Polscy naukowcy pracują nad szczepionką przeciwnowotworową. Terapia mRNA może znaleźć zastosowanie także w przypadku rzadkich chorób genetycznych

Prace nad terapiami mRNA trwają od ponad 30 lat, ale to pandemia i poszukiwanie skutecznej szczepionki przeciw COVID-19 zdecydowanie ten proces przyspieszyły. To daje szansę, że szybciej będzie możliwe wykorzystanie tej technologii w leczeniu raka. mRNA jest również badane pod kątem zastosowania w leczeniu rzadkich chorób genetycznych. Nad postępami w tej dziedzinie pracują również polscy naukowcy.

Cząsteczki mRNA to naturalne cząsteczki, które występują w każdej naszej komórce i są przepisami na konkretne białko. Aby mRNA mogło zostać wykorzystane do celów terapeutycznych, trzeba było opracować wiele rozwiązań, które umożliwiłyby dojście do tego. Pracując w tym obszarze od 20 lat, wnieśliśmy do niego dość istotne rozwiązania, natomiast takich zespołów naukowych było wiele i wiele rzeczy musiało się wydarzyć, aby ten pierwszy terapeutyk, pierwsza szczepionka oparta na mRNA mogła zostać dopuszczona powszechnie. Te szczepionki zmieniają naszą rzeczywistość, dla ludzi zaszczepionych COVID-19 nie jest już tak groźną chorobą – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Innowacje prof. dr.  hab. Jacek Jemielity z Centrum Nowych Technologii Uniwersytetu Warszawskiego, prezes zarządu spółki ExploRNA Therapeutics.

W grudniu profesor otrzymał Nagrodę Fundacji na rzecz Nauki Polskiej za opracowanie chemicznych modyfikacji mRNA jako narzędzi do zastosowań terapeutycznych i badań procesów komórkowych

– Nasze badania przyniosły realne efekty, ponieważ jeden z pierwszych moich wynalazków został skomercjalizowany przez firmę BioNTech, która stosuje nasze rozwiązanie ulepszające, poprawiające właściwości mRNA w kilkunastu badaniach klinicznych. Są to badania dotyczące terapeutycznych szczepionek mRNA, czyli takich, które mają leczyć, w szczególności dotyczące obszaru onkologicznego – mówi naukowiec.

Choć badania nad terapiami opartymi na mRNA trwają już od 30 lat, to o tej technologii głośno zrobiło się dopiero w obliczu konieczności stworzenia szczepionki przeciw COVID-19. Szczepionka Comirnaty, opracowana przez BioNTech wspólnie z koncernem Pfizer, była pierwszym preparatem mRNA dopuszczonym powszechnie do użytku.

Syntetyczne mRNA może być jednak kluczowe w terapii i profilaktyce onkologicznej. Na tej technologii najprawdopodobniej będą się opierać lecznicze szczepionki przeciwnowotworowe. W Polsce trwają badania nad takimi preparatami. Zajmuje się nimi spółka ExploRNA Therapeutics, założona przez naukowców z Uniwersytetu Warszawskiego we współpracy z badaczami z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

– Lecznicze szczepionki przeciwnowotworowe działają w ten sposób, że do organizmu pacjenta cierpiącego na nowotwór podajemy mRNA kodujące białko, które jest charakterystyczne dla komórek nowotworowych. To białko ulega ekspresji w komórkach i układ immunologiczny jest szkolony, żeby rozpoznawać wszystkie komórki pacjenta posiadające ten rodzaj antygenu, ten rodzaj modyfikacji białek. Układ immunologiczny niszczy w ten sposób komórki nowotworowe – wyjaśnia prof. Jacek Jemielity. – Najbardziej interesującym tematem w tym obszarze są spersonalizowane szczepionki przeciwnowotworowe, które są projektowane na podstawie konkretnych mutacji u pacjenta. Są to szczepionki szyte na miarę dla danego pacjenta.

Jak podkreśla, nowotwory są jednak znacznie trudniejszym przeciwnikiem niż COVID-19.

– mRNA musi więc być jeszcze bardziej efektywne, jeszcze skuteczniejsze, ale mam nadzieję, że najbliższe lata przyniosą również przełom w tym obszarze – przewiduje ekspert.

Prace nad spersonalizowanymi szczepionkami przeciwnowotworowymi prowadzi między innymi Moderna, wspólnie z koncernem Merck. W ramach badań klinicznych preparat mRNA-4157 testowany jest obecnie pod kątem bezpieczeństwa, tolerancji i immunogenności w zastosowaniu u pacjentów z czerniakiem.

mRNA ma charakter bardzo uniwersalny, można w nim zakodować dowolne białko, a to sprawia, że liczba potencjalnych zastosowań jest w zasadzie nieograniczona. Dlatego szereg badań klinicznych dotyczy zastosowania tych terapii również w leczeniu genetycznych chorób rzadkich czy chorób kardiologicznych.

– Chodzi o choroby, które powstają, ponieważ w komórkach danego pacjenta brakuje jakiegoś białka lub powstaje ono w postaci zdefektowanej. Terapie mRNA można wykorzystać do suplementacji tego brakującego białka. Przykładami takich chorób są rdzeniowy zanik mięśni, mukowiscydoza czy fenyloketonuria – wymienia prof. Jacek Jemielity.

Według Research and Markets światowy rynek terapii opartych na technologii mRNA będzie rósł w tempie 17 proc. rocznie i osiągnie do 2026 roku wartość ponad 101 mld dol. W 2021 roku przychody zamknęły się w kwocie niemal 47 mld dol. Ponad 44 proc. tego obrotu generują Stany Zjednoczone.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/polscy-naukowcy-pracuja,p663399653

Magazyny energii mogą przyspieszyć zwrot z inwestycji w fotowoltaikę. Brakuje jednak systemów dopłat i odpowiedniego prawa

W 2020 roku operatorzy sieci dystrybucyjnych odmówili wydania warunków przyłączenia dla OZE aż 768 razy, a w 2019 roku – 437 razy. Najczęstszym powodem był brak dostatecznej elastyczności systemu elektroenergetycznego. Problem ten mogą rozwiązać magazyny energii, ograniczające wpływ źródeł wytwórczych i odbiorców na sieć. Takie rozwiązanie byłoby korzystne zwłaszcza dla posiadaczy przydomowej fotowoltaiki. – Podstawową korzyścią dla inwestorów w mikroinstalacje na dachu będzie to, że 100 proc. wyprodukowanej u siebie energii będą mogli wykorzystać na własne potrzeby – mówi Krzysztof Kochanowski z Polskiej Izby Magazynowania Energii i Elektromobilności (PIME). Jak podkreśla, rozwój tego segmentu rynku wymaga dalszych ułatwień regulacyjnych i systemowego wsparcia.

– W systemie energetycznym – zwłaszcza po stronie sieci dystrybucyjnej – podstawowy problem jest dziś taki, że duża skala przyłączanych źródeł zmiennopogodowych, czyli z wiatru i słońca, powoduje zakłócenia w jego pracy. Magazyny energii pozwoliłyby ten problem załagodzić, wprowadzić energię do sieci, a jednocześnie uwolnić tzw. rynek usług elastyczności, których potrzebują operatorzy, żeby rozwiązywać te problemy techniczne – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Krzysztof Kochanowski.

Jak pokazuje listopadowa analiza Forum Energii, w Polsce sieci dystrybucyjne pilnie wymagają wielomiliardowych inwestycji, aby móc sprostać rozwojowi OZE i elektromobilności („Sieci dystrybucyjne. Planowanie i rozwój”). Według ostatnich dostępnych danych już w 2017 roku aż 90 proc. linii elektroenergetycznych wysokiego napięcia miało ponad 10 lat, w tym 43 proc. – 40 lat i więcej. Stan linii średniego napięcia był niewiele lepszy, a relatywnie najmłodsze były linie niskiego napięcia, choć i tak 26 proc. z nich miało ponad 40 lat. Wiele do życzenia pozostawia również stan transformatorów sieciowych oraz stacji i rozdzielni elektroenergetycznych, z których więcej niż połowa została wybudowana ponad 30 lat temu.

Forum Energii wskazuje, że w Polsce sieć przesyłowa i dystrybucyjna charakteryzuje się też niską gęstością i znacznie mniejszą liczbą stacji transformatorowych w porównaniu z innymi krajami Europy Zachodniej. Na 1 tys. km2 w Polsce przypada 41 km sieci elektroenergetycznej. Dla porównania w Niemczech jest to 100 km, a w Szwajcarii nawet 161 km. Kolejnym problemem jest też niski stopień skablowania. Mimo inwestycji dokonanych w ostatnich latach w 2019  roku tylko 27,6 proc. sieci średniego napięcia i 35 proc. niskiego napięcia było skablowanych. To jeden z najniższych wskaźników w Europie, który realnie wpływa na ciągłość zasilania odbiorców i możliwości przyłączania do sieci kolejnych podmiotów.

