Finansowa rzetelność Polaków drastycznie spadła podczas pandemii. Niemal połowa jest skłonna usprawiedliwić niespłacanie długów

Co dziesiąty Polak uważa, że zwracanie długów nie jest bezwzględnym obowiązkiem moralnym. To prawie trzy razy więcej niż zaledwie cztery lata temu – wynika z badania „Moralność finansowa Polaków” Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce. Niemal połowa badanych przyznała, że mogłaby usprawiedliwić nieetyczne zachowania finansowe, a to ponad dwa razy więcej niż w 2018 roku. Odsetek ten wyraźnie wzrósł w czasie pandemii. Najwięcej osób jest skłonnych tolerować pracę na czarno i przepisywanie majątku na rodzinę, aby uniknąć spłaty długów, ale wielu rodaków akceptuje także płacenie gotówką „bez rachunku” i zatajanie informacji w celu pozyskania kredytu lub pożyczki.

– Badania nad moralnością finansową Polaków prowadzimy od 2016 roku. Fundamentalnym pytaniem, które zadajemy, jest: czy oddawanie długów jest zawsze obowiązkiem moralnym. I w ciągu tych czterech lat nastąpił drastyczny spadek – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Czugan, prezes zarządu Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce. – W 2016 roku odsetek respondentów, którzy odpowiedzieli: „tak, jest obowiązkiem moralnym”, wynosił 96,5 proc. Następnie nieznacznie spadł, żeby w 2018 i 2019 roku uzyskać poziom blisko 94 proc. W 2020 roku obserwujemy spadek tego wskaźnika do poziomu ponad 89 proc. 

Wzrósł natomiast wskaźnik akceptacji nieetycznych zachowań finansowych. W badaniu przeprowadzonym w czasie pandemii niemal 46,2 proc. pytanych było skłonnych usprawiedliwić niespłacanie zobowiązań (w ubiegłym roku było to nieco powyżej 40 proc., a w poprzednich latach nawet około 20 proc.). Na nastroje społeczne wpływały takie okoliczności jak okres lockdownu, niepewność jutra związana z nadchodzącym kryzysem gospodarczym, ewentualną utratą pracy czy ograniczenia w poruszaniu się. Do tego dochodziła obawa o zdrowie. Blisko 75 proc. badanych przyznało też, że ich sytuacja finansowa pogorszyła się w tym czasie. 

– Największe przyzwolenie społeczne – tak odpowiedziało 2/3 respondentów – ma praca na czarno po to, żeby uniknąć ściągania długów z pensji. Kolejne niechlubne miejsce zajmuje przepisywanie majątku na rodzinę. Następnie bardzo groźne zjawisko, mianowicie płacenie gotówką bez pobierania paragonów w celu uniknięcia płatności podatku VAT – wymienia Marcin Czugan. – Kolejne dwa miejsca to jest coś, co nas finansistów boli najbardziej – niemal połowa respondentów jest w stanie zaakceptować nieczytanie umów i ich podpisywanie, jak również zatajanie informacji w celu uzyskania kredytu czy pożyczki.

Uzasadnienie takiej postawy konsumenci znajdują w pogorszeniu swojej sytuacji materialnej, podobnych zachowaniach obserwowanych u innych osób czy nieskutecznym działaniu państwa.

– Część respondentów dostrzega jednak, że podpisywanie umów bez znajomości jej treści czy też zatajanie informacji w celu uzyskania pożyczki jest złe. Spośród nich niemal 1/3 uważa, że nie ma usprawiedliwienia dla takich zachowań, a ponad 20 proc. uznało, że to się po prostu nie opłaca. Na koniec dnia nie opłaca się to nikomu. System finansowy to naczynia połączone. W ślad za zachowaniem nieetycznym idzie niespłacanie zobowiązań, a to z kolei  bezpośrednio wpływa na kondycję gospodarki – przestrzega prezes ZPF.

Mobilizująco na dłużników działa wpis do rejestru dłużników. Z raportu wynika, że coraz więcej osób jest świadomych istnienia takich narzędzi i konsekwencji związanych z figurowaniem w nim. Wiele firm, zanim podpisze z klientem kontrakt czy umowę, sprawdza jego rzetelność płatniczą w biurach informacji gospodarczej. Zaległości finansowe mogą więc spowodować, że będziemy mieć utrudniony dostęp do wielu produktów czy usług.

– Już niemal dziewięciu na dziesięciu Polaków wie, czym są biura informacji gospodarczej, a należy zaznaczyć, że prowadzą one rejestry dłużników zarówno wśród konsumentów, jak i przedsiębiorców – mówi Halina Kochalska, ekspertka Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor, które było partnerem raportu ZPF. – Do BIG InfoMonitor wpisanych jest ponad 2,5 mln podmiotów z zaległościami wynoszącymi ponad 50,8 mld zł. Zdecydowaną większość stanowią konsumenci – to ponad 2,25 mln osób, które nie spłacają swoich zobowiązań terminowo. Około 250 podmiotów to firmy. Do nich należy około 10 mld zł zaległości, a do konsumentów ponad 40 mld zł. 

Liczba niesolidnych dłużników cały czas rośnie, a podczas lockdownu te przyrosty przyspieszyły, zwłaszcza w kwietniu. W kolejnych miesiącach przedsiębiorcy zaczęli mocno oszczędzać, korzystać z pomocy państwa czy wakacji kredytowych, dzięki czemu maj, czerwiec i lipiec były już całkiem niezłe. Z kolei w przypadku konsumentów w II kwartale przybyło ponad 2 mld zł zaległości. To ponadtrzykrotnie więcej niż w zeszłym roku w tym okresie i tyle samo co w I kwartale 2020 roku, tradycyjnie najsłabszym po bożonarodzeniowych i wyprzedażowych wydatkach.

