Opakowania po chipsach, słodyczach i zupkach instant mogą posłużyć do produkcji mebli. Najczęściej trafiają jednak do złego worka na śmieci

0

Polacy zużywają rokrocznie ok. 32 tys. ton elastycznych opakowań z tworzyw sztucznych, takich jak folie po chipsach, słodyczach czy zupkach instant. Zwykle konsumenci wyrzucają je nie tam, gdzie trzeba, czyli do odpadów zmieszanych zamiast do żółtego worka na śmieci. W efekcie tylko niewielki odsetek trafia później do recyklingu. Tę proporcję ma odwrócić uruchomiony właśnie program ReFlex, który jest unikalny nie tylko na polskim, ale i europejskim rynku. Jego celem jest to, aby do 2025 roku zbierać i poddawać recyklingowi co najmniej 50 proc. elastycznych opakowań wprowadzanych do obrotu. Odpowiednio przetworzone mogą później znaleźć zastosowanie m.in. w przemyśle budowlanym, transportowym czy meblarskim.

– Opakowania elastyczne to m.in. folie po chipsach, opakowania po słodyczach, zupkach instant i przyprawach. To są te wszystkie drobne frakcje, powszechnie używane w naszych gospodarstwach domowych, z którymi nie bardzo wiemy, co zrobić po zużyciu – mówi agencji Newseria Biznes Magdalena Dziczek, członek zarządu Związku Pracodawców Przemysłu Opakowań i Produktów w Opakowaniach EKO-PAK. – Staramy się ten problem rozwiązać i przekazać konsumentom jasny komunikat: to są opakowania nadające się do recyklingu, powinny trafić do żółtego worka.

Każdego roku Polacy zużywają ok. 650 tys. ton plastikowych opakowań, z czego prawie 5 proc. (czyli ok. 32 tys. ton) stanowią elastyczne opakowania z tworzyw sztucznych i wielomateriałowe opakowania z przewagą tworzyw sztucznych. Do recyklingu trafia tylko niewielki odsetek spośród nich.

– Niski poziom recyklingu elastycznych odpadów opakowaniowych wynika z kilku czynników. Pierwsza sprawa to świadomość konsumentów, którzy nie wiedzą, co z tymi opakowaniami zrobić, albo po prostu wyrzucają je do odpadów zmieszanych, co utrudnia nam pozyskanie tego surowca. Druga sprawa to są cechy fizyczne tego materiału. Te opakowania są drobne, lekkie, w związku z czym po prostu trudniej jest je wysortować i trudniej zebrać odpowiednią masę, którą z instalacji do sortowania można byłoby przekazać do recyklingu – wyjaśnia Magdalena Dziczek.

Do tej pory takie odpady trafiały, jeżeli nie na składowisko, to na produkcję paliwa alternatywnego, tzw. RDF-u, i były spalane z odzyskiem energii. Czyli tak naprawdę były marnowane. Natomiast program ReFlex daje im drugie życie – dodaje Tadeusz Pokrywka, ekspert Eco Solutions.

Program ReFlex to innowacyjne – nie tylko w polskiej, ale i europejskiej skali – przedsięwzięcie, które ma na celu zwiększenie zbiórki i recyklingu opakowań elastycznych. Projekt został zainicjowany i jest finansowany przez dwa duże koncerny działające na rynku FMCG – Nestlé oraz PepsiCo, czyli producentów m.in. płatków śniadaniowych oraz chipsów, a jego koordynatorem jest Związek Pracodawców EKO-PAK. Za techniczną stronę projektu – czyli współpracę z podmiotami odbierającymi odpady od mieszkańców, instalacjami komunalnymi i zakładami recyklingu – odpowiada natomiast firma Eco Solutions.

Projekt ReFlex polega na zbudowaniu całego systemu: począwszy od wysegregowywania tych opakowań z tworzyw elastycznych, które nazywamy właśnie ReFlex, aż po wyprodukowanie z nich nowego, gotowego wyrobu – wyjaśnia Tadeusz Pokrywka. – W praktyce wygląda to tak, że mamy porozumienie z zakładami, w których te odpady opakowaniowe są segregowane i belowane po to, żeby zajmowały mniej miejsca. Później są one dostarczane do recyklera i tam przygotowywane do procesu rozdrabniania i przekształcania w recyklat. Następnie trafiają do producenta, który z tego recyklatu wykonuje gotowe wyroby.

Jak podkreśla, tego typu tworzywa – odpowiednio zebrane i przekształcone – mogą znaleźć zastosowanie w przemyśle budowlanym, transportowym czy meblarskim.

Wykorzystujemy te odpady opakowaniowe do wytworzenia płyt, które znajdują zastosowanie np. jako płyty wygłuszeniowe w studiach nagraniowych albo jako elementy konstrukcyjne w przemyśle meblarskim. W ten sposób możemy zawrócić je do obiegu – mówi Magdalena Dziczek. – Co ciekawe, produkty, które wykonujemy z tych przetworzonych opakowań, można niemal w nieskończoność przetwarzać ponownie. W przypadku mebli wykonanych z wykorzystaniem materiałów z surowców wtórnych ReFlex możemy znów pozyskać te elementy konstrukcyjne i przetworzyć je w dokładnie to samo. Dzięki temu oszczędzamy inne cenne przyrodniczo surowce jak chociażby drewno, które dziś dodatkowo jest drogie i trudno dostępne.

Celem projektu ReFlex jest to, aby do 2025 roku zbierać i poddawać recyklingowi co najmniej 50 proc. elastycznych opakowań wprowadzanych do obrotu.

– Czy się to uda, zależy w dużej mierze od nas, konsumentów. Od tego, czy będzie nam się chciało wrzucić ten odpad do właściwego, żółtego worka. Po drugie, to zależy też od sortowni i od tego, czy będą wysegregowywać te odpady z ogólnego strumienia i przeznaczać je dla nas. My za nie zapłacimy i odbierzemy, więc po stronie sortowni nie generuje to żadnych dodatkowych kosztów – podkreśla Tadeusz Pokrywka.

W ramach programu ReFlex będą też prowadzone działania edukacyjne dla konsumentów, aby pokazać im, jak prawidłowo segregować w domach elastyczne opakowania z tworzyw sztucznych. Dzięki temu instalacje będą mogły później wysegregować z żółtego worka więcej tego typu odpadów.

Nasi partnerzy, czyli Nestlé i PepsiCo, pokrywają też pełne koszty zagospodarowania tych odpadów: od żółtego worka na śmieci, poprzez zbiórkę, dostarczenie do recyklera, aż do gotowego wyrobu – mówi ekspert Eco Solutions.

Mam nadzieję, że w nadchodzących latach będziemy dynamicznie rozwijać ten projekt. Wszystko wskazuje, że tak będzie. Zwłaszcza że jest to namacalna realizacja mechanizmu rozszerzonej odpowiedzialności producentów – dodaje członek zarządu EKO-PAK. – Liczymy też, że w przyszłości dołączą do tego projektu kolejne firmy, dzięki czemu osiągniemy efekt skali i będziemy w stanie odbierać elastyczne odpady opakowaniowe ze wszystkich sortowni w Polsce. 

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/opakowania-po-chipsach,p863752090

Kampanie Google Ads

0

Kampanie Google Ads

Google AdWords jest systemem reklamowym, który umożliwia reklamodawcom wyświetlanie swych reklam w wynikach wyszukiwania wyszukiwarki Google oraz milionów witryn należących do sieci reklamowej Google. Sieć ta obejmuje tak popularne witryny jak You Tube, Gmail czy Blogger, należące do Google oraz ogromną liczbę witryn należących do użytkowników sieci, tj. blogi, fora internetowe, strony przedstawiające pasje swych właścicieli i administratorów. Dzięki ogromnej różnorodności możliwe jest dotarcie do osób zainteresowanych konkretnym tematem, bliskim reklamowanej grupie produktów, czy też usług, nie tracąc środków i czasu na nie efektywne kierowanie reklam.

Reklamy kierowane są do określonych witryn, czy jedynie podstron tych witryn, poprzez kampanie linków sponsorowanych. Idea kampanii polega na wybraniu ważnych dla reklamodawcy słów kluczowych, np. ‘bukiety ślubne’ dla kwiaciarni, na podstawie których obok wyników wyszukiwania w wyszukiwarkach dla zapytania ‘bukiety ślubne’, oraz zapytań o bliskim znaczeniu, pojawią się reklamy tekstowe przygotowane przez reklamodawcę. Przygotowane reklamy, zarówno tekstowe, graficzne, jak i video, pojawią się również na stronach o zbliżonej tematyce, np. blogach opisujących przygotowania ślubne, posiadających określone słowa kluczowe.

Dlaczego Google Ads


Wybór Google AdWords nie jest jedynym możliwym, lecz przynoszącym największe efekty. Możliwość dotarcia do niemal każdego użytkownika sieci w Polsce i na świecie jest nie do przecenienia, dzięki popularności wyszukiwarki Google. Co istotne, odpłatności podlegają jedynie efekty, czyli kliknięcia, przejścia użytkownika z sieci na stworzoną stronę docelową w obrębie strony reklamodawcy.

