Energetyka słoneczna stała się opłacalnym biznesem. W tym roku obroty branży mają wzrosnąć o 25 proc.

0

Fotowoltaika stała się w ostatnich latach nie tylko sposobem na obniżenie rachunków i produkcję zielonej energii, ale i prężnie rozwijającym się biznesem. Według prognoz IEO na koniec tego roku obroty branży wzrosną o 25 proc. i przekroczą 5 mld zł. Boom fotowoltaiczny może zachęcić firmy nie tylko do tego, żeby instalowały panele PV i produkowały energię na własne potrzeby, ale również do jej sprzedaży. Dla wielu z nich wejście na rynek fotowoltaiki, chociażby jako sprzedawca usług fotowoltaicznych we współpracy z firmami działającymi w tej branży, może stanowić okazję do dywersyfikacji podstawowej działalności i dodatkowego zarobku.

– Najnowsze dane wskazują na to, że do końca br. przekroczona zostanie bariera 3 tys. MW mocy zainstalowanej instalacji fotowoltaicznych w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym. Jest to świetnym potwierdzeniem faktu, że Polacy coraz częściej przekonują się do tej metody pozyskiwania energii – mówi agencji Newseria Biznes Agnieszka Kwiatkowska, dyrektor sieci partnerskiej firmy Concept Energy, zajmującej się projektowaniem i montażem mikroinstalacji fotowoltaicznych dla przedsiębiorstw produkcyjnych, gospodarstw rolnych oraz administracji. 

Fotowoltaika to obok energetyki wiatrowej najszybciej rosnący segment OZE. Jak wynika z danych PSE, na początku października br. moc zainstalowana instalacji fotowoltaicznych w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym (KSE) wyniosła 2682,7 MW. Oznacza to wzrost o 166,3 proc. rok do roku i o 6,1 proc. w skali miesiąca. Co istotne, jeszcze w 2014 roku moc fotowoltaiki w sieci wynosiła raptem 20 MW. Polska pod względem przyrostu nowych mocy z paneli słonecznych plasuje się w tej chwili na piątym miejscu w Unii Europejskiej. Według prognoz zawartych w raporcie Instytutu Energetyki Odnawialnej („Rynek fotowoltaiki w Polsce 2020”) ta branża ma przed sobą świetlaną przyszłość i w 2025 roku moc zainstalowana PV w Krajowym Systemie Elektroenergetycznym ma sięgnąć już 7800 MW.

W ostatnich latach fotowoltaika stała się już nie tylko sposobem na produkcję ekologicznej energii czy dodatkowe oszczędności na rachunkach, ale i prężnie rozwijającym się biznesem. Według prognoz IEO na koniec tego roku obroty branży wzrosną o 25 proc. i przekroczą 5 mld zł.

– Rynek fotowoltaiki radzi sobie w Polsce świetnie. Przedsiębiorstwa szukają oszczędności, więc coraz częściej skłaniają się w stronę instalacji fotowoltaicznych, bo jest to nie tylko gwarancja niższych rachunków za energię przez długie lata, ale również inwestycja w ekologiczny wizerunek – mówi Agnieszka Kwiatkowska.

Jak wynika z danych IEO, firmy z branży PV mają w planach szybki rozwój i zwiększenie zatrudnienia (na koniec 2019 roku zatrudnienie w branży sięgnęło 6 tys. etatów, a 90 proc. firm wyraża chęć zwiększenia liczby miejsc pracy). 85 proc. z nich planuje dalsze zwiększenie zdolności wykonawczych, a połowa zamierza wprowadzić do oferty innowacje, jak np. dachówki fotowoltaiczne lub magazyny energii. Prawie tyle samo przedsiębiorstw zamierza rozszerzyć działalność firmy, np. oferując usługi eksploatacyjne. To pokazuje, że firmy z branży fotowoltaicznej przygotowują się na dalszy wzrost mocy zainstalowanej i rozwój rynku PV.

– Ujednolicenie stawki podatku VAT na instalacje fotowoltaiczne, zauważalny spadek cen urządzeń fotowoltaicznych, przy jednoczesnym ulepszaniu ich sprawności, jak również utrzymujące się na rynku tendencje wzrostowe cen energii stale przemawiają na korzyść branży odnawialnych źródeł energii – podkreśla dyrektor sieci partnerskiej Concept Energy.

Jak ocenia, boom fotowoltaiczny może zachęcić firmy nie tylko do tego, żeby instalowały panele PV i produkowały energię na własne potrzeby. Dla wielu z nich wejście na rynek fotowoltaiki może stanowić okazję do dywersyfikacji podstawowej działalności i dodatkowego zarobku, np. jako partnerzy firm działających w branży. Ekspertka podkreśla, że np. ubezpieczyciele, jako autoryzowany partner CE, mogą oferować usługi związane z fotowoltaiką przy sprzedaży polis. Także przedsiębiorstwa handlowe mogą wykorzystać posiadane już zasoby np. własnych handlowców i sieć kontaktów.

Wejście na ten perspektywiczny rynek wymaga jednak odpowiedniego przygotowania albo wyspecjalizowanego partnera, który dostarczy wsparcia i know-how.

 Biznes dobrze jest prowadzić razem z odpowiedzialnym partnerem. My stawiamy na bezpieczeństwo, profesjonalizm i przejrzystość działania. Naszą wspólną przewagą są niezawodne produkty, profesjonalni doradcy, wykwalifikowani specjaliści i certyfikowani instalatorzy – mówi Agnieszka Kwiatkowska.

Concept Energy to część dużej grupy kapitałowej Sunrise Energy, która działa na całym obszarze Europy Środkowo-Wschodniej. Firma nawiązuje współpracę m.in. z partnerami handlowymi, franczyzobiorcami, ekipami monterów, ale także biurami projektowymi, dekarzami, elektrykami oraz firmami zajmującymi się audytami energetycznymi. W ramach programu partnerskiego oferuje m.in. brak kosztów początkowych i abonenckich oraz proste i indywidualnie dopasowane zasady rozliczeń i prowizji. Firmy partnerskie CE przez cały czas mogą też liczyć na darmowe szkolenia, wsparcie merytoryczne, marketingowe oraz dostęp do wewnętrznej bazy wiedzy.

– Poszukujemy zarówno firm chcących jedynie przekazywać kontakty do klientów zainteresowanych naszym produktem, jak i tych, które będą samodzielnie sprzedawać instalacje fotowoltaiczne, oczywiście przy wsparciu naszych ekspertów. Możliwe jest także mieszanie tych dwóch stylów współpracy, zależnie od sytuacji i oczekiwań partnera ­­– podkreśla przedstawicielka Concept Energy.

