Naukowcy wynaleźli nieograniczone źródło czystej energii. Zbudowane na bazie grafenu czujniki czy małe urządzenia mogą nie wymagać już zasilania [DEPESZA]

0

Zespół badaczy z Uniwersytetu Arkansas opracował obwód elektryczny, który pozwoli wykorzystać ruch termiczny wewnątrz cząsteczek grafenu w procesie generowania prądu elektrycznego. Stworzenie tego układu nie tylko podważa teorię Richarda Feynmana dotyczącą ruchów termicznych wewnątrz atomów, jest także szansą na stworzenie niewielkich urządzeń elektrycznych zasilanych czystą energią o nieskończonym potencjale.

Grafenowy układ stworzony na Uniwersytecie Arkansas jest pokłosiem prac teoretycznych na temat wykorzystania efektu marszczenia się i poruszania filmu grafenowego o grubości jednego atomu w procesie generowania energii elektrycznej. Zgodnie z zaproponowaną teorią taki układ mógłby posłużyć do indukowania prądu przemiennego dzięki ruchom termicznym zachodzącym we wnętrzu atomów grafenu zwanymi ruchami Browna.

– Obwód zbierający energię oparty na grafenie może być zamontowany w układzie scalonym, aby dostarczać czystą, nieograniczoną moc niskiego napięcia dla małych urządzeń lub czujników – podkreśla Paul Thibado, profesor fizyki i główny badacz zajmujący się odkryciem. – Odkryliśmy również, że włączanie i wyłączanie, przypominające przełączanie diod, w rzeczywistości wzmacnia dostarczaną moc, zamiast ją zmniejszać, jak wcześniej sądzono.

Inspiracją dla tego eksperymentu była praca Léona Brillouina, który zasugerował, że dodanie jednokierunkowej bramki elektrycznej do układu elektrycznego mogłoby posłużyć do pozyskania energii z ruchów Browna. Naukowcy postanowili skonstruować układ wyposażony w dwie diody, które zamienią prąd pulsujący zdolny do przemieszczania się w dwóch kierunkach. Jak się okazało, taki układ pozwolił zwiększyć wartość generowanej mocy.

Prototyp z Uniwersytetu Arkansas udowodnił, że wyliczenia Richarda Feynmana dotyczące ruchów Browna były obarczone błędem. Feynman obliczył, że nie da się pozyskać energii na takiej drodze i przez lata jego prace w tym zakresie uważano za wiarygodne. Tymczasem dwudiodowy układ grafenowy funkcjonujący w temperaturze pokojowej był w stanie indukować prąd z ruchów termicznych atomów, co stoi w sprzeczności z dotychczasową wiedzą.

– Udowadniając to zwiększenie mocy, oparliśmy się na wyłaniającej się dziedzinie termodynamiki stochastycznej i rozszerzyliśmy znaną, prawie stuletnią teorię Nyquista – wskazuje współautor badania, Pradeep Kumar, profesor fizyki.

Naukowcy liczą, że wykorzystanie dużej liczby takich obwodów w układach wymagających niewielkiej mocy mogłoby pozwolić wyeliminować konieczność używania klasycznych baterii. Tym samym obwody grafenowe pozyskujące energię z ruchów Browna mogłyby zostać wykorzystane jako nieskończone, ekologiczne źródło energii do zasilania najróżniejszych czujników funkcjonujących m.in. w ramach sieci internetu rzeczy.

Według firmy badawczej Grand View Research wartość globalnego rynku grafenowego do 2025 roku wzrośnie do 550 mln dol. W najbliższych latach ma się rozwijać w tempie blisko 38 proc. w skali roku.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/naukowcy-wynalezli,p2564562

Kwantowa teoria grawitacji może zmienić rozumienie czasu i przestrzeni. Pozwoli opracować m.in. nowe metody geolokalizacji

0

Naukowcy prowadzą intensywne badania nad wypracowaniem teorii wszystkiego, która połączy model standardowy oraz teorię kwantową. Dzięki temu możliwe będzie stworzenie innowacyjnych technologii kosmicznych, które wykraczają swoją funkcjonalnością poza rozwiązania oparte na teorii grawitacji Einsteina. Jednym z pierwszych sektorów gospodarki, który mógłby skorzystać na tym odkryciu, jest branża geolokalizacji.

– Cząstki elementarne są opisywane przez tzw. model standardowy. Teoria grawitacji Einsteina jest teorią klasyczną i opisuje wszystkie zjawiska grawitacyjne, jakie znamy, włączając w to GPS. Marzeniem teoretyków jest połączyć obie teorie, żeby wypływały z jednej dużej teorii. Były próby w postaci teorii strun, lecz nie przyniosła ona rezultatu. To jest ten Święty Graal fizyków teoretyków: stworzyć kwantową teorię grawitacji, która będzie w jednym formalizmie z modelem standardowym – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje prof. dr hab. Krzysztof Meissner z Instytutu Fizyki Teoretycznej Wydziału Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego.

Eksperci z Imperial College London postanowili wyeliminować największe wady technologii lokalizacji satelitarnej, takie jak np. brak możliwości śledzenia położenia obiektów znajdujących się wewnątrz budynków, pod wodą bądź pod ziemią. Zaprojektowali akcelerometr kwantowy, który wykorzystuje laser do zamrażania atomów do wartości zbliżonej do zera absolutnego. W tej temperaturze atomy zaczynają funkcjonować według reguł teorii kwantowej, a co za tym idzie, można wykorzystać je do precyzyjnego pomiaru pola magnetycznego czy przyspieszenia, aby następnie przełożyć te dane na informacje geolokalizacyjne.

Choć takie zastosowanie technologii kwantowej nie przybliża naukowców do opracowania teorii wszystkiego, wdrożenie do użytku urządzeń tego typu pozwoliłoby pokonać niedoskonałości rozwiązań bazujących na modelu standardowym.

– Teoria grawitacji Einsteina zakłada, że znamy z dowolną dokładnością położenie satelity i jej prędkość. W teorii kwantowej jest to niemożliwe. Wiemy, że istnieje zasada nieoznaczoności, która mówi, że jeżeli znamy dokładnie położenie danego ciała, to już prędkość znamy tylko z pewnym przybliżeniem. Próby wprowadzenia tej nieoznaczoności do teorii grawitacji Einsteina na razie skończyły się niepowodzeniem – wskazuje prof. Krzysztof Meissner.

