Kwestie środowiskowe stają się coraz ważniejsze dla firm. Wciąż niewiele z nich liczy jednak swój ślad węglowy

Rośnie znaczenie dekarbonizacji i ochrony środowiska w działalności przedsiębiorstw. W 2023 roku wyniósł on 61 punktów, podczas gdy 50 oznacza odczyt neutralny, a to, co powyżej – pozytywny. To wynik pierwszego odczytu Indeksu Dekarbonizacji Polskiej Gospodarki, który opracowują Fundacja Instrat, spółka Qemetica i Pracodawcy RP na podstawie ankiet przeprowadzonych wśród firm członkowskich tej organizacji. W kwestie ekologii angażują się przede wszystkim średnie i duże firmy, znacznie rzadziej najmniejsze podmioty. Podobne dysproporcje widać w liczeniu śladu węglowego i raportowaniu tego rynkowi. Eksperci podkreślają, że w przyszłości działania na rzecz dekarbonizacji i ochrony środowiska mogą mieć kluczowe znaczenie dla wyników finansowych i perspektyw rozwoju przedsiębiorstw.

 Indeks Dekarbonizacji Polskiej Gospodarki jest inspirowany wskaźnikiem PMI, czyli indeksem, który mierzy nastroje menedżerów firm, z tym że my pytamy nie o nastroje w gospodarce, tylko o nastroje wokół dekarbonizacji i ochrony środowiska. Zasada jest taka, że 50 to jest wartość neutralna indeksu – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Jakub Sawulski, główny ekonomista Fundacji Instrat. – Odczyt w wysokości 61 oznacza, że znaczenie tematu dekarbonizacji i ochrony środowiska w działalności przedsiębiorstw w 2023 roku wyraźnie rosło. 

Prawie dwie trzecie spośród 51 badanych przedsiębiorstw (64 proc.) wskazuje, że znaczenie tej tematyki w strategii biznesowej ich organizacji rośnie. Według deklaracji rosną także nakłady na te cele – zarówno osobowe, czyli wkład pracowników (50 proc. firm), jak i inwestycyjne (45 proc. wskazań). Poziom zaangażowania zależy jednak od wielkości firmy – przykładowo większe inwestycje deklaruje 33 proc. firm mikro- i małych oraz 53 proc. firm średnich i dużych. Podobna różnica występuje w przypadku zaangażowania pracowników – to odpowiednio 38 proc. i 66 proc.

Dysproporcje widać także w odpowiedziach na temat obliczania śladu węglowego swojej organizacji. Łącznie 45 proc. badanych firm wskazało, że w 2023 roku tego nie robiło. Wśród średnich i dużych nie robiła tego co piąta firma, a wśród mikro- i małych podmiotów odsetek ten wyniósł 81 proc.

– Wyraźnie widać, że mikro- i małe firmy nie mają ani zasobów finansowych, ani zasobów osobowych, czyli po prostu nie mają ludzi i pieniędzy na to, żeby liczyć ślad węglowy – wskazuje dr Jakub Sawulski.

Raportowanie kwestii środowiskowych, w tym śladu węglowego, staje się jednak konieczne. Z początkiem 2023 roku weszła w życie dyrektywa CSRD, która wprowadza nowe regulacje w raportowaniu niefinansowym. Wiele przedsiębiorstw będzie miało obowiązek informowania o swoich działaniach z zakresu kwestii środowiskowych i społecznej odpowiedzialności biznesu. O ile na razie obowiązkiem są objęte duże przedsiębiorstwa oraz spółki notowane na giełdzie (z przychodami powyżej 170 mln zł netto rocznie), o tyle już w 2026 roku obowiązek będzie dotyczyć wszystkich spółek działających na terenie UE.

W praktyce nawet przed oficjalnym wejściem w życie tego obowiązku rynek może jednak wymuszać wdrażanie niektórych założeń ESG. Wystarczy, że zewnętrzni interesariusze będą wybierać swoich dostawców, kierując się ich polityką zrównoważonego rozwoju. Już dziś wzrost presji ze strony swojego otoczenia biznesowego zauważa 61 proc. badanych firm (na presję regulacyjną wskazało 58 proc.).

– W wielu firmach brakuje świadomości tego, jak istotny jest to temat i że w przyszłości może mieć znaczenie dla wyników finansowych firm. Dostęp do kapitału, prawdopodobnie w tym kierunku idą regulacje, będzie niedługo warunkowany tym, czy firma liczy ślad węglowy i jakie są jej parametry w kwestiach dekarbonizacji – tłumaczy główny ekonomista Fundacji Instrat. – Nieco lepiej jest w firmach średnich i dużych, z których wiele już liczy ślad węglowy.

Problem jednak w tym, że robią to w niepełnym zakresie. W większości przypadków raportowanie dotyczy bezpośrednich emisji, a pomijany jest ślad węglowy w całym łańcuchu dostaw. Spośród ankietowanych firm, które liczyły ślad węglowy w 2023 roku, tylko co trzecia robiła to we wszystkich zakresach i były to wyłącznie firmy średnie lub duże.

Indeks Dekarbonizacji Polskiej Gospodarki wskazuje na szereg innych problemów i wyzwań związanych z realizacją transformacji energetycznej.

– Dekarbonizacja jest wyzwaniem. Musimy znajdować środki na inwestowanie w nowe technologie, a jednocześnie walczymy na konkurencyjnym rynku, gdzie koszty energii czy sytuacja gospodarcza w Europie versus Azja tworzą dodatkową presję konkurencyjną i musimy sobie z tym jako firmy poradzić – mówi Kamil Majczak, prezes zarządu Qemetica. – Mamy jasny plan, jak obniżać emisje, jak je mocno redukować, ale dojście do net zero wymaga inwestycji w technologie, które dzisiaj nie są komercyjne. Musimy pamiętać, jak krótkoterminowo znajdować środki, inwestować, walczyć z konkurencją, a jednocześnie budować długoterminową konkurencyjność firm, gospodarki w Europie.

Około 40 proc. ankietowanych firm nie wprowadziło w ubiegłym roku rozwiązań, które zmniejszyły ich ślad węglowy. Kolejne około 40 proc. przyznaje, że wdrożone rozwiązania zmniejszyły ślad węglowy jedynie w niewielkim stopniu. Tylko co piąta firma wdrożyła rozwiązania, które przyczyniły się do znaczącej redukcji śladu węglowego.

– Jedna inicjatywa nie jest w stanie niczego rozwiązać. W ramach projektów dekarbonizacji to jest kilkadziesiąt, jeśli nie setki projektów, które dopiero razem mają ogromny wpływ na nasz ślad węglowy. Wymaga to bardzo systematycznego podejścia i spojrzenia, jak te małe elementy składają się na całość – przekonuje Kamil Majczak.

Coraz więcej firm zauważa w Polsce zjawisko greenwashingu, czyli pozorowanych działań na rzecz klimatu. Jest to najważniejszy czynnik obniżający ogólną wartość Indeksu Dekarbonizacji. Niemal połowa ankietowanych przedstawicieli biznesu uważa, że zjawisko to w ubiegłym roku było bardziej powszechne niż w 2022 roku.

Świat rozwijał się dobrze poprzez używanie paliw kopalnych, dokonano gigantycznych postępów i ukształtowano dobrobyt, w pewnym momencie zorientowaliśmy się, że właśnie paliwa kopalne grożą nam zakończeniem losów świata. W związku z tym pojawiły się kwestie związane ze zrównoważonym rozwojem i dekarbonizacją. Cywilizacja ludzka musi wyjść skutecznie z paliw kopalnych: najpierw zmniejszyć ich rolę, a potem całkowicie wyjść, nie ma odwrotu. Stąd między innymi nasze dyskusje na temat Indeksu Dekarbonizacji i innych kwestii związanych z tą problematyką – podkreśla Rafał Dutkiewicz, prezes Pracodawców RP.

Firmy przyznają, że nie czują wsparcia instytucji publicznych dla działań na rzecz dekarbonizacji i ochrony środowiska. Blisko 80 proc. wskazało, że w 2023 roku pomoc instytucji publicznych w tym obszarze się nie zmieniła, co może sugerować negatywną opinię dla tych inicjatyw. Inicjatorzy Indeksu Dekarbonizacji Polskiej Gospodarki chcą, by stał się on platformą pomocową służącą do wymiany opinii i doświadczeń między firmami, regulatorami oraz administracją centralną.

– Chcielibyśmy, żeby w sprawach związanych z dekarbonizacją oraz w ogóle w sprawach dotyczących polskiego biznesu mówić w miarę możliwości wspólnym głosem, aby wymieniać się doświadczeniami i dobrymi praktykami oraz żebyśmy mogli wspólnie wpływać na regulacje dotyczące tej przestrzeni – podkreśla Rafał Dutkiewicz.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/kwestie-srodowiskowe,p905597504

Kwestie środowiskowe stają się coraz ważniejsze dla firm. Wciąż niewiele z nich liczy jednak swój ślad węglowy

Rośnie znaczenie dekarbonizacji i ochrony środowiska w działalności przedsiębiorstw. W 2023 roku wyniósł on 61 punktów, podczas gdy 50 oznacza odczyt neutralny, a to, co powyżej – pozytywny. To wynik pierwszego odczytu Indeksu Dekarbonizacji Polskiej Gospodarki, który opracowują Fundacja Instrat, spółka Qemetica i Pracodawcy RP na podstawie ankiet przeprowadzonych wśród firm członkowskich tej organizacji. W kwestie ekologii angażują się przede wszystkim średnie i duże firmy, znacznie rzadziej najmniejsze podmioty. Podobne dysproporcje widać w liczeniu śladu węglowego i raportowaniu tego rynkowi. Eksperci podkreślają, że w przyszłości działania na rzecz dekarbonizacji i ochrony środowiska mogą mieć kluczowe znaczenie dla wyników finansowych i perspektyw rozwoju przedsiębiorstw.