– Wśród zgłoszonych przez wierzycieli kwot są zaległości z tytułu nieopłaconych rachunków telekomunikacyjnych, czynsze, alimenty, różnego rodzaju polisy ubezpieczeniowe, o których kolejnych ratach zapominamy lub nie mamy na nie pieniędzy – wskazuje Halina Kochalska. – Są tam też zaległości związane z nieopłaconymi leasingami, faktoringami, kredyty czy pożyczki, ale w niewielkim stopniu. Są też zaległości zgłoszone przez firmy windykacyjne, które odkupują długi od wielu instytucji na rynku i później zgłaszając dłużników do rejestru, starają się bardziej zmobilizować ich do zwrotu.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/finansowa-rzetelnosc,p966952411

Dynamiczne tempo zmian technologicznych to duże wyzwanie dla firm. Pomocna może być cyfrowa platforma oparta na superszybkich serwerach [DEPESZA]

Cyfrowa transformacja biznesu jest już koniecznością. Jej tempo w trakcie pandemii jest jednak tak szybkie, że część firm weszła w stan tzw. impasu cyfrowego i przestała się rozwijać ze względu na bariery technologiczne czy finansowe. Przedsiębiorstwa przestają nadążać za koniecznością ciągłego ulepszania swojej infrastruktury IT, tak żeby zapewniała jak największą efektywność i bezpieczeństwo. Ten problem chce rozwiązać IBM – technologiczny gigant wspólnie ze środowiskiem programistów stworzył platformę LinuxONE. Dzięki dużym mocom obliczeniowym po jej wdrożeniu operacje biznesowe mogą przyspieszyć nawet o ponad 400 proc.

– Rewolucja cyfrowa na naszych oczach zmienia rynki i sposób działania firm. Jej szybkie tempo stanowi jednak spore wyzwanie dla osób odpowiedzialnych zarówno za biznes, jak i za zapewnienie odpowiednich narzędzi technologicznych, aby organizacja mogła z sukcesem konkurować na szybko zmieniających się rynkach – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Wojciech Chmielewski, senior solution architect w Goldenore.

Podstawą strategii transformacji cyfrowej w firmach jest nowoczesna infrastruktura IT. Musi się ona charakteryzować m.in. dużą wydajnością, bezpieczeństwem i elastycznością, a przy tym wspierać nowe technologie takie jak blockchain czy machine learning. Z drugiej strony powinna być opłacalna w utrzymaniu i konkurencyjna wobec modelu świadczenia infrastruktury IT jako usługi.

– Posiadanie odpowiednich technologii, które pozwalają na wydajne, bezpieczne i stabilne przetwarzanie danych, może stanowić o przewadze rynkowej, zwłaszcza w przypadku średnich i dużych przedsiębiorstw. Widać wyraźnie, że kluczową rolę zaczynają odgrywać właśnie takie rozwiązania, których zastosowanie nie wymaga nadmiernego angażowania zasobów ludzkich, a do tego są proste, skalowalne i odporne na awarie – mówi Wojciech Chmielewski.

Głównym kierunkiem cyfrowej transformacji w ostatnich latach była chmura, która zapewnia elastyczność i dostęp do mocy potrzebnych do uruchamiania aplikacji. Do tej pory firmy wykorzystują ją jedynie do ok. 20 proc. operacji. Część przedsiębiorstw obawia się m.in. o bezpieczeństwo i integralność swoich danych oraz koszty i trudności związane z tym procesem. Tymczasem – jak wskazuje w kwietniowym raporcie „Ekonomika nowoczesnych platform sprzętowych wspierających transformację cyfrową” IDC Polska – tylko do 2023 roku w regionie EMEA powstanie 100 mln nowych aplikacji, a 30 proc. aplikacji produkcyjnych będzie stworzonych pod chmurę.

– Pewnym standardowym oczekiwaniem jest obecnie dostęp do przeanalizowanych danych w czasie rzeczywistym. Firmy chcą, aby bez względu na lokalizację oraz różnorodność technologiczną i biznesową systemów informatycznych aktualne dane były dostępne „tu i teraz”. Koncentracja na tych aspektach nie może jednak wykluczać dbałości o ciągłość przetwarzania danych, bo przerwanie jej, utrata danych albo ograniczenie dostępu do nich są destrukcyjne zarówno dla przedsiębiorstw, jak i ich klientów – przekonuje ekspert Goldenore.

Firmy, które potrzebują dużych mocy obliczeniowych, często korzystają z rozwiązań hiperkonwergentnych (HCI) składających się m.in. z serwerów x86, pamięci masowych, urządzeń sieciowych oraz oprogramowania do zarządzania i automatyzacji procesów. Z drugiej strony jednak część organizacji zaczyna od nich odchodzić, ponieważ przestają być wystarczające. Skalowanie systemów HCI zwiększa awaryjność, zmniejsza wydajność i utrudnia zarządzanie.

– Chcąc stworzyć platformę wirtualizacyjną opartą np. na rozwiązaniach x86, budujemy wieloserwerowe klastry. Zakładamy awaryjność zarówno pojedynczych komponentów serwera x86, jak i całego serwera. Zwiększanie liczby serwerów zwiększa złożoność, awaryjność i utrudnia zarządzanie klastrem, dlatego takie rozwiązania przestają wystarczać. Skalowanie systemów HCI jest możliwe, ale często stwarza problemy związane z wydajnością, która nie rośnie liniowo wraz z dodawaniem nowych modułów serwerowych – tłumaczy Wojciech Chmielewski. – Takie problemy nie występują jednak w przypadku platformy IBM LinuxONE. Raz włączony do użytkowania serwer nie wymaga wyłączenia, a awarie sprzętowe są naprawiane są bez przestoju.

LinuxONE to platforma, którą technologiczny gigant IBM rozwijał przez ostatnich 20 lat we współpracy ze środowiskiem open source. Rozwiązanie kierowane jest do firm, które potrzebują dużych mocy obliczeniowych oraz optymalizacji kosztów.

 Platforma zbudowana jest na podstawie najnowszych procesorów IFL (Integrated Facility for Linux). W połączeniu z zasadami licencjonowania baz danych ma to przynieść klientom wymierne oszczędności. W najbardziej rozbudowanej wersji LinuxOne może mieć 190 rdzeni i 40 TB pamięci RAM, a stała wydajność jest gwarantowana nawet przy wysokim obciążeniu sięgającym ok. 85 proc. To rozwiązanie przygotowane jest do wdrażania projektów, które wykorzystują duże systemy bazodanowe, transakcyjne, systemy IoT lub blockchain – wymienia ekspert Goldenore. – Zapewnia szybkie szyfrowanie danych statystycznych, które nie wpływa na wydajność systemu, oraz przesyłanych lub wymienianych między różnymi elementami infrastruktury.

Główne cechy LinuxONE to skalowalność, łatwy i szybki backup oraz kopiowanie dużych wolumenów danych z różnych źródeł, co ułatwia rozwijanie oprogramowania czy zaawansowaną analizę danych. Według IBM platforma pozwala zmniejszyć powierzchnię serwerowni o 85 proc., ograniczyć koszty zużycia energii do 80 proc, oraz zredukować koszty na licencje bazodanowe o 90 proc.

