Banki wycofują się z finansowania nieekologicznych projektów. ING przeznaczy 5,3 mld zł na OZE i osiągnie neutralność klimatyczną do 2030 roku

Aktualizacja 12.07.2021, godz. 11:19

Sektor finansowy w coraz większym stopniu inwestuje w zielone projekty, wycofując się z finansowania tych nieekologicznych. Dla przykładu większość banków komercyjnych w Polsce rezygnuje z finansowania spółek węglowych. Zmiana polityki kredytowej to efekt rosnącej świadomości, lecz także kolejnych regulacji ukierunkowanych na dekarbonizację i ochronę środowiska. W tym kierunku zmierza też ING Bank Śląski, który wycofał się z finansowania węgla, a do 2040 roku chce ograniczyć finansowanie projektów dla branży paliw kopalnych o 19 proc. względem 2019 roku. Sam bank zamierza do końca dekady stać się neutralny klimatycznie. Zapowiada też wspieranie odnawialnych źródeł energii i innych proekologicznych inwestycji. Na ten cel przeznaczy 5,3 mld zł do końca 2023 roku.

– Banki są krwiobiegiem gospodarki. Nasze ukierunkowanie na tematy związane z ochroną klimatu, ekologią, wyrównywaniem szans czy różnorodnością jest swego rodzaju katalizatorem zachowań pozostałych podmiotów na rynku. Jeśli promujemy zielone aktywa i walkę z pogłębiającym się kryzysem klimatycznym, to kierujemy naszą uwagę i środki na transakcje oraz wspomaganie tych klientów, którym te zagadnienia są bliskie – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Joanna Erdman, wiceprezes zarządu ING Banku Śląskiego.

Większość banków komercyjnych w Polsce w ostatnich latach wycofała się z finansowania spółek węglowych i firm zajmujących się produkcją energii z węgla. Taką decyzję cztery lata temu podjął też ING Bank Śląski – po 2025 roku nie będzie już w ogóle finansować klientów, których działalność jest bezpośrednio zależna od węgla energetycznego w stopniu wyższym niż 5 proc.

 Wygaszamy te relacje, nie rozpoczynamy nowych projektów ze spółkami działającymi w tym podsegmencie rynkowym. Tym samym wysyłamy do rynku sygnał, że tego rodzaju inwestycje nie są w zgodzie z naszymi celami strategicznymi – mówi Joanna Erdman. – Jesteśmy już mocno zaawansowani w realizacji tego celu. Aktywa węglowe w całym portfelu kredytowym stanowią w tej chwili 1,1 proc., a jesteśmy cztery lata przed datą graniczną.

Do 2040 roku bank chce także ograniczyć finansowanie całej branży paliw kopalnych. Jej udział we wspieranych inwestycjach ma się stopniowo zmniejszyć o docelowe 19 proc. względem poziomu z 2019 roku. Dotyczy to m.in. projektów gazowych.

– Tematem, któremu się intensywnie przyglądamy, jest gaz. Jest to o tyle trudne, że dla Polski i wielu państw będzie on paliwem przejściowym w okresie transformacji energetycznej, które ma pozwolić skutecznie odejść od węgla, a jednocześnie sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na energię. Dlatego na ten moment nie przewidujemy w tym obszarze żadnych gwałtownych ruchów. Natomiast stawiamy sobie cele długofalowe – założyliśmy, że do końca 2040 roku udział portfela opartego na gazie stopniowo spadnie o blisko 1/5 – podkreśla wiceprezes zarządu ING Banku Śląskiego.

Paliwa kopalne to niejedyny segment, w którym docelowo bank zmniejszy swoje zaangażowanie. Nie finansuje też już m.in. działalności związanej z uprawą i produkcją tytoniu oraz z negatywnym wpływem na obszary chronione, leśnictwo i dobrostan zwierząt.

– Krótkoterminowo to nie są dla nas proste decyzje, ale gra toczy się o przyszłość, a nie o teraźniejszość. Staramy się wyważyć z jednej strony potrzeby biznesowe i sytuację naszych klientów, zwłaszcza w branżach bardziej eksponowanych na ryzyko klimatyczne, a z drugiej strony naszą strategię i odpowiedzialność za to, co możemy zrobić dla społeczeństwa i gospodarki – mówi Joanna Erdman.

Dlatego poza ograniczaniem udziału w inicjatywach szkodliwych dla środowiska bank także wspiera zielone projekty. Na ich finansowanie do końca 2023 roku przeznaczy 5,3 mld zł. Z tego 4,5 mld zł trafi na odnawialne źródła energii i projekty proekologiczne w obszarze korporacyjnym.

– To duża kwota, biorąc pod uwagę, że w ubiegłym, pandemicznym roku tych projektów było relatywnie niewiele, natomiast my uczestniczyliśmy w 25 proc. transakcji z obszaru OZE, które w ogóle na rynku się zmaterializowały. Mamy w tym obszarze bardzo dobre doświadczenia i chcemy je rozwijać jeszcze szybciej – zapewnia wiceprezes ING.

Jak wskazuje, kolejne 500 mln zł trafi w nadchodzących latach na wsparcie samorządów, które chcą wejść na zieloną ścieżkę.

– Myślimy głównie o wsparciu tych gmin, które planują projekty proekologiczne i prośrodowiskowe dla swoich mieszkańców i podmiotów gospodarczych. Tutaj też mamy dobre doświadczenia w finansowaniu np. hybrydowej i elektrycznej floty komunikacyjnej czy emisji zielonych obligacji. Sami też wyemitowaliśmy takie papiery, mamy więc know-how, jak to się robi – mówi Joanna Erdman.

W zieloną transformację zaangażuje się też ING Lease Polska, które przeznaczy do 2023 roku aż 300 mln zł na finansowanie pojazdów elektrycznych i hybrydowych, infrastruktury ładowania oraz promocję elektromobilności.

Kolejny krok to utworzenie funduszu grantowego dla start-upów oraz młodych, polskich naukowców, dzięki któremu będą rozwijane projekty z obszaru zrównoważonego rozwoju. Rokrocznie ING Bank Śląski będzie zasilać go kwotą 2 mln zł.

 Chcemy w ten sposób wspierać te najbardziej obiecujące, nowe technologie i idee, które mogą przyczynić się do osiągnięcia zielonego celu – wskazuje wiceprezes ING.

Jak podkreśla, zieloną transformację bank zaczyna jednak przede wszystkim od siebie. Zgodnie z Deklaracją Ekologiczną z 2021 roku do 2030 roku ING Bank Śląski ma być już całkiem neutralny klimatycznie i od czterech lat podejmuje w tym zakresie szereg działań.

 Obejmują one m.in. instalację paneli fotowoltaicznych na dachach naszych siedzib, np. w centrali w Katowicach – mówi Joanna Erdman. – To także wymiana naszej floty służbowych samochodów na pojazdy hybrydowe lub plug-in. Do 2023 roku chcemy mieć 100 proc. takich aut. Już w tym roku ten odsetek wyniesie 71 proc.