Ogromną zaletą systemu jest możliwość personalizacji kampanii reklamowej. Poczynając od doboru słów kluczowych i kierowania reklam jedynie na strony o zbliżonej tematyce, przez kierowanie reklam do osób w określonym wieku, czy określonej płci, po regionalne lokalizowanie użytkownika na podstawie adresu IP, przebywającego na terenie województwa dolnośląskiego, czy choćby tylko miasta Wrocław.

Dla wielu reklamodawców wielkie znaczenie mają koszty prowadzenia kampanii reklamowej. W przypadku Google AdWords ceny kliknięć są bardzo przyjazne, natomiast sam system umożliwia określenie nie tylko całego budżetu prowadzonej kampanii, ale i dziennych limitów, dzięki czemu środki nie zostaną wyczerpane w zbyt krótkim okresie czasu.

Rozbudowane narzędzia analityczne pozwalają na precyzyjne dopasowanie reklam, co daje możliwość osiągnięcia maksymalnych efektów. Znajomość takich liczb jak ilość wyświetleń reklamy oraz liczba jej kliknięć jest podstawą, pozwalającą doprecyzować kierowanie reklam do osób najbardziej zainteresowanych tematem.

Niezwykle przydatnym narzędziem Google Adwords jest również REMARKETING – odpowiednio przygotowany kod w postaci cookie’sa umieszczany jest na stronie internetowej zbierając jednocześnie dane o użytkownikach witryny. Dzięki temu po pewnym czasie jesteśmy w stanie doskonale targetować nasze reklamy tylko do osób odwiedzających witrynę lub konkretne podstrony na witrynie, ewentualnie osoby podejmujące określone akcje np.: tylko te, które dokonały zakupu itp.

Google Ads – czy warto skorzystać z tej reklamy?

Reklama dźwignią handlu. Stwierdzenie to stało się podstawą funkcjonowania współczesnej gospodarki. Niewiele znajdzie się osób podważających skuteczność profesjonalnie przygotowanej reklamy, równocześnie dla większości stało się już jasne, w jakim stopniu ulega przemianie skuteczność mediów, i w jak wielkim stopniu to Internet przewyższa swą skutecznością inne media.

Jeszcze 10 lat temu skuteczne billboardy, stawiane przy drogach, czy też wieszane na budynkach, dziś mijane są przez przechodniów i kierowców niemal nie zauważone. Efektywność reklamy ulicznej, zastosowanej w małej, czy nawet średniej skali, stała się wręcz minimalna. Dzisiejsze media to telewizja, radio i Internet. Jednak o ile w przypadku dwóch pierwszych reklama kierowana jest do ogółu społeczeństwa, niekoniecznie zainteresowanego reklamowanym produktem czy usługą, o tyle Internet daje możliwość personalizacji reklam i kierowania ich do ściśle określonej grupy docelowej.

Poza przygotowaniem przyciągającej uwagę ewentualnego klienta strony internetowej. Jej optymalizacji i pozycjonowania tak, by potencjalni klienci mogli na nią trafić z różnych miejsc w sieci, oraz by pojawiała się wysoko w wynikach wyszukiwarek internetowych, świetne rezultaty przynoszą profesjonalnie przygotowane kampanie Google AdWords – kampanie linków sponsorowanych.

Powstanie kolejnych farm wiatrowych na lądzie obniży ceny energii. Trwają prace nad ustawą przyspieszającą takie inwestycje

0

Branża energetyki wiatrowej z niecierpliwością wyczekuje liberalizacji tzw. ustawy odległościowej, która na kilka lat zastopowała w Polsce budowę nowych wiatraków na lądzie. Nad nowelizacją pracuje resort rozwoju, choć prace chwilowo uległy spowolnieniu. Ministerstwo wskazuje, że budowa nowych mocy wiatrowych na lądzie spowoduje spadek cen energii na polskim rynku, a przy okazji zapewni korzyści środowiskowe, społeczne i ekonomiczne. – Inwestycje tego typu są dość istotnym elementem rozwoju gospodarki – mówi Mariusz Nowak, członek zarządu Akuo Energy Polska. Francuski inwestor właśnie uruchomił w Polsce swój trzeci projekt elektrowni wiatrowej, która może zasilić w czystą energię średniej wielkości miasto.

 Tym, co spowalnia sektor energetyki wiatrowej w Polsce, jest przede wszystkim ustawa odległościowa, która kompletnie zablokowała rozwój nowych projektów. Od 2016 roku, kiedy ta ustawa została wprowadzona, nowe projekty praktycznie w ogóle nie powstają. Planowane jest zliberalizowanie tej ustawy, ale dziś ciągle nie ma jeszcze definitywnego projektu, który przeszedł proces legislacyjny – mówi agencji Newseria Biznes Mariusz Nowak, członek zarządu Akuo Energy Polska.

W Polsce 23 września tego roku padł rekord produkcji energii elektrycznej z wiatru, która sięgnęła 6 GW. Poprzedni został pobity 27 grudnia 2020 roku i wyniósł nieco ponad 5,7 GW. Silny wiatr, utrzymujący się przez kilka wrześniowych dni, sprawił, że wiatraki odpowiadały w szczytowych momentach nawet za 1/4 krajowego zapotrzebowania na prąd, ale branża wskazuje, że potencjał jest dużo większy. Jej rozwój od pięciu lat hamuje jednak tzw. ustawa odległościowa, która wprowadziła zasadę 10H. To norma określająca, że elektrownie wiatrowe muszą powstawać w odległości 10-krotności wysokości wiatraka, czyli ok. 1,5 km, od zabudowań. W praktyce takich terenów nie ma jednak w Polsce zbyt wiele.

Ministerstwo Rozwoju i Technologii ma jednak w planach jej liberalizację. Konsultacje ministerialnego projektu zakończyły się przed tegorocznymi wakacjami, a wedle zapowiedzi ustawa miała być gotowa jesienią i trafić do Sejmu we wrześniu bądź październiku. Na razie tak się jednak nie stało. Podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego, który odbywał się we wrześniu w Katowicach, wiceminister klimatu i środowiska Ireneusz Zyska deklarował, że projekt ustawy ma trafić do Sejmu jeszcze w tym roku.

– Wszyscy deweloperzy, którzy rozwijają projekty wiatrowe, szczególnie wyczekują nowelizacji 10H, w której zredukowane zostaną ograniczenia dotyczące odległości turbin od najbliższych zabudowań – mówi Piotr Owczarek z Akuo Energy.

Zgodnie z resortową propozycją zasada 10H ma co prawda zostać utrzymana, ale w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego (MPZP) gmina sama będzie mogła określić inną odległość wiatraków od zabudowań (minimalna ma wynosić 500 m). Aby poluzować ograniczenie, gmina będzie musiała jednak przeprowadzić najpierw konsultacje społeczne i badania prognostyczne dotyczące wpływu elektrowni wiatrowej (np. hałasu) na funkcjonowanie mieszkańców. Projekt zakłada też, że nowe elektrownie wiatrowe będą mogły powstawać tylko na podstawie MPZP. Obowiązek sporządzania planu będzie jednak dotyczył tylko obszaru prognozowanego oddziaływania turbiny. 

– Ta nowelizacja zdecydowanie ułatwi proces inwestycyjny, będziemy mogli go przyspieszyć, duża część terenów zostanie uwolniona. Jest to o tyle istotne, że wielu gospodarzy, wielu właścicieli ziemskich chce tych wiatraków, ale one są sztucznie, odgórnie blokowane przez przepisy ustawy – mówi Piotr Owczarek.

Liberalizacja ustawy odległościowej ma się przyczynić do budowy od 6 do 10 GW nowych mocy wiatrowych na lądzie. W krótkim horyzoncie czasowym, do 2025 roku, potencjalna moc nowych elektrowni wiatrowych została oszacowana na 3,7 GW.

MRiT wskazuje, że dzięki znacznej poprawie efektywności wykorzystania mocy turbiny, która nastąpiła w ostatnich latach, lądowa energetyka wiatrowa jest w tej chwili najtańszą technologią wytwarzania energii. I to nie tylko w porównaniu do źródeł konwencjonalnych, ale i innych źródeł OZE. Resort podkreśla, że budowa nowych mocy wiatrowych na lądzie spowoduje obniżenie cen energii na polskim rynku, a przy okazji zapewni korzyści środowiskowe, społeczne i ekonomiczne.

Inwestycje tego typu są dość istotnym wkładem w rozwój gospodarki – mówi Mariusz Nowak. – W gminie Wielowieś na Śląsku, gdzie inaugurujemy nasz nowy projekt elektrowni wiatrowej, dotąd brakowało mocy nawet na rozwój lokalnych przedsiębiorstw czy inwestorów, którzy mogliby się w tym regionie zainstalować. Produkcja czystej energii z OZE przyczynia się do tego, aby ta lokalna gospodarka mogła się rozwijać.

Elektrownia wiatrowa w gminie Wielowieś na Śląsku to najnowszy projekt francuskiego inwestora – Akuo Energy, który w Polsce ma już na koncie dwie podobne inwestycje, w gminie Łęczyce i w gminie Gniew.

