Nowa ustawa może wykluczyć chińskie firmy technologiczne z polskiego rynku. To zahamuje wymianę handlową i rozwój polskiego przemysłu

Projekt zmiany ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa, który jest w tej chwili na etapie konsultacji, może wykluczyć z polskiego rynku chińskie firmy technologiczne. – Jeżeli nowe przepisy wejdą w życie w obecnym kształcie, spotkałoby się to z pewnymi retorsjami ze strony Chin, co z kolei na pewno zaszkodziłoby polskiej gospodarce – mówi Jarosław Tworóg, wiceprezes Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji. Jak wskazuje, projektowane przepisy stoją też w sprzeczności z przepisami o wolnym handlu i prawem międzynarodowym. Dodatkowo tak poważne zmiany na rynku mogą wiązać się z opóźnieniem we wdrażaniu technologii 5G, co z kolei przełoży się na mniejszą konkurencyjność polskiego przemysłu.

– Projekt ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa wzbudza wiele emocji. Konsultacje wciąż trwają, ale ta ustawa jest bardzo kontrowersyjna i jest szereg różnych opinii na jej temat. Dla Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji ważne jest to, żeby wykonanie tej ustawy było merytoryczne, a trudno to oceniać na tym etapie. Jednak szereg jej zapisów musi budzić niepokój, szczególnie tych, które mają ewidentnie polityczny charakter – mówi agencji Newseria Biznes Jarosław Tworóg.

Ustawa o KSC to pierwszy w Polsce akt prawny dotyczący obszaru cyberbezpieczeństwa, który obowiązuje od połowy 2018 roku. Ministerstwo Cyfryzacji szykuje właśnie jej nowelizację, która będzie mieć duży wpływ na wdrażanie w Polsce sieci 5G oraz wybór dostawców infrastruktury i oprogramowania dla nowego standardu telekomunikacyjnego.

Projekt, którego publiczne konsultacje zostały wydłużone z wcześniej ustalonych 14 dni, wzbudził duże kontrowersje. Eksperci, przedsiębiorcy i stowarzyszenia branżowe wskazują, że wprowadza on niejasne kryteria wyboru dostawców, których oceny ma dokonywać Kolegium ds. Cyberbezpieczeństwa. Ocena ma uwzględniać trzy stopnie ryzyka, jakie wiąże się z danym dostawcą: wysokie, umiarkowane lub niskie. To pierwsze jest przewidziane dla firm, które zostaną uznane za poważne zagrożenie dla krajowego cyberbezpieczeństwa, co oznacza, że zostaną odcięte od kontraktów, a podmioty korzystające z ich usług bądź sprzętu będą musiały pozbyć się ich w ciągu pięciu lat. W procesie oceny dostawców kolegium weźmie pod uwagę takie kryteria jak m.in. prawdopodobieństwo, że dostawca znajduje się pod wpływem państwa spoza UE bądź NATO oraz jakie obowiązuje w tym kraju prawo w zakresie ochrony danych osobowych czy praw człowieka.

– W tej ustawie znalazł się zapis, który wiąże kwestie handlowe z przestrzeganiem praw człowieka. KIGEiT zasadniczo nie zajmuje się sprawami politycznymi, więc mogę tylko ograniczyć się do stwierdzenia, że do tej pory w historii, ilekroć pojawiały się tego typu sankcje, to nigdy nie prowadziły one do poprawy przestrzegania praw człowieka w kraju, którego dotyczyły – mówi wiceprezes Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji. – Jeżeli już wiążemy prawa człowieka z polityką gospodarczą i wymianą handlową, to najlepszym wymyślonym dotychczas sposobem na poprawę stanu przestrzegania praw człowieka jest zacieśnianie współpracy międzynarodowej we wszystkich dziedzinach. Natomiast osłabianie relacji gospodarczych i handlowych będzie służyć tylko rosnącej wrogości.

Jarosław Tworóg wskazuje też, że zapisy uzależniające wymianę handlową od przestrzegania praw człowieka w krajach, z których pochodzą dostawcy infrastruktury dla sieci 5G, stoją w sprzeczności z przepisami o wolnym handlu.

– Mamy zasadę równego traktowania podmiotów. Jeżeli jakikolwiek podmiot jest zarejestrowany w Unii Europejskiej, tu prowadzi działalność, sprzedaje określone towary i usługi, to nie może zostać wyeliminowany z tego rynku bez jasnego, dobrze udokumentowanego powodu. Dotyczy to również usługodawców i taka była dotychczas praktyka. Nie bardzo wiem, w jaki sposób chce się połączyć tę ustawę z dotychczasowymi dyrektywami i ich implementacją. Mogą też pojawić się kłopoty ze Światową Organizacją Handlu – mówi.

Zapisy dotyczące przestrzegania praw człowieka w nowelizacji ustawy o KSC wskazują na możliwość wykluczenia z polskiego rynku chińskich firm technologicznych, w tym koncernu Huawei, który jest obecnie jednym z trzech głównych dostawców infrastruktury 5G. Eksperci podkreślają, że to może odbić się na całej wymianie handlowej z Państwem Środka, której wartość w ubiegłym roku sięgnęła 136,5 mld zł.

– Chiny są istotnym partnerem i należy się spodziewać, że jeżeli nowe przepisy wejdą w życie w obecnym kształcie, a mam nadzieję, że tak nie będzie, to spotkałoby się to z pewnymi retorsjami ze strony tego partnera. To z kolei na pewno zaszkodziłoby polskiej gospodarce. Konsekwencje gospodarcze wprowadzenia tej ustawy w życie w ten sposób, czyli eliminując z rynku część dostawców, będą dużo poważniejsze niż tylko wzrost kosztów funkcjonowania operatorów telekomunikacyjnych – wskazuje wiceprezes KIGEiT.

Ten wątek także jest podnoszony przez obserwatorów rynku. Rezygnacja ze stosowania urządzeń dostawców, którzy zostaliby wykluczeni z kontraktów, wiązałaby się z wielomilionowymi nakładami. Jednak to nie kondycja telekomów martwi ekspertów, lecz całego przemysłu. Tak poważne zmiany dla rynku mogą bowiem pociągnąć za sobą opóźnienie w rozwijaniu sieci 5G.

– Gospodarka w części, w której świadczy usługi i realizuje produkcję, będzie się przestawiać na coś, co się dzisiaj nazywa przemysłowym internetem rzeczy. To spowoduje tak głęboką restrukturyzację funkcjonowania zakładów przemysłowych, że prawdopodobnie w ciągu najbliższych dwóch lat 90 proc. zakładów przestanie funkcjonować, bo nie będą zdolne przejść na nowe technologie. Z całą pewnością opóźnienie dostępności technologii 5G w warstwie przemysłowej, a do tego te zmiany prowadzą nieuchronnie, spowoduje spowolnienie technologiczne rozwoju przemysłu we wszystkich warstwach. W związku z tym spadnie konkurencyjność naszej gospodarki i obniży się tempo wzrostu PKB – prognozuje Jarosław Tworóg.

Ocenia, że dużą zaletą tej ustawy jest sam fakt, że wzbudziła medialny szum, dzięki czemu temat cyberbezpieczeństwa przedarł się do publicznej świadomości. Jednak przepisy kładą zbyt duży nacisk na regulowanie rynku telekomunikacyjnego, który jest mocnym ogniwem systemu cyberbezpieczeństwa, a zbyt słaby na użytkowników końcowych.