ING Bank Śląski zamierza kompensować swoją emisję CO₂, wynikającą z działalności operacyjnej, m.in. poprzez zakup 100 proc. energii ze źródeł odnawialnych. Ponadto planuje podpisać umowy z dostawcami energii elektrycznej, tak aby jego pracownicy mieli zniżki na zakup energii z OZE.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/banki-wycofuja-sie-z,p2038683249

W 2060 roku liczba ludności przekroczy 10 miliardów. Coraz większym zagrożeniem jest brak dostępu do wody i żywności

Liczba ludności świata stale rośnie. ONZ prognozuje, że do 2060 roku przekroczy 10 mld osób, a w 2100 roku przyrost wyhamuje wszędzie z wyjątkiem Afryki. Na koniec wieku połowa dzieci, która przyjdzie na świat, urodzi się właśnie na tym kontynencie, najwięcej w Nigerii. To powoduje, że w przypadku najbardziej zaludnionych obszarów rośnie ryzyko braku dostępu ludności do usług zdrowotnych, edukacji, a przede wszystkim nawet wody czy żywności. Ten ostatni czynnik, nasilany również przez zmiany klimatyczne, może być przyczyną większych ruchów migracyjnych. Do 2050 roku nawet miliard osób nie będzie już mieszkać na terenach, na których nie da się przeżyć – przypominają eksperci Polskiej Akcji Humanitarnej z okazji przypadającego 11 lipca Światowego Dnia Ludności.

Polskie Towarzystwo Studiów nad Przyszłością podaje, że wzrost populacji świata obserwowany jest od połowy XVIII wieku i jest jednym z głównych globalnych megatrendów. W 1950 roku populacja Ziemi liczyła 2,5 mld osób i od tego czasu rosła w tempie 1–2 proc. rocznie. Od połowy lat 70. XX wieku przybywały kolejne miliardy obywateli w odstępach około 13-letnich. W 2019 roku ludność świata liczyła około 7,7 mld osób. Według prognoz Organizacji Narodów Zjednoczonych do roku 2060 populacja świata przekroczy 10 mld, a do 2100 roku sięgnie 10,9 mld i przyrost wyhamuje.

Zwiększona liczba ludności w jakimkolwiek kraju, nie tylko np. w krajach globalnego Południa, ale także globalnej Północy, niesie ze sobą takie ryzyko, że wszystkich usług nie wystarczy dla wszystkich, czyli nie każdy obywatel będzie miał dostęp do edukacji, opieki zdrowotnej czy pracy. Po prostu dla wszystkich nie wystarczy miejsca – mówi agencji Newseria Biznes Helena Krajewska z Polskiej Akcji Humanitarnej.

Według prognoz ONZ do 2100 roku Afryka będzie jedynym regionem świata, w którym populacja będzie nieustannie i w znaczącym stopniu rosnąć. Liczba ludności tego kontynentu z obecnego poziomu 1,3 mld dojdzie prawdopodobnie do poziomu 4,3 mld pod koniec wieku (Europa dziś – 741,4 mln, a w 2100 – 630 mln). Prognozy pokazują, że do tego wzrostu głównie przyczyni się rosnąca populacja Afryki Subsaharyjskiej, która do końca wieku może się nawet potroić. W 2100 roku połowa dzieci, która przyjdzie na świat, urodzi się właśnie w Afryce, najwięcej w Nigerii. Dominująca dziś populacja Azji będzie rosnąć tylko do końca lat 50. XXI wieku – do poziomu 5,3 mld – i do roku 2100 roku spadnie do 4,7 mld (dziś – 4,6 mld).

Najpoważniejsze zagrożenie związane z przeludnieniem to brak dostępu do wody i żywności, co razem z rosnącymi temperaturami staje się już prawdziwą bolączką rządzących w wielu krajach, np. afrykańskich. Tam często już teraz brakuje dostępu do wody – dodaje Helena Krajewska.

Jak zaznacza, coraz większym problemem mogą stać się także choroby zakaźne, które szybko się przenoszą w dużych skupiskach ludzi.

Jeśli znacznie wzrośnie liczba ludności np. mieszkających w nieformalnych siedliskach, tam mogą się bardzo łatwo szerzyć różne choroby. Nie tylko COVID-19, ale także inne choroby zakaźne, także te przenoszone drogą wodną i związane z dostępem do wody. W takich warunkach, kiedy z jednej strony brakuje dostępu do wody, a z drugiej do opieki zdrowotnej, te choroby stają się jeszcze groźniejsze – podkreśla ekspertka PAH.

Z przeludnieniem, konfliktami zbrojnymi, zmianami klimatu i trudnymi warunkami życia wiążą się ruchy migracyjne. Ten trend będzie się nasilał w kolejnych latach.

Do 2050 roku nawet miliard osób nie będzie już mieszkał na terenach, na których nie da się przeżyć. Te osoby wyemigrują i będą musiały gdzie indziej znaleźć swoją nową ojczyznę. Niekoniecznie od razu będą przenosić się na Północ, często do krajów ościennych czy nawet wewnątrz własnego kraju, ale np. z dala od rzeki, która bardzo silnie wylewa, albo tam, gdzie jest chłodniej – mówi Helena Krajewska.

Obecnie 108 mln osób wymaga pomocy humanitarnej ze względu na klimat. Ta liczba stale rośnie i do końca dekady wzrośnie nawet o połowę.

Jak podaje Polskie Towarzystwo Studiów nad Przyszłością, poza Afryką i Azją przyrost populacji będzie odnotowywać także Ameryka Północna oraz Oceania. Jednak w porównaniu z nimi będzie się to odbywało na nieznacznym poziomie (do 1 proc. rocznie). Z kolei Ameryka Południowa i Łacińska oraz kraje karaibskie osiągną szczyt swych możliwości demograficznych około roku 2060, po czym ich populacja, tak jak w Azji, zacznie się kurczyć. Populacja Chin będzie rosnąć do roku 2031, a Japonii i Korei Południowej zaczną się kurczyć już po roku 2020. Liczba ludności Indii przerośnie tę w Chinach już w roku 2027 i będzie rosła do 2059 roku, do poziomu 1,7 mld (dziś niemal 1,4 mld), a ludność Indonezji będzie rosnąć do 2067 roku.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/w-2060-roku-liczba,p855711716

Sztuczna inteligencja pomaga w weryfikacji wieku internautów. Już niedługo na podstawie analizy behawioralnej oceni, ile lat ma odwiedzający witrynę

W przestrzeni cyfrowej dzieci i nastolatki mają łatwy dostęp do treści z ograniczeniami wiekowymi. W efekcie to np. chłopcy w wieku 12–17 lat są największymi konsumentami pornografii w internecie, problemy z hazardem mają już 11-letnie dzieci, a weryfikację wieku na większości witryn łatwo jest obejść. Dzięki sztucznej inteligencji weryfikacja wieku może być jednak całkowicie skuteczna –  rozwiązania wykorzystują już analizę twarzy, skan dokumentu potwierdzającego tożsamość czy kart kredytowych. W przyszłości wiek może być też sprawdzany za pomocą analiz behawioralnych.

– Opracowaliśmy narzędzie zapobiegające dostępowi nieletnich do stron, które nie są dozwolone w ich wieku, na przykład do stron umożliwiających zakup tytoniu, alkoholu, zawierających treści pornograficzne czy gry hazardowe. Oferujemy rozwiązanie odpowiednie dla tych dziedzin – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje dr Photis Kostamis, kierownik ds. rozwoju biznesu AGEify.

Brytyjska Komisja ds. Hazardu twierdzi, że liczba dzieci w wieku od 11 do 16 lat, które mają problemy z hazardem, wzrosła do ​​ponad 50 tys. w ciągu zaledwie dwóch lat. Regularnie udział w e-zakładach i hazardzie bierze nawet 400 tys. młodych osób. To dzieci są także największą grupą wśród konsumentów treści pornograficznych w sieci. Weryfikacja wieku na części stron internetowych jest fikcją – wystarczy oświadczenie, że ukończyło się 18 lat, by móc wejść na witrynę. Start-up AGEify opracował rozwiązanie oparte na sztucznej inteligencji, które daje pewność, że odwiedzającymi poszczególne strony są faktycznie dorośli.