 Indeks Dekarbonizacji Polskiej Gospodarki jest inspirowany wskaźnikiem PMI, czyli indeksem, który mierzy nastroje menedżerów firm, z tym że my pytamy nie o nastroje w gospodarce, tylko o nastroje wokół dekarbonizacji i ochrony środowiska. Zasada jest taka, że 50 to jest wartość neutralna indeksu – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Jakub Sawulski, główny ekonomista Fundacji Instrat. – Odczyt w wysokości 61 oznacza, że znaczenie tematu dekarbonizacji i ochrony środowiska w działalności przedsiębiorstw w 2023 roku wyraźnie rosło. 

Prawie dwie trzecie spośród 51 badanych przedsiębiorstw (64 proc.) wskazuje, że znaczenie tej tematyki w strategii biznesowej ich organizacji rośnie. Według deklaracji rosną także nakłady na te cele – zarówno osobowe, czyli wkład pracowników (50 proc. firm), jak i inwestycyjne (45 proc. wskazań). Poziom zaangażowania zależy jednak od wielkości firmy – przykładowo większe inwestycje deklaruje 33 proc. firm mikro- i małych oraz 53 proc. firm średnich i dużych. Podobna różnica występuje w przypadku zaangażowania pracowników – to odpowiednio 38 proc. i 66 proc.

Dysproporcje widać także w odpowiedziach na temat obliczania śladu węglowego swojej organizacji. Łącznie 45 proc. badanych firm wskazało, że w 2023 roku tego nie robiło. Wśród średnich i dużych nie robiła tego co piąta firma, a wśród mikro- i małych podmiotów odsetek ten wyniósł 81 proc.

– Wyraźnie widać, że mikro- i małe firmy nie mają ani zasobów finansowych, ani zasobów osobowych, czyli po prostu nie mają ludzi i pieniędzy na to, żeby liczyć ślad węglowy – wskazuje dr Jakub Sawulski.

Raportowanie kwestii środowiskowych, w tym śladu węglowego, staje się jednak konieczne. Z początkiem 2023 roku weszła w życie dyrektywa CSRD, która wprowadza nowe regulacje w raportowaniu niefinansowym. Wiele przedsiębiorstw będzie miało obowiązek informowania o swoich działaniach z zakresu kwestii środowiskowych i społecznej odpowiedzialności biznesu. O ile na razie obowiązkiem są objęte duże przedsiębiorstwa oraz spółki notowane na giełdzie (z przychodami powyżej 170 mln zł netto rocznie), o tyle już w 2026 roku obowiązek będzie dotyczyć wszystkich spółek działających na terenie UE.

W praktyce nawet przed oficjalnym wejściem w życie tego obowiązku rynek może jednak wymuszać wdrażanie niektórych założeń ESG. Wystarczy, że zewnętrzni interesariusze będą wybierać swoich dostawców, kierując się ich polityką zrównoważonego rozwoju. Już dziś wzrost presji ze strony swojego otoczenia biznesowego zauważa 61 proc. badanych firm (na presję regulacyjną wskazało 58 proc.).

– W wielu firmach brakuje świadomości tego, jak istotny jest to temat i że w przyszłości może mieć znaczenie dla wyników finansowych firm. Dostęp do kapitału, prawdopodobnie w tym kierunku idą regulacje, będzie niedługo warunkowany tym, czy firma liczy ślad węglowy i jakie są jej parametry w kwestiach dekarbonizacji – tłumaczy główny ekonomista Fundacji Instrat. – Nieco lepiej jest w firmach średnich i dużych, z których wiele już liczy ślad węglowy.

Problem jednak w tym, że robią to w niepełnym zakresie. W większości przypadków raportowanie dotyczy bezpośrednich emisji, a pomijany jest ślad węglowy w całym łańcuchu dostaw. Spośród ankietowanych firm, które liczyły ślad węglowy w 2023 roku, tylko co trzecia robiła to we wszystkich zakresach i były to wyłącznie firmy średnie lub duże.

Indeks Dekarbonizacji Polskiej Gospodarki wskazuje na szereg innych problemów i wyzwań związanych z realizacją transformacji energetycznej.

– Dekarbonizacja jest wyzwaniem. Musimy znajdować środki na inwestowanie w nowe technologie, a jednocześnie walczymy na konkurencyjnym rynku, gdzie koszty energii czy sytuacja gospodarcza w Europie versus Azja tworzą dodatkową presję konkurencyjną i musimy sobie z tym jako firmy poradzić – mówi Kamil Majczak, prezes zarządu Qemetica. – Mamy jasny plan, jak obniżać emisje, jak je mocno redukować, ale dojście do net zero wymaga inwestycji w technologie, które dzisiaj nie są komercyjne. Musimy pamiętać, jak krótkoterminowo znajdować środki, inwestować, walczyć z konkurencją, a jednocześnie budować długoterminową konkurencyjność firm, gospodarki w Europie.

Około 40 proc. ankietowanych firm nie wprowadziło w ubiegłym roku rozwiązań, które zmniejszyły ich ślad węglowy. Kolejne około 40 proc. przyznaje, że wdrożone rozwiązania zmniejszyły ślad węglowy jedynie w niewielkim stopniu. Tylko co piąta firma wdrożyła rozwiązania, które przyczyniły się do znaczącej redukcji śladu węglowego.

– Jedna inicjatywa nie jest w stanie niczego rozwiązać. W ramach projektów dekarbonizacji to jest kilkadziesiąt, jeśli nie setki projektów, które dopiero razem mają ogromny wpływ na nasz ślad węglowy. Wymaga to bardzo systematycznego podejścia i spojrzenia, jak te małe elementy składają się na całość – przekonuje Kamil Majczak.

Coraz więcej firm zauważa w Polsce zjawisko greenwashingu, czyli pozorowanych działań na rzecz klimatu. Jest to najważniejszy czynnik obniżający ogólną wartość Indeksu Dekarbonizacji. Niemal połowa ankietowanych przedstawicieli biznesu uważa, że zjawisko to w ubiegłym roku było bardziej powszechne niż w 2022 roku.

Świat rozwijał się dobrze poprzez używanie paliw kopalnych, dokonano gigantycznych postępów i ukształtowano dobrobyt, w pewnym momencie zorientowaliśmy się, że właśnie paliwa kopalne grożą nam zakończeniem losów świata. W związku z tym pojawiły się kwestie związane ze zrównoważonym rozwojem i dekarbonizacją. Cywilizacja ludzka musi wyjść skutecznie z paliw kopalnych: najpierw zmniejszyć ich rolę, a potem całkowicie wyjść, nie ma odwrotu. Stąd między innymi nasze dyskusje na temat Indeksu Dekarbonizacji i innych kwestii związanych z tą problematyką – podkreśla Rafał Dutkiewicz, prezes Pracodawców RP.

Firmy przyznają, że nie czują wsparcia instytucji publicznych dla działań na rzecz dekarbonizacji i ochrony środowiska. Blisko 80 proc. wskazało, że w 2023 roku pomoc instytucji publicznych w tym obszarze się nie zmieniła, co może sugerować negatywną opinię dla tych inicjatyw. Inicjatorzy Indeksu Dekarbonizacji Polskiej Gospodarki chcą, by stał się on platformą pomocową służącą do wymiany opinii i doświadczeń między firmami, regulatorami oraz administracją centralną.

– Chcielibyśmy, żeby w sprawach związanych z dekarbonizacją oraz w ogóle w sprawach dotyczących polskiego biznesu mówić w miarę możliwości wspólnym głosem, aby wymieniać się doświadczeniami i dobrymi praktykami oraz żebyśmy mogli wspólnie wpływać na regulacje dotyczące tej przestrzeni – podkreśla Rafał Dutkiewicz.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/kwestie-srodowiskowe,p905597504

MKiŚ pracuje nad rozwiązaniem problemów z wypłatą środków z programu Czyste Powietrze. Odbiorcy mogą stracić zaufanie do niego

0

Kilkanaście tysięcy beneficjentów, którzy ponieśli koszty ocieplenia domów i wymiany źródła ciepła, a teraz czekają na refundację tych wydatków z programu Czyste Powietrze, na pewno otrzyma zaległe dotacje – zapewniło Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Resort pracuje nad środkiem zaradczym, który ma upłynnić wypłaty. Długoterminowo chce uruchomić pulę środków przewidzianych na 2024 rok z instrumentu HASHFeniKS. W dalszej perspektywie program Czyste Powietrze czekają jednak spore zmiany, które mają zwiększyć jego efektywność – zapowiedziała w ostatnich dniach minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska. Aktywiści i eksperci apelują do resortu i NFOŚiGW o jak najszybsze działania, które zapobiegną podobnym problemom w przyszłości. 

Czyste Powietrze – czyli program uruchomiony w 2018 roku przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, który udziela dotacji do wymiany starych kotłów i ocieplenia domów – w ciągu kilku ostatnich lat cieszył się rosnącą popularnością: w 2019 roku złożono w nim 85 tys. wniosków, a w 2023 roku – już 217 tys. W sumie w ciągu pięciu lat trwania tego programu wpłynęło 754 tys. wniosków o dofinansowanie.

 Czyste Powietrze jest dzisiaj bardzo rozpędzonym programem finansowania termomodernizacji budynków jednorodzinnych oraz wymiany źródeł ciepła. Niestety w konsekwencji zaniedbań poprzedniego rządu pojawiło się ryzyko utraty płynności i luki finansowej w tym programie. Dlatego wspólnie z Alarmem Smogowym wystosowaliśmy apel do polskiego rządu, do premiera Donalda Tuska, żeby uaktywnić większą kwotę ze środków, które spłynęły w grudniu z KPO i REPowerEU, i przeznaczyć ją na finansowanie tego programu, który wymaga ciągłego zasilania środkami finansowymi – mówi agencji Newseria Biznes Michał Hetmański, prezes zarządu Fundacji Instrat.

