Wsparcie dla samorządów w dobie pandemii. Otrzymają ponad 2 mln złotych

Wybuch pandemii sprawił, że sytuacja finansowa samorządów cały czas się pogarsza, przez co większość z nich skupia się na cięciu wydatków i ograniczaniu kosztów. Lukę uniemożliwiającą obecnie inwestowanie w obywatelskie inicjatywy ma choć w części wypełnić program społeczny Polskich Sieci Elektroenergetycznych, które na terenie ponad 70 gmin przyznały granty na łączną kwotę ponad 2 mln zł. W tym roku dofinansowano 107 pomysłów, które zmienią lokalne otoczenie. Wśród wyłonionych projektów są siłownie plenerowe, modernizacje szkolnych sal komputerowych, działania z zakresu zdrowia i opieki medycznej czy akcje na rzecz ochrony środowiska naturalnego.

Kreatywność i znajomość potrzeb mieszkańców to największa przewaga lokalnych działaczy – to w ich głowach rodzą się ciekawe pomysły. Często przeszkodą dla ich realizacji jest jednak brak funduszy. Aktywistom, gminom i instytucjom pomagają programy grantowe. Jednym z nich jest inicjatywa Polskich Sieci Elektroenergetycznych „WzMOCnij swoje otoczenie”, której celem jest wyłonienie najlepszych projektów związanych z rozwojem wspólnej przestrzeni publicznej oraz finansowe wsparcie w ich wdrożeniu. Idea programu jest zbliżona do znanego i sprawdzonego rozwiązania, jakim jest budżet partycypacyjny, dzięki któremu mieszkańcy mogą aktywnie zmieniać swoją okolicę.

– Mieszkańcy potrzebują wsparcia, które ma charakter długofalowy, czyli nie tylko inicjatyw odczuwalnych tu i teraz. W roku pandemii samorządy zostały obciążone bardzo dużymi kosztami związanymi z przestrzeganiem nowych obostrzeń sanitarnych. Tutaj właśnie pojawia się nasz program i oferta społeczna wspierająca realizację projektów, które w obecnych warunkach musiałyby zejść na drugi plan – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Szymon Kostiuk, koordynator programu społecznego „WzMOCnij swoje otoczenie” w Polskich Sieciach Elektroenergetycznych.

Program dobrosąsiedzki „WzMOCnij swoje otoczenie” jest skierowany do podmiotów, które wypełniając swoją misję, prowadzą działania dla mieszkańców. Wzięły w nim udział samorządy, ich jednostki budżetowe (np. ośrodki pomocy społecznej, ośrodki kultury, sportu i rekreacji oraz przedszkola, szkoły) oraz organizacje pozarządowe. Mogły się one starać o granty w wysokości do 20 tys. zł na realizację projektów związanych z rozwojem wspólnej przestrzeni publicznej i aktywizacją życia społecznego.

– Inicjatywa organizowana jest na terenie ponad 70 gmin i powiatów, w których Polskie Sieci Elektroenergetyczne realizują zadania z zakresu budowy, rozbudowy i modernizacji infrastruktury najwyższych napięć oraz zajmują się utrzymaniem ciągłości działania istniejącej infrastruktury elektroenergetycznej o napięciu 220 i 400 kV. Celem naszego programu jest odpowiadanie na potrzeby lokalnych społeczności poprzez realizację trwałych projektów, które zostaną z mieszkańcami na długie lata. Są wśród nich m.in.: wytyczanie ścieżek edukacyjno-przyrodniczych, ochrona zagrożonych i  rzadkich gatunków zwierząt czy projekty z zakresu zdrowia, bezpieczeństwa i opieki medycznej – wymienia Szymon Kostiuk.

Jak podkreśla, w tym roku ze względu na pandemię COVID-19 program grantowy jest prowadzony w formule całorocznej, żeby wesprzeć samorządy w wyjątkowo trudnym dla nich okresie. To oznacza, że na realizację i rozliczenie przyznanych grantów tegoroczni laureaci mają czas do końca grudnia.

Pomysły w tegorocznej edycji programu można było zgłaszać w kilku kategoriach: zdrowie, rozwój wspólnej przestrzeni publicznej, aktywność fizyczna, edukacja, bezpieczeństwo i środowisko.

– W kategorii oświata dzięki naszym grantom możliwe będzie wsparcie procesu edukacyjnego nowoczesnymi narzędziami dydaktycznymi i nowym sprzętem komputerowym, który w warunkach pandemicznych będzie mógł być wykorzystany do pracy zdalnej, zarówno przez uczniów, jak i nauczycieli. W kategorii środowisko pomogliśmy w wytyczeniu drugiego etapu szlaku rowerowego w gminie Wiązowna na obszarach chronionych Natura 2000. W obszarze zdrowia i opieki medycznej wsparliśmy naszym grantem zakup środków ochrony osobistej, defibrylatorów półautomatycznych i kamer termowizyjnych, które pozwalają na kontrolę temperatury mieszkańców wchodzących do urzędu gminy czy innych budynków użyteczności publicznej – wylicza koordynator programu.

Program „WzMOCnij swoje otoczenie” PSE organizują po raz drugi. W ubiegłym roku, dzięki grantom na łączną kwotę ponad 1,6 mln zł, zrealizowano ponad 80 projektów społecznych. Szczegółowe informacje o programie można znaleźć na stronie www.wzmocnijotoczenie.pl.

Polskie Sieci Elektroenergetyczne SA są operatorem elektroenergetycznego systemu przesyłowego (OSP) w Polsce. PSE zajmują się przesyłaniem energii elektrycznej do wszystkich regionów kraju. Spółka odpowiada za bilansowanie systemu elektroenergetycznego oraz utrzymanie i rozwój infrastruktury sieciowej wraz z połączeniami transgranicznymi. Udostępnia także, na zasadach rynkowych, zdolności przesyłowe dla realizacji wymiany transgranicznej.

Polskie Sieci Elektroenergetyczne realizują zatwierdzony przez Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki program inwestycyjny o wartości około 14 mld zł. Wszystkie przedsięwzięcia inwestycyjne ukierunkowane są na sprawną i niezawodną pracę infrastruktury przesyłowej, nawet w przypadku wyłączenia czy uszkodzenia jej niektórych elementów. Program uwzględnia zarówno modernizację wielu funkcjonujących dotychczas obiektów przesyłowych, jak również budowę nowej infrastruktury. W rezultacie do roku 2030 PSE zbudują ponad 3600 km nowych sieci najwyższych napięć i zmodernizują ponad 1600 km już istniejących linii.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/wsparcie-dla-samorzadow,p1338625126

Wystartowała pierwsza kontraktowa misja z astronautami. To pierwszy krok do komercyjnych wypraw kosmicznych

To milowy krok w podboju kosmosu. Wystartowała pierwsza kontraktowa misja wyniesienia astronautów na sześciomiesięczną misję do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej dla NASA przez firmę SpaceX. Crew Dragon, w tym rakieta Falcon 9 i powiązane systemy naziemne, jest pierwszym załogowym statkiem kosmicznym, który otrzymał certyfikat NASA do regularnych lotów z astronautami od czasu promu kosmicznego prawie 40 lat temu. – Ta misja upewnia nas, że możliwy będzie powrót na Księżyc, podróż na Marsa i ostatecznie pomoże ludzkości skolonizować inne planety – mówi Elon Musk, właściciel i główny inżynier SpaceX.