– Po wejściu na stronę weryfikacja odbywa się za pomocą dowodu osobistego, paszportu czy prawa jazdy. Drugim sposobem jest zrobienie selfie. Technologia rozpoznawania twarzy oszacowuje wiek internauty i wpuszcza dalej bądź nie. Trzecim sposobem, nad którym obecnie pracujemy, jest identyfikacja za pomocą karty kredytowej – wymienia Photis Kostamis. – Sztuczna inteligencja będzie też wykorzystywana bardzo niedługo w analizach behawioralnych, które wprowadzimy do naszego rozwiązania.

Klienci mogą zrobić sobie selfie, którego firma używa do oszacowania ich wieku za pomocą technologii analizy twarzy opartej na sztucznej inteligencji. Metoda pozwala na weryfikację dorosłych w ponad 95 proc. przypadków. Skanowanie oficjalnego dokumentu, jak paszport, dowód osobisty czy prawo jazdy, w połączeniu z analizą twarzy może sprawdzić wiek internauty, podobnie jak niewielka transakcja kartą kredytową. Jeśli mimo tych rozwiązań wciąż istnieją wątpliwości co do wieku danej osoby, stosuje się rozmowę wideo.

– Podjęliśmy wszelkie środki bezpieczeństwa, aby nikt nie był w stanie obejść naszego rozwiązania. Jeśli ktoś nie potwierdzi, nie zweryfikuje swojego wieku, nie będzie mógł przejść dalej. Nasz zespół programistów i specjalistów zbadał wszelkie możliwe przypadki, aby wykluczyć możliwość obejścia rozwiązania – przekonuje kierownik ds. rozwoju biznesu AGEify.

Przepisy krajowe i międzynarodowe zobowiązują firmy oferujące niektóre produkty i usługi do skutecznej weryfikacji wieku swoich klientów. Zmiany technologiczne i społeczne wymagają wprowadzenia silniejszych mechanizmów weryfikacji wieku.

Co istotne, AGEify może być również stosowany w sklepie stacjonarnym, aby umożliwić klientom udowodnienie swojego wieku bez konieczności okazania dowodu osobistego lub paszportu. Rozwiązanie łatwo integruje się z istniejącymi systemami, dzięki czemu kod potwierdzający wiek może być automatycznie drukowany na paragonie klienta tak, by nikt nie kwestionował procesu kontroli wieku w danym sklepie.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/sztuczna-inteligencja,p1150607010

Innowacyjna technologia zamienia pot w inteligentny płyn, a skórę w platformę danych. Umożliwi poprawę wydajności sportowców

Inteligentny bioczujnik przeznaczony do stosowania na skórze wykorzystuje pot do pobrania informacji o stężeniu mleczanu w organizmie sportowca. Dzięki analizie danych przez algorytmy w specjalnej aplikacji trenerzy zyskują dostęp do informacji pomagających zwiększyć wydolność ich podopiecznych. Opracowywany przez hiszpański start-up bioczujnik ma w pierwszej kolejności trafić do klubów sportowych. Tymczasem na rynku dostępne są już rozwiązania umożliwiające badanie w podobny sposób stężenia glukozy.

– Opracowujemy urządzenia, które przekształcają dane i biomarkery w sposób nieinwazyjny w dane, które można wykorzystać. Nasze urządzenie przekształca pot w inteligentny biopłyn, mierząc poziom mleczanu, który jest jednym z najważniejszych biomarkerów, służących poprawie wydolności mięśni, a tym samym zwiększenia wydajności sportowców – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Josep Cardona, dyrektor generalny Onalabs. 

L10 to urządzenie przeznaczone do ciągłego pomiaru poziomu mleczanu w pocie. Czujnik jest umieszczany za pomocą plastra na klatce piersiowej. Za pomocą technologii Bluetooth łączy się ze smartwatchem lub smartfonem używanym przez sportowca. Specjalna aplikacja w inteligentny sposób analizuje otrzymane dane, dzięki czemu można lepiej planować i wykonywać treningi, osiągając większą wydajność mięśni bez szkody dla zdrowia  i układu krążenia sportowca.

– Połączenie różnych danych i biomarkerów jest bardzo ważne, szczególnie jeśli chodzi o duże zbiory danych. Takie połączone dane pochodzące od wielu różnych sportowców są bardzo istotnym źródłem informacji, które opracowujemy za pomocą sztucznej inteligencji. Przeprowadzamy także analizy predykcyjne i przekazujemy ich wyniki – wyjaśnia Josep Cardona.

Czujniki Onalabs mają początkowo trafić głównie do klubów sportowych i kadr narodowych. Z czasem jednak twórcy planują również wyjść z ofertą do klientów indywidualnych.

– Nasze urządzenia kierujemy na początek do profesjonalistów, ale w miarę możliwości chcemy także poszerzyć ofertę o osoby uprawiające sport amatorsko – wskazuje dyrektor generalny Onalabs. – Urządzenie można stosować np. podczas biegania, jazdy na rowerze, ale także podczas treningu piłki nożnej i innych sportów drużynowych, gdzie wydajność jest bardzo ważna.

Pierwszym na świecie biosensorem przeznaczonym dla sportowców było rozwiązanie wprowadzone pod koniec ubiegłego roku przez firmę medyczną i farmaceutyczną Abbott. Libre Sense Glucose Sport Biosensor służy do ciągłego pomiaru glukozy. Aby uzyskać odczyty jej stężenia z bioczujnika, sportowiec nosi z tyłu ramienia mały, okrągły bioczujnik. Monitoring i analizowanie poziomu glukozy odbywa się za pośrednictwem aplikacji mobilnej. Początkowo technologia ta była przeznaczona dla diabetyków.

Według 360 Research Reports światowy rynek biosensorów do 2026 roku osiągnie wycenę sięgającą niemal 41,5 mld dol. Dla porównania w 2020 roku było to 23,3 mld dol.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/innowacyjna-technologia,p1312167497

Polacy błyskawicznie przyswajają finansowe innowacje. Ponad połowa oczekuje, że w ciągu 10 lat będzie płacić za pomocą skanu tęczówki czy twarzy

Pierwsza karta płatnicza pojawiła się na polskim rynku 30 lat temu. Od tego czasu Polacy pokochali bezgotówkowe płatności – w 2020 roku liczba terminali przekroczyła milion, a tylko w IV kwartale kartami dokonano 1,56 mld transakcji bezgotówkowych o wartości 108 mld zł. Majowe badanie HASHfinanseprzyszłosci2021 zrealizowane dla Banku Millennium pokazuje, że w obszar płatności w coraz większym stopniu wkraczają technologie, a Polacy coraz chętniej płacą np. smartfonem czy zegarkiem. W najbliższych latach intensywnie będzie się rozwijać biometria. Ponad połowa osób uczestniczących w badaniu zgodziła się ze stwierdzeniem, że za 10 lat płatności za pomocą skanu twarzy, odcisku palca czy tęczówki oka będą w Polsce dostępne i wykorzystywane przez większość Polaków. Co ciekawe, Polacy oczekują nie tylko wygodnych, szybkich i bezpiecznych płatności, ale zwracają także uwagę na ich aspekt ekologiczny.

– Rozwój płatności zmierza w kierunku ich upraszczania oraz automatyzacji i będzie przebiegać o wiele dynamiczniej niż w przeszłości. Wdrożenie technologii zbliżeniowej – obecnie bardzo popularnej – zajęło bankom i organizacjom płatniczym prawie pół wieku. Udostępnienie aplikacji mobilnej na smartfony to był już okres zaledwie kilku lat. W przypadku płatności mobilnych przebiega to jeszcze szybciej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Halina Karpińska, dyrektor Departamentu Bankowości Elektronicznej w Banku Millennium.