Do wymiany wciąż pozostało ok. 2,7 mln starych kotłów. Tymczasem Polski Alarm Smogowy (PAS) oraz Fundacja Instrat alarmują, że program znalazł się na krawędzi bankructwa i boryka się z rosnącymi opóźnieniami w wypłatach dotacji. W połowie stycznia br. luka finansowa wynosiła ponad 300 mln zł, co potwierdziło też Ministerstwo Klimatu i Środowiska, i co tydzień powiększa się o kolejne 100 mln zł. Według szacunków na koniec lutego br. ta luka podwoi się do wartości 700 mln zł. To rodzi ryzyko, że nabór nowych wniosków może zostać wstrzymany, a program zakończy się przedwcześnie (zgodnie z harmonogramem miał trwać do 2029 roku).

Wojewódzkie fundusze ochrony środowiska we współpracy z NFOŚiGW oraz Ministerstwem Klimatu i Środowiska na razie regularnie obsługują nabór nowych wniosków, ale jest problem z wypłatą dotacji z podpisanych już umów. Kryzys płynności finansowej dotyczy wniosków składanych jeszcze w poprzednim roku. Jest ryzyko utraty płynności finansowej po stronie funduszy, których zadaniem jest dystrybucja tych środków – wskazuje Michał Hetmański.

Aktywiści i eksperci podkreślają, że bez natychmiastowej interwencji rządu programowi grozi zapaść. Dlatego zaapelowali do rządu i premiera Donalda Tuska o podjęcie szybkich działań – zasilenie programu Czyste Powietrze kwotą 2 mld zł z instrumentu RePowerEU (Polska w grudniu ub.r. otrzymała z tego instrumentu 22 mld zł zaliczki) oraz pilne odblokowanie środków KPO na ten cel, a w dalszej kolejności środków Funduszu Spójności i innych źródeł finansowania.

Szefowa MKiŚ Paulina Hennig-Kloska podczas konferencji prasowej w połowie stycznia br. podkreśliła, że resort ma świadomość problemu i wraz z NFOŚiGW pracuje nad jego rozwiązaniem. Jak wskazała, z pierwszej transzy środków z KPO Polska otrzymała na program „Czyste Powietrze” 200 mln zł i dzięki tym środkom wypłaty dotacji zostaną wznowione. Resort pracuje też nad innym środkiem zaradczym, który ma pozwolić na pokrycie wszystkich zaległości. Natomiast docelowo chce uruchomić na ten cel pulę środków dostępnych z HASHFEniKS na 2024 rok (Fundusze Europejskie na Infrastrukturę, Klimat i Środowisko).

– Alokowanie zaledwie 200 mln zł z zaliczki z KPO, która spłynęła do nas w grudniu, będzie stanowić rozwiązanie problemu na zaledwie dwa tygodnie. My potrzebujemy średnioterminowego planowania finansowego, żeby w przyszłości uniknąć podobnych sytuacji. Z początkiem lutego przedstawimy swoje rekomendacje w tym obszarze – zapowiada prezes Fundacji Instrat.

W skali całego kraju nawet kilkanaście tysięcy beneficjentów, którzy ponieśli koszty ocieplenia domów i wymiany źródła ciepła, czeka teraz na refundację tych wydatków z programu Czyste Powietrze.

To jest niesamowicie ważne, żeby beneficjenci nie słyszeli więcej o takich sytuacjach, problemach z dostępnością tych środków, ponieważ to ma bardzo duży wpływ na zaufanie do tego programu – podkreśla Michał Hetmański. – Widzieliśmy już w trakcie pandemii spadki zainteresowania tym programem ze względu na sytuację finansową państwa i samych konsumentów. Dlatego apelujemy do rządu o to, aby pokazać, że środki na finansowanie programu Czyste Powietrze są i będą nadal.

Autorzy apelu podkreślili, że szybkie działania w celu usprawnienia programu Czyste Powietrze są konieczne, ponieważ Polska jest krajem o najbardziej zanieczyszczonym powietrzu w całej Unii Europejskiej, co każdego roku przyczynia się do ponad 40 tys. przedwczesnych zgonów.

– Trzeba dostrzec bardzo pozytywną zmianę, jaka już zaszła dzięki temu programowi. Kiedy startował pięć lat temu, był przede wszystkim programem wymiany kopciuchów. Natomiast dziś prawie 3/4 składanych w nim wniosków dotyczy kompleksowych termomodernizacji, czyli zarówno ocieplenia domu, jak i wymiany źródła ciepła – mówi prezes Fundacji Instrat. – Ze strony NFOŚiGW w porozumieniu z gminami potrzebna jest jeszcze większa koordynacja na rzecz promocji tego programu, szczególnie wśród grup wykluczonych. Centralna Ewidencja Emisyjności Budynków – w której są chronione przez państwo informacje na temat tego, jakich źródeł ciepła używamy w domach – stanowi bardzo cenne, marketingowe narzędzie dotarcia do tych wykluczonych grup, żebyśmy mogli pomagać ze środków publicznych nie tylko tym, którzy mogą sobie na to pozwolić, ale przede wszystkim tym, którzy tego programu najbardziej potrzebują, czyli ubogim energetycznie.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/mkis-pracuje-nad,p2042715007

Polska Akademia Nauk wymaga reform organizacyjnych i finansowych. W ubiegłym roku 40 proc. pracowników w instytutach zarabiało poniżej płacy minimalnej

0

– W ubiegłym roku aż 40 proc. pensji w instytutach PAN było poniżej minimalnej pensji i trudno było nam przekonać młodych ludzi, że ścieżka rozwoju naukowego jest tym, co powinni w życiu robić – mówi prezes PAN prof. Marek Konarzewski. Wskazuje, że zapisana w budżecie na ten rok kwota 180 mln zł dotacji pozwoli zaledwie na zrekompensowanie podwyżek kosztów utrzymania potencjału badawczego instytutów. Żeby mówić o dalszym rozwoju PAN, trzeba wrócić do rozmów o finansowaniu, ale także o zmianach organizacyjnych w tej instytucji. Reformę PAN zapowiedział już minister nauki i szkolnictwa wyższego Dariusz Wieczorek.

 Polska Akademia Nauk potrzebuje reform z wielu względów, a tym zasadniczym jest oczekiwanie, że jej struktury będą bliżej ze sobą współpracować. Przypomnę, że akademia składa się z dwóch zasadniczych filarów: pierwszym jest korporacja złożona z 350 uczonych, wybieranych w bardzo konkurencyjny sposób. To jest elita polskiej nauki – tylko jeden na średnio 100 profesorów dostępuje zaszczytu wyboru do akademii. Natomiast drugim jej filarem jest 70 instytutów naukowych PAN. Bardzo nam zależy, żeby reformy doprowadziły do zwiększenia widzialności akademii i jej pozycjonowania w świecie nauki – nie tylko w kraju, ale przede wszystkim za granicą – mówi agencji Newseria Biznes prof. Marek Konarzewski.

Projekt nowej ustawy o PAN, który powstał w akademii, został złożony w Ministerstwie Edukacji i Nauki pod koniec marca 2023 roku. Nad alternatywną reformą pracował zespół byłego ministra Przemysława Czarnka, ale żaden z projektów nie został przedłożony w Sejmie. Po grudniowej zmianie rządu temat reformy PAN wrócił – ponownie poruszył go minister nauki i szkolnictwa wyższego Dariusz Wieczorek, który w ubiegłym tygodniu spotkał się z Prezydium Polskiej Akademii Nauk.

– Dla nas to było wydarzenie historyczne, bo po raz pierwszy od co najmniej ośmiu lat konstytucyjny minister odpowiedzialny za naukę wziął udział w posiedzeniu prezydium – podkreśla prezes PAN. – Minister zapewnił nas, że procedowanie projektu ustawy o Polskiej Akademii Nauk będzie dla niego priorytetem i że dokona się to w tym roku. Ta zapowiedź była dla nas niebywale ważna, bo oznacza, że do końca tego roku – miejmy nadzieję – będziemy mieli już nową ustawę i będziemy pod jej rządami dalej prowadzić reformy akademii.

Wcześniej mają się odbyć w tej sprawie szerokie konsultacje ze środowiskami związanymi z PAN.

– Podstawowe zmiany w ustroju Polskiej Akademii Nauk będą się sprowadzały do tego, że Zgromadzenie Akademii – czyli jej najwyższy organ – będzie się składać zarówno z korporantów, czyli z członków Polskiej Akademii Nauk, jak również z dyrektorów instytutów PAN i to poszerzone grono będzie wspólnie wybierać prezesa akademii. Do tej pory był on wybierany wyłącznie głosami korporantów, w związku z czym ten drugi filar, bardzo istotny, nie był obecny przy wyborze jej władz – mówi prof. Marek Konarzewski. – Z drugiej strony bardzo zależy nam też na poszerzeniu kompetencji części korporacyjnej akademii, członków PAN, w taki sposób, aby mogli mieć oni bezpośredni wpływ na ocenę merytoryczną, naukową instytutów i żeby to była ocena wiążąca. Obecnie jesteśmy w punkcie, gdzie formułujemy pewne rekomendacje względem instytutów i one mogą być, ale nie muszą być przyjęte przez dyrekcje tych podmiotów. Wedle naszego projektu te rekomendacje byłyby wiążące.

Reforma Polskiej Akademii Nauk ma pozwolić na uporządkowanie jej organizacji i wewnętrznych struktur, ale też umożliwić szersze pozyskiwanie funduszy – stosownie do potencjału naukowego, jakim dysponują instytuty PAN. Reforma jest także jednym z kamieni milowych, których spełnienie umożliwi akademii pozyskanie środków z Krajowego Planu Odbudowy. Pod rządami obecnej ustawy akademia i część jej jednostek nie mają możliwości aplikowania o projekty unijne i krajowe.

W kwestii finansów padły też inne deklaracje. MNiSW zapowiedziało zwiększenie finansowania instytutów PAN o 180 mln zł. Jak podkreśla prezes tej instytucji, zostaną one przeznaczone na pokrycie rosnących kosztów utrzymania potencjału badawczego instytutów.