Z danych Urzędu Regulacji Energetyki, które przytacza PIME, wynika, że tylko w 2020 roku operatorzy sieci dystrybucyjnych odmówili wydania warunków przyłączenia dla odnawialnych źródeł 768 razy, a w 2019 roku – 437 razy. Odmowę najczęściej uzasadniano ryzykiem zmian napięcia i potencjalnym wpływem źródeł o niskiej sterowalności na sieć elektroenergetyczną. Kluczowym powodem był więc brak dostatecznej elastyczności systemu elektroenergetycznego. Zaradzić mu mogą komercyjne magazyny energii ograniczające wpływ źródeł wytwórczych oraz odbiorców na sieć i świadczące usługi elastyczności.

Tak robią m.in. Niemcy, którzy stworzyli rynek usług elastyczności. Dzięki temu są w stanie zagregować małe, przydomowe magazyny energii w jedną paczkę energii, którą oferują w kontraktach dwóm operatorom dystrybucyjnym na terenie Niemiec – mówi ekspert PIME. – Podobne podejście ma też Wielka Brytania, gdzie narodowy operator uruchamia właśnie projekt poprawy elastyczności pracy sieci poprzez współpracę z komercyjnymi firmami, które będą budowały magazyny energii. Na to będą szły duże dopłaty ze środków krajowych, będą też zachęty regulacyjne. Brytyjczycy szacują, że dzięki temu do 2030 roku w systemie pojawi się 18 GW mocy zainstalowanej w magazynach energii. To jest przyszłość.

Zgodnie z zapowiedziami resortu klimatu magazyny energii mają zostać objęte dopłatami w ramach kolejnej, czwartej już edycji programu Mój Prąd, która wystartuje w I kwartale br. Szczegółowe warunki finansowania nie są jeszcze znane, ale dopłaty do magazynów energii najprawdopodobniej będą nie wyższe niż 50 proc. kosztu ich zakupu.

Ekspert wskazuje, że jest to jednak dobra wiadomość zwłaszcza dla posiadaczy przydomowej fotowoltaiki. Do tej pory nadwyżki produkcyjne, jakie powstawały w czasie pracy instalacji, przekazywali oni wprost do sieci, ale w ramach zwrotu mogli odebrać tylko 80 proc. tej energii. Pozostałe 20 proc. traktowane było jako prowizja za obsługę dla zakładu energetycznego.

Zmiana regulacyjna wprowadza inny system rozliczeń. Już nie będzie można traktować sieci jako naturalnego magazynu na takich zasadach jak dotychczas, tylko na bardziej komercyjnych. Prosument wprowadza do sieci energię w cenach hurtowych, natomiast jeżeli mu jej brakuje, kupuje ją w cenach detalicznych. Efekt będzie taki, że zwrot inwestycji w fotowoltaikę wydłuży się o kilka lat. Dołożenie tam magazynu energii poprawi tę opłacalność, poza tym uwolni prosumentów od sytuacji, że będą pobierać energię w porach dnia, kiedy jest ona najdroższa. Będą oni mogli tę zmagazynowaną energię wykorzystać u siebie w domu i nie ponosić z tego tytułu żadnych kosztów – wyjaśnia Krzysztof Kochanowski.

W Polsce jednym z kamieni milowych dla rynku magazynów energii była już nowelizacja Prawa energetycznego, która weszła w życie z początkiem lipca 2021 roku. Oprócz obowiązku instalacji inteligentnych liczników i utworzenia centralnego operatora danych pomiarowych nowela ujednoliciła też definicję magazynów energii i wprowadziła regulacje ułatwiające inwestycje w tym segmencie rynku. Prezes PIME wskazuje jednak, że potrzebuje on dalszego systemowego wsparcia.

– Aby magazyny energii zaistniały w Polsce na większą skalę, potrzebny jest system aukcyjny, system dopłat albo o wiele prostszy sposób, czyli po prostu odpisy od podatku – mówi ekspert PIME. – Te systemy wsparcia w Polsce należałoby uruchomić na różnych poziomach – zarówno dla małych, jak i większych magazynów. Punktem odniesienia może być np. program Mój Prąd, który pokazał, jak można uwolnić prywatny kapitał społeczny do zainwestowania w prawie 6 GW mocy w fotowoltaice. Ponad 700 tys. Polaków zainwestowało swoje własne pieniądze w tę część wytwórczą. Ten sam mechanizm można wykorzystać także w odniesieniu do inwestycji w magazyny energii. To są trochę droższe inwestycje niż przydomowa fotowoltaika, ale w 100 proc. się opłacą.

Druga potrzebna zmiana dla pobudzenia inwestycji to nowelizacja Prawa energetycznego i ustawy OZE, by uwolnić rynek usług  świadczonych z magazynów energii.

Jak wskazuje ekspert, te inwestycje są też konieczne dla spopularyzowania elektromobilności. Na rosnący wpływ floty pojazdów elektrycznych na system energetyczny zwraca też zresztą uwagę Forum Energii, które wskazuje, że stan krajowych i lokalnych sieci jest w Polsce jedną z kluczowych barier dla szybkiej elektryfikacji transportu.

– Rozwijający się rynek elektromobilności też będzie w dużym stopniu borykał się z uzyskaniem odpowiedniej mocy na zasilenie ładowarek, które będą ładować samochody elektryczne. Bez magazynów energii tego nie da się zrobić – ocenia Krzysztof Kochanowski.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/magazyny-energii-moga,p613288162

Po wygaśnięciu mechanizmów osłonowych ceny energii w Polsce mogą wrócić do najwyższych poziomów w UE. Konieczne jest przyspieszenie inwestycji

– Długoterminowe rekomendacje dotyczące rynku energii elektrycznej w Polsce mogą być tylko jedne. Zakończmy ten karnawał konsumpcji i wejdźmy w inwestycje, przeprowadźmy transformację energetyczną, bo nic nas od niej nie ochroni – mówi Grzegorz Onimichowski, ekspert Instytutu Obywatelskiego. Jak ocenia, spośród wdrożonych przez rząd instrumentów, które mają ochronić odbiorców przed rosnącymi cenami energii i gazu, tylko część ma szansę się sprawdzić, reszta ma zaś charakter propagandowy. Kiedy natomiast instrumenty osłonowe przestaną obowiązywać i nastąpi powrót do bazowych stawek, Polska – która już wcześniej miała jedne z najwyższych cen hurtowych energii elektrycznej w całej UE – prawdopodobnie wróci na pozycję lidera pod tym względem. 

Rząd wprowadził szereg ulg, głównie podatkowych, żeby osłonić przed podwyżkami odbiorców gazu i energii. Część z nich z pewnością zadziała, przynajmniej w krótkim terminie. Co do pozostałych, jak np. ograniczenie akcyzy na energię elektryczną – która i tak była już bardzo niska i wynosiła 5 zł od megawatogodziny – jestem mocno sceptyczny. Moim zdaniem większe niż zyski wynikające z tej obniżki okażą się jednak koszty w firmach energetycznych, związane np. z przestawieniem systemów informatycznych, z koniecznymi korektami dotyczącymi rachunków. To wydaje się czysto propagandowe działanie – mówi agencji Newseria Biznes Grzegorz Onimichowski, ekspert Instytutu Obywatelskiego, były prezes Towarowej Giełdy Energii.

We wtorek, 4 stycznia weszła w życie ustawa o dodatku osłonowym, która ma wesprzeć część gospodarstw domowych w pokryciu rosnących kosztów energii i cen żywności. Będzie on przysługiwał tym, których przeciętne miesięczne dochody nie przekraczają 2,1 tys. zł w gospodarstwie jednoosobowym lub 1,5 tys. zł na osobę w gospodarstwach wieloosobowych. Będzie wypłacany dwa razy w roku. Wypłata pierwszej raty ma nastąpić do 31 marca, a drugiej – do 2 grudnia 2022 roku. Wnioski o dodatek osłonowy można natomiast składać do końca stycznia.

Dzień wcześniej rzecznik kancelarii premiera Piotr Müller poinformował, że rząd cały czas przygląda się sytuacji na rynku energii elektrycznej i gazu i pracuje nad kolejnymi rozwiązaniami, które zmniejszą bądź zrekompensują obciążenia finansowe wynikające z podwyżek. Przypomniał też o działaniach, które zostały wdrożone już wcześniej, czyli obniżce akcyzy oraz obniżce VAT na energię elektryczną, gaz i ciepło systemowe. Wszystko to wchodzi w skład tarczy antyinflacyjnej.