Zdalne kanały kontaktu z bankiem i bezgotówkowe płatności cieszą się w Polsce bardzo dużą – i wciąż rosnącą – popularnością. Z ostatniego raportu „NetB@nk” Związku Banków Polskich wynika, że wśród klientów indywidualnych jest już ok. 27 mln aktywnych użytkowników zdalnej bankowości (mobilnej i internetowej). W najszybciej rosnącym segmencie bankowości mobilnej tylko w ostatnim kwartale ub.r. przybyło 0,5 mln nowych użytkowników, a ich łączna liczba sięgnęła prawie 14,2 mln. W tym gronie 7,45 mln to tzw. użytkownicy mobile only, którzy korzystają z bankowości zdalnej wyłącznie poprzez aplikację w smartfonie. 

Dane NBP pokazują z kolei, że na koniec 2020 roku na polskim rynku znajdowało się prawie 43,7 mln kart płatniczych, z których 87,8 proc. stanowiły karty zbliżeniowe. Tylko w IV kwartale ub.r. Polacy dokonali nimi 1,56 mld transakcji bezgotówkowych (które stanowiły aż 92,2 proc. łącznej liczby wszystkich transakcji kartami).

– Według danych Narodowego Banku Polskiego już około połowa wszystkich transakcji, których dokonujemy, realizowana jest w formie bezgotówkowej – mówi Tomasz Pol, dyrektor Departamentu Marketingu Bankowości Detalicznej w Banku Millennium.

Z badania IBRiS i Banku Millennium wynika, że 21 proc. Polaków w czasie pandemii częściej niż wcześniej korzystało z płatności zbliżeniowych. Wśród nich 94 proc. po ustaniu pandemii również będzie płacić w ten sposób częściej niż gotówką. 27 proc. badanych uważa, że za 10 lat płatności zbliżeniowe wciąż będą najpopularniejszym środkiem płatniczym. Niemal co piąty Polak przewiduje, że za 10 lat najchętniej będzie płacić zbliżeniowo telefonem, z kolei 17 proc. postawi na rozwiązania biometryczne, a 10 proc. – na wearables.

– Coraz częściej można zobaczyć osoby korzystające przy terminalu płatniczym nie z plastikowej karty, ale z telefonu bądź zegarka. To powoli przestaje być technologiczną nowinką. Przyszłość to właśnie płatności mobilne i wearables, czyli np.  bransoletki czy smartwatche. To jest łatwiejsze i wygodniejsze dla klienta – mówi Halina Karpińska.

– 30 lat temu pierwsza karta wymagała zdeponowania 200 ówczesnych milionów złotych w banku i cierpliwości, aby ją otrzymać. Dziś kartę można otrzymać praktycznie natychmiast na przykład w aplikacji mobilnej i chwilę potem realizować już płatności, autoryzując je chociażby biometrią. Ten trend – szybkich płatności, mocnych autoryzacji, będzie się wzmacniał się w przyszłości – dodaje Tomasz Pol.

Bank Millennium i Visa wskazują na pięć kluczowych trendów, które w najbliższych latach będą rządzić bankowością konsumencką. Jednym z nich jest dostosowanie oferty do potrzeb nowej generacji klientów, którzy świetnie poruszają się w świecie technologii, płynnie przechodząc ze świata offline do online i odwrotnie. Klient 4.0 oczekuje od banku nie tylko nowoczesnych usług finansowych, ale też bardzo głęboko spersonalizowanych, oferowanych dokładnie w tym miejscu i czasie, kiedy zaistnieje taka potrzeba.

– Naturalnym kierunkiem rozwoju będą teraz płatności, które odbywają się automatycznie, w tle, subskrypcyjne płatności z autoryzacją za pomocą biometrii, z minimalną ingerencją ze strony klienta. Ten trend upraszczania płatności i ułatwiania życia klientom jest najlepszym drogowskazem, pokazującym kierunek rozwoju płatności i technologii, które je wspierają – mówi Halina Karpińska.

Raport wskazuje, że jedną z takich technologii będzie biometria, która zacznie odgrywać ważniejszą rolę niż dotychczas. Ponad 50 proc. Polaków uważa, że za 10 lat płatności za pomocą skanu twarzy, odcisku palca czy tęczówki oka będą w Polsce dostępne i wykorzystywane przez większość klientów bankowości. Jedno z pierwszych rozwiązań na świecie umożliwiające płatności za pomocą skanu tęczówki zostało zaprojektowane właśnie w Polsce i jest już dostępne w niemal 100 miejscach we Wrocławiu.

– Biometria będzie kluczowa dla płatności przyszłości. Przewidujemy, że już w niedalekiej przyszłości duża część płatności będzie autoryzowana biometrycznie, co wynika z faktu, że jest to najwygodniejsza metoda autoryzacji transakcji. Nie trzeba pamiętać żadnych dodatkowych haseł, a zabezpieczenie opiera się na wizerunku twarzy, liniach papilarnych czy brzmieniu głosu. Do zabezpieczenia można wykorzystać jedną bądź wiele takich cech. Dodatkowo biometria spełnia wszystkie wymogi regulacyjne dotyczące płatności, więc jest bardzo bezpieczna. Te dwa czynniki – bezpieczeństwo i wygoda – są najważniejsze dla klientów w przypadku płatności – mówi dyrektor Departamentu Bankowości Elektronicznej w Banku Millennium.

Eksperci Banku Millennium i Visa sugerują także, że usługi finansowe w przyszłości będą częściej „zaszyte” w codziennych czynnościach, dzięki czemu staną się wygodniejsze. W tym zakresie rozwijane będą takie technologie jak tokenizacja czy internet rzeczy. Przykładowo inteligentna lodówka sama zamówi brakujące produkty w sklepie i za nie zapłaci. Niektóre takie rozwiązania – jak np. płatność za przejazd autostradą przez aplikację mobilną, bez konieczności zatrzymywania się na bramkach – są już dostępne.

Z badania HASHfinanseprzyszlosci2021 wynika także, że w nadchodzących latach usługi finansowe będą coraz bardziej powiązane z dbałością o środowisko i klimat. Ponad połowa ankietowanych w ramach badania Banku Millennium zadeklarowała, że jest dla nich ważne, by karta płatnicza była biodegradowalna, wykonana z ponownie przetworzonego materiału lub miała wyłącznie cyfrową postać.    

– Instytucje finansowe w ramach cyfryzacji proaktywnie poszukują takich obszarów, które mogą wesprzeć środowisko, i jednocześnie prowadzą edukację klientów, promując takie rozwiązania – wyjaśnia Halina Karpińska. 

Z edukacją klientów wiąże się kolejny z trendów wskazanych w raporcie, a mianowicie rozwój usług typu parent & child, czyli kierowanych do rodziców i dzieci. Wynika to z faktu, że na rynek płatności i usług finansowych zaczynają wkraczać coraz młodsi użytkownicy. Dzieci zaczynają robić drobne zakupy w wieku siedmiu–ośmiu lat, a z konta bankowego zaczynają korzystać już dwa–trzy lata później. Gromadzą tam swoje oszczędności, płacą kartą, dokonują płatności w grach online i korzystają z aplikacji mobilnej banku. Ponad 90 proc. rodziców chce mieć jednak kontrolę nad kontem i wydatkami dziecka.