Firma SpaceX Elona Muska przeszła do historii w maju, kiedy wyniosła na stację kosmiczną amerykańskich astronautów. Udowodniła, że ​​rakieta SpaceX jest w stanie bezpiecznie wykonać misje załogowe. Był to też pierwszy przypadek w historii, gdy prywatna firma dostarczyła ludzi na orbitę i jednocześnie pierwszy raz, kiedy astronauci wystartowali na orbitę z amerykańskiej ziemi od zakończenia programu promu kosmicznego w 2011 roku. Przez prawie dekadę astronauci NASA musieli polegać na rosyjskich rakietach, aby dostać się na stację kosmiczną.

NASA i SpaceX wykonały kilka lotów demonstracyjnych, aby udowodnić, że system jest gotowy do latania z astronautami. Kilka dni temu amerykańska agencja kosmiczna ogłosiła, że zatwierdziła kapsułę SpaceX Crew Dragon i rakietę Falcon 9 do przewozu astronautów, a tym samym do pierwszego komercyjnego systemu lotów kosmicznych dla ludzi w historii. W nocy z niedzieli na poniedziałek statek Crew Dragon firmy SpaceX zabrał na Międzynarodową Stację Kosmiczną czwórkę astronautów. To pierwsza kontraktowa misja wyniesienia załogi na ISS dla NASA przez firmę SpaceX.

– Dziękuję NASA za nieustające wsparcie SpaceX i partnerstwo w osiąganiu naszego celu – podkreśla Elon Musk, właściciel i główny inżynier SpaceX. – Nie mógłbym być bardziej dumny ze wszystkich pracowników SpaceX i wszystkich naszych dostawców, którzy niezwykle ciężko pracowali, aby opracować, przetestować i wystartować pierwszy komercyjny lot kosmiczny w historii, który uzyskał certyfikat NASA. Ta misja upewnia nas, że możliwy będzie powrót na Księżyc, podróż na Marsa i ostatecznie pomoże ludzkości skolonizować inne planety. 

Crew Dragon wyniosła astronautów na orbitę w zaledwie 12 minut po starcie. W nieco ponad dzień powinni dotrzeć na ISS. Czteroosobowy zespół dołączy do trzech osób już mieszkających na stacji: rosyjskich kosmonautów Siergieja Ryżikowa i Siergieja Kud-Swierczkowa oraz astronautki NASA Kate Rubins. To pierwsza taka sytuacja w historii, gdy siedem osób będzie mieszkać i pracować razem na ISS. W ciągu ostatnich 10 lat załogi zwykle liczyły sześć osób.

Choć wyniesienie astronautów na ISS samo w sobie jest wydarzeniem, to istotne jest, że NASA po raz pierwszy wystawiła certyfikat prywatnemu pojazdowi z załogą. Otwiera to drogę do kolejnych kosmicznych lotów, przyspieszy podróż na Marsa i sprawi, że komercyjne loty kosmiczne będą możliwe nawet w ciągu kilku lat.

– Współpraca NASA z amerykańskim przemysłem prywatnym zmienia bieg historii ludzkich lotów kosmicznych, otwierając dostęp do niskiej orbity okołoziemskiej i Międzynarodowej Stacji Kosmicznej dla większej liczby ludzi, a tym samym więcej naukowych i komercyjnych możliwości – wskazuje Phil McAlister, dyrektor ds. rozwoju komercyjnych lotów kosmicznych w NASA. – Jesteśmy naprawdę na początku nowej ery lotów kosmicznych.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/wystartowala-pierwsza,p10030268

Sądy ogłaszają coraz więcej upadłości konsumenckich. Do końca tego roku niewypłacalność ogłosi ponad 12 tys. osób

Rośnie liczba firm, które wkraczają na ścieżkę restrukturyzacji. W ciągu dziewięciu miesięcy w Polsce wszczęto 457 postępowań restrukturyzacyjnych. Problemy spowodowane pandemią COVID-19 mają jednak nie tylko przedsiębiorcy, ale i osoby fizyczne. Tylko we wrześniu upadłość konsumencką ogłoszono w stosunku do 1366 osób, a ich łączna liczba ma przekroczyć 12 tys. do końca tego roku. Koronawirus zmienił też realia pracy sądów i prawników, ale również i ich klientów, którzy w obliczu przedłużających się terminów rozpraw coraz częściej dążą do ugody z drugą stroną.

– Wskutek pandemii mamy zdecydowanie więcej spraw dotyczących upadłości konsumenckiej, co statystyki powoli już zaczynają potwierdzać. Ludzie po prostu nie wytrzymywali lockdownu, nie mieli tylu oszczędności. To samo dotyczy przedsiębiorstw – upadłości bądź zawieszanie działalności też są niestety coraz bardziej powszechne – mówi agencji Newseria Biznes Anna Stasiak-Apelska, radca prawny w Kancelarii Cioch & Partnerzy.

Jak wynika z danych KUKE, upadłość we wrześniu ogłosiły 32 firmy, co oznacza wzrost o 33 proc. w porównaniu z poprzednim miesiącem, ale w ujęciu rocznym spadek o 35 proc. Liczba niewypłacalności (postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych) sięgnęła 124, a więc była wyższa o 35 proc. niż w sierpniu i o 23 proc. większa niż przed rokiem.

Statystyki pokazują, że liczba firm w restrukturyzacji istotnie wzrasta od początku pandemii. We wrześniu liczba nowo ogłoszonych restrukturyzacji wyniosła 92, notując wzrost o 35 proc. w skali miesiąca i aż o 77 proc. w ujęciu rocznym. Około 70 proc. takich postępowań to uproszczona restrukturyzacja, z której na mocy nowych przepisów przedsiębiorcy mogą korzystać od czerwca tego roku. Pierwszy rekord padł już w lipcu, kiedy liczba ogłoszonych restrukturyzacji (71) była najwyższa w historii badań KUKE i zwiększyła się o prawie 100 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem.

Z analiz Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej wynika, że łącznie – od początku tego roku do końca września – w Polsce wszczęto 457 postępowań restrukturyzacyjnych. Problemy spowodowane pandemią mają jednak nie tylko firmy, ale i osoby fizyczne. COIG podaje, że do końca września br. w Monitorze Sądowym i Gospodarczym opublikowano 8030 upadłości konsumenckich. To oznacza, że po dziewięciu miesiącach było ich więcej niż w całym ubiegłym roku. Tylko we wrześniu ogłoszono upadłość w stosunku do 1366 osób, a według prognoz ich łączna liczba przekroczy 12 tys. do końca tego roku.

Natężenie spraw spowodowanych trudną sytuacją finansową firm lub konsumentów to niejedyne obserwacje środowiska prawników w związku z sytuacją epidemiologiczną.

– Realia pracy sądów w czasie pandemii COVID-19 musiały się zmienić. Przez ponad dwa miesiące nie były wyznaczane terminy rozpraw, co spowodowało bardzo duże opóźnienia w sprawach wszelkiego rodzaju – mówi Anna Stasiak-Apelska. – W tej chwili kluczową kwestią jest nadrobienie tych terminów, bo przez ten czas sprawy się piętrzyły. Mamy ich coraz więcej, a przepustowość sądów też jest ograniczona. Tym bardziej że już wcześniej mieliśmy dość duże zatory, więc sytuacja wymaga uporządkowania.

Jak podkreśla, tempo prowadzenia spraw w dużej mierze zależy także od przygotowania zarówno pełnomocników, jak i klientów, ale też gotowości do kompromisu i chęci jak najszybszego załatwienia sprawy.

