne kryteria oceny dostawców, którzy będą dostarczać oprogramowanie i infrastrukturę dla sieci 5G w Polsce.

Ten projekt wprowadza możliwość wykluczania z polskiego rynku dostawców przez organ, który nie do końca jest zgodny z Kodeksem postępowania administracyjnego, od którego decyzji nie ma odwołań i nie ma kontroli niezależnych sądów – podkreśla Mariusz Busiło.

Oceny dostawców infrastruktury dla sieci 5G w Polsce ma dokonywać Kolegium ds. Cyberbezpieczeństwa. Weźmie ono pod uwagę takie kryteria jak m.in. prawdopodobieństwo, że dostawca znajduje się pod wpływem państwa spoza UE bądź NATO oraz jakie obowiązuje w tym kraju prawo w zakresie ochrony danych osobowych, ochrony praw obywatelskich i praw człowieka.

– Branża telekomunikacyjna jest zaskoczona tym, że jakieś kolegium – czyli np. kilku ministrów, którzy wyjdą z rządu i założą inne szaty – będzie decydować w formie opinii o tym, jak mają być prowadzone inwestycje prywatne. Mocno szokuje fakt, że ktoś będzie decydować o tym według niejasnych kryteriów – mówi prawnik.

Resort uzasadnia, że zmiany wynikają z zaleceń europejskich. Nowelizacja ma bowiem wdrożyć standardy opublikowane w tzw. 5G Toolbox, czyli zestawie narzędzi przygotowanych przez Komisję Europejską i Agencję Unii Europejskiej ds. Cyberbezpieczeństwa (ENISA). Ten dokument, przyjęty na początku tego roku, ma wzmocnić poziom cyberbezpieczeństwa w Europie w kontekście budowy sieci 5G. Państwa UE zobowiązały się w nim do zaostrzenia wymogów bezpieczeństwa infrastruktury telekomunikacyjnej.

– Co ciekawe, w Polsce 5G Toolbox został już wdrożony w drodze rozporządzenia z art. 175d ustawy Prawo telekomunikacyjne. Negocjacje i rozmowy nad tym rozporządzeniem oraz konsultacje społeczne trwały w sumie sześć miesięcy. Projekt został przyjęty i czeka na wejście w życie – mówi Mariusz Busiło. – Jednocześnie pojawia się konkurencyjny projekt, ze znacznie dalej idącymi kompetencjami Kolegium ds. Cyberbezpieczeństwa, w dodatku nieprzejrzystymi, jeśli chodzi o procedury działania tego organu. Poprzednie regulacje właściwie idą do kosza, a na skonsultowanie nowego projektu jest raptem 14 dni. Czyli ta sama materia, która wcześniej była konsultowana przez sześć miesięcy i dzięki temu wypracowano kompromis z rynkiem i specjalistami od cyberbezpieczeństwa, poszła do kosza, a teraz w dwa tygodnie próbuje się zaproponować nowe rozwiązania.

Projekt zmian w ustawie o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa trafił do publicznych konsultacji 8 września. Termin ekspresowych konsultacji upływa na początku przyszłego tygodnia.

Przy tak szerokim projekcie, rodzącym tak daleko idące skutki społeczne, gospodarcze i polityczne, ten termin powinien wynosić co najmniej 30 dni. Skrócenie tego czasu jest całkowicie nieuzasadnione. O ile wiem, operatorzy telekomunikacyjni i izby gospodarcze będą wnioskowały o wydłużenie tego czasu, ale trudno prognozować, z jakim skutkiem – mówi wspólnik w Kancelarii Bącal Busiło. – Izby reprezentujące branżę telekomunikacyjną w tej chwili analizują ten projekt ustawy i jeszcze nie wypracowały stanowiska. Czternaście dni to zbyt krótko, a termin mija w przyszłym tygodniu.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/rzad-zmienia-ustawe-o,p1758676681