Stworzenie kwantowej teorii grawitacji może spowodować podważenie teorii Einsteina, w tym także dotychczasowe rozumienie czasu i przestrzeni.

– Na razie nie widzimy zastosowań dla kwantowej teorii grawitacji, ale to samo mówiono o teorii Einsteina, a okazało się, że GPS, z którego wszyscy korzystamy, przez fakt, że satelity są dalej od Ziemi niż my i inaczej biegnie czas, żeby zsynchronizować GPS z nami, musimy znać ogólną teorię względności Einsteina. Jestem przekonany, że kiedyś kwantowe teorie także się przydadzą – przekonuje badacz z Uniwersytetu Warszawskiego.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rynku obliczeń kwantowych w 2019 roku wyniosła 93 mld dol. Przewiduje się, że do 2024 roku wzrośnie do 283 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie blisko 25 proc.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/kwantowa-teoria-grawitacji,p1933377129

Koronakryzys sprzyja przejmowaniu firm w problemach. To dla polskich przedsiębiorstw szansa na ekspansję na rynkach zagranicznych

0

W II kwartale nastąpił niewielki spadek fuzji i przejęć, jednak wraz z wygasaniem narzędzi pomocowych dla firm rynek M&A może się ponownie ożywić. Wpływ na to mogą mieć pojawienie się podmiotów do przejęcia i łatwo dostępne finansowanie. Dotyczy to także okazji zakupów na zagranicznych rynkach, dzięki czemu polskim przedsiębiorstwom łatwiej będzie prowadzić ekspansję za granicą. Prezes GPW przestrzega jednak, że akwizycję trzeba umiejętnie przeprowadzić, a potem zintegrować firmy, by korzystać z efektu synergii lub skali.

Fuzje i przejęcia to jest bardzo trudny rodzaj rozwoju firmy, dużo łatwiej rozwija się firmę organicznie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Marek Dietl, prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. – Z kolei przejęcie, szczególnie konkurenta, daje nam skokowy wzrost biznesu, a przejęcie komplementarnej firmy dywersyfikuje nasze ryzyko i pozwala osiągnąć synergię, czyli łącznie mamy większą sprzedaż, a jednostkowe koszty mniejsze. W tym sensie jest to szansa, ale tylko dla tych, którzy potrafią taką fuzję zrobić, a co ważniejsze, jeszcze zintegrować przejęte podmioty.

Na polskim rynku w II kwartale 2020 roku dokonano 52 fuzji i przejęć, o trzy mniej niż w I kwartale i o 11 mniej niż w II kwartale ubiegłego roku – wynika z M&A Index Poland, publikowanego przez Navigator Capital Group i Fordata. Największą transakcją między marcem a czerwcem było przejęcie Grupy Energa za kwotę ok. 2,8 mld zł przez PKN Orlen. Inną dużą umowę podpisano na zakup Tesco Polska przez Salling Group, prowadzącą dyskonty pod szyldem Netto. Na razie jednak według autorów raportu na rynku nie widać wyprzedaży spowodowanych pandemią.

Dzisiaj gospodarka post-COVID i ekspansja monetarna prowadzą do tego, że mamy zmniejszoną aktywność gospodarczą, konsumpcję, inwestycje, szczególnie na zachodzie Europy, a jednocześnie bardzo dużo wydrukowanego pieniądza, który nie znajduje zastosowania w realnej gospodarce, więc pojawia się na rynkach kapitałowych  i publicznych, i niepublicznych. Dzięki temu łatwiej po ten pieniądz sięgnąć i firmy mają silny bodziec, żeby przejmować inne przedsiębiorstwa – wyjaśnia prezes GPW. – Jednak powinny to robić ostrożnie, bo sytuacja gospodarcza jest wciąż dość niepewna. Nawet jeśli uda się pozyskać finansowanie i wynegocjować w miarę dobrą cenę, to niekoniecznie fuzja przełoży się na wzrost wartości przedsiębiorstwa.

Obecnie wciąż zmieniają się jeszcze globalne łańcuchy dostaw i trudno przewidzieć, jak będzie zorganizowana światowa gospodarka za kilka lat. Sytuacja związana z pandemią i lockdownem ujawniła słabości struktur opartych na produkcji w odległych od siebie rejonach świata. Natomiast szansą dla polskich przedsiębiorstw i innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej i Południowo-Wschodniej mogą być zdaniem prezesa GPW przetasowania na rynku unijnym. Ponieważ obecnie polskim markom trudno się przebić na rynkach zachodnich, przedsiębiorstwa z polskim kapitałem mogłyby przejmować silne zachodnie marki od firm, które ucierpiały przez COVID-19, i wykorzystywać ich rozpoznawalność do sprzedawania swoich produktów „made in Poland”.

– Mamy najlepsze w Unii Europejskiej relacje kosztów pracy do produktywności, jesteśmy bardzo konkurencyjni, a UE będzie się bardzo silnie starała, żeby dobra inwestycyjne były wytwarzane w jej ramach. Tym naturalnym miejscem jest właśnie Polska czy szerzej kraje Trójmorza – ocenia Marek Dietl. – Już w ostatnich latach między 60 a 80 proc. miejsc pracy w przemyśle w Unii Europejskiej było tworzonych w naszym kraju, a to może być jeszcze umocnione przez tzw. reshoring, czyli powrót i integrację produkcji na terenie UE. Ten powrót następuje i na poziomie zamówień publicznych, i na poziomie stabilności i percepcji konsumentów oraz firm, które chcą mieć dostawcę nawet trochę droższego, ale dużo bardziej odpornego na szoki takie jak COVID-19.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/koronakryzys-sprzyja,p2117013847

Wciąż trudno o szybki proces rozwodowy. Od złożenia pozwu do pierwszej rozprawy mija średnio dziewięć miesięcy

0

Największym problemem w sprawach rozwodowych jest długi czas oczekiwania na rozprawę oraz niepewność związana z terminem uzyskania decyzji sądu. – Zdarza się, że małżonkowie już układają sobie życie z nowym partnerem, a sprawa rozwodowa jeszcze nie została zakończona – mówi adwokat Karolina Marszałek. W Polsce orzeka się rocznie ok. 60 tys. rozwodów, z czego większość dotyczy mieszkańców miast.