– Pandemia spowodowała wśród wielu klientów – obecnych bądź nowych – taką sytuację, że zastanawiają się, jak mogliby przyspieszyć rozwiązanie sporu, ponieważ droga sądowa jest w tej chwili wydłużona z oczywistych powodów. Często starają się w sposób ugodowy zawrzeć porozumienie z drugą stroną – mówi radca prawny w Kancelarii Cioch & Partnerzy.

Jak wskazuje, rozstrzygnięcie sporu sądowego można przyspieszyć, przychodząc na rozprawę dobrze przygotowanym, z pełną dokumentacją. Przed rozprawą warto też porozmawiać z pełnomocnikiem drugiej strony i spróbować wspólnie wypracować kompromis, ponieważ ugoda pozasądowa jest zdecydowanie szybsza i tańsza dla klienta.

Koronawirus miał też duże przełożenie na model pracy prawników i radców prawnych. Ci – podobnie jak wiele innych grup zawodowych – w związku z pandemią musieli przestawić się na pracę zdalną i kontakty online.

– Klienci też już wiedzą, że w niektórych sprawach mogą napisać maila lub zadzwonić, porozmawiać albo dostać pisemną odpowiedź i nie muszą w tym celu przychodzić do kancelarii. Oczywiście wszystko robimy z uwzględnieniem reżimu sanitarnego, czego przykładem jest choćby obieg dokumentów. Mamy wyznaczone specjalne godziny i umawiamy się z klientami tak, żeby w konkretnych porach przynosili dokumenty do sprawy albo odbierali te przygotowane dla nich. Podobnie jest w sądach – musimy dezynfekować ręce, nosić maseczki i zachowywać bezpieczne odstępy, tak samo jak w innych miejscach – mówi Anna Stasiak-Apelska.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/sady-oglaszaja-coraz,p808156771

WHO: Wiadomości o szczepionce należy traktować z pewną dozą ostrożności. Pojawi się ona na początku lub w połowie przyszłego roku

Szczepionki zwykle wymagają lat badań i testów, zanim mogą zacząć być stosowane. W przypadku koronawirusa naukowcy ścigają się, aby do przyszłego roku wyprodukować bezpieczną i skuteczną szczepionkę. Obecnie testowane są 52 w badaniach klinicznych na ludziach, ok. 10 znajduje się w ostatniej fazie badań. Niedawno okazało się, że szczepionka firmy Pfizer ma nawet 90-proc. skuteczność  i już na wiosnę może być podawana Europejczykom. Nowa szczepionka nie oznacza jednak końca walki z koronawirusem. Według WHO do pełnego wyeliminowania go ze społeczeństwa potrzebnych może być kilka różnych szczepionek.

– Każdy krok w kierunku znalezienia szczepionki, czy będzie to szczepionka firmy Pfizer, czy jakiejkolwiek innej, to z pewnością bardzo dobre wieści. Wiadomości te należy jednak traktować z pewną dozą ostrożności. Wiemy, że obecnie trwa trzecia faza badań klinicznych nad szczepionką, co oznacza, że okazała się ona bezpieczna i skuteczna. Posiadanie szczepionki lub kilku szczepionek, ponieważ może okazać się potrzebna więcej niż jedna, z pewnością całkowicie zmienia sytuację związaną z walką z pandemią – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje dr Paloma Cuchi, przedstawicielka Światowej Organizacji Zdrowia w Polsce.

Szczepionki zwykle wymagają lat badań i testów, zanim mogą być stosowane. W przypadku koronawirusa trwa jednak wyścig z czasem. Obecnie naukowcy testują 52 szczepionki w badaniach klinicznych na ludziach, a co najmniej 87 szczepionek przedklinicznych jest aktywnie badanych na zwierzętach. Prace nad rozszyfrowaniem genomu SARS-CoV-2 ruszyły w styczniu. Pierwsze testy bezpieczeństwa szczepionek na ludziach rozpoczęły się w marcu, a 10 osiągnęło już końcowe etapy testów.

Na początku listopada firma Pfizer z siedzibą w Nowym Jorku i niemiecka firma BioNTech przedstawiły wstępne dane wskazujące, że ich szczepionka przeciwko koronawirusowi jest skuteczna w ponad 90 proc. W maju obie firmy rozpoczęły badanie na dwóch wersjach szczepionki mRNA. Jedna z nich, BNT162b2, wywoływała znacznie mniej skutków ubocznych, takich jak gorączka i zmęczenie, i to właśnie ona pomyślnie przeszła badania.

–  Mamy jedną szczepionkę, jednak są inne opierające swoje działanie na tej samej zasadzie co szczepionka Pfizera – na przykład Moderna, AstraZeneca. Najprawdopodobniej ich wyniki badań będą podobne. Potrzebujemy różnych szczepionek w zależności od sytuacji. Są szczepionki zapobiegające infekcjom lub pozwalające na uniknięcie poważnych konsekwencji COVID-19. Jest miejsce na więcej niż jedną szczepionkę – przekonuje dr Paloma Cuchi.

Eksperci duże nadzieje wiążą też ze szczepionką opartą na DNA, dostarczaną przez plaster na skórę. W lipcu indyjski producent szczepionek Zydus Cadila rozpoczął jej testowanie, w grudniu ma rozpocząć się trzecia faza badań.

Jak podkreśla przedstawicielka WHO w Polsce, istotne, by każda szczepionka, zanim zacznie być stosowana na szeroką skalę, przeszła przez wszystkie fazy badań. Na początku naukowcy testują nową szczepionkę na komórkach, a następnie podają ją zwierzętom, np. myszom, aby sprawdzić, czy wywołuje odpowiedź immunologiczną. Dotychczas potwierdzono aktywny rozwój 87 szczepionek przedklinicznych. Następna faza to faza bezpieczeństwa – naukowcy podają szczepionkę niewielkiej liczbie osób, aby przetestować bezpieczeństwo i potwierdzić, że stymuluje ona układ odpornościowy. W kolejnej fazie naukowcy podają szczepionkę setkom osób podzielonych na grupy, aby sprawdzić, czy w nich działa inaczej. Te badania dodatkowo sprawdzają jej bezpieczeństwo. W trzeciej fazie szczepionka trafia do tysięcy ludzi, a naukowcy sprawdzają, ile z nich zostanie zarażonych w porównaniu z ochotnikami, którzy otrzymali placebo.

– Bardzo ważne, aby nie pomijać żadnego z etapów, ponieważ najistotniejsze jest bezpieczeństwo stosowania szczepionki i jej skuteczność – tylko wtedy jest sens jej przyjmowania. Na podstawie posiadanych informacji najprawdopodobniej możemy zacząć myśleć o pojawieniu się szczepionki na początku lub w połowie przyszłego roku, jednak trudno podać konkretną datę, zanim nie będziemy mieli wszystkich danych. Nie chcemy wprowadzać szczepionki przed upewnieniem się, że jest ona całkowicie bezpieczna i skuteczna – wskazuje przedstawicielka Światowej Organizacji Zdrowia w Polsce.

Chiny i Rosja zatwierdziły już szczepionki bez czekania na wyniki badań trzeciej fazy. Przyspieszony proces wiąże się jednak z poważnymi zagrożeniami, nie wiadomo bowiem, jak poszczególne organizmy zareagują na dany lek. Szczepionki mogą też wywoływać szereg skutków ubocznych, a część z nich może być widoczna dopiero po kilku latach. W mediach zaczęły się już pojawiać informacje, że pomimo przyjmowania rosyjskiej szczepionki część osób zachorowała na COVID-19.