– Najwięcej kłopotów z cyberbezpieczeństwem mamy nie na poziomie operatorów telekomunikacyjnych, tylko na poziomie użytkowników końcowych. To u nich najłatwiej jest złamać bariery bezpieczeństwa, to oni mają najmniejsze kompetencje dotyczące ochrony. Ustawa nie chroni i nie interesuje się specjalnie sprzętem użytkownika końcowego. Zajmuje się przede wszystkim bezpieczeństwem w zakresie operatorów telekomunikacyjnych, którzy są akurat najpewniejszym elementem tego całego złożonego systemu cyberbezpieczeństwa – podkreśla wiceprezes KIGEiT.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/nowa-ustawa-moze,p1495930216

Branża leasingowa liczy na odbicie w inwestycjach firm. Pomóc w tym może nowa ulga na robotyzację

Cały rynek leasingowy ma zanotować w tym roku spadek wyników zamiast oczekiwanego przed pandemią rekordowego poziomu. To efekt lockdownu i chwilowo zmniejszonych inwestycji firm, mimo że niektóre segmenty, jak maszyny rolnicze i urządzenia medyczne, wciąż notują wzrosty. W najbliższych miesiącach negatywnie na rynek oddziaływać będzie koniec wakacji leasingowych, ale pozytywnym impulsem powinno być wejście w życie ulgi na robotyzację od 1 stycznia 2021 roku. Branża liczy, że korzyści podatkowe zachęcą firmy do inwestowania.

– Ulga na robotyzację rozważana jest już od wielu miesięcy. Prawdopodobnie od 1 stycznia 2021 roku wejdzie ona w życie. Dla nas ważne jest to, że ulgę tę można powiązać z finansowaniem urządzenia bądź maszyny poprzez leasing – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Warmuła, dyrektor Departamentu Technologii Idea Getin Leasing. – Polska należy do krajów, które mają najniższy wskaźnik robotyzacji w Unii Europejskiej. Taka ulga może spowodować, że klienci będą chętniej inwestować w tym obszarze. Robotyzacja to duży koszt dla przedsiębiorców i nie każdego na to stać, więc pokrycie 50 proc. kosztów może stać się dodatkowym impulsem inwestycyjnym, aczkolwiek nie nazywałbym tego jeszcze motorem inwestycyjnym.

Ministerstwo Rozwoju i Ministerstwo Finansów przygotowują ulgę na robotyzację, której efektami mają być: więcej robotów w produkcji przemysłowej, zwiększenie wydajności produkcji i obniżenie jej kosztów, a także unowocześnienie polskiej gospodarki i poprawa jej międzynarodowej pozycji pod względem robotyzacji. Przedsiębiorcy będą mogli odliczyć 50 proc. kosztów poniesionych na inwestycje w robotyzację, niezależnie od wielkości i rodzaju branży. Odliczenie będzie także dotyczyć leasingu i szkoleń. Projekt ustawy jesienią trafi do Sejmu i powinien wejść w życie 1 stycznia 2021 roku.

Ulga na robotyzację także w przypadku leasingu może wspomóc branżę w trudnym czasie. Według prognoz Związku Polskiego Leasingu rynek leasingu w naszym kraju w całym 2020 roku spadnie o 19,3 proc., a to i tak wyraźnie mniej niż w środku poprzedniego globalnego kryzysu z 2009 roku (-30,2 proc.). W I półroczu 2020 roku firmy leasingowe udzieliły łącznego finansowania na poziomie 29,8 mld zł, czyli o 24 proc. mniej niż rok wcześniej. Po pięciu miesiącach tego roku wskaźnik r/r wynosił -25,6 proc.

– Pandemia miała istotny wpływ na finansowanie i sprzedaż maszyn i urządzeń, ale nie we wszystkich segmentach taki sam. Najszybciej zaobserwowaliśmy spadek inwestycji w obszarze maszyn i urządzeń produkcyjnych, spowodowany nie tylko niepewnością związaną z pandemią, ale także z pewnymi narzuconymi ograniczeniami – wyjaśnia Piotr Warmuła. – Trudniej było np. kupić maszynę za granicą, sprowadzić ją do Polski, uruchomić czy przeprowadzić szkolenie.

Największe inwestycje firma odnotowała na rynkach medycznym i rolnym, gdzie wzrosty wyniosły odpowiednio 43 proc. oraz 12 proc. Stało się tak głównie dzięki pozyskaniu nowych dostawców i klientów medycznych jeszcze w 2019 roku oraz częściowo wsparciu Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa dla rolników. Dzięki zwiększeniu zakupów online oraz automatyzacji procesu produkcyjnego wzrósł rynek opakowań, a zmiana polityki kredytowej i sprzedażowej zaowocowała sfinansowaniem wielu nowych projektów powiązanych z odnawialnymi źródłami energii.

– Na rynku rolnym po początkowym spowolnieniu związanym z suszą w marcu i w kwietniu już od drugiej połowy maja obserwowaliśmy wzrost liczby inwestycji i w czerwcu nasze wyniki były lepsze aż o 34 proc. w stosunku do czerwca 2019 roku. Podobny wynik zanotowaliśmy w lipcu, a w wakacyjnym sierpniu wzrost sięgnął 5 proc. – wskazuje ekspert z Idea Getin Leasing. – Od początku roku do końca sierpnia udało się nam ogółem osiągnąć wynik o 10,5 proc. wyższy niż w roku poprzednim.

Na całym rynku finansowanie maszyn i innych urządzeń, w tym IT, odnotowało w I połowie roku spadek o 7,7 proc., jednak w dalszej części roku to w tym segmencie oczekiwane są najwyższe wzrosty. Pierwsza połowa roku przyniosła wyraźne spadki finansowania w tych sektorach maszyn, na które istotny wpływ miały ograniczenia związane z pandemią.

– Mówimy tu m.in. o turystyce, gastronomii, piekarnictwie, ale także pralniach czy wyposażeniu warsztatów. Tutaj notowaliśmy ponad 20-proc. spadki. Także w bardzo ważnym dla nas obszarze maszyn obróbczych zanotowaliśmy kilkunastoprocentowy spadek – mówi Piotr Warmuła.

Przed lockdownem Związek Polskiego Leasingu przewidywał, że rynek leasingowy wzrośnie w tym roku o 6,3 proc. – do 82,7 mld zł, co byłoby rekordową kwotą, wyższą od osiągniętej w najlepszym dotychczas roku 2018. W kolejnym roku jednak nastąpił pierwszy od dekady spadek – o 5,8 proc. – do 77,8 mld zł. Najwięcej w przypadku samochodów osobowych, co było spowodowane zmianami w podatku dochodowym i przyspieszeniem przez przedsiębiorców decyzji o wzięciu leasingu pod koniec 2018 roku, ale też w transporcie ciężkim (przyczepy i naczepy oraz ciągniki siodłowe).

– Patrzymy optymistycznie na koniec roku z dwóch powodów: po pierwsze, duża część inwestycji, które były planowane na pierwszą połowę, zostały przesunięte na drugą połowę roku i są w tym momencie realizowane. Po drugie, wskaźnik PMI za dwa ostatnie miesiące obserwujemy powyżej 50 proc., co wskazuje na  optymizm w łańcuchu dostaw w procesie logistycznym czy produkcyjnym – mówi dyrektor Departamentu Technologii Idea Getin Leasing.