– Pomoc prawnika podczas procesu rozwodowego nie jest wymogiem prawnym. Małżonkowie sami decydują, czy są w stanie sprostać wymaganiom formalnym i emocjonalnym. Jedno to jest poprawne złożenie pozwu rozwodowego, wniosków dowodowych oraz wypełnienie wszystkich wymogów proceduralnych, a drugie to emocje, które towarzyszą postępowaniom w sprawach o rozwód – zauważa w rozmowie z agencją Newseria Biznes adwokat Karolina Marszałek.

Brak prawnika nie zwalnia osób występujących przed sądem z dostosowania się do wymogów formalnych określonych w prawie. Jak przyznaje adwokat, zdarza się, że ludzie zwracają się po pomoc i poradę prawną już w toku postępowania rozwodowego. Niepewność budzi długi czas oczekiwania na rozprawę oraz nieznajomość przebiegu całego procesu. Wiele osób zwraca się do prawnika w nadziei, że w ten sposób można ten proces przyspieszyć.

– Prawnik nie ma żadnego wpływu na terminy wyznaczane przez sąd. Może jedynie spełnić wszystkie wymogi formalne tak, aby sąd nie wzywał do uzupełnienia braków i w ten sposób nie przedłużać postępowania. Rolą prawnika jest wsparcie, mówiąc potocznie, trzymanie za rękę oraz dopilnowanie, aby wszystkie wnioski dowodowe zostały złożone, a w efekcie postępowanie w miarę możliwości zakończyło się jak najszybciej – wyjaśnia adwokat.

W niektórych przypadkach rozwód jest w zasadzie formalnością. Szczególnie kiedy małżonkowie nie mają wspólnych małoletnich dzieci i podejmują świadomą decyzję o rozwodzie, to jest duże prawdopodobieństwo, że taki rozwód będzie orzeczony na pierwszej rozprawie, po przesłuchaniu stron. W wielu jednak sprawach rozwodowych najtrudniejszym elementem są emocje towarzyszące małżonkom.

– Czasami małżonkowie są w bardzo głębokim konflikcie, a długotrwały stres i napięcie niestety mają odzwierciedlenie w ich zachowaniu podczas rozprawy na sali sądowej. Dlatego bardzo istotne jest, żeby te emocje jednak wyciszyć, czasami odczekać z decyzją o rozwodzie, aby nie była podjęta pod wpływem chwili oraz aby małżonkowie zdawali sobie sprawę, jakie niesie ze sobą konsekwencje – dodaje adwokat Karolina Marszałek.

To tym trudniejsze, że według polskiego prawa konieczne jest zaangażowanie małżonków w rozprawę.

– Z moich doświadczeń wynika, że w polskich warunkach nie ma możliwości orzeczenia rozwodu szybko i sprawnie. Ostatnio spotkałam się z koleżanką, która rozwodziła się w Stanach Zjednoczonych. Wyglądało to tak, że spotkała się z prawnikiem w restauracji, podpisała mu dokumenty i na dobrą sprawę nie uczestniczyła w postępowaniu rozwodowym. W polskim prawie jest tak, że małżonkowie muszą się stawić na rozprawę, dowód przesłuchania stron jest obligatoryjny, a to wydłuża czas postępowania. Sam czas oczekiwania na termin rozprawy wynosi około dziewięciu miesięcy – mówi adwokat.

Według najnowszego Rocznika Demograficznego publikowanego przez Główny Urząd Statystyczny w 2018 roku w Polsce sądy orzekły ponad 62,8 tys. rozwodów, w tym ponad 45 tys. dotyczyło mieszkańców miast. Najwięcej rozwodów przypadło na województwo mazowieckie, śląskie, wielkopolskie i dolnośląskie.

Przyczyną blisko 14 tys. spraw rozwodowych było niedochowanie wierności małżeńskiej, prawie 10 tys. przypadków miało związek z nadużywaniem alkoholu, a w 27 tys. spraw rozwodowych jako przyczynę podawano niezgodność charakterów. W większości przypadków stroną wnoszącą powództwo była żona (blisko 42 tys. rozwodów), a prawie 49 tys. spraw zakończyło się bez orzeczenia o winie.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/wciaz-trudno-o-szybki,p1396685977

Blockchain wchodzi do polskiej administracji. Nowe unijne regulacje pozwolą szybciej wdrażać technologię na rynku finansowym

0

Komisja Europejska przymierza się do wdrożenia regulacji, które pomogą w pełni wykorzystać potencjał technologii blockchain oraz kryptowalut. Unijni urzędnicy pracują nad rozwiązaniami prawnymi, dzięki którym kryptowaluty staną się pełnoprawnym instrumentem finansowym akceptowanym we wszystkich krajach członkowskich. Blockchain czeka jednak także na zastosowanie w wielu innych branżach.

– W Polsce jest duży potencjał, żeby rozwijać blockchain w administracji publicznej. Proces jego rozwijania w administracji publicznej przyspieszy teraz dzięki inicjatywie Unii Europejskiej. W tym momencie w Polsce są wdrażane węzły europejskiej sieci blockchainowej i w różnych ministerstwach zaczyna się robić prototypy, pilotaże, małe sieci blockchainowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr hab. inż. Jordi Mongay Batalla, prof. Wydziału Elektroniki i Technik Informacyjnych Politechniki Warszawskiej.

Już na początku 2018 roku Komisja Europejska zainteresowała się wspieraniem rozwiązań z zakresu technologii blockchain, uruchamiając Unijne Obserwatorium i Forum ds. Blockchain. Nowy organ miał za zadanie wesprzeć innowacyjne projekty funkcjonujące w ramach tej technologii i wyznaczyć przyszłość rozwoju tego perspektywicznego rynku.

Obecnie prace nad uregulowaniem tego sektora unijnej gospodarki zmierzają w kierunku uruchomienia blockchainowej piaskownicy regulacyjnej. Komisja we współpracy z European Blockchain Partnership chce stworzyć do 2022 roku sandboksa o zasięgu ogólnoeuropejskim, co pomoże w promowaniu i wdrażaniu na lokalny rynek nowych blockchainowych technologii.

– Komisja Europejska próbuje tworzyć wspólną sieć blockchainową państw członkowskich np. do wymiany informacji o dyplomach na uczelni. Tworzą się wówczas różne węzły blockchainowe w każdym państwie i ta sieć jest zarządzana we wszystkich państwach, nie centralnie, ale jest wspólnie dystrybuowane zarządzanie w każdym państwie członkowskim – tłumaczy dr Jordi Mongay Batalla.