– Zeszły rok pod tym względem był dramatyczny, ponieważ bardzo mocno wzrosły koszty mediów, eksploatacji aparatury naukowej i dochodziło do tego, że w wielu instytutach, szczególnie tych eksperymentalnych, trzeba było tę aparaturę wyłączać. To jest prosta droga do tego, żeby zatrzymywać badania naukowe, a wtedy samo funkcjonowanie instytutów staje pod znakiem zapytania – przestrzega prezes Polskiej Akademii Nauk. – Trzeba jednak jasno powiedzieć, że 180 mln zł to kwota ratunkowa, która sprawi tylko tyle, że oddali od nas widmo kolejnego ograniczenia aktywności. A my powinniśmy przecież mówić o rozwoju. Aby ten rozwój się dokonywał, będziemy musieli niestety wrócić do rozmowy o finansowaniu, bo kwoty, które będą to umożliwiać, są znacznie wyższe niż 180 mln zł.

Ważną zapowiedzią dla PAN i jej instytutów jest także ta dotycząca wzrostu o 30 proc. wynagrodzeń dla pracowników naukowych i o 20 proc. dla pracowników nienaukowych. Podwyżki zostały wpisane do tegorocznego budżetu i mają obowiązywać od 1 stycznia. Zdaniem prezesa PAN to dobry krok w kierunku poprawy nie najlepszej sytuacji kadrowej.

W ubiegłym roku aż 40 proc. pensji w instytutach PAN było poniżej minimalnej pensji. Wynikało to głównie z faktu, że ze względu na ograniczone finansowanie wzrost płac nie nadążał za wzrostem pensji minimalnej. Po prostu brakowało nam pieniędzy na to, żeby wyrównać różnicę między tym, co mogliśmy zaoferować, a tym, co nakładały na nas przepisy, choć wielokrotnie rozmawiałem na temat tej sytuacji z byłym już kierownictwem Ministerstwa Edukacji i Nauki – mówi prof. Marek Konarzewski. – W tej sytuacji trudno było przekonać młodych ludzi, że ścieżka rozwoju naukowego jest tym, co powinni w życiu robić. Mamy nadzieję, że regulacje i wzrost płac, którego oczekujemy w tym roku, przynajmniej na jakiś czas tę sytuację zniwelują i że młodzi ludzie ponownie będą postrzegali pracę w instytutach PAN jako atrakcyjną ścieżkę kariery, która będzie ich utrzymywać w nauce. A przez to będziemy w stanie utrzymać potencjał intelektualny i ekspercki naszego środowiska i służyć rozwojowi kraju.

W ramach PAN działa najmocniejsza w kraju sieć badawcza złożona z 70 instytutów. Prowadzą one projekty w niemal wszystkich dziedzinach naukowych, tworzą wynalazki i patenty i są wizytówką polskiej nauki. Pracuje w nich ponad 9,5 tys. osób, w tym prawie 4,3 tys. badaczek i badaczy. W ramach instytutów PAN działa też osiem Centrów Doskonałości Naukowej Dioscuri – międzynarodowych grup badawczych wspieranych przez niemieckie Towarzystwo Maxa Plancka.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/polska-akademia-nauk,p1358545110

MKiŚ pracuje nad rozwiązaniem problemów z wypłatą środków z programu Czyste Powietrze. Odbiorcy mogą stracić zaufanie do niego

0

Kilkanaście tysięcy beneficjentów, którzy ponieśli koszty ocieplenia domów i wymiany źródła ciepła, a teraz czekają na refundację tych wydatków z programu Czyste Powietrze, na pewno otrzyma zaległe dotacje – zapewniło Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Resort pracuje nad środkiem zaradczym, który ma upłynnić wypłaty. Długoterminowo chce uruchomić pulę środków przewidzianych na 2024 rok z instrumentu HASHFeniKS. W dalszej perspektywie program Czyste Powietrze czekają jednak spore zmiany, które mają zwiększyć jego efektywność – zapowiedziała w ostatnich dniach minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska. Aktywiści i eksperci apelują do resortu i NFOŚiGW o jak najszybsze działania, które zapobiegną podobnym problemom w przyszłości. 

Czyste Powietrze – czyli program uruchomiony w 2018 roku przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, który udziela dotacji do wymiany starych kotłów i ocieplenia domów – w ciągu kilku ostatnich lat cieszył się rosnącą popularnością: w 2019 roku złożono w nim 85 tys. wniosków, a w 2023 roku – już 217 tys. W sumie w ciągu pięciu lat trwania tego programu wpłynęło 754 tys. wniosków o dofinansowanie.

 Czyste Powietrze jest dzisiaj bardzo rozpędzonym programem finansowania termomodernizacji budynków jednorodzinnych oraz wymiany źródeł ciepła. Niestety w konsekwencji zaniedbań poprzedniego rządu pojawiło się ryzyko utraty płynności i luki finansowej w tym programie. Dlatego wspólnie z Alarmem Smogowym wystosowaliśmy apel do polskiego rządu, do premiera Donalda Tuska, żeby uaktywnić większą kwotę ze środków, które spłynęły w grudniu z KPO i REPowerEU, i przeznaczyć ją na finansowanie tego programu, który wymaga ciągłego zasilania środkami finansowymi – mówi agencji Newseria Biznes Michał Hetmański, prezes zarządu Fundacji Instrat.

Do wymiany wciąż pozostało ok. 2,7 mln starych kotłów. Tymczasem Polski Alarm Smogowy (PAS) oraz Fundacja Instrat alarmują, że program znalazł się na krawędzi bankructwa i boryka się z rosnącymi opóźnieniami w wypłatach dotacji. W połowie stycznia br. luka finansowa wynosiła ponad 300 mln zł, co potwierdziło też Ministerstwo Klimatu i Środowiska, i co tydzień powiększa się o kolejne 100 mln zł. Według szacunków na koniec lutego br. ta luka podwoi się do wartości 700 mln zł. To rodzi ryzyko, że nabór nowych wniosków może zostać wstrzymany, a program zakończy się przedwcześnie (zgodnie z harmonogramem miał trwać do 2029 roku).

Wojewódzkie fundusze ochrony środowiska we współpracy z NFOŚiGW oraz Ministerstwem Klimatu i Środowiska na razie regularnie obsługują nabór nowych wniosków, ale jest problem z wypłatą dotacji z podpisanych już umów. Kryzys płynności finansowej dotyczy wniosków składanych jeszcze w poprzednim roku. Jest ryzyko utraty płynności finansowej po stronie funduszy, których zadaniem jest dystrybucja tych środków – wskazuje Michał Hetmański.

Aktywiści i eksperci podkreślają, że bez natychmiastowej interwencji rządu programowi grozi zapaść. Dlatego zaapelowali do rządu i premiera Donalda Tuska o podjęcie szybkich działań – zasilenie programu Czyste Powietrze kwotą 2 mld zł z instrumentu RePowerEU (Polska w grudniu ub.r. otrzymała z tego instrumentu 22 mld zł zaliczki) oraz pilne odblokowanie środków KPO na ten cel, a w dalszej kolejności środków Funduszu Spójności i innych źródeł finansowania.

Szefowa MKiŚ Paulina Hennig-Kloska podczas konferencji prasowej w połowie stycznia br. podkreśliła, że resort ma świadomość problemu i wraz z NFOŚiGW pracuje nad jego rozwiązaniem. Jak wskazała, z pierwszej transzy środków z KPO Polska otrzymała na program „Czyste Powietrze” 200 mln zł i dzięki tym środkom wypłaty dotacji zostaną wznowione. Resort pracuje też nad innym środkiem zaradczym, który ma pozwolić na pokrycie wszystkich zaległości. Natomiast docelowo chce uruchomić na ten cel pulę środków dostępnych z HASHFEniKS na 2024 rok (Fundusze Europejskie na Infrastrukturę, Klimat i Środowisko).

– Alokowanie zaledwie 200 mln zł z zaliczki z KPO, która spłynęła do nas w grudniu, będzie stanowić rozwiązanie problemu na zaledwie dwa tygodnie. My potrzebujemy średnioterminowego planowania finansowego, żeby w przyszłości uniknąć podobnych sytuacji. Z początkiem lutego przedstawimy swoje rekomendacje w tym obszarze – zapowiada prezes Fundacji Instrat.

W skali całego kraju nawet kilkanaście tysięcy beneficjentów, którzy ponieśli koszty ocieplenia domów i wymiany źródła ciepła, czeka teraz na refundację tych wydatków z programu Czyste Powietrze.

To jest niesamowicie ważne, żeby beneficjenci nie słyszeli więcej o takich sytuacjach, problemach z dostępnością tych środków, ponieważ to ma bardzo duży wpływ na zaufanie do tego programu – podkreśla Michał Hetmański. – Widzieliśmy już w trakcie pandemii spadki zainteresowania tym programem ze względu na sytuację finansową państwa i samych konsumentów. Dlatego apelujemy do rządu o to, aby pokazać, że środki na finansowanie programu Czyste Powietrze są i będą nadal.

Autorzy apelu podkreślili, że szybkie działania w celu usprawnienia programu Czyste Powietrze są konieczne, ponieważ Polska jest krajem o najbardziej zanieczyszczonym powietrzu w całej Unii Europejskiej, co każdego roku przyczynia się do ponad 40 tys. przedwczesnych zgonów.