Firmy zainteresowane poszerzeniem swojej działalności, np. o doradztwo czy sprzedaż instalacji PV, mają szansę nie tylko na dodatkowy zarobek, ale i gwarancję popytu co najmniej na najbliższych kilka lat, chociażby w zakresie mikroinstalacji PV. Jeśli patrzeć na dane PTPiREE przytaczane przez resort rozwoju, skokowy wzrost tychże instalacji wobec I kwartału br. i w porównaniu do końca ubiegłego roku może oznaczać, że zainteresowanie fachowym doradztwem i montażem będzie się utrzymywać.

– Warto zwrócić jednak uwagę, że polski rynek nasycił się mało wydajnymi falownikami wątpliwej jakości, dla których nie ma wsparcia ze strony producenta. Sprawne przeprowadzenie inwestycji jest możliwe jedynie z rzetelnym wykonawcą, który dysponuje własną siecią profesjonalnych instalatorów, ale i magazynem, dzięki któremu ma stały dostęp do falowników i paneli fotowoltaicznych najlepszych producentów – mówi Agnieszka Kwiatkowska.

W Polsce szybki rozwój fotowoltaiki wpisuje się w szerszy trend transformacji całej energetyki. Według danych Forum Energii w ubiegłym roku produkcja energii elektrycznej z OZE była w naszym kraju najwyższa w historii i przekroczyła 25 TWh, a w ostatnich latach rodzimy rynek jest wielkim placem budowy dla inwestycji w odnawialne źródła energii.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/energetyka-sloneczna,p358888475

Przyszłość rynku technologicznego zależeć będzie od sztucznej inteligencji. Jej rozwój powinien być jednak ściśle kontrolowany

0

Przedstawiciele świata nauki i technologii pokładają ogromne nadzieje w procesach, systemach oraz urządzeniach wykorzystujących potencjał sztucznej inteligencji. Choć wciąż nie udało się wypracować prawdziwej SI, która będzie zdolna do w pełni samodzielnego myślenia, już teraz naukowcy oraz inżynierowie optują za wdrożeniem reguł moralnych, które pozwolą rozwijać tę dziedzinę technologii w sposób bezpieczny i kontrolowany.

– Sztuczna inteligencja będzie następną rewolucją technologiczną. Narzędzia Google rozpoznają głos i odpowiadają nam, a to wszystko działa na podstawie algorytmów. W Chinach policjanci mają okulary, które analizują twarze i szukają przestępców, a ci mogą być złapani w bardzo krótkim czasie dzięki algorytmom rozpoznawania twarzy. Oczywiście w Europie działanie takiej technologii jest niemożliwe, bo mamy przepisy RODO, które nie pozwalają na coś takiego. Ale potencjał tej technologii jest ogromny w każdej dziedzinie życia – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr hab. inż. Jordi Mongay Batalla, prof. Wydziału Elektroniki i Technik Informacyjnych Politechniki Warszawskiej.

Coraz częściej rozważa się wykorzystanie sztucznej inteligencji w procesie tworzenia interfejsów mózg–komputer. Jedne z najgłośniejszych badań w tej materii prowadzi firma Neuralink, która opracowała zautomatyzowaną maszynę do zaszywania elektroniki wewnątrz czaszki pacjenta. Układ Neuralink ma umożliwić przechwytywanie i analizowanie fal mózgowych pacjenta, które zostaną wykorzystane do komunikacji z maszyną np. w celu napędzania protez utraconych kończyn.

Inżynierowie z OpenAI od 2015 roku pracują nad stworzeniem systemu silnej sztucznej inteligencji, która raz uruchomiona, byłaby w stanie do niezależnego działania bez koordynowania z zewnątrz i byłaby zdolna m.in. do samodzielnego doskonalenia się, wyciągania wniosków oraz przeprowadzania procesów analitycznych. W rozwój tej technologii miliard dolarów zainwestował Microsoft, który chce wykorzystać pierwszą w pełni funkcjonalną silną SI w swojej platformie do obliczeń chmurowych Azure.

– Sztuczna inteligencja będzie wszędzie w naszym życiu, w niektórych miejscach nawet nie zauważymy jej działania, np. w systemach zarządzania siecią telekomunikacyjną. Rozmowy z samochodem, z komputerem, z robotem będą coraz popularniejsze. Teraz na podstawie sztucznej inteligencji rozwijają się nie tylko interfejsy człowiek–maszyna. Kiedy pies da jakiś dźwięk, to na podstawie algorytmów sztucznej inteligencji spróbujemy stworzyć interfejs maszyna–zwierzę, aby w przyszłości rozmawiać w jakiś sposób z psem – zapowiada prof. Politechniki Warszawskiej.

Niczym nieskrępowany rozwój sektora sztucznej inteligencji może jednak stanowić duże zagrożenie dla społeczeństwa, czego przykładem jest System Zaufania Społecznego (SCS), dynamicznie rozwijany przez rząd w Pekinie. Władze Chin dążą do pełnego zintegrowania życia obywateli z centralnie sterowanymi, zautomatyzowanymi systemami monitoringu i oceniania. W ramach SCS gromadzi się dane o wydatkach, zarobkach oraz życiu prywatnym obywateli. Działający wbrew prawu mogą w ramach tego systemu zostać obciążeni wyższymi kosztami wynajmu pojazdów, a nawet niewpuszczeni do transportu publicznego.

O wypracowanie norm prawno-etycznych w zakresie rozwoju sztucznej inteligencji zabiega m.in. Komisja Europejska. W dokumencie „Biała księga w sprawie sztucznej inteligencji. Europejskie podejście do doskonałości i zaufania” zawarto podstawowe założenia dotyczące bezpiecznego inwestowania w tę technologię. Urzędnicy zwracają w niej uwagę m.in. na to, że systemy inteligentne powinny być rozwijane w zgodzie z dobrem obywateli, przedsiębiorstw oraz szeroko rozumianego interesu społecznego. Sztuczna inteligencja powinna zaś respektować wartości takie jak podstawowe prawa człowieka, godność ludzka i ochrona prywatności.

– Każda technologia może być użyta dobrze lub źle. Proces wdrażania, tworzenia i ulepszenia sztucznej inteligencji musi być równoległy do stworzenia etyki, czyli gdzie i w jaki sposób można stosować sztuczną inteligencję. Powstało na ten temat dużo prac naukowych i politycznych, które nie zostawiają tworzenia sztucznej inteligencji samej sobie, próbują wyznaczać granice jej zastosowań. Postęp technologiczny jest dobry, bo dzięki temu żyjemy dłużej i lepiej niż lata temu. Ale trzeba zadać pytanie, jak towarzyszyć temu procesowi tworzenia, żeby technologia nie uciekła nam z rąk – wskazuje Jordi Mongay Batalla.