Wdrożenie europejskiej piaskownicy regulacyjnej będzie jednak dopiero pierwszym krokiem na drodze do pełnego uregulowania tej technologii. Zgodnie z unijnym harmonogramem do 2024 roku Unia Europejska planuje ustalić szczegółowe ramy funkcjonowania technologii rozproszonej księgi oraz aktywów kryptowalutowych, które pozwolą w pełni bezpiecznie korzystać z blockchaina na europejskim rynku finansowym.

– W Unii Europejskiej wprowadza się nowe regulacje odnośnie do prywatności tej sieci. Są też tworzone różne pilotaże w różnych zastosowaniach. Sama Unia Europejska jest, pod wieloma względami, zarządzana w sposób niescentralizowany – wiele obszarów życia publicznego jest zarządzanych ze stolic państw członkowskich i jest wspólny podział informacji. A to odpowiada samej technologii blockchain, której korzenie tkwią właśnie w niescentralizowanym zarządzaniu siecią – zauważa ekspert.

Według wstępnych założeń dostawcy finansowych usług blockchainowych oraz licencjonowani emitenci kryptowalut będą zobowiązani do zarejestrowania swojej osobowości prawnej oraz założenia siedziby na terenie Unii Europejskiej. Takie regulacje mają sprawić, że kryptowaluty staną się pełnoprawnym instrumentem finansowym, a europejska rezydencja podatkowa ma zredukować fragmentaryzację tego innowacyjnego rynku, gdyż kryptowaluta zatwierdzona w jednym państwi, będzie automatycznie honorowana we wszystkich krajach członkowskich.

Możliwe zastosowanie technologii blockchain wykracza jednak dalece poza rynek finansowy.

– Inną podobną technologią, która skorzysta z tych samych zasad jak blockchain, jest technologia księgi rozproszonej. Mocno się rozwija w różnych innych zastosowaniach. Myślę m.in. o niektórych szpitalach. Każdy szpital trzyma swoje dane i pojawia się pytanie, czy mają być zarządzanie centralnie, czy osobno, a kontrolowana byłaby tylko zmiana danych. W tym drugim przypadku zastosowanie technologii księgi rozproszonej byłoby jak najbardziej odpowiednie – wskazuje dr hab. inż. Jordi Mongay Batalla.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rynku technologii blockchain w 2020 roku wyniosła 3 mld dol. Przewiduje się, że do 2025 roku wzrośnie do 39,7 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie przeszło 67 proc.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/blockchain-wchodzi-do,p212011190

Zbliża się era superszybkich, naddźwiękowych odrzutowców pasażerskich. Z Londynu do Nowego Jorku polecą w 3,5 godziny [DEPESZA]

0

Już wkrótce pierwsi komercyjni pasażerowie mogą podróżować z naddźwiękową prędkością. Zbudowany właśnie odrzutowiec poleci po raz pierwszy w 2021 roku i przejdzie przez program testów. – XB-1 to ważny kamień milowy w rozwoju naszego komercyjnego samolotu pasażerskiego Overture, wprowadzający zrównoważone loty naddźwiękowe do głównego nurtu – mówi Blake Scholl, założyciel i dyrektor generalny Boom. Odrzutowiec Overture ma mieć maksymalną prędkość 2700 km/h, dzięki czemu będzie w stanie przelecieć z Londynu do Nowego Jorku w zaledwie 3,5 godziny.

Superszybkie, naddźwiękowe odrzutowce pasażerskie to przyszłość lotnictwa. Pozwolą kilkukrotnie skrócić czas podróży pomiędzy światowymi metropoliami. Wszystko wskazuje na to, że era naddźwiękowych odrzutowców pojawi się wcześniej, niż można byłoby się spodziewać. Ponad 50 lat po tym, jak pierwszy na świecie naddźwiękowy samolot pasażerski odbył swój dziewiczy lot, start-up Boom zademonstrował XB-1, pierwszy niezależnie opracowany samolot naddźwiękowy. XB-1 to w pełni funkcjonalny prototyp samolotu, który pomoże firmie przetestować możliwości lotu. Dzięki temu naddźwiękowy samolot pasażerski Overture może wkrótce stać się rzeczywistością.

– Boom wciąż czyni postępy w realizacji naszej misji założycielskiej – dzięki czemu świat będzie znacznie bardziej dostępny – podkreśla Blake Scholl, założyciel i dyrektor generalny Boom. – XB-1 to ważny kamień milowy w rozwoju naszego komercyjnego samolotu pasażerskiego Overture, wprowadzający zrównoważone loty naddźwiękowe do głównego nurtu i przyspieszający kontakty między ludźmi. 

XB-1 to pomniejszona wersja tego, czym będzie Overture, bez kabiny pasażerskiej, z kokpitem dla pilotów testowych. Ma 71 stóp długości, a jego napęd zapewniają trzy wyprodukowane przez GE silniki J85-15. Rama XB-1 jest wykonana z kompozytu węglowego, dzięki czemu odrzutowiec jest lekki, a jednocześnie może wytrzymywać wysokie temperatury generowane podczas lotu z prędkością ponaddźwiękową.

Firma Boom, po zakończeniu obecnie trwających testów naziemnych, planuje przetestować XB-1 w porcie lotniczym i kosmicznym w Kalifornii. W tym samym czasie chce sfinalizować system napędowy Overture i przeprowadzić testy w tunelu aerodynamicznym, aby zweryfikować projekt samolotu. Docelowo Overture będzie latał z prędkością nawet 2700 km/h. Dzięki temu podróż z Nowego Jorku do Londynu zamiast 6–7 godzin zajmie nieco ponad 3 godziny. Overture ma być gotowy w 2025 roku.

– Loty naddźwiękowe zbliżają ludzi, czy to w pracy, w rodzinie, czy w ramach globalnej dyplomacji – wymienia Blake Scholl. – Skracając czas podróży, umożliwiamy dyplomatom i przywódcom wykonawczym częstsze kontakty osobiste, stawianie czoła wyzwaniom i łagodzenie potencjalnych kryzysów w formie face to face.