– Trzeba dostrzec bardzo pozytywną zmianę, jaka już zaszła dzięki temu programowi. Kiedy startował pięć lat temu, był przede wszystkim programem wymiany kopciuchów. Natomiast dziś prawie 3/4 składanych w nim wniosków dotyczy kompleksowych termomodernizacji, czyli zarówno ocieplenia domu, jak i wymiany źródła ciepła – mówi prezes Fundacji Instrat. – Ze strony NFOŚiGW w porozumieniu z gminami potrzebna jest jeszcze większa koordynacja na rzecz promocji tego programu, szczególnie wśród grup wykluczonych. Centralna Ewidencja Emisyjności Budynków – w której są chronione przez państwo informacje na temat tego, jakich źródeł ciepła używamy w domach – stanowi bardzo cenne, marketingowe narzędzie dotarcia do tych wykluczonych grup, żebyśmy mogli pomagać ze środków publicznych nie tylko tym, którzy mogą sobie na to pozwolić, ale przede wszystkim tym, którzy tego programu najbardziej potrzebują, czyli ubogim energetycznie.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/mkis-pracuje-nad,p2042715007

Polska Akademia Nauk wymaga reform organizacyjnych i finansowych. W ubiegłym roku 40 proc. pracowników w instytutach zarabiało poniżej płacy minimalnej

0

– W ubiegłym roku aż 40 proc. pensji w instytutach PAN było poniżej minimalnej pensji i trudno było nam przekonać młodych ludzi, że ścieżka rozwoju naukowego jest tym, co powinni w życiu robić – mówi prezes PAN prof. Marek Konarzewski. Wskazuje, że zapisana w budżecie na ten rok kwota 180 mln zł dotacji pozwoli zaledwie na zrekompensowanie podwyżek kosztów utrzymania potencjału badawczego instytutów. Żeby mówić o dalszym rozwoju PAN, trzeba wrócić do rozmów o finansowaniu, ale także o zmianach organizacyjnych w tej instytucji. Reformę PAN zapowiedział już minister nauki i szkolnictwa wyższego Dariusz Wieczorek.

 Polska Akademia Nauk potrzebuje reform z wielu względów, a tym zasadniczym jest oczekiwanie, że jej struktury będą bliżej ze sobą współpracować. Przypomnę, że akademia składa się z dwóch zasadniczych filarów: pierwszym jest korporacja złożona z 350 uczonych, wybieranych w bardzo konkurencyjny sposób. To jest elita polskiej nauki – tylko jeden na średnio 100 profesorów dostępuje zaszczytu wyboru do akademii. Natomiast drugim jej filarem jest 70 instytutów naukowych PAN. Bardzo nam zależy, żeby reformy doprowadziły do zwiększenia widzialności akademii i jej pozycjonowania w świecie nauki – nie tylko w kraju, ale przede wszystkim za granicą – mówi agencji Newseria Biznes prof. Marek Konarzewski.

Projekt nowej ustawy o PAN, który powstał w akademii, został złożony w Ministerstwie Edukacji i Nauki pod koniec marca 2023 roku. Nad alternatywną reformą pracował zespół byłego ministra Przemysława Czarnka, ale żaden z projektów nie został przedłożony w Sejmie. Po grudniowej zmianie rządu temat reformy PAN wrócił – ponownie poruszył go minister nauki i szkolnictwa wyższego Dariusz Wieczorek, który w ubiegłym tygodniu spotkał się z Prezydium Polskiej Akademii Nauk.

– Dla nas to było wydarzenie historyczne, bo po raz pierwszy od co najmniej ośmiu lat konstytucyjny minister odpowiedzialny za naukę wziął udział w posiedzeniu prezydium – podkreśla prezes PAN. – Minister zapewnił nas, że procedowanie projektu ustawy o Polskiej Akademii Nauk będzie dla niego priorytetem i że dokona się to w tym roku. Ta zapowiedź była dla nas niebywale ważna, bo oznacza, że do końca tego roku – miejmy nadzieję – będziemy mieli już nową ustawę i będziemy pod jej rządami dalej prowadzić reformy akademii.

Wcześniej mają się odbyć w tej sprawie szerokie konsultacje ze środowiskami związanymi z PAN.

– Podstawowe zmiany w ustroju Polskiej Akademii Nauk będą się sprowadzały do tego, że Zgromadzenie Akademii – czyli jej najwyższy organ – będzie się składać zarówno z korporantów, czyli z członków Polskiej Akademii Nauk, jak również z dyrektorów instytutów PAN i to poszerzone grono będzie wspólnie wybierać prezesa akademii. Do tej pory był on wybierany wyłącznie głosami korporantów, w związku z czym ten drugi filar, bardzo istotny, nie był obecny przy wyborze jej władz – mówi prof. Marek Konarzewski. – Z drugiej strony bardzo zależy nam też na poszerzeniu kompetencji części korporacyjnej akademii, członków PAN, w taki sposób, aby mogli mieć oni bezpośredni wpływ na ocenę merytoryczną, naukową instytutów i żeby to była ocena wiążąca. Obecnie jesteśmy w punkcie, gdzie formułujemy pewne rekomendacje względem instytutów i one mogą być, ale nie muszą być przyjęte przez dyrekcje tych podmiotów. Wedle naszego projektu te rekomendacje byłyby wiążące.

Reforma Polskiej Akademii Nauk ma pozwolić na uporządkowanie jej organizacji i wewnętrznych struktur, ale też umożliwić szersze pozyskiwanie funduszy – stosownie do potencjału naukowego, jakim dysponują instytuty PAN. Reforma jest także jednym z kamieni milowych, których spełnienie umożliwi akademii pozyskanie środków z Krajowego Planu Odbudowy. Pod rządami obecnej ustawy akademia i część jej jednostek nie mają możliwości aplikowania o projekty unijne i krajowe.

W kwestii finansów padły też inne deklaracje. MNiSW zapowiedziało zwiększenie finansowania instytutów PAN o 180 mln zł. Jak podkreśla prezes tej instytucji, zostaną one przeznaczone na pokrycie rosnących kosztów utrzymania potencjału badawczego instytutów.

– Zeszły rok pod tym względem był dramatyczny, ponieważ bardzo mocno wzrosły koszty mediów, eksploatacji aparatury naukowej i dochodziło do tego, że w wielu instytutach, szczególnie tych eksperymentalnych, trzeba było tę aparaturę wyłączać. To jest prosta droga do tego, żeby zatrzymywać badania naukowe, a wtedy samo funkcjonowanie instytutów staje pod znakiem zapytania – przestrzega prezes Polskiej Akademii Nauk. – Trzeba jednak jasno powiedzieć, że 180 mln zł to kwota ratunkowa, która sprawi tylko tyle, że oddali od nas widmo kolejnego ograniczenia aktywności. A my powinniśmy przecież mówić o rozwoju. Aby ten rozwój się dokonywał, będziemy musieli niestety wrócić do rozmowy o finansowaniu, bo kwoty, które będą to umożliwiać, są znacznie wyższe niż 180 mln zł.

Ważną zapowiedzią dla PAN i jej instytutów jest także ta dotycząca wzrostu o 30 proc. wynagrodzeń dla pracowników naukowych i o 20 proc. dla pracowników nienaukowych. Podwyżki zostały wpisane do tegorocznego budżetu i mają obowiązywać od 1 stycznia. Zdaniem prezesa PAN to dobry krok w kierunku poprawy nie najlepszej sytuacji kadrowej.

W ubiegłym roku aż 40 proc. pensji w instytutach PAN było poniżej minimalnej pensji. Wynikało to głównie z faktu, że ze względu na ograniczone finansowanie wzrost płac nie nadążał za wzrostem pensji minimalnej. Po prostu brakowało nam pieniędzy na to, żeby wyrównać różnicę między tym, co mogliśmy zaoferować, a tym, co nakładały na nas przepisy, choć wielokrotnie rozmawiałem na temat tej sytuacji z byłym już kierownictwem Ministerstwa Edukacji i Nauki – mówi prof. Marek Konarzewski. – W tej sytuacji trudno było przekonać młodych ludzi, że ścieżka rozwoju naukowego jest tym, co powinni w życiu robić. Mamy nadzieję, że regulacje i wzrost płac, którego oczekujemy w tym roku, przynajmniej na jakiś czas tę sytuację zniwelują i że młodzi ludzie ponownie będą postrzegali pracę w instytutach PAN jako atrakcyjną ścieżkę kariery, która będzie ich utrzymywać w nauce. A przez to będziemy w stanie utrzymać potencjał intelektualny i ekspercki naszego środowiska i służyć rozwojowi kraju.

W ramach PAN działa najmocniejsza w kraju sieć badawcza złożona z 70 instytutów. Prowadzą one projekty w niemal wszystkich dziedzinach naukowych, tworzą wynalazki i patenty i są wizytówką polskiej nauki. Pracuje w nich ponad 9,5 tys. osób, w tym prawie 4,3 tys. badaczek i badaczy. W ramach instytutów PAN działa też osiem Centrów Doskonałości Naukowej Dioscuri – międzynarodowych grup badawczych wspieranych przez niemieckie Towarzystwo Maxa Plancka.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/polska-akademia-nauk,p1358545110

MKiŚ pracuje nad rozwiązaniem problemów z wypłatą środków z programu Czyste Powietrze. Odbiorcy mogą stracić zaufanie do niego

0

Kilkanaście tysięcy beneficjentów, którzy ponieśli koszty ocieplenia domów i wymiany źródła ciepła, a teraz czekają na refundację tych wydatków z programu Czyste Powietrze, na pewno otrzyma zaległe dotacje – zapewniło Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Resort pracuje nad środkiem zaradczym, który ma upłynnić wypłaty. Długoterminowo chce uruchomić pulę środków przewidzianych na 2024 rok z instrumentu HASHFeniKS. W dalszej perspektywie program Czyste Powietrze czekają jednak spore zmiany, które mają zwiększyć jego efektywność – zapowiedziała w ostatnich dniach minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska. Aktywiści i eksperci apelują do resortu i NFOŚiGW o jak najszybsze działania, które zapobiegną podobnym problemom w przyszłości. 

Czyste Powietrze – czyli program uruchomiony w 2018 roku przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, który udziela dotacji do wymiany starych kotłów i ocieplenia domów – w ciągu kilku ostatnich lat cieszył się rosnącą popularnością: w 2019 roku złożono w nim 85 tys. wniosków, a w 2023 roku – już 217 tys. W sumie w ciągu pięciu lat trwania tego programu wpłynęło 754 tys. wniosków o dofinansowanie.