– Najważniejsze podczas pierwszych trzech faz badań jest potwierdzenie bezpieczeństwa stosowania. Po dopuszczeniu do obrotu rozpoczyna się podawanie szczepionki dużej liczbie pacjentów. Na tym etapie bardzo istotne jest monitorowanie jej działania i odnotowanie oraz analiza wszystkich działań niepożądanych zgłaszanych przez pacjentów, aby możliwe było bardzo wczesne wykrycie wszelkich niepokojących objawów wynikających ze stosowania szczepionki – zaznacza dr Paloma Cuchi.

Choć szczepionka na koronawirusa jest coraz bliżej, wojna z SARS-CoV-2 ciągle trwa. Dlatego istotne jest, by nie zapominać o podstawowych kwestiach bezpieczeństwa – dystansie, stosowaniu maseczek i dezynfekcji.

– W opracowaniu jest szczepionka, nowe testy laboratoryjne wykrywające infekcję na wcześniejszym etapie – te działania poprawią sytuację. Zyskanie choćby jednego elementu, który wzbogaci nasze zasoby, pozwoli nam posuwać się naprzód. Na tę chwilę musimy się skupić na tym, czy mamy wszystkie niezbędne narzędzia i czy je stosujemy, aby wpłynąć na poprawę sytuacji związanej z COVID-19 – podsumowuje przedstawicielka WHO w Polsce.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/who-wiadomosci-o,p1884175447

Systemy CMMS – co to jest ?

Systemy utrzymania ruchu CMMS co to jest? Zarządzanie firmą to umiejętne planowanie wszelkich działań  w czasie, ale również posiadanie systemu umożliwiającego nadzór nad całym majątkiem działalności.

W tej roli doskonale sprawdza się właśnie CMMS, dzięki swojej funkcjonalności umożliwia kompleksowe zarządzanie wszelkimi działaniami związanymi z prowadzeniem firmy.

Dlaczego CMMS jest niezbędny?

Umiejętne zarządzanie majątkiem firmy bywa trudne, jednak system ten znacznie ułatwia wszelkie działania z tym związane. Umożliwia nie tylko przetwarzanie i gromadzenie wszelkiego rodzaju dokumentacji, ale także zarządzanie magazynami.

Może być obsługiwany przez urządzenia mobilne, co daje dostęp do danych bez względu na miejsce i czas. Najważniejszą funkcją jest jednak możliwość kompleksowego wsparcia zarówno w planowaniu budżetów, jak i kosztów. Daje to szansę nad zapanowaniem nad finansami i ich kontrolą na każdym etapie wszelkich prac.

Poznaj ofertę firmy Eurotronic.net.pl  oferującą systemy utrzymania ruchu CMMS. Więcej na https://eurotronic.net.pl/system-cmms/

System CMMS w praktyce

Utrzymanie ruchu to wiele elementów, które składają się w całość. Dlatego warto wymienić takie, które odgrywają największą rolę i należą do nich serwer, baza danych, ale również aplikacja, dzięki której jest możliwość obsługiwania systemu. Mniejsze firmy bardzo często do tego typu działań wykorzystują arkusze Exel, jednak w przypadku większych przedsiębiorstw, niezbędny jest właśnie ten system.

Związane jest to między innymi ze zwiększoną ilością przeróżnego rodzaju działań wynikających z prowadzenia działalności. Nałożenie się wielu zadań w jednym czasie powoduje, że utrzymanie panowania nad wszystkim będzie wymagało umiejętnego korzystania z poszczególnych rozwiązań technologicznych. Z tego powodu system CMMS sprawdza się idealnie.

Początkowo może się wydawać, że ilość przeróżnego typu funkcji jest zbędna, jednak z czasem właściwie każda znajduje zastosowanie w konkretnej firmie. Warto zwrócić uwagę na to, jakie potrzeby ma się w związku z systemem, by można było we właściwy sposób z niego korzystać.

System CMMS jako pomoc w zarządzaniu firmą

System CMMS to nie tylko ułatwienie dla właściciela firmy, ale przede wszystkim dla pracowników. Wydzielanie konkretnych zadań, a następnie ich egzekwowanie jeszcze nigdy nie było tak proste. Śledzenie zleceń pracy przez kierowników, to ogromne ułatwienie, ponieważ mogą w jednym miejscu zlecać wszelkie działania w sposób precyzyjny poprzez opis, a następnie śledzić przebieg prac prowadzonych w trakcie realizacji.

Pomocny zarówno przy zlecaniu, jak i realizacji konkretnych zadań jest harmonogram prac. Również pomaga przy wszelkich czynnościach, które są realizowane w sposób sezonowy czy też systematyczny, ponieważ można rozmieścić czynności w kalendarzu w odpowiedni sposób. Od teraz prace konserwacyjne będą prowadzone zawsze na czas.

Zgłaszanie awarii to jedna z ważniejszych funkcji, jakie posiada system CMMS. Co więcej, tę opcję posiada każdy, kto ma dostęp do systemu, dlatego bez względu na stanowisko czy też charakter zatrudnienia ma on możliwość powiadomienia o wszelkiego rodzaju nieprawidłowościach, które pojawiły się w trakcie realizowanych zadań. Ponadto zarządzanie i kontrolowanie stanów magazynowych, czy też dostępu do dokumentacji są w zasięgu wzroku.

Zarządzanie firmą jeszcze nigdy nie posiadało aż takiego wsparcia technologicznego. Dlatego należy rozważyć systemy, z jakich korzysta się obecnie i zdecydować na zmiany. Każdy z posiadaczy systemy CMMS przekonał się o tym, że była to korzystna zmiana.

Akcyza na podgrzewacze tytoniu jest pięciokrotnie niższa niż na tradycyjne papierosy. Dla budżetu to oznacza stratę 1 mld zł rocznie

Nowatorskie wyroby tytoniowe są w Polsce opodatkowane pięciokrotnie niższą stawką akcyzy niż papierosy tradycyjne, a to może zniekształcać rynek – podkreślili eksperci podczas debaty zorganizowanej przez Business Centre Club. Ich zdaniem potrzebne jest urealnienie stawki akcyzy na nowatorskie wyroby i wprowadzenie planu, który określi kierunek polityki akcyzowej dla branży tytoniowej w kilkuletniej perspektywie. Eksperci wskazują, że te działania pozwoliłyby zwiększyć wpływy z akcyzy do budżetu państwa o ok. 1 mld zł rocznie. 

– Mamy do czynienia z trzema grupami wyrobów, które zaspokajają analogiczną potrzebę konsumenta: tradycyjne papierosy, wyroby nowatorskie i płyny do papierosów elektronicznych. Te produkty są w istotnym zakresie substytutami, a rynek jest zniekształcany za pomocą podatków – niektóre wyroby są faworyzowane, a niektóre dyskryminowane. Należy to, po pierwsze, z punktu widzenia  biznesowego wyeliminować, bo podatki, zwłaszcza tak ważne jak akcyza, powinny być pod tym względem neutralne, a po drugie, może to dać wzrost dochodów budżetowych bez zwiększenia cen wyrobów – mówi agencji Newseria Biznes prof. Witold Modzelewski, prezes Instytutu Studiów Podatkowych. 

Jeszcze do października br. podatkiem akcyzowym objęte były tylko tradycyjne wyroby, natomiast e-papierosy i wyroby nowatorskie były z niego zwolnione. Akcyzę na nie wprowadzono wprawdzie w 2018 roku, ale przez pierwsze dwa lata była to zerowa stawka. Zmieniło się to od 1 października.