Chcieliśmy być obecni na Śląsku, ponieważ to jest ważny, symboliczny ośrodek przemysłowy. Chcieliśmy tym również pokazać, że Polska przechodzi obecnie transformację energetyczną – mówi Patrice Lucas, CEO i współzałożyciel Akuo Energy. – Energia wiatrowa jest bardzo konkurencyjna względem innych źródeł, więc jest kluczowym elementem transformacji i przyszłego miksu energetycznego – zarówno na świecie, jak i w Polsce, która ma znaczny potencjał wykorzystania energii wiatrowej.

– W Polsce jest wiele lokalizacji, które mają w sobie potencjał wiatrowy. Okolice Wielowsi są geograficznie usytuowane na wzgórzach i są tu korzystne prądy wiatrowe. Dodatkowo staraliśmy się też zoptymalizować ten projekt i uzyskać większą efektywność, więc zastosowaliśmy wyższe turbiny, o większej średnicy wirnika – dodaje Piotr Owczarek. – Proces inwestycyjny trwał tutaj 14 lat, od pomysłu do wyprodukowania pierwszej kilowatogodziny. To istotne o tyle, że władze – planując rozwój energetyki wiatrowej w Polsce – mniej więcej taki horyzont czasowy muszą uwzględniać. To nie są projekty, które można rozpoczynać z dnia na dzień.

Elektrownia wiatrowa w śląskiej gminie Wielowieś o mocy 66 MW może zaopatrzyć w czystą energię ok. 100 tys. gospodarstw domowych, czyli średniej wielkości miasto. Jak podaje inwestor, pozwoli też uniknąć rocznej emisji ok. 150 tys. ton CO2.

Składa się z 20 turbin Vestas klasy 3 MW, które produkują z maksymalną mocą 3,3 MW. To potężne maszyny, czubek tych turbin przewyższa dach Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Są bardzo nowoczesne, właściwie nie ma dziś na świecie lepszych i nowocześniejszych rozwiązań pod tym względem – zapewnia ekspert z Akuo Energy. – Wszystkie turbiny schodzą się kablami do jednego centralnego punktu, czyli stacji energetycznej, w której trasujemy tę energię na wyższy poziom napięcia i dostarczamy okolicznym mieszkańcom.

Członek zarządu Akuo Energy Polska Mariusz Nowak podkreśla, że gmina czerpie z elektrowni wiatrowej korzyści nie tylko w postaci czystej energii. Do jej budżetu będzie co roku wpływać ponad 2 mln zł m.in. z tytułu podatków. Przy okazji realizacji projektu inwestor wyremontował też szereg dróg gminnych.

– Do tego trzeba też dodać 30-letnie umowy dzierżawy z prywatnymi właścicielami nieruchomości, którzy też otrzymują corocznie uzgodnione kwoty – mówi Mariusz Nowak. 

Z badania przeprowadzonego w listopadzie ub.r. dla Ministerstwa Klimatu i Środowiska wynika, że 85 proc. Polaków popiera rozwój lądowych farm wiatrowych. 24 proc. mieszkańców Polski zadeklarowało, że mieszka w okolicy lądowych farm wiatrowych. W tej grupie 3/4 popiera takie projekty, a ponad połowa (54 proc.) pozytywnie oceniła działania władz lokalnych i inwestora farmy wiatrowej na etapie jej powstawania. Przeciwnego zdania było jedynie 8 proc. osób mieszkających w okolicy, w której są zlokalizowane lądowe farmy wiatrowe.

Korzystamy z gościnności lokalnych władz, w Wielowsi mamy bardzo dobrych gospodarzy, którzy rozumieją, że świat się zmienia, i chcą iść z tym dobrym trendem. Chcemy rozwijać tutaj kolejne projekty wiatrowe – zapowiada Piotr Owczarek. 

Według danych Polskich Sieci Elektroenergetycznych na styczeń br. w Polsce jest ok. 1,4 tys. lądowych farm wiatrowych, których moc zainstalowana wynosi nieco ponad 6,6 GW. Rocznie wytwarzają one ok. 14 TWh energii elektrycznej.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/powstanie-kolejnych-farm,p693328779

Norweski rynek stwarza atrakcyjne możliwości polskim firmom. Granty z Funduszy Norweskich ułatwiają ekspansję i pozyskanie partnerów

0

Innowacje w obszarze ochrony środowiska, gospodarki morskiej i technologii poprawiających jakość życia, np. z dziedziny medycyny – polskie firmy już realizują takie projekty w partnerstwie z Norwegami w ramach Funduszy Norweskich. Ich głównym celem jest też stymulowanie współpracy pomiędzy firmami z Polski i Norwegii. Tamtejszy rynek stwarza polskim przedsiębiorcom atrakcyjne możliwości, ale jest także trudny – ze względu na niewielki rozmiar i dużą konkurencyjność. Aby ułatwić na nim start, PARP organizuje szereg spotkań i konferencji, które pozwalają rodzimym firmom znaleźć norweskiego partnera do realizacji wspólnych przedsięwzięć biznesowych. Najbliższe takie wydarzenie odbędzie się 21 października br.

– Polska i Norwegia mają bliskie relacje gospodarcze. Mimo dzielącego je Bałtyku są to kraje geograficznie blisko siebie położone. Norwegia, mimo że jest niewielkim krajem, liczącym raptem 5 mln mieszkańców, znajduje się w drugiej dziesiątce najważniejszych partnerów gospodarczych Polski. Norwegia jest też w Europejskim Obszarze Gospodarczym, co stwarza duże ułatwienia w wymianie handlowej. Jej wartość sięga ok. 3 mld dol. rocznie. Mowa tu o eksporcie z Polski do Norwegii, jak i imporcie produktów i dóbr z Norwegii – mówi agencji Newseria Biznes Konrad Konieczny, Programme Officer w Innovation Norway.

Norwegia nie jest członkiem UE. Jednak dzięki jej członkostwu w EOG dostęp do tamtejszego rynku jest ułatwiony dla polskich firm. Przyczyniają się do tego też Fundusze Norweskie, czyli specjalny mechanizm finansowy, z którego mogą korzystać polskie mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa.

Ten mechanizm finansowy pozwala – właśnie poprzez budowanie partnerstw z norweskimi firmami – otrzymać finansowanie dla swoich projektów i wejść na tamtejszy rynek – mówi Konrad Konieczny.

Fundusze Norweskie stanowią wkład Norwegii w tworzenie zielonej, konkurencyjnej i zintegrowanej Europy, przyczyniając się m.in. do ograniczenia nierówności społecznych i ekonomicznych oraz wzmocnienia relacji dwustronnych z państwami Europy Środkowej i Południowej oraz obszaru Morza Bałtyckiego. Są dostępne w państwach, które przystąpiły do UE po 2003 roku, czyli również w Polsce. Fundusze Norweskie na lata 2014–2021 wynoszą w sumie 1,25 mld euro.

Mamy już trzecią edycję Funduszy Norweskich. Polscy przedsiębiorcy sporo już w ramach tych funduszy uzyskali – mówi Michał Polański, dyrektor Departamentu Wsparcia Przedsiębiorczości w Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. – To wsparcie można pozyskać na dwa sposoby. Po pierwsze, można ubiegać się o granty, które rozdziela PARP. To jest wsparcie bezpośrednie, gdzie przedsiębiorcy przygotowują projekt i uzyskują dla niego finansowanie bądź współfinansowanie. Jest też możliwość pośredniego korzystania z Funduszy Norweskich. Wszystkie środki wydatkowane w ramach tych funduszy są później kontraktowane przez polskie instytucje otoczenia biznesu czy instytucje publiczne. I tymi, którzy ostatecznie wykonują te projekty i mogą na tym zarobić, są właśnie polscy przedsiębiorcy, bo te projekty realizowane są w Polsce.

Z tych środków finansowany jest m.in. wart ponad 93 mln euro program „Rozwój przedsiębiorczości i innowacje&HASH39;&HASH39;, którym zarządza PARP. Polskie firmy mogły ubiegać się o granty na opracowanie, wdrożenie i komercjalizację innowacyjnych technologii, rozwiązań i produktów w trzech kategoriach: zielone technologie, niebieskie technologie (z obszaru morza i wód śródlądowych) oraz technologie poprawiające jakość życia.

Dodatkowo realizowany jest też schemat małych grantów dla przedsiębiorczych kobiet i firm, w których kobiety są właścicielami lub mają decydujący głos w zarządzaniu przedsiębiorstwem. Obok finansowania innowacji i przedsiębiorczości głównym celem Funduszy Norweskich jest też stymulowanie współpracy pomiędzy firmami z Polski i Norwegii.

Dzięki tym funduszom można zrealizować projekt wspólnie z norweskim partnerem. Można też znaleźć partnera do przyszłych przedsięwzięć gospodarczych, niekoniecznie finansowanych z samego funduszu. Organizujemy w tym celu szereg wydarzeń, spotkań i konferencji, które umożliwiają znalezienie takiego partnera – wyjaśnia dyrektor Departamentu Wsparcia Przedsiębiorczości w PARP. – Mamy już zaplanowanych siedem takich wydarzeń, z których pierwsze odbędzie się już 21 października podczas targów Bygg Reis Deg, poświęconych budownictwu. Natomiast kolejne mamy zaplanowane jeszcze w tym oraz w przyszłym roku.