 Czyste Powietrze jest dzisiaj bardzo rozpędzonym programem finansowania termomodernizacji budynków jednorodzinnych oraz wymiany źródeł ciepła. Niestety w konsekwencji zaniedbań poprzedniego rządu pojawiło się ryzyko utraty płynności i luki finansowej w tym programie. Dlatego wspólnie z Alarmem Smogowym wystosowaliśmy apel do polskiego rządu, do premiera Donalda Tuska, żeby uaktywnić większą kwotę ze środków, które spłynęły w grudniu z KPO i REPowerEU, i przeznaczyć ją na finansowanie tego programu, który wymaga ciągłego zasilania środkami finansowymi – mówi agencji Newseria Biznes Michał Hetmański, prezes zarządu Fundacji Instrat.

Do wymiany wciąż pozostało ok. 2,7 mln starych kotłów. Tymczasem Polski Alarm Smogowy (PAS) oraz Fundacja Instrat alarmują, że program znalazł się na krawędzi bankructwa i boryka się z rosnącymi opóźnieniami w wypłatach dotacji. W połowie stycznia br. luka finansowa wynosiła ponad 300 mln zł, co potwierdziło też Ministerstwo Klimatu i Środowiska, i co tydzień powiększa się o kolejne 100 mln zł. Według szacunków na koniec lutego br. ta luka podwoi się do wartości 700 mln zł. To rodzi ryzyko, że nabór nowych wniosków może zostać wstrzymany, a program zakończy się przedwcześnie (zgodnie z harmonogramem miał trwać do 2029 roku).

Wojewódzkie fundusze ochrony środowiska we współpracy z NFOŚiGW oraz Ministerstwem Klimatu i Środowiska na razie regularnie obsługują nabór nowych wniosków, ale jest problem z wypłatą dotacji z podpisanych już umów. Kryzys płynności finansowej dotyczy wniosków składanych jeszcze w poprzednim roku. Jest ryzyko utraty płynności finansowej po stronie funduszy, których zadaniem jest dystrybucja tych środków – wskazuje Michał Hetmański.

Aktywiści i eksperci podkreślają, że bez natychmiastowej interwencji rządu programowi grozi zapaść. Dlatego zaapelowali do rządu i premiera Donalda Tuska o podjęcie szybkich działań – zasilenie programu Czyste Powietrze kwotą 2 mld zł z instrumentu RePowerEU (Polska w grudniu ub.r. otrzymała z tego instrumentu 22 mld zł zaliczki) oraz pilne odblokowanie środków KPO na ten cel, a w dalszej kolejności środków Funduszu Spójności i innych źródeł finansowania.

Szefowa MKiŚ Paulina Hennig-Kloska podczas konferencji prasowej w połowie stycznia br. podkreśliła, że resort ma świadomość problemu i wraz z NFOŚiGW pracuje nad jego rozwiązaniem. Jak wskazała, z pierwszej transzy środków z KPO Polska otrzymała na program „Czyste Powietrze” 200 mln zł i dzięki tym środkom wypłaty dotacji zostaną wznowione. Resort pracuje też nad innym środkiem zaradczym, który ma pozwolić na pokrycie wszystkich zaległości. Natomiast docelowo chce uruchomić na ten cel pulę środków dostępnych z HASHFEniKS na 2024 rok (Fundusze Europejskie na Infrastrukturę, Klimat i Środowisko).

– Alokowanie zaledwie 200 mln zł z zaliczki z KPO, która spłynęła do nas w grudniu, będzie stanowić rozwiązanie problemu na zaledwie dwa tygodnie. My potrzebujemy średnioterminowego planowania finansowego, żeby w przyszłości uniknąć podobnych sytuacji. Z początkiem lutego przedstawimy swoje rekomendacje w tym obszarze – zapowiada prezes Fundacji Instrat.

W skali całego kraju nawet kilkanaście tysięcy beneficjentów, którzy ponieśli koszty ocieplenia domów i wymiany źródła ciepła, czeka teraz na refundację tych wydatków z programu Czyste Powietrze.

To jest niesamowicie ważne, żeby beneficjenci nie słyszeli więcej o takich sytuacjach, problemach z dostępnością tych środków, ponieważ to ma bardzo duży wpływ na zaufanie do tego programu – podkreśla Michał Hetmański. – Widzieliśmy już w trakcie pandemii spadki zainteresowania tym programem ze względu na sytuację finansową państwa i samych konsumentów. Dlatego apelujemy do rządu o to, aby pokazać, że środki na finansowanie programu Czyste Powietrze są i będą nadal.

Autorzy apelu podkreślili, że szybkie działania w celu usprawnienia programu Czyste Powietrze są konieczne, ponieważ Polska jest krajem o najbardziej zanieczyszczonym powietrzu w całej Unii Europejskiej, co każdego roku przyczynia się do ponad 40 tys. przedwczesnych zgonów.

– Trzeba dostrzec bardzo pozytywną zmianę, jaka już zaszła dzięki temu programowi. Kiedy startował pięć lat temu, był przede wszystkim programem wymiany kopciuchów. Natomiast dziś prawie 3/4 składanych w nim wniosków dotyczy kompleksowych termomodernizacji, czyli zarówno ocieplenia domu, jak i wymiany źródła ciepła – mówi prezes Fundacji Instrat. – Ze strony NFOŚiGW w porozumieniu z gminami potrzebna jest jeszcze większa koordynacja na rzecz promocji tego programu, szczególnie wśród grup wykluczonych. Centralna Ewidencja Emisyjności Budynków – w której są chronione przez państwo informacje na temat tego, jakich źródeł ciepła używamy w domach – stanowi bardzo cenne, marketingowe narzędzie dotarcia do tych wykluczonych grup, żebyśmy mogli pomagać ze środków publicznych nie tylko tym, którzy mogą sobie na to pozwolić, ale przede wszystkim tym, którzy tego programu najbardziej potrzebują, czyli ubogim energetycznie.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/mkis-pracuje-nad,p2042715007

MKiŚ pracuje nad rozwiązaniem problemów z wypłatą środków z programu Czyste Powietrze. Odbiorcy mogą stracić zaufanie do niego

0

Kilkanaście tysięcy beneficjentów, którzy ponieśli koszty ocieplenia domów i wymiany źródła ciepła, a teraz czekają na refundację tych wydatków z programu Czyste Powietrze, na pewno otrzyma zaległe dotacje – zapewniło Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Resort pracuje nad środkiem zaradczym, który ma upłynnić wypłaty. Długoterminowo chce uruchomić pulę środków przewidzianych na 2024 rok z instrumentu HASHFeniKS. W dalszej perspektywie program Czyste Powietrze czekają jednak spore zmiany, które mają zwiększyć jego efektywność – zapowiedziała w ostatnich dniach minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska. Aktywiści i eksperci apelują do resortu i NFOŚiGW o jak najszybsze działania, które zapobiegną podobnym problemom w przyszłości. 

Czyste Powietrze – czyli program uruchomiony w 2018 roku przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, który udziela dotacji do wymiany starych kotłów i ocieplenia domów – w ciągu kilku ostatnich lat cieszył się rosnącą popularnością: w 2019 roku złożono w nim 85 tys. wniosków, a w 2023 roku – już 217 tys. W sumie w ciągu pięciu lat trwania tego programu wpłynęło 754 tys. wniosków o dofinansowanie.

 Czyste Powietrze jest dzisiaj bardzo rozpędzonym programem finansowania termomodernizacji budynków jednorodzinnych oraz wymiany źródeł ciepła. Niestety w konsekwencji zaniedbań poprzedniego rządu pojawiło się ryzyko utraty płynności i luki finansowej w tym programie. Dlatego wspólnie z Alarmem Smogowym wystosowaliśmy apel do polskiego rządu, do premiera Donalda Tuska, żeby uaktywnić większą kwotę ze środków, które spłynęły w grudniu z KPO i REPowerEU, i przeznaczyć ją na finansowanie tego programu, który wymaga ciągłego zasilania środkami finansowymi – mówi agencji Newseria Biznes Michał Hetmański, prezes zarządu Fundacji Instrat.

Do wymiany wciąż pozostało ok. 2,7 mln starych kotłów. Tymczasem Polski Alarm Smogowy (PAS) oraz Fundacja Instrat alarmują, że program znalazł się na krawędzi bankructwa i boryka się z rosnącymi opóźnieniami w wypłatach dotacji. W połowie stycznia br. luka finansowa wynosiła ponad 300 mln zł, co potwierdziło też Ministerstwo Klimatu i Środowiska, i co tydzień powiększa się o kolejne 100 mln zł. Według szacunków na koniec lutego br. ta luka podwoi się do wartości 700 mln zł. To rodzi ryzyko, że nabór nowych wniosków może zostać wstrzymany, a program zakończy się przedwcześnie (zgodnie z harmonogramem miał trwać do 2029 roku).

Wojewódzkie fundusze ochrony środowiska we współpracy z NFOŚiGW oraz Ministerstwem Klimatu i Środowiska na razie regularnie obsługują nabór nowych wniosków, ale jest problem z wypłatą dotacji z podpisanych już umów. Kryzys płynności finansowej dotyczy wniosków składanych jeszcze w poprzednim roku. Jest ryzyko utraty płynności finansowej po stronie funduszy, których zadaniem jest dystrybucja tych środków – wskazuje Michał Hetmański.

Aktywiści i eksperci podkreślają, że bez natychmiastowej interwencji rządu programowi grozi zapaść. Dlatego zaapelowali do rządu i premiera Donalda Tuska o podjęcie szybkich działań – zasilenie programu Czyste Powietrze kwotą 2 mld zł z instrumentu RePowerEU (Polska w grudniu ub.r. otrzymała z tego instrumentu 22 mld zł zaliczki) oraz pilne odblokowanie środków KPO na ten cel, a w dalszej kolejności środków Funduszu Spójności i innych źródeł finansowania.