– W Banku Millennium zaoferowaliśmy w ostatnim czasie aplikację mobilną skierowaną specjalnie do najmłodszych klientów od siódmego roku życia – rachunek 360° Junior – oraz kartę, która pozwala im również na płatności telefonem. Wszystko to odbywa się pod czujnym okiem rodziców. Zależy nam na tym, aby nie tylko przesyłali kieszonkowe swoim dzieciom w odpowiedzi na prośbę wysyłaną przez specjalną funkcję w naszej aplikacji mobilnej, lecz także żeby mieli szansę uczestniczyć w ich edukacji finansowej – podkreśla Tomasz Pol.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/polacy-blyskawicznie,p139095270

Pandemia przyspieszyła rozwój e-usług medycznych. Dzięki cyfrowej weryfikacji tożsamości z Internetowego Konta Pacjenta korzysta ponad 8,5 mln osób

W trakcie pandemii COVID-19 rozwój e-usług w sektorze medycznym znacząco przyspieszył. Według NFZ w połowie maja br. liczba użytkowników Internetowego Konta Pacjenta sięgnęła już 8,5 mln osób, podczas gdy jeszcze w październiku 2020 roku było ich 3,5 mln. Wiele przesłanek wskazuje, że ten model korzystania ze służby zdrowia zostanie z nami również po ustaniu pandemii. To jednak oznacza wiele wyzwań związanych z koniecznością zapewnienia bezpieczeństwa pacjentów i ochrony wrażliwych danych. Oferowana przez KIR usługa mojeID, która pozwala na zdalne potwierdzanie tożsamości, umożliwia pacjentom korzystanie z teleporad czy odbieranie wyników badań bez konieczności wizyty w placówce, a także zapewnia bezpieczeństwo dokumentacji medycznej online. Na tak zaawansowane technologicznie usługi stawiają zarówno publiczne, jak i prywatne placówki służby zdrowia. 

– W świecie cyfrowym jesteśmy do pewnego stopnia anonimowi, dlatego zaistniała potrzeba utworzenia tzw. cyfrowej identyfikacji. I właśnie takie cyfrowe potwierdzenie tożsamości osoby fizycznej zapewnia usługa mojeID – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Tomasik, dyrektor Biura Sprzedaży Centralnej w KIR.

mojeID, czyli narzędzie zarządzane przez KIR – międzysektorowego partnera technologicznego dla podmiotów z rynku komercyjnego oraz publicznego – pozwala potwierdzać tożsamość w sposób zdalny, z wykorzystaniem zaufanych kanałów bankowości elektronicznej. Tym samym mojeID zapewnia łatwy dostęp do wszelkiego rodzaju usług świadczonych cyfrowo, których popularność w Polsce skokowo rośnie. Widać to chociażby na przykładzie administracji. Jak podaje KPRM, z Profilu Zaufanego, który jest kluczem do usług online, korzysta już 11,3 mln Polaków. Tylko w maju tego roku założyło go ponad 405 tys. osób, czyli średnio ponad 13 tys. dziennie. Z kolei według danych GUS w 2020 roku z usług administracji publicznej przez internet skorzystało prawie 42 proc. Polaków i ten odsetek z każdym rokiem rośnie.

– Zdalny, w pełni wiarygodny system potwierdzania tożsamości ma duże znaczenie dla gospodarki. Chodzi tutaj przede wszystkim o wzrost jej innowacyjności, konkurencyjności i efektywności. mojeID wychodzi też naprzeciw społecznym potrzebom i oczekiwaniom w zakresie zapewnienia – nie tylko przez państwo, ale także przez podmioty prywatne – dostępu do usług oferowanych cyfrowo – mówi Piotr Tomasik.

mojeID pozwala potwierdzić tożsamość użytkownika z wykorzystaniem bankowości internetowej. Dzięki temu eliminuje konieczność posiadania wielu loginów i haseł do różnych serwisów. Narzędzie przekierowuje klienta do bezpiecznego środowiska bankowości internetowej, a po uwierzytelnieniu dokonanym przez bank przenosi go z powrotem na stronę usługodawcy. Usługa umożliwia realizację formalności, które dotychczas wymagały osobistej wizyty w siedzibie dostawcy z wielu różnych branż sektora komercyjnego, w tym ubezpieczeniowej, ochrony zdrowia, finansowej, energetycznej, telekomunikacyjnej czy rozrywkowej. Wykorzystując mojeID, klienci mogą m.in. rejestrować się w celu uzyskania dostępu do portali, zawierać umowy oraz ustanawiać polecenie zapłaty.

Dzięki integracji z systemami administracji publicznej mojeID zapewnia też dostęp do systemów i usług sektora publicznego. Przykładowo jest wykorzystywane do rejestracji i logowania do Internetowego Konta Pacjenta czy ePUAP. Stosując uwierzytelnienie poprzez mojeID, użytkownik może również założyć i wykorzystywać Profil Zaufany w usługach e-administracji.

W usługach medycznych świadczonych online zdalna weryfikacja tożsamości pozwala zadbać zarówno o komfort obsługi pacjenta, jak i bezpieczeństwo danych zawartych w jego dokumentacji medycznej.

– W sektorze medycznym możliwość zdalnego dostępu do usług systematycznie zyskuje na znaczeniu. Pierwszym czynnikiem, który na to wpływa, jest bezpieczeństwo regulacyjne. Sektor medyczny jest prawdopodobnie jednym z najbardziej restrykcyjnie uregulowanych, dlatego mojeID ma bardzo duże znaczenie dla bezpieczeństwa dokumentacji medycznej – wyjaśnia ekspert KIR. – Drugą fundamentalną sprawą jest wygoda i możliwość wyboru, czy udamy się do danej placówki osobiście, czy zostaniemy domu i skorzystamy z usług medycznych online.

Dzięki cyfrowemu potwierdzaniu tożsamości, bez konieczności odwiedzania przychodni, pacjenci mogą m.in. umówić wizytę, skorzystać z teleporady, uzyskać dostęp do wyników swoich badań oraz mieć stały wgląd w historię leczenia, co przekłada się na większą wygodę i oszczędność czasu. Z kolei po stronie systemu opieki medycznej takie rozwiązanie poprawia jego efektywność, daje możliwość obsłużenia większej liczby pacjentów oraz umożliwia optymalizację procesów biznesowych.

Sektor opieki zdrowotnej w ostatnich latach mocno rozwijał ofertę e-usług, a sytuacja epidemiczna ten trend dodatkowo przyspieszyła. Otwartość na usługi medyczne świadczone online widać też po stronie samych pacjentów. Według NFZ w połowie maja br. liczba użytkowników Internetowego Konta Pacjenta sięgnęła już 8,5 mln osób – to ponad dwa razy więcej niż w październiku ub.r. Tradycyjne, papierowe recepty w Polsce zostały już niemal całkowicie wyparte przez elektroniczne, które funkcjonują dopiero od stycznia 2020 roku, ale w ciągu czterech miesięcy ich odsetek w całym wolumenie recept wystawianych przez lekarzy wyniósł 95 proc. Kolejny etap cyfryzacji nadszedł wraz z początkiem tego roku, kiedy wszystkie placówki medyczne w Polsce zaczęły w pełni korzystać z e-skierowań.

 Zdalne potwierdzenie tożsamości, które umożliwia mojeID, ma duży potencjał. W tej chwili jesteśmy obecni w takich sektorach jak ubezpieczenia, energetyka, telekomunikacja czy właśnie medycyna. Rozwój tej usługi idzie przede wszystkim w dwóch kierunkach: zdobywania nowych sektorów, rynków i klientów, jako dostawców usług, ale także w kierunku zapewnienia użytkownikom kolejnych opcji zastosowania tej usługi – mówi Piotr Tomasik.