– Podatek akcyzowy od wyrobów nowatorskich jest pobierany metodami wadliwie wymyślonymi. Obowiązuje na nie stawka stanowiąca 1/5 akcyzy od papierosów, co nie ma żadnego uzasadnienia – podkreśla prof. Witold Modzelewski. – Ponadto sama konstrukcja podatku akcyzowego od wyrobów nowatorskich jest nieprzemyślana i obecnie nieadekwatna do realiów rynkowych – powinna przede wszystkim zostać uproszczona. Należałoby także odejść od powiązania jej z tytoniem do palenia, aby ograniczyć możliwość wpływania na wysokość akcyzy dla wyrobów nowatorskich.

– Podgrzewacze tytoniu stanowią substytut papierosów. Wyglądają jak papieros, zawierają tytoń do podgrzewania, a jedyna różnica jest taka, że nie dochodzi w nich do procesu spalania. Wyroby nowatorskie są jednak w Polsce opodatkowane pięciokrotnie niższą stawką akcyzy niż papierosy tradycyjne – mówi Szymon Parulski, doradca podatkowy w Kancelaria Parulski i Wspólnicy.

Według ekspertów urealnienie opodatkowania nowatorskich wyrobów tytoniowych do poziomu ok. 40–50 proc. akcyzy, którą objęte są tradycyjne papierosy, pozwoliłoby zwiększyć wpływy do budżetu państwa o około 1 mld zł rocznie.

Jak podkreślają eksperci, urealnienie opodatkowania ma szczególne znaczenie ze względu na to, że wyroby nowatorskie są bardzo szybko rosnącą kategorią.

 Ten rynek urósł już do takiego poziomu, kiedy jest najlepszy moment, aby tę stawkę urealnić i nie popełniać błędów takich jak Litwa, gdzie te produkty nie były przez wiele lat opodatkowane. Potem dokonano drastycznej podwyżki, która spowodowała negatywne konsekwencje, bo została wprowadzona zbyt późno – przekonuje Szymon Parulski.

Rosnąca popularność wyrobów nowatorskich i preferencyjna stawka akcyzy stwarzają ryzyko kolejnych rynkowych perturbacji. Według ekspertów wpływy budżetowe z tradycyjnych papierosów mogą wówczas spadać, więc Ministerstwo Finansów może chcieć kompensować je kolejną skokową podwyżką akcyzy na wyroby tradycyjne. Historyczne doświadczenia pokazały jednak, że radykalne podwyżki prowadzą do załamania legalnego rynku i wzrostu szarej strefy.

Od stycznia tego roku rząd podniósł akcyzę na wyroby tytoniowe i alkoholowe o 10 proc. Jakiekolwiek radykalne podwyżki dla tradycyjnych wyrobów skończą się tak jak w latach 2010–2014: wzrostem szarej strefy i spadkiem wpływów do budżetu, ponieważ mimo wysiłków służb państwowych wyroby te są łatwo dostępne na bazarach. Dlatego właśnie apelujemy o przewidywalną politykę akcyzową w postaci kilkuletniego planu. Jednocześnie urealnienie opodatkowania nowatorskich wyrobów tytoniowych do poziomu ok. 40–50 proc. w stosunku do tradycyjnych papierosów nie tylko znacząco zwiększy wpływy do budżetu państwa, pozwoli na dalszy rozwój tej kategorii, ale także zapewni bardziej sprawiedliwe traktowanie przedsiębiorstw – wyjaśnia Anna Potocka-Domin, wiceprezeska i dyrektorka Instytutu Interwencji Gospodarczych Business Centre Club.

Eksperci BCC apelują o opracowanie tzw. akcyzowej mapy drogowej, która określi kierunki polityki akcyzowej na nadchodzące trzy lata. Zbudowanie takiego planu pomogłoby przedsiębiorcom przygotować się na podwyżki, zapobiegłoby odpływowi konsumentów do szarej strefy i zabezpieczyło wpływy budżetowe.

– Każda branża musi wiedzieć, w jakim otoczeniu ma działać. Mapa akcyzowa jest w miarę prosta: zamiast jednorazowej, 10-proc. podwyżki zakłada 3 proc. podwyżki stawki kwotowej na papierosy przez kolejne trzy lata. To o wiele lepsze rozwiązanie, bo lepiej jest 10 proc. rozłożyć w czasie – mówi Szymon Parulski. – To rozwiązanie jest ważne z punktu widzenia stabilności i zabezpieczenia przed wzrostem szarej strefy. Uniknęlibyśmy takich sytuacji jak w zeszłym roku, kiedy podatek na wyroby tytoniowe po czterech latach nagle został skokowo podwyższony o 10 proc.

Wraz ze wzrostem cen część konsumentów naturalnie zwraca się ku szarej strefie. Taki scenariusz miał już miejsce w latach 2010–2014, kiedy rząd skokowo podnosił akcyzę na wyroby tytoniowe. W efekcie legalny rynek się załamał, szara strefa wystrzeliła do najwyższych w historii poziomów, a wpływy budżetowe spadały, zamiast rosnąć. W ostatnich latach udało się ograniczyć szarą strefę z prawie 20 proc. w 2015 roku do poniżej 10 proc. w ubiegłym. Jednak ostatnie wyniki badań prowadzonych przez Instytut Almares wskazują już na trend wzrostowy. Co istotne, wzrost szarej strefy uderza głównie w budżet państwa, bo w jednej paczce papierosów aż 80 proc. ceny stanowią właśnie podatki.

Ten rok jest dla branży tytoniowej szczególnie trudny. Po wzroście akcyzy od stycznia o 10 proc. kolejną bolączką stała się pandemia. Wiosną branża odnotowała duże spadki sprzedaży. Z kolei w maju – zgodnie z unijnymi przepisami – zaczął obowiązywać zakaz sprzedaży papierosów o charakterystycznym aromacie (np. mentolowych), które stanowiły ok. 1/3 polskiego rynku.

– Polska jest drugim największym producentem wyrobów tytoniowych w Unii Europejskiej. Największe firmy budują u nas fabryki i inwestują swoje pieniądze. Natomiast akcyza jest drugim najważniejszym podatkiem dla Skarbu Państwa, po podatku od towarów i usług. Każdego roku branża tytoniowa dostarcza do budżetu ok. 29 mld zł, w ubiegłym roku sama akcyza z wyrobów tytoniowych wyniosła rekordowe 20 mld zł – wskazuje dr Jacek Matarewicz z Kancelarii Ożóg Tomczykowski, ekspert Business Centre Club ds. podatku VAT, akcyzy i prawa karnoskarbowego.

O sytuacji w branży tytoniowej, konieczności opracowania drogowej mapy akcyzowej i możliwych konsekwencjach działań w sferze podatkowej dla budżetu państwa rozmawiali uczestnicy debaty pt. „Znaczenie branży tytoniowej dla gospodarki i budżetu państwa”, którą zorganizował Business Centre Club.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/akcyza-na-podgrzewacze,p726260904

Lewitujący pociąg przewiózł już pierwszych pasażerów. W ciągu najbliższych lat mogą ruszyć komercyjne podróże hyperloopem [DEPESZA]

Pierwsi pasażerowie podróżowali już w lewitującym systemie Hyperloop. Virgin Hyperloop osiągnął prędkość 172 km/h. Tym samym dzieli nas tylko krok od wprowadzenia rewolucyjnego systemu transportu na szeroką skalę. Hyperloop będzie w stanie przewozić ludzi i ładunki między miastami z prędkością większą niż komercyjne samoloty pasażerskie z rekordową wydajnością energetyczną. Podróż między Nowym Jorkiem a Waszyngtonem może trwać zaledwie 30 minut, tym samym miasta mogą się stać kolejnymi stacjami metra.