Według analityków z firmy Grand View Research wartość globalnego rynku sztucznej inteligencji w 2020 roku wyniesie 62,4 mld dol. Przewiduje się, że do 2027 roku wzrośnie do 733,7 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 42,2 proc.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/przyszlosc-rynku,p255914615

Próbka głosu pozwoli zdiagnozować chorobę i wykryć niebezpieczeństwo. Nad rozwojem technologii pracuje polska firma

0

W ciągu ostatnich lat światowy rynek analizy mowy notuje szybki wzrost. Rozwój algorytmów Big Data i głębokiego uczenia się w połączeniu ze wzrostem mocy obliczeniowej sprawił, że możliwości analizy mowy są znacznie większe. Dla działów sprzedaży, marketingu i usług technologia analizy mowy oznacza wzrost przychodów i wydajności. To także korzyści dla samych użytkowników – technologia po samym głosie może zdiagnozować chorobę, a nawet stwierdzić, czy znajdujemy się w niebezpieczeństwie.

– Technologia analizy mowy oznacza np. wykrywanie różnego rodzaju przestępstw lub nadużyć w dużej liczbie rozmów telefonicznych, takich jak wyciek danych osobowych czy niewłaściwy sposób prowadzenia sprzedaży przez telefon. Drugi typowy przykład to ustalanie, dlaczego dany sprzedawca jest najlepszy, co powoduje jego sukces. To zaś wsparcie dla pozostałych sprzedawców, żeby mogli to robić lepiej – mówi agencji Newseria Innowacje dr hab. Bartosz Ziółko, prezes Techmo.

Technologia rozpoznawania może przełożyć się na dużą korzyść biznesową, przede wszystkim w obsłudze klienta, rezerwacjach telefonicznych czy ankietowaniu respondentów. Analiza mowy umożliwia takim firmom efektywne gromadzenie, porządkowanie i analizowanie dużych ilości danych o klientach i potencjalnych klientach.

– Analityka mowy dotyczy zarówno tonu wypowiedzi, emocji, słów kluczowych, może też pójść w trochę szerszy kontekst, np. jaki jest odbiorca, jaki jest jego profil – wskazuje dr hab. Bartosz Ziółko.

Technologia automatyzuje szereg procesów operacyjnych, w tym nagrywanie rozmów, rozpoznawanie mowy i transkrypcję, wyszukiwanie według słów kluczowych czy zarządzanie jakością rozmów. Za pomocą rozwiązań do analizy mowy wszystkie te procesy są wykonywane z większą szybkością i na wyższym poziomie niż w przypadku jakiegokolwiek systemu analizy danych, który obsługuje człowiek.

– Sprawny operator jest w stanie oglądać prawie 10 monitorów, obraz wideo może być przyspieszony dwukrotnie. Jednak w wypadku analizy mowy to nie jest możliwe. Jedna godzina analizy audio wymaga jednej godziny pracy człowieka, a więc jest to raczej nierealne w praktyce. Biorąc pod uwagę duże call center w Polsce, gdzie około tysiąc osób pracuje jednocześnie, musiałoby być drugie tysiąc osób, które to kontroluje, dlatego tutaj systemy informatyczne są kluczowe – przekonuje prezes Techmo.

Alexa Amazona czy Cortana Microsoftu to tylko przykłady narzędzi aktywowanych głosem. Systemy do analizy mowy, ale też takie, które można sterować poleceniami, są rozbudowane przede wszystkim w języku angielskim. W Polsce jeszcze stosunkowo mało jest nowoczesnych technologii, które bazowałyby na języku polskim – rozpoznawały mowę potoczną czy związki frazeologiczne. Może to zmienić polska firma Techmo.

–  Dla firm amerykańskich, globalnych, polski rynek nie jest aż tak duży, dlatego często nie chcą aż tyle czasu i energii poświęcać na dopracowanie tych narzędzi. Techmo w dużej mierze inwestuje w zrobienie tego typu rozwiązań skutecznych dla języka polskiego – wskazuje dr hab. Bartosz Ziółko.

Techmo umożliwia komunikację między inteligentnymi urządzeniami czy między budynkami a użytkownikami. Maszyny można też nauczyć rozpoznawać choroby i identyfikować ryzyko ich wystąpienia wyłącznie na podstawie głosu. To narzędzie nie do przecenienia w telemedycynie. Naukowcy ustalają takie parametry mowy i oddechu podczas mowy, które są charakterystyczne dla danej choroby, a sztuczna inteligencja jest w stanie je rozpoznać tylko na podstawie próbki głosu.

Co istotne, narzędzia do analizy głosu potrafią ocenić, czy dana osoba znajduje się w niebezpieczeństwie – badają nie tylko tembr głosu, ale też użyte słowa. Na tej podstawie niemal bezbłędnie są w stanie określić, czy nie grozi nam niebezpieczeństwo. Takie technologie stosują już organy policji w kilku krajach, na razie w ramach pilotażu, ale być może narzędzie wejdzie do szerszego użycia.

Techmo oferuje technologię analizy mowy przystosowaną do języka polskiego. Może to zrewolucjonizować rozwój innowacyjnych narzędzi. Skorzystają na tym zwykli użytkownicy, ale także i polskie firmy będą mogły zwiększyć konkurencyjność na globalnym rynku.

– Coraz więcej rzeczy załatwiamy przez telefon głosowo i będzie coraz więcej różnego rodzaju komplikacji, od prostych rzeczy jak np. reklamacje, po różnego rodzaju kontrole pracowników pracujących przez telefon, gdzie pracodawca chce mieć obraz, co np. 200 pracowników de facto zrobiło, jaka jest ich skuteczność, czy zachowywali procedury, które były ustalone. Informacja w ogóle jest coraz cenniejszym dobrem i będzie coraz bardziej oczekiwana w systemach audio – ocenia prezes Techmo.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/probka-glosu-pozwoli,p1231041332

W ciągu pięciu lat w 5G zainwestuje ponad 70 proc. firm. Nowa technologia staje się kluczowa zwłaszcza w czasie pandemii [DEPESZA]

0

Prace wdrożeniowe technologii 5G wkraczają w kluczową fazę. Dynamiczne inwestycje w infrastrukturę sieciową nowej generacji przyczynią się do gwałtownego wzrostu globalnego produktu krajowego brutto i napędzą cały sektor nowych technologii. W popularyzacji nowej infrastruktury może pomóc obecna sytuacja epidemiczna – w dobie pandemii koronawirusa wiele firm oraz organizacji państwowych inwestuje w rozwiązania z zakresu automatyki pracy, które do niezawodnego działania wymagają szybkiego i niezawodnego połączenia internetowego.

– Miasta, szpitale i fabryki przyszłości zależą od 5G i możliwości przenoszenia, przetwarzania i przechowywania ogromnych ilości danych. Ponadto wykorzystując dane i technologie bazujące na 5G, będzie można lepiej stawić czoła największym wyzwaniom, przed którymi stoi cała ludzkość – od zmian klimatycznych po pandemię – podkreśla Gabriela Styf Sjöman, dyrektor ds. strategii w firmie Nokia.