 Obniżka VAT jest interesująca, ale tylko z punktu widzenia odbiorców indywidualnych. Z punktu widzenia firm – tych, którzy nas zaopatrują w pieczywo czy szklarniowe owoce i warzywa – to nie ma to znaczenia. Oczywiście tego typu instrumenty są wykorzystywane nie tylko w Polsce, ale one są tylko czasowe, w tej chwili mówi się o kilku miesiącach. Poza tym szybko o nich zapomnimy – wskazuje Grzegorz Onimichowski.

Ministerstwo Finansów podaje, że obniżki stawek VAT na energię elektryczną, gaz i ciepło systemowe będą kosztować budżet państwa łącznie ok. 2,35 mld zł i skorzysta na nich w sumie 15,5 mln gospodarstw domowych. Obniżka VAT ma jednak obowiązywać tylko w okresie od stycznia do marca br. Obniżona akcyza ma obowiązywać do końca maja br.

Trudno powiedzieć, jak długo można utrzymywać takie instrumenty. Jeśli chodzi o opodatkowanie energii elektrycznej dla gospodarstw domowych, tu w sumie nie ma żadnego ograniczenia. UE reguluje kwestie wysokości VAT-u na energię elektryczną. Dyrektywa mówi o tym, że energia powinna być obciążona bazową stawką VAT-u, czyli w Polsce 23 proc. Ale widać już, że po tym, co wydarzyło się chociażby na rynku gazu w 2021 roku, szereg krajów zastosował podobne instrumenty jak Polska. Teraz pytanie, jak długo będziemy się po cichu umawiać, że możemy te własne regulacje obchodzić albo bezpośrednio łamać. To jest czysto polityczna decyzja – podkreśla ekspert rynku energii. – Kiedy ceny gazu spadną i u tych największych producentów energii – jak Niemcy czy Francja – sytuacja się poprawi, wówczas nacisk na powrót do tego prawa europejskiego będzie coraz większy i prawdopodobnie trzeba będzie wrócić do bazowych stawek VAT-u.

Jak ocenia, kiedy instrumenty osłonowe wdrożone przez rząd przestaną obowiązywać, Polska, która już wcześniej miała jedne z najwyższych cen hurtowych energii elektrycznej w całej UE, prawdopodobnie wróci na pozycję lidera pod tym względem.

– Taka sytuacja w Polsce miała już miejsce w 2019 i 2020 roku, kiedy mieliśmy rekordowy import energii elektrycznej. Czyli nie importowaliśmy węgla, ale importowaliśmy bezpośrednio energię elektryczną. Myślę, że wrócimy do tej sytuacji stosunkowo niedługo – prognozuje Grzegorz Onimichowski. – To oczywiście wpłynie na obniżkę ceny w Polsce, ale przestaniemy być eksporterem, a zaczniemy być importerem. Jaki to będzie miało wpływ chociażby na kurs walutowy, to trudno przewidywać.

Ekspert Instytutu Obywatelskiego wskazuje też, że aby przeciąć spiralę rosnących cen, rząd powinien skupić na inwestycjach przyspieszeniu transformacji energetycznej.

Ok. 70 proc. polskiej energetyki to są bloki wybudowane jeszcze za czasów towarzysza Gierka, więc tę energetykę i tak trzeba wymienić – podkreśla Grzegorz Onimichowski. – Musimy wymienić gwałtownie starzejącą się flotę bloków energetycznych na nowoczesną energetykę opartą o źródła odnawialne. Tu kluczem są inwestycje w sieci, ponieważ nowa energetyka jest zupełnie inna od starej, ona jest rozproszona, opiera głównie o mniejszych inwestorów, również prosumentach, którzy inwestują w fotowoltaikę. Trzeba też szybko uchylić wszystkie przepisy, które krępują rozwój energetyki odnawialnej, jak chociażby słynna zasada 10H [regulująca odległości farm wiatrowych od zabudowań – red.], a po drugie – skierować strumień pieniędzy, które otrzymujemy ze sprzedaży uprawnień do emisji, a tylko w zeszłym roku było to 25 mld zł, na transformację energetyczną.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/po-wygasnieciu,p444079417

Ubezpieczenie nieruchomości coraz częściej „wychodzi” poza dom czy mieszkanie. Polisa obejmie także kradzież torebki z samochodu czy wypadek na deskorolce

Mieszkanie lub dom są przez znakomitą większość Polaków uważane za najważniejszy składnik ich majątku – wynika z badań Polskiej Izby Ubezpieczeń. To między innymi dlatego rośnie popularność ubezpieczeń nieruchomości. W Polsce aktywnych jest prawie 15 mln polis mieszkań, domków letniskowych i ruchomości domowych, a Polacy wydają na nie 1,65 mld zł. 86 proc. badanych podkreśla, że ubezpieczenie nieruchomości jest dla nich przydatne w codziennym życiu. Tym bardziej że polisy takie obejmują nie tylko samo mieszkanie czy dom, lecz także ruchomości znajdujące się poza mieszkaniem czy OC w życiu prywatnym.

Z badania PIU i Deloitte’a „Mapa ryzyka Polaków” wynika, że w lutym 2021 roku 96 proc. badanych oceniło posiadanie własnego mieszkania czy domu jako istotne. Tylko 16 proc. deklaruje, że woli całe życie wynajmować mieszkanie, niż kupować je na kredyt. To o 5 pp. mniej niż w lutym 2020 roku. Ubezpieczyciele wskazują, że coraz więcej osób przywiązuje wagę do ochrony ubezpieczeniowej własnego lokum. W podstawowym zakresie ubezpieczenie mieszkania chroni przed negatywnymi skutkami nieprzewidzianych sytuacji, np. pożaru czy zalania, ale coraz częściej właściciele decydują się objąć ochroną mienie znajdujące się również poza ubezpieczonym mieszkaniem lub domem.

 To może być ubezpieczenie mienia osobistego, które mamy ze sobą np. w pokoju hotelowym, od rozboju, rabunku lub zniszczenia. Dodatkowo możemy wykupić specjalną opcję ubezpieczenia ruchomości domowych poza miejscem ubezpieczenia, a praktycznie wszystkie rzeczy, które mamy w domu, jeżeli zabieramy je w podróż, są ubezpieczone nie tylko w naszym mieszkaniu czy domu, ale w każdym miejscu, w którym przebywamy. I to w tym samym zakresie, w którym ubezpieczony jest dom lub mieszkanie – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Andrzej Paduszyński, dyrektor Departamentu Ubezpieczeń Indywidualnych w Compensa TU SA Vienna Insurance Group.

Na liście przedmiotów, które można objąć ochroną, znajdują się m.in. telefony komórkowe, laptopy, tablety, czytniki e-booków, aparaty fotograficzne czy rowery dziecięce. Ubezpieczyciel może również zwrócić koszty wyrobienia utraconych w wyniku kradzieży czy rozboju dokumentów.

Taką możliwość mają m.in. studenci, którzy wynajmują mieszkanie lub pokój. W Compensie ich rzeczy osobiste, np. sprzęt RTV AGD czy meble, mogą być objęte ubezpieczeniem nieruchomości. Warunkiem odpowiedzialności ubezpieczyciela jest jednak odpowiedni poziom zabezpieczeń, który uniemożliwi złodziejowi dostęp do danych przedmiotów w wynajmowanym lokum. To m.in. sprawny zamek w drzwiach czy dobry stan techniczny drzwi i okien.

Zakres ochrony ubezpieczeniowej obejmuje zarówno budynek jednorodzinny lub lokal w budownictwie wielorodzinnym, jak i przynależące do nich obiekty i pomieszczenia.

– Integralną częścią ubezpieczenia mieszkania jest również ubezpieczenie pomieszczeń gospodarczych, czyli komórek lokatorskich i piwnic. Każde pomieszczenie, które jest do naszego wyłącznego użytkowania, jest objęte ochroną ubezpieczenia. A mienie, które się w nim znajduje, ma dokładnie taką samą ochronę jak nasze mieszkanie – tłumaczy Andrzej Paduszyński. – Dom jest traktowany oddzielnie. Dlatego musimy pamiętać, że jeżeli na posesji mamy inne budynki, budowle, musimy je wskazać i ubezpieczyć osobno.

Ubezpieczenie mienia stałego zwykle dotyczy tylko ewentualnych szkód dotyczących murów. Polisę można jednak rozszerzyć na całą posesję – płot czy nawet rośliny znajdujące się w ogrodzie. Tutaj również istotne są odpowiednie zabezpieczenia przed kradzieżą czy zniszczeniem. Wartość skradzionych przedmiotów pozostawionych np. na tarasie czy balkonie może nie zostać zrekompensowana. Wyjątkiem jest rozszerzone ubezpieczenie od wszelkiego ryzyka, w tym własnego zaniedbania, np. pozostawionego otwartego okna. W przypadku domu ochroną można objąć również instalacje fotowoltaiczne, kolektory słoneczne i pompy ciepła.