Szefowa MKiŚ Paulina Hennig-Kloska podczas konferencji prasowej w połowie stycznia br. podkreśliła, że resort ma świadomość problemu i wraz z NFOŚiGW pracuje nad jego rozwiązaniem. Jak wskazała, z pierwszej transzy środków z KPO Polska otrzymała na program „Czyste Powietrze” 200 mln zł i dzięki tym środkom wypłaty dotacji zostaną wznowione. Resort pracuje też nad innym środkiem zaradczym, który ma pozwolić na pokrycie wszystkich zaległości. Natomiast docelowo chce uruchomić na ten cel pulę środków dostępnych z HASHFEniKS na 2024 rok (Fundusze Europejskie na Infrastrukturę, Klimat i Środowisko).

– Alokowanie zaledwie 200 mln zł z zaliczki z KPO, która spłynęła do nas w grudniu, będzie stanowić rozwiązanie problemu na zaledwie dwa tygodnie. My potrzebujemy średnioterminowego planowania finansowego, żeby w przyszłości uniknąć podobnych sytuacji. Z początkiem lutego przedstawimy swoje rekomendacje w tym obszarze – zapowiada prezes Fundacji Instrat.

W skali całego kraju nawet kilkanaście tysięcy beneficjentów, którzy ponieśli koszty ocieplenia domów i wymiany źródła ciepła, czeka teraz na refundację tych wydatków z programu Czyste Powietrze.

To jest niesamowicie ważne, żeby beneficjenci nie słyszeli więcej o takich sytuacjach, problemach z dostępnością tych środków, ponieważ to ma bardzo duży wpływ na zaufanie do tego programu – podkreśla Michał Hetmański. – Widzieliśmy już w trakcie pandemii spadki zainteresowania tym programem ze względu na sytuację finansową państwa i samych konsumentów. Dlatego apelujemy do rządu o to, aby pokazać, że środki na finansowanie programu Czyste Powietrze są i będą nadal.

Autorzy apelu podkreślili, że szybkie działania w celu usprawnienia programu Czyste Powietrze są konieczne, ponieważ Polska jest krajem o najbardziej zanieczyszczonym powietrzu w całej Unii Europejskiej, co każdego roku przyczynia się do ponad 40 tys. przedwczesnych zgonów.

– Trzeba dostrzec bardzo pozytywną zmianę, jaka już zaszła dzięki temu programowi. Kiedy startował pięć lat temu, był przede wszystkim programem wymiany kopciuchów. Natomiast dziś prawie 3/4 składanych w nim wniosków dotyczy kompleksowych termomodernizacji, czyli zarówno ocieplenia domu, jak i wymiany źródła ciepła – mówi prezes Fundacji Instrat. – Ze strony NFOŚiGW w porozumieniu z gminami potrzebna jest jeszcze większa koordynacja na rzecz promocji tego programu, szczególnie wśród grup wykluczonych. Centralna Ewidencja Emisyjności Budynków – w której są chronione przez państwo informacje na temat tego, jakich źródeł ciepła używamy w domach – stanowi bardzo cenne, marketingowe narzędzie dotarcia do tych wykluczonych grup, żebyśmy mogli pomagać ze środków publicznych nie tylko tym, którzy mogą sobie na to pozwolić, ale przede wszystkim tym, którzy tego programu najbardziej potrzebują, czyli ubogim energetycznie.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/mkis-pracuje-nad,p2042715007

Zespoły zajmujące się wdrażaniem celów zrównoważonego rozwoju to wciąż rzadkość w polskich firmach. Ich pracę może wspomóc cyfryzacja

Polskie firmy przemysłowe, architektoniczne i budowlane przykładają coraz większą wagę do aspektów związanych z ESG. 39 proc. deklaruje, że podchodzi do tego tematu poważnie, choć często nie ma wyznaczonych osób czy działów, które zajmowałyby się celami zrównoważonego rozwoju – pokazuje II edycja raportu Autodesk „Droga do zrównoważonego rozwoju”. Głównymi barierami w ich realizacji są właśnie brak specjalistycznej wiedzy na ten temat oraz ograniczone środki finansowe. W osiąganiu zrównoważonych celów firmy mogą się jednak wspierać cyfryzacją. Inwestycje w tym zakresie wdraża i planuje coraz więcej przedsiębiorstw. Część z nich nakierowana jest na narzędzia ułatwiające sprawozdawczość ESG, a w tym obszarze badane sektory czekają duże wyzwania.

– Według danych z raportu „Droga do zrównoważonego rozwoju. Zrównoważony rozwój w polskich firmach przemysłowych i architektoniczno-budowlanych” już 39 proc. przedsiębiorstw deklaruje poważne podejście do zrównoważonego rozwoju, choć nie mają wyznaczonego formalnego stanowiska w ramach organizacji. Ponad połowa badanych przedsiębiorstw wciąż nie posiada dedykowanego zespołu do spraw sustainability. W stosunku do wyników badania z 2021 roku gwałtownie wzrosła też liczba firm, która planuje w najbliższych kilku latach powziąć ten temat jako strategiczny w swoich inwestycjach – mówi agencji Newseria Biznes Agata Burska, strategic territory sales manager Poland D&M w Autodesku.

Raport pokazuje, w jaki sposób firmy z sektorów projektowego, budowlanego i przemysłowego radzą sobie z integrowaniem zasad zrównoważonego rozwoju ze swoimi strategiami biznesowymi i operacyjnymi. Z badań ASM Research Solutions – przeprowadzonych na jego potrzeby na grupie ponad 200 firm – wynika, że głównym powodem zaangażowania w ten obszar są dla nich obowiązki wynikające z przepisów prawa (72 proc.), ale także oczekiwania klientów (48 proc.) i chęć poprawy rentowności (23 proc.).

– Z drugiej strony zrównoważony rozwój oraz raportowanie ESG mają dla dużej części badanych przedsiębiorstw neutralne znaczenie w procesie wyboru partnerów biznesowych – zauważa Agata Burska.

Zadeklarowało tak 40 proc. badanych firm przemysłowych i architektoniczno-budowlanych. Jednocześnie podobny odsetek przedsiębiorstw (37 proc.) zadeklarował jednak, że ma to dla nich duże bądź bardzo duże znaczenie.

Najważniejszym celem, w który firmy inwestują, aby stać się bardziej zrównoważone, jest ograniczenie zużycia energii i materiałów,  wdrożenie nowych przepisów prawa i inwestycje w nowe technologie i oprogramowanie – na te aspekty wskazało odpowiednio 91, 82 i 73  proc. badanych przedsiębiorstw. 

Mierzą się one jednak z wieloma wyzwaniami we wdrażaniu bardziej zrównoważonych, prośrodowiskowych praktyk. Te wyzwania to przede wszystkim brak środków finansowych na ten cel (41 proc. wskazań), brak specjalistycznej wiedzy w zakresie zrównoważonego rozwoju (31 proc.), a także brak zainteresowania takimi rozwiązaniami ze strony klientów (30 proc.).

– W realizacji planów zrównoważonego rozwoju zdecydowanie największym wyzwaniem jest dla firm brak środków finansowych. Odsetek przedsiębiorstw, które wskazują na ten problem, wzrósł z 25 proc. jeszcze w 2021 roku do 41 proc. obecnie. Najsilniej wskazują na ten aspekt przedstawiciele branży projektowej – mówi ekspertka Autodesku. – Kolejne 23 proc. firm uznaje, że problemem w realizacji planów dotyczących zrównoważonego rozwoju jest dla nich także dostęp do odpowiednich technologii.

– Na rynku mamy już do czynienia z bardzo szeroką gamą narzędzi, które wspierają ESG, np. w zakresie pozyskiwania danych dotyczących śladu węglowego. Zaczynają się też pojawiać narzędzia, które wspierają raportowanie w innych tematach, związanych z kwestiami społecznymi i zarządzaniem przedsiębiorstwem – mówi Olga Assanowicz, ESG strategy & reporting lead w Arcadis Polska.

Zapytane o narzędzia, które wspierają je w realizacji celów zrównoważonego rozwoju, firmy wskazują obecnie przede wszystkim na rozwiązania do zarządzania wodą (44 proc.), oprogramowania chmurowe – wspólne środowisko danych (41 proc.) oraz rozwiązania do zarządzania energią (36 proc.). Dla firm z sektora przemysłowego kluczowe okazały się natomiast narzędzia służące do optymalizacji gospodarki odpadami (74 proc.).

– Pojawia się coraz więcej rozwiązań w zakresie opomiarowania i raportowania śladu węglowego, wpływu na środowisko oraz optymalizacji zużycia zasobów w trakcie realizacji. W związku z tym ta część technologiczna inwestycji będzie zyskiwała na znaczeniu w przyszłości – mówi Mateusz Mielewczyk, członek zarządu i dyrektor ds. projektowania w firmie Biproraf.

– Firmy zauważyły już konieczność intensywnego inwestowania w technologie i oprogramowanie, aby zwiększyć swój poziom zrównoważenia – mówi Agata Burska. – Aż 74 proc. z nich już inwestuje w takie technologie, a 94 proc. uważa, że inwestycje te w ciągu kolejnych dwóch lat wzrosną lub utrzymają się na tym samym poziomie. Ponadto 59 proc. przedsiębiorstw zadeklarowało, że liczy na pojawienie się oprogramowania wspierającego rejestrowanie i sprawozdawczość w zakresie zrównoważonego biznesu. 37 proc. oczekuje lepszego dostępu do informacji na temat tego, w jaki sposób takie narzędzia wspierają wysiłki na rzecz zrównoważonego rozwoju, a blisko 33 proc. poszukuje nowych możliwości w zakresie danych i analiz.