Poszukując norweskich partnerów, warto wykorzystać Travel Grants, które oferuje PARP, oraz odwiedzić stronę prowadzoną przez norweską agencję rządową Innovation Norway. Ta strona nazywa się TheExplorer.no i można znaleźć na niej profile kilkuset norweskich firm, które poszukują zagranicznych partnerów do rozwoju swoich działań – dodaje Konrad Konieczny.

Jak podkreśla, Fundusze Norweskie są doskonałym sposobem na to, żeby poszerzyć współpracę gospodarczą z tamtejszym rynkiem, który polskim firmom stwarza bardzo atrakcyjne możliwości.

W wymianie handlowej między Polską i Norwegią dominującą rolę odgrywa m.in. przemysł morski, transportowy i meblowy, bo Polska jest ważnym eksporterem mebli. Skupiając się na sektorze małych i średnich przedsiębiorstw, można zauważyć, że wachlarz sektorów, w których polskie firmy działają w Norwegii, jest znacznie szerszy. Znajdziemy tutaj także m.in. działalność związaną z gospodarką w obiegu zamkniętym, smart cities czy różne rozwiązania IT. Widać też duży potencjał w sektorze energetycznym, w branży paneli fotowoltaicznych i stacji wiatrowych – wylicza Programme Officer w Innovation Norway.

– Norweski rynek z jednej strony jest bardzo atrakcyjny. To jest rynek bogatych przedsiębiorców i konsumentów, którzy są gotowi kupować rozwiązania droższe, ale za to bardziej zaawansowane technologicznie. Z drugiej strony jest to też rynek trudny, ponieważ jest niewielki i jest obiektem zainteresowania przedsiębiorców z wielu krajów, które również są biorcami pomocy w ramach Funduszy Norweskich. Dlatego zachęcamy polskie firmy do kontaktu i do udziału w tych wydarzeniach, które współorganizuje PARP – dodaje Michał Polański.

 


 

hh

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/norweski-rynek-stwarza,p1893034174

TikTok rośnie najszybciej w naszym regionie Europy. Globalnie ma już miliard użytkowników

0

TikTok globalnie ma już miliard użytkowników, jest przede wszystkim platformą rozrywkową, a jego grupa odbiorców jest bardzo zróżnicowana. TikTok w coraz większym stopniu skupia się na współpracy z biznesem i reklamodawcami. Także w Polsce, gdzie na początku tego roku otworzył swoje biuro, pełniące jednocześnie funkcję regionalnego hubu na całą Europę Centralną. To właśnie w tym regionie platforma notuje w tej chwili najszybszy wzrost.

– TikTok w regionie Europy Centralnej notuje bardzo dynamiczne wzrosty, dużo wyższe niż średnio na całym świecie. Zainteresowanie platformą jest bardzo duże nie tylko w tej najmłodszej grupie, early adopters, czyli młodzieży, która najchętniej i najszybciej korzysta z nowości. Widzimy też duże zainteresowanie i wzrost w segmencie osób starszych, czyli 24+ i nawet do 40. roku życia. Tak więc TikTok zaczyna być już platformą dojrzałą – mówi Sylwia Chada, general manager TikToka w Polsce i Europie Centralnej.

TikTok króluje w globalnych zestawieniach najczęściej pobieranych aplikacji. Liczba jego użytkowników na całym świecie przekroczyła już 1 mld, a w samej Europie platforma ma ponad 100 mln aktywnych kont i ta liczba stale rośnie.

– Ten wzrost wynika z szybkiego rozwoju platformy globalnie. TikTok rozwijał się w poszczególnych regionach świata w różnych latach. Europa Centralna jest najmłodszym dzieckiem w całej naszej rodzinie, dlatego teraz tutaj obserwujemy najszybsze wzrosty. Poza tym – patrząc na region Europy Centralnej, w tym także Polskę – tutaj dostępność innych social mediów jest dość ograniczona. To też powoduje, że jest duże zainteresowanie pojawiającymi się nowinkami – mówi Sylwia Chada.

TikTok szybko zdobył popularność wśród młodych odbiorców i utarło się przekonanie, że jest platformą głównie dla nastolatków. Jednak coraz powszechniej korzystają z niego również starsi odbiorcy i – jak podkreśla ekspertka – profil użytkowników staje się coraz bardziej zdywersyfikowany. – Są to zarówno kobiety, jak i mężczyźni w różnym wieku, z różnymi profilami zainteresowań. Przynajmniej połowa użytkowników obecnych na platformie poszukuje nowych treści, inspiracji. Są to osoby zainteresowane tym, co się dzieje na świecie i w Polsce, chcą mieć wpływ na decyzje podejmowane w bardzo małych społecznościach lokalnych, ale także mieć swój głos w rozmowie dotyczącej tematów globalnych – mówi  general manager TikToka w Polsce i Europie Centralnej.

Inkluzywność aplikacji sprawia, że na platformie każdy może tworzyć i oglądać treści dopasowane do użytkownika, niezależnie od wieku, płci i poglądów. Jak podkreśla Sylwia Chada, TikTok jest firmą odpowiedzialną społecznie, więc zwraca uwagę na to, jakie treści pojawiają się w serwisie i są share’owane wśród użytkowników. 

W minionym roku – na skutek pandemii – obserwowany był intensywny napływ użytkowników, którzy do tej pory nie byli przekonani do aplikacji albo jeszcze o niej nie wiedzieli. W dobie pandemii użytkownicy korzystali z TikToka w poszukiwaniu rozrywki. TikTok to jedyna aplikacja, o której mówią, że „podnosi na duchu”, podając to jako główny powód korzystania z niej. Jak pokazują badania przeprowadzone przez Walnut Unlimited („Marketing Science Holiday Shopping Behaviour Research 2020”) – 75 proc. użytkowników odwiedza TikToka w poszukiwaniu rozrywki, natomiast 46 proc. korzysta z niego, aby odkrywać nowe rzeczy („Nielsen authenticity study 2020”, „TikTok EU Holiday shopping behavior study 2020”, Walnut Unlimited). 

Jednym z ważnych elementów, który wpływa szczególnie na młode osoby, jest dążenie do perfekcji, m.in. pod względem wizerunkowym. Tym, na co my bardzo mocno stawiamy, jest natomiast naturalność i różnorodność. Jedną z naszych zasad społeczności, której przestrzegamy też we współpracy z reklamodawcami, jest właśnie promowanie różnorodności i naturalności, a nie wkładanie nas w pewne ramy, schematy i oczekiwania, które są niezdrowe i negatywnie wpływają na użytkowników – mówi ekspertka.

TikTok stwarza również możliwości dla firm, pozwalając między innymi na dotarcie do unikalnej grupy użytkowników. Jak pokazują badania App Annie z kwietnia 2021 roku, około 50 proc. jego użytkowników nie korzysta z innych platform mediowych. General manager platformy w Polsce i Europie Centralnej podkreśla jednak, że firma w coraz większym stopniu skupia się na promowaniu i współpracy z biznesem i reklamodawcami, także w Polsce, gdzie na początku tego roku TikTok otworzył swoje biuro, pełniące jednocześnie funkcję regionalnego hubu na całą Europę Centralną.

Biuro, które mamy w Warszawie, odpowiada za operacje w całym regionie Europy Centralnej, więc jesteśmy takim hubem, który – mam nadzieję – będzie miał wpływ na rozwój polskiego biznesu również za granicą. Rozmawiamy i blisko współpracujemy z przedsiębiorcami, z naszymi użytkownikami, słuchamy, jakie są ich potrzeby, staramy się zrozumieć, w jakim kierunku będzie rozwijał się polski biznes i gdzie możemy się wpisać, jak możemy ten rozwój wesprzeć. Jesteśmy też otwarci na informacje, które przynoszą do nas potencjalni partnerzy. Tworzymy plan na przyszłość, żeby z jednej strony pozostawać w zgodzie z globalnymi planami rozwoju firmy, a z drugiej – działać lokalnie i wspierać lokalny biznes – mówi Sylwia Chada.

O wyjątkowości TikToka jako efektywnej platformy mediowej świadczą liczby. Według badań Nielsena 61 proc. użytkowników twierdzi, że filmy na TikToku są bardziej unikalne niż na jakiejkolwiek innej platformie, a z badań Kantara wynika, że 7 na 10 twierdzi, że reklamy na TikToku są przyjemne. Aż 57 proc. badanych użytkowników przyznało, że dokonało zakupów po tym, jak zostali do tego zachęceni na platformie. Według badania efektywności kampanii przeprowadzonego przez Kantar intencje zakupowe konsumentów po obejrzeniu reklamy na TikToku są 2,6 razy wyższe w porównaniu do standardów branżowych.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/tiktok-rosnie-najszybciej,p1340971122

Polska ma jedną z najniższych stawek akcyzy na podgrzewacze tytoniu. Są opodatkowane pięciokrotnie niższą akcyzą niż tradycyjne papierosy

0

Wyroby nowatorskie zostały opodatkowane akcyzą dopiero od października ubiegłego roku, w dodatku pięciokrotnie niższą w porównaniu do tradycyjnych papierosów – mówi prof. Witold Modzelewski, prezes Instytutu Studiów Podatkowych i były wiceminister finansów. Jak podkreśla, obecnie obowiązująca w Polsce stawka akcyzy na wyroby nowatorskie jest też jedną z najniższych w UE. Urealnienie jej do poziomu ok. 50 proc. akcyzy, którą są objęte tradycyjne papierosy, pozwoliłoby zwiększyć wpływy do budżetu państwa o około 1 mld zł rocznie. 