Ostatni lot ponaddźwiękowego samolotu pasażerskiego Concorde odbył się 26 listopada 2003 roku.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/zbliza-sie-era,p1856308006

Wykluczenie Huaweia z budowy 5G może kosztować Polskę niemal 5 mld euro. Wdrożenie sieci opóźni się o trzy lata

0

Planowane zmiany w polskim prawie, których efektem może być wykluczenie Huaweia z budowy sieci 5G, opóźnią o trzy lata wdrażanie w Polsce nowej technologii. To pociągnie za sobą straty sięgające 4,8 mld euro – oszacowali analitycy z brytyjskiej firmy Assembly Research. Jak wskazali, sankcje nałożone na chińskiego dostawcę wejdą w życie w trakcie recesji wywołanej pandemią COVID-19, a nowe technologie cyfrowe będą odgrywać ważną rolę w wychodzeniu z tego kryzysu.

5G umożliwi tworzenie nowych modeli biznesowych, napędzi innowacje i całą gospodarkę. Ma to zapoczątkować nowy etap cyfrowej rewolucji. Dzięki temu możliwe będzie upowszechnienie na dużą skalę usług takich jak telemedycyna, internet rzeczy, samochody autonomiczne czy inteligentne miasta. Raport Komisji Europejskiej ocenia, że wpływ nowej technologii na europejską gospodarkę do 2025 roku ma wynieść ok. 113 mld euro rocznie.

– Polski rząd zaznacza, że Polska ma ambicję zaliczania się do europejskich liderów w dziedzinie 5G – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Matthew Howett, założyciel i główny analityk Assembly Research, międzynarodowej firmy konsultingowej.

W opublikowanej w 2018 roku „Strategii 5G dla Polski” przytaczane są szacunki Komisji Europejskiej, według których wdrożenie sieci nowej generacji wygeneruje w kraju dodatkowe przychody w wysokości 13 mld euro rocznie do 2025 roku, głównie w takich sektorach jak finanse, motoryzacja i transport publiczny, media i rozrywka, opieka zdrowotna czy energetyka. Przyczyni się to także do stworzenia 570 tys. nowych miejsc pracy.

Polska z powodzeniem realizuje plan wdrażania technologii 5G. Polityka i otoczenie prawne mocno sprzyjają inwestycjom w tę technologię, na jej rozwój przeznacza się duże środki publiczne. Jednak wiele wskazuje na to, że sytuacja zmieni się w związku z projektem nowelizacji ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa – wskazuje Matthew Howett.

Projekt zakłada, że Kolegium ds. Cyberbezpieczeństwa, czyli organ doradczy działający od dwóch lat przy Radzie Ministrów, będzie oceniać profil ryzyka dostawców sprzętu i oprogramowania, które są istotne dla wdrażania sieci 5G i krajowego cyberbezpieczeństwa. Ocena ma uwzględniać trzy stopnie ryzyka: wysokie, umiarkowane i niskie. Firmy uznane za dostawców wysokiego ryzyka zostaną odcięte od kontraktów, a podmioty korzystające z ich usług i sprzętu będą musiały pozbyć się ich w ciągu pięciu lat.

W trakcie oceny kolegium weźmie pod uwagę czynniki takie jak m.in. potencjalne zagrożenia „o charakterze ekonomicznym, kontrwywiadowczym i terrorystycznym”, prawdopodobieństwo tego, że dostawca znajduje się pod wpływem państwa spoza UE bądź NATO, a także jakie obowiązuje w tym kraju prawo w zakresie ochrony danych osobowych, ochrony praw obywatelskich i praw człowieka. Ten zapis wskazuje na możliwość wykluczenia z polskiego rynku chińskiej firmy Huawei, która jest w tej chwili jednym z trzech głównych dostawców infrastruktury 5G.

Nowelizacja ustawy o KSC zakłada ograniczenie dostępu do rynku niektórym dostawcom. W szczególności dotyczy to Huaweia, które może zostać zakwalifikowane jako dostawca wysokiego ryzyka, co spowoduje spowolnienie procesu wdrażania 5G w Polsce nawet o trzy lata – przestrzega główny analityk Assembly Research.

Jego firma na zlecenie Huaweia policzyła, ile będzie kosztować polską gospodarkę wprowadzenie nowelizacji ustawy o KSC i wyeliminowanie go z rynku. Jej  zdaniem trzyletnie opóźnienie przełoży się na 4,8 mld euro strat dla całej gospodarki. Operatorzy będą musieli bowiem nie tylko zrezygnować z kupna urządzeń Huawei, ale też usunąć te, które już są wykorzystywane.

Ponad 2,68 mld euro to korzyści strategiczne, operacyjne, konsumenckie i korzyści dla podmiotów trzecich, np. producentów oprogramowania, które zostaną całkowicie utracone. Reszta, czyli 2,17 mld euro, rozłoży się na całą gospodarkę, mówimy tu np. o stratach w produktywności. Korzyści płynące z 5G przepadną na zawsze. To nie jest kwestia odłożenia ich w czasie, odzyskanie tych środków nie będzie już możliwe – wskazuje Matthew Howett.

Analitycy podkreślają, że ograniczenia nałożone na Huaweia wejdą w życie w trakcie recesji wywołanej pandemią Covid-19, a nowe technologie i inwestycje w infrastrukturę cyfrową będą odgrywać ważną rolę w wychodzeniu z tego kryzysu. Dlatego też Polska tym bardziej nie może pozwolić sobie na opóźnienia we wdrażaniu technologii 5G i związane z tym miliardowe straty.

Sytuacja w Polsce bardzo przypomina to, co dzieje się w Wielkiej Brytanii. Projekt nowelizacji ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa jest zbliżony do przepisów, które niedługo zostaną w niej wprowadzone. Oba akty prawne będą miały ten sam skutek w postaci nałożenia na operatorów zakazu kupna nowych urządzeń Huaweia od określonej daty, a także usunięcia aktualnie stosowanych urządzeń tej firmy w ciągu pięciu lat. W obu krajach będzie to wyglądało bardzo podobnie, również pod względem procentowej wartości wpływu na PKB. Podjęcie decyzji o wykluczeniu Huaweia z rynku będzie wiązać się z ryzykiem wypadnięcia z europejskiej czołówki w dziedzinie 5G, do której zarówno Polska, jak i Wielka Brytania chcą się zaliczać – podkreśla główny analityk Assembly Research.