Ważnym elementem ubezpieczenia mieszkania czy domu jest również ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej w życiu prywatnym. Chroni ono w przypadku szkód lokalowych, powstałych np. wskutek zalania sąsiadów. Jednak jego zastosowanie jest dużo szersze i wychodzi poza nieruchomość.

– Właśnie to ubezpieczenie chroni nas przed skutkami wypadków, zdarzeń, szkód, które wyrządzimy osobom trzecim poza mieszkaniem czy domem. Jeżeli wybieramy się na wycieczkę rowerową czy narciarskie szaleństwo, musimy być przygotowani na to, że możemy komuś wyrządzić szkodę, i po to jest właśnie takie ubezpieczenie – wyjaśnia ekspert Compensy.

Takie OC obejmuje m.in. szkody, które wyrządzą dzieci lub zwierzęta klienta, szkody wyrządzone przy odbywaniu wolontariatu czy korzystaniu z hulajnóg lub innych urządzeń transportu osobistego. Za dopłatą do polisy odpowiedzialności cywilnej w Compensie można także dołączyć ubezpieczenie używania dronów.

– Należy jednak pamiętać, że drona nie możemy użytkować w każdym miejscu. Takie miejsce jak lotnisko, elektrownia czy dworzec kolejowy najczęściej wyłączone są spod ochrony. Jeżeli doszłoby do jakichkolwiek szkód związanych z użytkowaniem drona właśnie w tych miejscach, nie będą one chronione – zaznacza Andrzej Paduszyński. 

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/ubezpieczenie,p530507639

Rekordowy rok dla rynku finansowania społecznościowego. Branża czeka na nowe regulacje

Od listopada 2021 roku rynek usług crowdfundingowych jest pod względem regulacyjnym pełnoprawną częścią rynku finansowego w Unii Europejskiej. Unijne rozporządzenie ma na celu profesjonalizację tego segmentu i zwiększenie pewności dla uczestników rynku. Polskie podmioty czekają na przyjęcie krajowej ustawy, która wdroży unijne prawo. Jedną z ważniejszych zmian jest zwiększenie limitów pozyskiwanego finansowania – docelowo do 5 mln euro. Platformy crowdfundingowe czeka szereg zmian.

Crowdfunding to jedna z najszybciej rozwijających się alternatywnych metod finansowania nowych inicjatyw gospodarczych na rynku prywatnym. Z raportu „Crowdfunding udziałowy 3.0” przygotowanego przez Związek Przedsiębiorstw Finansowych i Uniwersytet Ekonomiczny we Wrocławiu wynika, że przez prawie 10 lat istnienia rynku finansowania społecznościowego w Polsce, czyli do końca października 2021 roku, start-upy pozyskały prawie 292 mln zł z emisji udziałów i akcji w ramach crowdfundingu udziałowego. W ciągu 10 miesięcy ubiegłego roku na pozyskanie kapitału w tej formie zdecydowały się 82 spółki, a jego wartość wyniosła 115 proc. wolumenu z 2020 roku, przy czym 12 emisji nie było jeszcze zakończonych, a na uruchomienie oczekiwało ponad 40 nowych.

Crowdfunding jest narzędziem pozyskiwania finansowania, które dosyć dynamicznie rośnie na polskim rynku. W 2021 roku ok. 100 przedsiębiorstw sięgnie po finansowanie w formie crowdfundingu udziałowego. Jest to wzrost o kilkadziesiąt procent w stosunku do poprzedniego roku – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Kowcun, dyrektor ds. rozwoju biznesu firmy Crowdway.

Crowdway to działająca na polskim rynku od 2015 roku platforma typu crowd, która wspiera rozwój projektów innowacyjnych i przedsięwzięć na etapie szybkiego wzrostu. 

– Dla naszej platformy wzrost też wynosi blisko 100 proc., bo w zeszłym roku zrealizowaliśmy 12 projektów, czyli wsparliśmy 12 spółek w pozyskaniu finansowania. W tym roku tych spółek będzie 21 – mówi Tomasz Kowcun.

Po 11 miesiącach 2021 roku suma środków zebranych w crowdfundingu udziałowym przez spółki współpracujące z Crowdway przekroczyła 35 mln zł. Ubiegły rok upłynął pod znakiem biznesów online, spółek konopnych i kraftowych. Wśród dużych emisji przeprowadzonych były m.in. spółka CanPoland, która na początku 2021 roku zebrała 4,4 mln zł w 11 min. Pod koniec roku z kolei Kombinat Konopny SA – spółka specjalizująca się w uprawie i przetwórstwie konopi włóknistych – zebrała 4,5 mln zł w ciągu siedmiu minut.

Wzrost popularności crowdfundingu wymusił konieczność ujednolicenia zasad jego funkcjonowania na terenie Unii Europejskiej. Nowa regulacja wspólnotowa, czyli tzw. rozporządzenie ECSP, obejmuje platformy crowdfundingowe szeregiem nowych obowiązków, zbliżających ich funkcjonowanie do działania firm inwestycyjnych. Wprowadziło m.in. wymóg uzyskania przez nie licencji. Ma to ułatwiać dostęp do kapitału dla podmiotów ubiegających się o finansowanie, zapewniając wysoki poziom ochrony inwestorów, stabilność rynku oraz możliwość transgranicznego świadczenia usług. W Polsce stosowanie unijnych regulacji ma zapewnić ustawa o finansowaniu społecznościowym dla przedsięwzięć gospodarczych.

Czekamy na zatwierdzenie ustawy, która w praktyce pozwoli stosować to rozporządzenie, czyli umożliwi platformom ubieganie się o licencję, która pozwoli w pełni na korzystanie z tych praw – zauważa ekspert Crowdway. – Regulacje w mojej ocenie zmierzają w dobrym kierunku, nakładają na platformy crowdfundingowe dodatkowe obowiązki, rozróżniając inwestora doświadczonego i niedoświadczonego. Na tej podstawie będą kierowane oferty adekwatne do poziomu ryzyka.

Projekt polskiej ustawy o finansowaniu społecznościowym przewiduje zmianę ustawy o ofercie publicznej, której celem jest podwyższenie progu dla obowiązku prospektowego.

 Z punktu widzenia przedsiębiorstw zasadniczą zmianą jest zwiększenie limitów, które pozwolą pozyskiwać większy kapitał. W okresie przejściowym wzrosną one z 1 mln euro dotychczas do 2,5 mln euro, a po listopadzie 2023 roku spółki będą mogły się ubiegać o finansowanie nawet do równowartości 5 mln euro – precyzuje przedstawiciel platformy crowdfundingowej.

Projekt przewiduje również wyznaczenie Komisji Nadzoru Finansowego jako organu właściwego do wydawania zezwoleń na prowadzenie działalności regulowanej rozporządzeniem ECSP.

Art. 48 ust. 1 rozporządzenia 2020/1503 umożliwia kontynuowanie świadczenia usług finansowania społecznościowego zgodnie z obecnie obowiązującym prawem krajowym do 10 listopada 2022 roku lub do dnia uzyskania zezwolenia, w zależności od tego, co nastąpi wcześniej – brzmi fragment stanowiska KNF  z początku listopada br.

Zdaniem Tomasza Kowcuna wejście nowych przepisów w życie będzie miało pozytywny wpływ na rynek, ponieważ profesjonalizuje działanie platform crowdfundingowych. Dziś uzupełnieniem reguł postępowania działalności crowd w Polsce są Zasady Dobrych Praktyk Operatorów Platform Crowdfundingowych, opracowane przez ZPF wspólnie z polskimi platformami.

 Pozwoli to wyeliminować podmioty, które dopiero się rozwijają, są często wątpliwej reputacji i jeszcze bez uzasadnionych sukcesów biznesowych. Będzie to szło w kierunku większej przejrzystości dotyczącej kwalifikacji projektów, które będą mogły ubiegać się o finansowanie społecznościowe – wyjaśnia dyrektor ds. rozwoju biznesu w Crowdway. – Nowe prawo będzie nakładało dodatkowe restrykcje dotyczące dopasowania inwestorów i ofert do nich, wprowadzając również szereg zmian, które będą zapewniały ciągłość działania platformy. Czyli nawet w ekstremalnym wypadku, jeżeli platforma by upadła, to musi zapewnić możliwość kontynuacji dostępu inwestorom do danych i transakcji, których się podjęli historycznie.

Jak podkreśla, platformę Crowdway w wyniku wprowadzenia nowych regulacji też czekają zmiany. 