W badaniu Autodesku na razie tylko 7 proc. przedsiębiorstw zadeklarowało, że już korzysta z narzędzi automatyzujących analizę danych na potrzeby ESG. Najwięcej wskazań odnotowano wśród przedsiębiorstw przemysłowych, a najmniej – w branży budowlanej. To oznacza, że narzędzia, które mogą wspierać realizację celów zrównoważonego rozwoju w firmach, nie są jeszcze szeroko stosowane i potrzebna jest szersza edukacja w zakresie korzyści, jakie niesie ich implementacja.

– W obszarze projektowania przemysłowego wykorzystujemy narzędzia, które umożliwiają nam bieżącą współpracę z klientem. Pozwalają one nam nie tylko na wykorzystywanie wszelkich metod prowadzących do dobrego raportowania ESG, ale również na zoptymalizowanie działań projektowych, a także na optymalne wykorzystywanie materiałów podczas realizacji inwestycji – mówi Mateusz Mielewczyk.

W ciągu nadchodzących kilku lat sektory przemysłowy i architektoniczno-budowlany staną przed szeregiem kluczowych wyzwań związanych z ESG i zrównoważonym rozwojem. Jednym z nich będą unijne wymogi dotyczące sprawozdawczości w tym zakresie, wynikające m.in. z dyrektywy CSRD (Corporate Sustainability Reporting Directive). W tym kontekście bardzo ważne jest m.in. dążenie firm do efektywności energetycznej i korzystanie ze zrównoważonych materiałów, które dają gwarancję systematycznej dekarbonizacji w całym cyklu życia produktów wytwarzanych przez omawiane w raporcie branże, w tym m.in. budynków, elementów infrastruktury wewnętrznej i zewnętrznej, maszyn i innego rodzaju trwałych konstrukcji.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/zespoly-zajmujace-sie,p980438419

Przygotowania do wdrożenia systemu kaucyjnego idą pełną parą. Przyszli operatorzy przeciwni zmianie daty na 2026 rok

Wkrótce Sejm ma się zająć nowym projektem przepisów dotyczących systemu kaucyjnego, którego start zaplanowano na styczeń 2025 roku. Przedstawione przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska zmiany dotyczą m.in. rezygnacji z podatku VAT i wprowadzenia tzw. mechanizmu podążania kaucji za produktem. – Wszystkie te zmiany oceniamy bardzo pozytywnie, one są niezbędnym elementem dla właściwego funkcjonowania przyszłego systemu kaucyjnego – mówi Aleksander Traple, prezes Zwrotka SA. Jak podkreśla, dalsze odkładanie w czasie terminu uruchomienia systemu kaucyjnego jest bezzasadne, ponieważ branża odpadowa, handel detaliczny i szereg innych podmiotów już od dłuższego czasu przygotowują się do jego wdrożenia.

Nowe kierownictwo Ministerstwa Klimatu i Środowiska przeprowadziło analizę planowanej regulacji i ponownie skonsultowało jej kształt z branżą spożywczą, przedsiębiorcami, samorządowcami i organizacjami ekologicznymi w celu doszlifowania poszczególnych zapisów. W efekcie resort przedstawił szereg propozycji zmian, które mają teraz trafić do Sejmu.

 MKiŚ przedstawiło najważniejsze zmiany, które zamierza przeprowadzić w systemie kaucyjnym. Pierwsza z nich polega na wyłączeniu kaucji z objęcia podatkiem VAT i jest to dosyć istotne, żeby konsumenci nie musieli ponosić kosztu, a następnie rozliczać tego VAT-u. Kolejną zmianą są elementy, które prowadzą do uszczelnienia systemu. Przeanalizowano kwestie dotyczące rozliczeń pomiędzy operatorami i ministerstwo zamierza wprowadzić ułatwienia, regulacje doszczelniające – mówi agencji Newseria Biznes Aleksander Traple, prezes zarządu Zwrotka SA, polskiego przedsiębiorstwa budującego system kaucyjny.

Ministerstwo proponuje także wprowadzenie tzw. mechanizmu podążania kaucji za produktem, czyli pobierania kaucji na każdym etapie obrotu towarem od producenta do konsumenta. W opinii branży zapobiegnie to ewentualnym nadużyciom przy rozliczaniu pobranej kaucji z jednostkami handlowymi i zagwarantuje operatorom środki finansowe do rozliczeń.

System kaucyjny w Polsce ma objąć jednorazowe butelki z tworzyw sztucznych do 3 l wraz z nakrętkami, szklane butelki wielorazowego użytku do 1,5 l oraz metalowe puszki o pojemności do 1 l. Duże sklepy, o powierzchni powyżej 200 mkw., będą musiały odbierać takie puste opakowania i zwracać klientom pobraną wcześniej kaucję, natomiast pozostałe placówki handlowe, o mniejszej powierzchni, będą mogły przystąpić do systemu dobrowolnie.

Kaucja za opakowania będzie wynosić 50 gr oraz 1 zł w przypadku szklanych butelek wielokrotnego użytku. Aby ją odzyskać, nie trzeba będzie okazywać paragonu (nieodebrana kaucja zostanie przeznaczona na finansowanie systemu kaucyjnego). MKiŚ zaproponowało również przesunięcie o rok włączenia do systemu kaucyjnego napojów mlecznych, aby dać jego uczestnikom więcej czasu na rozwiązanie kwestii sanitarnych.

– Planowany termin wejścia w życie systemu kaucyjnego to 1 stycznia 2025 roku. Jest wiele głosów sugerujących przesunięcie tej daty o rok. Jednak w związku z przygotowaniami prowadzonymi przez szereg podmiotów, podjętymi decyzjami i poniesionymi kosztami wydaje się, że termin nie powinien być już przesuwany. Handel detaliczny, podmioty reprezentujące i podmioty gospodarujące odpadami musiały z wyprzedzeniem rozpocząć przygotowania i poniosły w związku z tym pewne koszty – mówi Aleksander Traple.

Zdaniem przyszłych operatorów systemu Polska jest gotowa na wdrożenie go w takim modelu, jaki zaproponował resort. Wiadomo już o co najmniej kilku operatorach systemu kaucyjnego – tworzonych przez pojedynczych graczy lub konsorcja złożone z organizacji odzysku i wprowadzających opakowania – a kolejne zapowiadają wejście na rynek. Te podmioty budują struktury, systemy informatyczne, inwestują w kaucjomaty etc.

Większość podmiotów bardzo intensywnie przygotowuje się już do wdrożenia tego systemu. Dotyczy to m.in. podmiotów reprezentujących takich jak nasz, które uzyskały licencje MKiŚ, i innych, które dopiero na nią czekają, jak i branży handlu detalicznego, która jest chyba najbardziej obciążona wejściem w życie tej ustawy, ponieważ musi przygotować na to punkty handlowe. Ona też intensywnie przygotowuje się już do uruchomienia systemu kaucyjnego m.in. poprzez nabywanie maszyn, tak zwanych kaucjomatów, czy przygotowanie punktów odbioru tych odpadów, które będą nim objęte – wymienia prezes Zwrotka SA.

Z badań MKiŚ wynika, że ponad 85 proc. Polaków wyraża wsparcie dla wdrożenia systemu kaucyjnego, a 91 proc. zadeklarowało gotowość do oddawania opakowań zwrotnych. Przesunięcie terminu wejścia w życie zmian może oznaczać ryzyko zmarnowania tego potencjału.

Jest wiele mitów, przekłamań i półprawd dotyczących potencjalnych skutków wejścia w życie systemu kaucyjnego. Należy do nich np. informacja o objęciu VAT-em kaucji i obciążeniu konsumentów ponad 3 mld zł podatku. Jest to informacja nieprawdziwa, ponieważ w planowanej nowelizacji ministerstwo już zapowiedziało wyłączenie kaucji spod podatku VAT. Kolejnym przekłamaniem jest mówienie o tym, że polskie społeczeństwo poniesie ogromne koszty. Oczywiście będą pewne koszty związane z wejściem w życie tego systemu, dla konsumenta to będzie przeciętnie między 9 a 10 gr za jedno opakowanie, bo o tyle mogą wzrosnąć ceny produktów na półkach – wskazuje Aleksander Traple.

Jak podkreśla, ten argument pomija jednak fakt, że już dziś społeczeństwo ponosi koszty związane z brakiem systemu kaucyjnego na rynku.

– Wszyscy już w tej chwili ponosimy koszty tzw. plastic tax, czyli kar za odpady z tworzyw sztucznych, których nie udało się selektywnie zebrać i poddać recyklingowi. My musimy od tego uiścić podatek do Unii Europejskiej. Co za tym idzie, odpady opakowaniowe zebrane w systemie kaucyjnym pozwolą nam zmniejszyć jego wysokość – tłumaczy ekspert.

Podczas ubiegłotygodniowej konferencji dotyczącej zmian w systemie kaucyjnym wiceministra klimatu i środowiska Anita Sowińska wskazywała, że w tej chwili każdy konsument płaci za opakowanie de facto trzy razy: przy zakupie napoju, w opłacie za wywóz odpadków komunalnych oraz w tym, co trafia z budżetu państwa do UE tytułem kar za niepoddane recyklingowi odpady opakowaniowe z tworzyw sztucznych. Tylko w 2023 roku ich wysokość przekroczyła 2 mld zł. System kaucyjny ma zminimalizować te koszty, zwiększyć poziom selektywnej zbiórki i recyklingu surowców oraz przyczynić się do niższych opłat za wywóz śmieci i poprawy stanu środowiska.

 W przestrzeni pojawia się wiele głosów negatywnych, alarmujących czy wręcz wieszczących katastrofę, ale nie dajmy się zwieść. Oczywiście na początku pewnie poniesiemy pewne koszty i pojawią się trudności, niewygody związane z wejściem tej regulacji, ale per saldo będzie to regulacja korzystna, zarówno z punktu widzenia kosztów całego państwa, jak i ochrony środowiska – podkreśla Aleksander Traple.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/przygotowania-do,p1818064889