Zgodnie z wymogami Komisji Europejskiej do 2025 roku sieć 5G ma być już dostępna w krajach członkowskich UE we wszystkich dużych miastach i na głównych szlakach transportowych. Według sierpniowego raportu MarketWatch rynek technologii 5G za pięć lat będzie wart ponad 1,25 bln dol.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/wykluczenie-huaweia-z,p1388938539

Samorządy będą prowadzić systemy z cyfrowymi danymi przestrzennymi. Ma to przyspieszyć planowanie i realizację inwestycji

0

Nowelizacje Prawa geodezyjnego i kartograficznego, a także ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym umożliwiły szybkie i bezpłatne pobieranie niektórych danych przestrzennych oraz nałożyły na gminy obowiązek prowadzenia systemów informacji przestrzennej.  Dzięki temu inwestorzy będą mogli szybko uzyskać odpowiedź na pytanie, jakie akty planowania przestrzennego obowiązują na danym terenie. To z kolei ułatwi zaplanowanie procesu inwestycyjnego opartego na miejscowym planie lub decyzji o warunkach zabudowy.

31 października w życie wejdą zmiany w ustawie o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym, które nakładają na samorządy obowiązek tworzenia cyfrowych danych przestrzennych dla aktów planowania przestrzennego (m.in. miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego). Będą one publikowane w ogólnodostępnych zbiorach.

Samorządy mają dwa lata na ich utworzenie. Dzięki temu będzie można uzyskać pełną i jednolitą informację o ustaleniach planistycznych w skali całego kraju. Dotąd niektóre gminy prowadziły zaawansowane systemy informacji przestrzennej, inne publikowały dane planistyczne w ramach geoportali lokalnych lub regionalnych albo w ramach Biuletynu Informacji Publicznej. Uzyskanie potrzebnych informacji było często  bardzo trudne z uwagi na ich niespójność, a czasem także niekompletność i brak aktualizacji danych.

– Nowo otwarte dane na pewno znajdą swoje zastosowanie we wszystkich firmach, które zajmują się terenem, badają go, pozyskują inwestycje, którym zleca się np. przygotowanie inwestycji pod nowe lotnisko, kolej czy magazyny. Jadąc autostradą do Łodzi z Warszawy, widzimy wielkie magazyny, które wyrastają w polu, ktoś musiał tę inwestycję przygotować, ktoś musiał wnioskować o dane, a przez to wszystko się wydłużało. Teraz te dane będzie można pobrać i dokonać ich analizy, więc wszystkie toczące się inwestycje będą mogły być zrealizowane szybciej, a biznes od razu to odczuje – mówi agencji Newseria Biznes Sławomir Hemerling-Kowalczyk, prezes GIAP i członek zarządu Sputnik Software.

Od 31 lipca można pobierać bezpłatnie i online dane topograficzne (mapa numeryczna w skali 1:10 000), ortofotomapę, dane pomiarowe LIDAR, numeryczny model terenu, dane o osnowach geodezyjnych oraz podstawowe informacje o działkach i budynkach (bez danych osobowych).

 Z jednej strony oznacza to ułatwienia dla samorządów oraz usprawnienia w procedurach geodezyjnych, także w pracy geodetów, którzy wykonują pomiary w terenie. Z drugiej strony samorządy muszą bardziej dostosować się do petentów pod względem organizacyjnym, szczególnie w zakresie oprogramowania, z którego korzystają. W efekcie obsługa interesantów ma być łatwiejsza i szybsza – tłumaczy Sławomir Hemerling-Kowalczyk.

Jak podkreśla, Polska zajmuje dalekie miejsce w rankingach obsługi petentów, chociażby pod względem szybkości uzyskania pozwolenia na budowę. Zmiany w przepisach mają skrócić proces uzyskiwania decyzji urzędowych. Skorzystają zarówno firmy, jak i samorządy, np. gmina, która wcześniej musiała wnioskować o wydanie danych do powiatu lub województwa, obecnie może je pobrać online.

Zmienia się jednak rola niektórych instytucji państwowych, np. ośrodków dokumentacji geodezyjnej i kartograficznej, które zarządzają mapą numeryczną. To one wcześniej udostępniały te dane odpłatnie, teraz robią to za darmo, więc muszą się zorganizować i przyzwyczaić do nowej sytuacji.

– Uwolnienie niektórych danych przestrzennych to jest pewna rewolucja. Mówi się także o tym, że te dane mają zrewolucjonizować biznes i dzięki nim będzie można wprowadzić na rynek nowe produkty informatyczne. Uważam, że to zbyt optymistyczne prognozy, bo nie jest łatwo zbudować produkt, który będzie oparty na tych uwolnionych danych i stanie się czymś chwytliwym – ocenia prezes GIAP.

Jego zdaniem można tworzyć nowe produkty chociażby dla przemysłu fotowoltaicznego, które pozwoliłyby odnaleźć określony budynek na zdjęciu satelitarnym czy na ortofotomapie i ocenić, czy ma on instalację fotowoltaiczną, czy też nie.

– Wykonanie analizy nieruchomości pod kątem ekspozycji dachu i posiadania instalacji fotowoltaicznej może być atrakcyjnym produktem dla firmy, która potrzebuje informacji o potencjalnych klientach i chce im zaproponować swoje usługi – podpowiada Sławomir Hemerling-Kowalczyk.

Można również szukać działek o danych parametrach i w określonej odległości od autostrady czy lotniska oraz określać ich przydatność pod względem inwestycyjnym. Z kolei porównanie ortofotomapy z danymi wektorowymi pozwoli uzyskać informacje o budynkach, które nie zostały zgłoszone do opodatkowania.

– Są to duże usprawnienia, ale uwolnienie danych może dopiero w dłuższym okresie zaowocować pomysłami na ich różne zastosowania – zaznacza prezes GIAP.

Jak podkreśla, zapotrzebowanie na tego typu informacje jest duże. Tylko w sierpniu z Geoportalu zostało pobranych około 70 TB danych przestrzennych. 

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/samorzady-beda,p1851415933

Podczas pandemii wzrosła liczba cyberataków. 70 proc. Polaków się ich obawia, ale co trzeci nie zabezpiecza komputera i telefonu nawet hasłem

0

Rosnąca popularność zakupów online, praca zdalna i wzrost wykorzystania kanałów online w ostatnich miesiącach sprzyjają cyberprzestępczości. Jak podawało FBI, od początku pandemii liczba incydentów w sieci wzrosła aż o 400 proc. Wprawdzie 70 proc. Polaków zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa i obawia się, że źródłem wycieku danych będzie ich komputer lub telefon, jednak co trzeci internauta nie zabezpiecza swojego komputera hasłem. – Kanał cyfrowy w czasie pandemii stał się dominujący, więc przestępcy mają więcej okazji, żeby nas zaatakować – mówi dr Piotr Majewski z Wyższej Szkoły Bankowej w Toruniu.