– Będziemy dalej kierować się tym, żeby projekty, które są wspierane przez Crowdway, miały zarówno potencjał biznesowy, jak i szanse na skuteczną realizację kampanii crowdfundingowej – wyjaśnia Tomasz Kowcun. – Będziemy też wprowadzali nowe narzędzia, nową stronę i nowe funkcjonalności, które ułatwią inwestorom możliwość dostępu do danych, kontaktowania się ze spółkami etc., żeby poziom relacji inwestorskich wzrastał. Identyfikujemy to jako rzecz, którą należałoby poprawić na całym rynku kapitałowym.

Możliwości pozyskiwania kapitału poprzez crowdfunding były tematem debaty w czasie jednego z ostatnich Thursday Gathering. To cykliczne wydarzenie, które Fundacja Venture Café Warsaw wraz z partnerami organizuje w każdy czwartek w Varso na ul. Chmielnej w Warszawie. Celem wydarzeń jest integracja społeczności innowatorów, inwestorów, przedsiębiorców, twórców, studentów i budowa silnego ekosystemu dla rozwoju innowacji. 

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/rekordowy-rok-dla-rynku,p1811907385

Branża kosmetyczna szuka alternatyw dla plastiku. Popularność zyskują opakowania zwrotne i wielokrotnego użytku

Co roku branża kosmetyczna wykorzystuje ok. 70 tys. t opakowań z tworzyw sztucznych. Chociaż całkowita rezygnacja z plastiku nie jest możliwa, również ze względu na jego zalety, to firmy z tego sektora dążą do jego minimalizacji. Część z nich przestała go wykorzystywać w składach produktu. Część rezygnuje z niego także przy pakowaniu kosmetyków, stawiając na papierowe lub szklane opakowania, a także proponując przejście na model subskrypcji. Już niebawem przepisy unijne po raz kolejny wzmocnią tego typu proekologiczne inicjatywy.

Z ostatnich danych Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody (IUCN) wynika, że każdego roku do oceanów trafia nawet 14 mln t plastikowych odpadów, a plastik stanowi 80 proc. wszystkich odpadów zalegających oceaniczne wody od głębin po brzegi. Pandemia jeszcze nasiliła produkcję plastikowych śmieci: świat w jej trakcie wytworzył z tworzyw sztucznych ponad 8 mln t śmieci mających związek z pandemią koronawirusa, a do oceanicznej wody trafiło z tego 25 tys. t. Plastik jest obecny w każdej branży, a jego ostateczne wyeliminowanie nie jest możliwe.

– Wykorzystanie plastiku w branży kosmetycznej polega głównie na produkcji opakowań, co roku blisko 70 tys. t tworzyw sztucznych ląduje w takiej postaci na rynku. Dodatkowo koncerny kosmetyczne wykorzystują mikroplastik, czyli tę frakcję plastiku, która jest niewidoczna gołym okiem, do produkcji peelingów do ciała, szamponów oraz mydeł. Wszystko to oczywiście ma olbrzymi wpływ na środowisko – zwraca uwagę w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jakub Zublewicz, założyciel i prezes firmy Refeel Concept.

Według statystyk ONZ do 2050 roku w oceanach będzie się znajdować tyle samo plastiku, co ryb. Potwierdza to niedawna ocena Programu Narodów Zjednoczonych ds. Ochrony Środowiska (UNEP): do 2030 roku obecne zanieczyszczenie plastikiem wód morskich i oceanicznych może się podwoić.

– Wyeliminowanie plastiku z życia codziennego jest niemożliwe i to dobitnie uświadomiła nam w ostatnim czasie pandemia. Dzieje się tak m.in. dlatego, że plastik ma wiele zalet: jest wytrzymały, lekki, tani oraz dość istotnie poprawia komfort naszego życia. Przez 60 lat obecności na rynku tworzywa sztuczne nie doczekały się godnego następcy. Warto sobie zdać sprawę przy tej okazji, że największym problemem nie jest plastik sam w sobie, ale to, że nie potrafimy go mądrze wykorzystywać oraz efektywnie nim zarządzać – podkreśla prezes Refeel Concept.

Sytuację związaną z zanieczyszczeniem plastikowymi odpadami co jakiś czas usiłują zmieniać państwa i wspólnoty świadome zagrożenia, jakie ze sobą niesie to zjawisko. Efektem są kolejne regulacje, obostrzenia lub rozwiązania fiskalne. W Szwecji za zwrot plastikowych butelek i puszek od 30 lat oddawane są konsumentom pieniądze. W Finlandii obowiązuje regulacja, która stanowi, że za opakowania napojów należy zapłacić podatek w wysokości 0,51 euro za litr. Producenci i importerzy opakowań mogą jednak zostać zwolnieni z tego podatku, jeśli włączą się w system kaucyjny. W Polsce wciąż trwają prace nad jego uruchomieniem, który skutecznie zachęcałby do oddawania butelek i opakowań do skupu. Brakuje także przepisów, które zaimplementują do polskiego prawa unijną dyrektywę Single-Use Plastics. Zgodnie z nią od lipca 2021 roku obowiązuje zakaz wprowadzania do obrotu jednorazowych, plastikowych opakowań, patyczków higienicznych oraz naczyń, sztućców, słomek, talerzy i kubków. W 2025 roku pojawią się kolejne obostrzenia – nakrętki i plastikowe wieczka będą mogły być wprowadzane na rynek tylko pod warunkiem, że zostaną na stałe przytwierdzone do butelek i pojemników.

– To wszystko dobitnie pokazuje nam tendencję, jaka obowiązuje na rynku, i możemy się spodziewać, że kolejne obostrzenia są tylko kwestią czasu. Refeel Concept również doskonale sobie z tego zdaje sprawę, dlatego zastępujemy plastik w naszych produktach surowcami alternatywnymi. Posiadamy szklane zwrotne butelki, aluminiowe nakrętki oraz papierowe etykiety – podkreśla założyciel i prezes spółki.

Firma, która jest producentem kosmetyków myjących i chemii domowej, wyeliminowała także mikroplastik z produktów, a wysyłka do klientów jest całkowicie pozbawiona plastikowych elementów.

– Refeel Concept stawia w pierwszej kolejności na szkło. Nasze produkty rozlewamy do szklanych zwrotnych butelek, które klienci mogą nam za darmo odsyłać, a my nagradzamy ich za to kodem rabatowym na następne zamówienia. W ten sposób tworzymy własny system kaucyjny, nie czekając na ogólnokrajowe regulacje w tym zakresie – wyjaśnia Jakub Zublewicz. – W ten sposób wprowadzamy w życie ideę gospodarki obiegu zamkniętego. Dodatkowo edukujemy naszych klientów i zachęcamy do wielokrotnego używania plastikowych końcówek w naszych produktach.

Stosowany przez firmę model ekonomii subskrypcji sprawia, że klienci nie marnują czasu na poszukiwanie potrzebnych im towarów, a firma buduje z nimi głębsze relacje. Zakupy abonamentowe zyskują na popularności głównie ze względu na fakt odciążania klientów od czasochłonnych i powtarzalnych czynności.

– Wiele ostatnio opublikowanych raportów, sporządzonych przez renomowane firmy badawcze, mówi o tym, że nadchodzi boom subskrypcyjny. Już ponad 90 proc. Polaków uczestniczy w ekonomii subskrypcji. Dzieje się tak dlatego, że posiadanie staje się coraz mniej modne, bardziej istotna staje się dla nas wygoda użytkowania. Dążymy do takich rozwiązań, które zdejmują z nas konieczność pamiętania o zapłacie czy o zrobieniu kolejnych zakupów – argumentuje ekspert. – Statystycznie jeden Polak posiada już w tej chwili około czterech zobowiązań subskrypcyjnych. Oczywiście statystyki te zawyżają młodsi konsumenci, natomiast należy sobie zdawać sprawę z tego, że w niedalekiej przyszłości to oni będą decydować o strukturze rynku.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/branza-kosmetyczna-szuka,p492868966

Od stycznia obowiązują nowe ulgi dla przedsiębiorców. Część z nich ma pobudzić inwestycje firm

Niektóre elementy Polskiego Ładu, który właśnie wszedł w życie, mają na celu zwiększenie inwestycji na giełdzie. Rząd przewidział w nim ulgę na IPO, która pomoże firmom, nawet niewielkim, wejść na giełdę. Z drugiej strony proponuje ulgę na inwestycje w giełdowych debiutantów oraz dla firm, które inwestują za pośrednictwem funduszy venture capital. W Polskim Ładzie pojawiły się także ulgi dla przedsiębiorców, którzy planują rozwijać innowacje.

Od stycznia zacznie funkcjonować ulga na pierwszą ofertę giełdową, ułatwiająca polskim start-upom znalezienie strategicznego inwestora na giełdzie – mówi agencji Newseria Biznes Jan Sarnowski, wiceminister finansów.