– LinuxONE III zwiększa szybkość firmowych operacji na niespotykaną dotąd skalę. Platforma jest wykorzystywana w różnych branżach na całym świecie. Została stworzona głównie z myślą o średnich i dużych firmach, które charakteryzują się wielkim przepływem danych i zapotrzebowaniem na dużą moc przetwarzania – wskazuje Wojciech Chmielewski.

Jak podkreśla, efektem migracji do najnowszej wersji LinuxONE jest kilkukrotne skrócenie czasów wykonywania firmowych operacji. Platforma wspiera też wiele krytycznych procesów zachodzących w przedsiębiorstwie – od linii produkcyjnych po dane ze sprzedaży – i pozwala na centralizację systemów ERP.

– Proces wdrożenia platformy IBM LinuxONE rozpoczyna się tak jak w każdym przypadku wdrożenia systemu informatycznego – od rozpoznania potrzeb klienta. Samo wdrożenie nie jest skomplikowane i odbywa się zgodnie ze znanym procesem: dostawa, instalacja i konfiguracja sprzętu w serwerowni, konfiguracja maszyny LinuxONE, instalacja systemów operacyjnych, oprogramowania oraz migracja zasobów na nową platformę – wymienia ekspert.

W czerwcu na wdrożenie tego rozwiązania zdecydowała się spółka Nowy Styl – jedna z największych na polskim rynku meblarskim, której zakłady są zlokalizowane także m.in. w Niemczech, we Francji, Szwajcarii i Rosji. Firma scentralizowała swoje systemy informatyczne, wykorzystując do tego celu platformę IBM LinuxONE, czego efektem było przyspieszenie operacji biznesowych nawet o 430 proc.

– W dzisiejszych czasach firmy, chcąc uzyskać przewagę konkurencyjną, są zmuszone do szukania nowych rozwiązań, które zwiększą ich wydajność, a przy tym zmniejszą ich koszty operacyjne. Wdrożenie cyfrowej platformy, bazującej na szybkich serwerach, to must have dla współczesnych firm nastawionych na rozwój – podkreśla Wojciech Chmielewski.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/dynamiczne-tempo-zmian,p608118569

W Polsce powstaje największa farma fotowoltaiczna. Przy produkcji zielonej energii pracować będą dotychczasowi górnicy [DEPESZA]

Już w 2021 roku na terenach pokopalnianych w Brudzewie powstanie największa farma fotowoltaiczna w Polsce. Jej moc będzie ponad 18,5 razy większa od mocy największej działającej obecnie w naszym kraju elektrowni fotowoltaicznej w Czernikowie. Farma słoneczna ma mieć moc 70 MWp i może być kolejnym krokiem w odejściu od węgla kopalnego w Polsce, zwłaszcza że przy budowie nowej zielonej elektrowni pracować będą dotychczasowi górnicy.

Większość krajów na świecie rozwija zielone źródła energii. Odchodzi od węgla kopalnego i tworzy instalacje, które czerpią energię ze słońca, wody czy wiatru. W ostatnich latach dokonał się ogromny postęp zwłaszcza w kontekście energii słonecznej. Tylko w Polsce, według danych Urzędu Regulacji Energetyki, działa 40 instalacji fotowoltaicznych o mocy powyżej 1 MW. Moc największej nie przekracza 3,8 MW, tym samym – na tle świata – są to farmy dość niewielkie.

Wkrótce jednak ma się to zmienić. W 2021 roku ma zacząć działać farma fotowoltaiczna w Brudzewie. Jej moc ma wynieść 70 MWp i tym samym być ok. 18,5 razy większa od dotychczas największej – w Czernikowie.

– Budowa przez ZE PAK farmy fotowoltaicznej na terenach, gdzie jeszcze niedawno eksploatowano węgiel brunatny, idealnie wpisuje się w proces sprawiedliwej transformacji jednego z ważnych regionów górniczych Polski, jakim jest Wschodnia Wielkopolska. To będzie pierwsza inwestycja na taką skalę w naszym kraju. Będzie budowana m.in. przez pracowników sektora energetyczno-węglowego i stanie się symbolem jego transformacji – podkreśla Piotr Woźny, przewodniczący rady nadzorczej ZE PAK.

Nowa farma słoneczna może być milowym krokiem na drodze do odejścia od węgla kopalnego i przestawienia się na zielone źródła energii. Może też przyspieszyć powstanie innowacyjnych instalacji opartych na energii słonecznej, podobnych do tych na świecie.

Przykładem mogą być Anglia czy Japonia, gdzie działają największe obecnie pływające farmy słoneczne na świecie. Z kolei w Holandii powstała SolaRoad, pierwsza na świecie ścieżka rowerowa zasilana energią słoneczną. Ma długość 230 stóp i w ciągu roku wygenerowała ponad 3000 kWh energii. Tak wyprodukowana energia trafia do sieci elektrycznej i zasila m.in. światła uliczne i systemy ruchu drogowego. W Belgii na linii Paryż–Amsterdam powstał natomiast pierwszy tunel słoneczny o długości 2,2 mil. Składa się z 16 tys. paneli słonecznych, które rocznie produkują 3,3 MWh.

Farma słoneczna w Brudzewie, którą buduje ZE PAK, producent energii elektrycznej z Wielkopolski, oraz ESOLEO z Grupy Polsat, będzie nie tylko największa w naszym kraju, ale będzie też mieć symboliczne znaczenie. Powstaje na terenach przez lata eksploatowanych do wydobycia węgla, a pracę znajdą w niej osoby, które dotychczas były zaangażowane w jego wydobycie.

– Projekt farmy fotowoltaicznej w Brudzewie tworzy nowe miejsca pracy dla osób zaangażowanych do tej pory w wydobycie węgla w odkrywkach należących do ZE PAK. Już w październiku pierwsi dotychczasowi pracownicy kopalni należących do grupy ZE PAK – biorąc udział w budowie farmy w Brudzewie – zaczną pracować w sektorze zielonej energii – wskazuje Henryk Sobierajski, prezes zarządu ZE PAK.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/w-polsce-powstaje,p698821782

Co warto wiedzieć o wymianie rolety w kasecie

Rolety pełnią w naszych klanach niezwykle ważną funkcję. Opodal że ich typowym zobowiązaniem zawarty zapewnienie większej prywatności w mieszkaniu i ochrona przed promieniami słonecznymi, to często okazują się one również niezwykłym elementem wystroju.