Czynnikiem negatywnym może być z kolei zakończenie wakacji leasingowych. Od początku kryzysu do końca czerwca 2020 roku polska branża leasingowa objęła nimi ponad 360 tys. umów zawartych przez ponad 160 tys. przedsiębiorców. Oznacza to, że dotyczyło to co piątej umowy leasingu funkcjonującej na polskim rynku.

– Większość firm leasingowych obecnych na polskim rynku na określony czas wdrożyła niższe czynsze leasingowe i w tym momencie wracamy już do wyższych kosztów miesięcznych, co może spowodować zatrzymanie inwestycji – zwraca uwagę Piotr Warmuła. – Z drugiej strony nie wiemy, jaki będzie dalszy rozwój pandemii. W ostatni weekend zanotowaliśmy najwyższy wskaźnik dzienny liczby zakażeń, a od tego będzie dużo zależało. Mimo wszystko patrzymy na końcówkę roku pozytywnie i wydaje nam się, że jako Idea Getin Leasing zrealizujemy wyższy wynik niż w zeszłym roku.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/branza-leasingowa-liczy,p187480966

Nowe badania potwierdzają: Arktyka się topi. Tempo zmian jest nadzwyczajne [DEPESZA]

Arktyka przechodzi w zupełnie nowy stan klimatyczny z powodu szybkiego ocieplenia. Wielkość lodu morskiego późnym latem, kiedy osiąga swoje coroczne minimum, weszła już w statystycznie inny klimat, a temperatura powietrza na powierzchni i liczba dni z padającym deszczem zamiast śniegu również zaczynają się zmieniać. – Tempo zmian jest nadzwyczajne – alarmuje Laura Landrum, naukowiec amerykańskiego Narodowego Centrum Badań Atmosfery.

Zgodnie z nowym kompleksowym badaniem warunków panujących w Arktyce szybko ocieplający się obszar wokół bieguna północnego zaczął przechodzić od stanu przeważnie zamarzniętego w zupełnie inny klimat. Choć warunki pogodowe na wyższych szerokościach geograficznych podlegają corocznym zmianom, nowe badanie przeprowadzone przez naukowców z Narodowego Centrum Badań Atmosferycznych (NCAR) wykazało, że Arktyka ociepliła się teraz tak bardzo, że jej zmienność z roku na rok wykracza poza granice wcześniejszych wahań.

– Tempo zmian jest nadzwyczajne – alarmuje Laura Landrum, naukowiec NCAR, główna autorka raportu. – Mamy do czynienia z okresem tak gwałtownych zmian, że obserwacje poprzednich wzorców pogodowych nie pokazują już, czego można się spodziewać w przyszłym roku. Arktyka już wkracza w zupełnie inny klimat niż jeszcze kilka dekad temu.

W nowym badaniu, opublikowanym w „Nature Climate Change”, Laura Landrum i Marika Holland odkryły, że lód morski Arktyki stopił się tak znacząco w ostatnich dziesięcioleciach, że nawet niezwykle zimny rok nie przyniesie takiej ilości letniego lodu morskiego, jaka istniała jeszcze w połowie XX wieku. Jesienne i zimowe temperatury powietrza będą również wystarczająco wysokie, aby w połowie tego stulecia wejść w statystycznie odrębny klimat. Z kolei sezonowa zmiana opadów spowoduje pojawienie się dodatkowych miesięcy, w których zamiast śniegu będzie padał deszcz.

Badaczki wykorzystały setki szczegółowych symulacji komputerowych, a także obserwacje warunków klimatycznych Arktyki. Ogromna ilość danych umożliwiła im statystyczne określenie granic klimatycznych „starej Arktyki” lub tego, jak duża zmienność może naturalnie występować z roku na rok a następnie określenie, kiedy ocieplenie spowodowane przez człowieka wprowadzi Arktykę w nowy klimat.

– Arktyka prawdopodobnie doświadczy ekstremalnych zjawisk w lodzie morskim, temperaturze i opadach, które są daleko inne niż to, czego doświadczyliśmy wcześniej – przekonuje Laura Landrum. – Musimy zmienić naszą definicję klimatu arktycznego.

Zmieniający się klimat ma ogromne konsekwencje dla ekosystemów, zarządzania zasobami wodnymi, planowania przeciwpowodziowego i infrastruktury. Jak alarmują naukowcy, w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat Arktyka może być zupełnie pozbawiona lodu.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/nowe-badania,p796631074

Dzięki sztucznej inteligencji powstanie cyfrowy katalog polskich dróg. Pomoże w naprawie nawierzchni i pobieraniu opłat

Rozwój prac nad technologiami mapowania przestrzeni dał impuls do eksperymentowania z rozwiązaniami z zakresu automatyzacji procesu skanowania dróg na potrzeby administrowania infrastrukturą komunikacyjną. Gospodarczy Instytut Analiz Przestrzennych nawiązał współpracę z estońskim start-upem EyeVi Technologies, który pozwoli zdigitalizować polskie drogi. Zdjęcia pozyskane za pośrednictwem nowego systemu administracyjnego posłużą m.in. do inwentaryzacji dróg czy wykrywania uszkodzeń nawierzchni.

– Kamera Estończyków potrafi szybko zebrać informacje ze zdjęć terenowych i automatycznie wskazać np. znaki, krawężniki, latarnie, osie ulic. Do tej pory gdy realizowaliśmy inwentaryzację dróg w Polsce, ten proces zajmował nam około dziesięciokrotnie dłużej. W tej chwili zrealizowaliśmy już pierwszą próbną realizację w gminie Lubawa w województwie warmińsko-mazurskim, i tam dane dostaliśmy od Estończyków po 3 dniach – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Sławomir Hermeling-Kowalczyk, prezes GIAP i członek zarządu Sputnik Software.

Z technologicznego punktu widzenia kamera od EyeVi Technologies przypomina system mapowania przestrzennego wykorzystywany w samochodach Google Street View, które przechwytują zdjęcia sferyczne z dróg całego świata. Na dachu samochodu montuje się system do rejestracji filmów dookolnych, które służą jako materiał analityczny dla systemu sztucznej inteligencji wyszkolonego metodą uczenia maszynowego w procesie analizy przestrzeni.

Nagrania rejestrowane przez kamery EyeVi Technologies mają taką rozdzielczość, która umożliwia inteligentnym algorytmom m.in. rozpoznawanie znaków, ubytków w nawierzchni drogi a nawet policzenie liczby płyt chodnikowych. Pozyskanie tak szczegółowych danych możliwe jest dzięki sprzężeniu pracy systemu optycznego z lidarem, czyli systemem laserowego pomiaru odległości, który pozwala ocenić sztucznej inteligencji odległość pojazdu kontrolnego od poszczególnych elementów infrastrukturalnych w pasie drogowym.

Połączenie danych optycznych oraz laserowych umożliwia odtworzenie skanowanej trasy w formie szczegółowego modelu trójwymiarowego, który może być następnie poddany dogłębnej analizie, aby wyodrębnić kluczowe dane inwentaryzacyjne.

– Liczymy na to, że ta współpraca się rozwinie też kapitałowo i nie tylko będziemy wykorzystywać technologię w naszej firmie, lecz także sprzedawać ją dalej. Jesteśmy firmą informatyczną, dla nas rozwój takiej technologii nie stanowi problemu. Dane estońskiego start-upu są doskonałym materiałem do rozpoznania stanu nawierzchni w mieście. Robiąc inwentaryzację raz w roku możemy sprawdzić, czy o określonej dacie istniało uszkodzenie – zaznacza Sławomir Hermeling-Kowalczyk.