Tak zwana ulga na IPO umożliwi emitentowi uwzględnienie w rachunku podatkowym 150 proc. wydatków bezpośrednio związanych z wejściem na giełdę (np. na przygotowanie prospektu emisyjnego) i odliczenie dodatkowych 50 proc. wydatków na usługi doradcze, prawne i finansowe, bezpośrednio związane z emisją (maksymalnie 50 tys. zł bez VAT).

 Z drugiej strony będziemy mieli ulgę dla firm inwestujących w giełdowych debiutantów, która zachęci inwestorów do tego, żeby lokowali swoje środki w dobrze rokujących polskich firmach – wyjaśnia wiceminister finansów. – Chcemy również gorąco zachęcić inwestorów, żeby korzystali z pośrednictwa funduszy venture capital. To są profesjonalne podmioty, które z najwyższym prawdopodobieństwem są w stanie wskazać inwestorowi takie przedsiębiorstwa, w które zainwestowanie pieniędzy może oznaczać w perspektywie kilku lat największy współczynnik zwrotu. I właśnie na inwestowanie za pośrednictwem funduszy venture capital też pojawiła się ulga podatkowa.

Nowa ulga dla tzw. aniołów biznesu i inwestorów, którzy za pośrednictwem funduszy venture capital lokują kapitał w innowacyjnych, polskich spółkach, to rozwiązanie opracowane we współpracy z PFR Ventures (część Grupy Polskiego Funduszu Rozwoju). Ulga pozwoli odliczyć od postawy opodatkowania nawet 50 proc. wartości takiej inwestycji (maksymalnie 250 tys. zł w danym roku podatkowym). Rozwiązanie bazuje na zachętach podatkowych funkcjonujących już m.in. we Francji, Niemczech czy Wielkiej Brytanii.

Wprowadzone w Polskim Ładzie rozwiązania podatkowe mają – zgodnie z założeniami rządu – wspierać przedsiębiorców na każdym etapie procesu produkcyjnego – od pomysłu po sprzedaż gotowego towaru.

– Stąd nowa propozycja, na wzór azjatyckich tygrysów gospodarczych jak Singapur, Tajwan czy Korea Południowa, a nawet dużych centrów produkcyjnych Europy Zachodniej, takich jak Francja, Wielka Brytania czy Włochy. Mianowicie wprowadziliśmy od stycznia system ulg podatkowych, wspierających rozwój firm oraz proces produkcyjny praktycznie na każdym jego etapie. Na etapie wymyślenia produktu jest ulga badawczo-rozwojowa, na etapie przeniesienia go na język praktyki i gotowego towaru – ulga na prototyp. Później ulga na robotyzację, dzięki której będzie można efektywnie i tanio produkować nowe towary i kierować je na rynek. I na koniec ulga IP Box, dzięki której podatek od dochodu osiągniętego ze sprzedaży wytworzonego w Polsce towaru będzie wynosić już nie 19, ale 5 proc. – wylicza Jan Sarnowski.

Firmy prowadzące działalność badawczo-rozwojową mogą także skorzystać z ulgi na innowacyjnych pracowników, o wybranych wysokich kompetencjach, np. inżynierów, programistów czy konstruktorów. W ramach tego narzędzia ich wynagrodzenia będą szczególną kategorią wydatków kwalifikowanych.

Polski Ład, czyli – jak wskazuje rząd – historyczna reforma systemu podatkowego, oficjalnie wszedł w życie 1 stycznia 2022 roku. Obok sztandarowych rozwiązań – takich jak zwiększenie kwoty wolnej od podatku do 30 tys. zł i podniesienie progu podatkowego z ok. 85 tys. zł do 120 tys. zł – Polski Ład obejmuje też szereg nowych rozwiązań dla przedsiębiorców. Resort finansów podkreśla, że na samej reformie klina podatkowo-składkowego zyska ok. 530 tys. najmniejszych firm, ale Polski Ład to także szereg preferencji dla firm nastawionych na innowacje, inwestycje i ekspansję biznesu.

– Gdyby spytać się przedsiębiorcę, nauczyciela akademickiego czy chociażby osobę z ulicy o to, jakie powinny być podatki, to połowa z nich odpowie, że powinny być proste i zrozumiałe dla wszystkich. Druga połowa odpowie, że podatki powinny wspierać rozwój przedsiębiorstw, powinny być perfekcyjnie dostosowane do formy prowadzenia działalności gospodarczej, formy finansowania, ewentualnie do rynku czy gałęzi gospodarki, w której dana firma funkcjonuje. Nam zależy na tym, żeby od stycznia w polskim systemie podatkowym funkcjonowały rozwiązania zarówno dla jednych, jak i drugich – mówi wiceminister finansów.

Choć eksperci szacują, że duża część nowych rozwiązań negatywnie odbije się na sytuacji ekonomicznej przedsiębiorstw, to resort finansów podkreśla, że są i pozytywy, które ułatwią prowadzenie działalności.

Mamy z jednej strony szeroko otwarty ryczałt od przychodów ewidencjonowanych dla jednoosobowych działalności gospodarczych, które nie planują dużej ekspansji, które chcą się skoncentrować na utrzymaniu przedsiębiorcy i jego rodziny. To jest maksymalnie prosty sposób rozliczenia podatków, wpływy do kasy razy niska stawka, bez konieczności zajmowania się całą plejadą formalności związanych z rozliczeniem podatku – mówi Jan Sarnowski.

Tym firmom, które mają w planach ekspansję i rozwój, dedykowany jest z kolei ryczałt od dochodów spółek kapitałowych, czyli tzw. estoński CIT – maksymalnie uproszczony sposób rozliczenia podatku, pozwalający na reinwestycję praktycznie całego osiągniętego w firmie zysku, bez uszczuplania go podatkami. Do tej pory rozwiązanie to było zarezerwowane dla wąskiego grona spółek, ale zmiany wprowadzone w Polskim Ładzie poluzowały wiele z obowiązujących ograniczeń. W ocenie resortu finansów przełoży się to na większą popularność estońskiego CIT-u. Najważniejsze z tych zmian to m.in. zniesienie limitu przychodów, który wykluczał z systemu estońskiego większe podmioty, oraz rozszerzenie katalogu podmiotów, które będą mogły z niego skorzystać (o spółki komandytowe, spółki komandytowo-akcyjne i spółdzielnie). W sumie od stycznia br. zniknęły aż trzy z pięciu dotychczasowych warunków wejścia w system estoński.

– Z drugiej strony dla firm, które chcą się rozliczać na dotychczasowych zasadach, również mamy szeroki katalog ulg podatkowych mających na celu zachęcenie ich do inwestycji – mówi wiceminister finansów. – Aby realizować te inwestycje, potrzeba tak naprawdę dwóch rzeczy. Po pierwsze tego, żeby firma pozyskała finansowanie. I po drugie tego, żeby sama inwestycja była dla firmy po prostu tańsza i żeby te środki, które udało się jej pozyskać, mogły być wykorzystane w kluczowym miejscu i w jak najbardziej efektywny sposób. I to właśnie realizujemy narzędziami podatkowymi.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/od-stycznia-obowiazuja,p1903440600

W 2022 roku ceny mieszkań dalej będą rosły wolniej. Popyt może wzrosnąć dzięki rządowemu wsparciu

Rok 2021 to okres dynamicznych wzrostów cen nieruchomości. Eksperci przewidują, że tendencja ta utrzyma się w tym roku, ale tempo podwyżek nieco zwolni. Problemem pozostanie niska podaż mieszkań na rynku przy wciąż dużym popycie. Z jednej strony zainteresowanie zakupami będzie wspierać rządowa pomoc w uzyskaniu kredytu hipotecznego na własne M, z drugiej strony rosnące stopy procentowe mogą ograniczać zdolność kredytową nabywców.

Na przestrzeni 2021 roku ceny metra kwadratowego mieszkania wzrosły między kilka a nawet kilkadziesiąt procent – mówi agencji Newseria Biznes Marcin Sobieszek, ekspert Platformy Mieszkaniowej. – W Warszawie 1 mkw. kosztuje ok. 12 tys. zł, w Gdańsku i Krakowie to jest około 10, może nawet 11 tys. zł. Później mamy inwestycje, które znajdują się we Wrocławiu – to jest około 10,5 tys. za 1 mkw., a następnie Katowice, Poznań i Łódź, gdzie ceny są w okolicach 8,5–9 tys. zł.