Z raportu 5G Business Readiness Report opracowanego przez analityków firmy Nokia wynika, że w wyniku globalnych restrykcji pandemicznych rynek rozwiązań z zakresu technologii 5G będzie rozwijał się z wysoką dynamiką. Szacuje się, że w ciągu najbliższych pięciu lat aż 72 proc korporacji zainwestuje w ten sektor gospodarki. Dzięki temu rozwiązania z zakresu 5G do 2030 roku powiększą globalny produkt krajowy brutto o 8 bln dol.

Firma zwraca także uwagę na niepodważalny związek inwestowania w technologię 5G z wydajnością sektora biznesowego. Szacuje się, że przedsiębiorstwa aktywnie inwestujące w nową infrastrukturę sieciową notują 10-proc. wzrost produktywności w czasie pandemii. Co więcej, jako jedyne są w stanie utrzymać bądź zwiększyć zaangażowanie klientów w tym trudnym czasie.

– Organizacje na całym świecie coraz szybciej wdrażają technologie obsługujące 5G. Liderzy chcący wykorzystać potencjał sieci nowej generacji nie mogą sobie pozwolić na tracenie więcej czasu. Aby wykorzystać ogromne możliwości 5G, organizacje muszą rozpocząć lub zintensyfikować swoje plany już teraz i przyspieszyć innowacje modeli biznesowych, aby pozostać konkurencyjnymi w szybko digitalizującej się gospodarce światowej. Oprócz inwestycji w samą technologię będzie to wymagało cyfryzacji operacji, procesów i sposobów pracy, aby wykorzystać pełny potencjał 5G – wskazuje Gabriela Styf Sjöman.

Eksperci odpowiedzialni za opracowanie raportu Nokii wskazali także pięć głównych barier, które należy pokonać, aby przyspieszyć implementację sieci 5G na szeroką skalę. Za kluczowe wyzwanie uważa się brak dostępu do strategicznej infrastruktury telekomunikacyjnej, która według 28 proc. ankietowanych silnie rozwinęła się wyłącznie na terenach zurbanizowanych. 22 proc. respondentów nie uważa 5G za technologię, w którą firma powinna inwestować w pierwszej kolejności, 15 proc. twierdzi, że firma nie dysponuje środkami na jej wdrożenie, a 34 proc. ma obawy związane z bezpieczeństwem 5G. Z kolei aż  17 proc. uważa, że osoby decyzyjne w firmie nie rozumieją, na czym polega 5G.

– Technologia 5G napędza sukces biznesowy, nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Organizacje, które wdrożyły nową generację sieci, mogą skorzystać z zalet wykraczających daleko poza szybsze, wydajniejsze i niezawodne usługi sieciowe. Ponieważ 5G umożliwia przedsiębiorstwom transformację, przyspieszy również szersze trendy technologiczne i gospodarcze, dając niewyobrażalne możliwości dla globalnych gospodarek i społeczeństw – przekonuje dyrektor ds. strategii w firmie Nokia.

Według firmy badawczej Research and Markets wartość globalnego rynku technologii 5G do 2025 roku wzrośnie do 251 mld dol. W najbliższych latach ma się on rozwijać w tempie blisko 97 proc. w skali roku.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/w-ciagu-pieciu-lat-w-5g,p132646275

Kukurydza znalazła zastosowanie w przemyśle samochodowym czy produkcji bioplastiku. Większe uprawy zboża mogą być szansą dla polskich rolników

0

Tylko od 2010 roku zbiory kukurydzy wzrosły o 26 proc. – wynika z danych Polskiego Związku Producentów Kukurydzy. Ze względu na modyfikację jednego genu, niezależnie od warunków, plony można zwiększyć co najmniej o 10 proc. To jednak nie tylko zasługa genetyki, lecz także innych zastosowań kukurydzy od paszy dla zwierząt po paliwo czy biodegradowalne materiały. W Polsce zbiory kukurydzy szacuje się na ok. 3,5 mln ton. – Ubolewamy, że produkcja kukurydzy mogłaby być znacznie większa, jeśli byłby stały odbiorca energetyczny – ocenia Tadeusz Michalski, prezes Polskiego Związku Producentów Kukurydzy.

– Kukurydza jest rośliną, w której dokonał się największy postęp. W stosunku do roku 2010/2011 przyrost zbiorów światowych wynosi 36 proc., w żadnej innej roślinie nie spotkamy takiego ogromnego postępu. Wynika on z kilku rzeczy, lecz przede wszystkim genetyka poszła szalenie do przodu, mamy supernowoczesne odmiany dostosowane do warunków klimatycznych – mówi agencji Newseria Innowacje Tadeusz Michalski.

Mimo stworzenia wielu genetycznie zmodyfikowanych (GM) upraw odpornych na szkodniki i herbicydy naukowcy nie odnieśli wielkiego sukcesu w przyspieszaniu wzrostu upraw. Niedawno jednak udowodniono, że można zwiększyć plony kukurydzy nawet o 10 proc. poprzez zmianę genu, który zwiększa wzrost roślin. Zmodyfikowane rośliny mają nieco większe liście, które lepiej przekształcają światło słoneczne w cukry, są również nawet do 18 proc. wydajniejsze w wykorzystywaniu azotu, czyli kluczowego składnika odżywczego gleby. Dzięki temu kukurydza jest praktycznie niezależna od warunków atmosferycznych i rodzaju gleby.

To wszystko sprawia, że w części krajów kukurydza jest najczęściej uprawianym zbożem, w Polsce ustępuje tylko pszenicy.

– To kwestia bardzo szerokiego wykorzystania kukurydzy, te możliwości są wszechstronne. Główną rolą kukurydzy jest oczywiście pasza, nie tylko w Polsce i na świecie, ale w coraz większym stopniu także wyżywienie ludności, czyli produkcja kasz, mąki oraz produkcja skrobi. W Polsce na razie mamy niewielkie osiągnięcia w tym względzie, ale to się jeszcze będzie zmieniać – ocenia prezes Polskiego Związku Producentów Kukurydzy.

Kukurydza już dawno przestała być tylko zbożem, które może znaleźć zastosowanie wyłącznie w przemyśle spożywczym. Powstają z niej już części do samochodów, jest wykorzystywana przy produkcji ekologicznego plastiku, działają też firmy, które produkują z niej ubrania i inne tekstylia.

Co istotne, kukurydza może też służyć do produkcji paliwa. Jest głównym surowcem (obok trzciny cukrowej) do produkcji bioetanolu, najpowszechniejszego i najbardziej rozpowszechnionego biopaliwa. Przewagą biomasy kukurydzianej nad innymi roślinami energetycznymi jest fakt, że powstaje po zbiorze nasion. Udział bioetanolu w światowej produkcji biopaliw wynosi ponad 94 proc., zgodnie z przepisami międzynarodowymi wiele krajów zastępuje część swoich paliw kopalnych właśnie biopaliwami.