Duży wybór kolorów, wzorów i faktury tkanin sprawia, że rolety można bez trudu skomponować spośród wystrojem całego wnętrza. Z rzeczonego również powodu podczas remontów czy woli odświeżenia pomieszczenia pojawia się również konieczność wymiany rolet na nowe.

Poznaj ofertę rolet w kasecie https://roletywarszawa.com.pl/rolety-w-kasecie/

Jeśli frapujesz się, kiedy wymienić roletę w kasecie w taki sposób, iżby nie kupować całego nowego mechanizmu, poznaj kilka sprawdzonych metod na szybką zmianę materiału.

Rolety w kasecie — czy warto zająć się tym samodzielnie?

Mimo że wymiana rolety w kasecie nie należy do bardzo skomplikowanych zadań, wymaga trochę czasu oraz cierpliwości. Podczas zdejmowania poszczególnych elementów mechanizmu i zmiany tkaniny powinno się ochronić spokój i nie robić niczego na siłę, aby nie nadwątlić żadnej części rolety. Dlatego jeżeli nie mamy zbyt dużo wolnego czasu albo nie jesteśmy w stanie się aż tak bardzo skoncentrować na tego typu czynnościach, dobrym pomysłem będzie zwróć się o pomoc do fachowca.

Warto jednak pamiętać, iż samodzielne majsterkowanie również może przynieść sporo satysfakcji, a przy okazji mniej uszkodzić domowy budżet. Dzięki tamtemu, że rolety w kasetki nie mają skomplikowanego mechanizmu, ich zwolnienie i ponowne założenie nie powinno sprzęgać się spośród rosłymi trudnościami. W poniższym akapicie wyjaśnimy chód po kroku, gdy wymienić rolety w prosty a rychły sposób.

Jak podmienić roletę w kasecie — zalecenie krok po kroku

Jeśli chodzi o wymianę rolety w kasecie gdzie sama konstrukcja jest dosyć prosta, nie ma konieczności odkręcania lub odklejania całego mechanizmu od momentu konstrukcji okiennej. Niektóre osoby decydują się na ten krok, aby nieco ułatwić sobie wyjęcie tkaniny natomiast jej ponowne założenie. Mimo to odrobina skupienia i precyzji wystarczą, aby zrobić to w szybszy sposób, nie ryzykując przy tym uszkodzeniem rolet.

Chcąc wymienić rolety w kasecie, należy najpierw odkręcić ich boczne moduły. Śrubki warto położyć w pewnym miejscu, aby przez czas wymiany nikt ich nie przesunął nawet nie strącił. Nowym krokiem jest zdjęcie łańcuszka — w tym momencie również powinniśmy się skoncentrować, iżby nie pociągnąć za niego zbyt mocno. Zwolnioną rolkę z tkaniną jest dozwolone bez trudu wydobyć i położyć na stole azaliż posadzce.

Poczytaj więcej na https://roletywarszawa.com.pl/wszystko-co-warto-wiedziec-o-wymianie-rolety-w-kasecie/

Tkaninę, którą chcemy wymienić, należy powoli rozwinąć i oderwać od rolki — tego typu surowce nierzadko są przyklejone specjalnym klejem. Warto przy tej czynności uważać, aby wyrób tkacki się nie porwała, ponieważ odklejenie jej pozostałości przypadkiem zająć dużo więcej czasu. Nową roletę można przymocować do rurki w tym samym miejscu, w którym wcześniej znajdował się starszy materiał. Należy przy tym upewnić się, iż spoiwo wciąż zlokalizowany dosyć mocny, w przeciwnym wypadku dobrym pomysłem będzie położenie na rurce nowej warstwy. Po przyklejeniu tkaniny powinniśmy powoli i bardzo dokumentnie nawinąć ją na rurkę w taki sposób, by była niespleciony zaś nie wystawała. Po pewnym czasie wystarczy włożyć konstrukcję z powrotem do kasety, nałożyć zdjęty łańcuszek zaś skręcić boczne elementy.

Trwają prace nad nową ustawą o rzemiośle. Ma zmienić model edukacji i zwiększyć katalog zawodów branżowych

Nad ustawą o rzemiośle i kształceniu dualnym pracuje kilkudziesięcioosobowy zespół powołany z inicjatywy Ministerstwa Rozwoju. Jego celem jest wypracowanie takiego sposobu kształcenia zawodowego, który byłby dostosowany do współczesnego rynku i pozwolił odpowiadać na potrzeby szybko zmieniającego się świata. Szkoły branżowe mają być powiązane m.in. ze specjalnymi strefami ekonomicznymi oraz nowymi kierunkami: ekologią, elektromobilnością czy Przemysłem 4.0.

– Branżowa szkoła przyszłości ma bezpośredni związek z nową ustawą, którą Ministerstwo Rozwoju przygotowuje, dotyczącą rzemieślników i rzemiosła – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Olga Semeniuk, wiceminister rozwoju. – Resort pracuje, aby taki pakiet zawodów przyszłości związanych z ekologią, elektromobilnością, Przemysłem 4.0 przygotować w ramach nowej ustawy o rzemiośle i dualnym systemie kształcenia w rzemiośle. W ślad za tym idą oczywiście zawody branżowe, związane z konkretnymi zawodami i regionami w całej Polsce.

Pod koniec lipca resort rozwoju powołał zespół, który pracuje nad rekomendacjami do projektu ustawy. W jego skład wchodzą przedstawiciele Związku Rzemiosła Polskiego, uczelni, izb i cechów rzemieślniczych, placówek kształcenia branżowego, jednostek samorządu terytorialnego, organizacji pozarządowych, Biura Rzecznika MŚP, Ministerstwa Edukacji Narodowej, Rady Dialogu Społecznego oraz Ministerstwa Rozwoju.

Ustawa ma służyć stworzeniu dualnego systemu edukacji – równolegle teoretycznego i praktycznego, który umożliwiłby młodym ludziom wchodzenie na rynek pracy z potrzebnymi umiejętnościami. Chodzi także o to, by umieli oni na bieżąco się dokształcać w miarę zmieniających się warunków i potrzeb rynkowych.