Podobne rozwiązania można zastosować nie tylko do monitorowania pasa drogowego, lecz także jego najbliższego otoczenia. Na początku 2020 roku warszawski Zarząd Dróg Miejskich wdrożył do służby samochody z kamerami do e-kontroli stref płatnego parkowania. System skanuje tablice rejestracyjne samochodów i sprawdza, czy ich postój został opłacony. Jeśli nie – automatycznie wystawia mandaty. Dzięki tym samochodom ZDM był w stanie skontrolować w ciągu pierwszego dnia funkcjonowania systemu 4,5 tys. samochodów i wystawić 603 mandaty za nieprawidłowe parkowanie.

Zaawansowane systemy mapowania przestrzennego mogą posłużyć też np. do realizowania założeń ustawy krajobrazowej.

– Miasta takie jak Warszawa mają bardzo dużo dróg i nie jest możliwe, żeby ktoś fizycznie ich doglądał. Dzięki takiemu systemowi możemy to zrobić z każdego dowolnego miejsca poprzez przeglądarkę internetową. Te dane mogą być wykorzystywane do innych rzeczy. Rząd wprowadził ustawę krajobrazową, która umożliwiła miastom pobieranie opłat za reklamy. Bardzo mało miast z tego korzysta z uwagi na to, że nie są w stanie ich zinwentaryzować. Taka technologia umożliwi miastom pobieranie opłat – zapowiada Sławomir Hermeling-Kowalczyk.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/dzieki-sztucznej,p825310183

Quest Hunt to Escape Room zlokalizowany w Warszawie, który jest idealnym sposobem na kreatywne spędzanie wolnego czasu.

Quest Hunt to Escape Room zlokalizowany w Warszawie, który jest idealnym sposobem na kreatywne spędzanie wolnego czasu. Mogą go odwiedzać zarówno dzieci, jak i dorośli, ponieważ zróżnicowany poziom trudności pozwoli każdemu na udaną zabawę.

Zobacz ofertę naszej firmy https://questhunt.pl/

Obsługujemy także grupy zorganizowane, takie jak wycieczki szkolne do 20 osób. Gra polega na wydostaniu się z zamkniętego pomieszczenia. Jak to zrobić? Wystarczy razem ze swoją drużyną rozwiązać wszystkie czekające w pokoju zagadki. Bardzo ważna jest więc umiejętność pracy w zespole i spostrzegawczość.

To te dwie cechy pozwolą na zauważenie wszystkich wskazówek pozostawionych przez pracowników, które doprowadzą grupę do wyjścia. Na dotarcie do celu gracze mają 60 minut, w trakcie których będą musieli współpracować i wykazać się przeróżnymi umiejętnościami i wiedzą. Pokój zagadek to świetne miejsce także na organizację imprezy okolicznościowej, np. urodzin.

https://questhunt.pl/na-co-zwrocic-uwage-wybierajac-escape-room-dla-siebie/

Escape Room – zabawa, która pobudza kreatywne myślenie

Pokój zagadek Quest Hunt w Warszawie zachęca każdego do skorzystania ze swojej oferty. Uczestnicy zabawy mogą wybrać jeden z trzech pokoi. Scenariusz „Świat to za mało” wymaga od graczy wcielenia się w role agentów, których zadaniem jest powstrzymanie złego doktora YES. „Odyseja kosmiczna” zabierze uczestników w odległą podróż.

Aby bezpiecznie wrócić na Ziemię, należy uratować się przed nieszczęśliwym wypadkiem i naprawić statek. „W pogoni za białym królikiem”- to właśnie pogoń za rozwiązaniem zagadek, w którą należy się udać, aby wydostać się z magicznego świata. Każde pomieszczenie wyróżnia się innym poziomem trudności i aranżacją wnętrza.

Jeśli jednak zdecydujesz się na wizytę z dziećmi, pamiętaj, że osobom poniżej 12 roku życia musi towarzyszyć ktoś dorosły. Nasze usługi dedykowane są całym drużynom, dlatego, zanim zarezerwujesz termin, pamiętaj o znalezieniu sobie kompanów, ponieważ przygotowanych przez nas zagadek nie da się rozwiązać samodzielnie.

Escape Room to świetna zabawa dla całej rodziny. Jeśli poszukujesz oryginalnego, pobudzającego myślenie sposobu na wyeliminowanie nudy, zapoznaj się ze wszystkimi najważniejszymi informacjami dotyczącymi Quest Hunt, które znajdziesz w zakładce o nas:  https://questhunt.pl/


Co podarować Żonie na prezent?

Jak wybrać biżuterię na prezent dla ukochanej osoby? Wybór jest naprawdę szeroki, zarówno pod kątem materiałów wykonania, kolorów, kształtów, jak i rodzajów samej biżuterii. Wybierając takie dodatki, zawsze warto dowiedzieć się możliwie jak najwięcej o preferencjach osoby, której chce się zrobić prezent.

Biżuteria dla żony powinna być najwyższej jakości

Więcej na temat biżuterii ze stali chirurgicznej polecamy sklep https://shena.pl/jaka-bizuterie-podarowac-zonie/


Wybierając biżuterię, którą zamierzasz dać w prezencie drogiej osobie, nie powinieneś na niej oszczędzać. Takie podarunki zawsze powinny być wykonane z najwyższej jakości materiałów, w tym kruszców i kamieni szlachetnych. Biżuteria, która wykonana jest z tańszych materiałów, może znacznie szybciej się niszczyć, zmieniać kolor w kontakcie ze skórą, wywoływać przykre reakcje alergiczne, czy nawet się odkształcać.

Biżuteria dla żony powinna być wykonana ze szlachetnych materiałów również z powodów symbolicznych.

Wedle pewnych starych tradycji, prawdziwe kamienie szlachetne w biżuterii, którą wybiera się dla ukochanej osoby, mają oznaczać trwałość relacji. Znacznie lepiej jest podarować żonie skromny wisiorek z naturalnym kamieniem, niż bogato zdobioną kolię, która zrobiona będzie z tworzywa sztucznego.

Zobacz ofertę sklepu na https://shena.pl/cat/bransoletki-ze-stali-chirurgicznej/

Jaką biżuterię lubi nosić Twoja żona?


Biżuteria to bardzo szerokie pojęcie, do którego zalicza się między innymi kolczyki, pierścionki, bransoletki, czy wisiorki. Nie każda kobieta nosi jednak wszystkie te rodzaje biżuterii. Są panie, które uwielbiają ozdabiać swoje palce licznymi pierścionkami, tak samo jak są i takie, dla których pierścionki są jedynie niewygodnym dodatkiem, zamiast którego preferują wisiorek na krótkim łańcuszku.

Zanim wyselekcjonujesz prezent dla swojej kobiety, spróbuj zaobserwować, jakie dodatki lubi. Jeśli dla przykładu ma ona wiele srebrnych i złotych bransoletek, warto także sprawdzić, czy są one szerokie, bogato wysadzane kamieniami, czy może wąskie, eleganckie i skromne.
Styl biżuterii – elegancka prostota, a może błyszczące kamienie szlachetne?

Każda niewiasta ma swój styl i swoje preferencje.