Prof. Witold Modzelewski uczestniczył w pierwszym Forum Akcyzowym, powstałym przy Ministerstwie Finansów, którego celem jest wypracowanie najlepszych rozwiązań w akcyzie w branży tytoniowej i stanowi uzupełnienie konsultacji społecznych dla resortu. Prace Forum w czterech grupach roboczych trwały trzy miesiące. 

Teraz jest druga sesja, w której przedstawione będą wyniki, już znamy opracowania zespołów roboczych. Są dość zgodne w wielu punktach, mamy nadzieję, że wszyscy uczestnicy, nie tylko członkowie zespołów roboczych, podejmą zgodną nie tyle uchwałę, co wspólne stanowisko, które będzie ważne dla Ministerstwa Finansów, a przede wszystkim dla rządu, w jakim kierunku opowiadają się eksperci, ale także również interesariusze, którzy tam są, w jaki sposób ten podatek naprawić – mówi agencji Newseria Biznes prof. Witold Modzelewski.

Akcyza, która zapewnia 70–75 mld zł wpływów rocznie, to drugie największe (po podatku VAT) źródło dochodów do budżetu państwa, z blisko 20-proc. udziałem. Główną kategorią wyrobów objętych tym podatkiem jest alkohol i wyroby tytoniowe.

Najważniejszym wyrobem akcyzowym w tej grupie są papierosy i one są najwyżej opodatkowane. Co ważne, one są przez to obiektywnie drogie, a zarazem są wyrobami niskomarżowymi. Po prostu wysoka akcyza spowodowała, że zyski sprzedawców są relatywnie niskie, czyli doszliśmy mniej więcej do granic efektywności fiskalnej tego rynku – mówi prezes Instytutu Studiów Podatkowych.

Co istotne, dla branży tytoniowej ostatnie półtora roku było szczególnie trudne – i to nie tylko ze względu na pandemię COVID-19, której efektem były spadki sprzedaży. Na początku 2020 roku akcyza na wyroby tytoniowe została podniesiona o 10 proc., z kolei w maju zaczął obowiązywać zakaz sprzedaży papierosów mentolowych, które stanowiły ok. 1/3 polskiego rynku.

Papierosy mają swoje substytuty, które zaspokajają tę samą potrzebę nikotyny, ale przez wiele lat w ogóle nie były opodatkowane. To oznacza, że rozdawaliśmy pieniądze budżetowe, ponieważ jeśli coś jest substytutem wyrobu akcyzowego, a nie jest opodatkowane, to całą marżę pośredniego opodatkowania bierze do kieszeni ten, kto to sprzedaje. Właśnie takim produktem są tzw. nowatorskie wyroby tytoniowe – mówi prof. Witold Modzelewski.

Nowatorskie wyroby tytoniowe – czyli podgrzewacze tytoniu i elektroniczne papierosy – w ostatnich latach cieszą się na rynku rosnącą popularnością wśród konsumentów. Przez lata były jednak zwolnione z podatku akcyzowego. Dopiero od października 2020 roku Ministerstwo Finansów ustaliło stawkę akcyzy na 0,55 zł za 1 ml płynu do e-papierosów oraz ok. 305,39 zł za 1 kg tytoniu w przypadku podgrzewaczy tytoniu. Z wyliczeń Polskiego Towarzystwa Gospodarczego wynika, że z paczki papierosów kosztującej 15 zł aż 9,35 zł stanowi akcyza, a w przypadku produktów nowatorskich stanowi 1,68 zł. 

Wyroby nowatorskie dopiero od października ubiegłego roku zostały opodatkowane akcyzą, w dodatku pięciokrotnie niższą w porównaniu do tradycyjnych papierosów. Jest to stan budzący grozę, że coś takiego w ogóle mogło się zdarzyć. Na usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć, że podobne głupoty robiły też inne państwa. Z tego trzeba się jednak wycofać, bo na substytutach wyrobów akcyzowych o podobnej szkodliwości dla zdrowia nie należy rozdawać pieniędzy – ocenia prezes Instytutu Studiów Podatkowych.

Raport „Wyroby tytoniowe i nikotynowe w Polsce”, opracowany przez Instytut Jagielloński, pokazuje, że państwa członkowskie UE – w związku z brakiem uregulowań na szczeblu unijnym – wprowadziły własne przepisy dotyczące opodatkowania wyrobów nowatorskich i płynów do papierosów elektronicznych. Jednak w Polsce w stosunku do pozostałych krajów członkowskich przyjęte stawki akcyzy na tytoń do podgrzewania plasują się na jednym z najniższych poziomów w całej UE. Jak wskazują eksperci, niewłaściwe dostosowanie stawki opodatkowania do realiów rynku może mieć szereg konsekwencji, jak m.in. rozwój szarej strefy i obniżanie ilości tytoniu w tego typu wyrobach przez producentów. 

Nasza akcyza na wyroby nowatorskie jest jedną z najniższych. Nasi sąsiedzi albo już ją podwyższyli, albo zamierzają ją niedługo podwyższyć w relacji do głównego wyrobu, czyli do papierosów, w relacji 8 do 10. Czyli akcyza na wyroby nowatorskie ma wynosić 80 proc. akcyzy na tradycyjne papierosy. Są też kraje, które zamierzają ustanowić tę proporcję na poziomie 1:1 – mówi prof. Witold Modzelewski.

Prezes Instytutu Studiów Podatkowych ocenia, że akcyzę na nowatorskie wyroby tytoniowe w Polsce należałoby urealnić co najmniej do poziomu ok. 50 proc. akcyzy, którą w tej chwili są objęte tradycyjne papierosy. Już to pozwoliłoby zwiększyć wpływy do budżetu państwa o około 1 mld zł rocznie.

To oznacza, że w przyszłym roku możemy zwiększyć dochody budżetowe z akcyzy na wyroby tytoniowe do 23 mld zł, z czego ten dodatkowy miliard byłby właśnie z opodatkowania wyrobów nowatorskich – mówi ekspert. – Wiemy, że Nowy Ład spowoduje spadek dochodów budżetu państwa przez obniżenie opodatkowania osób fizycznych. To dobrze, jeśli pracowników i emerytów opodatkowuje się niżej, a wyżej opodatkowuje się używki.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/polska-ma-jedna-z,p2062062149

Polacy przyzwyczaili się do zawierania umów czy składania wniosków przez internet. Bezpieczna weryfikacja tożsamości zwiększa dostęp do e-usług

0

W czasie pandemii COVID-19 Polacy przestawili się na korzystanie z usług elektronicznych. Dotyczy to zarówno e-oferty administracji publicznej, jak i usługodawców takich jak firmy telekomunikacyjne, ubezpieczeniowe, finansowe czy energetyczne. Przez kanały zdalne użytkownicy m.in. zawierają umowy, zgłaszają roszczenia, składają wnioski i zlecają polecenia zapłaty. Do tego potrzebna jest jednak bezpieczna weryfikacja tożsamości klienta. Udostępniana przez KIR usługa mojeID umożliwia potwierdzenie tożsamości za pomocą bankowości internetowej. To ułatwia dostęp do e-usług, ponieważ nie wymaga zapamiętywania szeregu haseł i ich regularnego zmieniania ze względu na bezpieczeństwo danych.

– mojeID jest coraz powszechniej wykorzystywaną metodą potwierdzania tożsamości w ramach usług świadczonych zarówno przez podmioty komercyjne, jak i administrację publiczną – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Wichowski, dyrektor Linii biznesowej usługi identyfikacji w KIR. – Użytkownik nie musi w żaden sposób aktywować usługi ani rejestrować się do niej. Po prostu w momencie, w którym usługodawca wymaga potwierdzenia tożsamości klienta i umożliwia mu wykonanie tej czynności z wykorzystaniem mojeID, wystarczy, że wybierze mojeID jako metodę jego uwierzytelnienia.

Użytkownik usługi KIR ma możliwość potwierdzenia swojej tożsamości przez bankowość internetową i dane posiadane przez banki uczestniczące w systemie.

 Użytkownik wybiera bank, który będzie potwierdzał jego tożsamość i który następnie przeprowadzi go przez proces zdalnego potwierdzenia tożsamości. Bank jako dostawca tożsamości prezentuje klientowi informacje, do kogo, w jakim celu i w jakim zakresie jego dane będą przekazane. Po udzieleniu przez użytkownika zgody na przekazanie jego danych z potwierdzeniem tożsamości zostaje on z powrotem przekierowany na stronę usługodawcy do procesu, który wymagał jego uwierzytelnienia – wyjaśnia Piotr Wichowski.