Już od lat trwa wyścig w dziedzinie transportu przyszłości. Coraz bliżej są autonomiczne pojazdy czy latające taksówki, które zastąpią zwykły transport miejski. Przyszłością transportu kolejowego mogą być pociągi bez maszynisty, napędzane wodorem, ale przede wszystkim pociągi-pociski, które nie tyle jeżdżą, co lewitują nad torami. Wszystko wskazuje na to, że właśnie pojazdy hyperloop będą tymi, które zmienią w najbliższym czasie oblicze transportu. Właśnie zakończyła się pierwsza na świecie przejażdżka pasażerska w szybkim lewitującym systemie kapsuły Virgin Hyperloop.

– Zespół Virgin Hyperloop od kilku lat pracuje nad wprowadzeniem przełomowej technologii do naszej rzeczywistości – podkreśla Sir Richard Branson, założyciel Virgin Group. – Tym udanym testem pokazaliśmy, że ten duch innowacji w nadchodzących latach zmieni sposób, w jaki ludzie na całym świecie żyją, pracują i podróżują.

Dotychczas firma przeprowadziła już ponad 400 testów bez pasażerów w zakładzie w Nevadzie. Tym razem jednak kapsuła zabrała na pokład dwoje pasażerów. Wszystko po to, by sprawdzić bezpieczeństwo nowego środka transportu. Docelowo futurystyczna kolej ma jeździć z prędkością 900 km/h. Hyperloop byłby więc tak szybki jak samolot, tańszy niż pociąg i dostępny niezależnie od pogody, przy okazji ekologiczny, bo nie emituje dwutlenku węgla.

Gdyby ludzie mogli dostać się z Los Angeles do San Francisco w mniej niż 30 minut, z Los Angeles do Las Vegas w 20 minut lub z Nowego Jorku do Filadelfii w 10 minut, miasta stałyby się w zasadzie stacjami metra, zniknęłyby też granice. Przemieszczanie się byłoby znacznie prostsze, można byłoby więc pracować w zasadzie w dowolnym miejscu na kontynencie, a mieszkać tam, gdzie dotychczas.

– Przeprowadzone przez nas testy z pasażerami dowodzą, że hyperloop jest bezpiecznym środkiem transportu. Virgin Hyperloop nie tylko może bezpiecznie umieścić osobę w kapsule w próżniowym środowisku, ale także mamy przemyślane podejście do bezpieczeństwa, które zostało potwierdzone przez niezależną organizację – przekonuje Jay Walder, dyrektor generalny Virgin Hyperloop.

Już w październiku 2020 roku Virgin Hyperloop wskazała Wirginię Zachodnią jako lokalizację Centrum Certyfikacji Hyperloop (HCC). W lipcu powstały zaś wytyczne dotyczące jasnych ram regulacyjnych dotyczących hyperloopu w Stanach Zjednoczonych. To pierwszy krok do regulacji i wdrażania hyperloopów w USA. Virgin zapowiada, że certyfikacja bezpieczeństwa będzie gotowa do 2025 roku, a operacje komercyjne ruszą najpóźniej w 2030 roku.

– Historia tworzy się na naszych oczach, jesteśmy świadkami powstania pierwszego od ponad 100 lat nowego środka transportu zbiorowego – twierdzi Sultan Ahmed Bin Sulayem, przewodniczący Virgin Hyperloop. – Zawsze bardzo wierzyłem, że zespół Virgin Hyperloop przekształci tę technologię w bezpieczny system i właśnie to zrobiliśmy. Jesteśmy o krok bliżej do zapoczątkowania nowej ery ultraszybkiego i zrównoważonego transportu osób i towarów.

Warto zaznaczyć, że coraz bliższa jest też ogólnoeuropejska sieć ultraszybkich transportów. To możliwe dzięki współpracy Hardt, Hyper Poland, TransPod i Zeleros, w kooperacji z Europejskim Komitetem Normalizacyjnym i Europejskim Komitetem Normalizacyjnym Elektrotechniki. Konsorcjum europejskich i kanadyjskich firm hyperloop wspólnie z europejskimi instytucjami opracowuje ramy regulujące nowe systemy ruchu. Kapsuły nowego, lewitującego środka transportu są także rozwijane w Polsce.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/lewitujacy-pociag,p821505603

Chorzy na COVID-19 łatwiej dodzwonią się do sanepidu. Powstaje dodatkowe call center finansowane przez ubezpieczycieli

Gwałtownie rosnąca liczba zakażeń koronawirusem i przebywających na kwarantannach osób to problem dla służby zdrowia, która jest już na granicy wydolności, jak i dla Głównego Inspektoratu Sanitarnego, którego pracownicy nie są już w stanie obsłużyć tysięcy telefonów dziennie. Pomoc zaoferowało 18 firm ubezpieczeniowych, które zdecydowały się sfinansować dodatkowe call center dla GIS-u. Linia będzie dostępna 24/7, a ubezpieczyciele sfinansują pracę 100 dodatkowych konsultantów przez najbliższe pół roku. Jak podkreśla prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń, to kolejna z inicjatyw branży ukierunkowanych na walkę z pandemią.

 Osiemnastu ubezpieczycieli przystąpiło do wspólnej inicjatywy rozpoczętej przez Polską Izbę Ubezpieczeń. Celem jest pomoc GIS-owi i sfinansowanie call center, które będzie w pierwszej linii pomocy obywatelom, osobom, które podejrzewają lub mają koronawirusa – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jan Grzegorz Prądzyński, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń. – Call center ma odciążyć GIS od tysięcy telefonów każdego dnia. Ludzie często potrzebują bardzo podstawowych odpowiedzi, podczas gdy pracownicy GIS-u powinni zajmować się już tymi osobami, które są w poważnym stanie i potrzebują fachowej pomocy. 

W ostatni weekend liczba zakażonych SARS-CoV-2 przekroczyła w Polsce pół miliona. Gwałtowne przyrosty nowych zakażeń to problem nie tylko dla systemu służby zdrowia, który jest już na granicy wydolności, lecz także dla GIS-u, który pełni rolę krajowego koordynatora i pierwszego źródła informacji m.in. dla osób z objawami czy przebywających na kwarantannach. Tych przybywa lawinowo, dlatego infolinia GIS-u jest przeważnie zajęta, a pracownicy call center fizycznie nie są w stanie obsłużyć tysięcy telefonów dziennie. Pomoc zapewnią im ubezpieczyciele – 18 firm zrzeszonych w Polskiej Izbie Ubezpieczeń zdecydowało się wspólnie sfinansować dodatkowe call center dla Głównego Inspektoratu Sanitarnego.

Linia będzie dostępna dla potrzebujących przez całą dobę, siedem dni w tygodniu. Ubezpieczyciele sfinansują pracę konsultantów przez najbliższe pół roku.

– To będzie profesjonalne call center, które jest już operacyjne i które dokładnie wie, co ma robić. Konsultanci są przeszkoleni tak, żeby pomagać w zapewnieniu informacji osobom, które tego potrzebują – mówi Jan Grzegorz Prądzyński. – Będzie w nim pracowało 100 konsultantów.

Jak podkreśla, finansowanie dodatkowego call center dla GIS-u to kolejna z inicjatyw branży ubezpieczeniowej, wspierających zarówno medyków walczących z koronawirusem na pierwszej linii, jak i Polaków zmagających się ze skutkami pandemii. W ramach dotychczasowej pomocy branża ubezpieczeniowa m.in. finansowała zakupy sprzętu medycznego i środków ochrony osobistej dla medyków, pomoc prawną dla przedsiębiorców, a także bezpłatną pomoc psychologiczną i telemedyczną dla ubezpieczonych.