Jak pokazało ubiegłoroczne badanie Kantar, przeprowadzone dla KIR i ZBP, Polacy chcą mieć możliwość korzystania z narzędzi do cyfrowej weryfikacji tożsamości przy logowaniu do różnych serwisów (38 proc.), autoryzowaniu dyspozycji i oświadczeń (35 proc.), potwierdzaniu swojej tożsamości w serwisach internetowych (32 proc.) oraz rejestracji w celu dostępu do usług (28 proc.). Co trzeci Polak, który aktywnie korzysta z bankowości internetowej, chce również móc zdalnie potwierdzać swoją tożsamość w kontaktach z administracją publiczną (32 proc.).

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/pandemia-przyspieszyla,p1195587341

Polscy eksporterzy obronili się w pandemii. W nadchodzących miesiącach konkurencja na rynkach zagranicznych będzie rosła

Mimo trudnych warunków polscy eksporterzy wyszli z pandemii wzmocnieni, a w ubiegłym roku wzrósł udział Polski w światowym handlu. Optymistyczne są również statystyki za pierwsze miesiące tego roku. Choć na rynki wraca koniunktura, w kolejnych miesiącach polskim eksporterom wcale nie będzie łatwiej, bo wiele krajów planuje wydobyć się z pandemicznej recesji właśnie poprzez eksport. Dlatego polskie firmy w popandemicznej rzeczywistości chce wesprzeć KUKE, dostarczając im nowe narzędzia, które mają pozwolić im na skuteczniejszą ekspansję i poprawienie konkurencyjności. Pierwszym polskim bankiem, który zaoferuje przedsiębiorcom nowe instrumenty z oferty KUKE, będzie Santander, jeden z liderów w finansowaniu transakcji w międzynarodowym handlu.

– Polscy eksporterzy podczas pandemii poradzili sobie bardzo dobrze. Gros spośród nich zwiększyło swoje obroty. I chociaż obrót światowy w zeszłym roku mocno spadł, nasz eksport utrzymał się na poziomie z 2019 roku, więc można powiedzieć, że pozostał nienaruszony przez pandemię. Na szczęście w naszej gospodarce – w przeciwieństwie do krajów Europy Zachodniej – nie dominuje sektor usług, mamy dużo przemysłu, którego eksport w czasie pandemii rósł. Zbawienna była też dla nas dobra sytuacja w Niemczech, które podobnie jak Polska są krajem nastawionym na produkcję dóbr. Nasz eksport do Niemiec, który już wcześniej był wysoki, w czasie pandemii jeszcze się zwiększył. Nasi eksporterzy znaleźli też dla siebie inne rynki zbytu, wypełniali luki powstające na rynkach – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Janusz Władyczak, prezes KUKE.

Według danych GUS w 2020 roku obroty towarowe handlu zagranicznego wyniosły 1051,9 mld zł w eksporcie oraz 998,3 mld zł w imporcie. Dodatnie saldo ukształtowało się na poziomie 53,7 mld zł, podczas gdy rok wcześniej zaledwie 5,1 mld zł. W porównaniu z poprzednim rokiem eksport wzrósł o 2,8 proc. (w złotych). Największy udział w eksporcie ogółem (ponad 86 proc.) miały kraje rozwinięte (w tym blisko 74 proc. kraje UE). W porównaniu z poprzednim rokiem udział Niemiec – które są dla polski głównym partnerem handlowym – wzrósł o 1,2 pkt proc., do 28,9 proc.

Analitycy zauważają, że mimo pandemii COVID-19 w ubiegłym roku wzrósł udział Polski w światowym eksporcie, a dynamika eksportu towarów z naszego kraju była dużo wyższa niż w większości państw UE. To bardzo pozytywne dane, zważywszy, że eksport jest jednym z kluczowych czynników wspierających polski wzrost gospodarczy, a jeszcze na początku pandemii analitycy obawiali się w nim dużych spadków.

Optymistyczne są również statystyki za pierwsze miesiące tego roku. Dane GUS wskazują, że w okresie styczeń–kwiecień eksport wyniósł 408,4 mld zł, a nadwyżka w handlu sięgnęła 16 mld zł. W porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku eksport zwiększył się o 25,6 proc. Rosła sprzedaż baterii samochodowych, odbiorników telewizyjnych, katalizatorów, odzieży i mebli.

 Polskie produkty i usługi odznaczają się bardzo dobrą jakością i mogą z powodzeniem konkurować z zagranicznymi. Dla polskich firm jest to dobry sposób, żeby zdynamizować gospodarkę po pandemii – mówi Juan de Porras Aguirre, wiceprezes zarządu kierujący Pionem Bankowości Korporacyjnej i Inwestycyjnej w Santander Bank Polska.

Wiele krajów planuje wydobyć się z pandemicznej recesji poprzez eksport, co oznacza, że konkurencja na rynkach będzie zacięta mimo powrotu koniunktury. KUKE chce wesprzeć nowymi rozwiązaniami polskich eksporterów. 

– Wiedzieliśmy, że to m.in. eksport będzie stanowił o sile krajowych gospodarek i wiele państw będzie chciało wychodzić ze swojej niezbyt dobrej sytuacji właśnie tą drogą. Dlatego w trakcie pandemii mocno pracowaliśmy nad rozwiązaniami, które mają wspierać eksporterów również w okresie postpandemicznym – mówi prezes KUKE.

– Mamy szereg nowych gam produktowych: poczynając od gwarancji, poprzez inwestycje krajowe, inwestycje zagraniczne, aż po nasze flagowe instrumenty, które funkcjonowały już wcześniej. Wszystkie zostały zmodyfikowane albo powstały w ramach całkiem nowego systemu wsparcia – wyjaśnia Piotr Maciaszek, dyrektor Departamentu Ubezpieczeń i Współpracy Międzynarodowej w KUKE.

W ramach systemu wsparcia eksporterów spółka wprowadziła nowe instrumenty i gruntownie zmodyfikowała ofertę już istniejących, udzielanych z gwarancjami Skarbu Państwa. Pojawiły się m.in. gwarancje spłaty kredytu na finansowanie bieżące, gwarancje spłaty zobowiązań wobec dostawców oraz gwarancje na finansowanie łańcucha dostaw, które pomogą eksporterom m.in. pozyskać w bankach i firmach faktoringowych dodatkowe środki.

W przypadku gwarancji kontraktowych KUKE uprościła procedury i wymogi dokumentowe, poszerzyła zakres objętych nimi towarów i usług oraz możliwości ich stosowania. Z kolei dzięki nowemu ubezpieczeniu kredytów na finansowanie inwestycji bezpośrednich za granicą polskie firmy będą mogły łatwiej prowadzić ekspansję i przejmować swoich konkurentów.

– W pierwszym półroczu przepracowaliśmy kwestie dokumentacyjne i tworzyliśmy rozwiązania, które już są gotowe i dostępne. Drugie półrocze poświęcimy na rozmowy o konkretnych projektach i dostosowaniu ich do oczekiwań klientów. Do wszystkich projektów o charakterze inwestycyjnym podchodzimy indywidualnie, rozmawiamy o szczegółach, bo dostosowanie poszczególnych struktur projektów jest jak najbardziej możliwe – wyjaśnia Piotr Maciaszek.

Nowe instrumenty KUKE, gwarantowane przez Skarb Państwa, zmniejszają ponoszone przez banki ryzyko kredytowe związane z finansowaniem działalności eksporterów. Dzięki temu będą one mogły pożyczyć klientom więcej środków w zakresie finansowania obrotowego, inwestycyjnego i gwarancji.