Mimo dynamicznych wzrostów cen sprzedaż mieszkań w ostatnich kwartałach stale rosła. Z danych JLL wynika, że między trzecim kwartałem 2020 roku a trzecim kwartałem 2021 roku sprzedaż na sześciu największych rynkach w Polsce (w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Poznaniu i Łodzi) wyniosła 67,9 tys. mieszkań – o 4 proc. więcej niż w całym 2019 roku. Trzeci kwartał 2021 roku był jednak pod tym względem znacznie słabszy niż dwa poprzednie (sprzedaż wyniosła 15 tys., o 23 proc. mniej kwartał do kwartału), na co miała wpływ mniejsza podaż. Deweloperzy wprowadzili do oferty niecałe 14 tys. lokali, o 13 proc. mniej niż w drugim kwartale. Oferta dostępna na rynku spadła do 36,6 tys. lokali, co jest poziomem o 26 proc. mniejszym niż rok wcześniej.

Podaż na dzisiejszym rynku mieszkaniowym cały czas jest niewystarczająca, co wiąże się z trudnością w nabywaniu gruntów, długimi procesami administracyjnymi, wysokimi kosztami budowy i materiałów budowlanych. Klienci nadal są gotowi nabywać nowe mieszkania, mimo wyższych stóp procentowych i trudniejszych warunków, jeśli chodzi o otrzymanie kredytu, siła nabywcza klientów jest cały czas dosyć wysoka, więc cały czas na tym rynku jest nieco niższa podaż. W Warszawie podaż zmniejszyła się mniej więcej o połowę na przestrzeni ostatnich kilku lat. Dlatego też część deweloperów przerzuciła się do mniejszych miejscowości, pod dużymi aglomeracjami, ale również do mniejszych miast wojewódzkich – wyjaśnia ekspert Platformy Mieszkaniowej.

Analitycy HRE Investments szacują, że w 2022 roku wzrost cen mieszkań powinien wyhamować do poziomu 5–10 proc. r/r. Eksperci PKO BP oceniają, że będzie to ok. 5 proc. Spowolnienie dynamiki podwyżek prognozuje też Platforma Mieszkaniowa.

Ma na to wpływ właśnie przede wszystkim niewystarczająca podaż na rynku, czyli zbyt mało inwestycji realizowanych przez deweloperów w stosunku do liczby klientów, którzy chcieliby takie nieruchomości nabyć. Mimo podwyższenia stóp procentowych i zmniejszenia się tej grupy klientów, którzy są w stanie otrzymać kredyt, cały czas wszystkie mieszkania, które są wypuszczane na rynek, które trafiają do sprzedaży, bez problemu znajdują swoich nabywców – mówi Marcin Sobieszek.

W tym roku zakup mieszkań przez młodych Polaków mają ułatwić nowe narzędzia przewidziane przez rząd w programie Polski Ład. Jednym z nich jest gwarantowany kredyt mieszkaniowy dla osób, które mają zdolność kredytową, ale nie mają oszczędności na wkład własny do kredytu. W dalszych planach jest także wprowadzenie bonu mieszkaniowego, który ma być wsparciem dla osób bez zdolności kredytowej. Ma zapewnić wkład własny – choć nie do mieszkania z rynku komercyjnego. Osoby, które otrzymają bon, będą mogły wybrać np. mieszkanie w Spółdzielczej Inicjatywie Mieszkaniowej czy Towarzystwie Budownictwa Społecznego, albo wykorzystać go na pokrycie wkładu mieszkaniowego w spółdzielni mieszkaniowej. Rodziny wielodzietne będą mogły przeznaczyć otrzymane wsparcie na zakup mieszkania lub domu jednorodzinnego, albo jego budowę.

Gwarancje kredytowe to bardzo dobre rozwiązanie, ponieważ kiedy weźmiemy sobie standardową, młodą rodzinę, która zaczyna szukać mieszkania dla siebie, to musimy brać pod uwagę, że bierze ona kredyt mieszkaniowy na ten zakup. Cena trzypokojowej nieruchomości będzie oscylowała w okolicach 450–500 tys. zł, co oznacza, że przy dzisiejszych rekomendacjach bankowych młoda rodzina powinna mieć na koncie ok. 100 tys. zł wkładu własnego – wyjaśnia ekspert Platformy Mieszkaniowej. – To jest początek, bo oczywiście nowe mieszkanie trzeba wykończyć, więc koszty rosną do nawet kilkudziesięciu tysięcy. Dlatego to rozwiązanie wydaje nam się idealne, jeśli chodzi o zakup pierwszego mieszkania. Podobne programy sprawdzały się już we wcześniejszych latach i obecnie ich brakowało.

Zdaniem eksperta bon mieszkaniowy i gwarancje kredytowe wpłyną stymulująco na popyt na nieruchomości. Z drugiej strony mogą go ograniczać rosnące stopy procentowe, które wpływają na mniejszą zdolność kredytową. Poza tym banki mogą kredytobiorcę z gwarancją kredytową traktować jako klienta „podwyższonego ryzyka” i proponować mu mniej atrakcyjne warunki kredytowania inwestycji.

Młode osoby z jednej strony dostaną pewne wzmocnienie, ale z drugiej strony wzrost stóp procentowych może im utrudnić wzięcie tego kredytu. Trudno nam w tym momencie przewidzieć ostateczne przełożenie tych zmian na rynek, ale na pewno jest to dobry sygnał i dobry ruch ze strony rządu – ocenia Marcin Sobieszek.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/w-2022-roku-ceny-mieszka,p845849238

Paliwa odpadowe mogą być na większą skalę wykorzystywane w energetyce. Nowy program wsparcia pomoże rozkręcić inwestycje w tym obszarze

Zgodnie z wymogami UE do 2035 roku Polska musi zmniejszyć odsetek składowanych odpadów do poziomu poniżej 10 proc. oraz uzyskać 65-proc. wskaźnik recyklingu odpadów komunalnych. – To nam daje 75 proc. Pytanie, co z pozostałą 1/4 odpadów, które wytworzymy? W świetle przepisów ich nie wolno składować, ale można z nich odzyskać energię – mówi Dominik Bąk, wiceprezes NFOŚiGW. W Polsce działa dziewięć takich instalacji termicznego przekształcania odpadów z odzyskiem energii, ale żeby domknąć system gospodarki odpadami, roczna wydajność takich spalarni powinna zostać zwiększona przynajmniej o 2 mln ton. Może się do tego przyczynić nowy program wsparcia, który w tym miesiącu uruchomił NFOŚiGW.

Według danych Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Polsce od niemal dekady ilość wytwarzanych odpadów komunalnych systematycznie wzrasta o ok. 0,5 mln ton rocznie. W sferze ich selektywnej zbiórki i recyklingu wciąż pozostaje wiele do zrobienia, bo Polacy w swoich domach segregują tylko około 1/3 odpadów komunalnych (w granicach 3,6 mln ton rocznie).

W Polsce produkujemy ok. 14,5 mln ton odpadów komunalnych rocznie. W tym frakcja resztkowa, z której nie jesteśmy w stanie odzyskać surowców wtórnych, to ok. 4–4,5 mln ton odpadów nienadających się do recyklingu. Co więcej, jej nie wolno składować, bo ta frakcja ma dość wysoką kaloryczność. Węgiel kamienny ma 21 MJ/kg, a odpady tego typu mają powyżej sześciu do nawet kilkunastu MJ/kg, co oznacza, że są ekwiwalentem dla części węgla, który wykorzystujemy w polskich ciepłowniach. Z branży płyną głosy mówiące, że możemy odzyskać z tych odpadów energię cieplną i elektryczną – mówi agencji Newseria Biznes Dominik Bąk.

Tak zwane odpady resztkowe są w Polsce kierowane głównie do 179 instalacji MBP (przetwarzania mechaniczno-biologicznego), a także do spalarni odpadów, których obecnie funkcjonuje dziewięć, ale kolejne powstają już w Gdańsku, Olsztynie, Warszawie, Krośnie i Nysie. Jako paliwo alternatywne trafiają też do spalenia w cementowniach.

– Brakuje nam w Polsce co najmniej 2 mln ton wydajności w nowoczesnych ciepłowniach, opalanych paliwami alternatywnymi czy paliwami wytwarzanymi z odpadów. Ten brak przekłada się na wyższe koszty dla mieszkańców gmin. To jest jeden z zasadniczych czynników powodujących wzrost opłat za śmieci – wyjaśnia wiceprezes NFOŚiGW.

Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej wskazuje, że brak możliwości wykorzystania tzw. frakcji palnej jest nie tylko przyczyną wzrostu opłat ponoszonych przez mieszkańców, ale stanowi też marnotrawstwo źródła energii, które mogłoby zaspokoić nawet do 10 proc. zapotrzebowania na ciepło sieciowe. Instalacje termicznego przekształcania odpadów z odzyskiem energii – jako część systemu ciepłowniczego – są komponentem systemu zagospodarowania odpadów komunalnych komplementarnym do recyklingu.