Polska Izba Ubezpieczeń krótko po wybuchu pandemii opracowała rekomendacje działań proklienckich dla zakładów ubezpieczeń. W efekcie uproszczono procedury zawierania i przedłużania umów ubezpieczenia oraz wprowadzono zdalną likwidację szkód w zakresie znacznie szerszym niż wcześniej. Dodatkowo przyspieszono też wypłaty dla kontrahentów, tj. warsztatów naprawczych, firm transportowych czy lekarzy orzeczników.

– Dla klientów, którzy mieli ubezpieczenie na życie dołączone do kredytu, wprowadziliśmy możliwość zawieszenia składek na okres, w którym zawieszony jest również kredyt. Z tego rozwiązania na początku pandemii skorzystało wiele osób. Natomiast w segmencie majątkowym pomogliśmy klientom m.in. w rozkładaniu ubezpieczeń komunikacyjnych na raty. Zainicjowaliśmy też wiele dobrych praktyk skierowanych np. do personelu medycznego – wymienia prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Wskazuje, że branża ubezpieczeniowa przeszła na pracę zdalną i szybko dostosowała się do nowych realiów. Kanały sprzedaży zostały przeniesione do online’u, w dużej mierze zdigitalizowany został też proces zgłaszania i obsługi szkód.

 Jako PIU współpracowaliśmy z Komisją Nadzoru Finansowego i Ministerstwem Finansów, żeby wszystkie procesy mogły odbywać się online’owo, i to się udało – mówi Jan Grzegorz Prądzyński. – Trzeba było też zmienić procesy sprzedażowe, przejść na zdalne podpisywanie umów i zdalną identyfikację klienta. Tu również się udało, m.in. dzięki pomocy KNF. Wspólnie udało nam się zmienić wiele przepisów, żeby praca zdalna była jak najbardziej efektywna. Klienci musieli zostać w domach i ubezpieczyciele się do tego dostosowali. 

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/chorzy-na-covid19,p908503273

Przełomowe odkrycie naukowców. Wokół gwiazd podobnych do Słońca krąży co najmniej 300 mln planet nadających się do zamieszkania [DEPESZA]

W galaktyce Drogi Mlecznej może znajdować się 300 mln planet, które potencjalnie nadają się do zamieszkania. Co istotne, kilka z nich jest odległych o 30 lat świetlnych od Słońca, a niektóre nawet mniej niż 20 lat świetlnych – oceniają naukowcy NASA. To jednak najbardziej konserwatywne oceny. Wedle tych optymistycznych nawet jedna na dwie gwiazdy podobne do Słońca może mieć planetę nadającą się do zamieszkania. Tym samym nawet 2–3,6 mld planet może mieć warunki przyjazne człowiekowi.

Według nowych badań wykorzystujących dane z teleskopu kosmicznego Keplera, około połowa gwiazd o podobnej temperaturze do Słońca może mieć skalistą planetę zdolną do utrzymywania wody w stanie ciekłym na jej powierzchni. Tym samym w naszej galaktyce Drogi Mlecznej może znajdować się 300 milionów planet, które potencjalnie nadają się do zamieszkania, przy czym cztery z nich prawdopodobnie w odległości 30 lat świetlnych od Słońca, a jedna nawet bliżej niż 20 lat świetlnych.

Kepler powiedział nam już, że istnieją miliardy planet, ale teraz wiemy, że spora część z nich może być skalista i nadająca się do zamieszkania – podkreśla  Steve Bryson, naukowiec z centrum badawczego NASA Ames Research Center w Kalifornii.

To jednak najbardziej pesymistyczne obliczenia przy założeniu, że 7 proc. gwiazd podobnych do Słońca ma takie planety. Jednak przy średnim oczekiwanym wskaźniku na poziomie 50 proc. może być ich znacznie więcej.

Badacze przyjrzeli się egzoplanetom odkrytym przez teleskop Keplera o promieniu 0,5-1,5 razy większym od promienia Ziemi. Skupili się zaś przede wszystkim na gwiazdach podobnych do naszego Słońca pod względem wieku i temperatury (ok. 1500 st. Fahrenheita) oraz planetach, które najprawdopodobniej są skaliste. Odkrycie naukowców jest przełomowe – dotychczasowe badania pomijały np. zależność między temperaturą gwiazdy a rodzajem emitowanego przez nią światła pochłanianego przez planetę.

Uzyskany przez nas wynik jest daleki od ostatecznej wartości, a woda na powierzchni planety jest tylko jednym z wielu czynników podtrzymujących życie. Jednak dokonanie obliczeń z tak dużą pewnością i precyzją, które wskazują na taką powszechność planet do zamieszkania, jest niezwykle ekscytujące – wskazuje Steve Bryson.

Nowa analiza uwzględnia większość czynników i dzięki temu pozwala lepiej ocenić, czy dana planeta może być w stanie utrzymać wodę w stanie ciekłym, a tym samym – potencjalnie życie. Było to możliwe dzięki połączeniu ostatecznego zbioru danych Keplera o sygnałach planetarnych z danymi o produkcji energii każdej gwiazdy z misji Gaia Europejskiej Agencji Kosmicznej.

Zawsze wiedzieliśmy, że definiowanie zdolności do zamieszkania planety oparte na kategoriach jej fizycznej odległości od gwiazdy, tak aby nie była zbyt gorąca ani zimna, pozostawiało wiele wątpliwości – twierdzi Ravi Kopparapu, naukowiec z NASA Goddard Space Flight Center w Greenbelt w stanie Maryland. – Dane zebrane przez Gaię pozwoliły nam spojrzeć na te planety i ich gwiazdy w zupełnie nowy sposób.

Według naukowców atmosfera planety określa, ile światła potrzeba, aby na jej powierzchni znalazła się woda w stanie ciekłym. Wyliczenia wskazują, że nawet około połowa gwiazd podobnych do Słońca ma planety skaliste, na których powierzchniach może znajdować się woda w stanie ciekłym. Optymistyczne szacunki mówią nawet o 75 proc. takich gwiazd.

To dobra wiadomość, zwłaszcza że ludzkość może być zagrożona wyginięciem z powodu jakiegoś kataklizmu. Jak zauważył astronom Carl Sagan, jedynym możliwym sposobem uniknięcia końca świata, jaki znamy, może być zasiedlenie innej planety w krótkim czasie.

Wiedza o tym, jak powszechne są różne rodzaje planet, jest niezwykle cenna przy projektowaniu nadchodzących misji poszukiwania egzoplanet – tłumaczy Michelle Kunimoto z zespołu TESS na uczelni Massachusetts Institute of Technology w Cambridge. – Na podstawie tych oszacowanych wyników można zmaksymalizować szanse powodzenia badań poszukiwania małych, potencjalnie nadających się do zamieszkania planet wokół gwiazd podobnych do Słońca.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/przelomowe-odkrycie,p306446657

Spadek dochodów zmusza samorządy do zadłużania się. W przyszłym roku kilkadziesiąt z nich będzie mieć problem z obsługą swojego długu

Do końca tego roku ponad 90 samorządom grozi utrata płynności budżetowej na pokrycie bieżących wydatków. Z kolei w 2021 roku około 45 może mieć problemy z obsługą już istniejącego zadłużenia – wynika z prognoz analityków Aesco Group. Największe problemy samorządy odczują na początku przyszłego roku i dotkną one zwłaszcza duże miasta. Pogarszającą się sytuacja finansowa skłania coraz więcej JST do sięgania po nowe instrumenty dłużne, co ułatwiły im przyjęte wiosną antycovidowe pakiety ustaw. Do końca tego roku zadłużenie samorządów ma już wzrosnąć do ok. 96 mld zł przy deficycie w wysokości 26 mld zł.