– Szczególnie podczas pandemii banki powinny wspierać polski eksport. Sprzedaż produktów na rynkach zagranicznych jest w tym trudnym okresie bardzo ważna dla polskich firm. Zaoferowane przez nas wspólnie z KUKE rozwiązania to zupełnie nowa jakość wsparcia dla eksporterów, dająca szansę na zwielokrotnienie obecności Polski na światowych rynkach. To też szansa na pobudzenie krajowych inwestycji nastawionych na eksport i przekonanie kolejnych firm, by odważnie wychodziły za granicę ze swoimi produktami i usługami. Już wkrótce pierwsi klienci powinni skorzystać z najnowszych rozwiązań w tym zakresie. Widzimy bardzo duże możliwości wykorzystania gwarancji KUKE dla finansowania obrotowego oraz inwestycyjnego, dzięki czemu firmy będą mogły pozyskać większe limity kredytowe – mówi Juan de Porras Aguirre.

Santander będzie pierwszym polskim bankiem, który zaoferuje polskim eksporterom nowe instrumenty z oferty KUKE. Bank jest jednym z liderów w finansowaniu transakcji w międzynarodowym handlu.

 Będziemy wraz z Santanderem oferować różnego rodzaju rozwiązania dla szerokiego grona eksporterów i przede wszystkim będziemy w stanie wspierać ich już tutaj, w Polsce – podkreśla prezes KUKE. – Zwiększymy pięciokrotnie skalę finansowania udzielanego przez banki, ponieważ my zabezpieczymy je w 80 proc. Jeśli natomiast bank będzie chciał pozostać na tym samym poziomie finansowania, my po prostu zdejmujemy z niego ryzyko. Dzięki temu udrażniamy cały system finansowania przedsiębiorstw i eksporterów.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/polscy-eksporterzy,p392543354

Orlen i Lotos czekają na decyzję Komisji Europejskiej. Bruksela decyduje o przedłużeniu terminu na spełnienie warunków fuzji koncernów

14 lipca mija termin wykonania zobowiązań nałożonych w ubiegłym roku przez Komisję Europejską na Orlen i Lotos, by mogło dojść do fuzji obu koncernów. Obecnie widać, że jest to termin niemożliwy do dotrzymania i firmy zawnioskowały do Brukseli o jego wydłużenie. Zdaniem Pawła Rymarza, doradzającego przy tym procesie prawnika, Komisja Europejska powinna przystać na tę prośbę, w przeciwnym razie całą procedurę trzeba by zaczynać od nowa.

Kluczowa decyzja w sprawie fuzji Orlen–Lotos, jaką wydała Komisja Europejska, zapadła rok temu. Nie należy oczekiwać żadnych istotnych zmian do tej decyzji, nikt zresztą o takie zmiany dziś nie wnosi. Jedyna kwestia, która jest przedmiotem postępowania przed Komisją Europejską, to przedłużenie terminu na wykonanie zobowiązań, jakie Komisja Europejska nałożyła na Lotos i Orlen – mówi agencji Newseria Biznes Paweł Rymarz, doradca prawny Lotosu w procesie fuzji Orlenu i Lotosu.

W lipcu 2020 roku Komisja Europejska zgodziła się na planowaną fuzję Orlenu z Lotosem, jednak pod pewnymi warunkami. Jednym z nich była sprzedaż 80 proc. stacji paliw Lotosu podmiotowi zewnętrznemu działającemu na polskim rynku sprzedaży detalicznej oraz 30 proc. udziałów w rafinerii na rzecz niezależnego podmiotu. Jak podkreślał niedawno prezes Orlenu Daniel Obajtek, obie spółki przeszły już ok. 70 proc. drogi do realizacji fuzji. Po wakacjach ma się rozpocząć wydzielenie aktywów rafineryjnych gdańskiej spółki, a rafineria w Gdańsku ma zostać przekształcona w spółkę typu joint venture z jednym z konkurentów. Do finalizacji transakcji, pieczętującej fuzję Grupy Lotos z PKN Orlen, ma dojść na przełomie I i II kwartału 2022 roku.

Dziś mamy do czynienia wyłącznie z kwestią proceduralną, czy warunki nałożone rok temu mają być spełnione do 14 lipca tego roku, co wydaje się niemożliwe, czy też Komisja udzieli racjonalnego, uzasadnionego przedłużenia tego terminu, na co zarówno Orlen, jak i Lotos bardzo liczą ­– podkreśla Paweł Rymarz. – Jeśli Komisja odmówi, wówczas tej transakcji nie będzie w przewidywalnym terminie. Trzeba by składać nowy wniosek i zaczynać proces od nowa. Jeśli udzieli racjonalnego, uzasadnionego przedłużenia czasu na realizację środków zaradczych, wówczas fuzja Orlen–Lotos miałaby szansę dojść do skutku.

Planowane połączenie dwóch największych rafinerii ma umożliwić osiągnięcie synergii po stronie kosztów i przychodów, zwiększyć potencjał innowacyjności i inwestycji, a co za tym idzie – zwiększyć również potencjał paliwowy i przewagę konkurencyjną nowego podmiotu. Obie strony zapewniają, że fuzja zaszkodzi interesom Gdańska i Pomorza. Pomorzanie obawiają się marginalizacji kluczowej dla regionu firmy, a także wpuszczenia na polski rynek konkurencji, która przejmie część majątku Lotosu. Zwolennicy fuzji podkreślają, że pozwoli ona na powstanie liczącego się gracza na rynku paliw, i to nie tylko w regionie Europy Środkowo Wschodniej.

– Polska jest za dużym krajem, aby pozwolić sobie na to, że żaden z naszych koncernów energetycznych nie odgrywa dużej roli na rynku międzynarodowym. Orlen jest potężną firmą, Lotos jest firmą mniejszą, ale nowoczesną, natomiast żadna z nich nie może dziś stanowić realnej konkurencji dla firm z Europy Zachodniej – uzasadnia konieczność fuzji doradca prawny Lotosu. – Orlen jest często porównywany nawet do MOL-a czy do OMV, czyli firm paliwowych działających na rynkach znacząco mniejszych. Więc jedyną szansą, żeby polski przemysł paliwowy mógł zaistnieć na rynkach międzynarodowych, jest jego konsolidacja. Samodzielnie Orlen i Lotos są na to za małe.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/orlen-i-lotos-czekaja-na,p1738381610

Co roku z powodu zderzeń z turbinami wiatrowymi ginie nawet pół miliona ptaków i blisko dwa razy tyle nietoperzy. Polacy mają rozwiązanie, jak to zmienić

Według szacunków US Fish and Wildlife Service każdego roku na farmach wiatrowych ginie 140–500 tys. ptaków. Turbiny wiatrowe są też jedną z głównych przyczyn masowej śmiertelności nietoperzy – według niektórych badań w ten sposób ginie ich ponad 800 tys. rocznie. Polska firma Bioseco stworzyła system monitoringu mający uratować wiele istnień. Kamery HD zamontowane na wieży wiatraka są w stanie w ciągu dwóch sekund wykryć zbliżające się do turbiny ptaki i ostrzec je przed niebezpieczeństwem. 

– Bioseco już od wielu lat opracowuje system do ochrony czy ratowania ptaków, dużych ptaków na farmach wiatrowych. To urządzenie monitoruje przestrzeń powietrzną wokół turbiny i w momencie, kiedy wykrywa ptaka lub stado ptaków, daje sygnał do turbiny, żeby się zatrzymała, a jednocześnie wysyła sygnały świetlne i dźwiękowe, żeby ostrzec ptaka przed niebezpieczeństwem – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Krzysztof Paszek, współzałożyciel Bioseco.

Polska firma opracowała system monitoringu, który chroni ptaki przed zderzeniem z turbiną wiatraka. Rozwiązanie pomyślnie przeszło testy na Farmie Wiatrowej Lotnisko należącej do Grupy PGE. Umieszczone na ośmiu modułach na wieży wiatraka 24 kamery HD są w stanie w ciągu dwóch sekund wykryć zbliżające się do turbiny ptaki, a następnie samoczynnie wybrać działanie, które zminimalizuje ryzyko kolizji. Może to być ostrzegawczy sygnał świetlny, dźwiękowy lub automatyczne zatrzymanie turbiny.