–  Praktycznie wszędzie można już spotkać kukurydzę, czy inaczej mówiąc, kukurydza jest dobra na wszystko. To roślina o szalenie dużych możliwościach i dzięki temu zainteresowanie nią rolników rośnie – podkreśla Tadeusz Michalski.

Największymi producentami kukurydzy są Stany Zjednoczone, Chiny, Brazylia i Argentyna. Polska nie może się na razie z nimi równać, zwłaszcza że w części krajów kukurydzę zbiera się dwukrotnie w ciągu roku.

– Stany Zjednoczone zawsze były największym eksporterem, ale ostatnio trochę ta ilość się zmniejszyła, bo  przestawili się na produkcję bioetanolu z kukurydzy. Przerabiają na niego nawet do 150 mln ton ziarna kukurydzy, czyli dwa razy więcej, niż łącznie produkuje cała Unia Europejska. Mają większe bezpieczeństwo energetyczne, bo dużo paliwa jest z dodatkiem alkoholu, oczywiście na bazie kukurydzy. Z kolei Brazylia może eksportować więcej kukurydzy, bo bioetanol produkuje z trzciny cukrowej – tłumaczy prezes Polskiego Związku Producentów Kukurydzy.

W Polsce areał produkcji kukurydzy przekracza 1 mln ha. Rośnie też eksport – tylko w I kwartale 2020 roku wyniósł 234,5 tys. ton.

– Produkcja kukurydzy mogłaby być znacznie większa w rolnictwie, jeśli byłby stały odbiorca energetyczny, czyli bioetanol, biogazownie – ocenia Tadeusz Michalski.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/kukurydza-znalazla,p1698650231

Mimo kryzysu branża sprzedaży bezpośredniej notuje w 2020 roku rekordy obrotów. Od miesięcy stale rekrutuje nowych konsultantów

0

Po początkowym wahnięciu w marcu sprzedaż bezpośrednia zaczęła szybko rosnąć, i to nie tylko w Polsce. Wiele firm, nie tylko te sprzedające środki do dezynfekcji, notuje nawet 60–80-proc. wzrosty. Branża dobrze poradziła sobie w okresie lockdownu i spowolnienia gospodarczego dzięki wysokiemu zaawansowaniu technologicznemu i przeniesieniu dużej części kontaktów z klientami do internetu, także do mediów społecznościowych. Firmy stale rekrutują chętnych do współpracy. W tym roku przybyło im wielu nowych sprzedawców.

– W przeciwieństwie do oczekiwań z początku roku branża sprzedaży bezpośredniej ma się bardzo dobrze. Większość firm raportuje dwucyfrowe wzrosty, rzędu nawet 60–80 proc., przy czym dotyczy to nie tylko firm sprzedających np. suplementy czy płyny do dezynfekcji, bo tutaj wzrosty są oczywiste, ale również dystrybutorów innych produktów, w tym np. high tech z dziedziny AGD – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mirosław Luboń, dyrektor generalny Polskiego Stowarzyszenia Sprzedaży Bezpośredniej. – Dalsze perspektywy na razie są dobre. Tym bardziej że raporty z innych krajów europejskich i pozaeuropejskich wskazują, że u nich sytuacja jest bardzo podobna.

Zgodnie z danymi Światowej Federacji Stowarzyszeń Sprzedaży Bezpośredniej (WFDSA), przytaczanymi przez PSSB, w ubiegłym roku wartość sprzedaży bezpośredniej na świecie wyniosła ponad 180,5 mld dol. To rekordowy wynik, który – zgodnie z szacunkami – w tym roku zostanie pobity. Według danych PSSB od marca do maja branża odnotowała średnio 30-proc. wzrost wobec tego samego okresu w ubiegłym roku.

– Minione miesiące dowodzą, że pandemia nie jest w stanie zahamować rozwoju sprzedaży bezpośredniej, ale musimy wziąć pod uwagę czynniki zewnętrzne. Jeżeli w zakładach produkcyjnych, które już nie nadążają z zamówieniami, zostałaby zdziesiątkowana załoga, to będą problemy z dostarczaniem odpowiedniej ilości produktu. Jeżeli firmy kurierskie będą miały problemy z ludźmi, to my będziemy mieć problem z dostarczaniem produktów do klientów. Trzeci element to zasobność portfeli ludzi. Wiele osób straciło pracę, ma zmniejszone pobory, więc pytanie, czy będzie ich stać na kupowanie w takiej ilości, w jakiej oni by chcieli – mówi ekspert.

Na dobre wyniki w branży wpłynęło m.in. to, że ten model sprzedaży, uważany za bardzo tradycyjny, w ciągu ćwierćwiecza wypracował sobie różnorodne, także zaawansowane technologicznie i wirtualne formy i kanały sprzedaży. Dzięki temu w momencie lockdownu branża była o krok przed innymi na drodze do digitalizacji.

– Już od paru lat 75 proc. transakcji i komunikacji między sprzedawcami, klientami a firmami odbywa się w świecie wirtualnym, w związku z tym pandemia nie zaskoczyła branży. Kierownictwa i biura bardzo szybko przeszły na pracę zdalną, ale postarały się również, żeby odpowiednio wyedukować swoich współpracowników, czyli sprzedawców – mówi Mirosław Luboń. – Organizowano setki, jeśli nie tysiące webinariów, konferencji czy spotkań online, gdzie mówiono, co i jak należy robić, jak się zachować w tym okresie. To wszystko zaczęło procentować.

PSSB również zaangażowało się w organizację kursu pt. „Jak zorganizować stabilny biznes online”, który rozpoczął się w maju i potrwa do maja przyszłego roku. Osoby współpracujące z firmami członkowskimi mogą się na nim dowiedzieć i praktycznie przećwiczyć, jak rozpocząć sprzedaż z wykorzystaniem internetu czy platform społecznościowych, jakich błędów unikać, jakie są pułapki tego typu dystrybucji czy jak dopasowywać formę przekazu do grupy docelowej. Szkolenia są o tyle potrzebne, że firmy cały czas rekrutują, potrzebują konsultantów i partnerów, których trzeba na bieżąco wyposażać w wiedzę, zarówno merytoryczną, jak i marketingową.

– Sprzedaż bezpośrednia jest jedną z niewielu branż, które zawsze potrzebują ludzi. Osoby, które w tej chwili tracą pracę, mogą tutaj znaleźć zajęcie. Nie ma takiej sytuacji, że ktoś przychodzi, mówi: „chciałbym zostać konsultantem, przedstawicielem handlowym”, a firma mówi: „nie, nie potrzebujemy”. Zawsze znajdzie się praca – podkreśla dyrektor generalny PSSB. – Jako jedna z nielicznych branż nie wstrzymaliśmy rekrutacji. Przeciwnie, rozpoczęliśmy współpracę z tysiącami nowych osób chętnych do działania w tym biznesie.