Pandemia sprzyja cyberprzestępczości, ponieważ pracujemy zdalnie, zdalnie kontaktujemy się z urzędami i w ten sam sposób się uczymy. Kanał cyfrowy stał się dominujący, więc przestępcy mają więcej okazji, żeby nas zaatakować – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Piotr Majewski z Instytutu Finansów i Rachunkowości w Wyższej Szkole Bankowej w Toruniu.

Pandemia koronawirusa i spowodowane nią obostrzenia w kontaktach sprawiły, że życie zawodowe i prywatne Polaków przeniosło się do internetu. Komunikacja zdalna zastąpiła spotkania twarzą w twarz, instytucje publiczne i urzędy administracji zachęcają do korzystania z e-usług, a korporacje oddelegowały pracowników na home office. Badanie ARC Rynek i Opinia na zlecenie Gumtree.pl i Randstad Polska pokazało, że już w kwietniu br. na skutek koronakryzysu ponad 3/4 pracowników umysłowych w Polsce przeszło na pracę zdalną.

Nowa rzeczywistość zmieniła też sposób, w jaki Polacy korzystają z internetu czy robią zakupy. Jak pokazuje wrześniowe badanie „Polacy w pandemii” Dentsu Aegis, 49 proc. deklaruje, że obecnie częściej niż przed pandemią kupuje w internecie. Handel w sieci i z dostawą do domu stał się alternatywą dla tradycyjnych zakupów związanych z kontaktem społecznym.

– Okres izolacji sprzyjał robieniu zakupów przez internet, wiele rzeczy codziennego użytku kupowaliśmy zdalnie, transakcje odbywały się częściej. W efekcie podawaliśmy też dane kart płatniczych, stosowaliśmy metody płatności, z których wcześniej nie korzystaliśmy. Ta zwiększona częstotliwość – w połączeniu z uśpioną czujnością – może sprzyjać cyberatakom – wskazuje ekspert.

Jak wynika z sierpniowego badania KRD i serwisu ChronPESEL.pl, 3/4 Polaków obawia się utraty danych osobowych w wyniku działalności oszustów w internecie. Prawie 70 proc. boi się, że źródłem wycieku będzie ich komputer lub telefon. Jednocześnie co trzeci internauta w Polsce nie zabezpiecza swojego komputera hasłem. Połowa nie aktualizuje na bieżąco oprogramowania, a prawie 20 proc. nie używa programów antywirusowych.

Przyzwyczailiśmy się, że większość naszych kontaktów stała się cyfrowa. Za pomocą komputera i telefonu rozmawiamy ze znajomymi, robimy zakupy, wykonujemy obowiązki służbowe. Przez to niejako tracimy czujność, ponieważ tak często wymieniamy się danymi i informacjami z innymi osobami, że czasami zapominamy o stosowaniu zasad bezpieczeństwa i przestajemy uważać na zagrożenia – mówi Piotr Majewski.

Również kwietniowe badanie Maison & Partners na zlecenie Biura Informacji Kredytowej potwierdza, że Polacy od początku pandemii znacznie częściej korzystają z poczty elektronicznej, portali społecznościowych i komunikatorów, a ponad połowa uważa, że może to prowadzić do większej liczby prób wyłudzeń kredytów czy pożyczek. Aż 40 proc. miało styczność z podejrzanym mailingiem, a 27 proc. przyznaje, że zdarzyło im się otrzymać mailem prośbę o kliknięcie linku lub pobranie pliku.

Cyberprzestępczość bazuje na braku kontaktu face to face. Jedna z podstawowych metod to podszywanie się pod osobę bądź instytucję, a wiele osób nie ma doświadczeń w zdalnej pracy czy zdalnych kontaktach i nie zdążyła jeszcze nauczyć się zasad bezpieczeństwa – mówi ekspert WSB w Toruniu.

Jak wskazuje, do najczęściej stosowanych przez cyberprzestępców metod należy tzw. phishing, czyli rozsyłanie sfabrykowanych maili i stron internetowych, które mają skłonić np. do podania danych osobowych czy przekazania środków finansowych.

Wciąż bardzo popularną metodą jest także socjotechnika, czyli wywieranie wpływu na osobę tak, aby ona np. podała hasło do skrzynki mailowej, portalu społecznościowego czy dane dostępowe do konta – mówi Piotr Majewski.

Jak podawało FBI w kwietniu tego roku, liczba incydentów online zgłaszanych do internetowego centrum zgłaszania przestępstw (IC3) wzrosła o 400 proc. w stosunku do sytuacji sprzed pandemii.

Istnieje wiele sprawdzonych sposobów na minimalizację ryzyka cyberataku, należą do nich dbanie o silne hasło i częsta jego zmiana, sprawdzanie tożsamości osób i stron internetowych, z którymi mamy do czynienia, oraz dbałość o to, żeby nasz komputer był wylogowany, kiedy go nie używamy, żeby żadne wrażliwe dane nie znajdowały się na monitorze – podkreśla ekspert.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/podczas-pandemii-wzrosla,p1809634213

Koronawirus wywołuje u Polaków niepewność. Co trzeci spodziewa się nasilenia pandemii albo obawia o swoje dochody

0

Dla co trzeciego Polaka największym wyzwaniem jest w tej chwili niepewność dotycząca przyszłych dochodów czy ryzyka utraty pracy, a 28 proc. wskazuje na brak stabilizacji. Z kolei 36 proc. obawia się nasilenia pandemii w ciągu najbliższych sześciu miesięcy – pokazuje wrześniowe badanie Dentsu Polska. Wynika z niego też, że dwie grupy społeczne, które najdotkliwiej odczuły pandemię, to osoby starsze i kobiety, zdecydowanie gorzej oceniające swoją sytuacje finansową i zawodową. Kolejny raz potwierdza się też, że przez COVID-19 duża część aktywności zakupowej Polaków przeniosła się do e-commerce’u – w tej chwili ten kanał wybiera 49 proc. konsumentów.