Dostawcami tożsamości w usłudze mojeID są kluczowe banki komercyjne oraz większość banków spółdzielczych zrzeszonych i współpracujących z Bankiem BPS i SGB-Bank (ponad 500 banków spółdzielczych). Z tego rozwiązania może korzystać ponad 14 mln klientów, którzy są użytkownikami bankowości elektronicznej.

– W obszarze usług publicznych mojeID jest wykorzystywane przy logowaniu do usług i serwisów administracji publicznej, jak ePUAP czy Internetowe Konto Pacjenta. Umożliwia też uwierzytelnienie użytkownika w procesie założenia i korzystania z Profilu Zaufanego, wymaganego do podpisywania dokumentów, wniosków i deklaracji składanych w ramach spraw realizowanych w obszarze administracji publicznej – mówi dyrektor Linii biznesowej usługi identyfikacji w KIR.

W tym obszarze wykorzystanie usługi wyraźnie wzrosło w czasie pandemii, kiedy Polacy więcej spraw urzędowych załatwiali online, unikając osobistych wizyt w urzędach. Z Profilu Zaufanego korzysta 12,5 mln Polaków, a tylko w wakacje przybyło 900 tys. użytkowników.

Z miesiąca na miesiąc widać rosnącą popularność e-usług nie tylko w sektorze administracji, lecz także w innych segmentach gospodarki takich jak ubezpieczenia, ochrona zdrowia, finanse, energetyka czy telekomunikacja. Za tym idzie wzrost wykorzystania również usługi mojeID.

– Oferowana przez nas usługa może być wykorzystana m.in. w procesie zawierania umów, np. ubezpieczeniowych, telekomunikacyjnych czy na dostawę prądu i gazu. Umożliwia rejestracje do portali i zakładanie kont zapewniających dostęp do usług oferowanych np. przez firmy ubezpieczeniowe czy dostawców usług w zakresie ochrony zdrowia. Usługa ułatwia także składanie wszelkich zgłoszeń i kwestionariuszy, jak zgłoszenie roszczenia szkody czy odszkodowania z polisy ubezpieczeniowej – wymienia ekspert KIR. – W ostatnim czasie widzimy też coraz powszechniejsze wykorzystanie mojeID w procesie AML-owym, czyli w celu spełnienia wymogów określonych przez ustawę o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu.

Jak pokazało badanie Kantar przeprowadzone dla KIR i ZBP, Polacy chcą mieć możliwość korzystania z narzędzi do cyfrowej weryfikacji tożsamości przy logowaniu do różnych serwisów (32 proc.), autoryzowaniu dyspozycji i oświadczeń (32 proc.), potwierdzaniu swojej tożsamości w serwisach internetowych (42 proc.) oraz rejestracji w celu dostępu do usług (22 proc.). Co trzeci Polak, który aktywnie korzysta z bankowości internetowej, chce również móc zdalnie potwierdzać swoją tożsamość w kontaktach z administracją publiczną. Sami użytkownicy usług wskazują coraz więcej obszarów potencjalnego wykorzystania tożsamości cyfrowej, co może świadczyć o ich rosnącym zaufaniu.

– mojeID jest usługą zapewniającą najwyższe standardy bezpieczeństwa we wszystkich obszarach jej funkcjonowania. Wykorzystujemy najnowsze rozwiązania technologiczne i kryptograficzne, zapewniające bezpieczeństwo procesów i danych przetwarzanych w ramach potwierdzenia tożsamości – wyjaśnia Piotr Wichowski.

Jak podkreśla przedstawiciel KIR, istotną wartością usługi mojeID jest jej zgodność ze wszystkimi obowiązującymi regulacjami – zarówno unijnymi, jak i krajowymi, które określają zasady świadczenia usług identyfikacji elektronicznej.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/polacy-przyzwyczaili-sie,p1467637780

W dobie pandemii szczepienia przeciw pneumokokom dla dorosłych mogą być równie ważne jak przeciw COVID-19. Te dwie infekcje często występują jednocześnie

0

Szczepienia przeciw pneumokokom ratują życie w równym stopniu, co szczepienia przeciw COVID-19 – podkreślają lekarze i wskazują, że powinny się na to zdecydować zwłaszcza osoby po 50. roku życia, z chorobami współistniejącymi i zaburzeniami odporności. Pneumokoki są odpowiedzialne za zdecydowaną większość przypadków zapalenia płuc, z powodu którego co roku umiera 6–7 tys. osób, a wielu pacjentów walczy z groźnymi powikłaniami po przejściu tej infekcji. Lekarze podkreślają, że w dobie pandemii szczególnie warto zdecydować się na takie szczepienie, ponieważ zakażeniu SARS-CoV-2 często towarzyszą jednoczesne zakażenia pneumokokowe.

 Trzeba szczepić dorosłych przeciwko pneumokokom. Dwoinka zapalenia płuc jest bardzo poważną bakterią, która daje wiele różnego rodzaju powikłań, jak inwazyjna choroba pneumokokowa, zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, posocznica czy zapalenie płuc z bakteriemią. W Polsce to też jedna z częstszych przyczyn zgonów infekcyjnych – na zapalenie płuc umiera rokrocznie ok. 6–7 tys. Polaków. Za zdecydowaną większość odpowiadają właśnie pneumokoki. Przy spadku odporności można się nimi zakazić wszędzie – w domu, szpitalu, przychodni, sklepie czy aptece – mówi agencji Newseria Biznes dr Michał Sutkowski, prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych, rzecznik Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce.

Pneumokoki (Streptococcus pneumoniae), znane też jako dwoinki zapalenia płuc, to jeden z najczęstszych i najbardziej niebezpiecznych patogenów bakteryjnych. To właśnie one odpowiadają za większość przypadków zapalenia płuc o ciężkim przebiegu. Najczęściej chorują na nie osoby po 65. roku życia oraz te, które cierpią na schorzenia współistniejące, jak np. przewlekła obturacyjna choroba płuc (POChP), astma, choroby serca i nerek, cukrzyca, zespół nerczycowy, nowotwory oraz wszystkie stany upośledzonej odporności organizmu, niezależnie od przyczyny.

– Co istotne, pneumokoki zwiększają niebezpieczeństwo zaostrzenia chorób współistniejących, szczególnie u osób starszych, a zatem rozregulowują cukrzycę, niewydolność krążenia, zaostrzają POChP, niewydolność nerek i psują cały szereg innych rzeczy w organizmie – wymienia dr Michał Sutkowski.

Zapalenie płuc to choroba groźna, która często wymaga hospitalizacji i wiąże się z ryzykiem poważnych powikłań. Leczenia nie ułatwia fakt, że bakterie pneumokokowe są oporne na działanie antybiotyków, przez co wywołane przez nie zakażenia po prostu źle się leczą. Dlatego w grupach szczególnie podatnych na zachorowanie – wśród osób po 50. roku życia, przewlekle chorych i z zaburzeniami odporności – zalecane są szczepienia przeciw pneumokokom.

Należałoby szczepić wszystkie osoby powyżej 50. roku życia i dorosłych z zaburzeniami odporności, które dla części pacjentów mogą być nieoczywiste. To np. sferocytoza, hemoglobinopatie i asplenia, czyli brak śledziony, zarówno wrodzony, jak i nabyty, najczęściej zresztą pourazowy. Mowa też o osobach z chorobami hematoonkologicznymi, czyli białaczkami, szpiczakiem mnogim, mielofibrozą, ale również z każdą inną chorobą onkologiczną. To są także osoby, które mają HIV, cukrzycę typu 2, otyłość, POChP, choroby serca oraz nerek, zwłaszcza dializowane, bo w ich przypadku niebezpieczeństwo zakażenia pneumokokami wzrasta aż 14-krotnie – podkreśla prezes Warszawskich Lekarzy Rodzinnych. – Przeciwko pneumokokom szczepić powinny się też osoby nadużywające alkoholu, a także palące papierosy.

Jak wskazuje, szczególną grupą pacjentów są chorzy na wszelkiego typu nowotwory, których liczba jest w Polsce szacowana na ok. 1,5 mln.

Tu trzeba przełamać pewne tabu, bo wszyscy chorzy onkologicznie boją się szczepić. Tymczasem właśnie oni powinni się dodatkowo szczepić – podkreśla dr Michał Sutkowski.

Listę osób, które powinny zaszczepić się przeciw pneumokokom, prof. Artur Mamcarz z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego uzupełnia również o chorych na niewydolność serca. W ich przypadku ryzyko zaostrzeń i ciężkiego przebiegu zapalenia płuc, łącznie ze zgonem, jest bardzo wysokie. U takich pacjentów infekcja związana dodatkowo z gorączką i zaburzeniami wentylacji powoduje nasilenie objawów i radykalnie zwiększa ryzyko hospitalizacji. Dotyczy to też zresztą innych chorób układu sercowo-naczyniowego.