Co roku 17 października obchodzony jest Dzień Sprzedaży Bezpośredniej. Hasłem tegorocznego jest „Krok we własny biznes”, którym firmy chcą przyciągnąć do siebie nowe osoby. Dane WFDSA wskazują, że blisko 120 mln osób działa obecnie w sektorze sprzedaży bezpośredniej na całym świecie. W Polsce jest to blisko milion.

– Jako branża oferujemy przede wszystkim bezinwestycyjne wejście w biznes, bo nie trzeba właściwie mieć żadnego kapitału początkowego, lokali, maszyn czy instrumentów. Firmy kształcą początkujących, oferując im na ogół bezpłatne szkolenia, nie tylko produktowe, ale również z umiejętności miękkich, typu negocjacje, dobór grup docelowych, rozwój osobowości – wymienia Mirosław Luboń.

Polskie Stowarzyszenie Sprzedaży Bezpośredniej działa na polskim rynku od 1994 roku i zrzesza kilkadziesiąt firm. Ich łączny udział w rynku przekracza 65 proc. Główne cele stowarzyszenia to m.in.: stanowienie etycznych standardów sprzedaży i monitorowanie ich przestrzegania przez firmy członkowskie, w tym zasad „Kodeksu Sprzedaży Bezpośredniej PSSB”, promocja i stały rozwój tego kanału dystrybucji, podnoszenie poziomu wiedzy społeczeństwa na temat sprzedaży bezpośredniej, wyjaśnianie jej ekonomicznego znaczenia i zalet dla klientów. W tym kontekście – jak podkreśla dyrektor PSSB – jest jeszcze wiele do zrobienia.

– Osoby, które zetknęły się ze sprzedażą bezpośrednią, kupowały od firm albo z nimi współpracowały, mają bardzo dobre mniemanie o branży. Nasze badania pokazują, że wśród nich zadowolenie z kontaktów z firmą albo ze sprzedawcą sięga dziewięćdziesięciu kilku procent. Ceni się profesjonalizm sprzedawców i ich doradztwo. Natomiast trzeba pamiętać o tym, że około 1/3 Polaków jeszcze nie miała kontaktu ze sprzedażą bezpośrednią. Wśród tych osób opinie są różne, ponieważ bardzo często spotykają się z publikacjami w mediach na temat nierzetelnych firm, które psują wizerunek całej branży – mówi dyrektor generalny PSSB.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/mimo-kryzysu-branza,p539578826

Eksperci: Zabezpieczenia przeciwpożarowe polskich parkingów podziemnych i tuneli nie są przygotowane na pojazdy elektryczne [DEPESZA]

0

Tunele i podziemne parkingi wymagają szczególnych zabezpieczeń przeciwpożarowych związanych z pojazdami elektrycznymi. – Z uwagi na trudności z ugaszeniem takiego auta warto rozważyć zastosowanie w zamkniętych przestrzeniach systemu detekcji pożaru oraz skutecznej instalacji gaszeniowej – mówi Michał Brzeziński, ekspert SPIE Building Solutions. Bardziej skuteczna niż woda może się okazać technologia mgły wysokociśnieniowej, która jest już wykorzystywana w krajach Europy Zachodniej.

Jak podają Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych i Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego, mimo pandemii koronawirusa liczba rejestracji elektryków w Polsce systematycznie rośnie i według danych z końca sierpnia wynosi już blisko 13,8 tys. sztuk. Flota elektrycznych pojazdów ciężarowych i dostawczych zwiększyła się do 652 sztuk, a elektrycznych motorowerów i motocykli do 8067 pojazdów. Z kolei park autobusów elektrycznych liczył na koniec sierpnia 343 sztuki. Eksperci SPIE podkreślają, że modernizacja systemów przeciwpożarowych nie nadąża za zmianami na rynku motoryzacyjnym.

– Samochody elektryczne niezwykle trudno jest ugasić – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Michał Brzeziński, kierownik ds. kluczowych klientów z działu Fire Protection w SPIE Building Solutions. – Kiedy dochodzi do zapłonu baterii, która znajduje się w aucie elektrycznym, następuje reakcja łańcuchowa – jedno ogniwo zapala się od drugiego.

Elementy akumulatora podczas spalania produkują nowe, łatwopalne produkty (opary) oraz tlen, co podtrzymuje ogień. Ekspert zauważa, że nawet w sytuacji, kiedy auto elektryczne zacznie się palić na otwartej przestrzeni, np. na drodze, trudno ten pożar opanować. Jest to praktycznie niemożliwe do opanowania samą wodą. W Polsce straż pożarna nie jest przygotowana do tego, żeby ugasić takie auto. W innych europejskich krajach, np. w Holandii lub Skandynawii, opracowano system gaszenia z wykorzystaniem kontenerów morskich wypełnionych wodą. Płonące auto jest wkładane do takiego kontenera za pomocą dźwigu i po zamknięciu ogniwa się wypalają.

 Parkingi podziemne w Polsce mają zabezpieczenia przeciwpożarowe, najczęściej instalacje tryskaczowe, ale są one niewystarczające w przypadku pożaru pojazdów elektrycznych. Mają zbyt małą wydajność, a baterie litowo-jonowe w samochodach elektrycznych trzeba mocno schładzać, żeby pożar się nie rozprzestrzenił – mówi Michał Brzeziński. – Z kolei w tunelach drogowych brakuje najczęściej jakichkolwiek zabezpieczeń przeciwpożarowych, spotykane jest jedynie oddymianie.

Tunele drogowe o długości ponad 100 metrów nie są częstym zjawiskiem w Polsce. Obecnie ich łączna długość wynosi 6,1 km, ale w przyszłości będzie się to zmieniać. Tunele na Zakopiance i w ciągu drogi S2 na obwodnicy Warszawy, które zostaną oddane do użytkowania w najbliższym czasie, mają w sumie 4,4 km długości. Po ich udostępnieniu kierowcom łączna długość tuneli drogowych w naszym kraju sięgnie 10,5 km.

Ekspert SPIE Building Solutions ocenia, że dla zamkniętych przestrzeni lepszym rozwiązaniem niż tradycyjne tryskacze są instalacje wykorzystujące mgłę wysokociśnieniową. W ich przypadku litr wody wystarcza na powierzchnię od 60 do 250 mkw. (przy tryskaczach jest to zaledwie 1–6 mkw.). Instalacje te służą więc do gaszenia, a nie – jak w przypadku instalacji tryskaczowej – tylko do ograniczenia rozprzestrzeniania się pożaru.

 W przypadku wysokociśnieniowej mgły wodnej wysoka intensywność parowania umożliwia odbiór ogromnej ilości ciepła ze źródła pożaru – ok. 2,3 MJ na litr wody. Wypiera miejscowo tlen z przestrzeni spalania poprzez natychmiastowe odparowanie. Poprzez efekt schładzania strefy spalania i ogromny odbiór ciepła ryzyko rozprzestrzenienia pożaru i ponownego zapłonu jest zminimalizowane – tłumaczy ekspert SPIE Building Solutions.