– Efektem ma być przede wszystkim wzmocnienie poprzez branżowe nauczanie i zawody sektora małych i średnich przedsiębiorstw, również firm rodzinnych, które kumulują największy kapitał – mówi wiceminister rozwoju. – Często zdarza się, że ten sektor MŚP nie potrafi, przez brak odpowiedniego doświadczenia, rozszerzać swojej działalności, a kształcenie branżowe ma w tym pomóc.

Jak podaje Związek Rzemiosła Polskiego, obecnie w Polsce działa 38 rzemieślniczych niepublicznych szkół zawodowych, w których kształci się blisko 6 tys. uczniów, a pracuje ponad 1,1 tys. nauczycieli. Do tej pory mury tych szkół opuściło ponad 14 tys. absolwentów. Pierwsze szkoły niepubliczne, utworzone z inicjatywy organizacji rzemiosła, pojawiły się w 1993 roku. Łączą one praktyki u rzemieślnika, organizowane na podstawie umowy o pracę, z nauką teoretyczną w szkole i z rolą cechu jako organizacji pośredniczącej.

– Wyzwaniem na rynku pracy związanym z zawodami przyszłościowymi jest przede wszystkim wpisanie się w różnego rodzaju komponenty europejskie. Mówimy tutaj o bardzo ważnej strategii energetycznej czy Przemyśle 4.0 – wymienia Olga Semeniuk. – Czas pandemii pokazał, że gospodarka digitalizuje się coraz mocniej i przemysł przechodzi do internetu. To wymaga nowych umiejętności, nowych zawodów, które kreują się na naszych oczach. Jako Ministerstwo Rozwoju chcemy zapewnić możliwość poszerzenia tego katalogu branżowych zawodów przyszłości.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/trwaja-prace-nad-nowa,p563121989

Zmiany w procesie globalizacji szansą dla Polski. Coraz więcej firm będzie przenosić tu swoją produkcję

Osłabienie globalizacji spowolni rozwój światowej gospodarki, ale dla Polski może być szansą na rozwój. – Firmy na całym świecie będą szukały tanich miejsc produkcji, żeby obniżyć koszty działalności, ale będą rozsądnie wybierać lokalizacje – mówi Stefan Kawalec, prezes zarządu Capital Strategy. Dla wielu – przede wszystkim z Europy Zachodniej, lecz także z Azji – dobrą lokalizacją będzie właśnie Polska, ze względu na położenie w Europie Środkowej, przynależność do Unii Europejskiej i fakt, że wciąż mamy dużo niższe koszty pracy niż na Zachodzie.

Globalizacja była bardzo istotnym impulsem wzrostu gospodarek światowych w ciągu ostatnich trzech dekad. Jednak już przed kryzysem, który spowodowała pandemia koronawirusa, pojawiły się pewne problemy. Jednym z nich był konflikt handlowy pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Z kolei w efekcie pandemii zamknięto granice i handel się załamał, a wraz z nim łańcuchy dostaw.

Uważam, że nie dojdzie do zupełnego odejścia od globalizacji rozumianej jako dążenie firm do obniżania kosztów poprzez poszukiwanie tanich miejsc produkcji. Jednak prawdopodobnie „entuzjastyczną globalizację” zastąpi „globalizacja z ograniczonym zaufaniem”. Firmy będą w większym stopniu niż do tej pory brały pod uwagę ryzyka, z jakim wiążą się ich łańcuchy dostaw, ryzyka związane z katastrofami naturalnymi, epidemiami, konfliktami politycznymi i ekonomicznymi – mówi agencji Newseria Biznes Stefan Kawalec, prezes zarządu Capital Strategy.

Na skutek zamknięcia granic w I kwartale br. niektóre europejskie i polskie fabryki były zmuszone przerwać prace przez brak komponentów z Chin. W połowie lutego wykorzystywane moce produkcyjne w Państwie Środka szacowano na 40–50 proc. możliwości. To spowodowało poważne perturbacje w wielu sektorach, m.in. w motoryzacji, branży farmaceutycznej i elektronicznej. W konsekwencji może to prowadzić do tego, że wiele firm na świecie będzie starać się zmniejszyć swoje uzależnienie od dostaw z Chin.

Ekonomiści obawiają się, że osłabienie globalizacji może spowolnić rozwój światowej gospodarki. Jednakże dążenie firm do ograniczenia ryzyka łańcuchów dostaw akurat dla Polski jest dużą szansą – mówi prezes Capital Strategy. – Nasz kraj z racji położenia w środku Europy i jednocześnie trzy razy niższych kosztów pracy niż w Niemczech może być miejscem, gdzie będzie następowała relokacja produkcji.

Na lokowanie produkcji w Polsce mogą się decydować firmy z Europy Zachodniej, które będą wycofywać się z zakładów w Azji, lecz również inwestorzy azjatyccy, którzy będą chcieli zyskać dostęp do rynków UE. Aby jednak Polska mogła skorzystać z tej możliwości, musi zachować równowagę makroekonomiczną.

Musimy mieć firmy zdolne do działania i przewidywalne warunki prowadzenia działalności gospodarczej – mówi Stefan Kawalec.

Według prognoz Komisji Europejskiej polska gospodarka dobrze sobie poradzi z koronakryzysem w porównaniu do innych krajów członkowskich. Oczekiwany w tym roku spadek PKB w całej UE wynosi 8,3 proc., a w strefie euro – 8,7 proc. Na tym tle prognozy dla Polski (-4,6 proc.) przedstawiają się korzystnie.

Zdaniem KE odporność, którą polska gospodarka wykazała w ostatnich miesiącach, wynika głównie ze zróżnicowanej struktury ekonomicznej i relatywnie niskiego udziału sektorów najbardziej dotkniętych skutkami kryzysu. Odbudowa naszej gospodarki ma także następować szybciej niż innych krajów unijnych – w 2021 roku PKB może wzrosnąć o 4,3 proc.

W utrzymaniu stabilności na pewno pomogły pieniądze z tarcz antykryzysowych trafiające do przedsiębiorców – zarówno umorzenia płatności składek, jak i pożyczki czy dotacje. Wartość przyznanego do tej pory wsparcia to ponad 135 mld zł.