Precjoza dla żony, którą będzie ona rzeczywiście nosić, powinna pasować do ubrań, które na siebie zakłada, czy innych kompletów biżuterii, które już posiada. Interesując się nad tym, jak określić styl kobiety, dobrze jest zaobserwować charakter jej ulubionych ubrań. Niektóre panie lubią na co dzień ubierać się w eleganckim, wręcz biurowym stylu, do którego pasuje szczególny rodzaj prostej, a zarazem zwracającej uwagę biżuterii. Są także kobiety, które na co dzień lubią nosić biżuterię bogato zdobioną kolorowymi kamieniami, wraz z zestawem ubrań w śmiałych barwach. Wówczas dobrym wyborem może być bransoletka z kolorowymi charmsami, zamiast prostego srebrnego łańcuszka.

Kruszce szlachetne i ich kolor – na co się zdecydować?


Biżuteria dla żony, poza stylem i modelem, powinna być odpowiednim do jej garderoby i gustu również pod kątem odcieni. Nie jest tajemnicą, że kobiety zwracają znacznie większą uwagę na kolory niż mężczyźni. Jeśli któraś z nich dla przykładu nie lubi koloru zielonego, raczej nie ucieszy się na widok pierścionka z kamieniem właśnie w takim odcieniu. Z drugiej strony wiedząc, w jakich kolorach lubi ubierać się Twoja żona, będziesz w stanie dobrać biżuterię, która swoją barwą doskonale wpisze się w jej styl.

Biżuteria wykonana ze szlachetnych kruszców występuje najczęściej w trzech odcieniach: złotym, srebrnym i różowym. W każdym z tych kolorów wykonuje się biżuterię ze złota. Warto jednak wiedzieć, że kobiety często preferują jeden z odcieni, uważając go za bardziej praktyczny, lub po prostu urokliwy. Spróbuj zadać sobie pytanie, jaki kolor ma większość biżuterii, którą posiada Twoja żona, a będziesz w stanie znaleźć dodatek, który z pewnością będzie nosić z dumą.

Komisja Europejska może zwiększyć cele redukcji emisji CO2 do 2030 roku. Będzie to wymagało zmian we wszystkich sektorach gospodarki

Niekorzystne zmiany klimatyczne postępują tak szybko, że cele, do których państwa zobowiązały się w porozumieniu paryskim z 2016 roku, już są niewystarczające. Komisja Europejska przedstawiła ocenę podwyższenia celu redukcji emisji CO2 do 2030 roku z 40 do nawet 55 proc. w stosunku do poziomu z 1990 roku. Autorzy dokumentu rekomendują zwiększenie celu do poziomu 55 proc. Do tego potrzebna będzie współpraca na każdym szczeblu: od konsumentów, przez biznes, po rządy i organizacje międzynarodowe. Zwłaszcza rola firm jest mocno podkreślana w zielonej transformacji. 

Żyjemy w świecie o 1°C cieplejszym w stosunku do epoki postindustrialnej. Ta sytuacja nie jest bezpieczna. Walczymy więc o zahamowanie tego wzrostu na poziomie 1,5°C i tutaj zdecydowanie potrzebne są wszystkie ręce na pokład – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Joanna Remiszewska-Michalak, fizyk atmosfery.

Według danych ONZ od 1990 roku emisja CO2 na świecie wzrosła o prawie 50 proc., a w latach 2000–2010 rosła szybciej niż w każdej z trzech poprzednich dekad. Obecnie średnia globalna temperatura jest o 1°C wyższa od poziomu przedindustrialnego – potwierdził IPCC (Międzyrządowy Zespół ds. Zmian Klimatu) w swoim ostatnim raporcie, nad którym pracowała blisko setka naukowców z 40 krajów. Dokument, który jest uznawany za najbardziej wiarygodną ocenę skutków zmian klimatu i stanowi podstawę dla międzynarodowej polityki klimatycznej, pokazuje, że jeżeli emisja gazów cieplarnianych nie zostanie szybko zahamowana, to dynamika wzrostu globalnej temperatury przekroczy bezpieczny próg 1,5°C już w 2040 roku, a na koniec obecnego stulecia wyniesie 4°C.

Przekraczając granicę 1,5°C ocieplenia w stosunku do epoki przedindustrialnej, będziemy żyć w jeszcze cieplejszym świecie, borykać się z niedoborami wody i obserwować – szczególnie w Europie, w basenie Morza Śródziemnego, ale również w Polsce – pustynnienie obszarów. Niedobory wody i żywności będą coraz bardziej dotkliwe, bo plony będą niższe. Zwiększy się ryzyko ekstremalnych zjawisk pogodowych. Deszcze będą coraz bardziej ulewne, z drugiej strony będziemy nękani falami upałów i suszy – mówi dr Joanna Remiszewska-Michalak.

Zmiany klimatyczne pociągają za sobą dotkliwe skutki społeczne i gospodarcze. Według IPCC, jeżeli globalne ocieplenie nie zostanie szybko zahamowane na poziomie 1,5°C, to konsekwencjami będą m.in. zalanie terenów zamieszkanych przez połowę ludności świata, ograniczony dostęp do żywności i wody pitnej, setki milionów zgonów spowodowanych zanieczyszczeniem powietrza i klęski żywiołowe – fale upałów, nawałnice, powodzie czy gwałtowne burze, które odczuje 2/3 Europejczyków. Żeby uniknąć tego scenariusza, do 2030 roku globalna emisja CO2 musi spaść o 45 proc., a do 2050 roku zostać całkowicie zahamowana.

Zatrzymanie ocieplenia klimatu jest możliwe, jeśli podejmiemy bardzo szybkie, bezprecedensowe działania. To, na co zgodzili się sygnatariusze porozumienia paryskiego, i co już i tak jest dla niektórych państw wielkim wysiłkiem, nie wystarcza, bo oznacza ocieplenie od 2,8 do 3,5°C. To jest naprawdę niebezpieczna granica. Ale jeśli podejmiemy działania zmierzające do wyzerowania emisji netto, to ciągle istnieje prawdopodobieństwo zatrzymania ocieplenia klimatu – podkreśla badaczka.

Aby wyhamować zmianę klimatu, potrzebna jest współpraca na każdym szczeblu: od konsumentów, przez biznes, po rządy i organizacje międzynarodowe. Firmy w Polsce mają duże pole do ograniczania emisji CO2, co potwierdza lipcowa analiza firmy konsultingowej Nobili Partners. Wynika z niej, że w ubiegłym roku 28 polskich spółek giełdowych i grup kapitałowych wyemitowało do atmosfery 28,2 mln ton gazów cieplarnianych. To w przeliczeniu średnio 106 mln ton na każdy 1 mln zł przychodów. Tnąc swoje emisje, biznes może dołożyć dużą cegiełkę do transformacji energetycznej.

Od 26 lat mamy szczyty klimatyczne ONZ, a biznes jest ich częścią. Został włączony do dyskusji w celu znalezienia rozwiązania – mówi Kamil Wyszkowski, przedstawiciel i prezes Rady UN Global Compact Network Poland. – Mamy zarówno biznes, który jest trucicielem, jak i taki, który odgrywa rolę zbawcy – przygotowuje rozwiązania technologiczne, które mogą sprawić, że nie zderzymy się boleśnie z negatywnymi skutkami kryzysu klimatycznego. I to jest rola biznesu.

Firmy mogą przyczyniać się do zahamowania zmian klimatu, nie tylko tnąc swoje emisje CO2 czy modyfikując produkcję, ale też m.in. edukując konsumentów czy wprowadzając na rynek innowacyjne rozwiązania bardziej przyjazne środowisku. Potrzebne im jednak wsparcie regulacyjne i finansowe po stronie rządów i instytucji międzynarodowych.