Choroby układu sercowo-naczyniowego są podstawowym problemem we współczesnym świecie medycznym i one są związane z gorszą funkcją tego kluczowego układu dla całego zdrowia człowieka. Wobec tego każda infekcja – niezależnie, czy to będzie infekcja wirusowa, związana z COVID-19, infekcja grypowa, bo sezon grypy i wirusów już się rozpoczął, czy też infekcja pneumokokowa – zwiększa prawdopodobieństwo zaostrzenia objawów przewlekłych chorób układu sercowo-naczyniowego. Z drugiej strony mamy zależność dwukierunkową – osoby chorujące na serce mają większe ryzyko zakażenia. Zaś samo zakażenie, które występuje u osób z tymi problemami, nasila objawy choroby, często prowadzące do hospitalizacji. Z kolei hospitalizacja, która ratuje życie poważnie chorego pacjenta, jest związana z ryzykiem kolejnej infekcji i tak powstaje błędne koło – tłumaczy prof. dr hab. n. med. Artur Mamcarz, kardiolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Szczepienie przeciw pneumokokom znajduje się już w kalendarzu szczepień obowiązkowych dla dzieci. Szacuje się, że dzięki temu rokrocznie ok. 1 mln dzieci na całym świecie udaje się uchronić od powikłań zapalenia płuc i zgonów.

W grupie dorosłych nie mamy jeszcze refundacji szczepień przeciw pneumokokom, ale 21 państw europejskich już ją wprowadziło, więc warto by wzmocnić ten przekaz profilaktyczny w kierunku regulatora – mówi dr Michał Sutkowski. – Pneumokoki stanowią bardzo duże obciążenie dla budżetu. Szacuje się, że w skali Polski to jest co najmniej 169 mln zł. To są ogromne pieniądze, które można by spożytkować na rzecz samej ochrony zdrowia.

Lekarze podkreślają, że szczepienia przeciw pneumokokom powinny być priorytetowe zwłaszcza teraz, w dobie pandemii, ponieważ zakażeniu SARS-CoV-2 często towarzyszą jednoczesne zakażenia bakteryjne. Z kolei pacjenci z COVID-19 z koinfekcją innymi patogenami zwykle są dłużej hospitalizowani, częściej przyjmowani na oddziały intensywnej terapii i są narażeni na większe ryzyko śmierci. Szacuje się, że odsetek pacjentów hospitalizowanych z powodu COVID-19 z koinfekcją pneumokokami może wynosić od 20 do nawet 60 proc.

– Jako lekarze rekomendujemy szczepienia przeciwko pneumokokom, przeciwko grypie i przeciwko COVID-19 – mówi prof. Artur Mamcarz. – Szczepienia przeciwko pneumokokom to rekomendacja dla pacjentów 50+, a nawet młodszych, a zwłaszcza chorych podwyższonego ryzyka. To jest jednorazowe szczepienie, choć czasami – w zależności od rodzaju szczepionki – potrzebujemy dawki przypominającej. Przeciw grypie sezonowej powinno się szczepić co rok, ponieważ mamy zmienność wirusa grypy i coroczne szczepienie jest rekomendowane po to, aby zmniejszyć prawdopodobieństwo zachorowania w kolejnym sezonie. Natomiast jeśli chodzi o COVID-19, to rekomendujemy szczepienie dla wszystkich.

Szczepionkę przeciw pneumokokom można podawać razem ze szczepionką przeciw grypie, a także w każdym innym dniu przed szczepieniem przeciw COVID-19 lub po nim.

– Szczepienie przeciw pneumokokom dla osoby dorosłej przeprowadza się szczepionką skoniugowaną, czyli trochę silniejszą, wywołującą lepszą, mocniejszą i trwalszą odpowiedź immunologiczną – mówi dr Michał Sutkowski.

Profilaktyka zakażeń pneumokokowych w postaci szczepień ochronnych jest zalecana przez większość organizacji i towarzystw naukowych w Polsce i na całym świecie, na czele ze Światową Organizacją Zdrowia. Z chwilą wybuchu pandemii COVID-19 WHO, ale też polskie Ministerstwo Zdrowia wraz z Głównym Inspektoratem Sanitarnym rekomendowały realizację bieżących szczepień, w szczególności przeciwko pneumokokom i grypie, w populacji osób będących w grupach ryzyka zakażenia.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/w-dobie-pandemii,p1292251409

Pracownicy fizyczni pilnie potrzebni na rynku pracy. Według Polaków jest na nich większe zapotrzebowanie niż na lekarzy

0

W czołówce najbardziej poszukiwanych zawodów są przede wszystkim pracownicy produkcji i remontowo-budowlani. Według Polaków pracownicy fizyczni są pożądani na rynku pracy nawet bardziej niż lekarze – wynika z badania SW Research. Potwierdzają to też statystyki OLX, serwisu z ogłoszeniami pracy w Polsce. W lipcu tego roku liczba wolnych wakatów dla pracowników produkcji przekraczała 28 tys., podczas gdy jeszcze w styczniu była o ok. 8,5 tys. niższa. Jeszcze bardziej wzrosła w tym czasie liczba wolnych wakatów czekających na pracowników branży budowlano-remontowej. Badania pokazują, że ich postrzeganie przez Polaków coraz wyraźniej się zmienia. Prawie co drugi twierdzi, że pracownicy fizyczni mogą dziś dobrze zarobić. Podobny odsetek uważa ich pracę za równie ważną jak pracowników umysłowych.

Patrząc na dane GUS z 2021 roku, widać, że wśród najbardziej poszukiwanych zawodów dominują pracownicy fizyczni – sprzedawcy, pracownicy budowlani i kierowcy. Te dane mają też odzwierciedlenie w statystykach OLX Praca, gdzie widzimy duży wzrost liczby ogłoszeń w branżach związanych z pracą fizyczną. Rekordowe wyniki notujemy w przypadku kierowców, pracowników budowlanych, produkcyjnych czy magazynowych. Rosnącą popularnością cieszy się w tej chwili również sektor związany z gastronomią, hotelarstwem i obsługą klienta. Jeżeli porównamy liczbę aktywnych ogłoszeń w tym roku w stosunku do poprzedniego, to ten wzrost jest ponad 30-proc. – mówi agencji Newseria Biznes Paweł Świderski, dyrektor kategorii Praca w OLX.

W lipcu tego roku na OLX Praca liczba ogłoszeń dla pracowników produkcji przekraczała 28 tys., podczas gdy jeszcze w styczniu była o ok. 8,5 tys. niższa. W przypadku pracowników budowlano-remontowych w tym samym czasie przybyło dla nich aż 14 tys. wakatów – w lipcu czekało na nich ponad 27,8 tys. aktywnych ofert pracy.

Jak ocenia ekspert OLX, tak duży wzrost zapotrzebowania na te grupy pracowników to w dużej mierze efekt zmian, które zaszły w gospodarce podczas kolejnych lockdownów wywołanych pandemią COVID-19.

Okres obostrzeń mocno wpłynął na ograniczenia produkcyjne. Dzisiaj firmy próbują nadrobić ten czas i stracone wolumeny produkcyjne. Stąd zapotrzebowanie na pracowników produkcyjnych i magazynowych jest bardzo duże – wyjaśnia Paweł Świderski. – Z drugiej strony w związku z obostrzeniami pewne branże, np. sklepy, gastronomia, hotelarstwo, nie mogły normalnie funkcjonować, a wielu pracowników straciło pracę. Po znalezieniu nowego zajęcia oni nie chcą już wracać do poprzedniego. Mimo że sezon wakacyjny się skończył, w tych sektorach nadal brakuje pracowników. Kolejna kwestia to zmiana przyzwyczajeń zakupowych – wszyscy dzisiaj coraz częściej kupujemy w internecie, zamawiamy jedzenie do domu. Stąd cały sektor związany z transportem i dostawami kurierskimi szybko się rozwija i potrzebuje nowych pracowników.

Zdaniem Polaków pracownicy fizyczni są dziś pożądani na rynku pracy nawet bardziej niż lekarze i pielęgniarki czy specjaliści IT – wynika z  badania „Stanowiska blue i grey collar – co Polacy wiedzą o ich benefitach?”, przeprowadzonego przez SW Research. Branża remontowo-budowlana jest postrzegana jako ta, w której najtrudniej znaleźć pracownika. Prawie połowa Polaków (46 proc.) uważa, że to właśnie pracownicy tego sektora są dziś potrzebni bardziej niż osoby pracujące na wyższych stanowiskach jak inżynier, księgowy czy specjalista od marketingu. Średnio co trzeci uważa, że dotyczy to też pracowników produkcji (33 proc.) oraz kurierów i kierowców (31 proc.).

– Według ankietowanych trudności ze znalezieniem pracowników fizycznych są dziś rzeczywiście dużo większe niż jeszcze jakiś czas temu. Tylko co piąty nie widzi takiej tendencji – dodaje dyrektor kategorii Praca w OLX.

Polacy rzeczywiście dostrzegają braki wśród tzw. blue i grey collar workers, czyli pracowników technicznych i fizycznych. W pierwszej kolejności wskazują zapotrzebowanie na pracowników produkcyjnych, remontowo-budowlanych, magazynierów czy kurierów. Natomiast na samym końcu tej listy wymieniają pracowników umysłowych, takich właśnie jak specjaliści ds. HR, marketingu czy PR – mówi Piotr Zimolzak, wiceprezes i główny analityk agencji badawczej SW Research.