Badania potwierdziły skuteczność systemu. Wykrywalność lecącej kani rudej w obrębie 400 m od turbiny wiatrowej wyniosła ponad 80 proc., podobny wynik osiągnięto w przypadku żurawi lecących w obrębie 500 m od wiatraka. System pozwala też zmniejszyć o blisko 80 proc. okresowe wyłączanie turbin, związane właśnie z kolizją z ptakiem. Fałszywe wykrycia to zaledwie 4 proc. przypadków.

– Projekt jest już po okresie komercjalizacji, tzn. jest już seryjnie produkowany i sprzedawany, już funkcjonuje w Polsce, został również sprzedany do Niemiec, Francji oraz Hiszpanii, zarówno kontynentalnej, jak i na Wyspach Kanaryjskich. Rynek będzie rósł, większa jest świadomość ekologiczna i wiedza na temat liczby ptaków, które giną na farmach wiatrowych. Wiele farm nie ma żadnych tego typu systemów, które ratowałyby ptaki przed kolizją z turbinami – mówi współzałożyciel Bioseco.

Według szacunków United States Fish and Wildlife Service co roku na farmach wiatrowych ginie od 140 tys. do nawet pół miliona ptaków. Turbiny wiatrowe są jedną z głównych przyczyn masowej śmiertelności nietoperzy – nawet 880 tys. rocznie. Dlatego od lat wdrażane są rozwiązania, które mają zmniejszyć liczbę kolizji. Niedawno norwescy naukowcy odkryli, że pomalowanie jednej z trzech łopat turbiny wiatrowej na czarno zmniejsza śmiertelność ptaków o 72 proc.

– Nasza firma kieruje swoje działania na ratowanie zwierząt, ptaków, generalnie przyrody. Nie jest to rozwiązanie do ochrony urządzeń. Gdy jedziemy np. autostradą, widzimy, jak wielkie są to komponenty. Turbiny oraz same słupy to nie są elementy, które mogłyby zostać uszkodzone przez ptaka, przynajmniej nie w sposób istotny – przekonuje Krzysztof Paszek.

W czerwcu urządzenie Bioseco do ochrony ptaków na farmach wiatrowych dostało prestiżowe wyróżnienie Polski Produkt Przyszłości.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/co-roku-z-powodu-zderze,p975118699

Polacy oczekują coraz szybszej cyfryzacji urzędów. Eksperci przekonują, że urzędy w ciągu roku będą w pełni gotowe do realizacji e-usług

Pandemia zmusiła urzędy do przyspieszenia procesu cyfryzacji. Elektroniczna obsługa wniosków od interesantów stała się już nie tylko opcją, lecz preferowaną i pożądaną formą załatwiania spraw. Polacy entuzjastycznie podchodzą do możliwości załatwiania spraw online. Pod koniec 2020 roku już ponad 40 proc. z nich miało założony profil zaufany. – To jest kwestia najbliższego roku, pół roku i urzędy będą w pełni gotowe do realizacji usług poprzez przygotowane m.in. przez nas narzędzia – mówi Wojciech Jeszka z chorzowskiej firmy HyperView.

– Pandemia zakłóciła pracę urzędów do tego stopnia, że musieliśmy zmienić sposób postrzegania potrzeb urzędników i urzędów – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Wojciech Jeszka, wiceprezes zarządu HyperView. – Urzędy mogą przyspieszyć swoją pracę, przede wszystkim otwierając się bardziej na potrzeby klientów. Trzeba tych potrzeb wysłuchać i trzeba jak najwięcej tych obowiązków, które realizowane były tradycyjnie, próbować rozwiązywać poprzez udostępnianie e-usług, które ułatwiają kontakt z urzędnikiem czy z urzędem i pomagają tym, którzy potrzebują tego typu usług. 

W okresie pandemii znacznie przyspieszył proces cyfryzacji w polskich urzędach – wynika z raportu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego z e-usług w 2020 roku korzystało już 42 proc. Polaków. Urzędy starają się nadążać za tym zainteresowaniem.

– Z naszego doświadczenia wynika, że niestety problemy są – urzędy musiały zrobić potężny krok technologiczny. Do tej pory część spraw, które były realizowane na miejscu w urzędach, mogły się toczyć swoim biegiem i pandemia, która dotknęła urzędników i sposób przygotowania całej dokumentacji, trochę wpłynęła na wydłużenie tego procesu w pierwszej kolejności. To jest kwestia najbliższego roku, pół roku i urzędy będą w pełni gotowe do realizacji usług poprzez przygotowane m.in. przez nas narzędzia – mówi Wojciech Jeszka.

– Pandemia wymusiła na naszych klientach usprawnienie procesu wymiany informacji. Przede wszystkim musieli stworzyć możliwość telepracy i zapewnić, żeby jednostka czy urząd funkcjonowały, wykonywały wszystkie swoje cele i zadania, które wynikają z przepisów prawa – dodaje Łukasz Łukasiewicz, dyrektor ds. rozwoju i utrzymania w HyperView.

Oprogramowanie do zarządzania przestrzenią, dostarczane przez HyperView, pozwala udostępniać, wyszukiwać i analizować dane przestrzenne w przeglądarce internetowej. To swoista hurtownia danych przestrzennych i opisowych.

Firma z Chorzowa musiała dostosować ofertę, by była w stanie sprostać potrzebom okresu pandemii. Postawiła na narzędzie, które umożliwia pracę zdalną w urzędach. SOWA, czyli system obsługi wniosków administracyjnych, pozwala odzwierciedlić strukturę organizacyjną urzędu i przekazywać sprawy do właściwych inspektorów. Dane wprowadzane są poprzez formularze. Program przypomina też urzędnikom, że zbliża się termin wydania decyzji.

– Za pomocą tego systemu można prowadzić cały przebieg danej sprawy od początku, czyli od wpłynięcia wniosku do urzędu, poprzez przejście do realizacji tej sprawy, po udostępnienie temu, który wnioskuje, konkretnych dokumentów. A poza tym prowadzenie wielu rejestrów na obszarze funkcjonowania całego urzędu daje też wiedzę urzędnikom o tym, co i gdzie ma miejsce, jaka decyzja jest obecnie podejmowana, na jakim jest etapie, jakie dokumenty powinny być ewentualnie przygotowane dla tego, który wnioskował o ich wydanie – tłumaczy Wojciech Jeszka.

Co ważne, SOWA wykorzystuje także dane przestrzenne. Tego typu rozwiązanie jest więc narzędziem, które pozwala w zintegrowany sposób prowadzić chociażby ewidencję gruntów czy zarządzać zabudową terenu.

– Przede wszystkim jest to architektura, budownictwo i planowanie przestrzenne. Rozwiązanie pozwala usprawnić też obsługę spraw związanych na przykład z wymianą źródeł ciepła. Rozwiązania bazujące na oprogramowaniu SOWA pozwalają na pełną obsługę takiego procesu, czyli przyjmowania wniosków, ocenę tych wniosków, przyznawanie decyzji, przyznawanie dofinansowania i na tej podstawie wydawanie decyzji o wymianie źródeł ciepła – wymienia Łukasz Łukasiewicz.

System wykorzystywany jest na przykład w Krakowie. Oprócz zarządzania danymi przestrzennymi i zautomatyzowaniem obsługi wniosków administracyjnych pomaga również w ewidencjonowaniu zabytków.

Źródło: https://innowacje.newseria.pl/news/polacy-oczekuja-coraz,p1712400678