– Zależy nam, żeby poprzez porozumienia bankowe i międzyrządowe wypracować taką ilość kapitału na stole, która będzie motywować sektor prywatny do rozsądnej, ale ambitnej transformacji w kierunku technologii zero- i niskoemisyjnych oraz w kierunku produktów, które są chociażby biodegradowalne. Jednym z lepszych przykładów są chociażby biopolimery, czyli rolnicze folie kompostowalne – mówi prezes Rady UN Global Compact Network Poland.

Jak podkreśla, firmom zwyczajnie opłaca się w tej chwili ekologia i zrównoważony rozwój, choćby dlatego że są lepiej wyceniane przez rynek finansowy i mogą skorzystać z wielomiliardowych mechanizmów finansowych przewidzianych w Europejskim Zielonym Ładzie.

– Kolejna korzyść – konsumenci coraz bardziej doceniają, że dany produkt został wytworzony dzięki odnawialnym źródłom energii, z biodegradowalnych produktów. I kupują właśnie taki, a nie inny produkt – mówi Kamil Wyszkowski.

Myślę, że coraz większa świadomość klientów i ich wymagania, żeby firmy działały w sposób zrównoważony, odegra niebagatelną rolę. Działania na rzecz zrównoważonego rozwoju będą oceniane przez rynek i staną się elementem budowania przewagi konkurencyjnej. Nastąpi nowa era wymiaru konkurencji – przewiduje Jacek Siwiński, prezes VELUX Polska.

Globalny koncern jest w gronie tych firm, które dążą do zminimalizowania swojego wpływu na klimat. Do końca tej dekady firma będzie już całkowicie neutralna węglowo (nie będzie generować nowych emisji), pozyskując energię wyłącznie ze źródeł odnawialnych. W swojej zielonej strategii idzie jednak o krok dalej. W ciągu 20 lat chce zneutralizować całą swoją historyczną emisję CO2, wyprodukowaną od momentu rozpoczęcia działalności 80 lat temu. To łącznie 5,6 mln ton CO2, a firma przeznaczy na ten cel 135 mln euro.

W energetyce biznes może osiągnąć najwięcej, żeby przeciwdziałać kryzysowi klimatycznemu. To m.in. rozwój technologii wiatrowych – zarówno morskich, jak i lądowych. Bardzo ciekawe działania mają też miejsce w energetyce wodorowej, a tzw. zielony wodór jest w tej chwili w forpoczcie zmian. Chodzi głównie  o to, żeby odejść od wysokoemisyjnych technologii pozyskiwania energii elektrycznej – mówi Kamil Wyszkowski.

– Wszystkie firmy powinny zmierzać w tym kierunku. Przywództwo, którego wymaga od nas dzisiaj świat, nie polega na tym, aby myśleć tylko o sobie, ale aby wychodzić poza ramy własnego biznesu i tworzyć wartość dodaną – podkreśla Jacek Siwiński. – Główną rolę w tym procesie odegrają decyzje polityczne, które narzucą biznesowi pewien rytm dostosowywania się do wymogów Europejskiego Zielonego Ładu. Z pomocą przyjdą też środki przeznaczone na sprawiedliwą transformację.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/komisja-europejska-moze,p1977355660

Sztuczna inteligencja może zrewolucjonizować diagnostykę i leczenie raka. Polska onkologia staje się coraz bardziej innowacyjna

Każdego roku nowotwór jest diagnozowany u ponad 160 tys. Polaków, z których około 100 tys. umiera. Prognozy wskazują, że w ciągu 10 lat liczba pacjentów onkologicznych wzrośnie o 1/3. Światowa onkologia poczyniła w ostatnich latach ogromne postępy – zarówno w obszarze innowacyjnych terapii, jak i nowych technologii, które wspierają diagnostykę i leczenie. Dzięki temu zwiększył się wskaźnik przeżywalności pacjentów chorych na raka. Postęp miał miejsce także w polskiej onkologii, choć – jak wskazują autorzy raportu „Innowacyjna onkologia. Potrzeby. Możliwości. System” – wciąż pozostało wiele do zrobienia, a największe nadzieje są związane m.in. z wykorzystaniem danych i sztucznej inteligencji. Mają one potencjał, by zrewolucjonizować diagnostykę i leczenie.

– Zachorowalność na nowotwory złośliwe na świecie stale rośnie. Liczby podawane przez Światową Organizację Zdrowia nie napawają optymizmem. W tej chwili jest około 14 mln zachorowań rocznie, a za 10 lat ta liczba przekroczy 20 mln. Podobnie rośnie też zachorowalność na nowotwory w Polsce. Obecnie to ok. 170 tys. przypadków rocznie, a za dekadę ta liczba zdecydowanie przekroczy 200 tys. To bardzo duża liczba chorych, olbrzymie wyzwanie organizacyjne i systemowe – mówi agencji Newseria Biznes dr hab. n. med. Adam Maciejczyk, prezes zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Onkologicznego.

Nowotwory złośliwe są w Polsce drugą najczęstszą przyczyną zgonów. Liczba pacjentów ze zdiagnozowanym rakiem stale wzrasta (od 1999 roku o 46 proc., dane NIK), co jest zarówno efektem starzenia się społeczeństwa, jak i czynników związanych z niezdrowym stylem życia. Według danych przytaczanych przez Ministerstwo Zdrowia każdego roku nowotwór jest diagnozowany u ponad 160 tys. Polaków, z których około 100 tys. umiera. Prognozy wskazują, że w ciągu najbliższych pięciu lat liczba pacjentów onkologicznych może wzrosnąć o 15 proc., a w perspektywie 10 lat – już o 28 proc.

W ciągu ostatnich dekad medycyna onkologiczna poczyniła ogromne postępy – zarówno w obszarze nowych technologii, które wspierają diagnostykę i leczenie, jak i innowacyjnych terapii. Przykładem jest choćby szpiczak mnogi – rzadki, złośliwy nowotwór krwi, w którego leczeniu zarejestrowano w ostatnich latach sześć nowych cząsteczek, dzięki czemu powoli staje się on chorobą przewlekłą.

– Polska onkologia jest w pewnym sensie innowacyjna. Taka jest realizowana w dużych centrach i instytutach onkologii, jednostkach wyspecjalizowanych w zakresie opieki onkologicznej. Innowacyjna onkologia to nie tylko dostęp do nowoczesnych terapii, ale również dostęp do nowoczesnej, szybkiej diagnostyki, do koordynacji opieki onkologicznej. Taki dostęp jest, ale niestety nierówny. Bardziej zależy on od kodu zamieszkania niż od kodu genetycznego pacjenta – mówi dr hab. Adam Maciejczyk.

Dzięki innowacjom zwiększył się wskaźnik przeżywalności pacjentów chorych na raka. Postęp miał miejsce także w Polsce, choć – jak wskazała NIK („Dostępność i efekty leczenia nowotworów”) – skuteczność leczenia onkologicznego wciąż pozostaje gorsza niż w większości pozostałych krajów UE.