Obecnie wchodzimy w trudny okres, skończyły się ulgi i firmy będą musiały opłacić również zaległe podatki. Działalność gospodarcza prawie powróciła do poziomu sprzed pandemii, ale nie wiadomo na jak długo. Dobrze zadziałałby wzrost inwestycji publicznych i umożliwienie samorządom ich prowadzenia. Barierą są jednak możliwości budżetowe. Trzeba się będzie też przygotować do wykorzystania pieniędzy, które zaoferuje nam Unia Europejska – mówi prezes zarządu Capital Strategy.

Jego zdaniem dzisiaj trzeba się liczyć z trzema czynnikami ryzyka. Jeden z nich to przebieg pandemii, w którym mogą się pojawić trudne do przewidzenia zwroty akcji, co może wymagać wprowadzenia zwiększonych restrykcji w różnych obszarach. To się może negatywnie odbić na działalności inwestycyjnej i konsumpcji w całej gospodarce.

 Drugie ryzyko to jest utrata stabilności makroekonomicznej, jeżeli rząd czy bank centralny podjąłby jakieś mało rozsądne posunięcia. Trzecie ryzyko jest związane z tym, co się będzie działo na rynkach europejskich, w gospodarce Europy Zachodniej, a przede wszystkim niemieckiej – mówi Stefan Kawalec.

Z ostatnich danych Eurostatu wynika, że PKB w całej UE w II kwartale br. spadło o 11,8 proc. Wyniki niemieckiej gospodarki są tylko nieco gorsze od polskiej, ale tamtejszy rząd ocenia, że powrót do stanu sprzed pandemii możliwy będzie dopiero w 2022 roku.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/zmiany-w-procesie,p1099728742

Przyspieszenie cyfryzacji szkół i administracji w dobie pandemii wymaga zmian systemowych. To szansa dla polskich firm informatycznych

Pandemia koronawirusa postawiła firmy i urzędy w obliczu konieczności przyspieszenia cyfryzacji. Choć dzięki zdalnej komunikacji udało się utrzymać kontakty interpersonalne, to w dłuższej perspektywie w kwestii automatyzacji procesów niewiele się zmieniło. Pomimo że wzrosła sprzedaż sprzętu komputerowego i pojawiło się wzmożone zapotrzebowanie na usługi z sektora IT, to wciąż zbyt słabo rozwija się m.in. sektor cyberbezpieczeństwa, który stanowi fundament bezpiecznej cyfryzacji. Sytuacja związana z pandemią może być szansą dla polskich firm z branży IT.

– Pandemia uświadomiła nam, że w obszarze komunikacji interpersonalnej bez wdrożenia narzędzi informatycznych nie da się utrzymać wielu rodzajów działalności. Przede wszystkim uświadomiła to w administracji, która funkcjonowała w dużej części dzięki temu, że uruchomiła środki komunikacji, takie jak komunikatory elektroniczne i wymiany informacji. Próbowała uruchomić też edukację – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Wiesław Paluszyński, prezes Polskiego Towarzystwa Informatycznego.

Jak zaznacza ekspert, choć szkoły i uczelnie podczas obowiązywania najbardziej zaostrzonych restrykcji przeszły w tryb pracy zdalnej, to rozwiązania te nie były ani wystarczająco dopracowane, ani nie zostały wdrożone na stałe. Obecnie uczelnie przeszły w większości w tryb pracy hybrydowej, a szkoły wróciły do niemal normalnego funkcjonowania.

– Włączenie komunikatora nie znaczy, że się dobrze uczy zdalnie uczniów. Niemniej jednak po długim okresie, kiedy w ogóle ten temat był niedostrzegany przez Ministerstwo Edukacji, sam z siebie pokazał, że jest istotny. Dzisiaj, gdy szkoły wróciły do normalnego nauczania, wszystkim się wydaje, że temat już jest nieistotny, a to jest nieprawda – ocenia Wiesław Paluszyński.

Podłączenie szkół do szerokopasmowego internetu i zakup laptopów dla nauczycieli nie wystarczą w procesie cyfryzacji szkolnictwa. Podobne problemy dotyczą m.in. administracji.

– Cyfryzacja to pewna automatyzacja procesów, które przebiegają zarówno w administracji, jak i w firmach czy w edukacji. Tutaj niestety niewiele się mogło zmienić, dlatego że to wymaga działań systemowych. W dalszych krokach musimy się zastanowić, jak zmodernizować nasze procesy funkcjonowania firmy, przedsiębiorstwa czy administracji, żeby efekt cyfryzacji był widoczny nie tylko wtedy, kiedy jest pandemia. To wszystko jest przed nami – ocenia prezes Polskiego Towarzystwa Informatycznego.

Jednocześnie poważnym problemem związanym z procesem cyfryzacji jest kwestia zapewnienia cyberbezpieczeństwa. Tylko w okresie od 25 lutego do 25 marca aż o jedną czwartą wzrosła liczba kliknięć w złośliwe adresy URL – wynika z raportu Menlo Security. Z kolei raport Tessiana wskazuje, że aż 43 proc. pracowników popełnia błędy, których rezultatem jest zagrożenie cyberbezpieczeństwa. Problem nie leży jednak wyłącznie po stronie pracowników, lecz także kadry zarządzającej firmami, która bardzo często nie zapewnia właściwego poziomu ochrony.

– Podstawowym elementem przy niektórych konferencjach powinno być szyfrowanie kanału komunikacyjnego, czyli tzw. zapięcie VPN-u. W znikomej liczbie przypadków w zakresie korzystania z komunikatorów taki VPN był zapięty. Oczywiście są takie procesy, które nie wymagają wysokiego poziomu bezpieczeństwa, ale jeżeli wykorzystujemy te środki komunikacji elektronicznej do kwestii biznesowych w firmie, do podejmowania różnego rodzaju decyzji w ministerstwie czy nawet do procesu edukacyjnego, żeby nikt go nam nie zakłócił, to tam te elementy bezpieczeństwa powinny być, a ich nie było – wskazuje Wiesław Paluszyński.

Choć większość sektorów gospodarki notuje straty w wyniku pandemii koronawirusa, branża IT może na niej w dłuższej perspektywie zyskać. Z analizy sporządzonej przez Market Data Forecast wynika, że sektor IT w 2020 roku zanotuje 131 mld dol. przychodów, a w 2025 roku wzrośnie do poziomu 295 mld dol. Według analityków wpłynie na to przede wszystkim ogromny wzrost zainteresowania oprogramowaniem i platformami mediów społecznościowych, takimi jak Google Hangouts, a także rozmowy wideo poprzez WhatsApp, Zoom i Microsoft Teams. Nie bez znaczenia dla kondycji branży będzie też wzrost zainteresowania technologią łączności w standardzie 5G.