W Polsce jest dziewięć takich instalacji i tam, gdzie działają, nie ma protestów. To już nie jest spalanie polegające na tym, że wkładamy śmieci do pieca i leci czarny dym. W tym momencie są to jedne z najbardziej nowoczesnych, niskoemisyjnych i najbardziej ekologicznych instalacji. Badania potwierdzają, że w porównaniu do obecnie funkcjonujących w Polsce instalacji służących ciepłownictwu systemowemu są od 10 do nawet 100 razy bardziej ekologiczne i mniej emisyjne. One nie wykorzystują nawet górnych granic norm, które są przewidziane dla tego typu instalacji – podkreśla Dominik Bąk.

Jak podkreśla, zgodnie z wymogami UE do 2035 roku Polska będzie zobligowana, aby zmniejszyć odsetek składowanych odpadów do poniżej 10 proc. oraz uzyskać 65-proc. wskaźnik recyklingu odpadów komunalnych.

Te 65 plus 10 daje nam 75 proc. Pytanie, co z pozostałą 1/4 odpadów, które wytworzymy? W świetle przepisów nie wolno ich składować, ale można z nich odzyskać energię. Temu właśnie służą takie spalarnie. Niestety ta nazwa się do nich przykleiła, tymczasem to są bardzo nowoczesne instalacje, których nie należy się obawiać – mówi wiceprezes NFOŚiGW.

Szansą na usprawnienie systemu gospodarki odpadami w Polsce są nowe inicjatywy NFOŚiGW ogłoszone w tym miesiącu. W ramach programu „Racjonalna gospodarka odpadami” fundusz ogłosił trzy nabory, w których samorządy, przedsiębiorstwa i inne podmioty mogą ubiegać się o dofinansowanie inwestycji związanych właśnie z wykorzystaniem odpadowych paliw w energetyce, ale także z selektywnym zbieraniem odpadów czy budową instalacji do gospodarowania nimi.

W części dotyczącej wykorzystania paliw z odpadów w energetyce limit środków przeznaczonych na dofinasowanie wynosi 1 mld zł, a wsparcie może być udzielone w postaci pożyczki lub dotacji.

O dofinansowanie mogą się ubiegać spółki komunalne, w których samorząd jest właścicielem, albo spółki celowe, które samorząd powołuje do realizacji tego typu przedsięwzięć. Mogą to być również podmioty prawa prywatnego działające w branży gospodarki odpadami albo po prostu ciepłownicy, którzy myślą o zmianie źródła czy dywersyfikacji paliw wykorzystywanych w ich podstawowej działalności – dodaje Dominik Bąk.

Łączny budżet wszystkich części programu „Racjonalna gospodarka odpadami” to 2,5 mld zł. Nabory potrwają do końca 2022 roku, a pieniądze na wsparcie – w zależności od rodzaju projektów – będą pochodzić ze środków krajowych NFOŚiGW albo z unijnego Funduszu Modernizacyjnego.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/paliwa-odpadowe-moga-byc,p1439488852

Przedszkola i szkoły mogą otrzymać grant na dodatkowe inwestycje. Na placówki oświaty czeka wsparcie z programu „WzMOCnij swoje otoczenie”

Polskie Sieci Elektroenergetyczne prowadzą działalność na terenie 1 tys. polskich gmin, do których sukcesywnie kierują wsparcie finansowe, m.in. w ramach programu „WzMOCnij swoje otoczenie”. Samorządy mogą się w nim starać o grant w wysokości 20 tys. zł na realizację projektów, które przysłużą się całej społeczności. Tylko w tym roku w gronie podmiotów, które skorzystały z takiego wsparcia, znalazło się ponad 40 placówek edukacyjnych, którym grant PSE pozwolił sfinansować potrzeby przekraczające ich budżety.

– Sala Doświadczania Świata – czyli sala integracji sensorycznej, która powstała w naszym przedszkolu – to projekt, którego odbiorcą są dzieci ze spektrum autyzmu i specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, ale i wszystkie dzieci uczęszczające do naszej placówki. Dzięki grantowi z programu „WzMOCnij swoje otoczenie” sala została w odpowiedni sposób przygotowana, tak aby służyć wszystkim maluchom – mówi agencji Newseria Biznes Renata Nowak, p.o. dyrektora Przedszkola Nr 3 „Ługuś” w Karczewie.

Placówka jest jedną z ponad 40 szkół i przedszkoli, które tylko w tym roku zostały objęte wsparciem finansowym Polskich Sieci Elektroenergetycznych. Operator krajowego systemu przesyłowego prowadzi działalność na terenie ok. 1 tys. polskich gmin i to właśnie do nich jest skierowany realizowany od 2019 roku program grantowy „WzMOCnij swoje otoczenie”. Samorządy i ich jednostki budżetowe (np. ośrodki pomocy społecznej, ośrodki kultury, sportu i rekreacji oraz przedszkola, szkoły, biblioteki etc.) oraz organizacje pozarządowe mogą się w nim starać o dofinansowanie w wysokości 20 tys. zł na realizację projektów związanych z rozwojem wspólnej przestrzeni publicznej i aktywizacją życia społecznego.

PSE wsparły w tym roku 180 takich projektów o łącznej wartości prawie 3,7 mln zł. W ostatniej edycji programu „WzMOCnij swoje otoczenie” znalazły się wśród nich m.in. wirtualne laboratorium chemiczne w Otwocku, utworzenie pracowni technicznej dla uczniów w gminie Nowa Wieś Lęborska oraz właśnie uruchomienie gabinetu terapii sensorycznej dla dzieci w gminie Karczew.

– Realizacja projektu „WzMOCnij swoje otoczenie” przyniesie korzyści naszej placówce, ale i całej naszej gminie – podkreśla Renata Nowak.

– Sala Doświadczania Świata, która powstała dzięki wsparciu Polskich Sieci Elektroenergetycznych, jest jedyną w powiecie i jedną z raptem kilku na całym Mazowszu, jeśli chodzi o specjalistyczną terapię dla dzieci z różnymi zaburzeniami sensorycznymi. Dla nas jako gminy absolutnie jest to coś, z czego jesteśmy dumni i czym możemy się chwalić – dodaje Michał Rudzki, burmistrz Karczewa. – Ta sala, która powstała na osiedlu Ługi, liczącym ok. 4 tys. mieszkańców, to nowa przestrzeń dla rozwoju dzieci, które – jak wielokrotnie mówią nauczyciele i wychowawcy – borykają się z coraz większą ilością różnego typu zaburzeń.

Grant pozyskany przez karczewską placówkę w programie PSE pozwolił zagospodarować wolną przestrzeń, którą dysponowało przedszkole, i stworzyć w niej miejsce, gdzie terapeuci będą mogli prowadzić zajęcia z integracji sensorycznej. Przestrzeń została zaprojektowana i przygotowana tak, aby zachęcać dzieci do podejmowania działań stymulacyjnych. Skorzystają z niej przede wszystkim maluchy o specjalnych potrzebach rozwojowych, z nadpobudliwością psychoruchową oraz w spektrum autyzmu, ale docelowo Sala Doświadczania Świata będzie udostępniana wszystkim przedszkolakom.

– Znalazły się w niej urządzenia typu łóżko wodne czy kurtyny świetlne, które mają pobudzać zmysły dzieci do pracy. I to są urządzenia, które pobudzają do pracy wszystkie zmysły – czyli wzrok, węch, smak, dotyk – i stymulują obydwie półkule mózgowe. Nawet w przypadku dzieci, które nie mają tak specjalnych potrzeb jak maluchy autystyczne, ta sala może powodować u nich wyciszenie, uspokojenie, relaksację – mówi p.o. dyrektora Przedszkola Nr 3 „Ługuś” w Karczewie.

– Dzięki wsparciu Polskich Sieci Elektroenergetycznych mogliśmy zagospodarować wolną przestrzeń, którą dysponowaliśmy w naszym przedszkolu. Sala Doświadczania Świata powstała przede wszystkim z myślą o dzieciach ze specjalnymi potrzebami rozwojowymi, z nadpobudliwością psychoruchową oraz ze spektrum autyzmu. Terapeuci będą prowadzić w niej terapię opartą na elementach integracji sensorycznej, zarówno w małych grupach, jak i zajęcia indywidualne. Jednak w miarę możliwości i potrzeb będziemy starali się udostępniać ją wszystkim przedszkolakom – dodaje wicedyrektor placówki Klaudia Mikulska.

Co istotne, Sala Doświadczania Świata to jedyne takie miejsce w gminie i jedno z niewielu w całym regionie.

– To, że wzbogaciła ona wyposażenie przedszkola, znacząco wpłynie na popularność i dobry wizerunek naszej placówki, ale również i całej gminy. Dzięki stymulacji mózgu w Sali Doświadczania Świata dzieci będą lepiej radziły sobie z problemami w przyszłości – mówi Renata Nowak.

Źródło: https://biznes.newseria.pl/news/przedszkola-i-szkoly,p866442926