– Sytuacja finansowa gospodarstw domowych w trakcie pandemii zdecydowanie się pogorszyła. Na początku jesieni widzimy lekką poprawę sytuacji albo raczej jej stabilizację. Zdążyliśmy się już przyzwyczaić do pandemii, do niepewności, a nasze plany są krótkoterminowe – nie robimy już długoterminowych, wieloletnich planów, staramy się na bieżąco reagować na zmiany – mówi agencji Newseria Biznes Paulina Gadowska, senior research specialist w Dentsu.

Grupa komunikacyjna Dentsu niemal od początku pandemii COVID-19 bada jej wpływ na nastroje, budżet, plany i zwyczaje zakupowe Polaków. Jak wynika z wrześniowej, III tury badania przeprowadzonego na grupie 1 tys. respondentów, 43 proc. z nich jednoznacznie ocenia, że sytuacja finansowa ich gospodarstwa pogorszyła się w odniesieniu do stanu sprzed pandemii. Zmiany w sferze finansowej dotkliwiej odczuwają kobiety, wśród których na pogorszenie swojej sytuacji wskazuje aż 49 proc. (w porównaniu do 37 proc. mężczyzn).

Kobiety nieznacznie gorzej oceniają też swoje perspektywy zawodowe. 40 proc. z nich uważa, że pogorszyły się one w porównaniu z okresem sprzed pandemii (versus 35 proc. mężczyzn). Z kolei w podziale na grupy wiekowe wpływ koronawirusa na swoją sytuację finansową i zawodową dotkliwiej odczuwają „millenialsi” (25–39 lat) oraz „igreki” (40–59 lat). W porównaniu z nimi generacja Z, czyli obecni 18–24-latkowie, oceniają ją nieco lepiej.

36 proc. badanych obawia się nasilenia pandemii w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. W tej grupie przeważają zwłaszcza kobiety (41 proc.) i osoby najstarsze (40 proc.). Może to wynikać z faktu, że obie te grupy społeczne pandemia  dotknęła najsilniej: kobiety ze względu na wzrost obciążeń opiekuńczo-wychowawczych i ograniczeń finansowych, natomiast przedstawiciele starszej grupy w wieku 40–59 lat są najbardziej narażeni na negatywne zdrowotne skutki wirusa.

– Cały czas dominuje dosyć duża niepewność. Ponad połowa badanych nadal nie jest w stanie określić, w którą stronę pójdzie pandemia, czy sytuacja finansowa ich gospodarstwa domowego się poprawi, czy ulegnie pogorszeniu – mówi Paulina Gadowska.

Niemal co trzeci badany wskazuje, że największym wyzwaniem jest w tej chwili niepewność dotycząca przyszłych dochodów czy możliwości utraty pracy, a 28 proc. wskazuje na brak stabilizacji.

We wrześniowym badaniu prawie połowa Polaków (48 proc.) zadeklarowała, że ich wydatki są obecnie na takim samym poziomie jak przed pandemią. Co czwarta osoba je zwiększyła, a 27 proc. badanych stara się je ograniczać.

– Konsumenci nie są jednak bardzo pesymistyczni co do dalszego rozwoju sytuacji. Większość spodziewa się powrotu do poziomu wydatków sprzed pandemii w ciągu najbliższych 24 miesięcy – wskazuje senior research specialist w Dentsu.

Nadal jednak istnieje spora grupa osób (30 proc. ogółu badanych z obniżonymi wydatkami), która pozostaje w niepewności i nie wie, czego może się spodziewać w najbliższym czasie.

Dane z badania Dentsu po raz kolejny potwierdzają też, że w związku z pandemią duża część wydatków zakupowych Polaków przeniosła się do sieci. We wrześniu prawie połowa konsumentów zadeklarowała, że obecnie częściej wybiera ten kanał zakupowy.

– Liczba internautów kupujących online jest już na poziomie 73 proc. i w tym roku mieliśmy rekordowy wzrost – na poziomie 11 pkt proc. COVID-19 mocno przełożył się na wzrost znaczenia e-commerce’u, ponieważ przełamał nasze bariery. Nie boimy się już płacić online, zamawiamy w sieci także produkty spożywcze – mówi Patrycja Kościołowska, strateg digitalowy w Dentsu. – Jeżeli chodzi o naszych klientów, którzy działają w obszarze digitalu, my również odnotowaliśmy ogromne wzrosty, nawet kilkusetprocentowe, ruchu, zamówień, przychodów, jak również bazy CRM.

W trakcie twardego lockdownu Polacy przekonali się do zakupów online z dostawą do domu, które są alternatywą dla tych tradycyjnych, związanych z kontaktem społecznym. Nadal jednak zwracają uwagę na pewne bariery, które utrudniają im kupowanie w sieci.

– Możemy je podzielić na trzy obszary. Pierwszym jest sam proces zakupowy i tutaj konsumenci oczekują ułatwień: chcą zamawiać bez rejestracji, chcą darmowej i szybkiej dostawy oraz bezpłatnych zwrotów. Drugim kluczowym obszarem jest możliwość komunikacji pomiędzy konsumentem a marką, ponieważ stojąc już przed ostatecznym wyborem w sklepie online, często klienci potrzebują skontaktować się ze sklepem. Tutaj pomocnymi narzędziami mogą być np. call center, czat na stronie czy komunikator w social mediach. Trzecim obszarem, o którym coraz częściej mówią konsumenci w badaniach, jest personalizacja produktów i usług, zarówno pod kątem komunikacji marketingowej, jak i pod kątem treści, które są następnie serwowane na stronie – wskazuje Patrycja Kościołowska.

Jak wynika z wrześniowego badania, polscy konsumenci oczekują od marek i sklepów, z którymi mają styczność, przede wszystkim darmowej dostawy (50 proc.), obniżek cen (51 proc.), szybkiej dostawy (46 proc.), zapewniania dostępności produktów i usług (34 proc.) oraz dbałości o higienę i sterylność (41 proc.).

– Najważniejszym czynnikiem wciąż jest jednak cena. Konsumenci w badaniach mówią wprost, że jeżeli w internecie będzie ona niższa, to będą częściej zamawiać online – mówi strateg digitalowy w Dentsu.

Co ciekawe, w tej chwili już tylko 15 proc. polskich konsumentów oczekuje, że sklepy i marki będą zaangażowane społecznie (np. udzielając pomocy finansowej dla medyków i lekarzy). W porównaniu z pierwszą turą tego badania z marca br. ten odsetek spadł radykalnie z 38 proc.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/koronawirus-wywoluje-u,p636452688