– Perspektywy dla branży IT są bardzo dobre. Musi ona jednak wykazać dużą dynamikę. Jest to też okres, w którym mogą się pojawić perspektywy dla polskich firm informatycznych. Ale perspektywy to jedno, ważne jest to, czy będziemy umieli skorzystać z tych szans. Będzie to widać w przyszłym roku. Jeżeli sytuacja się unormuje i zobaczymy, że pojawią się zaawansowane produkty informatyczne na rynku stworzone przez polskie firmy, to znaczy, że potrafiliśmy z tego skorzystać – wskazuje prezes PTI.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/przyspieszenie-cyfryzacji,p592324986

Grafenowe baterie już wkrótce mogą trafić do samochodów elektrycznych. Zapewnią większą żywotność i błyskawiczne ładowanie [DEPESZA]

Powstały baterie samochodowe, które drastycznie skrócą czas ładowania aut elektrycznych. Do tej pory wąskim gardłem współczesnej elektroniki, w tym także elektrycznych samochodów, są przestarzałe systemy ładowania baterii oraz przechowywania energii. Bez gwałtownego przyspieszenia procesu ładowania niemożliwe będzie upowszechnienie elektryków na szeroką skalę. Pomóc mogą akumulatory od Skeleton Technologies, które można przywrócić do pełnej sprawności w kilkanaście sekund.

Ogniwo opracowane przez inżynierów ze Skeleton Technologies we współpracy z Instytutem Technologii w Karlsruhe ma rozwiązać wszystkie bolączki rynku pojazdów elektrycznych. Naukowcom odpowiedzialnym za ten projekt udało się drastycznie zredukować czas ładowania pojazdów oraz zauważalnie wydłużyć żywotność ogniw produkowanych na potrzeby rynku elektromobilności. Według testów laboratoryjnych SuperBattery ma mieć żywotność rzędu setek tysięcy cykli ładowania.

– SuperBattery to przełom w branży motoryzacyjnej. Stosowane wraz z akumulatorami litowo-jonowymi zapewnią wysoką gęstość energii i mocy, długą żywotność i 15-sekundowy czas ładowania – podkreśla Taavi Madiberk, prezes zarządu Skeleton Technologies.

Za tak wysoką wydajność odpowiada opatentowany materiał Curved Graphene stworzony przez inżynierów ze Skeleton Technologies. Aby osiągnąć tak dobre parametry ładowania oraz przechowywania energii, zespół wykorzystał w roli nadprzewodnika warstwę grafenową.

Prace nad usprawnieniem systemów ładowania pojazdów elektrycznych prowadzą także eksperci z E.ON we współpracy z Volkswagen Group Components. Firmy opracowały nowy model stacji szybkiego ładowania, która zdolna jest ładować do dwóch samochodów jednocześnie z mocą dochodzącą do 150 kilowatów. W tym przypadku przełomowa jest nie prędkość ładowania, ale system przechowywania energii. Wewnątrz stacji zamontowano bowiem zintegrowane akumulatory napełniane za pośrednictwem tradycyjnego gniazdka. Taka konstrukcja eliminuje potrzebę tworzenia skomplikowanych instalacji przyłączeniowych, dzięki czemu stacje można zlokalizować niemal w dowolnym miejscu.

Do upowszechnienia pojazdów elektrycznych potrzebne będzie jednak zauważalne przyspieszenie procesu ładowania baterii i w tym pomóc mogą baterie nowej generacji pokroju SuperBattery. Muszą jednak szybko trafić na rynek.

– Skeleton Technologies idealnie pasuje do naszego celu. Są zarówno elastyczni, jak i wystarczająco duzi, aby opracować nowy proces, stworzyć produkt na podstawie naszej wiedzy i wprowadzić go na rynek – wskazuje Maximilian Fichtner, kierownik jednostki badawczej w Karlsruhe Institute of Technology i dyrektor w Helmholtz-Institute Ulm.

Projekt zyskał duże uznanie w sektorze elektromobilności. Przedstawicielom Skeleton Technologies udało się podpisać list intencyjny na kwotę 1 mld euro z czołowymi firmami motoryzacyjnymi, które są zainteresowane wdrożeniem tej technologii do powszechnego użytku w pojazdach elektrycznych nowej generacji.

– Współpraca między europejskimi firmami zajmującymi się magazynowaniem energii ma kluczowe znaczenie dla pozycji UE jako światowego lidera w dziedzinie magazynowania energii. Cieszymy się, że podpisaliśmy umowę na rozwój SuperBattery z Instytutem Technologii w Karlsruhe i połączyliśmy siły, aby wprowadzić na rynek technologię, która usunie z wody istniejące rozwiązania do ładowania pojazdów elektrycznych – mówi Taavi Madiberk.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/grafenowe-baterie-juz,p1216917659

Jak bezpiecznie przewozić worki typu Big Bag?

Jak bezpiecznie przewozić worki typu Big Bag?


Worki Big Bag nie są jeszcze dobrze znane, więc ich używanie pozostaje dla wielu osób wielką niewiadomą. Warto więc wspomnieć, że jest to nowoczesny model elastycznego kontenera, który świetnie sprawdzi się przy transporcie i przechowywaniu trudnych materiałów. Worki typu Big Bag znajdują szerokie zastosowanie m.in. w przemyśle paszowym, chemicznym oraz spożywczym. Co jeszcze warto wiedzieć na ich temat?

Do jakich produktów można użyć worków typu Big Bag?

Fabrykant worków Big Bag zapewnia, że są one całkowicie bezpieczne i nadają się do przewożenia różnorodnych materiałów. Jednak warto pamiętać, że dobrać odpowiedni rozmiar do wybranego produktu. Poniżej przedstawiamy Wam najpopularniejsze worki Big Bag wraz z ich zastosowaniem.
 

  • Worek 62,5×62,5x120cm – najczęściej wykorzystuje się do przewożenia zboża, granulatu, odpadów z budowy, gruzu, kostki granitowej, a po dodaniu wkładki foliowej można w nich również transportować nawozy.
  •  Worek 90x90x120cm – występuje w kilku wersjach. Najpopularniejsza z nich ten z otwartą górą, płaskim dnem i 4 uchwytami, która idealnie nadaje się do transportu gruzu, odpadów budowlanych, kostek granitowych, ziemi, a także różnego rodzaju traw.