Ponadto wysokociśnieniowa mgła wodna ma jeszcze inne zalety. Wielkość kropli poniżej 300 mikrometrów pozwala na łatwe połączenie się z cząsteczkami dymu i skuteczne ograniczenie zadymienia w miejscu pożaru. Dodatkowo mgła gaśnicza jest nieszkodliwa dla ludzi, więc ułatwia opuszczenie obiektu przez kierowców i innych użytkowników oraz wejście do środka ekipy gaśniczej.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/eksperci-zabezpieczenia,p820730455

Dziura ozonowa jest już wielkości Antarktydy. Ścisłe przestrzeganie zakazu emisji chemikaliów może zahamować zmiany klimatyczne [DEPESZA]

0

Z badań przeprowadzonych przez Europejskie Centrum Prognoz Średnioterminowych wynika, że w ostatnich miesiącach dziura ozonowa nad Antarktydą zaczęła gwałtownie rosnąć, przez co jej powierzchnia przekroczyła średnią wartość rejestrowaną na przestrzeni ostatniej dekady. Jej dalsze powiększanie się będzie miało katastrofalny wpływ na środowisko naturalne, dlatego naukowcy apelują o wdrożenie działań, które zapobiegną jej przyrostowi.

Z pomiarów przeprowadzonych w październiku 2020 roku wynika, że dziura ozonowa pokrywa obecnie niemal całą powierzchnię Antarktydy i osiągnęła rozmiar 23 mln km2. Za jej przyrost odpowiada m.in. silny, stabilny i chłodny wir polarny, który utrzymuje stałą, niską temperaturę warstwy ozonowej nad powierzchnią Antarktydy. Istotną rolę w chemicznym zubożaniu warstwy ozonowej odgrywają bowiem polarne chmury stratosferyczne, które formują się wyłącznie przy temperaturze poniżej -78°C.

– Każdego roku istnieje duża zmienność w zakresie rozwoju dziur ozonowych. Dziura ozonowa w 2020 roku przypomina tę z 2018 roku, która również była dość duża i zdecydowanie znajduje się w górnej części stawki ostatnich 15 lat – podkreśla Vincent-Henri Peuch, dyrektor Usługi Monitorowania Atmosfery Copernicus w Europejskim Centrum Prognoz Średnioterminowych.

Aby zapobiec zgubnym skutkom zanikania warstwy ozonowej, w 1987 roku zatwierdzono tzw. protokół montrealski, umowę międzynarodową opisującą niezbędne kroki na drodze do zapobieżenia gwałtownym zmianom klimatu wynikającym z powiększania się dziury ozonowej. Zgodnie z jego zapisami sygnatariusze zobowiązali się do zaprzestania emisji gazów cieplarnianych niszczących ozon w atmosferze.

Jeszcze w marcu 2020 roku wydawało się, że założenia protokołu montrealskiego realizowane są z należytą starannością. Wówczas naukowcom z Uniwersytetu Kolorado w Boulder udało się udowodnić na łamach magazynu „Nature”, iż rekordowo mała dziura ozonowa zaobserwowana pod koniec roku przez NASA jest bezpośrednio powiązana z postanowieniami tego dokumentu. Naukowcy dowiedli, że 10 lat po podpisaniu protokołu udało się zatrzymać migrację południowego prądu strumieniowego, który napędzał zubożanie warstwy ozonowej.

– Wraz z powrotem światła słonecznego na biegun południowy w ostatnich tygodniach obserwowaliśmy ciągłe zubożenie warstwy ozonowej na tym obszarze. Po niezwykle małej i krótkotrwałej dziurze ozonowej w 2019 roku, która była spowodowana specjalnymi warunkami meteorologicznymi, w tym roku ponownie rejestrujemy dość dużą dziurę ozonową, co potwierdza, że ​​musimy kontynuować egzekwowanie protokołu montrealskiego zakazującego emisji chemikaliów zmniejszających warstwę ozonową – podkreśla Vincent-Henri Peuch.

Z badań przeprowadzonych przez Światową Organizację Meteorologiczną wynika, że ścisłe stosowanie zapisów protokołu montrealskiego pozwoli do 2060 roku zmniejszyć powierzchnię dziury ozonowej do stanu z 1980 roku.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/dziura-ozonowa-jest-juz,p1887163171

Drony to przyszłość wojskowości. Potrafią rozpoznawać teren i namierzać cele oraz komunikować się z żołnierzami w czasie rzeczywistym

0

Drony są bezpieczniejszą, tańszą i często bardziej wydajną alternatywą dla załogowych samolotów wojskowych. Używane jako wabiki docelowe, do misji bojowych czy nadzoru strefy operacji, są nieodłączną częścią sił zbrojnych. Obecnie szacuje się, że już 95 krajów na całym świecie posiada jakąś formę technologii wojskowych dronów. Zmienia się też rola bezzałogowych statków powietrznych. Wyposażone w sztuczną inteligencję kontaktują się z żołnierzami i umożliwiają podjęcie decyzji na podstawie obrazowania terenu w czasie rzeczywistym.

– Systemy bezzałogowych statków powietrznych mogą być bardzo przydatne dla żołnierza i obecnego pola walki z racji tego, że stanowią przedłużone oczy żołnierza w kontekście rozpoznania obrazowego. Wykorzystując taki system bezzałogowych statków powietrznych, jesteśmy w stanie w bardzo prosty sposób zapoznać się z sytuacją na teatrze działań, przekazać koordynaty do stanowiska dowodzenia, przeprowadzić analizę sił przeciwnika – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje ppłk dr inż. Mariusz Żokowski, kierownik Zakładu Kompozytowych Konstrukcji Lotniczych w Instytucie Technicznym Wojsk Lotniczych.

Departament Obrony USA używał dronów w prawie każdej operacji wojskowej od lat 50. XX wieku, aby zapewnić rozpoznanie, obserwację i wywiad sił wroga. Obecnie szacuje się, że z dronów wojskowych korzysta blisko 100 państw. Wyposażone w aparaty najnowszej generacji dostarczają dokładnej topografii terenu, używa się ich w misjach bojowych i ratowniczych. Te ze sztuczną inteligencją porozumiewają się z żołnierzami i na bieżąco przekazują im informację o ruchach wroga.

Począwszy od 2002 roku, kiedy drony Predator zostały po raz pierwszy uzbrojone, Stany Zjednoczone coraz bardziej kładły nacisk na ataki powietrzne na wrogów. Ian Show, wykładowca z uniwersytetu w Glasgow, wylicza zaś w swojej książce „The Rise of the Predator Empire”, że do 2016 roku Stany Zjednoczone zabiły szacunkowo 4 tys. osób za pomocą dronów poza tradycyjnymi polami bitew.