Wyniki badania SW Research potwierdzają, że w podejściu Polaków nastąpiła istotna zmiana w postrzeganiu blue i grey collar workers. 48 proc. ankietowanych uważa pracę pracowników produkcji za równie ważną jak pracowników umysłowych z tej samej firmy. Według 46 proc. dotyczy to też pracowników remontowo-budowlanych. Zawody, które zdaniem Polaków są najbardziej niedoceniane, to kasjer (54 proc.), kurier bądź kierowca (36 proc.), pracownik produkcyjny (36 proc.) i magazynier (34 proc.).

– Polacy w ciągu ostatnich 10 lat zauważyli spore zmiany dotyczące pracowników fizycznych i technicznych. To już nie są te same zawody i te same miejsca pracy, co przed dekadą – mówi Piotr Zimolzak.

Zdaniem badanych największa ewolucja zaszła m.in. w logistyce, call center, transporcie, na produkcji i w pracy na magazynie. Mimo to 47 proc. Polaków wskazuje, że zawody wymagające wykonywania prac fizycznych nie są postrzegane jako prestiżowe. To właśnie to stereotypowe podejście jest po części odpowiedzialne za dzisiejsze niedobory na rynku pracy.

– Większość z nas chciała mieć wykształcenie wyższe, więc w tym momencie mamy nadpodaż absolwentów szkół wyższych, zwłaszcza na kierunkach humanistycznych. Po drugie, przez wiele lat mieliśmy przeświadczenie, że praca fizyczna jest nieco gorsza. Wielu osobom mamy mówiły: „ucz się, bo będziesz rowy kopał!” – mówi Sylwia Królikowska, superniania liderów i trenerka biznesu. – Każdy, kto próbował ostatnio robić remont, wie, jak trudno jest dziś o brukarza, stolarza czy tynkarza, i z jakim szacunkiem traktujemy tych pracowników, kiedy już przyjdą i faktycznie wykonują dla nas te prace. Tak więc trzeba walczyć z tym przeświadczeniem, że praca fizyczna jest czymś gorszym.

Takie postrzeganie pracy fizycznej przekładało się też na zarobki, które oferowali pracodawcy.

– Pracodawcy przez wiele lat nie byli skłonni dużo płacić za pracę fizyczną, więc ci pracownicy często wyjeżdżali za granicę. W efekcie dzisiaj nie mamy ani pracowników, ani szkół, które mogłyby ich dostarczyć – podkreśla Sylwia Królikowska.

Blisko 2/3 Polaków badanych przez SW Research uważa, że to pracownicy remontowo-budowlani są grupą, która najczęściej emigruje z powodów zarobkowych do krajów Europy Zachodniej.

Co ciekawe, ponad połowa Polaków uważa również, że wykonując zadania pracownika remontowo-budowlanego, można dziś dobrze zarobić. Niemal co czwarty (24 proc.) wskazał też zawód kuriera bądź kierowcy jako atrakcyjny zarobkowo.

W przypadku niektórych zawodów, zwłaszcza technicznych, obserwowaliśmy ostatnio dość duże podwyżki lub zmiany oferty pracodawców. Te oferty nie zawsze były tylko i wyłącznie finansowe. Czasami okazywało się, że pracodawcy oferowali lepsze lub bardziej dopasowane do potrzeb potencjalnych pracowników benefity. Jednak ogólny trend rynkowy jest taki, że pracodawcy chcą być dla potencjalnych pracowników jak najbardziej atrakcyjni – zauważa Kinga Makowska, współzałożycielka agencji HRrebels.

Stanowiska blue i grey collar nie są jednak kojarzone z benefitami – 42 proc. Polaków sądzi, że żaden z tych zawodów nie oferuje atrakcyjnych dodatków pozapłacowych.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/pracownicy-fizyczni-pilnie,p649827152

Drony mogą zrewolucjonizować rolnictwo. W najbliższych latach sprawdzą się przede wszystkim w opryskach i pracy w trudno dostępnych terenach

0

Tradycyjną – wydawałoby się – branżę, jaką jest rolnictwo, coraz częściej zmieniają nowoczesne technologie takie jak internet rzeczy czy sztuczna inteligencja, a globalny sektor agritech rośnie w siłę. Według badań Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie rolnicy jako najbardziej przydatne w ich codziennej pracy wskazują technologie, które podnosiłyby efektywność nawożenia, wspomagały uprawę ziemi czy umożliwiały automatyczne prowadzenie maszyn. Jednymi z urządzeń, które mogą zmienić realia pracy rolników, są drony i roboty rolnicze z powodzeniem zastępujące już człowieka na przykład podczas oprysków.

– Na rolnictwo wpływają głównie technologie związane z internetem rzeczy. To na przykład drony czy rozwiązania punktowe, lokalnie instalowane na polu, takie jak czujniki w glebie. Mówimy też o rozwiązaniach z rolnictwa precyzyjnego. To chociażby łaziki, które są w stanie pielić pole podczas cyklu upraw – informuje w rozmowie z agencją Newseria Sebastian Konkol ze Spectre Solutions.

Jak wynika z badań Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie, a przytaczanych w raporcie Startup Poland „Technologia w rolnictwie”, 54 proc. rolników wskazało technologie automatycznego prowadzenia maszyn jako najbardziej przydatne w codziennej pracy. Jeszcze więcej, bo 72 proc. rolników, chętnie wykorzystywałoby technologie podnoszące efektywność nawożenia. Dla 48 proc. kluczowe byłoby wykorzystanie systemów wspomagających uprawę ziemi. Kolejną istotną w sektorze technologią jest telemetria.

Autonomiczne urządzenia rolnicze z jednej strony mogą odciążyć rolników w pracy, a z drugiej – zastąpić ich przy doglądaniu upraw zlokalizowanych w miejscach trudno dostępnych. Drony rolnicze XAG uczestniczą od lipca w testowych opryskach pól ziemniaczanych zlokalizowanych w Andach w Ekwadorze na wysokości ponad 3 tys. m n.p.m. W opryskach wykorzystywany jest dron wyposażony w cztery dysze do rozpylania i 16-litrowy inteligentny zbiornik na ciecz. Dzięki takim urządzeniom rolnicy nie tylko byliby odciążeni od pracy w trudno dostępnym terenie, ale i nie byliby narażeni na kontakt z pestycydami. W rozwoju popularności takich rozwiązań pozwala również fakt, że drony rolnicze nie należą do najbardziej skomplikowanych bezzałogowców.

To nie jest sztuczna inteligencja, to jest po prostu algorytm, który steruje torem lotu tak, aby optymalnie wypełnić misję. W przypadku zaś na przykład sprzętów jeżdżących mówimy o bardzo zaawansowanych algorytmach, takich jak w samochodach Tesli, gdzie wytyczamy ścieżkę na polu przed uruchomieniem  sprzętu, a potem uprawa dzieje się praktycznie sama – mówi Sebastian Konkol.

Tymczasem możliwości związane z zastosowaniem dronów w rolnictwie wiążą się również ściśle z rolnictwem precyzyjnym. Bezzałogowce wyposażone są w głowice, na których można zamontować aparaty o wysokiej rozdzielczości, czujniki czy skanery. Zebrane w czasie przelotu nad polem informacje pozwalają na przykład na stworzenie cyfrowego bliźniaka uprawy, na który naniesione zostają informacje o wilgotności czy poziomie wegetacji roślin. Takie informacje poddane analizie umożliwiają na przykład przeprowadzanie symulacji dotyczących możliwych szkód w uprawach w wyniku klęsk żywiołowych. Wykorzystanie dronów w terenach rolniczych staje się coraz popularniejszym narzędziem pracy właścicieli upraw. Nieco trudniej jest natomiast wprowadzać drony w przestrzeń powietrzną miast.

Jeśli chodzi o automatykę, a szczególnie o drony, to mamy bardzo rozwinięte i dobrze poukładane prawo, ale biznes oczekuje jeszcze więcej. Potrzebujemy możliwości łatwego transportu paczek w obrębie miast. Tam obszar U-Space jest dla nas w tym momencie może nie zamknięty, ale bardzo mocno utrudniony – ocenia ekspert.

Według analityków BIS Research światowy rynek dronów i robotów rolniczych osiągnie do 2026 roku przychody na poziomie ponad 30 mld dol. Średnioroczne tempo wzrostu utrzyma się na poziomie ponad 22 proc. Ożywieniu na tym rynku sprzyjają między innymi duże inwestycje rządowe. Narodowy Instytut Żywności i Rolnictwa (NIFA), działający przy Departamencie Rolnictwa USA, zainwestował wiosną tego roku prawie 22 mln dol. w programy pomagające producentom rolnym w zarządzaniu skutkami zmian klimatu, oddziałujących na ich grunty i produkcję rolną. Rolnicy otrzymają dofinansowania na wprowadzenie innowacji w technologiach rolniczych. Zdaniem analityków tego typu programy wyzwolą popyt na drony i roboty rolnicze.

Wykorzystanie nowoczesnych technologii w rolnictwie było tematem prelekcji podczas jednego z wrześniowych Thursday Gathering, cyklicznych spotkań dla społeczności innowatorów, które co tydzień w czwartkowe popołudnia odbywają się w Varso przy ulicy Chmielnej w Warszawie z inicjatywy Fundacji Venture Café Warsaw. 

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/drony-moga,p1279170339