– W leczeniu pacjentów onkologicznych Polska wprowadziła w ostatnich latach szereg rozwiązań, a pierwszym z nich był pakiet onkologiczny, w którym zdefiniowano maksymalne czasy oczekiwania na diagnostykę onkologiczną i rozpoczęcie leczenia. Dzięki temu pacjenci mogli być diagnozowani i leczeni szybciej, co istotnie przekłada się na prawdopodobieństwo przeżycia. Kolejnym krokiem było wprowadzenie pilotażu sieci onkologicznej, w ramach którego wybrane placówki na terenie kraju ćwiczyły koordynację pomiędzy szpitalami regionalnymi, powiatowymi a szpitalem koordynującym, by wymieniać doświadczenia i informacje na temat pacjenta – dodaje dr hab. n. ekon. Barbara Więckowska, profesor Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Jak podkreśla, jednym z kamieni milowych było przyjęcie w ubiegłym roku Narodowej Strategii Onkologicznej. To program na lata 2020–2030 wprowadzający kompleksowe zmiany w polskiej onkologii, m.in. zmianę modelu opieki nad pacjentami oraz wielomilionowe inwestycje w sprzęt medyczny, kształcenie lekarzy oraz innowacje i badania kliniczne. Dokument zakłada m.in., że w ciągu 10 lat Polska niemal zrówna się z rozwiniętymi krajami UE w refundacji innowacyjnych terapii. Główne cele NSO to wzrost liczby pięcioletnich przeżyć wśród pacjentów z rakiem, poprawa jakości ich życia i zmniejszenie zapadalności na choroby nowotworowe.

– Nadal jednak brakuje kilku istotnych rozwiązań, aby system był innowacyjny. Jednym z nich jest dostarczanie pacjentowi informacji w celu umożliwienia mu wyboru najlepszej placówki pod kątem diagnostyki i leczenia. Chociaż zbieramy cały szereg danych i wskaźników, to pacjenci mają do nich utrudniony dostęp albo są one dla nich niezrozumiałe. Stąd bardzo ważne jest, aby wypracować jakiś wskaźnik, który w obiektywny sposób zaświadczy o jakości danej placówki – mówi dr hab. Barbara Więckowska. – Drugim rozwiązaniem jest wzmocnienie systemów IT, które są niezbędne do dobrej diagnostyki onkologicznej i przekazywania informacji pomiędzy placówkami onkologicznymi. 

Jednym z głównych wyzwań polskiej onkologii wciąż pozostaje też finansowanie. W refundacji nowych terapii Polska musi nadganiać kraje bardziej rozwinięte, a z drugiej strony potrzebne są nakłady na innowacje, projekty grantowe czy inwestycje w sprzęt. W Polsce na leczenie onkologiczne przeznacza się ze środków publicznych ok. 8,88 mld zł (dane za 2018 rok), z czego prawie 5 mld zł na pakiet onkologiczny. Te liczby nie uwzględniają jednak pośrednich kosztów leczenia chorób nowotworowych (np. koszty mniejszego zatrudnienia, utraconych dochodów pracowników i niższe PKB), które sięgają nawet 20–50 mld zł – podkreślają autorzy raportu „Innowacyjna onkologia. Potrzeby. Możliwości. System”, który ukaże się jesienią. Raport kompleksowo pokazuje sytuację polskiej onkologii i omawia największe zmiany, jakie zaszły w niej w ostatnich latach, w tym innowacyjne terapie i nowe technologie.

– Cyfrowe innowacje są przełomem. Pokazują, w jaki sposób otoczyć pacjenta możliwie najlepszą opieką i jak wśród miliardów danych znaleźć te najwłaściwsze i logicznie je powiązać. Temu służą m.in. sztuczna inteligencja i algorytmy zaszyte w cyfrowych systemach – mówi Michał Kępowicz, dyrektor ds. relacji strategicznych w Philips Healthcare.

W Polsce 77 proc. pracowników służby zdrowia już w tej chwili korzysta z co najmniej jednego cyfrowego rozwiązania – wynika z raportu „Future Health Index 2019” przygotowanego na zlecenie Philips. Podobny odsetek (70 proc.) wśród personelu medycznego ma zaufanie do wykorzystywania sztucznej inteligencji (artificial intelligence – AI) w procesie monitorowania pacjentów. To dobra baza dla wdrażania kolejnych innowacji.

Wykorzystanie AI stwarza szansę na poprawę diagnostyki i leczenia, usprawnienie pracy lekarzy, skracając czas potrzebny na konsultacje i usprawniając zarządzanie dokumentacją. Może też obniżyć koszty funkcjonowania całego systemu. Potencjał AI w onkologii pokazuje choćby przykład programu Google DeepMind, który partneruje lekarzom z kliniki radioterapii University College London Hospital w doborze optymalnego leczenia pacjentów z ciężką postacią raka szyi.

– Mamy coraz więcej przykładów, że zaawansowane algorytmy i sztuczna inteligencja mają bardzo konkretne przełożenie na leczenie pacjentów onkologicznych. Ponad 60 proc. medyków mówi, że AI świetnie się przydaje do zarządzania ruchem pacjentów i chorobą nowotworową. Również ok. 60 proc. twierdzi, że ma ona bardzo duże znaczenie w kwestiach klinicznych, do oceny i identyfikacji specyfiki nowotworu, a ok. 50 proc. uznaje ją za pomocną przy planowaniu terapii. AI ma także ogromne znaczenie w medycynie personalizowanej, która precyzyjnie trafia do konkretnego pacjenta – wymienia Michał Kępowicz.

Motorami napędowymi algorytmów sztucznej inteligencji są dostęp, wymiana i analiza zasobów danych. Jak wynika z danych zebranych na zlecenie Philipsa, w Polsce ponad połowa lekarzy, którzy mają dostęp do historii pacjenta dzięki cyfrowym danym medycznym, wskazuje na ich pozytywny wpływ na jakość opieki nad pacjentem (62 proc.) i wyniki leczenia (56 proc.). Jednak tylko 1 na 10 udostępnia dane dotyczące pacjentów innym lekarzom w formie elektronicznej.

Z kolei według „DESI Report 2019” wymianę danych medycznych prowadzi tylko 16 proc. lekarzy ogólnych. Z drugiej strony aż 82 proc. społeczeństwa w Polsce chce mieć stały dostęp do swoich wyników i historii medycznej (FHI 2019).

– Musimy zbierać i analizować te dane. Tylko w ten sposób będziemy w stanie poprawić efektywność leczenia i monitorować to, co robimy. Ważny jest benchmarking, czyli porównanie jednostek, dostępu do świadczeń i monitorowanie koordynacji opieki tak, aby diagnostyka onkologiczna nie trwała za długo. Trzeba to zrobić tak, żeby leczenie było kompleksowe, a pacjent miał dostęp do wszystkich metod i mógł wybrać tę optymalną. Dużą nadzieję w tym zakresie daje nam koncepcja finansowania opieki onkologicznej oparta na wartości, czyli efekcie uzyskanym w zakresie leczenia onkologicznego – mówi dr hab. Adam Maciejczyk.

Ubiegłoroczna analiza Polskiego Instytutu Ekonomicznego pokazuje, że wykorzystanie danych – nie tylko w onkologii, ale ochronie zdrowia ogółem – pozwoli zmniejszyć jej koszty i zracjonalizować wydatki. Analiza danych wskaże także obszary, w których można wprowadzić oszczędności, i będzie pomocna m.in. przy ustalaniu cen świadczeń medycznych i rehabilitacyjnych. Umożliwi również ocenę skuteczności i jakości leczenia.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/sztuczna-inteligencja,p16884311

Wdrażanie Przemysłu 4.0 wyzwaniem w zakresie bezpieczeństwa kraju. Kluczowe odpowiednie zabezpieczenie infrastruktury krytycznej

Wraz ze wzrostem znaczenia rozwiązań z sektora Przemysłu 4.0 wzrasta zapotrzebowanie na zaawansowane systemy bezpieczeństwa, które pozwolą błyskawicznie wykryć zagrożenia ze strony cyberprzestępczości. Szczególną ochroną powinny zostać objęte przedsiębiorstwa wchodzące w skład infrastruktury krytycznej, często korzystającej z rozwiązań sprzed ery powszechnego internetu. W zapewnieniu bezpieczeństwa sieciom tego typu pomoże sztuczna inteligencja.