– Współczesne teatry działań jasno pokazują, że bezzałogowe statki powietrzne i robotyzacja armii stanowią przyszłość zastosowań – podkreśla Mariusz Żokowski.

Wiele dronów zostało zaprojektowanych wyłącznie do obserwacji, ale inne do operacji ofensywnych. Prox Dynamics oferuje jeden z wielu rozpoznawczych dronów używanych przez siły zbrojne na całym świecie, w tym US Marines, British Army czy Norweskie Siły Zbrojne.

Oprócz wykorzystania nowych technologii lotniczych siły zbrojne nadal stosują bezzałogowe pojazdy naziemne do prowadzenia inicjatyw taktycznych. Start-up Clearpath Robotics wśród klientów wymienia m.in. Departament Obrony USA i Marynarkę Wojenną USA.

Drony mogą transportować coraz cięższe ładunki. Wyposażone w zestawy kierowanych pocisków przeciwpancernych namierzają cele, pomagają też w opracowaniu taktyki wojennej.

– Z racji tego, że na pokładzie nie istnieje czynnik ludzki, tych zastosowań jest bardzo dużo, zaczynając od rozpoznania, kończąc na neutralizacji celów – wskazuje ekspert.

Także polskie wojsko używa dronów, a bezzałogowce są produkowane przez rodzime firmy. Większość dronów powstających w naszym kraju to te mniejsze – od nano, czyli miniaturowych, po Medium Altitude Long Endurance (MALE), czyli średniej wysokości, dużej długotrwałości lotu, o zasięgu powyżej 500 km i pułapie operacyjnym na poziomie ok. 13 tys. metrów.

– Polski potencjał, zarówno w spółkach skarbu państwa, jak i w instytutach naukowo-badawczych, politechnikach, jest na tyle duży, że jako kraj jesteśmy w stanie technologicznie odpowiedzieć na potrzeby użytkownika końcowego do kategorii MALE włącznie – ocenia Mariusz Żokowski.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/drony-to-przyszlosc,p1382582920

Amazon szykuje się na zwiększony ruch przed świętami. Szuka w Polsce 10 tys. pracowników sezonowych

0

Globalny serwis sprzedażowy chce zatrudnić w Polsce na okres przedświąteczny aż 10 tys. pracowników sezonowych do obsługi zamówień w centrach logistycznych. To więcej niż połowa stałego personelu, który również w tym roku się powiększył – o 2 tys. osób. Firma chce przyciągnąć pracowników sezonowych atrakcyjnym wynagrodzeniem i benefitami, które przysługują od pierwszego dnia pracy, ale także możliwościami rozwoju. 

– Rozpoczęliśmy rekrutację na 10 tys. stanowisk sezonowych. Poszukujemy pracowników, którzy przyjdą do nas w okresie przedświątecznym i będą nas wspierać w realizacji zamówień dla naszych klientów – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Magdalena Zagrodnik, regionalny kierownik HR Amazon Fulfillment Poland.

Amazon działa w Polsce od 2014 roku. W tym czasie stworzył dziewięć nowoczesnych centrów logistycznych: w Sadach koło Poznania, Sosnowcu, Kołbaskowie koło Szczecina, Bielanach Wrocławskich (dwa obiekty), Łodzi, Pawlikowicach koło Łodzi, Okmianach koło Bolesławca i Gliwicach. Dwa z nich, w Gliwicach oraz Łodzi, zostały uruchomione w 2020 roku. Firma stworzyła również Centrum Rozwoju Technologii w Gdańsku oraz biuro korporacyjne i oddział Amazon Web Services w Warszawie. Łącznie Amazon zatrudnia w Polsce już 18 tys. stałych pracowników, z czego 2 tys. zasiliło szeregi firmy w tym roku.

Czwarty kwartał to okres przygotowań do zwiększonego ruchu świątecznego. Stąd tak duża skala sezonowej rekrutacji w Amazonie.

Poszukujemy przede wszystkim pracowników poziomu początkowego, osób, które ukończyły 18. rok życia i są gotowe do pracy zmianowej. Ważna jest dla nas dbałość o szczegóły, etyka pracy i terminowość w dostarczaniu zadań, ponieważ osoby te mają bezpośredni wpływ na wysyłkę zamówień do naszych klientów – podkreśla Magdalena Zagrodnik. – Wszelkie informacje na temat wymagań i naszej oferty pracy można znaleźć na stronie Pracujwamazon.pl.

Zarówno zatrudnieni na stałe, jak i na okres przedświąteczny otrzymują wynagrodzenie w wysokości co najmniej 20 zł brutto za godzinę – o 15 proc. więcej niż w 2020 roku wynosi stawka minimalna. Dodatkowo mogą liczyć na premię miesięczną do 15 proc., uzależnioną od wyników zespołu i frekwencji indywidualnych. Osoby pracujące od 8 listopada do 26 grudnia otrzymają świąteczny dodatek do podstawowego wynagrodzenia (min. 20 zł za godzinę) w wysokości 4 zł za godzinę, więc łączna stawka początkowa w tym okresie wyniesie 24 zł brutto. Pracownicy mogą również liczyć na bogaty pakiet socjalny.

– Wśród benefitów są: dojazd do i z pracy, który organizujemy jako pracodawca, ubezpieczenie medyczne, ubezpieczenie na życie, bezpłatne posiłki w okresie przedświątecznym, poza okresem świątecznym kosztują one złotówkę – wymienia regionalny kierownik HR Amazon Fulfillment Poland. – W okresie przedświątecznym w naszych centrach logistycznych panuje wyjątkowa atmosfera. Jak co roku przygotowujemy dla naszych pracowników liczne atrakcje, w tym kalendarz przedświąteczny, w którym znajdą oni wiele niespodzianek, m.in. darmowe posiłki, przekąski, napoje, organizujemy również konkursy z nagrodami.

Jak podkreśla Magdalena Zagrodnik, pracownikom sezonowym firma oferuje też dalsze możliwości rozwoju. Pokazuje to przykład rekrutacji z ubiegłego roku.

Wiele osób, które dołączyło do nas w okresie przedświątecznym, zdecydowało się z nami zostać. Z osób, które dołączyły do nas w listopadzie i grudniu 2019 roku, około 1/4 nadal z nami pracuje – wskazuje.

Poza benefitami dla pracowników Amazon uruchomił także program Postaw na Swój Rozwój, przeznaczony dla tych, którzy pracują w firmie ponad rok.

 To program, w ramach którego dofinansowujemy 95 proc. wartości kursów i szkoleń wybranych przez pracownika. Takie dofinansowanie może wynieść 26 tys. zł w ciągu czterech lat, dzięki czemu pracownicy mogą wybrać szkolenia, które ich interesują, a także dokształcić się lub też całkowicie przekwalifikować – mówi Magdalena Zagrodnik. 

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/amazon-szykuje-sie-na,p632475017