Często spotykany jest też wariant wykonany z powlekanej tkaniny świetnie sprawdzający się przy transporcie sypkich oraz pylących materiałów, np. mąki lub chemii budowlanej.
 Worek 70x110x120cm świetnie sprawdza się przy transporcie gruzu, pelletu, odpadów budowlanych czy ziemi. Aczkolwiek jego powlekana wersja wykorzystywana jest do przewożenia sypkich materiałów.

Przy wyborze worka typu Big Bag warto też zwrócić uwagę na materiał, z którego został wykonany. Te ażurowe powinno się wykorzystywać do transportu warzyw i owoców (ziemniaki, buraki itp.), drewna kominkowego i zrębków drewnianych. Natomiast powlekane nie sprawdzą się w przypadku materiałów wymagających wentylacji.

Przewożenie worków Big Bag


Ważny jest również sposób, w jaki transportujemy worki Big Bag. Niestety w wielu przypadkach nie są one akuratnie zabezpieczone. Warto pamiętać, że transfer worków Big Bag wymaga stosowania się do odpowiednich procedur. Dzięki temu zyskamy pewność, że ich transport będzie bezpieczny. Wiele przedsiębiorstw popełnia zasadniczy błąd, a mianowicie nie zabezpiecza odpowiednio worków. Niektórzy tylko je przypinają odpowiednim pasem, a jeszcze inni rezygnują nawet z tego. Jak więc prawidłowo transportować worki Big Bag?

Przewożenie worków Big Bag wymaga dużej precyzji.

W zasadzie powinno się być wyposażonym w maty, nadmuchiwane poduszki oraz kartony lub palety. Na matach ustawiamy palety, a dopiero na nich układamy Big Bagi, a następnie kartony. Wzdłuż worków warto ułożyć nadmuchiwane poduszki otoczone kartonami. Niewątpliwie każdy z Big Bagów powinno się też zapiąć pasami. Dzięki temu worki będą odpowiednio zabezpieczone i unikniemy niebezpiecznych sytuacji. W ten sposób zabezpieczone Big Bagi można też bez obaw transportować do różnych krajów i możemy być pewni, że spełnimy wszystkie przepisy.

Skup aut osobowych Warszawa – czy warto z niego skorzystać?

Dziś, sprzedanie samochodu nie jest prostą sprawą. Sprzedający musi się liczyć z dużą konkurencją na rynku i optymalizować swoją ofertę, tak, aby przyciągała uwagę potencjalnych klientów. Cały proces jest czasochłonny i nie zawsze efektywny. Społeczeństwo XXI wieku jest zabiegane i nie może sobie pozwolić na marnowanie choćby sekundy. W związku z tym, warto rozważyć skup aut osobowych, jako alternatywę dla klasycznej sprzedaży.

Zalety korzystania z usług skupu aut Warszawa

Więcej an https://kupieautowarszawa.pl/skup-aut-osobowych/

Skup aut osobowych Warszawa gwarantuje szybki i bezpieczny przebieg transakcji. Cała procedura sprzedaży Twojego samochodu osobowego nie potrwa dłużej niż pół godziny, dzięki czemu zaoszczędzisz cenny czas. Nie musisz martwić się o formalności, gdyż skup aut osobowych zadba o wszystkie kwestie prawne, aby zapewnić klientowi możliwie maksymalny poziom komfortu transakcji.

Skup aut osobowych Warszawa


Sprzedaż uszkodzonego lub starego pojazdu, na własną rękę, bywa problematyczna. Skup aut osobowych Warszawa odkupi samochód w każdym stanie technicznym, a rok produkcji nie zaważy o finalnej trasakcji. Sprzedawane auto może być wyprodukowane przez dowolną markę, posiadać wszelakie ubarwienie, być w pełni sprawne albo wymagające naprawy.

Jak wygląda procedura sprzedaży pojazdu w skupie aut osobowych?


Pierwszym krokiem do zbycia samochodu w skupie aut osobowych Warszawa będzie skontaktowanie się, telefoniczne lub mailowe, ze skupem. Podczas pierwszego kontaktu rzeczoznawca ma możliwość zebrania podstawowych informacji o pojeździe, np. jego marki, modelu czy rocznika. Podczas spotkania osobistego z pracownikiem skupu aut osobowych ustalane są szczegóły transakcji. Następują dokładne oględziny pojazdu, przeprowadzany jest wywiad dotyczący wypadkowości, sprawności i eksploatacji samochodu osobowego. Po zdobyciu wszystkich niezbędnych informacji, rzeczoznawca ustala z klientem cenę pojazdu.

Aby Twoja wizyta w skupie aut osobowych Warszawa przebiegła sprawnie, zabierz ze sobą dokument tożsamości, np. dowód osobisty, dowód rejestracyjny sprzedawanego pojazdu oraz kartę pojazdu, jeśli jesteś w jej posiadaniu. Opcjonalnie możesz zabrać ze sobą dokument ubezpieczenia OC auta oraz zaświadczenie o jego stanie technicznym. W przypadku, kiedy prawa do samochodu posiada również współwłaściciel, należy zaopatrzyć się w jego upoważnienie sygnowane podpisem. Jeśli wszyscy współwłaściciele biorą udział w spotkaniu w skupie aut osobowych Warszawa, każdy z nich powinien posiadać dowód tożsamości.

Ostatnim etapem jest podpisanie umowy kupna sprzedaży i wypłata ustalonej kwoty klientowi. Cała wizyta w skupie zazwyczaj nie trwa dłużej niż trzydzieści minut.

Co zrobić po sprzedaży samochodu?


Polskie prawo zastrzega, że w ciągu 30 dni od sprzedania, wyzłomowania lub oddania samochodu do stacji demontażu, należy wyrejestrować pojazd w Wydziale Komunikacji. W momencie, gdy pojazd został wyzłomowany, należy zabrać ze sobą również jego tablice rejestracyjne oraz zgłosić ten fakt do ubezpieczyciela, aby otrzymać zwrot niewykorzystanego OC/AC. Więcej na https://kupieautowarszawa.pl/

Skup aut osobowych Warszawa okaże się świetnym rozwiązaniem dla osób zabieganych, ceniących sobie swój czas. Opcja jest szczególnie warta rozważenia, w przypadku chęci sprzedaży samochodu o złym stanie technicznym lub wizualnym.