 Na koniec ubiegłego roku zadłużenie samorządów wyniosło ok. 82 mld zł. Natomiast na koniec 2020 roku jest ono planowane na poziomie 96 mld zł, co oznacza wzrost o 14 mld zł – mówi Mariusz Gołaszewski, prezes firmy analitycznej Aesco Group, wyspecjalizowanej w obsłudze JST i instytucji publicznych. – Jednak zadłużenie samorządów to tylko ok. 7 proc. całego zadłużenia publicznego w Polsce. W największym stopniu wpływa na nie deficyt w finansach – w ubiegłym roku deficyt samorządów wyniósł ok. 2 mld zł, a w tym jest planowany już na 26 mld zł. Dla porównania zakładany deficyt budżetu centralnego to ok. 100 mld zł, czyli ponad czterokrotnie więcej, przy czym samorządy dysponują środkami tylko o ok. 1/3 mniejszymi niż cały budżet.

Na tegoroczną sytuację finansową samorządów wpłynęły dwa główne czynniki. Pierwszy to uchwalone w ubiegłym roku przez rząd zmiany podatkowe, które spowodowały, że stracą one łącznie ok. 6–7 mld zł dochodów własnych z PIT. Drugi czynnik to pandemia COVID-19, która – jak szacują analitycy – będzie kosztowała samorządy od 10 do 15 mld zł, m.in. z tytułu utraty dochodów z podatku PIT, jak i innych opłat lokalnych. Równolegle cały czas rosną koszty funkcjonowania samorządów – w stosunku do ubiegłego roku zwiększyły się o ok. 13 proc.

 Rezultat jest taki, że samorządy wypracowują mniej własnych środków na inwestycje, a to inwestycje są najważniejszą rzeczą, którą robią w naszych gminach i miastach. Szacujemy, że spadek środków wypracowanych przez samorządy na inwestycje sięgnie ok. 7 mld zł do końca tego roku, w zależności od rozwoju pandemii – mówi Mariusz Gołaszewski.

Na razie sytuacja finansowa JST jest na poziomie porównywalnym z latami ubiegłymi. Jednak negatywne skutki odczują one z pewnym opóźnieniem. Ministerstwo Finansów zakłada, że co trzecia JST w przyszłym roku będzie miała niższe wpływy z PIT niż zaplanowane na ten rok. Łącznie jednak dochody samorządów z tytułu PIT i subwencji ogólnej mają być wyższe, niż pierwotnie planowano na ten rok. W opinii ekspertów Aesco Group te prognozy mogą okazać się zbyt optymistyczne.

Podkreślają oni także, że w tym roku ponad 90 samorządom grozi utrata płynności budżetowej na pokrycie bieżących wydatków, a w przyszłym dodatkowe 45 jednostek może mieć problemy z obsługą już istniejącego zadłużenia. Największe problemy samorządy mają odczuć już na początku przyszłego roku i dotkną zwłaszcza duże miasta. Analitycy podkreślili też, że te szacunki mogą się zmienić na bardziej pesymistyczne, biorąc pod uwagę obecny rozwój pandemii COVID-19.

Jak jednak dodają, zwiększanie zadłużenia samorządów to w tych trudnych gospodarczo czasach konieczność, bo potrzebują one środków chociażby na zapewnienie podstawowych usług dla mieszkańców, takich jak funkcjonowanie przedszkoli, żłobków czy komunikacji miejskiej. Większe kwoty będzie też pochłaniać służba zdrowia.

 Dodatkowo jesteśmy teraz w szczycie wykorzystania środków unijnych z obecnej perspektywy, samorządy muszą prowadzić te projekty i korzystać z zadłużenia, żeby finansować swój wkład własny do nich – tłumaczy prezes Aesco Group.

Pytaniem, z jakim mierzą się dziś władze miast i mniejszych gmin, nie jest: czy się zadłużać, ale: jak to robić ostrożnie i rozsądnie.

 Samorządy pozyskują finansowanie zewnętrzne głównie z polskich banków, w formie zaciągania kredytów czy emisji swoich obligacji. Warto zauważyć, że mamy rekordowo niskie stopy procentowe, co oznacza, że za swoje zadłużenia samorządy płacą średniorocznie około 1–1,5 proc. Jednocześnie inflacja kształtuje się na poziomie 3,5–4 proc. To oznacza, że samorząd – który dzisiaj zaciąga zadłużenie i odpowiednio rozłoży je w czasie, np. na 10 lat – przy utrzymującej się inflacji po tym czasie realnie spłaci 40–50 proc. mniej, niż zaciągnął, bo tak właśnie działa inflacja, dewaluując pieniądz – wskazuje Mariusz Gołaszewski.

Wiele gmin będzie sięgać po kredyty, pożyczki czy obligacje. Przewagą tych ostatnich jest elastyczność, bo nie są one objęte prawem zamówień publicznych, co oznacza więcej możliwości renegocjacji warunków spłaty, a także odłożenie jej w czasie o wiele lat. Tym bardziej że ostatnie kilka lat pokazało, że obligacje komunalne cieszą się dużym zainteresowaniem po stronie inwestorów i pozwalają stosunkowo łatwo pozyskać finansowanie.

– W tarczy antykryzysowej 4.0 ustawodawca przyjął przepisy, które umożliwiają samorządom zaciąganie kredytów czy emisję obligacji zastępujących utracone dochody. To wcześniej nie było dozwolone. Co więcej, takie zadłużenie jest wyłączone z obowiązujących limitów zadłużeniowych, więc de facto ustawodawca stworzył samorządom koło ratunkowe. W przyszłości to zadłużenie będzie musiało być spłacane i cała sztuka polega na tym, żeby samorządy sobie z tym poradziły – mówi prezes Aesco Group.

Antycovidowe pakiety ustaw przyjęte wiosną i latem wprowadziły szereg ułatwień dla JST w zakresie zarządzania długiem. Zyskały one możliwość zaciągania dodatkowych zobowiązań, które nie wliczają się do IWZ (tzw. indywidualny wskaźnik zadłużenia) i nie obciążają ich zdolności kredytowej. Ponadto w trakcie oceny wykonania budżetu za 2020 rok regionalne izby obrachunkowe będą patrzeć na samorządy przychylniejszym okiem, biorąc pod uwagę kryzysowe warunki, w których musiały one funkcjonować przez ostatnie miesiące.

Jak podkreśla prezes Aesco Group, w Polsce samorząd nie może formalnie zbankrutować, czyli odmówić spłaty swoich zobowiązań. Dlatego też zgodnie z zapisami ustawy o finansach publicznych te, które nie poradzą sobie ze spadkiem dochodów, czekają programy naprawcze i wiele lat daleko idących oszczędności.

– Jest to sytuacja na razie jeszcze dość rzadka. Natomiast ze względu na rozwój pandemii IV kwartał bardzo negatywnie wpłynie na dochody samorządów i może pokazać, że jednostek mających realne trudności może być w Polsce więcej – mówi Mariusz Gołaszewski.

Poziom zadłużenia jednostek samorządu terytorialnego ma wpływ na ich rating, a im wyższa ocena, tym więcej możliwości elastycznego zarządzania finansami lokalnymi.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/spadek-dochodow-zmusza,p638220760