– Naszym zadaniem jest chronienie sieci przemysłowych, a co za tym idzie, dbanie o bezpieczeństwo kraju. Sieci przemysłowe są strategiczne z punktu widzenia kraju, mówi o tym ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa, która jest pokłosiem dyrektywy NIS ogłoszonej przez Unię Europejską. Każdy kraj ma obowiązek monitorować sieci przemysłowe i wdrażać w nim rozwiązania, które umożliwiają monitorowanie incydentów, a następnie wszystkie incydenty bezpieczeństwa zgłaszać do narodowych CERT-ów – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Robert Juszczyk, prezes ICsec.

Zabezpieczenie infrastruktury krytycznej jest szczególnie istotne, gdyż wiele zakładów przemysłowych czy energetycznych powstało w czasach, w których internet jeszcze nie istniał bądź dostęp do niego był mocno ograniczony. W związku z tym część systemów funkcjonujących w takich przedsiębiorstwach nie była projektowana z myślą o odpieraniu ataków o charakterze cyberprzestępczym i należy wdrożyć do nich dodatkowe narzędzia bezpieczeństwa.

Analitycy Security Industry Association wyznaczyli megatrendy, które będą kształtowały kierunki rozwoju rozwiązań z zakresu bezpieczeństwa m.in. dla sektora rządowego czy przedsiębiorstw. Na pierwszym miejscu wskazano narzędzia cyberbezpieczeństwa, na drugim zaś – sztuczną inteligencję, która zautomatyzuje wiele procesów wykonywanych dotychczas przez wykwalifikowaną kadrę.

Narzędzia tego typu mogą okazać się przydatne w realizacji unijnej dyrektywy Network and Information Systems Directive (NIS) zakładającej wzmożenie ochrony infrastruktury krytycznej, która w Polsce będzie realizowana za pośrednictwem ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa.

– Pandemia wpływa na opóźnienie wdrożenia ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa, gdyż wyznaczeni operatorzy usług kluczowych mają przedłużony termin na wdrożenie zarówno audytów, jak i zasad związanych z cybersecurity. Z kolei dla nas jest to czas na przygotowanie jeszcze lepszego rozwiązania. Nasi deweloperzy pracowali zdalnie, a wszyscy strategiczni pracownicy pracowali nad tym, jak dogonić konkurencję, która pochodzi głównie z Izraela i Stanów Zjednoczonych – wskazuje ekspert.

Po narzędzia bezpieczeństwa z zakresu technologii uczenia maszynowego sięgnął start-up ICsec, tworząc pierwszy europejski system wczesnego wykrywania zagrożeń w sieciach przemysłowych. Firma opracowała narzędzie Scadvance XP zdolne do zautomatyzowanego wykrywania anomalii w wewnętrznym ruchu sieciowym, czyli zdarzeń, które mogą świadczyć o próbie przeprowadzenia ataku cybernetycznego w danym przedsiębiorstwie.

Także specjaliści ds. bezpieczeństwa z firmy IBM wykorzystali SI w narzędziu QRadar Advisor with Watson, które wykorzystuje algorytmy sztucznej inteligencji do zabezpieczania rozległych sieci informatycznych. Oprogramowanie powstało z myślą o wykorzystaniu w dużych przedsiębiorstwach i ma zautomatyzować proces priorytetowania i wykrywania potencjalnych zagrożeń, analizowania systemów bezpieczeństwa oraz ograniczania powikłań incydentów z zakresu cyberbezpieczeństwa.

– Infrastruktura krytyczna w kontekście cyberbezpieczeństwa jest bardzo istotna z punktu widzenia bezpieczeństwa naszego kraju. Do tej pory fabryki, przedsiębiorstwa, elektrownie chronione były poprzez druty kolczaste, płoty i ochronę. Dzisiaj systemy podłączone są do internetu, co daje możliwość włączenia się do takiej sieci, zarządzania, robienia różnych rzeczy niezwiązanych z właściwą produkcją czy zakłócania pracy tej sieci. Jest to kluczowe z punktu widzenia każdego przedsiębiorstwa i ciągłości jego działania – wyjaśnia Robert Juszczyk.

Według raportu analityków Meticulous Research z czerwca 2020 roku globalny rynek sztucznej inteligencji w cyberbezpieczeństwie do 2027 roku osiągnie wartość ponad 46 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 23,6 proc.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/wdrazanie-przemyslu-40,p381917301

Czy wynajem samochodów się opłaca?

Czy wynajem samochodów się opłaca?

Wynajem samochodów w Warszawie to dla wielu osób świetna alternatywa dla zakupu własnego pojazdu. Korzystając z usług wypożyczalni, nie musimy martwić się o dodatkowe koszta, takie jak ubezpieczenie auta.

W niektórych przypadkach firma poprosi o depozyt, który zostanie zamrożony na koncie. Będzie on zabezpieczeniem w przypadku uszkodzenia pojazdu. Jeśli auto wróci do salonu w stanie nienaruszonym, klient odzyska całą sumę wcześniej oddaną firmie. Mimo późniejszego zwrotu pieniędzy wysokość kaucji w niektórych przypadkach przytłaczała klientów, szczególnie tych zainteresowanych
wynajmem długoterminowym w Warszawie.

Jesteś zainteresowany wypożyczeniem samochodu w Warszawie?
Zapraszamy do nas. https://euro-style.pl/

W związku z tym wiele wypożyczalni przestało wymagać takiego zabezpieczenia, jednocześnie dając swoim klientom kredyt zaufania. Dzięki temu jeszcze większa ilość kierowców może zwrócić się do wypożyczalni aut i na kilka dni stać się posiadaczem swojego wymarzonego pojazdu.

Czym jest kaucja za wynajem samochodu z wypożyczalni?

Większość wypożyczalni samochodowych w Warszawie oferuje swoje usługi szerokiemu gronu klientów, pod warunkiem uiszczenia tak zwanej kaucji. Kaucja jest opłatą pieniężną, która jest pobierana przez właściciela auta jako pewnego rodzaju zabezpieczenie w razie uszkodzenia wypożyczonego pojazdu.

Bardzo często zdarza się, że taka kaucja niestety przewyższa koszt samego wynajmu, dlatego wielu klientów zniechęca się do skorzystania z usług wypożyczalni.

Oczywiście dla właściciela jest to dość rozsądne rozwiązanie, ponieważ dzięki dodatkowym środkom finansowym zyskuje bezpieczeństwo oraz nie musi obawiać się kosztów naprawy auta. W przypadku, kiedy klient oddaje wypożyczone auto w doskonałym i nienaruszonym stanie, właściciel oczywiście jest zobowiązany do zwrotu kaucji usługobiorcy.

Jednak mimo to, wiele profesjonalnych wypożyczalni aut coraz częściej rezygnuje z pobierania kaucji, ze względu na interesy klienta, który przede wszystkim kieruje się kwestiami finansowymi.

Jesteś zainteresowany wypożyczeniem samochodu w Warszawie?

Zapraszamy do nas.https://euro-style.pl/wypozyczalnia-aut-warszawa/